Mąż stanu

Mój i wielu ludzi szacunek oraz podziw budzi postawa Generała w czasie rozlicznych rozpraw sądowych, będących tak naprawdę próbą wymuszenia oceny wydarzeń historycznych przez wyrok sądowy. Nieugiętość w obronie prawdy oraz słowa żalu i przeprosin wobec ofiar, ludzi poszkodowanych w wyniku stanu wojennego, są świadectwem godnej postawy Męża Stanu i uczciwego, wrażliwego Człowieka – Aleksander Kwaśniewski.

Wojciech Jaruzelski swoją powinność wobec Polski i Europy spłacił w całości: od bohaterskiego udziału w walkach o wyzwolenie Ojczyzny z rąk niemieckich nazistów, uratowania kraju od popadnięcia w chaos, aż do cywilizowanego przekazania władzy na drodze uczciwych, rzeczywiście alternatywnych wyborów – Michaił Gorbaczow.

 

Uprzejmie proszę Państwa Czytelników o przeczytanie raz jeszcze tytułu publikacji i wypowiedzi dwóch b. prezydentów – Polski, Aleksandra Kwaśniewskiego i ZSRR, Michaiła Gorbaczowa, o chwilę zastanowienia się, o postawienie sobie pytania – co znaczy, kto to jest „mąż stanu”. Jak rozumiem ten tytuł, to określenie. Znacie Państwo różne tytuły, określenia, np. bohater, patriota, wybitny polityk, dyplomata, osobowość, człowiek prawy, zasłużony dla…np. sportu, Kościoła, laureat nagrody np. Nobla, Pulitzera. Czym osoby zasłużyły się, że zostały nimi obdarzone. Jak postrzegać i gdzie wśród nich sytuować „męża stanu”. Czym, jakimi cechami charakteru, dokonaniami w nadrzędnym interesie państwa, dobra wspólnego czy zdobyczami powinien wyróżniać się w plejadzie tak zacnych osób. Zechciejcie Państwo spośród znanych Polaków, choćby przy okazji 100. lecia Odzyskania Niepodległości wskazać z imienia osoby, które obdarzylibyście tak zacnym tytułem. Pomyślcie… przystępując do czytania tekstu, będącego pewną kontynuacją poprzedniego – „Z żołnierskiego życiorysu”. Nie znajdziecie prostej odpowiedzi na intrygujące pytania. Tekst ten zawiera kilka faktów i ich ocen z życia i działalności gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Zechciejcie Państwo, uzupełniając wiedzę innymi, sobie znanymi faktami, dokonać obiektywnej, sprawiedliwej oceny – może dyskutując w gronie rodzinnym, przyjaciół, środowiska zawodowego – uzyskacie uczciwy, rzetelny pogląd, czy Generał zasługuje na tytuł szczególnej chwały – Męża Stanu.

 

I. Stan wojenny

Można powiedzieć, że stan wojenny jest swoistym „sztandarowym” wydarzeniem XX wieku w Polsce, który jeszcze znacznej części członków Solidarności i nowoczesnej prawicy służy do pomijania lub negowania niezbyt wygodnych im faktów, do współodpowiedzialności za to wydarzenie, do opluwania Generała, do siania nienawiści i „promowania” zemsty, co wyraźnie widać w ostatnich latach. Dla nich nie mają żadnego znaczenia, nie przemawiają do rozsądku, choćby wyniki sondaży społecznych, gdzie ponad 50 proc. badanych odnosi się ze zrozumieniem do ówczesnych uwarunkowań i decyzji Generała. Dobrze to świadczy o starszym pokoleniu Polaków, które nie pozwala sobie narzucać fałszywej oceny tego polskiego dramatu. O młodszych, że „nową historię” należy przyjmować z namysłem. Czas słusznego upamiętniania 100-lecia odzyskania Niepodległości, pozwala na takie historyczne porównania:
– 5 lat po zamachu majowym, odbył się proces brzeski (1931) Wincentego Witosa i wielu innych, wybitnych polityków opozycyjnych;
– 5 lat po wprowadzeniu stanu wojennego (1986) generalna amnestia definitywnie objęła wszystkich więźniów politycznych;
– 8 lat po zamachu majowym, utworzono obóz w Berezie kartuskiej(1934) oraz nasiliły się zjawiska antydemokratyczne;
– 8 lat po stanie wojennym (1989), powstał pierwszy w bloku wschodnim rząd, kierowany przez ludzi wywodzących się z opozycji.

Generał wiele razy, przy różnych okazjach w mediach i na spotkaniach z rodakami mówił i pisał: Ja szczerze ubolewam nad tym, że doszło do wprowadzenia stanu wojennego, ale jednocześnie uznaję, że spełnił on swoją rolę. Był lekcją i dla Jaruzelskiego, i dla Wałęsy, i dla wielu innych z obu stron. To prawda, że ta lekcja wiele nas kosztowała, ale na szczęście nie wykopała przepaści nie do przebycia i obiektywnie stworzyła warunki do przyszłego zbliżenia…Próby kwalifikowania stanu wojennego jako przestępstwa, zbrodni, chcąc nie chcąc, godzą także w miliony ludzi, którzy go oczekiwali, którzy z jego koniecznością się liczyli, którzy go poparli, którzy w jego realizacji uczestniczyli, którzy wreszcie w tym okresie zwyczajnie żyli i spokojnie pracowali.

Jeszcze miliony Polaków potrafią uczciwie ocenić, iż stan wojenny był swego rodzaju klęską myśli i nadziei Generała. Liczył, że jako Osoba wojskowa i szef rządu, doprowadzi do porozumienia rozdarte waśniami społeczeństwo. To się nie powiodło. To była klęska. Każda klęska w rozumieniu wojskowym, w odczuciu żołnierza jest szczególnym upokorzeniem. Ale stan wojenny to „zwycięska klęska”. Skąd ten neologizm, niewiarygodny paradoks, brzmiący nawet kłamliwie-nie trudno zapytać. Powtórzę – ta„chwilowa klęska” okazała się zwycięstwem rozumu i rozsądku nad emocjami, więcej, nad nienawiścią i wrogością. Generał ma odwagę przyznać się do klęski jako zmarnowanej szansy porozumienia. Ma tę subtelność charakteru, że o zwycięstwie nie mówi we własnej osobie, ale wszystkich – tych z prawej i lewej strony ówczesnej barykady, kładąc akcent na umiarkowanych działaczy Solidarności.

 

„Nie mówić w mojej obecności niczego złego…”

Godzi się przypomnieć (pisałem w poprzednich tekstach), że Papież Jan Paweł II, podczas II pielgrzymki w okresie zwieszonego stanu wojennego, rozmowę z Generałem w Belwederze rozpoczął słowami: Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą. Przecież dobrze wiedział o tragedii w Kopalni Wujek i kilku innych zdarzeniach, dających niezbyt dobre świadectwo władzy. Pamiętał, że media podziemne i zagraniczne często rozmijały się z faktami nagłaśniając wydarzenia w Polsce, choćby „śmierć” Tadeusza Mazowieckiego. Potrafił więc docenić i ocenić skalę, ogrom świadomej odpowiedzialności Generała – świadomie nazywając Go Patriotą! Pomyślcie Państwo – jaką wartość, znaczenie mogło wtedy w ustach Papieża mieć słowo „Patriota”, jaką dziś ma wymowę. Nic dziwnego, że na uchybienia jakie zdarzały się polskim biskupom reagował czytelnie. Amerykanin polskiego pochodzenia Tad Szulc, w książce pt. „Papież Jan Paweł II. Biografia” pisze, że pomiędzy Papieżem a Generałem niezwykle szybko nawiązała się nić sympatii i zaufania. Papież wyczuł, że Generał jest Człowiekiem bardzo uczuciowym, reprezentującym wysoki poziom moralny. Gdy podczas spotkania z polskimi biskupami w Watykanie pod koniec lat osiemdziesiątych jeden z gości uczynił krytyczną uwagę pod adresem Jaruzelskiego, Papież natychmiast mu przerwał: „Proszę nie mówić w mojej obecności niczego złego o Generale. Dźwiga na swych barkach ogromny wór kamieni”. Chciałoby się zapytać – czy w tym „worze kamieni” Papież widział tylko grzechy własne Generała, czy coś więcej? Kto tę ocenę Papieża pamięta, przywołuje, wyciąga wnioski… może Czytelnicy dziś wiedzą?

 

„Tylko dwie, a nie trzy możliwości…”

Kanclerz Helmut Schmidt, na pytanie dziennikarza o stan wojenny w Polsce, postawione 13 grudnia 1981 roku odpowiedział: Ubolewam, że stało się to konieczne. Tę ocenę potwierdził w rozmowie z Generałem w Hamburgu, w 1995 roku. Przypomniał też, że za ową wypowiedź był wówczas przez wielu dziennikarzy krytykowany. Uznaje ją nadal niezmiennie za słuszną. Przypomnę kolejny raz, że Generał też z głębokim przekonaniem ubolewał, że stało się to konieczne. Natomiast udzielając wywiadu Adamowi Krzemińskiemu („Polityka”,29.09.1995), Kanclerz mówi: Uważałem Jaruzelskiego za postać tragiczną. Po długim zastanowieniu starał się on odwrócić interwencję radziecką w polską politykę wewnętrzną. Dla nas zagrożenie Polski było wówczas widoczne, dla was być może nie. Wywiad donosił nam o koncentracji wojsk radzieckich wokół polskich granic.

Prezydent Francji, François Mitterrand w rozmowie z kanclerzem Helmutem Schmidtem, który powołał się na nią w swoich „Wspomnieniach” („Die Zeit”, nr 20-23 z 1987 r.), napisał: Widziałem zawsze tylko dwie, a nie trzy możliwości: albo rząd polski przywróci porządek w kraju, albo uczyni to Związek Radziecki. Trzecią hipotezę, zakładającą, że mogłoby dojść do zwycięstwa „Solidarności”, uważałem zawsze za czystą fikcję. Kanclerz zgadzał się z tą opinią, co wielokrotnie podkreślał w rozmowach z polskimi dziennikarzami.

Profesor Karol Modzelewski, czołowa postać opozycji demokratycznej w PRL, współtwórca „Solidarności” – na konferencji naukowej w XX-lecie stanu wojennego m.in. powiedział: I choć wiele rzeczy mogliśmy zrobić lepiej albo gorzej, nie sądzę, abyśmy byli w stanie uniknąć dramatycznego finału (stanu wojennego – moje GZ). Ale odpowiadamy za ten finał, bo do wszystkiego przykładaliśmy rękę, po obu stronach. I nie w jedną pierś trzeba się uderzyć… A dalej – mówiąc o tragedii w kopalni „Wujek”: Ja też ponoszę moralną odpowiedzialność za śmierć tych ludzi. Odpowiedzialność, od której nikt z nas, biorących czynny udział w podejmowaniu decyzji, nie może się wykręcić i nie powinien składać jej wyłącznie na kogoś innego.

Maciej Giertych, członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa: Po 13 grudnia narodowi demokraci rozpoznawali się poprzez stosunek do stanu wojennego. Kto go popierał, dawał dowód umiejętności myślenia geopolitycznego, umiejętności wyniesienia się ponad opozycyjność wobec socjalizmu. Ta postawa nas łączyła.

Generał w 1981 r. miał dar historycznej wyobraźni. Pozwalała nie tylko szybko zrozumieć ku czemu zmierza rozwój wewnętrznej sytuacji i Ojczyzny, ale też widzieć na jakie sam naraża się niebezpieczeństwo. Wyobraźnia nie tłumiła odwagi, jak to często się zdarza w sytuacjach ekstremalnych. Odwaga okazała się niezbędna, bo odpowiedzialność była naczelną cechą jego charakteru i współczynnikiem jego talentu. Trzeba nam umieć przypatrywać się uważnie Generałowi, ludziom w sytuacjach skrajnych, na samej granicy człowieczeństwa. Dziś „z wdzięczności” niektórzy „zwycięzcy politycy” domagają się pozbawienia stopnia. Jakież to „piękne, humanitarne i chrześcijańskie”.

Czy ocena tego wydarzenia – stanu wojennego, jego następstw dla Polski jako Państwa, dla Polaków jako Narodu – nie skłania, by zapisać je na „pozytywne konto” męża stanu?, pomyślcie Państwo.

 

II. Wybór Prezydenta Polski

Prezydent USA, George Bush w pamiętniku pt. Świat utracony” m.in. pisze: Po przybyciu do Belwederu (wizyta, 9-11 lipca 1989 r.) to, co miało być dziesięciominutowym spotkaniem przy kawie, przekształciło się w dwugodzinną dyskusję. Jaruzelski… mówił o swojej niechęci kandydowania na fotel prezydenta i pragnieniu uniknięcia wewnętrznych konfliktów, tak Polsce niepotrzebnych… powiedziałem, że jego odmowa kandydowania może mimo woli doprowadzić do groźnego w skutkach braku stabilności i nalegałem, aby przemyślał ponownie swoją decyzję. Zakrawało to na ironię, że amerykański prezydent usiłuje nakłonić przywódcę komunistycznego do ubiegania się o urząd polityczny. Byłem jednak przekonany, że doświadczenie, jakie posiadał Jaruzelski, stanowiło najlepszą nadzieję na sprawne przeprowadzenie zmian okresu przejściowego o Polsce.

Zwróćcie Państwo Czytelnicy uwagę – Prezydent USA mówi o „doświadczeniu” Generała! Czyżby obejmowało także stan wojenny? Czyżby „zapomniał” jak USA zachowały się po stanie wojennym, kiedy zniosły sankcje – kto z Państwa wie? (luty 1987). Warto też zapytać, czy „nadzieja” o której mówił Bush dziś nie jest godna pamiętania i głębokiego namysłu? Czy nie ustrzegła nas od kolejnego „etapu nienawiści” ze strony wewnętrznej opozycji? Czy jej (tej „nadziei”) spełnienie się nie było lekcją demokracji, ważnej także dla państw Zachodu i Wschodu? Inna to sprawa jak „demokrację” rozumiemy i praktykujemy prawie 30 lat po Okrągłym Stole i wyborze Generała na Urząd Prezydenta Polski. Powiem, iż Okrągły Stół i rola Generała w doprowadzeniu go tego „mebla” oraz realizacji jego ustaleń, zasługuje na odrębną, wnikliwie wyważoną publikację.

Bush przemawiając w Sejmie 10 lipca 1989 r., 5 razy wymienia nazwisko Generała i kończy słowami: Ameryka życzy wam dobrze, dziś, kiedy stoicie wobec ciężkich problemów. Oddaję cześć generałowi Jaruzelskiemu za jego przywództwo oraz za jego nadzwyczajną gościnność wobec mojej osoby. Proszę o uwagę – amerykańska „cześć za przywództwo!

Wybór na Urząd Prezydenta został dokonany jednym głosem. Zygmunt Broniarek komentując ten fakt mówi: Można założyć, że każdy, nawet najmniejszy plus na jego (Generała – moje G.Z) korzyść liczył się. Takim plusem i to wcale nie małym było poparcie Busha… Opinie dziennikarzy dotyczyły nie tylko Busha i Wałęsy. Dotyczyły one także dwóch innych mężów stanu – Jana Pawła II i Michaiła Gorbaczowa, bowiem i oni zainteresowani byli utrzymaniem znacznego stopnia stabilizacji w kraju. W związku z tym w Waszyngtonie powstało powiedzenie: „Jaruzelski został wybrany prezydentem nie jednym głosem większości w polskim parlamencie, ale sześcioma: – papieża w Watykanie; Gorbaczowa w Moskwie; Wałęsy w Gdańsku oraz trzema głosami Busha. Dlaczego aż trzema? Bo oddanymi przez niego w Waszyngtonie, w Warszawie i w Gdańsku”.

Profesor Karol Modzelewski w interesującej książce „Zajeździmy kobyłę historii” pisze, iż do wyboru Generała przyczynili się też posłowie opozycji demokratycznej, którzy albo nie wzięli udziału w wyborze, albo oddali głosy nie ważne. Wykazali się „umiejętnością myślenia geopolitycznego”. W wywiadzie Roberta Walenciaka pt. „Polska Ludowa”, Wyd. Iskry, 2017, Profesor wyjaśnia, iż Generał został wybrany przewagą dwóch, a nie jednego głosu. Niejaki „wybitny polityk” ale kiepski matematyk, Jan Maria Rokita powiedział, że skoro większość względna wynosi 50 proc. plus 1, to wykuglował, że Jaruzelski wybrany został jednym głosem. A tak naprawdę-dwoma.

Co do Michaiła Gorbaczowa – w dyskusji, zarówno z Prezydentem Wałęsą, jak i Mazowieckim, Balcerowiczem, Michnikiem, innymi polskimi działaczami niezmiennie podkreślałem mój głęboki szacunek do Wojciecha Jaruzelskiego jako polityka i człowieka. I dziś uważam, że Polska wiele mu zawdzięcza. Przede wszystkim to, że udało się stosunkowo płynnie, na drodze pokojowej, bez przelewu krwi dokonać zmiany modelu rozwoju społecznego, a to przedsięwzięcie charakteryzuje się nadzwyczajną złożonością i grozi wybuchem. Mogę powiedzieć, że jestem dumny z przyjaźni z nim. Wojciech Jaruzelski należy do tych, o których można powiedzieć – pozostaje człowiekiem na wszystkie czasy.

 

III. Prezydent Polski

19 lipca 1989 r. Zgromadzenie Narodowe wybrało gen. Wojciecha Jaruzelskiego Prezydentem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (mija 29 lat). Stanął On przed koniecznością podjęcia i rozwiązania wielu spraw i problemów. Spośród nich kluczowymi były: osiągnięcie porozumienia narodowego, ostateczne uregulowanie sprawy zachodniej granicy Polski, nasze bezpieczeństwo w zmieniającej się Europie, wyjaśnienie tzw. białych plam (Katyń)

 

„Opowiadam się za Rządem porozumienia narodowego…”

Porozumienie narodowe w latach 80. miało bieżący i nadrzędny cel. Wielu pamięta – z wyjątkiem wielu, którzy powinni bo wiele zawdzięczają – że „milowymi kamieniami” były działania komitetów rządowych, zawierających tzw. porozumienia branżowe, Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, Spotkanie Trzech z jego propozycją powołania Rady Porozumienia Narodowego oraz Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa, wreszcie Okrągły Stół. Bezpośrednio po wyborze, Generał, m.in. mówił: Opowiadam się za Rządem porozumienia narodowego, zdolnym do sprostania tym zadaniom. Dołożę wszelkich starań, by demokracja stała się siłą, dźwignią rozwoju Polski … Pragnę być Prezydentem porozumienia, reprezentantem wszystkich Polaków. Chciałbym więc również pozyskać zaufanie i tych, którzy wyrażają sprzeciw lub niechęć wobec mojej osoby. Nie jest to zadanie łatwe, podejmę je, choć nie jest pozbawione goryczy. Mojej życiowej drogi, też nikt nie ścielił różami”. Teraz niezbywalnym wymogiem było zbudowanie „porozumienia, na mocy którego … teka premiera i misja sformowania rządu powierzona kandydatowi Solidarności. Zważywszy, że „sejmowa arytmetyka” absolutnie nie wskazywała powodzenia – w drodze konsultacji głównych sił politycznych, wyłoniony kandydat – Tadeusz Mazowiecki, uzyskał aprobatę Generała, a wniosek Prezydent skierował do laski marszałkowskiej.

 

Zachodnia granica

Problem zachodniej granicy, za sprawą naszych przywódców i polityków przewijał się w europejskiej polityce bezpieczeństwa przez cały powojenny okres. Był podstawowym elementem polskiej doktryny polityczno-obronnej. Z polityczno-militarnego punktu widzenia, pozostawiając sprawę granicy bez ostatecznego rozstrzygnięcia – traktat poczdamski czynił z niej „kartę jątrzenia” między narodami polskim i niemieckim, co liczne ziomkostwa wykorzystywały w oddziaływaniu na świadomość młodych Niemców. Wyraźnie widać to w ich podręcznikach historii. Władze PRL (Władysław Gomułka), znając ambicjonalną stronę Nikity Chruszczowa, postanowiły o nadaniu mu honorowego obywatelstwa Szczecina w 1959 r.(Generał był wtedy dowódcą 12 DZ). Wtedy, w 1959 r. w sprawie tej granicy tyle mogliśmy tylko zrobić, szukając gwarancji dla niej w ten sposób (bo przecież radzieccy nie oddadzą Szczecina z takim „honorowym obywatelem”). Godzi się wspomnieć nazwiska – spośród wielu zasłużonych dla Szczecina – Piotra Zarembę, pierwszego prezydenta miasta i prof. Rajmunda Rybińskiego.

W 1988 r. Generał zaprosił Gorbaczowa do Szczecina, jako potwierdzenie personalne, że to miasto jest polskie. Gdy podczas jednej z rozmów zapytałem Generała o ten fakt, odpowiedział, iż Gorbaczow to człowiek, osobowość wielkiego formatu mógłby poczuć się nieswojo takim gestem, ale o wizycie Chruszczowa opowiedziałem (mam zdjęcie). Wtedy gość zapytał, czy naprawdę wierzyłem, że Breżniew może oddać Szczecin NRD. Opowiedziałem mu o swoich obawach, podczas Ćwiczenia Sojusz-81 (rozmowa z Heinzem Hoffmanem). Dla Polski była to sprawa „życia i śmierci”, tego określenia używali i Papież i Generał, oceniając stosunki polsko – niemieckie podczas II i III-ej pielgrzymki. Papież wyraźnie mówił, że Kościół, że Stolica Apostolska jednoznacznie opowiada się za polskością tych ziem.

Zachodni politycy nie dostrzegali „otwartości” tej sprawy, lekceważyli jej wagę dla Polski, wciąż zwlekali z ostatecznym uregulowaniem. Nie trudno zauważyć różne polityczne kalkulacje. Trójczłonowa koncepcja Generała obejmowała: ostateczne uregulowanie sprawy zachodniej granicy Polski; zjednoczenie Niemiec; zakończenie II wojny światowej w Europie.
Nastąpiło to w Moskwie 12 września 1990 roku na konferencji 2+4. Oba państwa niemieckie, tj. NRD i RFN podpisały traktat, a zaraz po nich podpisały go trzy mocarstwa, czyli Wielka Trójka z 1945 r. plus Francja. Jego mocą „linia graniczna” Odra-Nysa stała się ostatecznie i niepodważalnie zachodnią granicą Polski. Dopiero po tym fakcie nastąpiło podpisanie traktatu o zjednoczeniu Niemiec. Z tą chwilą przestała istnieć NRD – też na mocy decyzji b. Wielkiej Trójki z 1945 r. plus Francji. Inaczej mówiąc – ma on moc traktatu pokojowego, o którym była mowa w Poczdamie, a który „odłożono” na bliżej nie określoną przyszłość, która tu po 45 latach się zmaterializowała. Że właśnie tak potoczyła się ta historia, to niepodważalna zasługa Generała, jego wizji politycznej. Mądrym, rozważnym postępowaniem wobec wszystkich liczących się polityków w kraju i za granicą, swoim autorytetem tak „uwieńczył dzieło – doprowadził do symbolicznego, zwycięskiego terytorialnie dla Polski – zakończenia II wojny światowej. Kto dziś chce o tym pamiętać? Przecież rok 1990 nie zapowiadał rozpadu ZSRR. Inna rzecz, że wielu „spóźnionych polityków” o tym marzyło. Jeśli tak, warto sobie „historycznie pomarzyć”. Dlaczego po upadku Gorbaczowa i objęciu władzy przez Jelcyna w „nowej Rosji” – podobno przyjaciela Polski, nikt z naszych władz nie zapytał o polityczny i faktyczny sens istnienia Obwodu Kaliningradzkiego.

Jeszcze z lekcji historii w szkole podstawowej pamiętamy, że były to tereny Litwy, albo Polski (okresowo Prusy Wschodnie). Czy nadal musiał istnieć? Czy zniesienie Obwodu – być może rozłożone na kilka lat – przez włączenie części do Litwy i do Polski-nie byłoby Zadośćuczynieniem Historii? Podstawy tak historyczne jak i polityczne były! Czy nie warto było spróbować? (zgadnijcie Państwo, kto wtedy był w Polsce prezydentem, premierem, jaka partia sprawowała władzę). Tu zacytuję Państwu wspomnienie Jana Karskiego, z rozmowy z prezydentem USA: Panie Prezydencie, to, że Pan Prezydent zechciał ze mną rozmawiać, będzie znane w Polsce. Każdy przywódca będzie mnie pytał: co ci Prezydent powiedział? Panie Prezydencie – co mam odpowiedzieć? Jego odpowiedź pamiętam słowo w słowo – Powiesz swoim przywódcom, że Polska wyłoni się bogata, ustabilizowana. Społeczeństwo amerykańskie pomoże. Jest przyjazne twojemu krajowi. Powiesz swoim przywódcom, że wasze granice ulegną zmianie, na wschodzie na korzyść Rosji. Marszałek Stalin się tego domaga. Te zmiany nie będą duże, ale należy pomóc marszałkowi Stalinowi uratować twarz i ja to zrobię. Polacy dostaną odszkodowanie na północy i na zachodzie. W tym momencie Ciechanowski, który nie wtrącał się do rozmowy, odzywa się uprzejmie i dyplomatycznie – „Panie Prezydencie, mój rząd wychodzi z założenia, że odszkodowanie na północy znaczy, że Polska otrzyma Prusy Wschodnie”. A Roosevelt – „Tak, jak powiedziałem, na północy i na zachodzie”. I wtedy, proszę pana, Ciechanowski stał się taki mały, że go nie widziałem. Tak się skurczył. Roosevelt dał mu nauczkę: nie wkładaj mi do ust słów, których nie powiedziałem. Ja nie powiedziałem: Prusy Wschodnie, ja powiedziałem: na północy. Po wojnie dowiedzieliśmy się, że w tym czasie, to znaczy w czerwcu 1943 r., już była umowa między Rooseveltem, Churchillem i Stalinem, że część Prus Wschodnich – Królewiec i terytoria na północ od Królewca, zostaną przyłączone do Rosji, a nie do Polski. I dlatego Roosevelt nie użył słów „Prusy Wschodnie”, tylko „na północy”. („Emisariusz własnymi słowami”, Głos Ameryki, 1995-1997, Waszyngton, PWN, Warszawa 2012). Pozostawiam Państwa Czytelników ze swoimi wnioskami.

 

Sprawa Katynia

„Temat katyński” w Polsce po 1945 r. był wciąż podnoszony we wszystkich kręgach i środowiskach. Generał tak tę sprawę wspomina. Przedstawiciele ówczesnej opozycji politycznej w naszym kraju, w tym niektórzy intelektualiści uczestniczący od 1986 roku w Radzie Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa, wysuwali wobec mnie sugestie, że w tych sprawach, które wydają się oczywiste, należałoby przedstawić nasze stanowisko publicznie, nie oglądając się na stronę radziecką. Rozumiałem powodujące nimi motywy. Zdawałem sobie przy tym sprawę z tego, że wewnątrz kraju taki krok uzyskałby gorącą aprobatę, umacniając tym samym pozycję władzy w społeczeństwie. Tak jednak postąpić nie mogłem. Opozycji, jej działaczom wolno było – i to do pewnego stopnia – nie liczyć się z zewnętrznymi realiami i w „drugim obiegu” publikować takie stanowisko. Tę działalność chce odnotować z uznaniem. Proszę zwrócić uwagę na: ujawnić czyli powiedzieć wprost kto tę zbrodnię popełnił; głosy uczonych; oczekiwania społeczne, jednocześnie umacniające pozycję władzy – proszę to odnieść do obecnych czasów, wskazać polityka, posła, który „tanim kosztem”, nie umacniałby swej pozycji, nie puszył się publicznie, co on to wymyślił i „dobrego dla narodu narobił”. Jeśli Generał nie chciał tak postąpić, to może działał na „szkodę” władzy – czyżby? Z taką oceną zapewne wielu się zgodzi, bo idzie o tamtą, „czerwoną władzę”, więc czym się martwić. Kto w tym momencie zastanowi się, dopatrzy poczucia odpowiedzialności za Polskę w słowach – Opozycji, jej działaczom wolno było – i to do pewnego stopnia – nie liczyć się z zewnętrznymi realiami? Kto zechce słowo „odpowiedzialność’” odnieść do postępowania Solidarności z lat 1980-1983 i późniejszych? Zapytam – czy choćby w tych słowach Generała, nie zechcecie Państwo znaleźć znamion cech Męża Stanu? Dalej Generał pisze: Ale my, ponoszący odpowiedzialność za kraj, za jego pozycję międzynarodową, takiej swobody nie mieliśmy. Nie mogliśmy – byłem i jestem co do tego całkowicie przekonany – wytwarzać w imię historycznych sądów napięcia w aktualnych stosunkach z ZSRR. A nasze jednostronne enuncjacje takie napięcie niewątpliwie by wywołały. Mogłyby tym samym negatywnie zaważyć na innych dziedzinach naszej współpracy. Co więcej, nie mogliśmy wówczas liczyć nawet na zrozumienie ze strony rządów zachodnich. Gorbaczow cieszył się w świecie jak najlepszą opinią i to zasłużenie. Pierestrojka zapowiadała bowiem wielką przemianę w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych. Publiczne ponaglanie go, a więc krytykowanie i tym samym osłabianie, nie zostałoby również Na Zachodzie powitane przychylnie. Proszę, przeczytajcie Państwo jeszcze raz powyższą ocenę. Spójrzcie, jak Generał rozumie kwestię odpowiedzialności w wymiarze krajowym i międzynarodowym. Jak waży skutki, następstwa – czy racje historyczne, które przecież bezdyskusyjnie były po naszej stronie, czy korzyści ze „współpracy w innych dziedzinach”, także z krajami Zachodu. Zastanówcie się Państwo, czy ma to coś ze znamion Męża Stanu. Sięgnijcie do tekstu „Gorbaczow na Zamku” (Trybuna 6-8 lipca br.). Autor, Rafał Skąpski mądrze i refleksyjnie wspomina spotkanie grupy uczonych z Gorbaczowem 14 lipca 1988 r., w tym „wątek katyński”. Nawiązuję do tego, podkreślając powagę Katynia w pamięci Polaków i uznanie za przywołanie tego świadectwa prawdy przez Panów: Rafała Skąpskiego i Sławomira Tabkowskiego.

Cytuję dalej: Realistycznie oceniając sytuację i wykluczając działania jednostronne, nie chciałem jednak w żadnej mierze zrezygnować z ujawnienia prawdy. Uważałem to za absolutnie konieczne. Powiedziałem Gorbaczowowi w czasie jednej z rozmów, że ujawniona prawda, obciąży jedynie przeszłość, trwanie zaś w kłamstwie obciążą przyszłość. Zapytam wprost – czy to nie dowód mądrego rozumienia sytuacji i mądrego dochodzenia do celu jakim było ujawnienie właśnie przez ZSRR w pierwszej kolejności, a nie przez Polskę (myśmy to wiedzieli) prawdy o politycznych decydentach i NKWD-owskich wykonawcach tej zbrodni. Powyższe cytaty pochodzą ze wstępu napisanego przez Generała w 1993 r. do książki „Wydrzeć prawdę”, której Autor, prof. Jarema Maciszewski był przewodniczącym polskiej części Komisji Historyków polskich i radzieckich. wyjaśniających tzw. białe plamy, w tym sprawę Katynia. Miałem zaszczyt być świadkiem kilku rozmów na tematy historyczno – polityczne Generała z prof. Adamem Koseskim, Rektorem Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Jednym z jej licznych efektów, znaczących dla wychowania młodego pokolenia Polaków w tej Uczelni, było wydanie – staraniem Profesora-wspomnianej książki. Serdecznie dziękuję i zachęcam do nabycia w księgarni Akademii.

Szczególnym hołdem treści i symboliki była wizyta Generała w Katyniu, 14 kwietnia 1990 r. Z udziałem Kompanii Reprezentacyjnej WP i grupy Rodzin pomordowanych, złożył wieniec na symbolicznej mogile, a Dziekan Generalny WP, ks. płk Florian Klewiado odprawił nabożeństwo żałobne. Dzień wcześniej, podczas uroczystego powitania przez Prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow publicznie przyznał, iż z woli władz ZSRR zbrodnia ta została popełniona oraz wyraził ubolewanie. Generał m.in. mówił, że oświadczenie strony radzieckiej otwarło drogę do poznania prawdy o tragicznym losie polskich oficerów, internowanych po 1939 roku…, że jako jeden z setek tysięcy polskich zesłańców na Syberii doświadczył na własnym i rodziny losie – bezprawia stalinizmu…, że żaden rozumny Polak nie obciąży narodów radzieckich, które stały się pierwszą ofiarą masowych represji stalinowskich – odpowiedzialnością za Katyń i Kuropaty, za Łubiankę i Kołymę …, że dramatyczny był dla Polaków 17 września, lecz po 6 latach – 9 maja, byliśmy razem w Berlinie. Może Czytelnicy wiedzą, które media, politycy, historycy itp. w ostatnich 20-tu latach przypominają ten fakt z udziałem Generała? A może znają powody jego przemilczania, co w tym względzie „złego” uczynił Generał – chętnie poznam, nie tylko ja.

 

Spotkania i rozmowy

Generał, jako Prezydent PRL, a następnie RP przyjmował różne osoby i osobistości oraz składał zagraniczne wizyty. Oto kilka przykładów, ku „Polaków refleksji”.
6 grudnia 1989 r. nowy nuncjusz apostolski w Polsce, abp. Józef Kowalczyk składał Generałowi listy uwierzytelniające. Napisane w j. łacińskim, są zaadresowane tak:„Illustri et Honorabili Viro, Wojciech Jaruzelski, Republice Popularis Polonica Praesidii, Johannes Paulus PP II. Rozpoczynają się: „Illustris et Honorabilis Vis Salutem et prosperitatem – Wybitnemu i Czcigodnemu Mężowi Wojciechowi Jaruzelskiemu, Prezydentowi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Jan Paweł II PP (Papież i Pasterz). Wybitny i Czcigodny Mężu – zdrowia i pomyślności”. Papież wcale nie musiał ani tak określać Generała, ani używać tak znienawidzonej przez obecną władzę nazwy państwa – Polska Rzeczypospolita Ludowa. Wiedział, że w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia 1990 r. nastąpi zmiana na „Rzeczypospolita Polska”. Mógł poczekać do początku 1990 r. z aktem wręczenia listów przez nuncjusza. A jednak tego nie uczynił. Tak, jakby chciał pełną nazwę PRL uwiecznić w swym dokumencie. Co do określenia Generała łacińskimi, pięknymi słowami, i to dwa razy – Wybitny i Czcigodny Mężu – kogo skłaniają do chrześcijańskiej, ludzkiej refleksji i zadumy, do…

We wrześniu 1990 r. Prezydent RP przyjął w Belwederze Ronalda Reagana. Składając wyrazy uznania dla konsekwencji działań Generała, gość powiedział wprost: Myliliśmy się w ocenie pańskiej osoby. Na zakończenie wizyty, Reagan na stopniach Belwederu, uniósł w górę ramię stojącego obok Generała i rozłożył swe palce na kształt litery V. Dziennik telewizyjny w relacji z tego spotkania usunął tę scenę – mogłaby chyba dać coś ważnego do przemyślenia, nasunąć refleksje i skojarzenia wobec tak niedawnych stosunków polsko – amerykańskich. Ale mam nadzieję, że te zdjęcia (taśma filmowa) zachowała się w archiwum „Dziennika TV”, że nadejdzie czas i odważny badacz, który ujawni je następnym pokoleniom”, napisał we wspomnieniach Wiesław Górnicki. Ze swej strony mam nadzieję, iż inni dziennikarze będący świadkami tego zdarzenia, np. red. Tadeusz Zakrzewski, zechcą – dla pożytku młodego pokolenia ujawnić tę tajemnicę. Próba odnalezienia tych zdjęć przy okazji 90. urodzin Generała spełzła na niczym.

Podczas wizyty w Hiszpanii Generał podkreślał, że Przykład rozwiązywania sprzeczności politycznych poprzez dialog, wytrwałe poszukiwanie szerokiego consensusu, odwoływanie się do humanistycznych wartości, stanowi wkład historyczny Hiszpanów do filozofii nie tylko narodowego, lecz i europejskiego pojednania. I dalej, nawiązując do naszych doświadczeń – Naród Wasz zaznał tragedii bratobójczej walki. Polsce w minionych latach – za cenę ciężkich decyzji – udało się tego uniknąć. Zrozumiałe jest więc, że bieg wydarzeń w naszych krajach budzi obopólne zainteresowanie…

Jeszcze jeden, ciekawy, jakże skłaniający do namysłu fakt. W środę 2 listopada 1988 r. na własne życzenie Margaret Thatcher przyleciała do Warszawy i „chłodno” rozmawiała z Generałem. Zaś 4 w piątek, z sympatią i zrozumieniem dla sytuacji, zaprosiła do złożenia w „ możliwie szybkim dla Pana terminie”, wizyty w Londynie. 10 czerwca gościła Generała w swoim domu w Chequers. Wtedy powiedziała – Panie Generale (podnosząc kieliszek). Jesteśmy tu z Denisem, w naszym tymczasowym domu… Chcę powiedzieć kilka słów od siebie, zupełnie prywatnie Witam Pana, Generale i towarzyszące osoby. Chcę wyrazić głęboki szacunek i uznanie dla tego, co Pan zrobił dla swego kraju, dla Europy, a może i świata. Przyznaję, że Zachód nie zawsze trafnie odczytywał Pańskie intencje i wypowiedzi. Dziś jednak odchodzą w niepamięć dawne podziały. Pan, Generale, wniósł wielki, historyczny wkład do ich stopniowego zanikania. Chcę osobiście, we własnym domu, przy rodzinnym stole, wznieść toast za Pańskie zdrowie, Generale. Za zdrowie Pańskiej małżonki i córki, za tych wszystkich Pańskich współpracowników, którzy przyczynili się do obecnego biegu spraw w Polsce – w kraju, który nam Brytyjczykom, był zawsze i pozostanie bliski. Generał odpowiedział wspomnieniem, co czuł w górach Ałtaju, gdy dotarły pierwsze niejasne wieści o klęsce brytyjskiej pod Dunkierką, a następnie pod Tobrukiem i El Alamein. Przypomniał waleczność polskich pilotów podczas bitwy o Anglię. Pod koniec Gospodyni miała prawie łzy w oczach, o ile Żelazna Dama w ogóle ma prawo do takich reakcji (z notatek Wiesława Górnickiego).

 

 

Żołnierzowi i Mężowi Stanu

Z okazji 90 urodzin Generała (2013), grono przyjaciół, na czele z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, zorganizowało jubileuszowe spotkanie. Komitet Redakcyjny, pod przewodnictwem prof. Jerzego Wiatra zebrał ponad 20 publikacji różnych autorów i przygotował księgę jubileuszową – „Żołnierzowi i Mężowi Stanu”. Zachęcam do nabycia – tel. (22) 628 – 08 – 38). Z niej przytaczam kilka poniższych wypowiedzi:

Aleksander Kwaśniewski Dwie najważniejsze decyzje w historii Polski drugiej połowy XX wieku – grudzień 1981 i Wielka Zmiana 1989 – opisują najlepiej Twoje polityczne przywództwo. One zaważyły na losach Polaków i losie Polski. I trzeba je czytać wspólnie. To były dwie, bardzo trudne operacje, wymagające wielkiej odwagi, wyobraźni, umiejętności logistycznych. Ciesząc się dziś z wolnej, bezpiecznej i rozwijającej się Polski pamiętajmy także o tym, że wszystko mogło potoczyć się inaczej – gorzej!

Michaił GorbaczowWedług mnie generał Jaruzelski reprezentuje najlepsze, narodowe obywatelskie i ludzkie cechy Polaków, przyjaciół Rosji. Wiem i doceniam od lat.

Władysław MarkiewiczZwyczajnym kłamstwem, na co zwracali uwagę, m.in. Bronisław Łagowski, Andrzej Romanowski, Andrzej Walicki i inni niezależni intelektualiści, jest też twierdzenie prawicy, że Solidarność obaliła komunizm w Polsce. Nie było żadnego „obalania”, lecz pokojowa zmiana ustroju, do której walnie przyczyniła się reformatorska większość w PZPR, z Wojciechem Jaruzelskim na czele.

Jerzy WiatrWprowadzenie stanu wojennego. Ta decyzja – od ponad 30 lat dzieląca Polaków – ocaliła Polskę przed interwencją, w wyniku której nasz kraj nie tylko poniósłby trudne do oszacowania straty ludzkie, lecz także sprowadzony zostałby do statusu radzieckiego protektoratu… W tym sensie Wojciech Jaruzelski stał się, obok Władysława Gomułki, tym polskim Mężem Stanu, któremu Polska w szczególnie wielkim stopniu zawdzięcza zachowanie statusu państwa o znacznym stopniu wewnętrznej suwerenności.

Kazimierz ŁastawskiRacja stanu ściśle łączy się z polityką realizmu politycznego (Realpolitik). W sytuacjach ekstremalnych odpowiedzialny polityk powinien przede wszystkim „myśleć o ocaleniu narodu przed nieszczęściem”. Temu głównie służyło wprowadzenie stanu wojennego przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego w grudniu 1981 r., gdyż nawet najpiękniejsze ideały nie usprawiedliwiają narażania na szwank dobra całego narodu.

Hieronim KubiakLata 80. XX wieku – dramatyczna dekada generała Wojciecha Jaruzelskiego. Aktualizacja maksymy wyniesionej z Marianum – Nil desperandum! Nie należy rozpaczać! Szukać rozwiązań nowych, nawet jeśli niektórzy powiedzą o nich, że są zbyt późne, czy nawet mylne jako rachuba. Okrągły Stół”.

Marceli KosmanPrzez długie lata dojrzewał jako polityk, by w decydującym momencie stać się autentycznym Mężem Stanu, przywódcą państwowym w chwili przełomu. Doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństw, które wiążą się z walką zbrojną. Były Mu znane – zakończone klęskami zrywy powstańcze.

Jan WawrzyniakPrezydent Wojciech Jaruzelski zdawał sobie sprawę, że historia wydała wyrok skazujący na socjalizm, przynajmniej w takiej postaci, jaka była realizowana w ZSRR i państwach sojuszniczych. Nie podejmował więc prób wykorzystywania swoich szerokich kompetencji i lojalnie akceptował zachodzące przemiany polityczne… do których się przyczynił.

Andrzej Gąszczołowski Przewaga racji stojących po stronie generała Wojciecha Jaruzelskiego, sprawi niewątpliwie, iż zasiadający na ławie oskarżonych „winny” wyjdzie z Sądu jako niewinny. Jako bohater, Mąż Stanu, który zdążył zapobiec wielowymiarowej katastrofie. Mimo poniesionych szkód i dolegliwości, przyniósł ocalenie Polski i Polaków. Wyprowadził kraj z bezprzykładnie dramatycznego wirażu, uniknął faktów i zdarzeń, które położyłyby się ciężkim brzemieniem na losie kolejnego pokolenia. Tym aktem odwagi i odpowiedzialności „dobrze zasłużył się Ojczyźnie”.

Obok tej księgi, Adam Marszałek z Torunia, wydał „Pisma wybrane”…zasługują na odrębną prezentację, w stosownym, ale niezbyt odległym czasie. Podobnie jak „Spotkania z Generałem”, organizowane kilka razy przez gen. Zdzisława Rozbickiego z Wrocławia. Stąd pochodzi taka wypowiedź Joanny Rawik – Miałam szczęście poznać w życiu trochę sławnych osobistości. Pośród nich, gen. Wojciech Jaruzelski wyróżnia się wyjątkową siłą charakteru oraz formatem inteligencji, które razem z wytworną delikatnością, tworzą jakość rzadko spotykaną. To hojny dar losu, że miałam możność obcować z tej miary Człowiekiem, prawdziwym Mężem Stanu.

Na zakończenie – w roku 100-lecia odzyskania Niepodległości, nasuwa się pytanie o grono wybitnych Polaków, którzy na przestrzeni tego wieku „dobrze zasłużyli się Polsce”, walcząc o granice na niwie wojskowej, politycznej i społeczno-gospodarczej. Którzy powinni być społeczeństwu, Polakom prezentowani i utrwalani, ku pamięci przyszłych pokoleń. Czy wśród nich z wyraźniej woli Państwa, milionów Polaków, będzie Generał jako Mąż Stanu – czas pokaże.

Suplement do katyńskiego wątku

Rafał Skąpski w opublikowanym w „Trybunie” dokumentacyjnym tekście o spotkaniu Michaiła Gorbaczowa na Zamku Królewskim w Warszawie pisze także o oczekiwaniu na jasne i jednoznaczne oświadczenie gościa na temat sprawców zbrodni katyńskiej.

 

Taką nadzieję przejawiała zapewne licząca część polskiego społeczeństwa, a niewątpliwie kierownictwo Partii. W Wydziale Propagandy KC PZPR, którym w tym okresie kierowałem, sądziliśmy, że wizyta Gorbaczowa – twórcy radzieckiej pierestrojki i autora „nowego myślenia dla naszego kraju i całego świata” – będzie najlepszą i najbardziej stosowną okazją do zakończenia, trwającego prawie pięćdziesiąt lat, kłamstwa katyńskiego. Okazało się, że strona radziecka takich oczekiwań i terminu ich przedstawienia nie rozeznała, zlekceważyła je, bądź – jak się później okazało – nie była przygotowana wtedy pod żadnym względem do publicznego ujawnienia sprawców tej zbrodni.

Od pewnego czasu miał miejsce niesformalizowany zwyczaj telefonicznych wywiadów, które udzielałem Sekcji Polskiej BBC, nadawanych później na antenie tej stacji. Kolejny raz zadzwonił jej szef Eugeniusz Smolar z prośbą o komentarz w sprawie katyńskiej. Odpowiedziałem m. in., że uważam, tak jak wszyscy Polacy, kto był jej sprawcą. A więc kto – dopytywał mój rozmówca. NKWD – odpowiedziałem. Na następny dzień można było przeczytać to w specjalnym Biuletynie nasłuchów obcych radiostacji. Fakt, że dosłownie nikt z moich ówczesnych przełożonych nie zareagował negatywnie na tę wypowiedź, także na podobną wygłoszoną przez ówczesnego Rzecznika Rządu Jerzego Urbana, świadczy dowodnie o zdecydowaniu strony polskiej w kwestii katyńskiej.

Należało więc, pomimo milczenia Gorbaczowa, z determinacją uświadamiać stronie radzieckiej, że tego nie odpuścimy. Jednym z takich poczynań był mój oficjalny i demonstracyjny wyjazd 4 sierpnia 1988 roku do Katynia. Liczyłem z moim ówczesnym szefem, sekretarzem KC Mieczysławem Rakowskim, że będzie to dla strony radzieckiej kolejny sygnał polskiego dążenia do ostatecznego wskazaniu sprawców tej zbrodni. W Katyniu byłem pod wieczór, zapaliliśmy przywiezione ze sobą znicze i położyliśmy wiązanki kwiatów. Towarzyszyli nam partyjni dostojnicy ze Smoleńska. Byłem tam, poza delegacjami ambasady polskiej w Moskwie, które od pewnego czasu składały tu wieńce, pierwszym tej rangi funkcjonariuszem PZPR. Uklęknąłem przed pomnikiem pomordowanych oficerów, którzy polegli tu z innej ręki, i w innym czasie niż głoszący wtedy napis, że sprawcami zbrodni byli Niemcy. Składałem ten hołd pamięci również spoczywającemu tu mojemu krewnemu porucznikowi Waleremu Szwabowiczowi.

Wątek katyński powrócił 10 listopada 1988 roku kiedy to, z upoważnienia Wojciecha Jaruzelskiego, w rozmowie z attache prasowym ambasady ZSRR w Warszawie Koriepanowem, ostro zaprotestowałem przeciw oświadczeniu rzecznika Ministerstwa Kultury ZSRR, w myśl którego datę zbrodni katyńskiej określono na rok 1943, a jej autorami mieli być niemieccy faszyści. Charakterystyczne, że to ja, a nie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, w imieniu W. Jaruzelskiego wygłaszałem ten protest.

Uznanie sprawczej roli ZSRR w zbrodni katyńskiej szło nadzwyczaj, z wielu zresztą powodów, opornie, bowiem nawet w grudniu 1988 roku opracowane przez sektor polski Wydziału Zagranicznego KC KPZR memorandum ujawniające zbrodniarzy z Katynia, po podpisaniu przez czołowych ówczesnych radzieckich reformatorów, ale przy votum separatum przewodniczącego KGB, utknęło w szufladach…do czasu wizyty prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego w Moskwie w kwietniu 1990 roku.

Ale jeszcze wcześniej, bo 1 lutego 1989 roku, po mojej kolejnej wypowiedzi dla BBC, stwierdzono w komentarzu: „Ze słów Sławomira Tabkowskiego, kierownika Wydziału Propagandy KC PZPR wynikałoby zatem, że władze jednak poczekają na oficjalne stanowisko radzieckie, i co więcej, przewidują najwyraźniej, że władze radzieckie bliskie są przyznania się do odpowiedzialności za Katyń”.

Ponownie odnalazłem się w katyńskim wątku już w III R P, pracując w prywatnej firmie wydawniczej i drukując na jej koszt, bo inni nie mieli bądź nie chcieli dać na to środków, wkładkę z dokumentacją do raportu z badań przeprowadzonych w Katyniu.

À propos tekstu R. Skąpskiego, nikt dziś nie chce pamiętać ani przypominać z jakim powszechnym zainteresowaniem, życzliwością, a nawet serdecznością witano Gorbaczowa, wszędzie gdzie się wtedy pojawił, pomimo tego, że nie zdobył się na oczekiwane oświadczenie. Towarzyszyłem jego pobytowi w Polsce przez cały czas: widziałem w Szczecińskiem plażowiczów pozdrawiających kolumnę wiozącą delegację, w Poroninie niekłamany entuzjazm górali, tłumy na Rynku Głównym w Krakowie. Właśnie tam pewna pani podała mi książkę Gorbaczowa z prośbą o autograf autora. To udało się bez większych kłopotów, ale później był poważny problem z odnalezieniem właścicielki książki. Ciekawy jestem czy ma ją do dziś?

Gorbaczow na Zamku

W trzydziestolecie wydarzenia.

 

W końcu stycznia, lub już w lutym 1988 roku dostałem sygnał, że przygotowywana jest wizyta sekretarza generalnego KC KPZR, a w jej programie zaplanowane jest spotkanie gościa z polskimi intelektualistami. Jeden z rozpatrywanych wariantów zakładał, że spotkanie to mogłoby odbyć się w Zamku Królewskim, w ramach organizowanych przez Narodową Radę Kultury „Spotkań Zamkowych”. Kilka razy w roku, organizowaliśmy spotkania z wybitnymi twórcami i naukowcami ze świata. Gospodarzem spotkań był prof. Bogdan Suchodolski, przewodniczący NRK. Gościem pierwszego spotkania był jugosłowiański pisarz Miodrag Bulatović, ostatniego – polski pisarz tworzący w USA Jerzy Kosiński.

 

Gdzie dwóch…

Szybko okazało się, że jest więcej chętnych nie tylko by zorganizować to spotkanie, ale też je poprowadzić. Zapamiętałem dwa nazwiska, być może było ich więcej. Pierwszy to prof. Aleksander Gieysztor, który argumentował swe oczekiwania faktem, iż jest dyrektorem miejsca, w którym spotkanie miało by się odbyć. Drugi to prof. Jan Kostrzewski, ówczesny prezes Polskiej Akademii Nauk, uzasadniał swe kompetencje faktem instytucjonalnego szefowania polskim naukowcom. O ile dobrze pamiętam my specjalnie nie zabiegaliśmy o to wyróżnienie, zadziałała najprawdopodobniej stara zasada „gdzie dwóch się bije”. Zamek był siedzibą Narodowej Rady Kultury i poza osobistą pozycją profesora Suchodolskiego miało to też swoje znaczenie. W ówczesnej kadencji Sejmu profesor był Marszałkiem Seniorem, miało to jednak mniejsze znaczenie gdyż funkcja ta faktycznie i praktycznie sprowadzała się jedynie do otwarcia pierwszego posiedzenia Parlamentu. W kolejnych dniach i miesiącach prac Sejmu, osoby które miały w danej kadencji zaszczyt uroczystego rozpoczynania obrad Sejmu stawały się szeregowymi posłami. Tak zresztą dzieje się i dziś.

Tak czy siak, od pewnego czasu było już przesądzone, że jednym z punktów pobytu Gorbaczowa w Polsce będzie spotkanie na Zamku z intelektualistami, prowadzone przez profesora Suchodolskiego, przewodniczącego NRK, a organizowane przeze mnie jako jej sekretarza.

Nie miałem oczywiście pełnej samodzielności, a nawet, powiedzmy szczerze, miałem ją w dużym stopniu ograniczoną. Gorbaczowa do Polski zapraszał przewodniczący Rady Państwa, I sekretarz KC PZPR, generał Wojciech Jaruzelski. Programem wizyty zarządzał więc aparat KC, co najmniej cztery jego wydziały (propagandy, zagraniczny, nauki i kultury), oczywiście MSZ, a szczególnie protokół dyplomatyczny. Ja byłem adresatem ich decyzji, informacji, pytań, czasem konsultacji. Możliwość inicjatywy z mojej strony i zgłaszania uwag czy pomysłów istniała, ale byłem świadomy swej roli wykonawczej i odległej pozycji w długim łańcuszku osób mających wpływ na szczegóły wizyty.

 

Pół roku przygotowań

Sławomir Tabkowski we „Wspomnieniach redaktora” (Śląsk, Katowice) datuje początek przygotowań do wizyty Gorbaczowa, w kierowanym przez siebie wydziale propagandy KC, na 11 stycznia 1988. W roku tym, wiosną, PIW opublikował książkę Gorbaczowa „Przebudowa i nowe myślenie dla naszego kraju i dla całego świata”. Była ona sensacją, może nie na miarę Ulissesa Joyce’a, ale wciąż mam w oczach kolejkę po nią, ciągnącą się od Nowego Światu przez Foksal, aż do księgarenki PIW; nakład się rozszedł i szybko zadecydowano o dodruku. Autentyczne zainteresowanie książką radzieckiego przywódcy, zmiany wprowadzane przez Gorbaczowa w ZSRR, pobudzały nadzieję na przyswojenie „pieriestrojki” w Polsce, tworzyły, obok wielu zdarzeń politycznych w kraju, dobrą atmosferę dla przyjęcie gościa. W czerwcu roku poprzedniego profesor Bogdan Suchodolski złożył na ręce prymasa Józefa Glempa propozycję rozszerzenia składu Narodowej Rady Kultury o wskazanych „katolików świeckich”. W listopadzie 1987 rozpoczął działalność urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. W styczniu 1988 roku zakończyło się wieloletnie zagłuszanie Radia Wolna Europa, 10 lutego ogłoszony został II etap reformy gospodarczej zakładającej miedzy innymi równe warunki ekonomiczne dla wszystkich sektorów własności, wsparcie małych firm prywatnych i otwarcie dla kapitału zagranicznego. W marcu zniesiono kartki na wyroby czekoladowe, w maju utworzono Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie. W lipcu rozpoczyna się sprzedaż benzyny „bezkartkowej”. Minister kultury Aleksander Krawczuk wygłosił w Sejmie zdanie o wielu wartościowych wydawnictwach „podziemnych”. W całym kraju trwały przygotowania do jubileuszu 70. lecia odzyskania Niepodległości. Ich intensywność opisał Andrzej Łapicki w niedawno opublikowanych dziennikach „Jutro będzie Zemsta” (Agora, Warszawa) notując pod datą 12 listopada: „Na Piłsudskiego już patrzeć nie można tak go wyeksploatowali.”

Ale był to jednocześnie rok najsilniejszej, po grudniu 1981, fali strajków. Pierwsze wybuchają 25 kwietnia w Bydgoszczy i Inowrocławiu, trwają do 10 maja, rozlewając się na kolejne miasta, zakłady pracy i uczelnie. 26 kwietnia w Hucie im. Lenina rozpoczyna się strajk okupacyjny, siłowo zakończony w nocy 4/5 maja. 2 maja wybucha strajk w Stoczni Gdańskiej.

 

Czas i miejsce

Wszystkie dotychczasowe Spotkania Zamkowe odbywały się w Sali Koncertowej lub Rycerskiej Zamku. W większej z nich miejsc siedzących było około 200. W tym wypadku uczestników miało być dwa razy więcej. Służyć temu miała Sala Wielka zwana też Balową. Szkopuł w tym, że wciąż jeszcze trwała jej rekonstrukcja. Zamek w swej zasadniczej części oddany był do użytku już w roku 1984 (pierwsze wnętrza zaczęły funkcjonować nawet w 1977), ale ostatnie prace trwały nadal i związane właśnie były z Salą Wielką. Kiedy po raz pierwszy do Polski przyjechała ekipa radzieckich służb (odpowiednik naszego Biura Ochrony Rządu) funkcjonariusze oglądali Zamek tylko z zewnątrz. Wiele notowali, robili zdjęcia. Uczestniczyłem w tym fragmencie ich roboczej wizyty, a oni zapewne przebyli całą planowaną trasę kilkudniowej podróży Gorbaczowa. Kiedy po niedługim czasie znów przylecieli, byli już wyposażeni w wideokamery. Było kila takich wizyt, za każdym razem ekipa była liczniejsza, wyposażona w coraz więcej różnego rodzaju aparatury, a ich inspekcja coraz dokładniejsza. Przechodziliśmy całą trasę w Zamku, od podjazdu gdzie goście wysiądą z limuzyn, korytarzami i schodami aż do sali Balowej. Kręcąc film dodawali swe komentarze, zwracali uwagę na mijane okna, drzwi, korytarze, wnęki i załomki ścian. Gdy kończyliśmy wizję lokalną w Sali Wielkiej za każdym razem z niepokojem upewniali się, czy zdążymy zakończyć wystrój sali. W Sali bowiem, nie było jeszcze posadzki, stały rusztowania, na których wysoko ponad nami, pracował z uniesionymi rękami, zmarły w ubiegłym roku, Jan Karczewski odtwarzając malunki na plafonie. Przedstawiciele Zamku zapewniali że zdążymy. Rzeczywiście zdążyli, lecz dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze o północy, na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania kończono woskować parkiet, potem wnoszono i ustawiano fotele. Dopiero w tym momencie stało się wiadomym ile foteli Sala pomieści, ile osób będzie mogło na nich usiąść. Był plan, na który wcześniej naniesiono obrysy zamówionych foteli, istniało więc przypuszczenie, ale przypuszczenie nie jest pewnością, a tę posiedliśmy dopiero rankiem w dniu „zero”. Pamiętam, że potrzebowaliśmy blisko 400 miejsc i tyle z wielkim trudem, a trzeba było pozostawić konieczne przejścia pomiędzy fotelami, udało się w Sali zmieścić. Inna sprawa to całkowita niewiedza jaką akustykę będzie miała ta Sala.

 

Uczestnicy

Lista osób zaproszonych do udziału w spotkaniu z Gorbaczowem powstawała poza mną, choć minimalny wpływ na nią miałem. Otrzymywałem nazwiska, dzwoniliśmy początkiem czerwca do tych osób zapowiadając spotkanie na Zamku w połowie lipca, nie podając dokładnej daty, a uzyskaną odpowiedź notowaliśmy. Znakomita większość osób przyjmowała zaproszenie. Zapowiadaliśmy kolejny telefon za dwa tygodnie. Wówczas już data była w rozmowie podawana. 14 lipca. Gdy po raz drugi obecność zostawała potwierdzona, ostemplowane przez BOR zaproszenie było wypisywane i wysyłane pocztą. Dotyczyło to uczestników z grupy „ludzie nauki i kultury”. Mniej liczna grupa gości oficjalnych i delegacja radziecka otrzymywała zaproszenia z innego źródła. Dość długo na tej liście nie było, odsuniętego na boczny tor, wicemarszałka Sejmu Mieczysława F. Rakowskiego. Dopiero gdy w połowie czerwca został sekretarzem KC na liście pojawiło się jego nazwisko ze wskazaniem miejsca w pierwszym rzędzie. Pamiętam rozmowę telefoniczną ze Stefanem Kisielewskim, odmówił udziału tłumacząc, corocznym w tym czasie, wyjazdem nad morze do Sopotu. „Jest rocznica śmierci mego syna i też na nią do Warszawy nie przyjadę” – zakończył rozmowę. Rzeczywiście 12 lipca mijało dwa lata od tragicznej śmierci Wacława Kisielewskiego. Wiele lat później Jerzyk Kisielewski, gdy mu tę historię opowiedziałem, potwierdził, że ojciec nie przerywał swoich lipcowych urlopów w Sopocie. Gustaw Holoubek w pierwszej rozmowie zaproszenie przyjął, ale potem odmówił. Ponoć opowiadał szeroko: „jednak mnie zaprosili, ale im odmówiłem….”. Tadeusz Łomnicki prosił by wycofać zaproszenie i nie stawiać go w sytuacji konieczności rozważania przyjąć je, czy nie. Maryla Rodowicz zaproszenie przyjęła (wystosowane w ostatniej niemal chwili, zawoziłem je do niej do domu), ale w Zamku nie pojawiła się. Godzinę, lub dwie po słynnym koncercie dla Gorbaczowa na Wawelu, gdzie Andrzej Rosiewicz zaśpiewał piosenkę „Wieje wiosna od wschodu”, późnym wieczorem odebrałem telefon z dyspozycją bym dopisał Rosiewicza do listy, jak najpilniej skontaktował się z artystą i dostarczył mu zaproszenie. Zadzwoniłem do Rosiewicza do domu, telefon odebrała jego mama, mówiąc że syn nie wrócił jeszcze z Krakowa i nie ma z nim kontaktu. Nie bardzo mi pasował ten piosenkarz do zacnego zamkowego grona, więc nie zadzwoniłem powtórnie. Ale gdy zaproszenia zaczęły już dochodzić do adresatów przydarzył się także telefon od zmarłego niedawno aktora z pytaniem dlaczego on do tej pory zaproszenia nie dostał. „Emilka mi mówiła, że ma już zaproszenie, a ja nie mam….” Odpowiedziałem wymijająco, przerzucając winę na opieszałą pocztę. Zaraz jednak zadzwoniłem do osoby, która podawała mi nazwiska twórców i przekazałem oczekiwanie aktora; po niedługim czasie otrzymałem zgodę na wysłanie mu zaproszenia.

Tuż przed spotkaniem dzwoniłem jeszcze do kilku wskazanych mi osób prosząc je o zabranie głosu. Znany reżyser odmówił tłumacząc, że już sam jego udział w tym spotkaniu jest zachowaniem, z którego władza powinna być wystarczająco zadowolona, więc przemawiać nie będzie, niech to robią inni. Ale gdy Sala zaczęła się wypełniać zobaczyłem, że daje mi on z oddali jakieś znaki. Ruchem ręki zaprosiłem go do siebie. „Zobaczyłem kto jest na sali, zmieniam zdanie, chcę zabrać głos, proszę mnie dopisać do listy” – usłyszałem. Za kilkanaście minut sala była już zapełniona do ostatniego fotela, przybyli goście, a słowa powitania zaczął wygłaszać profesor Suchodolski.

 

Bez notatek, ustawki

Z wystąpieniem profesora miałem pewien problem, a w zasadzie nie tyle z wystąpieniem ile z oczekiwaniem politycznych zwierzchników bym tekst powitalnego przemówienia Profesora dostarczył ze sporym wyprzedzeniem. Nie mogli przyjąć do wiadomości, że Profesor nie pisze sobie przemówień, że nikt inny też mu ich nie pisze. „To tym razem wy mu napiszecie”. Tłumaczyłem, że profesor nawet nie czyni żadnych notatek; „Tym razem je musi zrobić i wy je nam wcześniej dostarczycie”. W końcu, po długiej wymianie argumentów, ulegli. Profesor rzeczywiście całe przemówienie powitalne, pełne głębokich myśli i refleksji, wygłosił bez pomocy notatek. Z dzisiejszego punktu widzenia może wydać się to błahe, ale wówczas w 1988 roku, wydarzeniem było to, że Profesor, wobec sekretarza generalnego KPZR i w obecności I sekretarza PZPR, zadał głośno, publicznie pytanie: „czy rzeczywiście socjalizm wymaga aż takich ofiar?”

Po wystąpieniu profesora wypowiadali się uczestnicy spotkania. 17 osób, w tym trzech Rosjan, którzy przyjechali z Gorbaczowem. Spotkanie, zaplanowane w oficjalnym protokole wizyty na nieco ponad godzinę, przeciągnęło się prawie trzykrotnie dłużej. Szef protokołu dyplomatycznego MSZ, Roman Czyżycki, kilkakrotnie podchodził do Generała Jaruzelskiego zapewne wskazując, iż opóźniają się kolejne punkty wizyty. Generał zdawał się ignorować uwagi szefa protokołu, wyraźnie chciał by wszystkim chętnym dać możliwość swobodnej wypowiedzi.

Zauważyłem, że siedzący w prezydium Gorbaczow, Jaruzelski i Suchodolski wymieniają się uwagami. Gorbaczow zaskoczony był przebiegiem spotkania, dyskusją, padającymi pytaniami i stwierdzeniami. Miał pretensje do swoich doradców, że nie przygotowali go ani na spotkanie z Suchodolskim, ani nie uprzedzili, że po przemówieniu profesora może nastąpić żywa, autentyczna, niczym nie skrępowana dyskusja. Marcin Król zapytał przecież o zakres suwerenności Polski i o to czy doktryna Breżniewa jest nadal stosowana względem Polski i krajów sąsiadujących. Na szybko więc uzgodniono, że gość nie odniesie się do poszczególnych wypowiedzi, a przyśle odpowiedź na piśmie i cała dyskusja oraz jego list będą opublikowane. Gorbaczow jednak głos zabrał, ale nie odpowiedział na żadne pytanie wprost czy bezpośrednio, przemówił dość ogólnie, a swą pisemną wypowiedź przysłał kilka tygodni później.

 

Pytania zadane i dosłane

Plon spotkania opublikowało wydawnictwo Książka i Wiedza. Do wydania tej publikacji aspirował jeszcze, nieskutecznie, Państwowy Instytut Wydawniczy (wydawca książki Gorbaczowa o pierestrojce) oraz Wydawnictwo Interpress. W książce zamieszczono też siedem głosów złożonych pisemnie po spotkaniu. Już po wydaniu książki jeszcze ośmiu uczestników spotkania nadesłało swe wypowiedzi. Znalazły się one w szybko opublikowanym drugim wydaniu wraz z kilkoma zdjęciami ze spotkania. Jedna tylko nadesłana wypowiedź nie uzyskała aprobaty wydawnictwa i cenzury. To list prof. dr. hab. inż. Romana Ciesielskiego, członka rzeczywistego PAN, b. rektora Politechniki Krakowskiej, a po 1989 roku senatora I kadencji. Pismo zawierało pytania o suwerenność gospodarczą Polski i funkcjonowanie w życiu społeczno politycznym osób, których nie rozliczono z odpowiedzialności za ich aktywną działalność w czasach stalinowskich. Profesor Ciesielski, ale także i prof. Suchodolski, odwoływał się od tych decyzji. Zachowałem ksero odpowiedzi jaką prof. Ciesielski otrzymał od wydawnictwa. Dyrektor KiW wyjaśnia iż: „tekstu nie można niestety upowszechnić z uwagi na zaprezentowaną w nim interpretację suwerenności PRL.” List nosi datę 25 stycznia 1989. Dwa dni później Lech Wałęsa i Czesław Kiszczak odbyli ostatnie spotkanie przygotowujące obrady Okrągłego Stołu ustalając procedurę i zakres obrad oraz dzień ich rozpoczęcia – 6 lutego.

 

Wątek katyński

Wracając do spotkania z Gorbaczowem, oczekiwaliśmy wówczas z Profesorem, że właśnie tu, na Zamku Królewskim w Warszawie przywódca ZSRR powie prawdę o Katyniu. Stało się to jednak dopiero dwa lata później, 14 kwietnia 1990 w Moskwie. Podczas wizyty Prezydenta RP Wojciecha Jaruzelskiego, Prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow wyraził głębokie ubolewanie w związku z tragedią katyńską nazywając ją „jedną z cięższych zbrodni stalinizmu”.

Kilka razy, w naszych wcześniejszych rozmowach, profesor Suchodolski wspominał sprawę Katynia w kontekście redagowanej przez siebie w końcu lat 50. Małej Encyklopedii PWN (pierwsze wydanie 1959). Hasła Katyń tam nie było, w niektórych kręgach spotykał się Profesor w związku z tym z krytycznymi uwagami. Ale, jak tłumaczył mi: „Miałem wówczas tylko dwie możliwości, albo napisać zgodnie z obowiązującą wówczas wykładnią, że Katyń to sprawa Niemców, albo pominąć to hasło. Wybrałem drugie rozwiązanie, wolałem przemilczeć niż kłamać”. Co prawda – zwraca na to uwagę w przywołanych wcześniej wspomnieniach Sławomir Tabkowski – w 1957 w książce „Kolumbowie rocznik 20” (PIW, Warszawa) Roman Bratny napisał o zwale trupów „poległych z sowieckiej ręki”. Ale co innego proza, literatura piękna, co innego Encyklopedia. Rok 1959 już też różnił się od „odwilżowego” 1957.

Podobne oczekiwanie, iż podczas wizyty Gorbaczowa w Polsce padną słowa prawdy o Katyniu, mieli członkowie najwyższych polskich władz politycznych. Pisze we wspomnianej książce S. Tabkowski, iż powołanie w 1987 polsko-radzieckiej komisji do zbadania tzw. białych plam rozbudziło nie tylko w nim (przypominam, był kierownikiem wydziału w KC) nadzieję na oficjalne przyznanie się strony radzieckiej do zbrodni.

Prace komisji nie przyniosły jednak efektów, strona radziecka nie była przygotowana do ujawnienia prawdy. Na posiedzeniu komisji w marcu 1988 przewodniczący strony polskiej prof. Jarema Maciszewski ogłosił ekspertyzę, w której stwierdzono, iż „brak nowych dokumentów radzieckich nie pozwala na osłabienie argumentacji przemawiającej za winą NKWD”. Także w marcu grupa blisko 60 ludzi kultury i nauki wystosowała list otwarty wzywający ZSRR do ujawnienia prawdy o Katyniu. Pisze dalej S. Tabkowski: „Pomimo nacisków Wojciecha Jaruzelskiego i pytań, które padły podczas spotkania z przedstawicielami środowisk polskiej nauki i kultury na Zamku Królewskim w Warszawie, Gorbaczow nie zdecydował się powiedzieć prawdy.”

 

Poza protokołem

Mimo to, witano Gorbaczowa w Warszawie, Krakowie czy Szczecinie niezwykle serdecznie, spontanicznie otaczały go życzliwe tłumy, a on chętnie rozdawał autografy, na co pozwalała niezbyt rygorystyczna ochrona. Po zakończeniu spotkania na Zamku do stolika prezydialnego podeszło kilka osób. Jerzy Duda Gracz zapytał mnie, wyciągając ukryte zawiniątko, czy może wręczyć Gorbaczowowi mały obrazek. Podeszliśmy razem, obok Gorbaczowa stała już Beata Tyszkiewicz. Generał przedstawiał: „eto samaja wydajuszczajasia zwiezda naszewo kino” na co błyskawicznie z uśmiechem odpowiedział Gorbaczow: „a my szczitajem szto naszewo”. Duda Gracz wręczył malunek, a ja otrzymałem, na specjalnie przygotowanym kartoniku, podpis Gorbaczowa.

Następnego dnia, gdy Gorbaczow brał udział w szczycie Układ Warszawskiego, w Nieborowie profesor wydał obiad na cześć jego małżonki Raisy, założycielki radzieckiego Funduszu Kultury. By przywitać gościa, do Nieborowa przyjechali I sekretarz KW PZPR w Skierniewicach Leszek Miller i wojewoda skierniewicki Kazimierz Boczyk. Po powitaniu odjechali, w obiedzie udziału nie wzięli. Podczas tego spotkania Raisa Gorbaczowa interesowała się bardzo działalnością Towarzystwa im. Fryderyka Chopina (w obiedzie uczestniczył dyrektor generalny Towarzystwa Bogumił Pałasz) i zbliżającym się Konkursem chopinowskim (w 1990). Rozmawiano także o możliwości postawienia pomnika Chopina w Moskwie. O sprawie tej Raisa Gorbaczowa nie zapomniała. Jak wspomina Grzegorz Wiśniewski, gdy nieoczekiwanie zjawiła się w 1989 roku w polskiej Ambasadzie na recitalu Haliny Czerny – Stefańskiej, w rozmowie z kierownictwem Ambasady i Instytutu, zadeklarowała swe wsparcie dla idei pomnika. Jednak niedługo później pani Raisa straciła możliwości skutecznych działań nie tylko w tej sprawie. A pomnika Chopina w Moskwie jak nie ma, tak nie ma.

 

W czasie opisywanych wydarzeń Autor był sekretarzem Narodowej Rady Kultury.