MŚ 2018: To jeszcze nie koniec biało-czerwonych

Nasza reprezentacja przegrała z Senegalem pechowo. W niedzielę z Kolumbią biało-czerwoni zagrają mecz „o wszystko”, co jest już smutną tradycją ich ostatnich popisów na mundialach. Tym razem jednak nie musi się skończyć tak samo jak w 2002 i 2006 roku.

 

Porażka polskiej reprezentacji z Senegalem to bez wątpienia jedna z największych zagadek rosyjskiego mundialu. Właśnie bardziej zagadek, niż niespodzianek czy sensacji. Nie ma bowiem żadnego sensownego wyjaśnienia dla słabego występu zespołu, który w rankingu FIFA klasyfikowany jest przecież w pierwszej dziesiątce. I chyba to jest główną przyczyną głębokiej frustracji Polaków w przededniu „meczu o wszystko” z Kolumbią.

 

Ciężar porażki z Senegalem

Nasi piłkarze, trener Adam Nawałka i działacze PZPN poczuli ten ciężar już chwilę po zakończeniu meczu z Senegalem, gdy obecni na stadionie Spartaka polscy kibice wygwizdali i zwymyślali dziękującym im za doping zawodnikom. To dla „Orłów Nawałki”, od pięciu lat cieszących się bezkrytycznym uwielbieniem kibicowskich mas, bez wątpienia było szokującym doznaniem. Zamiast „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało” usłyszeli litanię wykrzykiwanych pod ich adresem pretensji. Zresztą jeszcze w trakcie meczu z trybun słychać było – „Polska grać, k***a mać!”. Dominujące wśród licznie przybyłych do Moskwy polskich kibiców przekonanie o piłkarskiej potędze biało-czerwonych, wyrażane w wykrzykiwanych hasłach w rodzaju: „Puchar jest nasz” czy też „Polska mistrzem świata”, po meczu zamieniło się w nastrój rozgoryczenia i zniechęcenia, który eksplodował złością i pretensjami. Nietrudno sobie wyobrazić co się będzie działo w Polsce, jeśli w niedzielę ekipa Nawałki przegra z Kolumbia i odpadnie z turnieju.

Obecni w stolicy Rosji wysłannicy polskich mediów, zwykle spolegliwi i bezkrytyczni wobec trenera Nawałki i jego wybrańców, widząc frustrację kibiców nie mogli już w swoich relacjach upiększać rzeczywistości. Na reprezentację Polski spadła fala krytyki o rozmiarach niemal zbliżonych do tej, która sześć lat przewaliła się przez kadrę Franciszka Smudy po jej kompromitacji na Euro 2012.  Reakcja Nawałki i piłkarzy była typowa – z miejsca ograniczyli kontakty z mediami, ale ich miejsce przed kamerami zajął prezes PZPN Zbigniew Boniek.

 

Oni to widzą i zapamiętają

Zaprawiony już w takich bojach były piłkarz reprezentacji i jej selekcjoner, mówił na ogół z sensem. „Nie jestem w szoku. Jest mi przykro, bo graliśmy słabo i jeśli tak będziemy grać, to nic tutaj nie zrobimy. Nie ma się jednak, co załamywać. Wszystko jest w naszych rękach. Jeśli wygramy dwa następne mecze, to nikt nam awansu nie zabierze. To oczywiste, że nie tak sobie wszyscy wyobrażaliśmy start w tym mundialu. Trzeba jednak być optymistą i trzeba wierzyć. Płacz teraz nic nie pomoże. A krytycy są od tego, żeby krytykować. Jesteśmy na to przygotowani, a ja powiem dziennikarzom tak – jedźcie z nami równo, im bardziej jedziecie, tym lepiej potem się gra. Doświadczyłem tego też jako piłkarz, więc wiem co mówię” – powiedział sternik polskiej piłki. Zaraz jednak wygłosił pod adresem żurnalistów żartobliwe ostrzeżenie, które zabrzmiało jednak jak groźba karalna: „Krytykujcie ile chcecie, tylko pamiętajcie, że my to widzimy i zapamiętamy”.

Stare przysłowie mówi jednak – na pochyłe drzewo i koza wskoczy. Tłamszeni przez propagandowy aparat PZPN dziennikarza, a w każdym razie znaczna ich część, dali folgę uczuciom i rzeczywiście „pojechali” z kadrowiczami bez trzymanki.

 

Nawałka pod ostrzałem

Wszelkie zarzuty pod adresem naszych reprezentantów były jednak na ogół chybione. Do słabego występu przeciwko Senegalczykom na pewno nie przyczyniła się ich nadmierna aktywność w reklamach, bo nie nagrywali ich przecież w trakcie zgrupowań w Juracie i Arłamowie. Nieprawdą jest też, że Thiago Cionek skompromitował się swoim występem. Gdyby nie fatalna w skutkach próba zablokowania strzału zakończona samobójem, po meczu jego statystyki byłyby takie same, jak w wielu poprzednich występach w kadrze. On zagrał na tyle, na ile potrafi, a kwestią sporna jest to, czy w ogóle powinien w tym meczu zagrać. Podobnie jak Arkadiusz Milik, zdecydowanie najgorszy gracz w naszym zespole i w ogóle na boisku.

Do pozostałych naszych piłkarzy trudno mieć jakieś poważniejsze pretensje. Po prostu mecz z Senegalem im nie wyszedł, ale winę za to ponosi wyłącznie trener Adam Nawałka, chociaż nawet do niego tak na dobrą sprawę też nie bardzo jest się o co przyczepić. Chyba każdy z nas układając przed mundialem w myślach wyjściową jedenastkę Nawałki, wypisywał na poszczególnych pozycjach nazwiska tych piłkarzy, na których we wtorek postawił selekcjoner. Szczęsny – Piszczek, Glik, Pazdan, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Grosicki – Milik, Lewandowski. Przez kontuzję w tym zestawie nazwisk zabrakło Glika, ale reszta to bezdyskusyjnie nasi najlepsi w powszechnym mniemaniu gracze. Jeśli Nawałka coś zawalił, to chyba tylko to, że od zakończenia eliminacji w żadnym z sześciu spotkaniach towarzyskich nie zagrał choćby w zbliżonym do powyższego ustawieniu.

No to kiedy mieli się zgrać, dopracować zagrania, wyćwiczyć nowe schematy gry i zmodyfikować już wyuczone? Gdyby nie dwa głupie błędy wygraliby z Senegalem 1:0. Jak będzie w niedzielę z Kolumbią?

Dali radę bez Glika

Towarzyski mecz z Chile (2:2) miał przede wszystkim dać odpowiedź na pytanie, jak nasza reprezentacja poradzi sobie bez Kamila Glika. Tymczasem dowiódł, że to nie absencja stopera AS Monaco jest największym problemem.

 

Przed meczem z Chile kibice zastanawiali się jak nasza reprezentacja poradzi sobie bez Kamila Glika. Trener Adam Nawałka miał do wyboru kilka personalnych konfiguracji przy obsadzie środka defensywy, ostatecznie jednak postanowił sprawdzić zbierającego ostatnio pozytywne opinie Jana Bednarka. Stoper Southampton dopiero na finiszu rozgrywek Premier League wskoczył do składu „Świętych”, ale w debiucie zdobył bramkę, i to w meczu z nie byle jakim przeciwnikiem, tylko z Chelsea Londyn, czym tak zaimponował trenerowi Markowi Hughes’ow, że ten wystawiał później młodego Polaka już do końca sezonu. Bednarek zwrócił na siebie uwagę także trenera Nawałki, który powołał go do szerokiej kadry na mundial.

 

Bednarek dał radę, a Pazdan nie

W Juracie i Arłamowie selekcjoner przekonał się, że ten waleczny i pewny siebie 22-letni piłkarz może być idealnym partnerem dla Kamila Glika. Niestety, pechowa kontuzja tego kluczowego gracza zniweczyła ten plan i Bednarek nagle zaczął być rozpatrywany nie jako uzupełnienie formacji obronnej biało-czerwonych, lecz jako jej fundament. W meczu z Chile było to aż nadto widoczne – to nie Michał Pazdan był ostoją naszej formacji defensywnej, tylko właśnie Bednarek, który zagrał o klasę lepiej od stopera Legii.

I teraz selekcjoner ma de facto nowy kłopot, bo musi dobrać Bednarkowi odpowiedniego partnera. Być może będzie to Pazdan, co warto byłoby sprawdzić w kolejnym spotkaniu towarzyskim z Litwą, a być może Thiago Cionek, Marcin Kamiński lub Artur Jędrzejczyk, bo tylko tych graczy Nawałka ma w tej chwili do dyspozycji. Niewyjaśniona jest wciąż kwestia udziału Kamila Glika, bo odkąd wyjechał do Francji każdego dnia docierają stamtąd coraz bardziej optymistyczne wieści. Lecz jeśli ostatecznie się okaże, że lekarz polskiej kadry Jacek Jaroszewski podał prawidłową diagnozę urazu i właściwie ocenił szanse wyjazdu Glika na mundial jako zerowe, to po meczu z Chile możemy być spokojni – Bednarek jest w stanie godnie go zastąpić na środku linii obronnej naszej reprezentacji.

 

Odrodzenie Błaszczykowskiego

Kolejnym plusem sparingu z Chile był udany występ Jakuba Błaszczykowskiego. Jego perypetie zdrowotne są dobrze znane. Z powodu kontuzji oraz uporczywego bólu pleców stracił praktycznie cały sezon i w zasadzie w ogóle nie powinien otrzymać powołania nawet do szerokiej kadry. Ale Błaszczykowski jest ważną postacią naszej kadry i nikt nie zgłaszał pretensji do Nawałki, że odesłał do domu strzelającego wiosną w lidze duńskiej gole Kamila Wilczka czy robiących furorę w naszej ekstraklasie Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii i Sebastiana Szymańskiego z Legii, a zostawił 33-letniego zawodnika w trudnej do określenia formie fizycznej. W Poznaniu jednak Błaszczykowski bez większego problemu wytrzymał trudy meczu i potwierdził, że jest pod względem fizycznym gotowy do gry w mistrzostwach świata. Grał mądrze, zadziornie, zwłaszcza do przerwy, gdy miał za plecami dobrze mu znanego z lat wspólnej gry w Borussii Dortmund Łukasza Piszczka. Jeśli nic złego się temu doświadczonemu zawodnikowi nie stanie, na mundialu w Rosji może znowu być mocnym punktem naszej reprezentacji.

 

Lewandowski, Zieliński, Krychowiak

W spotkaniu z Chile trener Nawałka nie zaskoczył wyjściowym składem. Na prawej flance mieliśmy wspomniany duet Piszczek – Błaszczykowski, a na lewej też sprawdzony tandem Maciej Rybus – Kamil Grosicki. Ta dwójka nie zachwyciła, chociaż to po akcji Grosickiego Piotr Zieliński zdobył druga bramkę. Trudno jednak wyobrazić sobie inny personalny wariant na tej pozycji, bo Bartosz Bereszyński jednak lepiej sobie radzi na prawej obronie, podobnie jak Artur Jędrzejczyk, ale oni dostana szansę pokazania się pewnie w spotkaniu z Litwą.

Możemy być natomiast zadowoleni z formy graczy środka pola, zwłaszcza Grzegorza Krychowiaka. Niewiele gorzej od niego spisał się partnerujący mu w roli defensywnego pomocnika Karol Linetty, ale obu przyćmił Piotr Zieliński, zaś wszystkich pospołu kapitan naszego zespołu Robert Lewandowski. Największą niespodzianką był jednak trwający niewiele ponad kwadrans występ Łukasza Teodorczyka. Napastnik Anderlechtu Bruksela zmienił Lewandowskiego i zdążył popisać się kilkoma naprawdę znakomitymi zagraniami. W takiej formie żal tego piłkarza trzymać na ławie.

 

Polska – Chile 2:2

Gole: Robert Lewandowski (30), Piotr Zieliński (34) – Diego Valdes (38), Miiko Albornoz (56).
Polska: Wojciech Szczęsny (46. Łukasz Fabiański) – Łukasz Piszczek (46. Thiago Cionek), Jan Bednarek, Michał Pazdan, Maciej Rybus (82. Bartosz Bereszyński) – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty (46. Arkadiusz Milik), Piotr Zieliński, Kamil Grosicki (67. Jacek Góralski) – Robert Lewandowski (74. Łukasz Teodorczyk).
Chile: Gabriel Arias – Paulo Diaz (87. Francisco Sierralta), Enzo Roco, Guillermo Maripan, Sebastian Vegas (35. Miiko Albornoz) – Angelo Sagal (82. Jose Bizama), Jimmy Martinez (68. Angelo Araos), Lorenzo Reyes, Diego Valdes, Junior Fernandes – Nicolas Castillo (87. Cristian Cuevas).
Żółte kartki: Vegas, Araos.
Sędziował: Paolo Mazzoleni (Włochy).
Widzów: 41 216.

Kadra już w Arłamowie

Sztab szkoleniowy z trenerem Adamem Nawałką na czele zjechał do Arłamowa już w poniedziałek, piłkarze zjawili się w ośrodku we wtorek. Od środy koniec laby, bo zaczyna się najważniejsza część przygotowań reprezentacji do mundialu w Rosji.

 

Treningi kadry, oprócz dwóch otwartych dla dziennikarzy i kibiców, będą zamknięte, ale żeby zajęcia mogły odbywać się w tajemnicy boisko od strony hotelu zostało zasłonięte dwoma rzędami płotów. Zaklejono też okna w hotelowych korytarzach wychodzące na boisko, a pokoje, z których jest na nie widok, zostały wykupione przez PZPN. To zabezpieczenia mają uchronić naszą kadrę przed wścibskim okiem wysłanników grupowych rywali. A o tym, że „szpiedzy” już są w Arłamowie, nikt w sztabie biało-czerwonych nie ma wątpliwości.

Tak na marginesie, ciekawe czy trener Nawałka też wysłał „podglądaczy” do ośrodków treningowych, w których do mundialu szykują się Kolumbijczycy, Japończycy i Senegalczycy. Jeśli nie, to te płoty w Arłamowie i zaklejone okna świadczą raczej o lekkiej paranoi selekcjonera. Nie jedynej zresztą. Trochę śmieszy na przykład jego żądanie co do długości źdźbeł trawy. „Boisko jest jak stół, trawa ma 23 milimetry długości, tak jak chciał trener Nawałka. Na terenie hotelu są strefy specjalnie wydzielone dla piłkarzy, żeby nikt im nie przeszkadzał. Będą mogli spędzać wolny czas tak jak tylko sobie życzą” – zapewnia dyrektor generalny hotelu Arłamów Michał Kozak.

Selekcjoner biało-czerwonych będzie musiał dokonać w Arłamowie cięć kadrowych, bo do 4 czerwca PZPN ma obowiązek podania FIFA ostatecznej 23-osobowej kadry na mundial. A ponieważ do bieszczadzkiej głuszy Nawałka ściągnął aż 32 zawodników, dziewięciu z nich będzie tu zapierniczało na próżno. „W kadrze musi być rywalizacja i od tego nie odejdziemy. Dziewięciu zawodników będę musiał skreślić, zrobię to z bólem serca, ale takie trudne wybory trzeba brać na klatę – tłumaczy Nawałka. Przykład innych reprezentacji pokazuje, że nie wszyscy trenerzy podzielają ten pogląd. Większość selekcjonerów reprezentacji uczestniczących w rosyjskim mundialu już dawno wybrała zawodników i jeśli któryś z nich dokonuje zmian, to tylko z powodów medycznych. Jak to mówią, są różne szkoły, falenicka i otwocka, a przed imprezą nie sposób ocenić która jest lepsza. Wyjdzie dopiero „w praniu”.

Nawałka ostateczne decyzje kadrowe ma podjąć po wewnętrznym sparingu, który zaplanował w sobotę. W Juracie problemy zdrowotne zgłosiło czterech piłkarzy – Kamil Glik, Michał Pazdan, Karol Linetty i Dawid Kownacki. Na razie nie ma żadnych sygnałów, że któryś z wymienionych zawodników nie jest zdolny do wyczerpujących treningów. Pora zatem zabrać się do pracy, bo mundial tuż, tuż…

Kadra Polski na majówce w Juracie

Nasza piłkarska kadra od poniedziałku zbiera się w hotelu „Bryza” w Juracie. Na razie nie czuje się tu jeszcze mundialowych emocji. Nawet selekcjoner reprezentacji Adam Nawałka wygląda na wyluzowanego.

Pierwsi kadrowicz pojawili się w „Bryzie” w poniedziałek, wśród nich m. in. tercet z Sampdorii Genua, czyli Karol Linetty, Dawid Kownacki i Bartosz Bereszyński, obrońca VfB Stuttgart Marcin Kamiński oraz wystawiony na sprzedaż przez Hull City Kamil Grosicki. Wszyscy przybyli w towarzystwie najbliższych sobie osób i w wybitnie wakacyjnych nastrojach. Zgrupowanie kadry tak na serio ma się rozpocząć dopiero od środy, bo tego dnia na boisku w Jastarni kadrowicze mają odbyć pierwszy trening. Zajęcia będą jednak wybitnie rekreacyjne, bo trener Nawałka zgodził się na obecność kibiców i dziennikarzy. Otwarty dla publiczności ma też być trening piątkowy, ale w czwartek i w sobotę piłkarze będą ćwiczyć już tylko w obecności sztabu szkoleniowego kadry.

W tych zajęciach raczej nie będzie brał udziału Kamil Glik, który przyjechał na zgrupowanie z urazem ścięgna Achillesa. „Kamil jest przemęczony, uskarża się na Achillesa, dlatego w poniedziałek przeszedł badania USG. Słowa uznania dla niego, że w ogóle do Juraty przyjechał. Będzie się teraz leczył i pracował z fizjoterapeutami, ale na pewno zdąży wrócić do zdrowia. To drobny uraz” – uspokajał dziennikarzy trener Nawałka. Przyznał jednak, że drobne kłopoty zdrowotne ma też Michał Pazdan, przez które nie zagrał w niedzielnym meczu z Lechem, że inny z legionistów, Krzysztof Mączyński, wciąż zmaga się z kontuzją kolana, ale w Arłamowie zdaniem selekcjonera obaj gracze świeżo upieczonego mistrza Polski mają być już gotowi do ciężkich treningów.

Zanim jednak wszyscy przeniosą się w Bieszczady, czeka ich kilka dni laby na Helu. Wśród atrakcji jakie PZPN przygotował dla kadrowiczów w tym czasie jest wymieniana m.in. koncert zespołu Lady Punkt, herbatka u prezydenta Andrzeja Dydy, rowerowe przejażdżki, grill, spacery po plaży i turniej w siatkonogę. No cóż, szału nie ma, ale w końcu, jakby nie patrzeć, to jest jednak zgrupowanie sportowe przed najważniejszą piłkarska imprezą na świecie.

Nawałka znany jest jednak z tego, że nie lubi zmieniać czegoś, co już raz mu przyniosło pożądane efekty. Przed Euro 2016 piłkarze też tak byczyli się w Juracie, a potem doszli do ćwierćfinału. Harówka ma się zacząć od przyszłego wtorku w Arłamowie. Kadrowiczów czekają też dwie gry kontrolne – pierwsza jeszcze w Juracie, druga już w bieszczadzkim ośrodku.

Nietrudno się domyślić, do czego te mecze są selekcjonerowi potrzebne. Musi przecież do 4 czerwca wybrać 23 zawodników, których nazwiska PZPN zgłosi do FIFA. Potem już możliwości personalnych manewrów już nie będzie, a biało-czerwonych czekają po tym terminie dwie poważne towarzyskie potyczki – najpierw z Chile, a tuż przed wyjazdem do Rosji z Litwą na Stadionie Narodowym.