Lotto Ekstraklasa: Wisła na górze, Pasy na dole

W hicie 8. kolejki piłkarskiej ekstraklasy Wisła Kraków rozbiła Lechię Gdańsk 5:2 i jest nowym liderem rozgrywek. Zdecydowanie gorzej wiedzie się lokalnemu rywalowi wiślaków. Cracovia notuje najgorszy ligowy start w historii.

 

Wisła wróciła na ligowy szczyt po 390 dniach przerwy. Ostatni raz była liderem ekstraklasy po 5. kolejce poprzedniego sezonu – w kolejnej serii spotkań z pierwszego miejsca strąciło ją Zagłębie Lubin, które pokonało ją w bezpośrednim pojedynku. Teraz to Biała Gwiazda sama zdetronizowała lidera i to sposób niepozostawiający wątpliwości co do tego, kto jest najlepszą drużyną początku sezonu. Efektowny triumf nad niepokonaną dotąd Lechią to kolejna po rozbiciu Lecha w Poznaniu (5:2) demonstracja siły drużyny Macieja Stolarczyka.

 

Kibole rządzą na Reymonta?

Sukces krakowian jest zaskakujący, bo przed startem sezonu ekipa „Białej Gwiazdy” była lokowana w grupie drużyn skazanych na walkę o utrzymanie. Klub był na skraju bankructwa, a z zespołu odeszli kluczowi gracze, jak Carlitos, Tomasz Cywka, Pol Llonch, Fran Velez. Latem do obozu wiślaków dołączyli jedynie Mateusz Lis z I-ligowego Rakowa Częstochowa oraz niechciany w Pogoni Szczecin Dawid Kort. Ze skleconego naprędce zespołu trener Maciej Stolarczyk stworzył zespół, który jak na razie na boisku zwycięża.

Nie ustrzegło to „Białej Gwiazdy” przed wizerunkową katastrofą jaką bez wątpienia była emisja przez TVN reportażu dziennikarza śledczego „Superwizjera” Szymona Jadczaka, w którym pokazano jaki ogromny wpływ na działania Wisły Kraków mają kibole zrzeszeni w nieformalnej grupie szalikowców Wisły nazywanej „Sharks”. To tak naprawdę są brutalni przestępcy, którzy swoich wrogów atakują maczetami, a od członków własnej grupy potrafią wyegzekwować posłuszeństwo nie mniej okrutnymi metodami. Jednemu z działaczy, który buntował się przeciwko przejęciu klubu przez chuliganów, spalono samochód. Jadczak postawił też tezę, że gangsterzy po przejęciu kontroli nad Wisłą osadzili w klubie na fotelu prezesa „swojego człowieka” Marzenę Sarapatę. Jedna ze zorganizowanych akcji mających wprowadzić w chaos i ułatwić przejęcie kontroli na Reymonta 22, była słynny atak na stadion racami podwieszanymi pod balony, którą dowodził Damian Dukat, późniejszy wiceprezes klubu. Dukat zrezygnował ze stanowiska jeszcze przed emisją materiału, ale pozostał w zarządzie Towarzystwa Sportowego Wisła, które jest właścicielem klubu.

Jak to się stało, że stadionowy chuligan stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych działaczy piłkarskich w naszym kraju? Na to pytanie Szymon Jadczak jednoznacznej odpowiedzi nie znalazł. A zarząd Wisły Kraków w oficjalnym oświadczeniu napisał, że wszystko co pokazano w programie TVN to „kłamstwa i bezpodstawne oskarżenia”.

 

Fatalny start Cracovii

Po drugiej stronie krakowskich Błoń kłopotów też nie brakuje. Cracovia w 8. kolejce przegrała na wyjeździe z Jagiellonią Białystok 1:3 i chyba na dobre ugrzęzła na dnie ligowej tabeli. Ten najgorszy ligowy start „Pasów” w historii obala mit Michała Probierza jako najlepszego polskiego trenera. Obecny sezon jest już jego drugim w Cracovii i zgodnie z jego obietnicami zespół miał włączyć się do walki o europejskie puchary. Ba, tuż przed startem rozgrywek Probierz zaszarżował jeszcze śmielej ogłaszając, że jego celem na ten sezon jest mistrzostwo Polski. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te nader odważne deklaracje 45-letniego szkoleniowca. Po ośmiu kolejkach Cracovia ma na koncie zaledwie trzy punkty i zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Lotto Ekstraklasy. Na ten skromny dorobek składają się trzy remisy i aż pięć porażek. Do tego krakowianie mają najgorszy stosunek bramek straconych do zdobytych (4:13) w całej lidze.

Rozmiar katastrofy najlepiej obrazuje fakt, że nigdy wcześniej Cracovia nie zaczęła rozgrywek tak źle, a trwający sezon jest już jej 40. w najwyższej lidze. Nawet po ośmiu kolejkach edycji 2011-2012, w której po raz ostatni spadła z ekstraklasy, miała korzystniejszy bilans (1-2-5, 6:11) i nie zamykała ligowej tabeli. Rok wcześniej było gorzej (1-1-6, 7:15), ale i tak lepiej niż teraz, co oznacza, że zespół Probierza pod tym względem jest najgorszy w historii krakowskiego klubu. Żaden inny zespół nie spadał z ekstraklasy częściej od Cracovii (8), ale nawet w innych sezonach, po których krakowianie żegnali się z najwyższą ligą, nie mieli tak skromnego dorobku po ośmiu pierwszych kolejkach. Ten falstart to także porażka Probierza, który w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej pracuje już od 12 lat i w żadnym z ośmiu klubów, w których był trenerem, nie zaczął sezonu w tak fatalnym stylu.

 

Wyniki 8. kolejki:

Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 4:0
Gole: Filip Starzyński (40), Filip Jagiełło (45), Marcin Robak (84 samobójcza), Dawid Pakulski (88).
Jagiellonia Białystok – Cracovia 3:1
Gole: Bartosz Kwiecień (44), Cillian Sheridan (53 i 70) – Airam Cabrera (74).
Wisła Płock – Miedź Legnica 2:1
Gole: Alan Uryga (30), Bartłomiej Sielewski (49) – Rafał Augustyniak (10), Pet Forsell (45).
Piast Gliwice – Arka Gdynia 1:0
Gol: Michal Papadopulos (62).
Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 5:2
Gole: Zdenek Ondrasek (18), Jakub Bartkowski (45), Dawid Kort (64), Kamil Wojtkowski (75), Rafał Boguski (83) – Patryk Lipski (6), Flavio Paixao (38 karny).

 

Lotto Ekstraklasa: Nerwowo w Cracovii i Wiśle Płock

Trener Cracovii Michał Probierz ma coraz większy problem. Jego zespół po dwóch remisach z rzędu znowu zaliczył porażkę i po pięciu kolejkach pozostaje bez zwycięstwa.

 

Przed sezonem Probierz zapowiadał, że Cracovia w tym sezonie będzie walczyć w lidze o najwyższe laury, po czwartej kolejce oznajmił, że były to zbyt optymistyczne założenia i musi na nowo zdefiniować cele stawiane przed zespołem. Po porażce z Zagłębiem Lubin (0:1) szkoleniowiec „Pasów” chyba nie ma już złudzeń, że jego całkowicie autorska ekipa w obecnych rozgrywkach będzie musiała bronić się przed degradacją.

Podobne obawy pojawiły się w Płocku. „Nafciarze” przegrali u siebie z Arką Gdynia 1:3 i podobnie jak Cracovia po pięciu kolejkach nie mają jeszcze na koncie ani jednego zwycięstwa. Co ciekawe, podopieczni trenera Dariusza Dźwigały u siebie przegrali wszystkie trzy dotychczasowe trzy spotkania, a jedyne dwa punkty jakie zdobyli zawdzięczają wyjazdowym remisom z Górnikiem Zabrze i Wisłą Kraków.

 

Wyniki 5. kolejki

Cracovia – Zagłębie Lubin 0:1
Gol: Bartłomiej Pawłowski (45).
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Widzów: 4097.

Miedź Legnica – Korona Kielce 1:1
Gole: Paweł Zieliński 69 – Maciej Górski 54
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 5082.

Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 0:2
Gole: Paweł Bochniewicz (23 s), Flavio Paixao (33). Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 14 087.

Wisła Płock – Arka Gdynia 1:3
Gole: Ricardinho (69) – Aleksandyr Kolew (55), Maciej Jankowski (82), Rafał Siemaszko (90). Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 4082.

Lech nabiera rozpędu

Po trzech kolejkach spotkań tylko Piast Gliwice i Lech Poznań mają na koncie komplet punktów. Dla drużyny „Kolejorza” trzy wygrane mecze na początku rozgrywek to najlepsze osiągnięcie w XXI wieku.

 

Mecz Śląska z Lechem był starciem dwóch niepokonanych drużyn w tym sezonie. Trener wrocławskiego zespołu Tadeusz Pawłowski nie ma na głowie europejskich pucharów, nie musiał zatem oszczędzać swoich najlepszych graczy i rotować składem. Jego odpowiednik w Lechu, Ivan Djurdjević, takiego komfortu nie ma i dlatego zdecydował się na kilka roszad w porównaniu ze składem, jaki wystawił do rozegranego w miniony czwartkowego meczu pucharowego z Szachtiorem Soligorsk. Szkoleniowiec ekipy „Kolejorza” przemeblował zwłaszcza drugą linię i wzmocnił atak, posyłając do walki dwóch nowo pozyskanych Portugalczyków – Pedro Tibę i Joao Amarala oraz najlepszego snajpera Duńczyka Christiana Gytkjaera. Ta ofensywna potęga okazała się potęgą jedynie na papierze, bo lechici oddali jeden strzał na bramkę Śląska.

Wrocławianie mieli optyczną przewagę i strzelali gole. W sumie trafili do siatki bramki Lecha aż czterokrotnie. Dlaczego zatem przegrali mecz 0:1? Bo sędzia Daniel Stefański żadnej z czterech bramek zdobytych przez wrocławian nie uznał, co pewnie w historii naszej ligi jest wydarzeniem raczej wyjątkowym.

W jedynym golu strzelonym przez graczy Lecha arbiter żadnych nieprawidłowości się nie dopatrzył. Zwycięskie trafienie zaliczył Tiba z podania wprowadzonego po przerwie Kamila Jóźwiaka. I w takich nadzwyczajnych okolicznościach poznański zespół zaliczył trzecie zwycięstwo z rzędu. W XXI wieku tak znakomitego wejścia w ligowy sezon lechici jeszcze nie mieli. Do tej pory najlepiej zaczynali rozgrywki w edycjach 2011-2012 oraz 2012-2013, gdy w trzech premierowych kolejkach inkasowali po siedem punktów. Lech ustępuje w tabeli tylko Piastowi Gliwice, który prowadzi lepszym bilansem bramkowym. Ale ta kolejność może się zmienić już w 4. kolejce, bo gliwiczanie zagrają w Warszawie z Legią, natomiast poznaniacy podejmą u siebie Zagłębie Sosnowiec. Niestety, znów przyjdzie im zagrać przy pustych trybunach, ale to już ostatni mecz, w którym obowiązuje kara nałożona przez wojewodę.

Ekipa „Kolejorza” jest uważana za najpoważniejszego, obok Legii, kandydata do mistrzowskiego tytułu. Do poniedziałku w roli konkurenta tej dwójki trener Cracovii Michał Probierz widział też swój zespół. Po porażkach w dwóch pierwszych kolejkach „Pasy” na zakończenie trzeciej serii spotkań zremisowały u siebie po fatalnej grze 0:0 z Arką. Probierz po tym meczu przyznał, że przed sezonem zbyt optymistycznie ocenił możliwości. Teraz jego celem będzie nie mistrzostwo, lecz walka o utrzymanie.

 

Udany start Lecha

Po dwóch kolejkach liderem jest Zagłębie Lubin, ale oprócz „Miedziowych” kompletem punktów na koncie mogą pochwalić się też zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Cracovii i Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec.

 

Dwa zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach – ostatni raz piłkarze Lecha Poznań tak udanie rozpoczęli zmagania w ekstraklasie w sezonie 2012-2013. Wtedy „Kolejorz” zaczął od wygranej u siebie z Ruchem Chorzów 4:0, a tydzień później pokonał w Warszawie Polonią 2:1. Dobra passa urwała się już w trzeciej kolejce, bo z Górnikiem Zabrze lechici wywalczyli tylko bezbramkowy remis. Teraz może być podobnie, bo w trzeciej kolejce poznański zespół zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, który obecny sezon także zaczął obiecująco. „Wysokie miejsce w tabeli w tym momencie nic nam nie daje. Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy. Żeby skończyło się dobrze, musimy teraz doskonalić nasz sposób gry i ciężko pracować na treningach. Innej drogi do sukcesu nie widzę” – przekonuje trener lechitów Ivan Djurdjević.

Ale zanim gracze „Kolejorza” wyjdą na murawę stadionu we Wrocławiu, w czwartek 2 sierpnia przyjdzie im stoczyć rewanżową potyczkę w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy z białoruskim Szachtiorem Soligorsk. W pierwszym meczu padł remis 1:1, więc ekipa „Kolejorza” ma dobrą pozycję wyjściową w rewanżu. No i nie będzie musiała grać z Białorusinami, jak z Cracovią, przy pustych trybunach. Wojewoda wielkopolski skrócił nałożoną na klub karę zamknięcia trybun. Awans do III rundy w tej sytuacji jest obowiązkiem graczy Lecha.

Po dwóch kolejkach ekstraklasy za wcześnie jest na wyciąganie jakiś ogólnych wniosków, nie da się jednak nie zauważyć fatalnego startu Cracovii. Przed sezonem trener „Pasów” Michał Probierz odważnie zapowiadał, że jego zespół będzie walczył o najwyższe cele, na razie jednak krakowski zespół trzyma w tabeli czerwoną latarnię. W trzeciej kolejce zagra u siebie z Arką Gdynia, potem czeka go wyjazd do Szczecina, a na koniec serii potyczka w Krakowie z sensacyjnym liderem Zagłębiem Lubin. Niewykluczone, że po tych pięciu kolejkach wielu kibiców odetchnie z ulgą, że to nie Probierza prezes PZPN Zbigniew Boniek wybrał na nowego selekcjonera reprezentacji Polski.

Tylko trzy zespoły w dwóch pierwszych kolejkach wywalczyły komplety punktów – poza wspomnianymi już Zagłębiem Lubin i Lechem jeszcze tylko Piast Gliwice. Trener Waldemar Fornalik po poprzednim sezonie znalazł się w niekomfortowej sytuacji, bo władze klubu rozważały zatrudnienie innego szkoleniowca. Ostatecznie były selekcjoner reprezentacji Polski utrzymał posadę i przez wakacje poukładał zespół na nowo. Na razie przynosi to dobre efekty.

 

Boniek ma problem

W trakcie pożegnania Adama Nawałki prezes PZPN Zbigniew Boniek wyjawił, że zaoferował selekcjonerowi nową umowę, której on jednak nie przyjął. Dlaczego nie przyjął już nie wyjaśnił, ale gdy nie bardzo wiadomo o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze.

 

Posada selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski nie jest jakoś specjalnie lukratywna. Dowodzi tego choćby porównanie zarobków trenerów prowadzących zespoły w finałach mistrzostw świata w Rosji. Nawałka na liście płac była na ostatnim miejscu razem ze swoim odpowiednikiem z Panamy. Wedle różnych mniej lub bardziej wiarygodnych informacji szkoleniowiec biało-czerwonych zarabiał ostatnio około 265 tys. euro rocznie plus premie za wyniki. Za awans do rosyjskiego mundialu dostał ponoć okrągły milion euro. W sumie przez niespełna pięć lat pracy Nawałka zarobił jako kontraktowy pracownik PZPN około 2,3 mln euro. Dla porównania selekcjoner kadry Niemiec Joachim Loew w jeden rok zarabia dwa razy tyle, selekcjoner kadry Rosji Stanisław Czerczesow, którego nazwisko z niewiadomych powodów w polskich mediach zaczęto wymieniać jako następcy Nawałki, kasuje rocznie 2,5 mln euro, a trener Egiptu Hector Cuper, zanim go zwolniono zarabiał w jeden rok 1,5 mln euro. Jak widać robota trenera najlepszych polskich piłkarzy od strony finansowej na pewno nie jest wymarzonym zajęciem dla żadnego z rozpieszczonych milionowymi zarobkami szkoleniowców o uznanych nazwiskach i wymiernych dokonaniach. Co oczywiście wcale nie znaczy, że nie będzie na nią chętnych. Boniek powiedział przecież, że ma już na biurku sześć czy siedem ofert.

 

Wybrać swojego czy zagranicznego?

Nie powiedział natomiast, czy on sam jest gotowy na zatrudnienie zagranicznego trenera wedle ćwiczonego już w PZPN wariantu a’la Leo Beenhakker. Holenderski szkoleniowiec przejął naszą reprezentację po Pawle Janasie, który tak jak teraz Nawałka, zrezygnował z dalszej pracy po klęsce na mundialu w 2006 roku w Niemczech. Beenhakker na dzień dobry dostał niewyobrażalną dla polskich szkoleniowców gażę w wysokości 900 tys. euro rocznie (w lwiej części finansowanej przez sponsorów kadry), dość szybko zdołał wybrać solidny zespół, który po raz pierwszy w historii polskiego futbolu zakwalifikował się do finałów mistrzostw Europy, ale na Euro 2008 biało-czerwoni pod jego wodzą osiągnęli tyle samo, co wcześniej w finałach mistrzostw świata w 2002 i 2006 zespoły prowadzone przez Jerzego Engela i wspomnianego już Janasa.

Boniek ma więc teraz dylemat – za gażę jaka płacił Nawałce nie namówi do pracy w polską reprezentacją żadnego trenera o uznanym nazwisku. Prezes PZPN zresztą nie ukrywa, że będzie miał z tym duży problem: „Adam Nawałka doszedł do wniosku, że lepiej będzie jak zakończy pracę z kadrą. Obiektywnie muszę powiedzieć, że rozumiem jego decyzję, chociaż stwarza ona dla nas problemy, bo musimy teraz szybko poszukać nowego trenera i zorganizować nowy sztab szkoleniowy kadry. Adam odchodząc z reprezentacji ma trzy razy lepszy wizerunek i poszanowanie w społeczeństwie, niż miał w momencie w którym obejmował posadę selekcjonera. Myślę, że pod tym względem jest wyjątkiem w historii polskiego futbolu. Trzeba też stwierdzić, że nie zostawia po sobie spalonej ziemi. To prawda, na mundialu zagraliśmy słabo, ale to nie zmienia faktu, że w każdej formacji mamy lidera, że jest sprawdzona grupa piłkarzy, którzy chcą grać i odnosić sukces z reprezentacją Polski. Wiadomo, że nie mamy tak dobrych graczy, żeby myśleć o zdobywaniu mistrzostwa świata czy Europy, ale inne ambitne cele możemy sobie stawiać. Teraz musimy wszyscy się zresetować, parę spraw przemyśleć i zdecydować o wyborze nowego selekcjonera. 14 lipca odbędzie się posiedzenie zarządu PZPN i wtedy omówimy wszystkie możliwości. Jeszcze nie wiem czy zatrudnimy Polaka, czy trenera zagranicznego. Najważniejsze, aby udało się znaleźć selekcjonera, który przez następne pięć lat będzie osiągał wyniki co najmniej takie, jakie osiągał Adam Nawałka” – powiedział Zbigniew Boniek na antenie TVP Sport.

 

Lewandowski nadal najważniejszy

Prezes PZPN przeciął też spekulacje dotyczące roli Roberta Lewandowskiego w kadrze. Nowy selekcjoner będzie musiał budować zespół wokół kapitana reprezentacji i uwzględniać jego wiodącą rolę. Wypada zauważyć, że jak na razie żaden z piłkarzy kadry Nawałki oficjalnie nie ogłosił, że rezygnuje z dalszych występów w reprezentacji, chociaż przed mundialem kilku to zapowiadało. Dla nowego selekcjonera jest to sytuacja wręcz komfortowa.

Na personalnej giełdzie pojawiło się już kilka nazwisk, ale nazwiska realnych kandydatów zna tak naprawdę tylko Boniek, bo on trzyma wszystkie nitki. Nie popełni jednak błędu ten, kto wpisze na listę czterech polskich szkoleniowców. Dwóch z nich prezes PZPN już zatrudnia, bo Czesław Michniewicz i Jacek Magiera są trenerami reprezentacji młodzieżowych. Mimo publicznej deklaracji trenera Cracovii Michała Probierza, że nie jest zainteresowany prowadzeniem reprezentacji, jego nazwisko jest uporczywie wymieniane ze względu na jego dobre relacje z Bońkiem, a zatem trzeba jego kandydaturę także uwzględniać. Na liście pretendentów mocną pozycję ma też trener Wisły Płock Jerzy Brzęczek. Każdy z nich z całą pewnością jest w stanie Nawałkę zastąpić, ale czy z lepszym skutkiem, tego nikt teraz przewidzieć nie jest w stanie.