Trzech panów ze słupkiem

Słupek w miejscu planowanego kanału wkopano na parę dni, po czym zabrano.

 

Minęły wybory, więc skończył się także tradycyjny przedwyborczy spektakl, związany z rzekomym przekopywaniem kanału przez Mierzeję Wiślaną. Poprzednio, przekopanie kanału zapowiadał Jarosław Kaczyński w 2006 r., także przed wyborami samorządowymi.
Tegoroczna inscenizacja była niestety skromniejsza, niż należało oczekiwać. „Trybuna” miała nadzieje, że w ramach działań teatralnych zostanie ogrodzony kawałek terenu, przyjedzie parę ciężarówek, przywiozą jakiś sprzęt budowlany.
Jednak nic z tych rzeczy. Przywieziono – ale tylko prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który tuż przed wyborami dał się ściągnąć na plażę, aby pomóc PiS-owskiemu kandydatowi na prezydenta Elbląga. Prezes pojawił się tam razem z kandydatem oraz ministrem gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Markiem Gróbarczykiem.
Trzej panowie symbolicznie wbili słupek w miejscu planowanego przekopu. A gdy wybory minęły, słupek z powrotem wykopano i zabrano. To godna pochwały oszczędność, bo słupek przyda się w 2019 r., gdy spektakl z przekopywaniem Mierzei Wiślanej powróci na scenę.
Teraz będzie kilka miesięcy przerwy, a kurtyna ponownie pójdzie w górę przed wyborami w 2019 r. Wypada mieć nadzieję, że przyszłoroczna inscenizacja będzie nieco efektowniejsza od tegorocznej – bo publiczność może być lekko znudzona, jeśli spektakl ograniczy się do ponownego wbijania w plażę tego samego słupka przez tego samego prezesa oraz tego samego ministra. Niech więc w przyszłym roku władza sprowadzi choć jakiś spychacz, który symbolicznie wykopie parę dołów w piasku.

Flaczki tygodnia

Kampania wyborcza skończyła się. Ściślej plebiscyt wyborczy. A ściślej jego pierwsza runda. Nietrudno przewidzieć, że druga runda rozpocznie się przed 11 listopada. Plebiscytem na największego patriotę.

***

Tylko Święto Zmarłych może jeszcze być wolne od wojny polsko-polskiej toczonej przez PiS z koalicją PO+. W Polsce nie wypada robić polityki na cmentarzach. Jeszcze nie wpada.

***

Hitler straszył użyciem Wunderwaffe, która miała zmienić wynik przegrywanej wojny. Japończycy rzucili do boju samobójczych kamikadze. Amerykanie bomby atomowe. To one ich zwycięstwo przypieczętowało. Nie wiem kogo naśladowali sztabowcy PiS rzucając w końcówce kampanii wyborczej swoją bombę. Telewizyjny spot znowu straszący Polaków uchodźcami. Robiący politykę na grobach. Tyle, że cudzych. Na razie.

***

Straszenie hordami uchodźców na zdrowy chłopski rozum jest w Polsce nieproduktywne. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza kiedy zewsząd słyszymy coraz głośniejsze postulaty, gniewne pomruki nawet, polskich przedsiębiorców żądających kontyngentów złożonych z migrantów. Bo polscy przedsiębiorcy odczuwają strach przed brakiem rąk do pracy.

***

Słyszymy zewsząd, nawet w mediach narodowo-katolickich, że bez importu siły roboczej, najlepiej z Azji, polska gospodarka nie utrzyma zaplanowanego, ambitnego tempa wzrostu gospodarczego. Bez azjatyckich rąk do pracy nie wybuduje się obiecanych przez pana premiera-milionera Mateusza Morawieckiego setek tysięcy mieszkań z programu Mieszkanie +.
Bez ludów z Azji jutro nie wybuduje się dziesiątków tysięcy mostów obiecanych przez pana premiera-milionera w czasie wczorajszej kampanii wyborczej. Nie wybuduje się też Centralnego Portu Komunikacyjnego imienia Lecha Kaczyńskiego, ani żadnej z Wielkich Budów Kaczyzmu obiecywanych przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
No może Mierzeję Wiślaną uda się bez emigrantów przekopać. Jeśli tylko PiS wygra przyszłoroczne wybory parlamentarne i zagoni do kopania przegraną opozycję.

***

Jeśli wierzyć elitom intelektualnym PiS, prawdziwi Polacy nie akceptują uchodźców, ale gotowi są zaakceptować ekonomicznych migrantów. Czyli nie chcą przyjąć, pomoc, podzielić się chlebem z osobami pokrzywdzonymi przez los. Ofiarami wojny. Nie chcą podzielić się z nimi swoim dostatkiem.
Zaakceptują zaś pobyt w Polsce osób, które zgodzą się pracować dla dalszego pomnożenia dostatku Polaków. Zaakceptują ludzi, którzy zgodzą się być ofiarami polskiego wyzysku ekonomicznego. Gotowych pracować za przysłowiową „miskę ryżu”. Za minimalną płace ustanowioną im przez pana premiera-milionera.

***

Przy okazji. Określenie „za miskę ryżu” to echo chińskiego „tie fan wan”, czyli „żelaznej miski ryżu”.
Tak w maoistowskich Chinach nazywano niskie robotnicze płace w państwowych przedsiębiorstwach. Ale gwarantujące też dożywotnie zatrudnianie oraz bezpłatne mieszkanie, opiekę zdrowotną, edukację, czasem posiłki w zakładowych stołówkach. Zapoczątkowany w 1978 rok przez Deng Xiaopinga marsz ku gospodarce wolnorynkowej łączył się z likwidacją systemu „żelaznych misek ryżu” i masowymi zwolnieniami robotników z pracy w państwowych przedsiębiorstwach. Po to aby rozbić ich solidarność klasową i zatrudniać w skomercjalizowanych przedsiębiorstwach państwowo-prywatnych. Za ryż bez gwarancji dożywotniego zatrudnienia i bez świadczeń socjalnych.
Teraz pan premier-milioner proponuje polskie wizy w zamian za pobyt w polskim obozie pracy.

***

W czasie kiedy elit PiS straszyły obywateli IV RP hordami uchodźców, te same elity PiS celebrowały rocznicę pontyfikatu papieża-Polaka. Celebrowano na kolanach, bo dla ludzi związanych z polskim kościołem katolickim Karol Wojtyła jest nie tylko papieżem, ale też świętym ich kościoła. W Polsce zasług świętego nie można kwestionować. Czynów jego, nawet tych dokonanych w stanie nie-świętości, też krytykować nie wolno.

***

Dlatego trudna jest w Polsce dyskusja o pedofilii w kościele katolickim, zwłaszcza w polskim kościele. Bo choć wiele faktów wskazuje, że papież z Polski nie zwalczał pedofilskiej plagi w swym kościele, to polskie media wspominać o tym nie chcą. W Polsce mamy kosztowne, utrzymywane przez wszystkich podatników instytucje kreujące się na instytuty naukowe. Zajmujące się badaniem, propagowaniem myśli Jana Pawła II-go. Redukujące nauczanie papieskie do kilku formułek w rodzaju „Prawda nas wyzwoli” i konserwatywnej, obskuranckiej wizji ludzkiego życia seksualnego.

***

Nie spotkałem żadnej publikacji dotyczącej problemów uchodźców i emigracji w myśli papieża Jana Pawła II-go. Choć był to papież często podróżujący po świecie i z uchodźcami, emigrantami często obcujący. Nie liczę, że taka publikacja zostanie w IV Rzeczpospolitej upubliczniona, bo tamten papież miał zupełnie inny pogląd na przyjmowanie uchodźców niż pan prezes Kaczyński.

***

Papież Jan Paweł II jest w Polsce martwy jako humanista. I zapomniany w mediach. Istnieje w zbiorowej przestrzeni jako popularny model. Wyrzeźbiony i odlany w setkach pomników. Zwykle niezwykle kiczowatych i zwyczajnie brzydkich. Służy też jako patron wspomnianych już instytucji. Dających zatrudnienie licznym osobom pragnących bezpiecznej pracy w dobrych warunkach. Za więcej niż „miska ryżu”.

 

PS. Piotr Gadzinowski dziękuje wszystkim, którzy oddali na niego głos w wyborach do Rady Miasta Warszawy.

Przedwyborcze wpuszczanie w kanał

Rząd PiS najprawdopodobniej będzie jednak musiał zacząć przekopywanie Mierzei Wiślanej. Dopiero po wyborach prezydenckich w 2020 r. ten pomysł może zostać odłożony ad acta.

 

W miarę zbliżania się wyborów samorządowych, coraz częściej, tradycyjnie już, pojawia się temat kanału przez Mierzeję Wiślaną.
Rząd wykorzystuje obietnicę przekopania Mierzei w kampanii przedwyborczej. Dlatego właśnie podczas niedawnego spotkania z mieszkańcami Ostródy (warmińsko-mazurskie) minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk zapewnił, iż przekop przez Mierzeję Wiślaną „da wielkie możliwości rozwojowe dla regionu”.
Wprawdzie nie do końca wiadomo, dlaczego Ostróda, oddalona o 75 km od Elbląga, ma się wielce rozwinąć w wyniku przekopu mogącego skrócić drogę z małego portu w Elblągu na Bałtyk, ale oba te miasta są w tym samym województwie, więc ważne, by zgodnie zagłosowały na kandydatów samorządowych z PiS.
Dziś w woj. warmińsko-mazurskim rządzi koalicja PSL-PO. Taka sama koalicja rządzi w województwie pomorskim, do którego należy Mierzeja Helska – toteż minister Marek Gróbarczyk nie szczędził słów krytyki pomorskiemu urzędowi marszałkowskiemu.

 

Rosjanie utrudniają jak mogą

Minister oświadczył, iż: „jest ogromne oddziaływanie strony rosyjskiej na tę inwestycję, by ona nie powstała” – i oskarżył urząd marszałkowski woj. pomorskiego, że wpisuje się w te działania. Zabrzmiało to niemal jak oskarżenie o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Rosjan. Wiadomo, że Rosja nie jest państwem przyjaznym Polsce, ale dobrze by było, aby minister przedstawił jakieś dowody na poparcie swoich słów o wpisywaniu się polskiego samorządu w rosyjskie działania. Trudno jednak na to liczyć, bo minister oczywiście nic nie wie o żadnych ogromnych naciskach ze strony Rosji, mających zablokować kanał przez Mierzeję – a to co mówi, mówi w ramach kampanii wyborczej.
Słowa ministra Gróbarczyka mają wszelako pewne uzasadnienie, bo rząd wielokrotnie obiecywał, iż budowa kanału przez Mierzeję rozpocznie się w listopadzie tego roku, czyli całkiem niedługo – więc potrzebne jest jakieś dobrze brzmiące uzasadnienie tego, że budowa się jednak nie rozpocznie.
Dlatego też, na wspomnianym spotkaniu w Ostródzie minister mnożył trudności stojące przed tą inwestycją, którą określił jako „ryzykowną” (wcześniej PiS-owscy decydenci nie mówili tak o przekopie przez Mierzeję). To nie tylko Rosjanie oraz wraży pomorski urząd marszałkowski stanowią problem, lecz i konieczność czekania na opinię oddziaływania tej inwestycji na środowisko – co musi potrwać, bo dopiero niedawno inwestor czyli Urząd Morski w Gdyni, złożył do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie raport na ten temat.

 

Co zrobić, żeby nie robić?

Co gorsza, planowane koszty przekopania Mierzei rosną, czemu winien jest oczywiście poprzedni rząd z Platformy Obywatelskiej, gdyż, jak powiedział minister Gróbarczyk, tamten rząd nie zbudował kanału przez Mierzeję. W ten sposób minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej uznał, że rząd PO zbudowałby ten kanał taniej niż rząd PiS – i jako fachowcowi, należy mu wierzyć.
Problemem jest też stopień skomplikowania projektu przekopu (co trochę dziwi, bo jeszcze dwa lata temu PiS uznawał, że jest to sprawa w miarę prosta i nie nastręczająca większych kłopotów). Będzie to bowiem, jak wyjaśnił minister Gróbarczyk, inwestycja kompleksowa: najpierw układ drogowy, budowa mostów zwodzonych, a potem przekop, budowa śluzy i toru podejściowego wraz z falochronami.
W związku z tym wszystkim, prace nad projektem jeszcze więc trwają – a dopiero wtedy gdy się zakończą, będzie można ogłosić przetarg na budowę kanału przez Mierzeję, co powinno nastąpić jesienią tego roku. Wiadomo zaś, że przetarg też musi potrwać, a jego zwycięzca będzie potrzebował czasu, by rozpocząć prace.
W ten sposób minister przygotowuje tzw. opinię publiczną do tego, że budowa kanału się jednak nie rozpocznie – co trzeba wszakże robić delikatnie, by publiczność nie potraktowała pomysłu przekopu Mierzei jako kolejnej lipy ze strony PiS.

 

Symbol wstawania z kolan

Projekt budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną to jeden z najgłośniejszych propagandowo pomysłów PiS. Ma liczyć ok. 1300 m długości i 5 m głębokości, dzięki czemu do portu w Elblągu będą mogły łatwiej wpływać większe statki.
Kanał ma jednak dla PiS znaczenie przede wszystkim propagandowe i polityczne. Powinien pomóc temu ugrupowaniu w wygraniu tegorocznych wyborów samorządowych. Przede wszystkim zaś, ma stanowić widomy przejaw naszej niezależności od Rosji. Dotychczas bowiem najdogodniejsze wyjście z Elbląga na Bałtyk wiedzie przez cieśninę Pilawską, której oba brzegi należą właśnie do Rosji. Rosjanie nie czynią wprawdzie trudności w ruchu polskich statków przez tę cieśninę (bardzo zresztą ograniczonym, bo przeładunki w elbląskim porcie spadły ze 168 tys. ton w 2016 r. do zaledwie 100 tys. ton w roku ubiegłym). Nie przystoi jednak, by jednostki z biało-czerwoną banderą musiały pokonywać obce, nieprzyjazne terytorium.
Jest też wprawdzie inne wyjście z Zalewu Wisłanego na Bałtyk, leżące całkowicie w Polsce, przez Szkarpawę i Wisłę. Jest ono jednak mniej dogodne, płytsze, a przede wszystkim nie ma takiego wydźwięku symbolicznego, jak budowa nowego kanału.
Druga Rzeczpospolita budowała port w Gdyni, konkurencyjny wobec Wolnego Miasta Gdańsk – więc rząd PiS opowiada, że chciałby zbudować chociaż kanał, konkurencyjny wobec cieśniny Pilawskiej. Różnica polega na tym, że port w Gdyni rzeczywiście powstał i działa, natomiast budowa kanału przez Mierzeję, a także późniejsze utrzymanie go w stanie żeglowności, są mocno wątpliwe.

 

Nikt się nie chce śpieszyć

Ta inwestycja nie ma w pełni jednoznacznego poparcia także i w kręgach PiS. Słychać więc sygnały, iż dalszy scenariusz może wyglądać tak, że jeśli wybory samorządowe odbędą się wcześniej, czyli w drugiej połowie października, to rząd będzie mógł z czystym sumieniem odłożyć budowę kanału. Skoro bowiem rozpoczęcie prac zapowiedziano na listopad, nikt nie powinien mieć pretensji, że nie rozpoczną się w październiku.
Po wyborach samorządowych nie będzie się już pamiętać o kanale, potem przyjdzie zima – i dopiero w 2019 r., przed wyborami parlamentarnymi trzeba będzie zamarkować jakieś prace, żeby opozycja się nie czepiała, że PiS zapomina o swych obietnicach. Jeśli zaś wybory zostaną zaplanowane na listopad, to niewykluczone, iż na kilka dni wcześniej odbędą się jakieś działania pozorowane: zostanie ogrodzony teren, przyjadą geodeci, ciężarówki coś przywiozą itp.
Niezależnie od terminu tegorocznych wyborów, wiadomo, że dopiero po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, a niewykluczone, że i po prezydenckich w 2020 r., budowa kanału przez Mierzeję będzie mogła być odłożona ad calendas graecas.