Oczekiwana zmiana miejsc

Osoby i firmy planujące przeniesienie się z Polski do innego kraju, powinny decydować się jak najszybciej, bo w już w przyszłym roku może je to drogo kosztować.

 

Coraz bardziej realny kształt, przybiera przygotowywany przez Ministerstwo Finansów, nowy podatek, tzw. „podatek od wyjścia” (ang. exit tax.).
Ministerstwo Finansów zapowiada, iż nowe przepisy wejdą w życie z dniem 1 stycznia 2019 r. Nowy podatek to implementacja na nasz grunt przepisów unijnych. Warto więc, zanim zostanie przyjęta polska ustawa o podatku od wyjścia, zorientować się, jak tę kwestię reguluje prawo Unii Europejskiej.

 

Pożegnanie będzie kosztowne

Obowiązek wprowadzenia do krajowego porządku prawnego przepisów wprowadzających „podatek od wyjścia” nakłada dyrektywa Rady UE nr 2016/1164 z dnia 12 lipca 2016 r. ustanawiająca przepisy mające na celu przeciwdziałanie praktykom unikania opodatkowania.
Zgodnie z art. 11 ust. 5 dyrektywy państwa członkowskie powinny przyjąć i opublikować regulacje dotyczące podatku od wyjścia do dnia 31 grudnia 2019 r. Przepisy te powinny wejść w życie od 1 stycznia 2020 r.
Mamy więc jeszcze trochę czasu. Nie można jednak wykluczyć, iż polski ustawodawca będzie dążył do przyspieszenia wdrożenia – i przepisy te faktycznie wejdą w życie z początkiem 2019 r.
Wprowadzenie podatku od wyjścia ma na celu zapewnienie państwom członkowskim prawa do opodatkowania zysków kapitałowych w przypadku przeniesienia przez podatnika aktywów lub swojej siedziby poza jurysdykcję podatkową danego państwa.
Przyjmuje się tu swoistą fikcję, iż dochodzi do zbycia składników majątku przez podatnika – i w związku z tym powstaje obowiązek zapłaty podatku w kraju opuszczanym.
Tę dyrektywę stosuje się do wszystkich, którzy podlegają opodatkowaniu podatkiem od osób prawnych (czyli do przedsiębiorstw), także i do tych, którzy dla celów podatkowych są rezydentami w państwie trzecim.

 

Wszyscy muszą płacić

Ciekawe, że z art. 1 dyrektywy nie wynika, by miała ona zastosowanie do osób fizycznych. Jest jednak niemal pewne, że chcąc ratować trzeszczący budżet, polski ustawodawca spróbuje rozszerzyć stosowanie „podatku od wyjścia” również na osoby fizyczne.
Ministerstwo Finansów wskazało już bowiem, iż projektowane przepisy muszą objąć swym zakresem podatników podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) – tym niemniej, jak stwierdza resort „ dyrektywa ta nie stanowi przeszkody do ukształtowania zakresu omawianej instytucji w sposób szerszy”.
Tak więc, ministerstwo planuje objęcie tym podatkiem osób fizycznych, w przypadku zmiany miejsca ich zamieszkania.
Jeszcze nie wiadomo dokładnie, jakie składniki majątku osób fizycznych zostaną objęte nowym podatkiem. Na razie mówi się o posiadanych przez nie udziałach lub akcji spółek. Oczywiście ten podatek będzie obejmować tylko tych płatników podatku dochodowego, którzy zdecydują się przenieść za granicę.

 

Przyjmiemy, że jesteście bogaci

Dyrektywa unijna wskazuje, że obowiązek zapłaty podatku od wyjścia będzie dotyczył podatników, którzy przeniosą aktywa, działalność gospodarczą lub siedzibę podatkową do państwa trzeciego. W dyrektywie wielkość podatku została określona jako cena rynkowa przenoszonych aktywów w momencie ich przeniesienia, pomniejszona o ich wartość dla celów podatkowych.
Dziś trudno powiedzieć jaką stawkę podatku od wyjścia zaproponuje ostatecznie ministerstwo, jednakże z praktyki unijnej wynika, iż stawka podatku od wyjścia przeważnie odpowiada podatkowi z tytułu zysków ze zbycia składników majątku.
Ministerstwo Finansów sugeruje, iż w przypadku osób fizycznych przewiduje wprowadzenie wysokiego progu kwotowego dla wartości aktywów objętych podatkiem. Na razie jednak nie precyzuje o jaką kwotę chodzi.
Może więc być to zarówno kilkadziesiąt tysięcy złotych jak i kilkaset tysięcy.

 

Uciec przed naszym państwem

Pojawiają się obawy, że planowane regulacje mogą w znacznym stopniu ograniczyć jedno z fundamentalnych praw człowieka wynikających z przepisów prawa międzynarodowego, jakim jest prawo do opuszczenia jakiegokolwiek kraju (w tym własnego).
Zwiększenie obciążeń ekonomicznych związanych z koniecznością zapłaty podatku od wyjścia w wyniku ewentualnej przeprowadzki za granicę, godzić może również w zasadę swobodnego przepływ osób zagwarantowaną w Traktacie o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej z 26 października 2012 r.
Dla wielu osób konieczność zapłaty dodatkowego podatku stanowić może barierę nie do przejścia i być główną przyczyną rezygnacji z planów emigracyjnych. Być może więc w ten sposób polskie władze chcą zatrzymać falę wyjazdów zarobkowych z naszego kraju.
Dlatego warto przypomnieć, że ludzie i ich rodziny mają przecież święte prawo wybrać inny kraj jako miejsce swojej rzeczywistej siedziby podatkowej. Pieniądze nie muszą być jedyną przyczyną takich zmian.
Wpływ na podjęcie decyzji o wyjeździe mogą mieć mniejsza niż w Polsce opresyjność innego państwa, przyjemniejszy klimat (np. czystsze powietrze), lepsza ochrona majątku przed nieuzasadnionym zajęciem przez służby rządowe, czy też większe poczucie bezpieczeństwa osobistego.
We wszystkich tych aspektach nasz kraj ustępuje rozwiniętym państwom Europy Zachodniej.
Przykładowo, w Szwajcarii decyduje się osiąść wielu bogatych właścicieli aby zginąć w tłumie majętnych mieszkańców, a przez to nie zwracać na siebie uwagi. Kwestie podatkowe nie muszą być tutaj decydujące. Bezpieczeństwo i poziom życia są równie ważne, a coraz częściej nawet stają się priorytetem w wyborze miejsca zamieszkania.

 

Pora na podjęcie decyzji

Nie można zatem pozbawić ludzi prawa do zmiany miejsca zamieszkania – także i wtedy gdy jedną z przyczyn są kwestie podatkowe. Jednak podatek od wyjścia, który w tak szerokich granicach chce wprowadzić obecna polska władza, utrudnia takie zmiany. Oznacza on powstanie zobowiązania podatkowego od hipotetycznych zysków, czyli wartości aktywów, które osoba zmieniająca siedzibę posiadała na dzień tej zmiany.
Zmiana siedziby i wyniesienie się do innego państwa jest zatem łatwiejsza wtedy gdy ten podatek jeszcze nie obowiązuje. W Polsce ten czas powoli dobiega końca, albowiem jak już wspomniano, exit tax ma zostać wprowadzony w 2019 r. W takiej sytuacji zmiana siedziby może być bardzo kosztowna.
Wszyscy ci, którzy rozważają przeniesienie się z Polski, powinni więc podejmować decyzję jak najszybciej. Tu jest kwestia zero jedynkowa: osoba zamożna ma tylko dwa wyjścia: akceptuje regulacje podatkowe swojego kraju – albo zmienia siedzibę.

 

 

Nie tylko Szydło pokazała pazurki

Zachęceni inicjatywą Krzysztofa Brejzy, kolejni posłowie piszą interpelacje i uzyskują informacje o kolejnych nagrodach. Nie tylko Beata Szydło się ceniła.

 

Bo okazuje się, że 2 miliony przeznaczono w 2017 roku na nagrody w Kancelarii Prezydenta. Ale co ciekawe, ani grosza nie zobaczył z tego Andrzej Duda. Za to szefostwo jego biura – a i owszem.
270 tysięcy – tyle dostała wierchuszka. Praktycznie wszyscy dostali nagrody wyższe niż w 2016 (poza Maciejem Łopińskim i Małgorzatą Sadurską, który już w Kancelarii nie pracują). Cała reszta rozeszła się po urzędniczej drobnicy. Rekordzistą okazał się Krzysztof Szczerski – otrzymał w ubiegłym roku 41407,75 zł. 38 tys. zgarnął minister Paweł Mucha – prawa ręka Dudy jeśli chodzi o referendum konstytucyjne.
Halina Szymańska, Adam Kwiatkowski, Andrzej Dera i Wojciech Kolarski – to ta część szefostwa, której dostało się po 30 tys. Nawet Krzysztof Łapiński, który sekretarzem stanu został w 2017 roku, załapał się na 23 tysiące.
Kancelaria stanowczo podkreśliła, że nagrody od Szydło mogły być bulwersujące, ale nagrody od Dudy bynajmniej nie są.
„Nagrody nie były stałym dodatkiem do pensji, jak miało to miejsce w rządzie Beaty Szydło, tylko przyznano jest uznaniowo za wyniki w pracy”. Jakie to były wyniki, opinia publiczna się nie dowie. Dowiedziała się za to, że w żadnym wypadku ministrowie prezydenccy nie muszą nic oddawać na Caritas.
Tymczasem w Ministerstwie Finansów, kierowanym przez Mateusza Morawieckiego, też żyło się całkiem tłuściutko. Sam szef resortu zanim poszedł w premiery, zgarnął 75 tys. za 2017 rok. W sumie do listopada 2015 do kwietnia 2018 nagrodami „zmotywowano do lepszej pracy” ponad 3 tysiące urzędników wyższego i niższego szczebla. Przeznaczono na to 80 milionów przez 3 lata. Z tym, że oczywiście – te nagrody również były ok, nie to co złe pazurki Szydłowej.
„Nagrody pochodzą z utworzonego, w ramach środków na wynagrodzenia funduszu nagród. Nie stanowią zatem dodatkowego obciążenia dla budżetu państwa” – podało Ministerstwo, któremu najwyraźniej fundusz ten wyrósł na drzewku pod oknem.
To jeszcze tak dla formalności. W resorcie kierowanym obecnie przez Teresę Czerwińską nagrody otrzymali za ubiegły rok również: Marian Banaś (67,4 tys. zł), Piotr Nowak (66,4 tys. zł), Leszek Skiba (66,4 tys. zł), Wiesław Janczyk (62,4 tys. zł).
Marszałek Karczewski właśnie złożył u prezydenta prośbę o przyklepanie obniżek wynagrodzenia prezydium Sejmu. Ponoć na głosowaniu sejmowym dotyczącym obniżki uposażeń dyscypliny partyjnej nie było…