Medale wręczane po latach

Międzynarodowy Komitet Olimpijski przyznał srebrne medale igrzysk 2012 roku rosyjskim lekkoatletkom – Jekaterinie Poistogowej (800 m) i Tatjanie Tomaszowej (1500 m). To konsekwencja dyskwalifikacji innych zawodniczek.

 

Poistogowa ukończyła bieg na 800 m w Londynie na trzecim miejscu, a Tomaszowa była czwarta na 1500 m. Na 800 m zdyskwalifikowano jednak Rosjankę Marię Sawinową, a na 1500 m – Turczynki Asli Cakir Alptekin i Gamze Bulut. MKOl poinformował, że postanowił przyznać Poistogowej i Tomaszowej medale, ponieważ ich próbki z tamtego okresu zostały ponownie przebadane i uznane za czyste. Obie Rosjanki miały jednak problemy z dopingiem, ale w innym okresie. Poistogowa orzeczeniem Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) z 2017 roku została zdyskwalifikowana za doping na dwa lataZ kolei Tomaszową wykluczono z igrzysk w 2008 roku i zawieszono, gdy okazało się, że jej próbka do badania zawierała mocz innej osoby.

Przypomnijmy, że w połowie sierpnia tego roku MKOl ogłosił zakończenie procedury odebrania złotego medalu igrzysk olimpijskich Rosjance Tatianie Łysenko, która w Londynie triumfowała w konkursie rzutu młotem, ale została przyłapana na dopingu. W październiku 2016 roku MKOl pozbawił ją złotego krążka i było jasne, że pierwsze miejsce i tytuł mistrzyni olimpijskiej przypadnie drugiej w Londynie Anicie Włodarczyk. Formalności trwały prawie dwa lata, ale w końcu polska lekkoatletka została pełnoprawną złotą medalistką IO 2012. Włodarczyk wiadomość dostała niemal nazajutrz po swoim triumfie w mistrzostwach Europy w Berlinie. Tym samy jest teraz podwójną mistrzynią olimpijską w swojej konkurencji, bowiem bezdyskusyjnie triumfowała w IO 2016 w Rio de Janeiro.

 

IAAF nadal nie chce Rosjan

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podtrzymało decyzję o zawieszeniu rosyjskiej federacji, podjętą w listopadzie 2015 roku po ujawnieniu zorganizowanego systemu dopingowego w tym kraju. Lekkoatleci z Rosji w mistrzostwach Europy w Berlinie wystąpią pod neutralną flagą.

 

Dla przypomnienia – po zimowych igrzyskach w Soczi wyszło na jaw, że władze państwowe sponsorowały system dopingowy na masową skalę. Międzynarodowy Komitet Olimpijski decyzje w sprawie dopuszczenia rosyjskich sportowców do rywalizacji scedował na światowe federacje. Wśród nich nadzwyczajną gorliwością wykazała się IAAF, która w listopadzie 2015 roku zawiesiła rosyjską federację lekkoatletyczną i konsekwentnie odmawiała odwołania tej decyzji. Przez to z rosyjskich lekkoatletów na igrzyskach w Rio de Janeiro wystąpiła pod neutralną flagą jedynie skoczkini w dal Daria Kliszyna, ponieważ udowodniła, że w ostatnich latach mieszkała w USA i przechodziła tam regularnie testy dopingowe. Po serii odwołań do CAS w zeszłorocznych mistrzostwach świata w Londynie wystartowało już 19 sportowców z Rosji, którzy udowodnili, że nie brali udziału w państwowym systemie dopingowym. Oni jednak także musieli startować pod neutralną flagą.

Rosjanie liczyli, że przed mistrzostwami Europy w Berlinie IAAF w końcu złagodzi swoje stanowisko. Mieli podstawy tak sądzić, bo oficjele z Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej zaczęli publicznie przyznawać, że dostrzegają duże postępy w działaniach rosyjskiej federacji. Mniej lub bardziej oficjalnie wskazywali jednak, że Rosjanie muszą spełnić trzy warunki, żeby ich lekkoatleci znów mogli startować pod narodową flagą. Po pierwsze, rosyjska federacja musi pokryć koszty poniesione przez IAAF w następstwie dopingowego skandalu. Po drugie, RUSADA (Rosyjska Agencja Antydopingowa) musi odzyskać akredytację Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). I po trzecie – władze lekkoatletyczne w Rosji muszą udostępnić wyniki badań antydopingowych z lat 2011-15. Rosjanie nie są jednak skłonni płacić IAAF, bo nie mają żadnej gwarancji, że światowa federacja cofnie zawieszenie. Zwłaszcza że uzależnia to od dobrej woli WADA w procesie przywracania akredytacji RUSADA, a ta wola zależy od politycznych zawirowań. Do porozumienia droga zatem daleka.

IAAF zapowiedziała, że w berlińskim czempionacie będą mogli wystartować tylko ci, których specjalną komórka antydopingowa uzna za wolnych od dopingowych podejrzeń. Obecnie na tej liście znajduje się 72 zawodniczek i zawodników z Rosji, ale w Berlinie zobaczymy tylko połowę z nich. IAAF podtrzymując podjętą w listopadzie 2015 roku decyzję o zawieszeniu rosyjskiej federacji lekkoatletycznej mocno wkurzyła Rosjan. Niewykluczone, że na berlińskim Stadionie Olimpijskim będziemy świadkami czegoś w rodzaju festiwalu rosyjskiej flagi. Wiadomo, że każda akcja powoduje reakcję, a nadgorliwość IAAF wręcz prosi się o ciętą ripostę.

 

Austria nie chce igrzysk

MKOl ma problem, bo kolejne miasto rezygnuje z ubiegania się o organizację zimowych igrzysk w 2026 roku. Na początku lipca swoją kandydaturę wycofał szwajcarski Sion, a teraz na to samo zdecydował się austriacki Graz.

 

Austriacki Komitet Olimpijski wydał oświadczenie, w którym poinformował, iż organizacja igrzysk w Grazu jest niemożliwa do zrealizowania. Jako jeden z głównych powodów wskazano brak politycznego zaangażowania i wsparcia ze strony lokalnych władz. Pierwotnie austriackim kandydatem do organizacji igrzysk miał być Innsbruck, ale po niekorzystnym wyniku referendum przeprowadzonego w październiku ubiegłego roku wśród mieszkańców, władze miasta zrezygnowały z ubiegania się o rolę gospodarza zimowych igrzysk.

Teraz gdy upadła także kandydatura Grazu, Austria ostatecznie wypadła z grona krajów ubiegających się o ten splendor. „MKOl w pełni rozumie decyzję podjętą przez Austriaków i szanuje ich pogląd, że nie chcą stać się częścią kolejnego lokalnego sporu politycznego. Igrzyska olimpijskie powinny zawsze jednoczyć ludzi, a nie ich dzielić” – podały służby prasowe MKOl.
W grze o organizację igrzysk pozostało pięć państwa i siedem miast: Kanadę reprezentuje Calgary, Japonię Sapporo, Turcję Erzurum, Szwecję Sztokholm, natomiast Włochy Mediolan, Turyn i Cortina d’Ampezzo. Ta lista może się wkrótce znacznie skurczyć, bowiem organizacja zimowych igrzysk olimpijskich to nie jest tanie przedsięwzięcie.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski właśnie niedawno przedstawił „wymagania techniczne” dla gospodarza tej imprezy, w których między innymi określił też wysokość minimalnego wkładu finansowego. Nie może być mniejszy niż 925 mln dolarów, a to oznacza konieczność wsparcia z budżetu państwa.