Siatkarze kontra piłkarze

Rosyjscy piłkarze, którzy na mundialu w swoim kraju zajęli ósme miejsce, zostali uhonorowani przez władze najwyższymi odznaczeniami sportowymi. Nie spodobało się to przedstawicielom innych dyscyplin sportu.

 

Dwukrotna mistrzyni świata i srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w siatkówce kobiet Jekaterina Gamowa skrytykowała wyróżnienie dla piłkarzy na portalu społecznościowym i wywołała swoim wpisem w Rosji medialna burzę. „Order Zasłużonego Mistrza Sportu stracił chyba na znaczeniu, skoro można go dostać jedynie za awans do ćwierćfinału mistrzostw świata” – zauważyła z przekąsem wybitna siatkarka. Jej wpis wywołał w kraju gospodarzy piłkarskiego mundialu prawdziwą burzę.

Głos w sprawie postanowili zabrać przedstawiciele wielu dyscyplin, działacze i oczywiście kibice. O ile w przypadku awansu podopiecznych Stanisława Czerczesowa do ćwierćfinału mistrzostw świata opinie u naszych wschodnich sąsiadów były raczej zgodne, bo awans do ćwierćfinału mistrzostw świata uznano za sukces, to już honorowanie piłkarzy za ten wyczyn najwyższymi odznaczeniami poróżnił sportowe środowisko.

Wybitny siatkarz Dmitrij Muserski poparł koleżankę po fachu pisząc odważnie: „Całkowicie popieram Jekaterinę! Odznaka Zasłużonego Mistrza Sportu jest przyznawana w Rosji za zajęcie miejsc 1-3 na igrzyskach olimpijskich i za 1. miejsce na mistrzostwach świata, a nie za odpadnięcie w ćwierćfinale. Piłkarze nie są temu winni, grali dobrze, ale wszystko ma swoją cenę. Tytuł nie daje żadnych przywilejów, stanowi jednak najcenniejszą nagrodę i jestem pewien, że każdy sportowiec w Rosji marzy o nim. Nie można przyznawać go za 8. miejsce, bo w ten sposób traci on swoją wartość”. Mimo to piłkarze medale odebrali.

 

Żarty z turlania bawią Neymara

Mistrzostwa świata w Rosji przeszły już do historii, ale gwiazdor reprezentacji Brazylii Neymar wciąż jest bohaterem internetowych żartów z jego teatralnych upadków i prób wymuszania karnych. Piłkarz twierdzi, że jego też bawią.

 

W Internecie wielka popularność zdobył cały cykl przeróbek z turlającym się Neymarem. Brazylijski napastnik Paris Saint-Germain w końcu uznał za stosowne wypowiedzieć się w tej sprawie. W wywiadzie udzielonym stacji ESPN przyznał szczerze: „Oczywiście, że widziałem te żarty, niektóre nawet mnie rozbawiły, bo podchodzę do tego wszystkiego z humorem. Ale mówiąc serio, to proszę mi wierzyć, że to wcale nie jest takie fajne lądować co chwilę na boisku. To zawsze jest skutek kopnięcia przez rywala, dla mnie zwykle bolesnego, przez co po każdym meczu muszę korzystać z lodowych kąpieli regeneracyjnych. Nie przeczę, że czasem trochę przesadzam z reakcjami, lecz to jest z mojej strony coś w rodzaju samoobrony przed brutalnością drużyn przeciwnych” – twierdzi Neymar. I dodaj: „Wiele fauli które muszę znosić to wynik moich ponadprzeciętnych umiejętności piłkarskich. Mój futbol polega na dryblingu, na rywalizacji z przeciwnikiem. Nie mogę stanąć przed zawodnikiem z innej drużyny i powiedzieć mu, przepraszam, ale chcę strzelić gola, więc się odsuń. Mogę to zrobić tylko w jeden sposób – minąć rywala dryblingiem. Zwykle jestem od nich szybszy, więc oni muszą sobie radzić w inny sposób, właśnie kopiąc mnie bez pardonu po nogach. Tak więc oglądając te wszystkie żarty ze mnie czasem myślę, że sprawiedliwie byłoby, gdyby ktoś pośmiał się też z tych, którzy polują na moje kości” – powiedział brazylijski gwiazdor.
Brazylia na mundialu w Rosji odpadła w ćwierćfinale po porażce z Belgią 1:2. Neymar w turnieju zdobył tylko dwie bramki.

 

Nawałka szykuje raport końcowy

Po mundialowej klęsce nasza piłkarska reprezentacja z zleciała z piedestału z dość głośnym łomotem. Po walnięciu o ziemię okazało się, że wcale nie jest ze spiżu, jak nam wmawiano, bo łatwo rozpadła się na wiele kawałków, zaś każdy z nich ma pretensje do pozostałych, że w Rosji nie wyszło.

 

Wszyscy teraz szukają przyczyn niepowodzenia i wskazują winnych. Najbardziej aktywni w tym dziele są prezes PZPN Zbigniew Boniek i kapitan drużyny Robert Lewandowski, a swoje trzy grosze w formie pisemnego raportu szykuje też Adam Nawałka. Nie ma jednak co liczyć, że były już selekcjoner biało-czerwonych w swoim raporcie napisze coś mądrzejszego ponad to, co zdążył już powiedzieć w swoich kilku publicznych wypowiedziach po trzech meczach grupowych i tuż po powrocie do kraju. „Nie trafiłem z wyborem ludzi i taktyką. Winę biorę na siebie”.

 

Trenerom pomyłki nie uchodzą

W tych kilku słowach zdefiniował cały bezmiar swojej winy, nie łudźmy się jednak, że owym sławetnym raportem popełni harakiri. Jeśli jednak zamierza wrócić na trenerską ścieżkę, a jak wieść niesie zamierza jak najszybciej, musi tak wyczyścić swój wizerunek, żeby ponownie świecił blaskiem nieomylności i mamił wrażeniem perfekcyjnej fachowości.
Nie będzie to łatwe zadanie, bo ostrzem swoich ocen nie może swobodnie rysować po wizerunkach innych uczestników nieudanej rosyjskiej eskapady. Ale jak się dobrze postara, to swoimi błędami bez trudu obciąży innych.

Nawałka ewidentnie faworyzował w swoich wyborach Wojciecha Szczęsnego i trudno go za to winić, bo chociaż Łukasza Fabiański swoimi występami co rusz udowadniał, że nie jest gorszym bramkarzem, to jednak Szczęsny w ostatnich czterech latach był numerem 1 w Arsenalu Londyn, w AS Roma, a teraz gra w Juventusie Turyn. Natomiast Fabiański w tym czasie tkwił w prowincjonalnym Swansea City i chociaż dokonywał cudów w bramce, to na zgrupowanie przed mundialem w Rosji przyjechał jako gracz zespołu zdegradowanego do II ligi.

Te okoliczności trochę tłumaczą wybór Nawałki, ale efekt jego decyzji widzieliśmy – Szczęsny w spotkaniach z Senegalem i Kolumbią wypadł słabo, za to Fabiański w „meczu o honor” z Japonią trzykrotnie uratował zespół w beznadziejnych sytuacjach i zachował czyste konto, przez co zostawił wrażenie, że na mundialu był lepiej dysponowany. Trener na treningach powinien takie rzeczy dostrzec i zweryfikować swoje personalne wybory. Nie zrobił tego i nic go nie tłumaczy.

Obiektywnie rzecz biorąc, Jakub Błaszczykowski w ogóle nie powinien znaleźć się w kadrze na mistrzostwa świata. A skoro się już znalazł, bo jest „żywą legendą polskiej piłki”, to raczej nie powinien być graczem podstawowej jedenastki. Nawałka tymczasem wystawił go do gry w spotkaniu z Senegalem, odtwarzając w ten sposób tak świetnie spisujące się podczas Euro 2016 prawe skrzydło z Łukaszem Piszczkiem w roli prawego obrońcy. Niestety, Błaszczykowski nie nadrobił miesięcy straconych na leczenie urazu kręgosłupa i w starciu z rosłymi i szybko biegającymi rywalami po prostu nie nadążał, wystawiając swojego dawnego boiskowego partnera z Borussii Dortmund na z góry przegraną walkę z przeważającymi siłami przeciwnika. Będąca kiedyś motorem napędowym naszej reprezentacji dwójka tych znakomitych zawodników zawiodła i w przerwie Nawałka posadził Błaszczykowskiego na ławce. Po meczu z Kolumbią jego los podzielił też Piszczek.

Po wyborze Jerzego Brzęczka na nowego selekcjonera kadry w mediach zaroiło się od spekulacji, czy Błaszczykowski odzyska kapitańską opaskę. Tak się raczej na pewno nie stanie, bo czas Błaszczykowskiego w reprezentacji Polski się skończył i jeśli na coś ten piłkarz powinien jeszcze liczyć, to na piękne pożegnanie. Brzęczek jest jednak jego wujkiem, więc pewnie w Lidze Narodów „Błaszczu” szanse gry dostanie, żeby odejść w glorii rekordzisty w liczbie występów w reprezentacji Polski.

 

Litania pomyłek jest dłuższa

Największym grzechem Nawałki było jednak zlekceważenie podstawowego elementu w każdej grze zespołowej, jakim jest zgranie. W ostatnich 10 meczach pod jego wodzą nasza reprezentacja za każdym razem grała w innym składzie, czego oczywistym skutkiem były żenujące na poziomie mistrzostw świata błędy popełniane przez całe formacje i poszczególnych graczy. Pewne decyzje podjął jednak kuriozalne, choćby wystawiając Thiago Cionka na miejsce kontuzjowanego Kamila Glika, chociaż w próbie generalnej z Chile u boku Michała Pazdana obiecująco zagrał Jan Bednarek.

Zapłacił za to słoną cenę, bo Cionek nie zdzierżył zadaniu i popełnił błąd, który kosztował nasz zespół stratę bramki na 0:1. Nie zagrał później już ani minuty, za to Bednarek nie zawiódł, a w meczu z Japonią strzelił nawet zwycięskiego gola i jako jeden z nielicznych kadrowiczów wrócił z mundialu z tarczą. Nie bardzo też wiadomo, dlaczego Karol Linetty nie wystąpił w Rosji nawet minuty, chociaż jest piłkarzem bez wątpienia lepszym od Jacka Góralskiego, Sławomira Peszki, Rafała Kurzawy, a nawet Kamila Grosickiego.

Nawałka z taktyką też sobie nie poradził, wybierał bowiem rozwiązania albo archaiczne, albo niedopracowane. Na dodatek rozbił kadrę wewnętrznie wyrażając zgodę na nieobecność Lewandowskiego i Piszczka na zgrupowaniu w Juracie. Reprezentacja Polski jest dobrowolnym stowarzyszenie równych sobie zawodników i faworyzowanie któregokolwiek z nich, nawet najwybitniejszego, prędzej czy później skończy się klęską, bo futbol jest grą zespołową. Mundial w Rosji pokazał to dobitnie. I taki wniosek powinien zakończyć raport Nawałki i stać się punktem wyjścia w pracy jego następcy.

 

Cichy kandydat do nagrody Złotej Piłki

Środkowy obrońca reprezentacji Francji i Realu Madryt Raphael Varane w tym roku wygrał Ligę Mistrzów i zdobył mistrzostwo świata, czyli zasłużył na Złotą Piłkę.

 

Gdy w czerwcu 2011 roku 18-letni Raphael Varane wylądował na lotnisku Barajas w Madrycie, zrozumiał do jakiego świata trafił z prowincjonalnego RC Lens. Uprzedzano go, że mogą na niego czekać dziennikarze, ale spodziewał się co najwyżej kilku. Tymczasem zjawiło się ich kilkudziesięciu i wszyscy chcieli z nim rozmawiać, chociaż przed podpisaniem kontraktu z Realem Madryt zaliczył ledwie 23 występy we francuskiej lidze. Poczuł się tym zgiełkiem przytłoczony.

Kilka dni wcześniej zdawał egzamin z filozofii, bo grę w RC Lens godził ze studiami ekonomicznymi, więc wpadł w nastrój egzystencjalny. Zwłaszcza po wejściu do szatni „Królewskich” i pierwszym kontakcie z takimi gwiazdami, jak Cristiano Ronaldo, Ikera Casillasa czy Sergio Ramos. Dobre maniery i nieśmiałość Varane stały się nagle problemem, który jednak szybko rozwiązał Zidane przekonując młodego rodaka, że dla piłkarza bycie człowiekiem grzecznym i dobrze ułożonym to hamulec w rozwoju.

Te rady pomogły i Varane, za którego Real zapłacił skromne 10 milionów euro, szybko stał się kluczowym graczem formacji defensywnej „Królewskich” i w kolejnych sezonach zdobył z zespołem wszystkie najważniejsze trofea w klubowej piłce, w sumie ma ich jak na razie piętnaście, w tym cztery puchary za wygranie Ligi Mistrzów. A ma dopiero 25 lat.

Na mistrzostwa świata do Rosji Varane jechał jako lider francuskiej defensywy. Jego partnerem był występujący na co dzień w FC Barcelona Samuel Umtiti, ale na boisku obu klubowa przynależność nie przeszkadzała w perfekcyjnej grze, lecz to Varane w niemal każdej jedenastce turnieju umieszczany był jako jeden ze środkowych obrońców. W najważniejszej, ustalonej pod szyldem FIFA, również. Puchar Świata zdobyty w Rosji przez reprezentację Francji to szesnaste trofeum w karierze Raphaela i zapewne uważane przez niego za najcenniejsze w kolekcji.

Brakuje mu tylko najważniejszego indywidualnego wyróżnienia. Varane nie ma jednak złudzeń, że będzie faworytem. „Odbieram piłkę nożną jako sport drużynowy, nie szukam świateł reflektorów. Ale jeśli byłaby szansa na zdobycie Złotej Piłki, to nie powiem nie. Zależy od kryteriów. Jeśli jest przyznawana na podstawie trofeów, to jestem w niezłej pozycji, ale obrońcy nie mieli tu łatwo” – mówi Raphael.

 

Najlepsi gracze XXI mistrzostw świata w piłce nożnej

Chorwat Luka Modrić, Belg Thibaut Courtois i Francuz Kyliana Mbappe – tych trzech piłkarzy zostało wyróżnionych przez FIFA nagrodami indywidualnymi.

 

Lider reprezentacji Chorwacji Luka Modrić został uznany przez ekspertów FIFA za najlepszego piłkarza XXI mistrzostw świata i otrzymał w nagrodę najcenniejsze piłkarskie wyróżnienie indywidualne – „Złotą Piłką”. Z kolei „Złote Rękawice” dla najlepszego bramkarza turnieju otrzymał golkiper zespołu Belgii Thibaut Courtois. Francuz Kylian Mbeppe został wyróżniony nagrodą dla najlepszego piłkarzem młodego pokolenia. Tytuł króla strzelców i nagrodę „Złotego Buta” zdobył Anglik Harry Kane, który w siedmiu występach na mundialu zdobył sześć bramek. Nagrodę Fair Play dla zespołu najrzadziej przekraczającego przepisy, spośród tych, które przeszły fazę grupową, przyznano ekipie Hiszpanii.

 

Zdobywcy „Złotej Piłki”:
1930 – Jose Nasazzi (Urugwaj); 1934 – Giuseppe Meazza (Włochy); 1938 – Leonidas (Brazylia); 1950 – Zizinho (Brazylia); 1954 – Ferenc Puskas (Węgry); 1958 – Didi (Brazylia); 1962 – Garrincha (Brazylia); 1966 – Bobby Charlton (Anglia); 1970 – Pele (Brazylia); 1974 – Johann Cruyff (Holandia); 1978 – Mario Kempes (Argentyna); 1982 – Paolo Rossi (Włochy); 1986 – Diego Maradona (Argentyna); 1990 – Salvatore Schillaci (Włochy); 1994 – Romario (Brazylia); 1998 – Ronaldo (Brazylia); 2002 – Oliver Kahn (Niemcy); 2006 – Zinedine Zidane (Francja); 2010 – Diego Forlan (Urugwaj); 2014 – Lionel Messi (Argentyna); 2018 – Luka Modric.

 

Zdobywcy „Złotego Buta”:
1930 – Guillermo Stabile (Argentyna); 1934 – Oldrich Nejedly (Czechosłowacja); 1938 – Leonidas (Brazylia); 1950 – Ademir (Brazylia); 1954 – Sandos Kocsis (Węgry); 1958 – Just Fontaine (Francja); 1962 – Garrincha, Vava (obaj Brazylia), Drajen Jerkovic (Jugosławia), Leonel Sanchez (Chile), Walentin Iwanow (ZSRR), Florian Albert (Węgry); 1966 – Eusebio (Portugalia); 1970 – Gerd Mueller (RFN); 1974 – Grzegorz Lato (Polska); 1978 – Mario Kempes (Argentyna); 1982 – Paolo Rossi (Włochy); 1986 – Gary Lineker (Anglia); 1990 – Salvatore Schillaci (Włochy); 1994 – Oleg Salenko (Rosja), Christo Stoiczkow (Bułgaria); 1998 – Davor Suker (Chorwacja); 2002 – Ronaldo (Brazylia); 2006 – Miroslav Klose (Niemcy); 2010 – Thomas Mueller (Niemcy); 2014 – James Rodriguez (Kolumbia); 2018 – Harry Kane (Anglia).

 

Zdobywcy „Złotych Rękawic”:
1994 – Michel Preudhomme (Belgia); 1998 – Fabien Barthez (Francja); 2002 – Oliver Kahn (Niemcy); 2006 – Gianluigi Buffon (Włochy); 2010 – Iker Casillas (Hiszpania); 2014 – Manuel Neuer (Niemcy); 2018 – Thibaut Courtois.

 

Zdobywcy nagrody Fair Play:
1970 – Peru; 1978 – Argentyna; 1982 – Brazylia; 1986 – Brazylia; 1990 – Anglia; 1994 – Brazylia; 1998 – Anglia, Francja; 2002 – Belgia; 2006 – Hiszpania, Brazylia; 2010 – Hiszpania; 2014 – Kolumbia; 2018 – Hiszpania

Zadyma w kraju mistrzów świata

Tłumy fanów futbolu we Francji, Chorwacji i Belgii witały swoich bohaterów wracających z mundialu. Te trzy kraje mogą uważać mistrzostwa świata za udane, ale oprócz nich chyba jeszcze tylko gospodarze turnieju, Rosjanie, którzy na przekór wszelkim czarnym scenariuszom zaimponowali sprawną organizacją tej największa piłkarskiej imprezy.

 

Mistrzostwo świata wywalczyła reprezentacja Francji, ale to pokonani w finale 4:2 Chorwaci swoją walecznością podbili serca piłkarskich kibiców na całym świecie. „Mistrzowie, witajcie w domu” – takimi hasłami obwieszony był w poniedziałek Zagrzeb. W chorwackiej stolicy wracających z Rosji piłkarzy przywitało blisko pół miliona rodaków. Autokar wiozący reprezentantów z lotniska na centralny plac miasta potrzebował aż kilku godzin, żeby przejechać odległość niespełna 15 kilometrów. Wszędzie na ulicach przejazd blokowały ubrane w narodowe barwy tłumy. Piłkarze wraz z kibicami odpalali race, tańczyli i śpiewali. Policjanci nie musieli jednak zakładać ciężkiego sprzętu i pilnować porządku w zwartych formacjach.

 

Francuski bilans zysków i strat

Co innego w Paryżu i wielu innych francuskich miastach. W kraju mistrzów świata świętowanie zdobycia przez ekipę trójkolorowych drugiego w historii mistrzowskiego tytułu wymknęło się spod kontroli już w nocy z niedzieli na poniedziałek. W stolicy Francji na ulice wyległo ponad sto tysięcy ludzi, ale wśród cieszących się z sukcesu zespołu Didiera Deschampsa znaleźli się wandale, dla których fetowanie mistrzostwa świata stało się okazją do rabunku. Statystyki podane przez francuskie MSW budzą grozę: zatrzymano blisko 300 osób, ranny odniosło 45 policjantów i żandarmów. W samym Paryżu zatrzymano 102 osoby, z których 90 trafiło za kratki na dłużej.

Pod Wieżą Eiffla sukces reprezentacji fetowało prawie sto tysięcy osób, ale gdy zapadł zmrok grupa zakapturzonych osobników wdarła się siłą do Drugstore Publicis, komercyjnego kompleksu przy Polach Elizejskich i złupiło kilkanaście sklepów. Interweniujący policjanci napotkali zorganizowany opór solidarnych w takich przypadkach grup kibicowskich i centrum do rana trwała straszliwa „zadyma”. Do podobnych zdarzeń, choć na mniejszą skalę, doszło też w wielu innych francuskich miastach. „Biorąc pod uwagę liczny tłum, to bilans uważamy za wyważony” – stwierdził na konferencji prasowej prefekt paryskiej policji Michel Delpuech.

W Lyonie zatrzymano 30 osób, z których 28 umieszczono w areszcie za kradzież, m.in. w sklepie odzieżowym oraz zniszczenia mienia. Innych 12 osób zatrzymano za ciskanie kamieniami w policję. Te wydarzenia trochę psują Francuzom smak zwycięstwa, ale nie ulega wątpliwości, że w Rosji drużyna prowadzona przez Deschampsa była bezkonkurencyjna.

 

Liczy się tylko zwycięstwo

W ocenie sportowego poziomu rosyjskiego mundialu przeważają opinie, że nie stał na wysokim poziomie, a powodem tego stanu rzeczy znów było to, co stało się zmorą reprezentacyjnego futbolu w XXI wieku – piłkarze uczestniczący w mistrzostwach świata są przemęczeni wyczerpującym sezonem ligowym. Dlatego w Rosji dominowała gra daleka od taktycznego wyrafinowania, oparta na sprawdzonych schematach, w których trenerzy wiodącą rolę przywrócili tzw. stałym fragmentom gry oraz szybkiemu kontratakowi. Francja nieprzypadkowo więc okazała się najlepsza w gronie 32 zespołów, bo miała w swoich szeregach znakomitego bramkarza, żelazną linię obrony, znakomitych pomocników oraz trójkę fantastycznych napastników. Francuzi przeszli przez turniej bez porażki, wygrali sześć z siedmiu spotkań (z Danią zremisowali 0:0 tylko dlatego, że mieli już awans w kieszeni i trener dał pograć rezerwistom).

Trójkolorowi strzelili w sumie 14 goli, stracili sześć, w żadnej z obu kategorii nie byli najlepsi, ale mimo to zdobyli Puchar Świata. Bo to był cel wytyczony zespołowi przez trenera Deschampsa – zwycięstwo! Nieważne w jakim stylu i w jakich okolicznościach. „Nie umiem grać tylko dla samej gry. Gram, aby wygrać” – taką dewizę głosił szkoleniowiec francuskiej drużyny jeszcze w czasach, gdy sam był piłkarzem i z reprezentacją Francji zdobywał mistrzostwo świata (1998) i mistrzostwo Europy (2000). Deschamps nie mógł darować sobie porażki sprzed dwóch lat w finale Euro, zwłaszcza że jego drużyna doznała jej w imprezie we własnym kraju. Dlatego w Rosji nie dbał o to, czy futbol grany przez trójkolorowych zostanie uznany za piękny. Za jakiś czas nikt już o stylu pamiętał nie będzie.

 

FIFA otwiera kasę

Władze FIFA są zadowolone z przebiegu rosyjskiego mundialu i nawet z zarobionych na tej imprezie pieniędzy, chociaż nie są to kwoty na jakie liczono przez imprezą. Ale światowa federacja zamierza dotrzymać zobowiązań i wypłaci uczestnikom mistrzostw świata obiecane premie. Swoje osiem milionów dolarów dostanie także PZPN. Tak wygląda podział premii wg. ustaleń FIFA.

Drużyny, które nie wyszły z grupy (Arabia Saudyjska, Egipt, Iran, Maroko, Peru, Australia, Nigeria, Islandia, Serbia, Kostaryka, Korea Południowa, Niemcy, Tunezja, Panama, Senegal, Polska) – otrzymają po osiem milionów dolarów. Drużyny, które odpadły w 1/8 finału (Portugalia, Argentyna, Meksyk, Japonia, Hiszpania, Dania, Szwajcaria, Kolumbia) – po 12 milionów dolarów. Drużyny, które odpadły w ćwierćfinale (Urugwaj, Brazylia, Rosja, Szwecja) – po 16 milionów dolarów. Drużyna, która zajęła czwarte miejsce (Anglia) otrzyma 22 mln dolarów, zdobywcy brązowego medalu Belgowie zainkasują 24 mln dolarów, wicemistrzowie świata Chorwaci 28 milionów dolarów, a mistrzowie świata Francuzi 38 milionów dolarów.

 

MŚ Rosja 2018: Chorwacki mistrz rzutów karnych

Chorwacki bramkarz Danijel Subasić w meczu z Rosją wyrównał rekord mistrzostw świata w liczbie obronionych „jedenastek” w konkursach rzutów karnych.

 

Podczas rosyjskiego mundialu Subasić obronił cztery „jedenastki”. W konkursie rzutów karnych w meczu 1/8 finału z Danią aż trzykrotnie wychodzi zwycięsko z pojedynków z zawodnikami drużyny przeciwnej i tym wyczynem wyrównał rekord mistrzostw świata obronionych karnych w jednym konkursie, ustanowiony podczas mundialu w 2006 roku przez Portugalczyka Ricardo.

Natomiast broniąc w sobotnim ćwierćfinałowym spotkaniu z Rosją strzał Fiodora Smołowa chorwacki golkiper wyrównał z kolei osiągnięcia Niemca Haralda Schumachera i Argentyńczyka Sergio Goycochei, którzy z czterema skutecznymi obronami karnych są pod tym względem rekordzistami mistrzostw świata.

Schumacher dokonał tego jako pierwszy: dwa rzuty karne obronił w trakcie MŚ 1982, a dwa kolejne cztery lata później w Meksyku. z kolei Goycochea wyrównał jego osiągnięcie podczas MŚ 1990, kiedy w dwóch konkursach „11” obronił po dwa rzuty karne. Subasić, na co dzień bramkarz AS Monaco, może zostać samodzielnym liderem, bo Chorwacja zagra jeszcze na mundialu w Rosji dwa spotkania.

Harald Schumacher, Sergio Goycochea, Fiodor Smołow, rekord mistrzostw świata obronionych karnych w jednym konkursie

MŚ Rosja 2018: Półfinał dla Europy

W piątek po porażkach Brazylii i Urugwaju mundial w Rosji przemienił się w małe mistrzostwa Europy. W sobotę do zwycięskich zespołów Francji i Belgii w kwartecie półfinalistów dołączyły Anglia i Chorwacja, które awansowały kosztem Szwecji i Rosji.

 

Uważana powszechnie za faworyta reprezentacja Brazylii odpadła w ćwierćfinale po porażce z Belgią 1:2. Choć wynik nie był tak miażdżący jak porażka na własnej ziemi z Niemcami (1:7) cztery lata temu, to rozpacz kibiców canarinhos była nie mniejsza. Przede wszystkim dlatego, że dopiero w starciu z doskonale poukładaną taktycznie reprezentacją Belgii zobaczyli, jak daleka od doskonałości jest ich drużyna.

Lider brazylijskiego zespołu Neymar po meczu opublikował na jednym z portali społecznościowych napisał: „To najsmutniejszy moment w mojej karierze. wiedzieliśmy, że mamy możliwości do tego, by awansować, przejść do historii, ale to nie był ten czas. Ciężko znaleźć siłę, żeby dalej grać w piłkę, ale jestem pewien, że Bóg da mi siłę, żeby zmierzyć się ze wszystkim” – napisał Neymar, ale te pełne pokory słowa nie uchroniły go przed gniewem rozczarowanych klęską rodaków. Brazylijczycy zawiedli swoich kibiców już w drugim turnieju z rzędu. Przed czterema laty na swojej ziemi doznali druzgocącej porażki z Niemcami (1:7) w półfinale, a potem w meczu o trzecie miejsce z Holandią (0:3). Na kolejny, szósty już triumf w mistrzostwach świata, czekają od 2002 roku.

Zupełnie inaczej swoich piłkarzy i ich trenera, Stanisława Czerczesowa, pożegnali rosyjscy kibice. Mimo porażki w rzutach karnych z Chorwacją nagrodzili „Sborną” oklaskami na stojąco. Nic dziwnego, mecz w Soczi był emocjonującym widowiskiem, bo żadna z drużyn nie chciała go kończyć loteryjnym konkursem „jedenastek”. Tym bardziej, że i Rosjanie i Chorwaci do ćwierćfinału awansowali właśnie po rzutach karnych (gospodarze mundialu wyeliminowali w ten sposób Hiszpanów, a chorwacki zespół Duńczyków). Szczęście w sobotni wieczór było po stronie Chorwatów – po 90 minutach gry było 1:1, a po 120 2:2, a w karnych wygrali 4:3.

Tak więc wszystkie cztery miejsca w półfinale rosyjskiego mundialu zajęły drużyny z Europy, a zatem światowy czempionat w końcówce przemienił się w małe Euro 2018. W walce o awans do finału Francuzi zmierzą się z Belgami, a Anglicy z Chorwatami.

 

Wyniki MŚ 2018

 

Ćwierćfinały:
Urugwaj – Francja 0:2
Brazylia – Belgia 1:2
Szwecja – Anglia 0:2
Rosja – Chorwacja 2:2 k. 3-4

 

Półfinały:
10 lipca
Francja – Belgia (Petersburg, godz. 20:00)
11 lipca
Anglia – Chorwacja (Moskwa, godz. 20:00)

 

Mecz o trzecie miejsce:
14 lipca, godz. 16:00, Petersburg

 

Finał
15 lipca, godz. 17:00, Łużniki, Moskwa.

 

Urugwaj – Francja 0:2, Brazylia – Belgia 1:2, Szwecja – Anglia 0:2, Rosja – Chorwacja 2:2 k. 3-4

MŚ Rosja 2018: Kolumbijscy piłkarze żyją w strachu

Reprezentacja Kolumbii odpadła z mistrzostw świata z honorem, przegrywając w 1/8 finału z Anglią dopiero w konkursie rzutów karnych. Ale jej piłkarze żyją teraz w strachu, bo wściekli kibice grożą im śmiercią.

 

W konkursie „jedenastek” z kolumbijskiej drużyny swoich karnych nie wykorzystali Mateus Uribe (trafił w poprzeczkę) i Carlos Bacca (jego strzał obronił bramkarz Anglików Jordan Pickford). „Los Cafeteros” przegrali ostatecznie 3:4 i odpadli z turnieju. Ich rodacy nie wybaczyli im porażki, a na dwóch nieszczęśników którzy zmarnowali swoje „jedenastki”, spadła fala nienawiści. Niemal tuż po zakończeniu spotkania w Internecie pojawiły się pierwsze nienawistne posty, a konta piłkarzy na portalach społecznościowych zalał masa niewybrednych w treści komentarzy i pogróżek.

Oto kilka przykładów: „Umrzyj Bacca. Jesteś sk****synem. Nikt cię tu nie chce. Nie wracaj do kraju”, „Dziękuję wszystkim piłkarzom, z wyjątkiem potrójnego sk***, bezużytecznego, i już martwego. Bacca, nawet tutaj nie wracaj”. „Bacca, popadnij w depresję i zabij się sam, bo my to zrobimy”, „Uribe, jesteś gów**. Mam nadzieję, że szybko umrzesz”, „Z Anglią to był ostatni mecz Uribe. On już nie żyje”.

Jako pierwszy z kolumbijskich piłkarzy pogróżki otrzymał Carlos Sanchez, który w w 3. minucie grupowego meczu z Japonią (1:2) zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Teraz piekło przeżywają Uribe i Bacca. Żaden z nich nie lekceważy takich gróźb, bo w Kolumbii wciąż pamięta się tragedię Andresa Escobara. Piłkarz reprezentacji Kolumbii w 1994 roku został zastrzelony przez kartel narkotykowy po samobójczej bramce przez którą zespół został wyeliminowany z mundialu w USA. Akurat 2 lipca przypadała 24. rocznica jego tragicznej śmierci. Może tym razem skończy się tylko na pogróżkach?

 

Reprezentacja Polski: Koniec rankingowego oszustwa

Po klęsce na mundialu w Rosji pojawiły się głosy, że to koniec tłustych lat w polskim futbolu i teraz czeka nas okres posuchy. To możliwe, bo drużyna Adama Nawałki tak naprawdę nawet w szczytowym okresie nie była zespołem na poziomie czołowej „10” rankingu FIFA. Na mundialu w Rosji to rankingowe oszustwo zostało po prostu obnażone.

 

Po klęsce z Kolumbią z kadrowiczów Nawałki zeszło całkowicie powietrze, niech wybaczą to wyświechtane porównanie – jak z pękniętego balonika. Niestety, przy okazji wypłynęło na zewnątrz trochę skrywanych brudów, bo trzymani od lat w głębokim ukłonie przez propagandowy aparat PZPN dziennikarze głównych mediów musieli zmienić ton i dostosować swoje opinie do oczekiwań swoich odbiorców oraz przełożonych. Stąd ta lawina agresywnej krytyki, której nie byli w stanie powstrzymać ani skuteczny zazwyczaj w takich akcjach prezes PZPN Zbigniew Boniek, ani trener Nawałka, ani nawet Robert Lewandowski.

 

Może i pili, ale co z tego?

Ociekający dotąd lukrem wizerunek reprezentacji jako ekipy złożonej wyłącznie z oddanych swojej pracy stuprocentowych profesjonalistów też legł w gruzach po publikacjach prasowych wywlekających na światło dzienne opowieści o balangach na zgrupowaniach kadry. Kamil Glik nazwał te rewelacje „ohydnym kłamstwem”, ale Boniek mimowolnie jej potwierdził, próbując w swoim stylu zbagatelizować sprawę. „Piłkarze dostali wolne, wypili po trzy piwa, trochę pośpiewali, no i co takiego się złego stało?” – stwierdził. Gdyby nie 1:2 z Senegalem i 0:3 z Kolumbią pewnie przyznano by mu rację i nikogo by te rewelacje nie obeszły, teraz jednak nawet rozsądne argumenty tylko podsycają ogień, zamiast go gasić. Zwycięzców nikt nie sądzi, pokonani nie mają racji. Na zgrupowaniach kadry alkohol był zawsze, o czym prezes Boniek jako były zawodnik i trener doskonale wie. Wiedzę o imprezowych wyskokach kadrowiczów mają też dziennikarze, którym opowiadają o nich na ucho agenci piłkarzy, zaprzyjaźnieni trenerzy albo czasem nawet sami uczestnicy balang.
To są oczywiście opowieści zawsze opatrzone klauzulą „nie do publikacji”, ale gdy takiemu dopuszczonemu do tajemnicy żurnaliście wejdzie się na odcisk, albo gdy jego szef tego zażąda, wtedy chcąc nie chcąc „puszczają farbę”. Z taką sytuacja mamy do czynienia właśnie teraz i niewykluczone, że po meczu z Japonią zapotrzebowanie na wywlekanie ukrywanych dotąd skrzętnie przez PZPN brudów znacznie wzrośnie. I to będzie dopiero prawdziwy koniec wielkiego oszustwa, którego efektem był fałszywy jak sie teraz okazało wizerunek reprezentacji Polski tworzonej przez ambitnych zawodników stale doskonalących swój piłkarski warsztat.

 

Na plecach Lewandowskiego

Chociaż od strony sportowej kadra Nawałki nie osiągnęła żadnego znaczącego sukcesu, bo trudno za taki uznać awans do ćwierćfinału Euro 2016, to dzięki sprytnemu wykorzystaniu niedoskonałości w naliczaniu punktów rankingowych reprezentacja za jego selekcjonerskiej kadencji poszybowała w rankingu FIFA z siódmej dziesiątki do pierwszej. Nie ulega dyskusji, że największe zasługi w tym niesamowitym awansie miał Robert Lewandowski, którego talent eksplodował akurat w tym czasie i którego gole zapewniły naszej drużynie najpierw awans do Euro 2016, a potem do finałów mistrzostw świata w Rosji.

Nie sposób jednak nie zauważyć, że przez ostatnie cztery lata z żelaznego składu kadrowiczów tak naprawdę tylko on piłkarsko szedł w górę, czerpiąc przy tym finansowe korzyści, o jakich inni nasi reprezentacyjni piłkarze mogli tylko pomarzyć i jakich chyba zaczęli mu szczerze zazdrościć. Na ten problem także uwagę opinii publicznej zwrócił Boniek, który w rozmowie z byłym już kadrowiczem, a obecnie próbującym sił w roli dziennikarza TVP Sebastianem Milą powiedział: „Kadra zmieniła się przez ostatnie cztery lata. To są fajni chłopacy, ale wcześniej inny był poziom adrenaliny i myślenia o samym sobie. Sukcesy zmieniły reprezentację. Kiedyś wszystkim podobało się, że mogą grać przy Robercie Lewandowskim, bo to była wartość dodana. Dzisiaj, muszę to powiedzieć ze smutkiem, niektórym to przeszkadza. Musimy to sobie jednak sami wyjaśnić w grupie”.

 

Uderz w stół, a nożyce…

Nazwisk sternik polskiego futbolu nie podał, ale jakoś tak wyszło, że dzień później, na konferencji prasowej przed meczem z Japonią, do jego zarzutów odniósł się nie kto inny, jak Jakub Błaszczykowski, którego relacje z Lewandowskim są od dawna nie najlepsze i z tego względu mógł stać się „pierwszym podejrzanym”. Błaszczykowski powiedział: „Wiem, że jak nie ma wyników, to wtedy się zaczynają różne problemy, zaczynają się ukazywać nieprawdziwe informacje. A my dzisiaj nie mamy za dużo argumentów, żeby na to odpowiadać. Jestem w kadrze długo i mogę powiedzieć, że w ostatnim czasie atmosfera w niej się nie zmieniła. Jedyne co się ostatnio zmieniło, to wyniki, bo kibice liczyli na nasze zwycięstwa. Nie osiągnęliśmy celów, przyjmujemy krytykę. Nie jest nam z tym łatwo, bo to także nasze marzenia zostały zaprzepaszczone. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że nie podołaliśmy zadaniu, ale każdy z nas też wie, ile poświęcił dla tych marzeń. Takie jest jednak życie. Mecz z Japonią jest bardzo ważny psychologicznie. Musimy w nim pokazać że jesteśmy drużyną, która się nie poddaje. W ostatnich czterech latach dostarczyliśmy kibicom wielu pozytywnych doznań. I ten mecz ma pokazać, że jesteśmy grupą facetów, którzy się nie poddają” – zapewniał Błaszczykowski, który mecz z Japonią zaczął jednak na ławce rezerwowych. Podobnie jak krytykujący wcześniej taktyczne pomysły Nawałki Maciej Rybus czy słabo spisujący się Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Glik i Łukasz Piszczek.

W bramce stanął Łukasz Fabiański, w obronie zagrali Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek i Artur Jędrzejczyk, w pomocy Grzegorz Krychowiak, Jacek Góralski, Kamil Grosicki, Piotr Zieliński i Rafał Kurzawa, a w ataku Robert Lewandowski. W takim ustawieniu nasza reprezentacja zagrała po raz pierwszy. Na żenujących w podejściu do meczu z Polakami Japończyków, którzy w rankingu FIFA są na 55. miejscu, nawet taki eksperymentalny skład okazał się wystarczający. Na 13. w zestawieniu Kolumbię i 33. Senegal biało-czerwoni okazali się za słabi, co oznacza, że ich realna siła plasuje ich dzisiaj w gronie zespołów na poziomie 35-40. miejsca w rankingu. Pod wodzą Nawałki wyżej już raczej nie podskoczą.