Raport na odczepnego

PZPN w przededniu debiutu Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera reprezentacji Polski dość nieoczekiwanie upublicznił raport jego poprzednika, Adama Nawałki, spisany po nieudanym dla biało-czerwonych mundialu w Rosji. Nie jest to dzieło godne uwagi.

 

Raport przygotowany na odchodnym przez Adama Nawałkę i jego współpracowników liczy blisko sto stron. Przebrnąć przez ten napisany drętwym językiem elaborat, wręcz przeładowany branżowymi terminami czerpanymi chyba z podręczników dla studentów Akademii Wychowania Fizycznego, nie jest zadaniem łatwym. Wątpliwe, by ktokolwiek zadał sobie trud naprawdę wnikliwego przestudiowania tego „dzieła”, chociaż sądząc po mnogości recenzji i komentarzy do dokumentu opublikowanego na stronie internetowej PZPN zajrzało wiele osób.

 

Publikacja wymuszona

Prezes Zbigniew Boniek przyznał, że zdecydował się na upublicznienie raportu pod naciskiem mediów, które domagały się tego po wyjawieniu przyczyn mundialowej klęski przez trenera reprezentacji Niemiec Joachima Loewa. Sęk w tym, że o ile analiza niemieckiego selekcjonera rzeczywiście te przyczyny wyjaśnia, to z raportu Nawałki nie dowiadujemy się w zasadzie niczego, czego byśmy już nie wiedzieli wcześniej. Kto oglądał mecze Polaków w Rosji musiał zauważyć, że nasi piłkarze byli wolniejsi, mniej dynamiczni i kondycyjnie słabsi do rywali, a to oznacza, że zostali pod względem fizycznym źle przygotowani do mundialu.

Jako pierwszy publicznie powiedział o tym Łukasz Piszczek, między wierszami jego opinię potwierdzali też inni gracze, nawet Robert Lewandowski, ale „z grubej rury” niedawno przywalił byłemu sztabowi kadry dopiero Kamil Glik. „Raportu trenera Nawałki nie czytałem, więc trudno mi się odnieść do jego treści. Mogę bazować tylko na tym, co widziałem i przeżyłem w Rosji. A widziałem, że nikt sobie do gardeł nie skakał, na mundialu atmosfera nie różniła się od tej w czasie eliminacji. Ale fakt jest taki, że na mistrzostwach nie wyglądaliśmy tak, jak zawsze. Pod względem fizycznym nie byliśmy przygotowani nie tylko na sto, ale nawet na dziewięćdziesiąt procent” – stwierdził stanowczo stoper AS Monaco.

Nawałka w swoim raporcie napisał, że zwiodła go dobra postawa jego wybrańców w ostatnich przed wyjazdem na mundial sparingach z Chile i Litwą. Faktycznie, w spotkaniach z tymi drużynami nasi zawodnicy prezentowali się bez zarzutu.

 

Feralny trening w samo południe

Co zatem się stało, że w meczu z Senegalem już po pół godzinie „oddychali rękawami”? Kluczowy w tej kwestii zdaniem byłego selekcjonera okazał się trening przeprowadzony w Soczi 17 czerwca, ostatni przed wylotem na mecz z Senegalczykami. Blisko dwugodzinne intensywne zajęcia rozpoczęły się o 11:00 i przeprowadzone zostały w ostrym słońcu i wysokiej temperaturze. Czegoś takiego nie zafundowałby swoim zawodnikom nawet instruktor piłki nożnej świeżo po kursie, dlatego dziwi, że zrobili to doświadczeni szkoleniowcy, a jeszcze bardziej od nich doświadczeni piłkarze bez szemrania wykonali polecenia. Ten feralny trening okazał się kamieniem, który ruszył lawinę. Nasi reprezentanci zostali bowiem dosłownie „ugotowani” i w meczu z Senegalczykami mogliśmy to zobaczy na własne oczy. Popełniony błąd szybko skorygowano, bo w kolejnych dniach treningów w samo południe już nie organizowano, ale Nawałka kompletnie stracił orientację co do aktualnej dyspozycji swoich piłkarzy. Dlatego zaczął kombinować ze składem zarówno w meczu z Kolumbią, jak w ostatnim, „o honor” z Japonią.

Gdy klęska stała się faktem, Nawałka niby wziął całą winę na siebie, ale nie omieszkał tu i ówdzie dać do zrozumienia, że popełnił kilka błędów personalnych oraz że kadra na mundialu nie była tak zwartą grup jaką była podczas Euro 2016.

 

Kamyczek do ogródka piłkarzy

W raporcie te zarzuty wobec piłkarzu sformułował tak: „W ostatnich miesiącach (przed mistrzostwami – przyp. red.) pojawiały się symptomy świadczące o pewnych napięciach wewnątrz grupy, typowych dla reprezentacji funkcjonującej od dłuższego czasu w zbliżonym składzie. Z uwagi na to podejmowane były liczne działania zmierzające do pełnego zintegrowania drużyny podczas zgrupowań (rozmowy indywidualne, spotkania integracyjne, rodzinne, stały kontakt sztabu z zawodnikami i trenerami klubowymi, wizyty w klubach zawodników, treningi alternatywne, dobór odpowiednich ćwiczeń – zabawy ożywiające w wybranych jednostkach treningowych). W dalszym ciągu pozwalało to na podtrzymanie dobrej atmosfery i odpowiedniej równowagi w zespole przed turniejem. W jego trakcie okazało się, że drużyna nie była optymalnie przygotowana pod względem mentalnym do skali trudności jaka występuje podczas mundialu. Nie udało się zrobić wszystkiego aby scalić zespół w najtrudniejszych momentach”.

W sumie dobrze się stało, że PZPN „Raport Nawałki” upublicznił. Nic nowego do sprawy nie wniósł, ale przynajmniej teraz wiemy, dlaczego Boniek nie chciał przedłużyć kontraktu z Adamem Nawałką przed mistrzostwami. Prawa rządzące piłkarskim biznesem są brutalne – zwycięzców nikt nie rozlicza, przegranych osądzają wszyscy.

 

Lewy traci sympatię

Piłkarze reprezentacji Polski po słabym występie na mundialu w Rosji stracili sympatię rodaków. Tak przynajmniej wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Havas Sports & Entertainment.

 

Najwięcej w oczach fanów piłkarskiej reprezentacji Polski po nieudanym mundialu w Rosji stracił Robert Lewandowski. Badanie przeprowadzone przez Havas Sports & Entertainment (Havas Media Group) na reprezentatywnej próbie 600 osób powyżej 18. roku życia wykazało, że kapitan biało-czerwonych obecnie cieszy się sympatią 32,1 procent społeczeństwa, co oznacza jednak spadek o 11,9 procenta w porównaniu z badaniami przeprowadzonymi przed turniejem W Rosji. Spadek wskaźników sympatii dotknął wszystkich kadrowiczów, byłego już selekcjonera reprezentacji Adama Nawałki, a także prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który straciił 8,8 procent (spadek z 33 na 24,2 procent). Wynik Nawałki zmniejszył się o siedem punktów procentowych (z 28 na 21 procent). Spadek o 5,3 procenta zaliczył nawet Jakub Błaszczykowski, do którego sympatię czuje teraz 31,7 procent badanych, czyli mniej niż do Lewandowskiego.

Zmniejszenie wypracowanego przez ostatnie kilka lat kapitału sympatii do piłkarzy reprezentacji Polski to nie tylko skutek słabego występu, ale też zachowania kadrowiczów. Zawodnicy innych reprezentacji, którym także w Rosji się nie powiodło, potrafili na portalach społecznościowych zdobyć się na słowa przeprosin pod adresem swoich sympatyków, a ze strony naszych reprezentantów takich reakcji nie było, za to niemal tuż po powrocie z mundialu zaczęli publikować zdjęcia z luksusowych wakacji. „Piłkarze pokazali swoim fanom, że nie przeżywają porażki tak jak oni, a to nie mogło im zjednać sympatii” – napisano w komentarzu do badań Havas Sports & Entertainment.

Spadek wskaźników sympatii natychmiast odbił się na pomiarach oddziaływania reklam z udziałem kadrowiczów Nawałki. Ponad dwie trzecie badanych uznało, że nie chce już oglądać żadnego piłkarza w reklamach. Aż 57,8 procent ma dość tego typu aktywności Roberta Lewandowskiego, 35,5 procent trenera Nawałki, a 34,3 procent Błaszczykowskiego.
Specjaliści od marketingu sportowego twierdzą jednak, że jest to przejściowa sytuacja i za jakiś czas te wskaźniki zaczną się poprawiać na korzyść naszych najlepszych piłkarzy. Duży wpływ na to będą miały wyniki reprezentacji pod wodzą nowego selekcjonera Jerzego Brzęczka. Już na początku września biało-czerwoni rozegrają pierwszy mecz w Lidze Narodów z Włochami. Jeśli w tym spotkaniu nasza drużyna wypadnie równie słabo jak na mundialu, trend spadkowy we wskaźnikach sympatii się nie tylko utrzyma, ale zapewne też przyspieszy.

 

Żarty z turlania bawią Neymara

Mistrzostwa świata w Rosji przeszły już do historii, ale gwiazdor reprezentacji Brazylii Neymar wciąż jest bohaterem internetowych żartów z jego teatralnych upadków i prób wymuszania karnych. Piłkarz twierdzi, że jego też bawią.

 

W Internecie wielka popularność zdobył cały cykl przeróbek z turlającym się Neymarem. Brazylijski napastnik Paris Saint-Germain w końcu uznał za stosowne wypowiedzieć się w tej sprawie. W wywiadzie udzielonym stacji ESPN przyznał szczerze: „Oczywiście, że widziałem te żarty, niektóre nawet mnie rozbawiły, bo podchodzę do tego wszystkiego z humorem. Ale mówiąc serio, to proszę mi wierzyć, że to wcale nie jest takie fajne lądować co chwilę na boisku. To zawsze jest skutek kopnięcia przez rywala, dla mnie zwykle bolesnego, przez co po każdym meczu muszę korzystać z lodowych kąpieli regeneracyjnych. Nie przeczę, że czasem trochę przesadzam z reakcjami, lecz to jest z mojej strony coś w rodzaju samoobrony przed brutalnością drużyn przeciwnych” – twierdzi Neymar. I dodaj: „Wiele fauli które muszę znosić to wynik moich ponadprzeciętnych umiejętności piłkarskich. Mój futbol polega na dryblingu, na rywalizacji z przeciwnikiem. Nie mogę stanąć przed zawodnikiem z innej drużyny i powiedzieć mu, przepraszam, ale chcę strzelić gola, więc się odsuń. Mogę to zrobić tylko w jeden sposób – minąć rywala dryblingiem. Zwykle jestem od nich szybszy, więc oni muszą sobie radzić w inny sposób, właśnie kopiąc mnie bez pardonu po nogach. Tak więc oglądając te wszystkie żarty ze mnie czasem myślę, że sprawiedliwie byłoby, gdyby ktoś pośmiał się też z tych, którzy polują na moje kości” – powiedział brazylijski gwiazdor.
Brazylia na mundialu w Rosji odpadła w ćwierćfinale po porażce z Belgią 1:2. Neymar w turnieju zdobył tylko dwie bramki.

 

Koniec ery Adama Nawałki

We wtorek w samo południe na Stadionie Narodowym w Warszawie prezes PZPN Zbigniew Boniek poinformował, że Adam Nawałka nie będzie dalej trenerem reprezentacji Polski.

 

Adam Nawałka przejął reprezentację Polski po Waldemarze Fornaliku w październiku 2013 roku i prowadził już w 50 meczach, z których 29 biało-czerwoni wygrali, 13 zremisowali, a w 10 doznali porażek. Bilans bramkowy też jest korzystny – 99:49. Pod wodza Nawałki nasza narodowa drużyna awansował do Euro 2016 i dotarła w tym turnieju do ćwierćfinału, w którym w rzutach karnych uległa późniejszym zwycięzcom Portugalczykom. Warto też pamiętać, że Nawałka zapisał się w historii naszego futbolu jako pierwszy selekcjoner, który pokonał reprezentację Niemiec. Udane eliminacje do tegorocznego mundialu także należy zapisać po stronie jego plusów.

Niestety, wszystkie te dokonania przekreślił nieudany występ biało-czerwonych w Rosji, po którym na Nawałkę spadła potężna fala krytyki, której chyba się nie spodziewał i z którą jak się okazało nie potrafił się oswoić. Jeśli wierzyć słowom prezesa Bońka Nawałka mógł zachować posadę, bo w PZPN czekała już na niego nowa umowa. Oczywiście podyktowana przez szefa związku, a zatem dla selekcjonera z pewnością niezbyt korzystna.  Stąd jego stanowcze: „Nie, dziękuję, pięć lat wystarczy”.

Ale na konferencji prasowej Nawałka wygłosił pod adresem prezesa PZPN same peany: „Odpowiedzialność za drużynę była głównym powodem tej decyzji, aby ktoś inny przejął reprezentację. Prezes bardzo pozytywnie wpływał na to, co się działo i bez prezesa Bońka te sukcesy nie miałyby miejsca” – przekonywał Nawałka, który na stanowisku pozostanie jeszcze do końca lipca.

Kto go potem zastąpi, na razie wie chyba tylko prezes Boniek. I wygląda na to, że to on dokona wyboru nowego selekcjonera, bo PZPN nie planuje żadnego konkursu. „Mogę was uspokoić, że będę kierował się doświadczeniem i intuicją. Nowy trener musi mieć koncepcję. Już teraz na moim biurku jest sześć-siedem CV przedstawionych przez różne agencje. Ale ja chcę trenera, z którym sam będę mógł porozmawiać. Nie wiem jeszcze czy postawię na Polaka, czy obcokrajowca” – zakomunikował sternik polskiego futbolu.

Boniek przeciął też przy okazji wątpliwości wobec przyszłej roli w kadrze Roberta Lewandowskiego. „On jest fantastycznym zawodnikiem i już teraz mogę zapewnić, że nowa drużyna będzie budowana wokół jego osoby” – zapewnił. Dzień wcześniej podobne słowa o Lewandowskim wygłosił nowy trener Bayernu Monachium Niko Kovac, informując przy okazji, że odbył z polskim napastnikiem telefoniczną rozmowę, po której ma podstawy sądzić, że „Lewy” zostanie w Bayernie na kolejny sezon.

I tak oto kończy się „rosyjska burza” w polskim futbolu, która zapowiadała wielkie zmiany, a zmiotła z pokładu tylko trenera kadry, bo on wszystkie winy wziął na siebie.

MŚ 2018: Upadek trenera Nawałki

Po porażkach z Senegalem (1:2) i Kolumbią (0:3) reprezentacja Polski odpadła z mundialu. Na trenera Adama Nawałkę i jego wybrańców spadła fala agresywnej krytyki, której się może i spodziewali, ale nie na taką skalę.

 

Dzień po klęsce z Kolumbią na konferencji prasowej Adam Nawałka i Robert Lewandowski próbowali się jakoś z niej wytłumaczyć, ale tym razem spolegliwi zwykle żurnaliści nie chcieli słuchać nawet rozsądnych i racjonalnych argumentów. Inna sprawa, że takich selekcjoner kadry i kapitan reprezentacji zbyt wielu nie mieli, natomiast ich ocena występu mogła doprowadzić do szewskiej pasji nawet najbardziej im życzliwych słuchaczy.

 

Taka jest piłka, musimy z tym żyć

„To jest sport, uważam, że nasi zawodnicy walczyli do samego końca, nie odpuszczali, ale graliśmy z bardzo mocnym przeciwnikiem i wynik trzeba przyjąć. Wybrałem najlepszy skład, jaki był do dyspozycji. Ważne było, by zawodnicy, którzy wyróżniali się w poprzednich meczach dostali swoją szansę, stąd moja decyzja, by wyszli od początku. Moim zdaniem mecz był wyrównany do momentu, w którym padła pierwsza bramka. Taka jest piłka. Jest mi przykro z tego powodu, ale jutro jest następny dzień i musimy z tym żyć” – skomentował klęsk z Kolumbią Nawałka.

Lewandowski z kolei irytował powtarzaną jak mantra tezą o słabości naszej drużyny na tle znacznie lepszych rywali. „Chyba na tyle nas było po prostu stać. Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Nie przegraliśmy minimalnie. Wiele rzeczy w naszej grze nie funkcjonowało tak jak powinno, ale jak nie ma z czego, to nie da się nic zrobić. Samą walką meczu się nie wygra. Trzeba jakości, a jej było za mało. Przeciwko drużynie tej klasy co Kolumbia nie graliśmy od pięciu lat. Nawet biorąc pod uwagę mistrzostwa Europy, kiedy mierzyliśmy się z Niemcami” – powiedział kapitan biało-czerwonych, czym wkurzył nie tylko rzesze polskich kibiców, ale nawet śledzące z uwagą wszelkie jego wypowiedzi niemieckie media, które natychmiast z lubością wbiły mu szpilę, że jest nie fair wobec swoich kolegów z reprezentacji Polski, na których zwala całą winę za niepowodzenie. Niechętnie nastawiony do „Lewego” tabloid „Bild” nie omieszkał z niego zakpić przypominając, że przed mundialem chciał odejść z Bayernu Monachium. „Teraz powinien się cieszyć, że ma z Bayernem kontrakt ważny jeszcze do 2021 roku, bo po tym co pokazał w Rosji żaden inny klub już się na niego nie skusi”.

 

Prezes zapowiada zmiany

Dla pełnego obrazu wypada przytoczyć jeszcze opinię najważniejszego człowiek w polskim futbolu, czyli prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. „Nie można mieć pretensji do naszego zespołu, bo przeciwnicy byli lepsi, szybsi, sprytniejsi, lepiej grali w piłkę. Pewien etap w historii reprezentacji się zakończył. Ta drużyna zrobiła wiele wspaniałych rzeczy przez cztery ostatnie lata, ale przed mundialem mówiłem, że jeśli chcemy coś w Rosji ugrać, to musimy tam zagrać lepiej niż na mistrzostwach Europy we Francji. Ale nie zagraliśmy i teraz trzeba się zastanowić, co dalej. Mamy pół roku, żeby przygotować drużynę do eliminacji Euro 2020. Wcześniej jest Liga Narodów, którą traktujemy poważnie i która będzie poligonem do zbudowania nowej drużyny” – zapowiedział Boniek na antenie TVP. Sternik PZPN unikał deklaracji w sprawie przyszłości Adama Nawałki, trener kadry sam jednak wyszedł przed szeregi zakomunikował, że po meczu z Japonią odda się do dyspozycji zarządu związku, co w piłkarskim języku oznacza gotowość do dymisji.

 

Zespół został źle przygotowany

Trudno w tej chwili stwierdzić, czy władze PZPN zdecydują się na odstrzelenie Nawałki. Wiele w tej kwestii zależeć będzie od wyniku potyczki z Japonią. Na razie po dwóch spotkaniach, z Senegalem i Kolumbią, w oficjalnych statystykach mundialu nasza reprezentacja wypadaj blado na tle rywali. Żadnego z polskich piłkarzy nie ma w czołówkach rankingów, nie licząc Wojciecha Szczęsnego, który jest numerem 1 w klasyfikacji „najgorszy bramkarz mundialu”.

Nasza drużyna w dwóch meczach oddała 19 strzałów, z czego tylko sześć celnych. Gorsze pod tym względem po dwóch meczach były jedynie drużyny Australii, Panamy i Arabii Saudyjskiej. Nie są to dokonania przystające zespołowi z pierwszej dziesiątki światowego rankingu. Przyczyn słabego występu biało-czerwonych w Rosji jest wiele, ale ile by ich nie wyliczył, tak naprawdę wszystkie można skwitować jednym zdaniem: nasi reprezentacyjni piłkarze zostali przez trenera źle przygotowana do mistrzostw pod względem motorycznym, taktycznym i mentalnym. Bo gdyby zostali przygotowani dobrze i byli w optymalnej formie, nie przegraliby ani z Senegalem, ani z Kolumbią.

Dlatego dla Lewandowskiego i spółki mecz z Japonią nie będzie tylko „o honor”, lecz także, a może przede wszystkim, o odzyskanie utraconej sympatii rodaków. Wiadomo już, że po mundialu z kadrą pożegna się kilku kluczowych graczy. Niektórzy z nich odejdą z własnej woli, niektórzy po prostu z niej wypadną. Lista nazwisk jest długa – Piszczek, Fabiański, Glik, Thiago Cionek, Błaszczykowski, Peszko, Jędrzejczyk, Grosicki, a niewykluczone, że także Lewandowski, jeśli nowy selekcjoner nie zagwarantuje mu takiej samej roli w kadrze, jaką miał u Nawałki. Coś w polskiej piłce się skończyło, coś nowego zacznie. Nie pierwszy to raz i nie ostatni.

MŚ 2018: To jeszcze nie koniec biało-czerwonych

Nasza reprezentacja przegrała z Senegalem pechowo. W niedzielę z Kolumbią biało-czerwoni zagrają mecz „o wszystko”, co jest już smutną tradycją ich ostatnich popisów na mundialach. Tym razem jednak nie musi się skończyć tak samo jak w 2002 i 2006 roku.

 

Porażka polskiej reprezentacji z Senegalem to bez wątpienia jedna z największych zagadek rosyjskiego mundialu. Właśnie bardziej zagadek, niż niespodzianek czy sensacji. Nie ma bowiem żadnego sensownego wyjaśnienia dla słabego występu zespołu, który w rankingu FIFA klasyfikowany jest przecież w pierwszej dziesiątce. I chyba to jest główną przyczyną głębokiej frustracji Polaków w przededniu „meczu o wszystko” z Kolumbią.

 

Ciężar porażki z Senegalem

Nasi piłkarze, trener Adam Nawałka i działacze PZPN poczuli ten ciężar już chwilę po zakończeniu meczu z Senegalem, gdy obecni na stadionie Spartaka polscy kibice wygwizdali i zwymyślali dziękującym im za doping zawodnikom. To dla „Orłów Nawałki”, od pięciu lat cieszących się bezkrytycznym uwielbieniem kibicowskich mas, bez wątpienia było szokującym doznaniem. Zamiast „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało” usłyszeli litanię wykrzykiwanych pod ich adresem pretensji. Zresztą jeszcze w trakcie meczu z trybun słychać było – „Polska grać, k***a mać!”. Dominujące wśród licznie przybyłych do Moskwy polskich kibiców przekonanie o piłkarskiej potędze biało-czerwonych, wyrażane w wykrzykiwanych hasłach w rodzaju: „Puchar jest nasz” czy też „Polska mistrzem świata”, po meczu zamieniło się w nastrój rozgoryczenia i zniechęcenia, który eksplodował złością i pretensjami. Nietrudno sobie wyobrazić co się będzie działo w Polsce, jeśli w niedzielę ekipa Nawałki przegra z Kolumbia i odpadnie z turnieju.

Obecni w stolicy Rosji wysłannicy polskich mediów, zwykle spolegliwi i bezkrytyczni wobec trenera Nawałki i jego wybrańców, widząc frustrację kibiców nie mogli już w swoich relacjach upiększać rzeczywistości. Na reprezentację Polski spadła fala krytyki o rozmiarach niemal zbliżonych do tej, która sześć lat przewaliła się przez kadrę Franciszka Smudy po jej kompromitacji na Euro 2012.  Reakcja Nawałki i piłkarzy była typowa – z miejsca ograniczyli kontakty z mediami, ale ich miejsce przed kamerami zajął prezes PZPN Zbigniew Boniek.

 

Oni to widzą i zapamiętają

Zaprawiony już w takich bojach były piłkarz reprezentacji i jej selekcjoner, mówił na ogół z sensem. „Nie jestem w szoku. Jest mi przykro, bo graliśmy słabo i jeśli tak będziemy grać, to nic tutaj nie zrobimy. Nie ma się jednak, co załamywać. Wszystko jest w naszych rękach. Jeśli wygramy dwa następne mecze, to nikt nam awansu nie zabierze. To oczywiste, że nie tak sobie wszyscy wyobrażaliśmy start w tym mundialu. Trzeba jednak być optymistą i trzeba wierzyć. Płacz teraz nic nie pomoże. A krytycy są od tego, żeby krytykować. Jesteśmy na to przygotowani, a ja powiem dziennikarzom tak – jedźcie z nami równo, im bardziej jedziecie, tym lepiej potem się gra. Doświadczyłem tego też jako piłkarz, więc wiem co mówię” – powiedział sternik polskiej piłki. Zaraz jednak wygłosił pod adresem żurnalistów żartobliwe ostrzeżenie, które zabrzmiało jednak jak groźba karalna: „Krytykujcie ile chcecie, tylko pamiętajcie, że my to widzimy i zapamiętamy”.

Stare przysłowie mówi jednak – na pochyłe drzewo i koza wskoczy. Tłamszeni przez propagandowy aparat PZPN dziennikarza, a w każdym razie znaczna ich część, dali folgę uczuciom i rzeczywiście „pojechali” z kadrowiczami bez trzymanki.

 

Nawałka pod ostrzałem

Wszelkie zarzuty pod adresem naszych reprezentantów były jednak na ogół chybione. Do słabego występu przeciwko Senegalczykom na pewno nie przyczyniła się ich nadmierna aktywność w reklamach, bo nie nagrywali ich przecież w trakcie zgrupowań w Juracie i Arłamowie. Nieprawdą jest też, że Thiago Cionek skompromitował się swoim występem. Gdyby nie fatalna w skutkach próba zablokowania strzału zakończona samobójem, po meczu jego statystyki byłyby takie same, jak w wielu poprzednich występach w kadrze. On zagrał na tyle, na ile potrafi, a kwestią sporna jest to, czy w ogóle powinien w tym meczu zagrać. Podobnie jak Arkadiusz Milik, zdecydowanie najgorszy gracz w naszym zespole i w ogóle na boisku.

Do pozostałych naszych piłkarzy trudno mieć jakieś poważniejsze pretensje. Po prostu mecz z Senegalem im nie wyszedł, ale winę za to ponosi wyłącznie trener Adam Nawałka, chociaż nawet do niego tak na dobrą sprawę też nie bardzo jest się o co przyczepić. Chyba każdy z nas układając przed mundialem w myślach wyjściową jedenastkę Nawałki, wypisywał na poszczególnych pozycjach nazwiska tych piłkarzy, na których we wtorek postawił selekcjoner. Szczęsny – Piszczek, Glik, Pazdan, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Grosicki – Milik, Lewandowski. Przez kontuzję w tym zestawie nazwisk zabrakło Glika, ale reszta to bezdyskusyjnie nasi najlepsi w powszechnym mniemaniu gracze. Jeśli Nawałka coś zawalił, to chyba tylko to, że od zakończenia eliminacji w żadnym z sześciu spotkaniach towarzyskich nie zagrał choćby w zbliżonym do powyższego ustawieniu.

No to kiedy mieli się zgrać, dopracować zagrania, wyćwiczyć nowe schematy gry i zmodyfikować już wyuczone? Gdyby nie dwa głupie błędy wygraliby z Senegalem 1:0. Jak będzie w niedzielę z Kolumbią?

MŚ 2018: Piękny gest kolegów

Jonas Knudsen ma świetnych kolegów w reprezentacji Danii. W trakcie mundialu w Rosji jego żona urodziła córkę. Na wieść o tym reszta duńskich kadrowiczów zrzuciła się na czarterowego samolot, żeby mógł zobaczyć się z rodziną.

 

Duńscy piłkarze sami wynajęli i opłacili samolot. „To nic takiego. Po prostu chcieliśmy, żeby mógł chociaż pół dnia spędzić z żoną i zobaczyć nowo narodzoną córeczkę” – zapewniał pomocnik Thomas Delaney. Dzięki kolegom Knudsen poleciał do Danii po sobotnim zwycięstwie Duńczyków nad Peru (1:0). W poniedziałek był już znowu bazie pobytowej duńskiej reprezentacji w Anapie i trenował z drużyną. Jego córka miała się urodzić dopiero za miesiąc, ale przyszła na świat wcześniej, dwa dni przed meczem z Peru. Knudsen to drugi duński piłkarz, który w ostatnim czasie został ojcem. Na początku czerwca Christianowi Eriksenowi urodził się syn. On z tego powodu także opuścił na kilka dni zgrupowanie kadry i nie zagrała w towarzyskim spotkaniu ze Szwecją.

Trafieni gołym facetem

„Moskiewski Komsomolec” donosi, że nagi mężczyzna, który wypadł z okna mieszkania na szóstym piętrze bloku, spadł na trzech kibiców reprezentacji Argentyny wracających do hostelu z meczu ich reprezentacji z Islandią.

 

Do fatalnego w skutkach zdarzenia doszło w centrum rosyjskiej stolicy. Trójka Argentyńczyków zmierzała do hostelu w kiepskich nastrojach po wpadce ich reprezentacji w spotkaniu z Islandczykami, gdy w oknie jednego z mijanych bloków zobaczyli kompletnie nagiego mężczyznę, wykrzykującego niezrozumiałe dla nich słowa, które jak zeznali później inni świadkowie zdarzenia, były po prostu wulgaryzmami. A że przy tym mocno gestykulował, to stracił równowagę i spadł z wysokości szóstego piętra wprost na głowy argentyńskich kibiców, których z poważnymi obrażeniami odwieziono do szpitala. Natomiast nagi mężczyzna, który na nich runął, zginął na miejscu. Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu opakowania po silnych lekach antydepresyjnych.

Cristiano Ronaldo zaczął mundial od hat-tricka

Reprezentacja Portugalii w pierwszym meczu na mundialu w Rosji zagrała z Hiszpanią. Wszystkie gole dla aktualnym mistrzów Europy strzelił Cristiano Ronaldo.

 

Niemal w przededniu spotkania w świat poszła wiadomość, że przed hiszpańskim sądem zakończył się proces dotyczący oszustw podatkowych Cristiano Ronaldo. Dowiedziono w nim, że portugalski gwiazdor Realu Madryt dopuścił się czterech przestępstw podatkowych, za które sąd skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu oraz nałożył na niego obowiązek zwrotu niezapłaconego podatku wraz z odsetkami, co łącznie uszczupli stan jego konta o kwotę 18,8 mln euro.

Cristiano Ronaldo zdaniem hiszpańskich mediów przyjął wyrok, poprosił tylko o zamianę kary więzienia na dodatkową grzywnę. Trudno jednak powiedzieć, czy po mundialu portugalski gwiazdor wróci do Hiszpanii. W spotkaniu z reprezentacją tego kraju, naszpikowaną przecież jego kolegami z Realu Madryt, robił wszystko, żeby Portugalia wygrała. Jego trzy gole to 51. hat-tricka w historii mistrzostw świata. Autorem pierwszego był Amerykanin Bert Patenaude w 1930 roku, a na liście zdobywców jest też trzech reprezentantów Polski – Ernest Wilimowski (1938), Andrzej Szarmach (1974) i Zbigniew Boniek (1982).

Mundialowy falstart Leo Messiego

Reprezentacja Argentyny tylko zremisowała 1:1 z debiutującą w mistrzostwach świata ekipą Islandii. Zawiódł zwłaszcza największy gwiazdor drużyny Albicelestes Lionel Messi, który nawet z karnego nie potrafił strzelić gola.

 

Piłkarski świata z niecierpliwością czekał na odpowiedź argentyńskiego gwiazdora na hat-tricka ustrzelonego przez Cristiano Ronaldo w spotkaniu z Hiszpanią. Leo Messi zawiódł jednak te oczekiwania i nie dość, że nie zdobył bramki w spotkaniu z Islandczykami, to jeszcze w fatalnym stylu zmarnował rzut karny. Gwiazdor FC Barcelona nie jest mistrzem „jedenastek”. Ze statystyk wynika, że do tej pory skutecznie wyegzekwował 79 karnych, ale zmarnował aż 24. W meczu z Islandią zachował się jak amator, strzelając w sygnalizowany sposób w prawy róg bramki, dokładnie tam, gdzie rzucił się islandzki bramkarz Hannes Halldorsson.

Argentyńczycy kontrolowali mecz od początku do końca, przez ponad 90 procent czasu gry znajdowali się w posiadaniu piłki, ale inwencji i szczęścia starczyło im tylko na zdobycie jednej bramki, którą w 19. minucie na swoje konto zapisał Sergio Aguero. Radość Argentyńczyków nie trwała długo, bo pięć minut później Alfred Finnbogason pokonał Willy`ego Caballero i strzelił pierwszego gola dla Islandii w finałóach mistrzostw świata.

W 64. minucie Argentyńczycy mogli przesądzić losy meczu, bo właśnie wtedy sędziujący mecz Polak Szymon Marciniak podyktował jedenastkę za faul obrońcy Islandii. Skonfundowany niepowodzenie Messi już do końca spotkania praktycznie tylko statystował na boisku, nie wznosząc żadnego pozytywnego elementu do chaotycznej gry prowadzonej przez jego coraz bardziej zniechęconych kolegów. Po meczu argentyński gwiazdor był zdruzgotany swoim nieudanym występem i całą winę za stratę punktów wziął na siebie. Starał się jednak trzymać fason i zapewniał swoich rodaków, że to dopiero początek mistrzostw. Tylko że znakomita forma Chorwatów i Nigeryjczyków (2:0) nie zapowiada łatwych meczów z tymi zespołami.

Szymon Marciniak może uznać swój debiutancki występ w finałach mistrzostw świata za udany. Podjął co prawda dwie kontrowersyjne decyzje, nie odgwizdując dwóch kolejnych rzutów karnych dla Argentyńczyków. W pierwszej połowie Islandczyk Ragnar Sigurdsson dotknął piłkę ręką we własnym polu karnym, ale polski arbiter uznał, że nie była to sytuacja na „jedenastkę”. Nie poprosił o analizę VAR, choć wściekli Argentyńczycy mocno się tego domagali. W drugiej połowie polski arbiter być może powinien wskazać na 11. metr po tym, jak biegnący z piłką w polu karnym Cristian Pavon został kopnięty w stopę przez Birkira Saevarssona, ale i tym razem uznał, że nie musi tego zdarzenia weryfikować przez system VAR. W Polsce jego występ oceniono jako przeciętny, ale w większości mediów na świecie Marciniak otrzymał znakomite recenzje i wysokie noty.