Nieprzewidywalność Recenzja

Zbiór tych dziesięciu opowiadań Olga Tokarczuk nazwała dziwacznie: „Opowiadania bizarne”. Po angielsku i po francusku ‘bizarre’ znaczy tyle, co dziwaczny, cudaczny, kapryśny. Tytuł może rozbudzać ciekawość czytelnika anglojęzycznego albo frankofona, ale po polsku brzmi kulawo. Może właśnie o to chodziło autorce, ale tego nie wiem. Jedno jest pewne, to przednia proza, pełna refleksji, zadumy, której jądrem jest odsłanianie dziwności naszego świata.

 

Pisarka sięga po wiele konwencji literackich, z równą biegłością posługując się prozą modelowaną na pamiętnik z czasów baroku, nowelę science fiction, opowiadanie fantasy, tradycyjną obyczajową nowelę realistyczną, horror czy mit. W każdej z tych form trzyma na wodzy ciekawość czytelnika, który niczym w dobrze skrojonym kryminale nerwowo szuka odpowiedzi na pytanie, kto zabił.

Akcja tych opowieści toczy się w rozmaitych miejscach i różnym czasie; w samolocie, na kresach wschodnich Rzeczypospolitej dręczonej potopem szwedzkim, w nieokreślonej przyszłości, którą włada ucieleśniony mit powtarzalnej ofiary Minotaura, w Szwajcarii, gdzie u boku klasztoru przygotowuje się dziwne eksperymenty na dzieciach, w świecie, gdzie medycyna dokonuje cudu „transfugacji”, czyli zmiany formy bytu, w Indiach, Tajlandii, w jakimś niby cywilizowanym, ale dzikim kraju, gdzie człowiek bez dokumentów staje się śmieciem.

Wszędzie, gdzie poprowadzi nas autorka, zdarzają się dziwne, niespodziewane wypadki, świat staje dęba albo nic nie jest takie, jak się na pierwszy rzut oka może wydawać. Tokarczuk zachęca do namysłu, do bardziej uważnego rozglądania się wokół siebie, dostrzegając wszędzie pęknięcia, rysy, szczeliny, które odsłaniają inną perspektywę oglądu świata.

Czasem opowieść rozpoczyna się banalnie, ale niech to nikogo nie zmyli. Oto jakaś kobieta (opowiadanie „Prawdziwa historia”) upada na schodach ruchomych w metrze i leży nieprzytomna, starannie omijana przez spieszących się ludzi. Tylko jeden z nich próbuje pomoc – to profesor, obcokrajowiec, który przyjechał do tego kraju na konferencję naukową. Właśnie wygłosił referat o związkach nauki i sztuki, bardzo dobrze przyjęty, a teraz zadowolony włóczył się trochę po mieście w oczekiwaniu na wieczorny bankiet w hotelu. Pochylił się nad kobietą, a kiedy zobaczył, że krwawi, podłożył jej marynarkę pod głowę i wołał o pomoc. I wtedy się zaczęło. Próbując ratować nieznaną kobietę unurzał we krwi koszulę, przywołani policjanci wzięli go za mordercę. Z człowieka niosącego pomoc w jednej chwili sam stał się ofiarą, ściganą i pozbawioną szans. Jak w gęstniejącym thrillerze jego sytuacja okaże się bezwyjściowa – za empatię płaci poniżeniem, a kto wie, czy nie zapłaci życiem.

Dziwna przypowieść, choć mieszcząca się w granicach przeciętnego doświadczenia. Więcej jednak w tych opowiadaniach sytuacji bardziej złożonych i trudnych do zrozumienia. Bo właściwe – na przykład – co sprawia, zastanawia się bohaterka „Trasfugacji”, że jej starsza siostra zapragnęła porzucić ciało człowieka i poddać się procedurze przeistoczenia? Albo dlaczego na Wołyniu pojawiają się zielone dzieci, najwyraźniej bliższe naturze niż kulturze? Tokarczuk umie to obrazowo ująć – zgodnie zresztą z zasadą wyłożoną wprost w opowiadaniu „Wizyta”: „Język, słowa tylko wtedy mają moc, kiedy stoją za nimi obrazy”. Tak właśnie jest w „Wizycie”, której bohaterka -narratorka rysuje historie obrazkowe, należąc do dziwnej rodziny złożonej z „egonów” (rodzaj klonów) w absolutnie uporządkowanym świecie, gdzie obowiązują inne reguły do tych, do których przywykliśmy. Tajemnice ich związków odsłaniają się powoli, autorka się nie spieszy, dozując sygnały, że opisuje świat inaczej ułożony, trochę żartując z żelaznych reguł prozy fantastyczno-naukowej. W wycieczkach w nieznane obszary fantazji naukowej, futurologii możemy czuć się w miarę bezpiecznie zdystansowani, ale kryje się za nimi pewien niepokój. Tokarczuk odsłania kryzys związków emocjonalnych, dojmującą samotność człowieka, zmęczenie cywilizacji, lęk o przyszłość świata, w którym ludzie będą mieli coraz mniej do zrobienia. A jednocześnie ukazuje kruchość ludzkiego życia i jego mozolnie budowanych machin obronnych – najczęściej okazują się niebezpiecznymi pułapkami.

 

OPOWIADANIA BIZARNE Olgi Tokarczuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018, ISBN 978-83-08-06498-6

Głos lewicy

Protest zawieszony

Marcin Ilski z Fundacji „Polska Myśląca” komentuje zawieszenie protestu niepełnosprawnych w Sejmie:

Najbardziej przeraża mnie to, że sprawę rodziców osób niepełnosprawnych i samych niepełnosprawnych spokojnie można było rozwiązać tak, że i rządzący wyszliby na empatycznych i sami zainteresowaniu otrzymaliby to, czego zwyczajnie potrzebują. Dlaczego mnie to przeraża? Bo ważniejsza okazała się partyjna polityka, skrajna nieufność wobec intencji obywateli i wizja państwa, które obywatelami zarządza, a nie tworzy z nimi relację partnerską. No i okazało się, że rządzą nami osoby bez wyobraźni, bez umiejętności myślenia strategicznego, bez jakiejkolwiek wizji realnego, a nie symbolicznego tylko państwa dodatkowo zamknięte mentalnie w syndromie oblężonej przez wrogów twierdzy. I że nawet nie umieją one zatrudnić dobrych fachowców od negocjacji.

 

Prestiż niepatriotyczny

Czesław Cyrul tym razem komentuje życie kulturalne:

Olga Tokarczuk otrzymała prestiżową nagrodę Bookera za powieść „Bieguni”. To prawie Nobel. Ale nasza prawica rada by zapomnieć o tej postępowej pisarce. Swego czasu powiedziała, w wywiadzie telewizyjnym, że Polacy powinni swoją historię i zachowania względem mniejszości narodowych poważnie zweryfikować. Bardzo to nie spodobało się „Noworudzkim patriotom”, młodzieży chowanej na wzór nacjonalistyczno-patriotyczny z domieszką kibolstwa. Owi patrioci domagali się od władz miasta, by te pozbawiły pisarki honorowego obywatelstwa Nowej Rudy, bo jest ona tego niegodna. …Pisze za żydowskie pieniądze jest ukraińską k.. i takie tam podobne określenia kierowano pod adresem Olgi Tokarczuk. Pisarka w pobliżu Nowej Rudy ma swój dom. Nie sądzę, aby noworudzcy patrioci czytali jakieś książki pisarki, oni kierują się wytycznymi swoich politycznych mentorów. W minionym roku organizowali historyczną rekonstrukcję. Patronatem objął ją prezydent Andrzej Duda i to wiele wyjaśnia. Nie wiem czy pogratulował on pisarce tej prestiżowej nagrody.
Prawica reprezentowana w wysokiej kulturze jest dość ubogo. Zdecydowana większość twórców odcina się od obecnej „dobrej zmiany”. Ta władza marzy o kulturze na wysokie „c” z domieszką aktualnej polityki historycznej. Były takie plany, ale jakoś o ich realizacji cicho. Wyprodukowano film o Smoleńsku, ale czym prędzej schowano go do szafy. Było jeszcze kilka innych, ”słusznych” prób z podobnym skutkiem. Wrocławski Teatr Polski przejęty przez prawicowego dyrektora i popierany przez prawicowe władze popadł w zapomnienie, a był czołową sceną w kraju. I tak można sypać przykładami. W kulturze za co prawica się weźmie to to zaraz w nicość się obraca. Czy obywatelom nie zależy na dobrych książkach, dobrych filmach i spektaklach, bo widać, że choć PiS ma duże poparcie to do kultury w wydaniu tej partii obywatele się nie garną. Jest więc jakaś nadzieja, że przyszła władza, bo nie ta, będzie nagradzać twórców za dobre książki, spektakle i filmy zamiast topić pieniądze w patriotycznych jasełkach.

 

W kupie siła

Działacz lewicowy Piotr Ciszewski proponuje na Facebooku receptę na uleczenie problemów trawiących rozproszoną lewicę przed wyborami:

Mam pomysł – siądźmy wreszcie w realu i porozmawiajmy jak można by ogarnąć ekipę na zdrowych zasadach (bez gwiazdorstwa i „znanych działaczy”) i zacząć wreszcie robić jakąś zorganizowaną grupę polityczną mającą podstawy programowe i plan akcji. Nie da się skutecznie działać jako „wolne elektrony” czy też różne komitety występujące od mobilizacji do mobilizacji.
(…) Niestety, ale koalicje na wybory to trzeba było robić pół roku temu, a teraz zaraz przyjdzie sezon wakacyjny i we wrześniu wszyscy obudzą się z ręką w nocniku. W Warszawie będziemy mieli co najmniej 3 lewicowych czy okołolewicowych kandydatów na prezydenta (Ikonowicz, Śpiewak, kandytdat/kandydatka ruchów miejskich, kandydat/kandydatka SLD) i po kilka konkurujących list do rad dzielnic i rady miasta.