Olsztyn nie dla Małkowskiego

Niektórzy złapani za rękę w sytuacji naruszania norm społecznych krzyczą „to nie moja ręka”. Krzyknąć „to nie mój penis” Czesław Małkowski za bardzo nie może – bo jeszcze do niedawna akurat jego penisa mógł oglądać sobie cały internet na zdjęciu krążącym po sieci jako symbol rozpasania i nadużywania władzy w samorządzie.
Dziś tego słynnego zdjęcia z byłym prezydentem Olsztyna przywiązanym do biurowego krzesła i z przysłowiowym „fiutem na wierzchu” w Google nie zobaczymy. Ale media opisujące tamtejszą seksaferę o nim pamiętają. I chociaż do Małkowskiego nie chce już przyznawać się ani lewica, ani prawica, ani centrum, on nie ustaje w wysiłkach, żeby przedstawić się wyborcom jako ofiara sytuacji oraz byłej kochanki. Przysięga na Pismo Święte i kaja się jako mąż marnotrawny, cały na biało – ten, który „tylko” romansował, ale nie żeby „aż” wykorzystywać. Dowodzi, że skoro sprawa ciągnie się w sądach od 11 lat, to świadczy o jego niewinności – a ponadto o harcie ducha. I absolutnie nie stanowi przeszkody, aby nadal aspirować do politykowania.
Seksafera w Olsztynie wybuchła w 2008. Od tego czasu Małkowski zdążył zaliczyć już areszt, odwołanie z prezydenckiego fotela w referendum, wyrok, który później został unieważniony, a o przestępstwa seksualne zdążyła oskarżyć go już nie jedna kobieta, ale cztery. Najważniejszą z nich jest Anna, która zarzuciła mu gwałt oraz nadużywanie wobec niej pozycji zawodowej – i w pewnym momencie, wiedząc, że bez dowodów jej słowa nie będą wiele znaczyły – zaczęła polityka nagrywać oraz fotografować. Dzisiaj Małkowski nadal tłumaczy jej zarzuty jako nieuzasadnione żale byłej miłostki, a jego komitet wyborczy oraz rodzina wydają oświadczenia o tym, że „jego niewierność małżeńska” jest prywatną sprawą niemającą związku z pełnieniem funkcji publicznych.
Tylko, że to nieprawda. Fakt romansowania z podwładną kompromituje samorządowca dostatecznie, nawet jeżeli zarzuty o zgwałcenie Anny zostaną oddalone. Pomijając już fakt, że w swojej kampanii kandydat na prezydenta nie zająknął się słówkiem o tym, że zdążyły się już przedawnić zarzuty innych kobiet, które utrzymywały, że Małkowski klepał je po pośladkach i zamykał się z nimi w pokoju jeszcze jako radny na początku lat dwutysięcznych.
I doprawdy, prawdziwym fenomenem jest fakt, że w mieście wojewódzkim 40-milionowego kraju polityk z tak wielkim smrodem wokół własnej osoby robi sobie na seksaferze promocję. Jasne, że prezydent-podrywacz sekretarek jest lepszy niż prezydent-gwałciciel. Sęk w tym, że ani dla jednego ani drugiego nie powinno być w żadnym ratuszu miejsca.

Płoną góry, płoną śmieci

W przedwieczornej mgle. A dyrektor sortowni śmieci w Olsztynie oświadcza, że płoną „bo 500 plus”.

 

Jak szła ta piosenka Młynarskiego? „Bo kto na co dzień żyje w cyrku, temu cyrkiem zdaje się normalne życie”?
Od miesiąca media donoszą o coraz to nowych pożarach wysypisk – legalnych i nielegalnych. W 2017 roku spłonęło ich 37, w 2018 – prawie 70. Tak mówią statystyki z Ministerstwa Środowiska. Dwa najbardziej spektakularne pożary to Zgierz pod Łodzią (tzw. wulkan „Zgiezuwiusz”) i właśnie Olsztyn. Dyrektor Zakładu Gospodarowania Odpadami Komunalnymi w Olsztynie Marek Bryszewski, oświadczył natomiast podczas sesji rady miasta, omawiając przyczyny wybuchu ognia 24 maja w nocy: winne jest 500 plus! Jego beneficjenci masowo wymieniają meble. A stare palą. To oni rujnują polski recycling i zatruwają atmosferę!
– Meble zalegają plac, gdyż non stop są dowożone; jest to efekt programu Rodzina 500+. Póki nie będzie zorganizowanej selektywnej zbiórki odpadów, z takimi sytuacjami musimy się liczyć – stwierdził, zaznaczając, że samozapłon mógł zostać spowodowany przez reakcję baterii z laptopa bądź butli z gazem, którą ponoć znaleziono na pogorzelisku.
Akcja gaśnicza na terenie ZGOK w Olsztynie trwała 16 godzin. Spłoną miało 900 ton mebli składowanych na placu należącym do zakładu, ale radni miejscy pozostali sceptyczni wobec teorii lansowanej przez Bryszewskiego. Przypomnieli argument dziennikarzy portalu debata.olsztyn.pl: na placu znajdowało się również 1,5 tys. ton odpadów wielkogabarytowych, które zalegały tam na stałe.
Teoria spiskowa lansowana przez szefa ZGOK obiegła internet i stała się żartem sezonu. Ale tak najzupełniej szczerze, jest dość ordynarnym szukaniem kozła ofiarnego i manipulacyjnym przekierowywaniem gniewu społecznego na rodziny, korzystające z pomocy rządu. Nie znaczy to oczywiście, że problemu nie ma – Polacy palą śmieciami, nierzadko toksycznymi.
W Polsce rocznie średnio produkuje się 58 mln m3 odpadów komunalnych. I służą one jako materiał opałowy, nie ma co się oszukiwać. Szczególnie niebezpieczne dla zdrowia jest wdychanie tego, co wytwarza się ze spalania plastikowych butelek, folii i otoczek kabli. Raport Komisji Europejskiej nie pozostawia złudzeń: co roku na choroby wywołane złym stanem powietrza umiera 28 tys. Polaków.
– Generalnie ta wypowiedź miała odwrócić uwagę od problemu i przekierować dyskusję na nieco inne tory – stwierdził Andrzej Gąsiorowski, adwokat i autor bloga poświęconego przyrodzie – Jakaś część prawdy w tym jest. Rzeczywiście słyszy się, że rodziny, które otrzymują świadczenie wymieniają sobie w domach meble, ale nawet gdybyśmy mówili o „paleniu nimi” na ogromną skalę, to nadal nie jest trujące w tym stopniu, co spalanie plastików, kabli, czy innych opon. Dwa takie pożary wysypisk z odpadami z tworzyw sztucznych przynosi tak szkodliwe skutki jak kilka ładnych lat ekspozycji na smog – bez porównania…
Mój rozmówca był oburzony bezczynnością polskich służb w ostatnich miesiącach, kiedy płonęły składowiska śmieci.
– To jest państwowa afera, w moim przekonaniu dużo większa niż rozdmuchana awantura o Amber Gold. Dlaczego nasze państwo nic z tym nie robi? Dlaczego rząd nadal jest zainteresowany tylko tym, żeby spływały pieniądze na polityków, ich wyborców i beneficjentów ich programów, a problemy, które dotyczą wszystkich Polaków bez wyjątku, ma w nosie?
Mateusz Morawiecki dwa tygodnie temu zapowiedział, że wprowadzi odpowiednie „rozwiązania legislacyjne”… w ciągu dwóch tygodni. Niecierpliwie czekają na nie Polacy, nie tylko ci pobierający 500 plus.