Wyniki 11. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 11. kolejki:

 

Miedź Legnica – Piast Gliwice 2:2
Gole: Mateusz Szczepaniak (5), Fabian Piasecki (45) – Michal Papadopulos (18), Artur Pikk (41 samobójcza). Żółte kartki: Cruz – Dziczek, Kirkeskov. Sędziował: Dominik Sulikowski. Widzów: 5223.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań 2:2
Gole: Jesus Jimenez (7), Szymon Żurkowski (49) – Pedro Tiba (55), Wołodymyr Kostewycz (77). Żółte kartki: Smuga, Angulo – Wasielewski, Rogne, Gytkjaer, Gajos. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 11 764

 

Lechia Gdańsk – Zagłębie Sosnowiec 4:1
Gole: Patryk Lipski (8 i 62), Jarosław Kubicki (45), Flavio Paixao (50 karny) – Vamara Sanogo (23). Żółte kartki: Nalepa – Jędrych. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 10 023.

 

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 4:0
Gole: Kamil Drygas (17), Sebastian Kowalczyk (70), Adam Buksa (76), Igor Łasicki (85 samobójcza). Żółte kartki: Walukiewicz, Ricardo Nunes, Kowalczyk, Kożulj – Szymański, Varela, Uryga, Stępiński, Łasicki. Sędziował: Bartosz Frankowski. Widzów: 5514.

 

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Cafu (34). Żółte kartki: Robak – Kante, Cafu. Czerwona kartka: Piech (60., Śląsk, za brutalny faul). Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 20 084.

 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:1
Gole: Michał Nalepa (56), Maciej Jankowski (81 i 90) – Sasa Balić (12). Żółte kartki: Zarandia – Matras, Matuszczyk, Tosik, Dąbrowski, Bohar. Czerwona kartka: Tosik (55., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 7776.

 

Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Matej Pucko (54) – Arvydas Novikovas (18). Żółte kartki: Diaw, Marquez, Pucko, Rymaniak, Gardawski – Pospisil, Romanczuk, Bezjak, Świderski, Guilherme. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 8244.

 

Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jesus Imaz (19 i 32). Żółte kartki: Gol, Rapa, Siplak, Cabrera – Arsenić. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5123.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia                   11    21    20:13
2. Legia                     11    21    16:12
3. Wisła K.               11    20    20:10
4. Jagiellonia           11   20    17:13
5. Piast Gliwice       11    20   17:15
6. Korona                 11    19    15:12
7. Lech Poznań       11    17     17:14
8. Zagłębie Lubin   11    16    17:17

Grupa spadkowa

9. Arka Gdynia       11    14    12:11
10. Pogoń                11    13    13:13
11. Śląsk                   11    12    16:15
12. Miedź                 11    12    15:20
13. Wisła Płock       11    10    14:20
14. Górnik                11      9   11:17
15. Zagłębie S.         11      7    15:24
16. Cracovia             11     7      8:17

Lotto Ekstraklasa: Zdumiewająco dobre wyniki Lechii

Przed sezonem chyba nikt się nie spodziewał, że po siedmiu kolejkach na czele stawki drużyn w naszej piłkarskiej ekstraklasie znajdzie się Lechia Gdańsk.

 

Lechia przed meczem była liderem ekstraklasy, miała 14 punktów, dwa więcej niż Lech Poznań, Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice i Zagłębie Lubin. Rok temu lechiści przegrali w Gdańsku z Koroną 0:5. Teraz do walki z kielczanami przystąpił zupełnie inny zespół i pewnie wygrał 2:0. W tym sezonie Lechia zaskakuje dobrą postawą w defensywie, może dlatego, że uczestniczą w niej praktycznie wszyscy gracze, nawet najlepszy snajper Flavio Paixao. Trener Piotr Stokowiec mocno przewietrzył szatnię gdańskiego klubu i i śmiało stawia na młodych graczy, jak 19-letni Mateusz Sopoćko czy o rok tylko starszy Paweł Fila. W trakcie meczu z Koroną na boisko wszedł kolejny nastolatek, Adam Chrzanowski.

Dobre wyniki Lechii mimo wszystko zaskakują, bo nie jest to zespół który dominuje na boisku. W spotkaniu z Koroną gdańszczanie oddali ledwie pięć strzałów, a ich rywale aż 13. Mimo tych niekorzystnych w sumie statystyk trzy punkty zostały w Gdańsku i ekipa trenera Stokowca utrzymała pozycję lidera ekstraklasy.

 

Wyniki 7. kolejki

Lechia Gdańsk – Korona Kielce 2:0
Gole: Flavio Paixao (25 k i 69). Widzów: 13872.
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin 1:1
Gole: Igor Angulo (71 k) – Radosław Majewski (50). Widzów: 11261.
Arka Gdynia – Zagłębie Sosnowiec 2:2
Gole: Michał Janota (30), Luka Zarandia (66) – Vamara Sanogo (45 k), Szymon Pawłowski (68). Widzów: 9018.
Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 0:1
Gol: Zdenek Ondraszek (89). Widzów 10033.
Lech Poznań – Piast Gliwice 1:1
Gole: Christian Gytkjaer (36 k) – Tom Hateley (73). Widzów: 8139.
Niedzielne mecze Miedzi Legnica z Zagłębiem Lubin, Wisły Płock z Jagiellonią Białystok oraz Cracovii z Legią Warszawa zakończyły się po zamknięciu wydania.

 

Wydali miliony na pośredników

Legia Warszawa i Lech Poznań w ciągu tylko jednego roku wydały w sumie na prowizje dla agentów piłkarzy ponad 17 milionów złotych.

 

Zestawienie wynagrodzeń dla transferowych pośredników za okres od 1 kwietnia 2017 roku do 31 marca tego roku opublikował na swojej oficjalnej stronie internetowej PZPN. Wynika z niego, że Legia wsadziła do portfeli piłkarskich agentów ponad 9, 5 mln złotych. Włodarze Lecha Poznań też na ten cel nie oszczędzali, bowiem zapłacili pośrednikom 7,8 mln złotych.
Te dwa kluby wydały na prowizje dla agentów piłkarzy w sumie ponad 17 milionów złotych, co stanowi lwią część wydatków wszystkich klubów Lotto Ekstraklasy, które wydały łącznie 26 763 825 złotych.

To oznacza, że 14 klubów (z uwzględnieniem spadkowiczów: Bruk-Betu Nieciecza – 174 768 zł i Sandecji Nowy Sącz – 123 300 zł), wydało na ten cel w sumie 9,5 mln złotych. Dalsze lokaty na liście najhojniejszych dla handlarzy żywym towarem klubów zajęły Zagłębie Lubin (1 369 561 zł), Piast Gliwice (1 294 448 zł), Górnik Zabrze (1 026 903 zł) i Wisła Kraków (1 019 105 zł).

Dla porównania, w I lidze z tytułów wynagrodzeń pośredników osiemnaście klubów wydało 2 316 026 zł, a w II lidze również 18 klubów 89 183 zł. W sumie w ciągu tylko jednego roku do kieszeni piłkarskich menedżerów operujących w Polsce wpadło w sumie 29 169 034 złotych. To kwota odpowiadająca solidnemu budżetowi jednego klubu ekstraklasy.

Klęska polskich klubów w obecnej edycji europejskich pucharów jest najlepszym dowodem, że te pieniądze zostały zmarnotrawione. Agenci piłkarscy powinni być chyba opłacani przez zawodników, których interesy reprezentują, a nie z klubowych budżetów. W naszej klubowej piłce wszystko jest postawione na głowie, ale ten układ na kilometr śmierdzi korupcją.

 

Lech nabiera rozpędu

Po trzech kolejkach spotkań tylko Piast Gliwice i Lech Poznań mają na koncie komplet punktów. Dla drużyny „Kolejorza” trzy wygrane mecze na początku rozgrywek to najlepsze osiągnięcie w XXI wieku.

 

Mecz Śląska z Lechem był starciem dwóch niepokonanych drużyn w tym sezonie. Trener wrocławskiego zespołu Tadeusz Pawłowski nie ma na głowie europejskich pucharów, nie musiał zatem oszczędzać swoich najlepszych graczy i rotować składem. Jego odpowiednik w Lechu, Ivan Djurdjević, takiego komfortu nie ma i dlatego zdecydował się na kilka roszad w porównaniu ze składem, jaki wystawił do rozegranego w miniony czwartkowego meczu pucharowego z Szachtiorem Soligorsk. Szkoleniowiec ekipy „Kolejorza” przemeblował zwłaszcza drugą linię i wzmocnił atak, posyłając do walki dwóch nowo pozyskanych Portugalczyków – Pedro Tibę i Joao Amarala oraz najlepszego snajpera Duńczyka Christiana Gytkjaera. Ta ofensywna potęga okazała się potęgą jedynie na papierze, bo lechici oddali jeden strzał na bramkę Śląska.

Wrocławianie mieli optyczną przewagę i strzelali gole. W sumie trafili do siatki bramki Lecha aż czterokrotnie. Dlaczego zatem przegrali mecz 0:1? Bo sędzia Daniel Stefański żadnej z czterech bramek zdobytych przez wrocławian nie uznał, co pewnie w historii naszej ligi jest wydarzeniem raczej wyjątkowym.

W jedynym golu strzelonym przez graczy Lecha arbiter żadnych nieprawidłowości się nie dopatrzył. Zwycięskie trafienie zaliczył Tiba z podania wprowadzonego po przerwie Kamila Jóźwiaka. I w takich nadzwyczajnych okolicznościach poznański zespół zaliczył trzecie zwycięstwo z rzędu. W XXI wieku tak znakomitego wejścia w ligowy sezon lechici jeszcze nie mieli. Do tej pory najlepiej zaczynali rozgrywki w edycjach 2011-2012 oraz 2012-2013, gdy w trzech premierowych kolejkach inkasowali po siedem punktów. Lech ustępuje w tabeli tylko Piastowi Gliwice, który prowadzi lepszym bilansem bramkowym. Ale ta kolejność może się zmienić już w 4. kolejce, bo gliwiczanie zagrają w Warszawie z Legią, natomiast poznaniacy podejmą u siebie Zagłębie Sosnowiec. Niestety, znów przyjdzie im zagrać przy pustych trybunach, ale to już ostatni mecz, w którym obowiązuje kara nałożona przez wojewodę.

Ekipa „Kolejorza” jest uważana za najpoważniejszego, obok Legii, kandydata do mistrzowskiego tytułu. Do poniedziałku w roli konkurenta tej dwójki trener Cracovii Michał Probierz widział też swój zespół. Po porażkach w dwóch pierwszych kolejkach „Pasy” na zakończenie trzeciej serii spotkań zremisowały u siebie po fatalnej grze 0:0 z Arką. Probierz po tym meczu przyznał, że przed sezonem zbyt optymistycznie ocenił możliwości. Teraz jego celem będzie nie mistrzostwo, lecz walka o utrzymanie.

 

Piast rządzi w lidze

W poprzednim sezonie zespół Piasta Gliwice niemal do ostatniej kolejki musiał walczyć o utrzymanie. Nowe rozgrywki podopieczni Waldemara Fornalika rozpoczęli jednak z rozmachem wygrywając trzy pierwsze spotkania.

 

Zagłębie Lubin przyjechało na mecz do Gliwic w roli lidera ekstraklasy, ale gospodarze ustępowali im jedynie gorszym bilansem bramkowym. Trener „Miedziowych” Mariusz Lewandowski chyba trochę się przestraszył potyczki z Piastem, bo zaczął majstrować w swojej dobrze funkcjonującej w dwóch poprzednich spotkaniach piłkarskiej maszynerii. No i przedobrzył, bo wprowadzone przez niego zmiany w taktyce i ustawieniu zespołu nie przyniosły mu żadnej korzyści, za to wydatnie ułatwiły zadanie drużynie prowadzonej przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Po meczu trener „Miedziowych” nie zwalał jednak winy na swoich podwładnych, tylko przyznał się po męsku do błędu. „Gratuluję Piastowi zwycięstwa. Wygrali z nami zasłużenie, byli drużyną lepszą przez cały mecz. Porażkę biorę na siebie, bo nie trafiłem z wyborem składu i zmianami” – stwierdził na pomeczowej konferencji Lewandowski.

Fornalik nie krył zadowolenia ze zwycięstwa, ale też nie omieszkał przypomnieć, że w maju jego piłkarzy nie ceniono nawet w Piaście, a władze klubu rozważały też zmianę szkoleniowca. „Uważam, że w ludzi trzeba wierzyć. Łatwo jest krytykować, trudniej dostrzec pozytywy. Mamy zespół, który teraz wygrywa, ale który zapewne przegra jeszcze niejedno spotkanie. Ta grupa ludzi się jednak świetnie rozumie i dobrze razem funkcjonuje. Jeden pomaga drugiemu, a wszystko podporządkowane jest dobru drużyny” – zdradził tajemnicę sukcesów gliwiczan trener Fornalik.

Były selekcjoner biało-czerwonych znów jest na trenerskim topie i na razie nie musi martwić się o przyszłość. Takiego kłopotu nie ma też tymczasowy trener Legii Aleksandar Vuković, który zastąpił zwolnionego Deana Klafuricie i poprowadził zespół w spotkaniu z Lechią Gdańsk. Bezbramkowy remis klęską nie jest, ale kibice stołecznej drużyny nie byli zachwyceni ani wynikiem, ani stylem gry zespołu. Vuković zdradza już aspiracje do wzięcia drużyny na „pełny etat”, wątpliwe jednak by dostał taką szansę akurat w Legii.

Najbardziej nieszczęśliwym trenerem w naszej ekstraklasie w tej chwili jest bez wątpienia Kosta Runjaić, pod wodza którego dobrze grająca w poprzednim sezonie Pogoń Szczecin zaliczyła falstart w obecnych rozgrywkach, przegrywając z kretesem trzy pierwsze spotkania. Klęska 0:3 z Zagłębiem Sosnowiec zepchnęła „Portowców” na ostatnie miejsce w tabeli. Zero punktów, zero strzelonych goli i sześć straconych to nie jest bilans, który pozwala trenerowi w naszej lidze na spokojny sen.

 

Udany start Lecha

Po dwóch kolejkach liderem jest Zagłębie Lubin, ale oprócz „Miedziowych” kompletem punktów na koncie mogą pochwalić się też zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Cracovii i Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec.

 

Dwa zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach – ostatni raz piłkarze Lecha Poznań tak udanie rozpoczęli zmagania w ekstraklasie w sezonie 2012-2013. Wtedy „Kolejorz” zaczął od wygranej u siebie z Ruchem Chorzów 4:0, a tydzień później pokonał w Warszawie Polonią 2:1. Dobra passa urwała się już w trzeciej kolejce, bo z Górnikiem Zabrze lechici wywalczyli tylko bezbramkowy remis. Teraz może być podobnie, bo w trzeciej kolejce poznański zespół zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, który obecny sezon także zaczął obiecująco. „Wysokie miejsce w tabeli w tym momencie nic nam nie daje. Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy. Żeby skończyło się dobrze, musimy teraz doskonalić nasz sposób gry i ciężko pracować na treningach. Innej drogi do sukcesu nie widzę” – przekonuje trener lechitów Ivan Djurdjević.

Ale zanim gracze „Kolejorza” wyjdą na murawę stadionu we Wrocławiu, w czwartek 2 sierpnia przyjdzie im stoczyć rewanżową potyczkę w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy z białoruskim Szachtiorem Soligorsk. W pierwszym meczu padł remis 1:1, więc ekipa „Kolejorza” ma dobrą pozycję wyjściową w rewanżu. No i nie będzie musiała grać z Białorusinami, jak z Cracovią, przy pustych trybunach. Wojewoda wielkopolski skrócił nałożoną na klub karę zamknięcia trybun. Awans do III rundy w tej sytuacji jest obowiązkiem graczy Lecha.

Po dwóch kolejkach ekstraklasy za wcześnie jest na wyciąganie jakiś ogólnych wniosków, nie da się jednak nie zauważyć fatalnego startu Cracovii. Przed sezonem trener „Pasów” Michał Probierz odważnie zapowiadał, że jego zespół będzie walczył o najwyższe cele, na razie jednak krakowski zespół trzyma w tabeli czerwoną latarnię. W trzeciej kolejce zagra u siebie z Arką Gdynia, potem czeka go wyjazd do Szczecina, a na koniec serii potyczka w Krakowie z sensacyjnym liderem Zagłębiem Lubin. Niewykluczone, że po tych pięciu kolejkach wielu kibiców odetchnie z ulgą, że to nie Probierza prezes PZPN Zbigniew Boniek wybrał na nowego selekcjonera reprezentacji Polski.

Tylko trzy zespoły w dwóch pierwszych kolejkach wywalczyły komplety punktów – poza wspomnianymi już Zagłębiem Lubin i Lechem jeszcze tylko Piast Gliwice. Trener Waldemar Fornalik po poprzednim sezonie znalazł się w niekomfortowej sytuacji, bo władze klubu rozważały zatrudnienie innego szkoleniowca. Ostatecznie były selekcjoner reprezentacji Polski utrzymał posadę i przez wakacje poukładał zespół na nowo. Na razie przynosi to dobre efekty.

 

Nieciecza bez piłkarskiej ekstraklasy

Po trzech latach mały stadion w liczącej 700 mieszkańców Niecieczy stracił status obiektu piłkarskiej Lotto Ekstraklasy. Grające na nim zespoły Bruk-Betu i Sandecji Nowy Sącz zostały zdegradowane.

W sobotę zakończyła się rywalizacja w grupie spadkowej Lotto Ekstraklasy. O stawkę bój stoczono jedynie w Gliwicach, gdzie Piast bił się z Bruk-Betem Nieciecza o utrzymanie w lidze. Drużyna „Słoników” miała nad gliwiczanami punkt przewagi i do szczęścia wystarczał jej remis. PZPN do sędziowania tego spotkania posłał najlepszego arbitra Szymona Marciniaka, ale na boisku nie działo się nic nadzwyczajnego.

Gospodarze, których trenerem jest Waldemar Fornalik, poprzednik Adama Nawałki na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski, okazał się lepszy o klasę. Piast już do przerwy prowadził 2:0 po golach Mateusza Maka i najlepszego na boisku Słowaka Martina Bukaty, a po zmianie stron dwa kolejne trafienia dorzucili Słoweniec Szasza Żyvec i Hiszpan Gerard Badia i Piast wygrał 4:0. Była to dopiero czwarta wygrana tej drużyny na swoim boisku w całym sezonie.

Piłkarze Bruk-Betu nie walczyli jakoś przesadnie walecznie – dość powiedzieć, że trzy żółte kartki w tym spotkaniu sędzia Marciniak pokazał wyłącznie graczom Piasta. Niewykluczone, że było to efektem ciężkiej kontuzji najlepszego w ostatnich tygodniach gracza „Słoników” Bartosza Śpiączki, którego zawodnicy Piasta mocno zdemolowali już w pierwszej minucie spotkania. „Został odwieziony do szpitala, ma rozbitą głową i poważny wstrząs mózgu. Straciliśmy na początku spotkania największego bojownika w drużynie, ale to nas nie usprawiedliwia. Piast dzisiaj po prostu się po nas przebiegł” – stwierdził po mecz trener Bruk-Betu Jacek Zieliński. W tym sezonie to trzeci szkoleniowiec zatrudnionym przez klub z Niecieczy – przed nim pracowali tu Maciej Bartoszek (do 20 lutego br. roku) i Mariusz Rumak, pod wodzą którego zespół rozpoczął rozgrywki.

Bruk-Bet żegna się zatem po trzech latach z ekstraklasą, a wraz z nim do I ligi spada też beniaminek Sandecja Nowy Sącz, która z braku własnego stadionu spełniającego wymogi licencyjne przez cały sezon korzystała gościnnie ze stadionu w Niecieczy.

Wyniki 37. (ostatniej) kolejki

Grupa spadkowa:
Piast Gliwice – Bruk-Bet Nieciecza 4:0
Gole: Mateusz Mak (23), Martin Bukata (35), Sasza Żivec (78), Gerard Badia (90).
Widzów: 6249.
Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 0:1
Gol: Daniel Łuczak (1). Widzów: 6222.
Cracovia – Pogoń Szczecin 1:4
Gole: Krzysztof Piątek (45 karny) – Kamil Drygas (9), Adam Frączczak (20, 60 i 78).
Widzów: 2193.
Lechia Gdańsk – Sandecja Nowy Sącz 1:1
Gole: Flavio Paixao (56) – Wojciech Trochim (29). Widzów: 12 080.