List Włodzimierza Czarzastego do służb mundurowych

Z uwagą zapoznałem się z postulatami przedstawionymi przez Federację Związków Zawodowych Służb Mundurowych.

 

Policjanci, strażacy i pracownicy pożarnictwa, funkcjonariusze Służby Granicznej, Służby Więziennej i Służby Celno-Skarbowej wykonują niezwykle trudną i odpowiedzialną pracę. Stanowi ona podstawową gwarancję bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz prawidłowego działania państwa. Dzięki Waszej codziennej służbie, w której ryzykujecie własnym zdrowiem i życiem, z roku na rok rośnie społeczne poczucie bezpieczeństwa, a jego różne zagrożenia maleją. Z tego powodu zasługujecie na godne warunki pracy i płacy oraz korzystne zasady zaopatrzenia emerytalno-rentowego. Państwo, które nie dba o funkcjonariuszy służb mundurowych nie dba bowiem o bezpieczeństwo swoich obywateli!
Nie jest to jedynie pusta deklaracja: Sojusz Lewicy Demokratycznej od wielu lat występuje w obronie interesów służb mundurowych. W 2012 r. sprzeciwialiśmy się wprowadzonym przez Platformę Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe zmianom w zaopatrzeniu emerytalnym służb mundurowych. W 2008 i 2009 r. popieraliśmy zgłaszane przez celników postulaty, by Służba Celna stała się jednolitą służbą mundurową, a jej funkcjonariusze byli objęci właściwymi dla takiej formacji uprawnieniami emerytalnymi. Od 2017 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej podejmuje natomiast, wspólnie z Federacją Stowarzyszeń Służb Mundurowych, systematyczne działania zmierzające do uchylenia ustawy pozbawiającej uprawnień emerytalnych i rentowych osób służących w służbach mundurowych przed 1989 r. Zebraliśmy ponad 300 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy przywracającym te prawa.
Z tych powodów w imieniu Sojuszu Lewicy Demokratycznej zobowiązuję się, że warunkiem naszego udziału we wszelkich przyszłych koalicjach będzie zgodna z postulatami Waszych środowisk poprawa warunków zatrudnienia i zaopatrzenia emerytalno-rentowego funkcjonariuszy służb mundurowych.

Godne płace w budżetówce

Rada Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych negatywnie ocenia rządowe propozycje dotyczące wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę i zamrożenia średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2019 roku.

 

Zwracamy uwagę, że rząd, zamiast działać na rzecz poprawy sytuacji dochodowej pracowników i podnoszenia zamożności społeczeństwa, podejmuje działania sprzeczne ze Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która wskazuje na konieczność szybszego wzrostu płac i wyrwania się Polski z pułapki średniego rozwoju. Rząd wprowadza w błąd społeczeństwo tymi decyzjami. W tej sytuacji Rada czuje się oszukana i uznaje, że przedłożone partnerom społecznym do negocjacji propozycje nie są dobrą podstawą do osiągnięcia porozumienia w Radzie Dialogu Społecznego. Apelujemy do strony rządowej o zweryfikowanie swojego stanowiska w kwestii wzrostu płac.
W ocenie Rady wynagrodzenia powinny odzwierciedlać rosnącą wydajność pracy i tempo wzrostu produktu krajowego brutto. Uwzględniając, że przez okres transformacji płace rosły wolniej niż wydajność, istnieje przestrzeń do podnoszenia wynagrodzeń, w tym płacy minimalnej. Potrzebna jest zmiana modelu rozwojowego naszej gospodarki i odejście od konkurowania niskimi kosztami pracyi wynagrodzeniami. Model ten skazuje bowiem rodzime przedsiębiorstwa na rolę podwykonawców w globalnym łańcuchu dostaw. Dlatego niezbędne są większe inwestycje i wyższe płace, które pozwolą wprowadzić na rynek innowacyjne produkty o wysokiej wartości dodanej.
Zaproponowany przez rząd wzrost minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2019 roku o 5,7 proc. (120 złotych brutto), do poziomu 2220 zł miesięcznie i 14,50 zł za godzinę pracy, spowoduje pogorszenie prognozowanej relacji płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Relacja ta ukształtuje się na poziomie 46,6 proc.. To mniej niż w 2017 roku (46,8 proc.) i zarazem mniej niż prognozowana wartość relacji na rok 2018 (47,3 proc.). Tak niskiej podwyżki OPZZ nie może zaakceptować, tym bardziej, że dotyczy ona kilku milionów pracujących. Jej zaaprobowanie oznaczałoby zgodę na to, aby płaca minimalna zwiększyła się o 83 zł netto a wydatki osób ją pobierających o niecałe 3 zł dziennie.
Mając na uwadze niezrealizowane dotąd zobowiązanie rządu wynikające z zawartego w 2009 roku Pakietu Działań Antykryzysowych, jak również złożoną przez Prezesa Rady Ministrów deklarację dotyczącą opracowania i przedstawienia partnerom społecznym skutecznego mechanizmu zapewniającego osiągnięcie przez płacę minimalną poziomu połowy przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, Rada uznaje propozycję wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2019 roku za dalece niewystarczającą i podtrzymuje przekazane rządowi 21 maja 2018 roku stanowisko w tej sprawie, zgodnie z którym płaca minimalna w kolejnym roku powinna wzrosnąć do poziomu 50 proc.prognozowanego na rok 2019 przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej tj. o 13,5 proc. (o 283 zł), do kwoty 2383 zł (1727 zł netto), a minimalna stawka godzinowa do wysokości 15,50 zł.
Rada negatywnie ocenia także nieuwzględnienie propozycji OPZZ, aby wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej wzrosły w 2019 roku o co najmniej 12,1 proc.. W odpowiedzi na ten postulat rząd zapowiedział zamrożenie wskaźnika wzrostu wynagrodzeń na poziomie 100,0 proc. i przeznaczenie dodatkowych środków na wzrost funduszu wynagrodzeń na poziomie prognozowanej na rok 2019 inflacji (2,3 proc.), przy zachowaniu prawnie zdeterminowanych indeksacji dla poszczególnych grup pracowniczych.
Kolejny raz przypominamy rządowi, że istnieje zależność pomiędzy oczekiwaną poprawą jakości funkcjonowania państwa i wzrostem wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej. Przyjazne podatnikom urzędy i sądy, wysokiej jakości opieka zdrowotna i edukacja oraz bezpieczeństwo są konieczne, aby zapewnić postęp, innowacyjność i konkurencyjność, a tym samym zrealizować Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Nie da się osiągnąć ww. celów bez zagwarantowania pracownikom sfery budżetowej godnych wynagrodzeń.
Zauważamy ponadto, że rządowa propozycja w zakresie wzrostu funduszu płac o wskaźnik inflacji stanowi próbę obejścia ustawy z dnia 23 grudnia 1999 r. o kształtowaniu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej oraz o zmianie niektórych ustaw, ponieważ pozbawia Radę Dialogu Społecznego ustawowego uprawnienia negocjowania wysokości wskaźnika wzrostu wynagrodzeń dla sfery budżetowej. Rodzi także dowolność w rozdziale tych środków i antagonizuje grupy zawodowe i pracowników. Z powyższych względów nie może zostać zaakceptowana przez OPZZ.
Rada podtrzymuje równocześnie stanowisko OPZZ dotyczące wzrostu płac w sferze budżetowej w 2019 roku oraz ponawia oczekiwanie, że rząd przedstawi partnerom społecznym propozycję systemowych rozwiązań zapewniających wszystkim pracownikom budżetówki wzrost ich wynagrodzeń.
Rada zobowiązuje członków Rady Dialogu Społecznego z ramienia OPZZ do prowadzenia dalszych negocjacji z rządem w tej sprawie. Wyzywa ponadto organizacje członkowskie OPZZ do:
• mobilizowania załóg,
• informowania społeczeństwa o szkodzących pracownikom decyzjach rządu,
• rozpoczęcia przygotowań do akcji protestacyjnych.

Pielęgniarki chore z bezsilności

Najpierw pielęgniarki z Lublina zaczęły masowo odchodzić na przedłużające się L4. Teraz tę strategię zastosowały ich koleżanki z Biłgoraja. To najwyraźniej jedyny sposób, aby zmusić pracodawców do refleksji nad tym, że ich wynagrodzenia w tym regionie należą do najniższych w Polsce.

 

Lublinowi się udało: wywalczył 1000 zł podwyżki. Ale szpital udawał, że problemu nie widzi. Dopiero kiedy na zwolnienia poszło 20 procent załogi, dyrekcji zaświtało w głowie, że może chodzić o podwyżki.
Na spotkaniach z pracownikami pojawiały się głosy od pielęgniarek, że ich wynagrodzenia są za niskie i że chcą podwyżek. Nie dostałem jednak żadnego oficjalnego komunikatu dotyczącego np. proponowanych kwot – tłumaczył się w mediach dyrektor Tomasz Kwiatkowski.
Niedomyślni
Ale ze strony pielęgniarek wygląda to nieco inaczej:
– Ponad 130 pielęgniarek z biłgorajskiego szpitala ma 1700–1800 zł brutto zasadniczego wynagrodzenia i to są już kwoty po dodaniu tzw. zembalowego. Wcześniej było to nawet 1400 zł brutto. To jedne z najniższych zarobków pielęgniarek w woj. lubelskim – mówiła Maria Olszak-Winiarska, przewodnicząca Zarządu Regionu Lubelskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Ale wypowiedzi dyrektora każą przypuszczać, że i tak o on uważa się tu za najbardziej pokrzywdzonego: – W związku z nieobecnością części pielęgniarek w pracy byliśmy zmuszeni do zamknięcia oddziału chorób wewnętrznych i przeniesienia pacjentów na inne oddziały, a także wstrzymania zabiegów planowych i pobytów diagnostycznych. Musimy się też posiłkować personelem z sąsiednich szpitali, a także z nocnej i świątecznej opieki. Jest to smutna sytuacja. Powiem szczerze, że widok pustych łóżek i szpitala jest jednym z najbardziej przykrych widoków dla lekarza.
Smutny widok
Bardzo smutnym widokiem dla wykwalifikowanego pracownika jest również przelew w wysokości 1700 zł, mogę się założyć.
– Wynagrodzenia są regulowane ustawą. Trudno mówić o jakichkolwiek podwyżkach, bo spółka jest w stanie upadłości i nie może zaciągać żadnych zobowiązań – oświadczył dyrektor. W poniedziałek 18 czerwca odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli władz województwa, starosty i NFZ. Przekonywano pielęgniarki, że „działają na szkodę szpitala”. Był też syndyk zarządzający placówką.
Zapomnijcie o podwyżkach
– Proszę się uspokoić i wrócić do pacy wykonujemy kontrakt i to jest najlepsza droga do tego, żeby udało nam się szpital płynnie przeprowadzić przez ten trudny okres – apelował do pielęgniarek.
Starosta też nie widział nadziei na podwyżki: – To prosta droga do likwidacji szpitala, który jest przecież bardzo potrzebny w Biłgoraju. Zależy nam na tym, żeby on funkcjonował. Ale przy ograniczonej ilości oddziałów automatycznie ograniczamy ilość procedur, a co za tym idzie zmniejszają się środki z NFZ. Należy wykonywać więc jak najwięcej procedur, a do tego potrzebni są pracownicy.
Porozumienia nie ma. Pielęgniarki apelują ze swojej strony o racjonalizację płac. A dyrekcja czeka na uprawomocnienie się wyroku o upadłości. Wtedy, jak podaje lokalna prasa, zaistnieje szansa, że szpital zostanie przejęty np. przez starostwo powiatowe.

Mundurówka zrobiona w konia

Joachim „Jojo” Brudziński dał podwyżki. Równe i równiejsze.  SOP-owi po tysiaku, a reszcie po stówie.

 

Związki Zawodowe Służb Mundurowych od marca negocjowały z MSW podwyżki – postawili postulat: takie same podwyżki dla wszystkich: policjantów, strażaków, pograniczników… domagali się 650 zł podwyżki na głowę dla 140 tys. funkcjonariuszy. Kiedy Brudziński pokazał im puste kieszenie i powiedział, że tyle nie ma – zgodzili się poczekać dodatkowy rok.

 

Wszystkie służby są równe

MSW dało im więc na razie mniej więcej po stówie – najniższe podwyżki opiewały na 75 zł, najwyższe na 157. Szału nie ma. Ale nic to. Mundurowi nie narzekali.
Aż tu nagle okazuje się, że 5 czerwca w Dzienniku Ustaw zawisło rozporządzenie Mateusza Morawieckiego o przyznaniu podwyżek SOP-owcom (dawnym BOR-owcom). Tylko że nie dostali 122 zł, jak pierwotnie zamiarowano. Mnożnik podstawy ich wynagrodzenia skoczył z 3,31 do 3,99 (a miał wzrosnąć do 3,39). Dla nich znalazła się dodatkowa kasa – w porównaniu zresztą podwyżek kosmiczna. Dostaną o 1036 zł więcej. George Orwell, gdy to usłyszał, wstał z grobu i pokłonił się nisko.
Tego samego dnia, 5 czerwca, odbyło się posiedzenie sejmowej komisji spraw wewnętrznych. Jarosław Zieliński ani słowem nie wspomniał o tym, że jego resort postanowił tak hojnie wynagrodzić jednych kosztem drugich. Mówił za to sporo o „dobrym gospodarzu”, co to „daje wszystkim po równo”.

 

Ale niektóre są równiejsze od innych

– Zostaliśmy ordynarnie oszukani, bo wtedy już podwyżki dla SOP weszły w życie, a minister Zieliński musiał to opiniować. Nie znamy uzasadnienia takich dysproporcji w płacach. Teraz funkcjonariusze przejdą tam, gdzie mogą najwięcej zarobić. Już dziś dochodzą do mnie słuchy, że doświadczeni operacyjni ze Straży Granicznej chcą przejść do SOP – powiedział Marek Wójcik, poseł PO, szef komisji.
– Pierwotne wersje aktów wykonawczych zakładały podobny wzrost mnożnika kwoty bazowej dla najmniej zarabiających we wszystkich służbach. Co w efekcie dawało podwyżki na zbliżonym poziomie – dodał Andrzej Szary, wiceprzewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów.
Stosowne oświadczenie wydały też Związki Zawodowe Straży Granicznej: „Nie ma najmniejszego uzasadnienia, by wbrew własnym słowom tak drastycznie różnicować funkcjonariuszy”.
Poseł Wójcik twierdzi, że „ostrzegał, że tak będzie, ale rząd nie chciał słuchać”. Przestrzegł przed „kanibalizowaniem służb gorzej zarabiających”.

 

Pod górkę

Bo rzeczywiście wychodzi na to, że mundur w Polsce to kara – najpierw obcięto świadczenia emerytom, który choćby jedną nogę postawili w PRL, teraz ministerstwo poniża funkcjonariuszy pozostających w czynnej służbie.
Tymczasem PiS próbuje desperacko ratować twarz – reforma zmieniająca BOR w SOP nie udała się, bo odeszła po niej prawie setka doświadczonych oficerów.

 

Po zmianach

Funkcjonariuszom po zmianach zaoferowano niższe pensje i odebrano im niektóre przywileje. Spadło na nich również więcej obowiązków, ponieważ zarządzono, że nowa służba będzie mogła zakładać i monitorować podsłuchy, a także ochraniać obiekty – do tej pory zlecenia te przyjmowały prywatne firmy ochroniarskie. Dramatycznie brakuje teraz kadry – nie ma komu ochraniać VIP – ów…

 

Kto się więcej narobi?

– SOP to grupa elitarna, w sumie niewielka i trudno mi wytykać, że będą dobrze zarabiać, choć nie tak się umawialiśmy. Z kolei bardzo wysokie pensje dla straży marszałkowskiej uważam za skandal. Czy można ich pracę porównać z pracą policji, czy Straży Granicznej? – pyta z żalem Rafał Jankowski, szef NZZP.
Bo okazuje się, że po podwyżkach SOP-owcy będą drugą – zaraz za Strażą Graniczną – najlepiej zarabiającą służbą mundurową w Polsce.
Jak tak dalej pójdzie, do prewencji będą musieli brać poborowych w ramach jakiejś nowej obowiązkowej służby.

 

Pilnują schodów do nieba

W Warszawie brakuje łącznie około 800 policjantów.
60 z nich oddelegowano w ostatnim czasie do ochrony budynków rządowych. Dbają o ich bezpieczeństwo od 14 maja – to głównie żółtodzioby.
Na stronie SOP czytamy, że „obecny kształt ustaw (o Policji, SG, czy SOP) pozwala na przenoszenie funkcjonariuszy w ramach każdej ze służb resortu spraw wewnętrznych i administracji”.
TVN24 ustalił, że w podjęciu decyzji pomogły im dodatki pieniężne. Jak z kolei możemy przeczytać na portalu naTemat, „ostają 500 złotych więcej, niż gdyby rozpoczynali właśnie pracę w warszawskiej policji. Zamiast patrolować ulice, będą siedzieć w ciepłej dyżurce”.

Ukryty strajk w LOT

Kolejna odsłona sporu w polu PLL LOT. Represjonowani przez zarząd spółki związkowcy nie dają za wygraną. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zadecydował o rozpoczęciu strajku włoskiego, polegającego na „skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa”. Akcja ma trwać tak długo, aż uchylone zostanie skandaliczne orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie, którzy tuż przed majówką zakazał związkowcom przeprowadzenia strajku.

„Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy PLL LOT, upoważniony przez Nadzwyczajne Walne Zebranie członków dwóch reprezentatywnych związków zawodowych, ZZPK PLL LOT S.A. i ZZPPiL (posiadających ok. 759 członków, podjął decyzję o prowadzeniu dalszej akcji protestacyjnej, polegającej na skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa obowiązujących w przewozie lotniczym” – czytamy w komunikacie rozesłanym do mediów przez koalicję bojowych związków zawodowych, która od wielu miesięcy wytrwale walczy o normalizację standardów zatrudnienia u publicznego przewoźnika.
Akcja rozpoczęła się dziś rano. Według relacji pasażerów można zauważyć już teraz pewne opóźnienia w wykonywaniu operacji na lotniskach. Nie mają one jeszcze większego wpływu na harmonogram odpraw i odlotów. To jednak dopiero początek strajku włoskiego – jedynej dostępnej pracownikom LOT formy protestu. Przypomnijmy, że 6 kwietnia Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku zarządu spółki, uchylając prawo do przeprowadzenia strajku przez związki zawodowe. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że orzeczenie to zostało wydane jeszcze przed przeprowadzeniem referendum strajkowego wśród załogi. Pismo z sądu zostało dostarczone związkowcom dopiero 26 kwietnia, a więc kilka dni przed zaplanowanym na 1 maja strajkiem. W międzyczasie 90 proc. pracowników LOT, przy frekwencji wynoszącej 60 proc., opowiedziało się za strajkiem. Kluczowe pytanie brzmi – dlaczego sąd zakazał strajku jeszcze przed decyzją o jego przeprowadzeniu?
Co jest główną osią sporu na linii zarząd – pracownicy? „Kilka lat temu w firmie wypowiedziano układ zbiorowy, obniżono pensje, a dużą część pracowników przeniesiono na samozatrudnienie” – tłumaczy Piotr Szumlewicz z OPZZ. „Pomimo dobrych wyników finansowych spółki, regulamin wynagrodzeń wciąż nie został przywrócony, a pracownicy mają znacznie niższe płace niż kilka lat temu. Zarazem zarząd niechętnie podchodzi do doświadczonej kadry, a nowo zatrudnionym oferuje nieetatowe kontrakty, które nie gwarantują podstawowych praw pracowniczych. Wszystkie te działania są tłumaczone potrzebą oszczędności, a w tym samym czasie członkowie zarządu firmy otrzymują kilkusettysięczne dodatki. To patologiczna sytuacja, która nie tylko fatalnie wpływa na sytuację pracowników, ale może negatywnie odbić się na bezpieczeństwie pasażerów” – dodaje szef Mazowieckiej Rady OPZZ.
Związkowcy planowali pierwotnie przeprowadzenie akcji strajkowej 1 maja, zgodnie z planem, pomimo orzeczenie sądowego, które ich zdaniem jest nieprawomocne. Zarządowi udało się jednak rozbić jedność organizacji pracowniczych. Prawdopodobnie pod wpływem nacisków kierownictwa spółki, dzień przed strajkiem trzy związki zawodowe poinformowały o odstąpieniu od protestu. Były to Związek Zawodowy Pracowników PLL LOT S.A, Związek Zawodowy Pracowników LOT IKAR oraz NSZZ „Solidarność” Region Mazowsza Organizacja Międzyzakładowa nr 205. Ostatecznie zamiast strajku odbyła się pikieta pod siedzibą LOT, której przebieg opisywaliśmy na łamach naszego portalu.