Chcemy Rzecznika

Stowarzyszenie Otwarte Klatki, walczące o poprawę warunków życia zwierząt hodowlanych, rozpoczęło właśnie nową kampanię. Aktywiści będą dążyli do powołania w Polsce urzędu Rzecznika Ochrony Zwierząt, który stałby na straży przestrzegania przepisów Ustawy o ochronie zwierząt.

Według opublikowanych w 2016 r. wyników Eurobarometru Attitudes of Europeans towards Animal Welfare aż 86 proc. Polaków uważa, że ochrona dobrostanu zwierząt gospodarskich jest ważną kwestią, a 72 proc. jest zdania, że zwierzęta te powinny być lepiej chronione przez prawo niż obecnie. Od uchwalenia w 1997 r. Ustawy o ochronie zwierząt zaszły pewne pozytywne zmiany, takie jak np. zakaz produkcji foie gras w Polsce, jednak przemiany te zachodzą zbyt wolno.
Istnieje także problem ze skuteczną egzekucją praw zawartych w Ustawie. Według danych z raportu Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami?, przygotowanego przez Fundację Czarna Owca Pana Kota i Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt Ekostraż, w latach 2012-2014 jedynie 19 proc. spraw o przestępstwa przeciwko zwierzętom zakończyło się wniesieniem do sądu aktu oskarżenia, a nawet wtedy najczęściej zasądzoną karą było pozbawienie wolności w zawieszeniu.
– Problemem jest brak instytucji, która stałaby na straży praw ochrony zwierząt – mówi Paweł Rawicki, wiceprezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Wobec tego niezbędny jest dodatkowy głos w sprawie ochrony zwierząt, by zapewnić jej skuteczność – tym głosem ma być właśnie Rzecznik Ochrony Zwierząt – dodaje.
Rola i kompetencje Rzecznika Ochrony Zwierząt mają być podobne do funkcji pełnionych m. in. przez Rzecznika Praw dziecka czy Rzecznika Praw Konsumenta. Do jego zadań miałoby należeć m. in. inicjowanie i opiniowanie zmian prawnych związanych z ochroną zwierząt, kontrolowanie działania obecnych przepisów i współpraca z organizacjami pozarządowymi, których cele statutowe związane są z ochroną zwierząt.
Obecnie przy Polskim Towarzystwie Etycznym funkcjonuje stanowisko Rzecznika do spraw ochrony zwierząt, a rzeczniczką jest adw. Karolina Kuszlewicz. Zadaniem osoby pełniącej tę funkcję jest upowszechnianie w debacie publicznej wartości szacunku i troski wobec zwierząt, a także podnoszenie świadomości prawnej w zakresie ochrony zwierząt, co jest bardzo istotną działalnością, nie zapewnia jednak instytucjonalnej kontroli nad zmienianiem i egzekwowaniem prawa dotyczącego ochrony zwierząt.
Instytucja Rzecznika Zwierząt od ponad 20 lat występuje w Austrii. Osoba zajmująca ten urząd ma reprezentować interes publiczny ochrony zwierząt w sądzie. Jak przekonują aktywiści Stowarzyszenia Otwarte Klatki, wprowadzenie podobnego urzędu w Polsce jest konieczne dla skutecznej ochrony zwierząt.

Nie chcemy cierpienia

93 procent Polaków chce poprawy warunków życia kurczaków

W tym roku odbyło się pierwsze w historii badanie wiedzy Europejczyków na temat przemysłowego chowu kurczaków na mięso oraz ich stosunku do tego rodzaju hodowli. Respondentami byli m.in. mieszkańcy krajów przodujących w produkcji mięsa drobiowego w Europie, w tym Polski, która zajmuje na tej liście pozycję lidera. Jak się okazuje, zdecydowana większość Polaków chce lepszej ochrony kurczaków i wprowadzenia oznaczeń dotyczących rodzaju chowu, z jakiego pochodzi mięso.
Jak wskazują autorzy badania, Unia Europejska jest jednym z największych producentów drobiu na świecie – co roku hodowanych na mięso jest tutaj ponad 6 miliardów kurczaków, z czego aż ⅙ w Polsce. 90 proc. z nich to brojlery – stworzona w wyniku selekcji genetycznej rasa kurczaka, która charakteryzuje się nienaturalnie szybkim wzrostem. Brojlery są gotowe do uboju już po 6 tygodniach życia – ważą wtedy tak dużo, że gdyby porównać to do rozwoju człowieka, 5-letnie dziecko ważyłoby 150 kg. Zbyt gwałtowny wzrost jest powodem wielu chorób i schorzeń – zwierzęta często mają problemy z układem oddechowym, cierpią na choroby serca, a nogi załamują się pod ciężarem ich ciał, przez co nie mogą się swobodnie (lub wcale) poruszać.
Badanie zrealizowane przez ComRes w styczniu tego roku wykazało, że problemy te nie są powszechnie znane – 64% Polaków przyznało, że wie na temat współczesnej hodowli kurczaków niewiele lub nic. Ponad połowa (54%) myśli, że kurczaki hodowane na mięso mają przynajmniej w małym stopniu styczność ze światem zewnętrznym. W rzeczywistości zdecydowana większość z nich spędza całe życie w hangarach, bez dostępu do świeżego powietrza.
Jednocześnie aż 93 proc. społeczeństwa twierdzi, że dobro brojlerów powinno być chronione lepiej, niż jest obecnie. Może to wynikać z wyobrażeń, jakie mają o hodowli przemysłowej: 90% Polaków wierzy, że kurczaki żyją czasem w ścisku, a 87% uważa, że zwierzęta mogą cierpieć z powodu zbyt szybkiego rozwoju. Zdecydowana większość (93%) ankietowanych twierdzi przy tym, że kurczaki hodowane na mięso powinny mieć dostęp do czystego środowiska oraz być w stanie realizować naturalne potrzeby, takie jak rozprostowanie skrzydeł, dostęp do paszy, czy świeżego powietrza i naturalnego światła. Polacy są też w większości (86 proc.) przekonani, że kurczaki odczuwają ból, a 89 proc. uważa, że brojlery powinny być zabijane w sposób humanitarny.
W badaniu zostały również zawarte pytania odnośnie znakowania produktów i ich pochodzenia. Aż 93 proc. Polaków chciałaby, aby kurczaki sprzedawane na terenie UE były oznakowane pod kątem kraju pochodzenia, a dla 90 proc. ankietowanych chciałoby także oznaczenia mówiącego o warunkach, w jakich były hodowane kurczaki.

Prada rezygnuje z futer

Włoski dom mody Prada Group, do którego należą tak znane i luksusowe marki jak Prada, Miu Miu, Church’s czy Car Shoe, oficjalnie poinformował dzisiaj o rezygnacji z używania futer zwierzęcych we wszystkich swoich kolekcjach. Deklaracja jest wynikiem współpracy z koalicją Fur Free Alliance, reprezentowaną w Polsce przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki.

Decyzja zacznie obowiązywać od sezonu wiosna – lato 2020 roku. Odzież i dodatki z futrem wyprodukowane w poprzednich latach będą wyprzedawane aż do wyczerpania zapasów. Wszystkie marki wchodzące w skład koncernu przystępują tym samym do międzynarodowego programu Sklepy Wolne Od Futer (ang. Fur Free Retailer) i dołączają do długiej listy firm, które zdecydowały się odciąć od przemysłu futrzarskiego w imię współczucia dla zwierząt. Znajdują się na niej tacy giganci jak Chanel, Gucci, Versace, Burberry, Armani, Hugo Boss czy Michael Kors.
– Dom mody Prada Group w swoich działaniach opowiada się po stronie innowacji i odpowiedzialności społecznej, a przyjęta właśnie polityka fur-free jest potwierdzeniem tego zaangażowania. Zwrócenie się w kierunku nowatorskich materiałów pozwoli nam przekraczać kolejne granice kreatywnej mody przy jednoczesnym oferowaniu etycznych produktów, których oczekują konsumenci – komentuje Miuccia Prada.
Przełomowa decyzja Prada Group wpisuje się w trend etycznej mody i jest efektem współpracy z koalicją Fur Free Alliance zrzeszającą około 50 organizacji ochrony praw zwierząt w ponad 40 krajach na całym świecie. Prowadzony przez koalicję program Sklepy Wolne Od Futer ma na celu przekonywanie firm odzieżowych do wycofania ubrań i dodatków z prawdziwym futrem oraz dostarczanie konsumentom rzetelnej informacji na temat polityki poszczególnych marek w tej kwestii, aby mogli podejmować świadome i etyczne decyzje zakupowe. Od 2013 r. program jest prowadzony również w Polsce – jego koordynatorem jest Stowarzyszenie Otwarte Klatki.
– Każda decyzja o rezygnacji z futer przez tak duży i uznany dom mody jak Prada daje nadzieję, że niedługo cała branża odzieżowa opowie się po stronie etycznych rozwiązań. To właśnie najwięksi gracze wskazują trendy, za którymi podążają mniejsze marki – mówi Marta Jarosiewicz, koordynatorka kampanii biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – Chcielibyśmy, aby w tym gronie było coraz więcej firm i projektantów z Polski. Niestety część dużych krajowych sieci z odzieżą i obuwiem nadal wykorzystuje prawdziwe futra, zupełnie nie zauważając tej pozytywnej dla zwierząt zmiany, jaka właśnie następuje na rynku – dodaje.
Dotychczas do programu Sklepy Wolne Od Futer przystąpiło ponad 1000 marek odzieżowych z całego świata. Ich pełna lista znajduje się na międzynarodowej stronie programu https://furfreeretailer.com/. Polską branżę reprezentują najwięksi gracze rynkowi, a także popularne marki streetwearowe oraz uznani projektanci.
Więcej informacji o polskiej odsłonie programu można przeczytać na stronie https://www.otwarteklatki.pl/sklepy-wolne-od-futer/.

Uwrażliwiamy się

W tym roku odbyło się pierwsze w historii badanie wiedzy Europejczyków na temat przemysłowego chowu kurczaków na mięso oraz ich stosunku do tego rodzaju hodowli. Respondentami byli m.in. mieszkańcy krajów przodujących w produkcji mięsa drobiowego w Europie, w tym Polski, która zajmuje na tej liście pozycję lidera. Jak się okazuje, zdecydowana większość Polaków chce lepszej ochrony kurczaków i wprowadzenia oznaczeń dotyczących rodzaju chowu, z jakiego pochodzi mięso.
Badanie zrealizowane przez ComRes w styczniu tego roku wykazało, że problemy te nie są powszechnie znane – 64 proc. Polaków przyznało, że wie na temat współczesnej hodowli kurczaków niewiele lub nic. W badaniu zostały również zawarte pytania odnośnie znakowania produktów i ich pochodzenia. Aż 93 proc. Polaków chciałaby, aby kurczaki sprzedawane na terenie UE były oznakowane pod kątem kraju pochodzenia, a dla 90 proc. ankietowanych chciałoby także oznaczenia mówiącego o warunkach, w jakich były hodowane kurczaki.
– Polacy coraz częściej zwracają uwagę na pochodzenie produktów, które spożywają. Według raportu Eurogroup już blisko 2/3 Polaków potwierdza, że woli kupować mięso pozyskiwane w bardziej etyczny sposób – komentuje Marta Cendrowicz, dyrektorka ds. kampanii biznesowych Stowarzyszenia Otwarte Klatki – W zeszłym roku rozpoczęliśmy kampanię “Frankenkurczak”, której celem jest poprawa dobrostanu brojlerów. Mamy nadzieję, że firmy, z którymi będziemy rozmawiać, dołożą wszelkich starań, by oferowane przez nie mięso spełniało oczekiwania Polaków. Konsumenci niejednokrotnie są w szoku, gdy dowiadują się, że kurczaki dożywają zaledwie 6 tygodni i że w samej Polsce zabija się ich ponad miliard rocznie. Warunki życia zwierząt są dla nich ważne – dodaje.

Zaczynamy tydzień wege

Wydarzenie odbywa się w ramach imprezy XIII Ogólnopolski Tydzień Wege / Warszawa, objętej honorowym patronatem Prezydenta m.st. Warszawy.
24 maja o godz. 17:30 w eleganckim lokalu MYSIA 3 odbędzie się super impreza z Magazyn VEGE.
Naszymi gośćmi będą znane osoby, z którymi mogliście przeczytać wywiady w magazynie „Vege”. Spotkanie poprowadzi Maciej Weryński, redaktor naczelny miesięcznika.
W spotkaniu wezmą udział:
KALINA, piosenkarka, instrumentalistka, kompozytorka, a do tego aktorka i scenarzystka. Jej utwór „Biuro rzeczy znalezionych” odsłuchano już na Youtubie ponad 200 tys. razy! Po rozmowie Kalina zaśpiewa dla Was akustycznie wybrane przez siebie utwory.
Anna Matysiak, aktorka, która przygodę ze sceną rozpoczęła w balecie. Na swoim koncie ma już liczne występy w serialach, filmach i sztukach teatralnych.
Adam Kuncicki kulturysta, weganin, trener. Udowadnia, że na diecie roślinnej można odnosić sukcesy w sporcie. Tego samego dnia po spotkaniu jedzie na zawody do Czech!
Po rozmowie z naszymi gośćmi odbędzie się wręczenie Grand Prix „Vege” i krótki koncert Kaliny.
Nie wyjdziecie od nas głodni i spragnieni. Na wszystkich będzie czekał pyszny tort od WypasAnie i wino od Cote.
W dodatku każdy, kto kupi bilet, dostanie od nas pakiet wegańskich upominków, m.in. kosmetyki od Bielenda, napoje SOTI Natural. Zielona herbata zaparzona lepiej., produkty od Primavika oraz łakocie od Super Krówka.
Podsumowując: spotkanie ze znanymi osobami promującymi dietę wege, koncert, poczęstunek i torba z upominkami za jedyne 10 zł. Będzie inspirująco i pyszne. Mamy nadzieję, że do zobaczenia!

Etyczne jajka na święta

Najnowszy raport opublikowany w ramach kampanii „Jak one to znoszą?”, to pierwsze tego rodzaju opracowanie w Polsce. Prezentuje on w sposób przekrojowy zmiany, jakie zaszły w ostatnich kilku latach na krajowym rynku jajecznym w obszarach m.in. produkcji, spożycia i eksportu różnych typów jaj oraz świadomości konsumenckiej. Omówione w nim także zostały wyniki zakończonego w styczniu br. badania firm, które zadeklarowały wycofanie z oferty jaj „trójek”. Autorzy raportu stawiają na samym początku mocną tezę: „Polacy nie tylko są świadomi, jak kury znoszące jaja w systemie klatkowym spędzają życie, ale wyrażają wobec ich losu swój sprzeciw”. Przytaczane przez nich badania wydają się ją jednak potwierdzać: według badań IBRiS z lutego 2018 r. ponad 80 proc. społeczeństwa jest zdania, że hodowla klatkowa nie zapewnia tym zwierzętom odpowiednich warunków, a prawie 60 proc. uważa, że producenci żywności, restauracje i sieci handlowe powinny całkowicie zrezygnować z jajek z chowu klatkowego. Na ten moment ponad 120 firm w Polsce i ponad 1,5 tysiąca na świecie zdecydowało się na taki krok i zadeklarowało wycofanie jaj „trójek” ze sprzedaży lub produkcji, a część z nich wprowadziło już zobowiązanie w życie. Również badania Eurobarometru z 2016 r. wskazują na podobne postawy: dla 86 proc. Polaków istotna jest ochrona dobrostanu zwierząt hodowlanych, 72 proc. uważa, że dobrostan zwierząt hodowlanych powinien być lepiej w Polsce chroniony, a 59 proc. Polaków chciałoby więcej informacji na temat warunków, w jakich hoduje się zwierzęta (wzrost o 6 proc. w porównaniu z Eurobarometrem z 2006 r.). Z kolei według najnowszych badań CBOS najważniejszym czynnikiem podczas zakupu jaj jest nie (jak jeszcze niedawno) ich cena, a rodzaj chowu z jakiego pochodzą.
– Ponad 40 tysięcy osób zadeklarowało na naszej stronie, że nie będzie kupować jaj oznaczonych numerem „3”. W ślad za ich oczekiwaniami tylko do końca 2018 r. aż 114 firm podjęło decyzję o całkowitym wycofaniu jaj z chowu klatkowego – mówi Marta Jarosiewicz, Koordynatorka Kampanii Biznesowych ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Równolegle zauważyć można już teraz zmiany strukturalne na rynku, które wydają się być niezależne od decyzji firm, z których większość wejdzie w życie dopiero w ciągu kilku lat – dodaje.
Chodzi m.in. o zmiany w zakresie spożycia i eksportu jaj, a także udziału poszczególnych typów chowu w ogólnej produkcji. Pomimo że w Polsce wciąż rośnie liczba hodowanych kur, od 2014 roku do stycznia 2019 roku zauważalny jest bardzo znaczny wzrost liczby kur niosek hodowanych w systemie ekologicznym (o 284 proc.), wolnowybiegowym (96 proc.) i ściółkowym (42 proc.), a w ciągu kilku lat udział chowu klatkowego w podaży jaj konsumpcyjnych w Polsce obniżył się o 2 punkty procentowe. Sugeruje to, że czynione są inwestycje mające na celu zaspokoić rosnący popyt na jaja z chowów alternatywnych. Jednocześnie jak podkreślają autorzy raportu, samo spożycie jaj w Polsce stale maleje. W 2010 r. na jednego mieszkańca Polski przypadły 202 jajka rocznie. W 2016 r. wartość ta wynosiła 145 sztuk, a w 2017 – już 139. Polska w dalszym ciągu znaczną część jaj eksportuje, jednak udział eksportu w krajowej produkcji w przeciągu ostatniego roku zmalał – według szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej udział sprzedaży jaj za granicę spadł z 47,6 proc. w roku 2017 do 39,3 proc. w 2018 r. Najbardziej znaczący spadek eksportu odnotowano u dwóch największych importerów polskich jaj, czyli Niemiec (o blisko 45 proc.) i Holandii (o blisko 25 proc.). Autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, że w obydwu tych krajach prowadzone są intensywne kampanie na rzecz wycofania jaj z chowu klatkowego, a dominującym systemem hodowli jest chów ściółkowy, w którym hodowanych jest przeszło 60 proc. kur.
– Eksport do zaledwie sześciu największych odbiorców zagranicznych polskich jaj, czyli do Niemiec, Holandii, Włoch, Czech, Belgii oraz Francji, stanowi ¾ całego polskiego eksportu tego surowca. Jednocześnie bardzo silne jest tam poparcie dla działań organizacji prozwierzęcych. Według Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz struktura produkcji jaj w Polsce w ciągu najbliższych ośmiu lat zbliży się do tej w Unii Europejskiej. Polscy producenci znacznie zyskają więc na wcześniejszym przygotowaniu się do wciąż rosnącego popytu na jaja z chowu alternatywnego – komentuje Jarosiewicz. W raporcie przedstawione też zostały wyniki badania zrealizowanego w grudniu 2018 i styczniu 2019 r. wśród wszystkich firm, które do końca roku 2018 ogłosiły wycofanie jaj klatkowych, czyli 40 producentów żywności, 31 sklepów i sieci handlowych, 32 sieci restauracyjnych, kawiarni i cateringów oraz 11 sieci hotelarskich. Jak się okazało, głównym problemem przy wycofywaniu „trójek” jest dla firm zbyt duża opieszałość producentów we wdrażaniu zmian w systemach chowu, która prowadzi do niewystarczającej ilości jaj z chowów alternatywnych na rynku oraz ich wysokiej ceny.

Bez „trójek”

Według badań zrealizowanych przez IBRiS na zlecenie Stowarzyszenia Otwarte Klatki aż 82,4% Polaków uważa, iż chów klatkowy nie zapewnia kurom odpowiednich warunków życia. Rosnąca świadomość konsumentów nie pozostaje bez odpowiedzi ze strony biznesu – już ponad 120 firm zdecydowało się zrezygnować z tzw. „trójek”. W tym gronie coraz częściej pojawiają się także sieci hoteli.
W trendzie uczestniczą najwięksi gracze – jaja z chowu klatkowego zdecydowały się wycofać sieci Marriott International i InterContinental Hotels. Decyzja jest globalna i dotyczy hoteli we wszystkich krajach. Podobny krok podjęła także sieć Scandic, która obecnie jest już w trakcie wdrażania zmiany – na poziomie globalnym proces ma się zakończyć do 2022 roku.
Często prace nad rezygnacją z jaj „trójek” rozpoczynają się stosunkowo wcześnie, a data graniczna ustalana jest na rok 2025 – taki termin wyznaczyły sobie Hotel Manor House SPA oraz hotele z grupy Louvre Hotel: Campanile oraz Golden Tulip. Natomiast sieć B&B Hotels postanowiła wyprzedzić konkurencję, deklarując całkowite wycofanie jaj klatkowych już od grudnia 2017 roku.
– Cieszy nas fakt, że kolejne hotele podejmują decyzję o rezygnacji z używania jaj z chowu klatkowego, odpowiadając tym samym na oczekiwania klientów, dla których rodzaj oferowanych w hotelowej restauracji jajek stanowi wskazówkę odnośnie ogólnej jakości usług – mówi Marta Jarosiewicz, Koordynatorka Kampanii Biznesowych OK.

Żywy towar

„Panie, mój dziadek sprzedawał, ojciec sprzedawał. Koń jest starszy, na wymianę, to co mam z nim zrobić?” – słyszymy w filmowym reportażu Pawła Kurka z Polskiego Radia. Słowa te wypowiada jeden z handlarzy, którzy nie kryli się z tym, po co przyjechali na Wstępy – targi końskie do Skaryszewa. To zadziwiające, że pomimo iż z filmu jasno wynika, że ani weterynarze ani samorządowcy nie są w stanie skontrolować, dokąd naprawdę po targu pojadą zwierzęta (do czego sami się po przyciśnięciu do muru przyznają), w innych mediach kwitnie festiwal prawdopośrodkizmu i odcinania się od skrzeczącej rzeczywistości poprzez branie jej w nawias („obrońcy praw zwierząt twierdzą, że…”). Czytamy o wzmożonych kontrolach, zaostrzonym regulaminie i burmistrzu, który odmienia „tradycję” przez wszystkie przypadki.
No i tradycji staje się zadość. Niechlubnej, okrutnej tradycji.
„Panowie, róbcie to, co robicie, tylko z szacunkiem” – mieli usłyszeć handlarze od służb porządkowych. W tym roku oczami i uszami „Vivy!” w Skaryszewie był aktywista Paweł Artyfikiewicz, z którym rozmawiałam po zakończeniu imprezy. Pijaństwo, szarpanie koni, sznurkowe kantary oznaczające skazanych na śmierć – którzy pojadą tam, gdzie od początku mieli trafić – tyle że zapewne przez większą liczbę pośredników. „Niewiele się zmieniło, bardziej dbają o pozory” – mówi Paweł. W tym roku „Viva!” zaprosiła zewnętrznego świadka – Aleksandrę Przesław, aktorkę i instruktorkę jeździectwa. „Wydaje mi się, że jechała tam, żeby potem móc nam powiedzieć, że trochę przesadzamy” – zdradza mój rozmówca. Wracając z targów nagrała jednak filmik, w którym stwierdziła, że jedynym sposobem na zaleczenie przyczyn, a nie objawów tej choroby, jest po prostu zakazanie targów końskich, nie tylko w Skaryszewie, ale w całym kraju.
Czy trzymając z „Vivą!” jestem nieobiektywna? Jestem jak cholera. Ale po prostu nie widzę innej drogi ukrócenia tej przemocy niż likwidacja jarmarku. Wprowadzone obostrzenia nie są przejawem „realizmu”, pomogły po prostu opakować kupę tak, by udawała cukierek, z zastrzeżeniem, że nie odpowiadamy za to, co ukaże się po odwinięciu papierka.
Oczywiście, na targach była jeszcze cała masa innych prozwierzęcych organizacji – między innymi te, które organizują zbiórki i wykupują konie od handlarzy (zwykle drożej niż pozostali kupcy). Ciśnie się na usta odwieczne pytanie: skoro w Skaryszewie jest teraz tak pięknie, że kwitnie jedynie handel do szkółek jeździeckich i terapii dla chorych dzieci, po co aktywiści je wykupują? Przed czym zamierzają je „ratować”? Powiedzmy to głośno: targi w Skaryszewie powinny przejść do historii, nawet jeśli miejscowi uznają to za „kapitulację” przez „ekooszołomami”.
„Ta klaczka to jeszcze może być matką, a te ogierki no to co, na rzeź” – rozmówca dziennikarza Polskiego Radia nie ma nawet problemu z pokazaniem twarzy. – „Panie, gdyby Włochy nie kupowały, to co my byśmy z tego mieli?”.

Futra na minusie

Wygląda na to, że „futro z norek” przestaje być powoli „marzeniem każdej kobiety”. Rosnąca świadomość społeczna na kontynencie sprawia, że z każdym rokiem następuje spadek cen i produkcji skór zwierząt futerkowych. Futrzarskie domy aukcyjne publikują swoje sprawozdania finansowe – wśród nich jest fiński gigant Saga Furs. Z jego raportu wynika, że zainteresowanie kupnem futer maleje, zmorą rynku jest nadprodukcja, a „przemysł stoi przed wyzwaniami wizerunkowymi na rynku zachodnim”. Ale nie tylko. Nawet w dalekich Chinach przemysł futrzarski stoi u progu kryzysu.
Jak wynika z opracowania raportu dokonanego przez fundację „Viva!”, Saga Furs odnotowuje spadek sprzedaży o 28 procent w ciągu ostatniego roku, plus spadek cen skór lisów o 20 procent i norek o 24 procent. Operacyjne sprzed roku wynosiły 5,8 mln euro, a w 2018 r. spadły do 4,5 miliona na minusie – wynika z danych zawartych w dokumencie. „Winą za marne wyniki Saga obarcza łagodne zimy, a także media, nagłaśniające kolejne przypadki rezygnacji znanych sieci z wyrobów futrzanych, oraz zmiany w kursie walut” – piszą wolontariusze „Vivy!”.
To liczby, które znajdują odbicie na całym europejskim rynku, gdzie futer z norek w 2018 sprzedało się o 20 proc. mniej niż rok wcześniej, a z lisów polarnych o 15 do 20 proc.
Saga oraz jej duński konkurent, Kopenhagen Fur, ujawniają też, że nawet światowy lider produkcji, czyli Chińczycy „nie trzymają się mocno”. Statystyki od 2013 mówią o zabijaniu rocznie około 40 mln norek na futra, tymczasem w 2018 nastąpił drastyczny spadek z powodu braku oczekiwanych zysków. Zabito 14 mln norek, a na 2019 rok zaplanowano wyrób futer z 7 mln.
W Europie natomiast „na rok 2020 przewiduje się światową podaż w granicach 25-28 milionów skór. To mniej niż 5 lat temu” – piszą autorzy raportu. Obrońcy praw zwierząt mają powody do radości: „w tym roku planowane jest pozyskanie 37 milionów skór norek z całego świata. Cała ich globalna produkcja rok temu wynosiła blisko 56 milionów sztuk. A to oznacza… prawie 19 milionów norek zabitych na futro mniej”. Już około 1000 projektantów z całego świata zrezygnowało z futer naturalnych w swoich kolekcjach. Wśród nich są rynkowi giganci, tacy jak Armani, Versace, Hugo Boss, Gucci, Michael Kors, Zara, Jimmy Choo.
W Polsce pamiętny sondaż SW Research na zlecenie serwisu rp.pl pokazał, że prawie 60 proc. Polaków opowiada się za zakazem hodowli zwierząt na futra. W naszym kraju zabija się rocznie na futra ponad 8 mln zwierząt.

Futra odchodzą

Kolejni znani projektanci deklarują, że w ich kolekcjach nie znajdziemy prawdziwych futer i egzotycznych skór zwierząt, które hodowano i zabito tylko w imię mody. Ostatnio taką decyzję podjął między innymi renomowany dom mody CHANEL. Teraz do tego chlubnego grona projektantów dołącza Victoria Beckham.

Marka Victoria Beckham w swoich kolekcjach nigdy nie korzystała z futer, ale przez długi czas utożsamiała luksus z używaniem skór aligatorów, węży czy jaszczurek, oferując klientom akcesoria wykonane z takich materiałów. Dzięki oficjalnemu oświadczeniu, które opublikowano w połowie lutego, mamy pewność, że marka Victoria Beckham będzie teraz wolna od futer i egzotycznych skór. Decyzja wchodzi w życie od kolekcji jesień/zima 2019.
„Jako firma staramy się od pewnego czasu korzystać z bardziej etycznych surowców, które mają mniejszy wpływ na środowisko” – powiedział rzecznik marki Victoria Beckham w rozmowie z Women’s Wear Daily. „Z radością potwierdzamy, że przestaniemy używać egzotycznych skór we wszystkich przyszłych kolekcjach, zaczynając od sezonu jesień/zima 2019. Decyzja ta odzwierciedla nie tylko podejście marki, ale także oczekiwania naszych klientów”.

Nie pierwsza i nie ostatnia taka decyzja

Niedawno pisaliśmy o pierwszym w historii wegańskim tygodniu mody. Było to wydarzenie przełomowe, ale nie miałoby tak dużego zasięgu bez poprzedzających je znaczących kroków ważnych projektantów i światowych marek.
W 2015 roku głośno było o marce Hugo Boss z powodu całkowitego wycofania futer naturalnych ze wszystkich kolekcji. Później poszło szybko: na taki krok zdecydowała się Grupa Armani, najważniejszy butik online z markami luksusowymi – Net-a-Porter, dom mody Gucci, Versace, Jimmy Choo i Michael Kors, a w 2018 roku zrobił to Jean Paul Gaultier. W międzyczasie zakazano sprzedaży futer w San Francisco, a do ponad 40 chińskich marek modowych zrzeszonych w programie Fur Free Retailer dołączył Michael Wong.

Zmiany legislacyjne

W chwili gdy London Fashion Week stał się wolny od futer naturalnych, a globalny sklep online ASOS poszedł nawet o krok dalej i zupełnie zrezygnował również z piór, jedwabiu, kaszmiru oraz moheru, dla wszystkich stało się jasne, że to nie koniec zmian na lepsze. Trzeba pamiętać, że prawdziwym futrom uwagę poświęcają nie tylko projektanci i sieciówki.
Kolejne raporty i badania udowadniają, że futro ze zwierząt nie tylko zawiera związki toksyczne dla ludzi, a jego produkcja zatruwa środowisko, ale dodatkowo hodowla zwierząt futerkowych to dramat osób mieszkających w okolicach ferm. W obliczu tych materiałów i ogromnego sprzeciwu społeczeństwa politycy muszą podejmować działania lub składać obietnice, by zyskać sobie sympatię wyborców. Choć w Polsce deklaracje władz w kwestii zakazania tego typu hodowli wciąż pozostają bez pokrycia, to przemysł futrzarski i tak jest w głębokim kryzysie. Już teraz wiele krajów zdecydowało się na zakaz hodowli zwierząt na futra lub wprowadziło skuteczne ograniczenia.

Fur Free Retailer – Sklepy Wolne od Futer

Stowarzyszenie Otwarte Klatki należy do globalnej koalicji Fur Free Alliance, która jest pomysłodawcą i koordynatorem międzynarodowego programu Fur Free Retailer – obecnie jest on prowadzony w ponad 25 krajach na całym świecie. Jego celem jest namawianie firm odzieżowych do rezygnacji z futer, a jednocześnie zapewnienie konsumentom rzetelnej informacji na temat polityki poszczególnych marek w tej kwestii. Już blisko 1000 marek modowych oficjalnie dołączyło do programu i zrezygnowało z używania futer!