Żywy towar

„Panie, mój dziadek sprzedawał, ojciec sprzedawał. Koń jest starszy, na wymianę, to co mam z nim zrobić?” – słyszymy w filmowym reportażu Pawła Kurka z Polskiego Radia. Słowa te wypowiada jeden z handlarzy, którzy nie kryli się z tym, po co przyjechali na Wstępy – targi końskie do Skaryszewa. To zadziwiające, że pomimo iż z filmu jasno wynika, że ani weterynarze ani samorządowcy nie są w stanie skontrolować, dokąd naprawdę po targu pojadą zwierzęta (do czego sami się po przyciśnięciu do muru przyznają), w innych mediach kwitnie festiwal prawdopośrodkizmu i odcinania się od skrzeczącej rzeczywistości poprzez branie jej w nawias („obrońcy praw zwierząt twierdzą, że…”). Czytamy o wzmożonych kontrolach, zaostrzonym regulaminie i burmistrzu, który odmienia „tradycję” przez wszystkie przypadki.
No i tradycji staje się zadość. Niechlubnej, okrutnej tradycji.
„Panowie, róbcie to, co robicie, tylko z szacunkiem” – mieli usłyszeć handlarze od służb porządkowych. W tym roku oczami i uszami „Vivy!” w Skaryszewie był aktywista Paweł Artyfikiewicz, z którym rozmawiałam po zakończeniu imprezy. Pijaństwo, szarpanie koni, sznurkowe kantary oznaczające skazanych na śmierć – którzy pojadą tam, gdzie od początku mieli trafić – tyle że zapewne przez większą liczbę pośredników. „Niewiele się zmieniło, bardziej dbają o pozory” – mówi Paweł. W tym roku „Viva!” zaprosiła zewnętrznego świadka – Aleksandrę Przesław, aktorkę i instruktorkę jeździectwa. „Wydaje mi się, że jechała tam, żeby potem móc nam powiedzieć, że trochę przesadzamy” – zdradza mój rozmówca. Wracając z targów nagrała jednak filmik, w którym stwierdziła, że jedynym sposobem na zaleczenie przyczyn, a nie objawów tej choroby, jest po prostu zakazanie targów końskich, nie tylko w Skaryszewie, ale w całym kraju.
Czy trzymając z „Vivą!” jestem nieobiektywna? Jestem jak cholera. Ale po prostu nie widzę innej drogi ukrócenia tej przemocy niż likwidacja jarmarku. Wprowadzone obostrzenia nie są przejawem „realizmu”, pomogły po prostu opakować kupę tak, by udawała cukierek, z zastrzeżeniem, że nie odpowiadamy za to, co ukaże się po odwinięciu papierka.
Oczywiście, na targach była jeszcze cała masa innych prozwierzęcych organizacji – między innymi te, które organizują zbiórki i wykupują konie od handlarzy (zwykle drożej niż pozostali kupcy). Ciśnie się na usta odwieczne pytanie: skoro w Skaryszewie jest teraz tak pięknie, że kwitnie jedynie handel do szkółek jeździeckich i terapii dla chorych dzieci, po co aktywiści je wykupują? Przed czym zamierzają je „ratować”? Powiedzmy to głośno: targi w Skaryszewie powinny przejść do historii, nawet jeśli miejscowi uznają to za „kapitulację” przez „ekooszołomami”.
„Ta klaczka to jeszcze może być matką, a te ogierki no to co, na rzeź” – rozmówca dziennikarza Polskiego Radia nie ma nawet problemu z pokazaniem twarzy. – „Panie, gdyby Włochy nie kupowały, to co my byśmy z tego mieli?”.

Futra na minusie

Wygląda na to, że „futro z norek” przestaje być powoli „marzeniem każdej kobiety”. Rosnąca świadomość społeczna na kontynencie sprawia, że z każdym rokiem następuje spadek cen i produkcji skór zwierząt futerkowych. Futrzarskie domy aukcyjne publikują swoje sprawozdania finansowe – wśród nich jest fiński gigant Saga Furs. Z jego raportu wynika, że zainteresowanie kupnem futer maleje, zmorą rynku jest nadprodukcja, a „przemysł stoi przed wyzwaniami wizerunkowymi na rynku zachodnim”. Ale nie tylko. Nawet w dalekich Chinach przemysł futrzarski stoi u progu kryzysu.
Jak wynika z opracowania raportu dokonanego przez fundację „Viva!”, Saga Furs odnotowuje spadek sprzedaży o 28 procent w ciągu ostatniego roku, plus spadek cen skór lisów o 20 procent i norek o 24 procent. Operacyjne sprzed roku wynosiły 5,8 mln euro, a w 2018 r. spadły do 4,5 miliona na minusie – wynika z danych zawartych w dokumencie. „Winą za marne wyniki Saga obarcza łagodne zimy, a także media, nagłaśniające kolejne przypadki rezygnacji znanych sieci z wyrobów futrzanych, oraz zmiany w kursie walut” – piszą wolontariusze „Vivy!”.
To liczby, które znajdują odbicie na całym europejskim rynku, gdzie futer z norek w 2018 sprzedało się o 20 proc. mniej niż rok wcześniej, a z lisów polarnych o 15 do 20 proc.
Saga oraz jej duński konkurent, Kopenhagen Fur, ujawniają też, że nawet światowy lider produkcji, czyli Chińczycy „nie trzymają się mocno”. Statystyki od 2013 mówią o zabijaniu rocznie około 40 mln norek na futra, tymczasem w 2018 nastąpił drastyczny spadek z powodu braku oczekiwanych zysków. Zabito 14 mln norek, a na 2019 rok zaplanowano wyrób futer z 7 mln.
W Europie natomiast „na rok 2020 przewiduje się światową podaż w granicach 25-28 milionów skór. To mniej niż 5 lat temu” – piszą autorzy raportu. Obrońcy praw zwierząt mają powody do radości: „w tym roku planowane jest pozyskanie 37 milionów skór norek z całego świata. Cała ich globalna produkcja rok temu wynosiła blisko 56 milionów sztuk. A to oznacza… prawie 19 milionów norek zabitych na futro mniej”. Już około 1000 projektantów z całego świata zrezygnowało z futer naturalnych w swoich kolekcjach. Wśród nich są rynkowi giganci, tacy jak Armani, Versace, Hugo Boss, Gucci, Michael Kors, Zara, Jimmy Choo.
W Polsce pamiętny sondaż SW Research na zlecenie serwisu rp.pl pokazał, że prawie 60 proc. Polaków opowiada się za zakazem hodowli zwierząt na futra. W naszym kraju zabija się rocznie na futra ponad 8 mln zwierząt.

Futra odchodzą

Kolejni znani projektanci deklarują, że w ich kolekcjach nie znajdziemy prawdziwych futer i egzotycznych skór zwierząt, które hodowano i zabito tylko w imię mody. Ostatnio taką decyzję podjął między innymi renomowany dom mody CHANEL. Teraz do tego chlubnego grona projektantów dołącza Victoria Beckham.

Marka Victoria Beckham w swoich kolekcjach nigdy nie korzystała z futer, ale przez długi czas utożsamiała luksus z używaniem skór aligatorów, węży czy jaszczurek, oferując klientom akcesoria wykonane z takich materiałów. Dzięki oficjalnemu oświadczeniu, które opublikowano w połowie lutego, mamy pewność, że marka Victoria Beckham będzie teraz wolna od futer i egzotycznych skór. Decyzja wchodzi w życie od kolekcji jesień/zima 2019.
„Jako firma staramy się od pewnego czasu korzystać z bardziej etycznych surowców, które mają mniejszy wpływ na środowisko” – powiedział rzecznik marki Victoria Beckham w rozmowie z Women’s Wear Daily. „Z radością potwierdzamy, że przestaniemy używać egzotycznych skór we wszystkich przyszłych kolekcjach, zaczynając od sezonu jesień/zima 2019. Decyzja ta odzwierciedla nie tylko podejście marki, ale także oczekiwania naszych klientów”.

Nie pierwsza i nie ostatnia taka decyzja

Niedawno pisaliśmy o pierwszym w historii wegańskim tygodniu mody. Było to wydarzenie przełomowe, ale nie miałoby tak dużego zasięgu bez poprzedzających je znaczących kroków ważnych projektantów i światowych marek.
W 2015 roku głośno było o marce Hugo Boss z powodu całkowitego wycofania futer naturalnych ze wszystkich kolekcji. Później poszło szybko: na taki krok zdecydowała się Grupa Armani, najważniejszy butik online z markami luksusowymi – Net-a-Porter, dom mody Gucci, Versace, Jimmy Choo i Michael Kors, a w 2018 roku zrobił to Jean Paul Gaultier. W międzyczasie zakazano sprzedaży futer w San Francisco, a do ponad 40 chińskich marek modowych zrzeszonych w programie Fur Free Retailer dołączył Michael Wong.

Zmiany legislacyjne

W chwili gdy London Fashion Week stał się wolny od futer naturalnych, a globalny sklep online ASOS poszedł nawet o krok dalej i zupełnie zrezygnował również z piór, jedwabiu, kaszmiru oraz moheru, dla wszystkich stało się jasne, że to nie koniec zmian na lepsze. Trzeba pamiętać, że prawdziwym futrom uwagę poświęcają nie tylko projektanci i sieciówki.
Kolejne raporty i badania udowadniają, że futro ze zwierząt nie tylko zawiera związki toksyczne dla ludzi, a jego produkcja zatruwa środowisko, ale dodatkowo hodowla zwierząt futerkowych to dramat osób mieszkających w okolicach ferm. W obliczu tych materiałów i ogromnego sprzeciwu społeczeństwa politycy muszą podejmować działania lub składać obietnice, by zyskać sobie sympatię wyborców. Choć w Polsce deklaracje władz w kwestii zakazania tego typu hodowli wciąż pozostają bez pokrycia, to przemysł futrzarski i tak jest w głębokim kryzysie. Już teraz wiele krajów zdecydowało się na zakaz hodowli zwierząt na futra lub wprowadziło skuteczne ograniczenia.

Fur Free Retailer – Sklepy Wolne od Futer

Stowarzyszenie Otwarte Klatki należy do globalnej koalicji Fur Free Alliance, która jest pomysłodawcą i koordynatorem międzynarodowego programu Fur Free Retailer – obecnie jest on prowadzony w ponad 25 krajach na całym świecie. Jego celem jest namawianie firm odzieżowych do rezygnacji z futer, a jednocześnie zapewnienie konsumentom rzetelnej informacji na temat polityki poszczególnych marek w tej kwestii. Już blisko 1000 marek modowych oficjalnie dołączyło do programu i zrezygnowało z używania futer!

Zwierzęta wobec prawa

Prawo wobec zwierząt.

„Nie mogłabym być adwokatem byłego właściciela psa Fijo” – mówi mecenas Karolina Kuszlewicz, Rzeczniczka Praw Zwierząt, powołana przez Polskie Towarzystwo Etyczne. – „Rozumiem, że każdy ma prawo do obrony. Ale uczciwie uprzedzam, że taka osoba nie mogłaby zapewne liczyć na 100 procent mojej energii, jest we mnie zbyt duży sprzeciw wobec krzywdy niemych ofiar”.

Na piętrze kawiarni przy Andersa 29 sala jest pełna, chociaż jest środek tygodnia, a Karolina Kuszlewicz rzeczniczką praw zwierząt została ogłoszona już jakiś czas temu, jesienią 2018. 23 stycznia przyszła opowiedzieć o „braciach mniejszych w sądzie”. Wciąż nie mają godnej reprezentacji. Prawnicy, organizacje pozarządowe, aktywiści robią co mogą. Ale jest ciężko.
– Adwokat może prowadzić pięć spraw pro bono, może prowadzić dziesięć – stwierdziła Kuszlewicz. – Ale pięćdziesięciu nie poprowadzi.

Wtedy przychodzi ten moment kiedy aktywiści robią zbiórki. A opinia publiczna jest oburzona, że prawnik w ogóle domaga się za taką sprawę pieniędzy. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że tych spraw jest tak dużo.

Najczęściej na biurko Rzeczniczki Praw Zwierząt trafiają sprawy, gdzie krzywda już ma miejsce i są czworonożni poszkodowani. Odkąd Karolina Kuszlewicz założyła bloga „W imieniu zwierząt i przyrody” wiadomości ze zgłoszeniami i prośbami o natychmiastową interwencję dostaje tyle, że w zasadzie mogłaby przestać pracować zarobkowo i odpisywać na nie całymi dniami. Kuszlewicz uważa, że trwa w najlepsze obustronny klincz: państwo powinno mieć w budżecie zarezerwowaną sumę na obsługę prawną spraw dotyczących zwierząt, ale doskonale wie, że organizacje pozarządowe je w tym wyręczą, wykopią potrzebne pieniądze spod ziemi, bo tak bardzo zależy im na każdym ocalonym życiu. Dlatego czuje się z tej funkcji całkowicie zwolnione.

Jaki jest główny cel, który przyświeca rzeczniczce? „Okrągły Stół Praw Zwierząt”. Kuszlewicz chce, aby ustawodawcy i rządzący usiedli z obrońcami i przemyśleli, gdzie powinna w XXI wieku przebiegać granica między eksploatacyjną gospodarką zwierząt a uznaniem ich wartości za samoistną. Być może nawet uda się wypracować jakiś algorytm, który wyliczy, do którego momentu działa interes społeczno-ekonomiczny (którego zabrakło przy ostatniej masowej wycince Puszczy Białowieskiej).

Karolina Kuszlewicz liczy na to, że instytucja, którą reprezentuje, z czasem przestanie być wyłącznie instytucja społeczną, a zacznie urzędową: – Potrzebne jest wyrównanie instytucjonalne. Minister środowiska i minister rolnictwa reprezentują podejście gospodarcze. A etyczne? Stajemy przed pogłębioną debatą. Musimy się zastanowić, co wybrać: bo na przykład w przypadku ferm futrzarskich nie da się pogodzić dobrostanu zwierząt z produkcją dóbr luksusowych. Coś musimy wybrać. A często wybieramy (ustawodawcy wybierają – przyp. WK) ad hoc. Raz wykreślają z ustawy łańcuchy i wykorzystywanie zwierząt w cyrkach, potem przywracają. Musimy te granice przesunąć na stałe.

Z sali padają pytania – pierwsze o gołębia nabitego na kolce zamontowane na elewacji kamienicy, którego znaleziono na warszawskiej Starówce. Mieszkańcy próbowali go reanimować, na próżno. Autorka pytania sama jest prawnikiem, nie przyszła więc na spotkanie z niczym – przyniosła opinię, z której wynikało, że administracja budynku wprowadziła w błąd ją oraz sąsiadów, twierdząc, że przy następnej serii remontów „rozważy” usunięcie kolców w tym konkretnym budynku, ale w innych już nie. Rzeczniczka stwierdziła, że Prawo ochrony środowiska mówi wyraźnie, że wszelkie prace modernizacyjne i remontowe powinny odbywać się z poszanowaniem przyrody, zatem kolce, jak również zalepianie starych kratek wentylacyjnych, w których często gniazdują ptaki, jest niedopuszczalne. Drugie pytanie spływa od pogromcy pseudohodowli: trzy osoby zrezygnowały z członkostwa w jego stowarzyszeniu po zmasowanym ataku hodowców, z groźbami włącznie. Chcieli tylko dokonać kontroli: w obowiązującej (jeszcze) ustawie o ochronie zwierząt jest zakaz rozmnażania zwierząt, o ile hodowla nie jest zrzeszona w związku o zasięgu ogólnopolskim. W kraju istnieje około 137 „psich” stowarzyszeń. Tylko kilka z nich ma zasięg ogólnopolski, rozmnaża większość.

Hejt spadł na samą Kuszlewicz po tym, jak skrytykowała na swoim blogu sprawę malowania koni farbami na Dzień Dziecka w 2018 w jednym z hoteli w (moim rodzinnym) powiecie wołomińskim. Przyznała, że język nienawiści „w tej branży” pojawia się często, bo i poziom emocji społecznych jest ogromny. – Pod artykułami o przestępstwach wobec zwierząt często można spotkać „życzenie śmierci”, albo życzenie przywrócenia kary śmierci. To specyficzna strefa, gdzie emocje biorą górę, gdzie wrażliwcy chcieliby swojego „oka za oko”.

***

Zwierzę nie jest rzeczą (chyba, że nam tak wygodnie)”. Z Karoliną Kuszlewicz, Rzeczniczką Praw Zwierząt, rozmawia Strajk.eu.

Zwierzęta potrzebują swojego rzecznika? To nie jest stawianie ich praw ponad naszymi?

Bardzo potrzebują. Przy czym pełniona przeze mnie funkcja nie jest na szczeblu urzędowym, odzwierciedla pewne pragnienie, zamierzenia na przyszłość. Zwierzęta potrzebują swoich pełnomocników i pełnomocniczek, aby reprezentowali je przed sądem i dbali o to, by tworzyć dla nich dobre prawo. Nasz system prawny ochronę zwierząt wywodzi raczej z obowiązków moralnych człowieka, a nie ze względu na uznanie, że zwierzęta mają prawa, czyli, że są wartością samą w sobie. Zwierzęta są istotami żywymi i zdolnymi do odczuwania cierpienia. Ale wiadomo, że współautorami prawa, które my piszemy – nigdy nie będą. Nasze kodeksy regulują ich życie: w przypadku zwierząt hodowlanych nawet w najdrobniejszych szczegółach. My wpisujemy je na listy gatunków łownych. Oprócz organizacji pozarządowych, które mają swoje ograniczenia formalne czy budżetowe – zwierzęta nie mają żadnej systemowej, funkcjonalnej reprezentacji. Więc będą przegrywały z grupami wpływów biznesowych.

Pies jest przyjacielem, a świnka czy norka?

Już nie. Choć stan wiedzy biologicznej pozwala na stwierdzenie, że z całą pewnością da się również z nimi „zaprzyjaźnić”, ale mimo to mają jeszcze mniej słyszalny głos niż tzw. zwierzęta towarzyszące. W ogóle uzależnianie poziomu zwierząt od tego, w jakiej jesteśmy z nimi relacji, czyli jak bliskie nam , od poziomu naszej sympatii, uważam za przejaw wysokiego nierozumienia idei praw zwierząt.

A może zajmujemy się tymi zwierzątkami, żeby odwrócić uwagę od „prawdziwych problemów”? Służba zdrowia, niskie płace…

To częsty zarzut. W mojej ocenie kompletnie absurdalny. Świat jest złożony, zarówno z perspektywy biologicznej, ekosystemowej jak i społecznej – jesteśmy cali w siatce wzajemnych zależności. Ludzie są częścią tej samej biosfery co zwierzęta. Lista problemów, które mamy w kraju i na świecie jest długa, ale nie da się stworzyć lepszego społeczeństwa, wolnego od przemocy, jeśli będziemy tolerować przemoc wobec zwierząt. Mechanizmy przemocy są uniwersalne, wynikają z autorytarnego pragnienia sprawcy do decydowania o losie podmiotu słabszego. Gdybyśmy tylko potrafili łączyć te zjawiska i rozumieć, że bezpieczeństwo od przemocy ludzi jest połączone z zabezpieczeniem zwierząt i wykształceniem wrażliwości! Zresztą regularnie na tę zależność zwraca uwaga dr Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, która specjalizuje się m.in.w problematyce przemocy wobec kobiet. Istnieją badania, m.in. ze Stanów Zjednoczonych, które dowodzą, że w co piątym domu, w którym dochodziło do aktów przemocy w rodzinie, wcześniej dochodziło do aktów przemocy wobec zwierząt.

Kiedy człowiek powinien się wtrącać w dobrostan zwierząt? Kiedy np. kierowca potrąci sarnę samochodem – nie mamy wątpliwości: ratować. A jeśli przyrodnik zobaczy w kamerce stado wilków z jednym chorym osobnikiem powłóczącym nogami? Potrafi rozpoznać chorobę tego wilka, a nawet wie, że dałoby się ją wyleczyć za pomocą określonych leków. Ma reagować czy pozwolić na naturalną selekcję?

Tu się zderza dwojakie podejście do ochrony zwierząt: ochrona przed niehumanitarnym traktowaniem (pomagamy, gdy mamy środki i sposobność) oraz podejście ekosystemowe, stosowane w przypadku zwierząt dzikich.

Z naszej perspektywy wystarczy tylko dać zastrzyk. Ale to może osłabić pulę genetyczną…?

Tak. Ja stoję na stanowisku, aby człowiek reagował, gdy zwierzę doznaje uszczerbku na skutek naszej działalności. Ale w sytuacji, gdy zwierzę żyje całkowicie w warunkach naturalnych i choruje, musimy się z tym pogodzić i zostawić możliwość samoregulacji. Pamiętajmy, że nasza ingerencja powoduje zawsze cały szereg dalszych skutków dla przyrody.

Jaki jest najbardziej efektywny model karania za przemoc wobec zwierząt?

Piszą o tym autorzy raportu „Osadzeni za zwierzęta”: sensowne kary ograniczenia wolności – odpłatnej pracy przez sprawców. To jest użyteczne społecznie i nie wyklucza ze społeczeństwa. Kara pozbawienia wolności powinna być orzekana wyłącznie w przypadkach wyjątkowo drastycznych. Samo „wsadzenie sprawcy do więzienia” nie przyniesie automatycznej poprawy losu zwierząt.

A zakaz posiadania? Pomaga, nie pomaga?

Jestem jednoznaczną zwolenniczką zakazu, to narzędzie chroni potencjalne ofiary przed powtórką z przemocy. Prawomocnie skazany sprawca przemocy wobec zwierzęcia powinien mieć odebrane prawo do posiadania kolejnego zwierzęcia pod opieką. Bo jasnym jest, że nie rozumie istoty tej relacji, opiera ją na brutalnej dominacji, nie zaś opiece i ochronie. W sprawach, które prowadzę, zabiegam o zakaz, jeśli stwierdzono, że sprawcy umyślnie znęcali się nad zwierzętami.

Zaniedbanie to przemoc?

Z poziomu organów ścigania ciągle jeszcze trudno przychodzi uznanie tego, ale świadomość się zmienia. Zaniedbanie może być znęcaniem, ale nasze organy ścigania latami były wyczulone na to, że przemoc jest wtedy, kiedy jest krew, a kiedy żebra na wierzchu – niekoniecznie. Dziś już coraz częściej uznaje się za równie ważny dostęp do wody, do schronienia przed zimnem. Zdowie lub życie zwierzęcia tak samo może być zagrożone na skutek jego bicia, jak i głodzenia, czy pozostawienia na mrozie.

Komu to zgłaszać?

Na policję, czyli organ powołany do ścigania przestępstw powszechnych. Faktem jest, że policja nie zawsze reaguje właściwie, wciąż za dużo jest lekceważenia w podejściu do tych spraw, często sprawa nie ma ciągu dalszego. Bardzo krytycznie to oceniam, bo taka postawa podważa zaufanie społeczeństwa do policji i w ogóle do państwa.

Mamy za sobą sezon świąteczny i mimo wyroku SN znów całe masy karpi przetrzymywanych w skandalicznych warunkach. Co robić?

To prawda, ale jest jednak widoczna zmiana. Część sklepów przyjęła co prawda strategię udawania, jakby wyroku SN nie było, wynosząc z kolei wytyczne Głównego Lekarza Weterynarii do rangi przepisów prawa. To błąd. Bo sprzedawców obowiązuje ustawa o ochronie zwierząt, a wytyczne pozostawały w mojej ocenie z nią sprzeczne.

To kolejny już dowód na to, że tę dyskusję trzeba przenosić na poziom prawny, bo fakt, że karpie mają taką biologiczną zdolność, by przeżyć jakiś czas bez wody nie oznacza, że w tym czasie nie cierpią. I z tą głupotą walczymy m.in. za pomocą wyroku z 2016r. Przed Sadem Najwyższym przedstawiłam taką metaforę, że na tej samej zasadzie, na jakiej „karp wytrzyma bez wody” moglibyśmy przez 5 dni w tygodniu głodzić psa, a szóstego karmić. Przecież przeżyje.

Prawo zezwala na sprzedawanie w sklepie chomika, ale już nie psa. To zgodne z ustawą?

Artykuł 1 ustęp 1 Ustawy o ochronie zwierząt mówi „zwierzę nie jest rzeczą”, ale już ustęp 2 mówi „W sprawach nieuregulowanych w ustawie do zwierząt stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy”. Czyli zwierzę nie jest rzeczą, chyba, że nam tak wygodnie. Zwierzęta w rozumieniu prawa cywilnego podlegają sprzedaży. I to jest również jedna z kwestii, które wymagają zrewidowania – obok tych bardziej spektakularnych, jak hodowla zwierząt na futra. Przez zrewidowanie nie mam na myśli całkowitego zakazania obrotu zwierzętami, bo to niemożliwe, ale bardzo mocne wdrożenie zasady humanitarnego traktowania zwierząt w każdej sytuacji, dotyczącej postępowania z nimi.

[patronite]

Jak one to znoszą

Zamiast walczyć o los zwierząt, walczą z billboardami. Notatka prasowa Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Na początku stycznia br., w okolicy głównej siedziby Krakowskiego Kredensu pojawiły się 2 reklamy ze zdjęciami z hodowli klatkowej kur i pytaniem o termin wycofania przez firmę tzw. jaj “trójek”. Za akcją stało walczące o prawa zwierząt Stowarzyszenie Otwarte Klatki. Krakowski Kredens zamiast kroków w kierunku poprawy dobrostanu kur zdecydował się jednak podjąć walkę z billboardami.
Kampania skierowana do klientów sieci sklepów Krakowski Kredens prowadzona jest przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki już pół roku. Mimo czterech demonstracji i licznych akcji ulotkowania pod sklepami firmowymi, jak również otrzymania pocztówek od zatroskanych o los zwierząt konsumentów, firma nie zajęła dotychczas stanowiska ws. rezygnacji z użycia tzw. jaj “trójek” w składzie swoich produktów.
Na początku stycznia br. w okolicy biura firmy Krakowski Kredens w Krakowie pojawiły się 2 reklamy nawiązujące do wykorzystywania przez firmę jaj z chowu klatkowego. Środki na wykupienie nośników zebrane zostały dzięki zbiórce publicznej, którą dobrowolnie wsparło 90 osób. Reklamy nie spodobały się jednak Krakowskiemu Kredensowi. Firma skontaktowała się ze Stowarzyszeniem, wzywając do ich niezwłocznego usunięcia pod groźbą podjęcia “dalszych działań” wobec organizacji. Nie chcąc stawiać w trudnej sytuacji firm wynajmujących nośniki, Stowarzyszenie podjęło decyzję o usunięciu reklam.
— Niezmiernie ubolewamy nad faktem, że Krakowski Kredens zamiast podjąć decyzję o wycofaniu tzw. jaj “trójek” ze składu swoich produktów, czym bez wątpienia przyczyniłby się do poprawy losu kur niosek, zdecydował się na próbę zastraszenia organizacji działającej na rzecz zwierząt hodowlanych — komentuje Marta Cendrowicz, koordynatorka kampanii Jak One To Znoszą ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki — Nadal uważamy, że jako firma reklamująca się jako dostawca wysokojakościowych, luksusowych produktów premium oraz oferująca swoim klientom jaja całe z wolnego wybiegu, Krakowski Kredens powinien zrezygnować z użycia jaj z chowu klatkowego również w składzie swoich produktów. Jesteśmy wciąż otwarci na dialog z firmą i mamy nadzieję na zmianę jej podejścia do problemu dobrostanu zwierząt — dodaje.
Jak informuje Stowarzyszenie, już ponad 110 firm w Polsce podjęło decyzję o wycofaniu jaj pochodzenia klatkowego. Wśród nich znajdują się m.in. Mieszko, Unilever, Frosta, Colian, Winiary, czy Lidl. Swoje decyzje firmy motywują nie tylko troską o dobrostan zwierząt, ale także chęcią spełniania potrzeb konsumentów. Według badania IBRiS z lutego ubiegłego roku aż 82,4 proc. Polaków uważa, że hodowla klatkowa kur nie zapewnia im odpowiednich warunków. 58,4% społeczeństwa uważa z kolei, że producenci żywności, restauracje i sieci handlowe powinny wycofać jajka z chowu klatkowego.

Serce dla zwierząt

Otrzymałam list od czytelnika „Trybuny”, który słusznie zauważył, że w swoich tekstach na temat praw zwierząt, najczęściej poruszam temat dobrostanu zwierząt futerkowych: lisów, norek, szynszyli, królików. Nie wspominam natomiast o losie zwierząt hodowanych na mięso, których krótkie życie zaczyna się w obozie zagłady, a sensem tego istnienia jest wyłącznie bycie produktem na naszym talerzu.

‚Chciałabym bardzo podziękować Panu za ten głos pełen empatii. Przemysłowy chów zwierząt to jeden z najdotkliwszych problemów etycznych współczesnego świata, a także coraz bardziej realne zagrożenie ekologiczne – swoista tykająca bomba z toksyn.
Hodowle mają również niezaprzeczalny (negatywny) wpływ na globalne ocieplenie klimatu.
Jak słusznie zauważają obrońcy praw zwierząt z Otwartych Klatek, nie sama śmierć zwierząt hodowlanych dostarcza najwięcej cierpienia – lecz życie na fermie, wypełnione bólem, z obozowym numerkiem wytatuowanym za uchem.
„Chów musi się opłacać. Ekonomia jest głównym wyznacznikiem stosowanych na fermach praktyk. Zwierzęta są karmione, pojone i leczone, aby zminimalizować straty i zapewnić im warunki do rozrodu oraz przetrwanie aż do czasu uboju. Zaspokajane są ich podstawowe potrzeby fizyczne, natomiast zupełnie pomijane są ich naturalne potrzeby emocjonalne i socjalne ukształtowane przez tysiące lat ewolucji” – pisze Joanna Studzińska na stronie organizacji.
Jeśli czytelnicy „Trybuny” są na to gotowi, chętnie podejmę temat w kolejnych publikacjach. Już dawno temu wykluczyłam mięso ze swojej diety. Nie mam złudzeń – ludzkość z dnia na dzień nie zmieni swojej diety. Ale ograniczenie hodowli przemysłowych powinno być wspólną sprawą, zwłaszcza teraz, kiedy świadomość naszego destrukcyjnego wpływu na klimat wzrasta.

Bez serca dla zwierząt

Dobrej zmiany dla zwierząt nie będzie. Szumnie zapowiedziana nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt została okrojona do ogryzka. Nie tylko nie spuści psów z łańcucha, nie tylko nie wyeliminuje branży futrzarskiej, ale nawet zabraknie w niej miejsca na zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach. W zasadzie już uczciwiej byłoby w ogóle nie kłaść jej na stół w obecnym kształcie. Udawanie, że los czworonogów nadal leży na sercu ekipie PiS jest zawracaniem głowy.

Rok temu oficjalna delegacja rządowa pojawiła się na wystawie w Parlamencie Europejskim i wystąpiła na tle klatek – taki samych, w których przetrzymywane są zwierzęta futerkowe w hodowlach. Dziś spokojnie możemy stwierdzić, że to był zwykły lans. Od początku byłam też sceptyczna co do występu Naczelnika Państwa w klipie „Vivy!”, choć koledzy-inicjatorzy starali się przekonać mnie, żeby nie zabijać tej inicjatywy nadmiernym krytycyzmem.

Wtedy wydawało się nam wszystkim, że słowo prezesa to słowo prezesa – nie będą mieli a odwagi go zlekceważyć ani członkowie rządu, ani partyjna wierchuszka. Jeżeli się je złamie, to nastąpi to wyłącznie w wyjątkowych okolicznościach – a z pewnością PiS będzie musiało długo i namiętnie się z tego tłumaczyć.

Dziś Kaczyński milczy na temat tego, dlaczego jego partia ostatecznie uległa nie tylko lobby futrzarskiemu, ale nawet cyrkowemu. Prezes albo stara się ukryć fakt, że ma w swoim ugrupowaniu niewiele do powiedzenia, albo nie chce się przyznać, że cynicznie zrobił wyborców w konia. Faktem jest, że podpisał się pod nowelą w obecnym, żenującym kształcie.

Odpowiedzialny za przygotowanie ustawy Krzysztof Czabański z PiS tłumaczył wypadnięcie z ustawy ustępu o cyrkach klasycznym „nie-da-siem”: – Ta sprawa wymagałaby z pewnością notyfikacji w Unii Europejskiej i to oznacza, że w tej kadencji nie mielibyśmy szansy na przeprowadzenie tej nowelizacji. Z tego powodu zrezygnowaliśmy z tego zakazu, ale w następnej kadencji zastanowimy się, czy do tej sprawy nie należy wrócić…

W czwartek 10 stycznia projekt po autopoprawce – wprowadzającej zasadnicze zmiany w projekcie – ponownie został skierowany do prac w parlamencie.

Sterylka na łańcuchu

W rozmowie z PAP Czabański ocenił, że szczególnie istotne są te zapisy projektu, które mają pomóc w walce z bezdomnością zwierząt – obowiązkowe chipowanie psów i kotów, uruchomienie centralnego rejestru zwierząt oraz powszechna sterylizacja zwierząt wyłapanych na terenie gminy.

Psy nie uwolnią się od łańcuchów. Stosowanie uwięzi nadal będzie dopuszczalne, ale będzie ona musiała mieć co najmniej 5 metrów i kończyć się obrożą niemetalową (często zwierzęta mają pseudoobrożę z łańcucha). Ponadto uwięź nie będzie mogła ważyć więcej niż 1/4 masy ciała zwierzęcia.

– Zobaczymy, czy to poprawi los zwierząt trzymanych na uwięzi i w zależności od tych wniosków po pewnym czasie zastanowimy się nad ewentualnym zakazem trzymania psów na uwięzi. Trzeba jednak mieć świadomość, że nie zawsze zmiana uwięzi na kojec oznacza poprawę warunków bytowych zwierzęcia – wymiary kojca niekiedy są tak małe, że psy nie mają w nich większej swobody poruszania się niż na długim łańcuchu – powiedział Czabański Polskiej Agencji Prasowej.

Projekt ma także zakazać tzw. pseudohodowli, w których rozmnażanie zwierząt odbywa się poza jakąkolwiek kontrolą. W tym celu zaproponowano zapis, zgodnie z którym jedynie rasowe psy i koty będą mogły być rozmnażane w celach handlowych (zwierzęta te będą musiały posiadać rodowód). Prócz tego wprowadzony zostanie zakaz prowadzenia schronisk dla zwierząt przez podmioty komercyjne.

– Schroniska nie będą prowadzone przez przypadkowe organizacje, ale jedynie te, które mają status organizacji pożytku publicznego, działają kilka lat, realizują swoje cele statutowe i nie ma do nich zastrzeżeń – powiedział Czabański. – Jako podatnicy wydajemy na ten cel znaczne środki – głównie za pośrednictwem gmin, które prowadzą akcje wobec bezdomnych zwierząt. Ale niestety często nasze pieniądze służą nie poprawie losów zwierząt, ale złym ludziom, którzy zarabiają na ich cierpieniu.

W 2016 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wstrząsający pokontrolny raport, w którym kontrolerzy pisali między innymi: „w trzech z trzynastu skontrolowanych schronisk nie utrzymywano właściwego stanu sanitarnego. W czasie prowadzonych oględzin stwierdzono, że zwierzęta przebywają w zanieczyszczonych i mokrych boksach, co świadczyło o zaległościach w sprzątaniu. Brudne i zawilgocone były także ich legowiska”. Prócz tego opisano, że w jednym z badanych schronisk „wbrew wymogowi art. 9 ust. 1 zwierzętom nie zapewniono stałego dostępu do wody pitnej”, a w dwóch innych „w dniu oględzin woda w części boksów była zamarznięta”.

Jutro będzie futro

Jak Krzysztof Czabański tłumaczy się z ulegnięcia futrzarzom? – Minister rolnictwa został zobowiązany do podniesienia wymagań wobec ferm zwierząt hodowanych na futra – tu głównie chodzi o norki – i zobaczymy, czy podniesienie tych standardów przyniesie korzystne skutki. Jeżeli nie przyniesie, wówczas do sprawy norek będziemy wracać – mówi.

Obrońcy praw zwierząt czują się oszukani. – Jesteśmy głęboko rozczarowani, że te ważne zapisy zniknęły z nowelizacji. Nie rozumiemy, dlaczego tak się stało – powiedział Oku.press prezes fundacji Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt „Viva!” Cezary Wyszyński. – Większość opinii publicznej jest przeciwna hodowli zwierząt na futra, ubojowi rytualnemu i wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach. W każdym z tych przypadków jest to ponad 50 proc. Lobby futrzarskie zatriumfowało. Choć wielokrotnie pokazywaliśmy, że dochody z hodowli futerkowych nie są tak duże, jak mówią futrzarscy przedsiębiorcy. Większość ich argumentów „ekonomicznych” jest nieprawdziwa. Działanie tego przemysłu ma, oprócz oczywistego cierpienia zwierząt, także wiele innych negatywnych konsekwencji. Spadają ceny okolicznych ziem, pobliscy mieszkańcy nie mogą prowadzić np. działalności agroturystycznej czy upraw ekologicznych.

Zawiedziona jest również Rzeczniczka Praw Zwierząt powołana przez Polskie Towarzystwo Etyczne, mec. Karolina Kuszlewicz: – Projekt z listopada 2017 roku był przedstawiany jako spektakularny. Ale ustawa przeleżała prawie rok w sejmowej zamrażarce. Już to sprawia, że można wątpić w prawdziwość intencji projektodawcy. Dziś z tych najdalej idących zmian, mających ochronić miliony zwierząt eksploatowanych przemysłowo, nie pozostało prawie nic. Zresztą psy także nadal mają pozostać na łańcuchach. To sytuacja skandaliczna. Opinia publiczna w mojej ocenie została wprowadzona w błąd rok temu.

Kuszlewicz uważa również za skandal to, co dzieje się wokół uboju rytualnego: – W 2014 roku Trybunał Konstytucyjny uznał zakaz uboju rytualnego na terenie Polski za sprzeczny z prawem. To było szerokie orzeczenie, wymagające wprowadzenia w ustawie regulacji precyzujących zakres dozwolonego prawnie uboju na potrzeby religijne. Nowa ustawa miała nie tyle zakazywać uboju, co zdecydowanie go ograniczać do rzeczywistych potrzeb grup wyznaniowych w Polsce. Nawet z tego ograniczenia PiS się dziś wycofuje – stwierdziła w rozmowie z red. Marią Pankowską.

Ubij w imię boże

Co ciekawe o prawo wyznawców judaizmu oraz islamu do tego typu uboju walczyli jak lwy… polscy biskupi! „Prezydium KEP podziela troskę żydowskich gmin wyznaniowych oraz wyznawców islamu o zachowanie i realizację podstawowych praw wolności wyznania i kultu. Do nich należy również prawo do zachowania swoich obyczajów, w tym rytualnego uboju zwierząt” – takie stanowisko sformułowali w 2013 roku.

To oczywiście nie znaczy, że w projekcie nie ma zupełnie nic cennego. – Projekt po zmianach ma zupełnie inny charakter, niż ten zgłoszony w listopadzie 2017 roku. Pozostają przede wszystkim przepisy administracyjne, dotyczące zarządzania schroniskami, czipowania, bezdomności zwierząt. To ważne kwestie, ale dotyczą co do zasady tzw. zwierząt towarzyszących, a przecież tą wielką »dobrą zmianą dla zwierząt« miało być wreszcie uwzględnienie innych grup, jak zwierzęta wykorzystywane na futra czy w uboju rytualnym. Ich cierpienie obejmuje miliony istnień i znowu zostaje przykryte względami gospodarczymi i politycznymi – mówi Rzeczniczka Praw Zwierząt.

– Wycofanie się rządu oznacza, że będziemy musieli dalej walczyć o wprowadzenie tych zmian. Tylko tyle i aż tyle. Jestem pewien, że to tylko kwestia czasu – podsumowuje prezes „Vivy!”.

W odpowiedzi „Otwartym Klatkom” – list Czytelnika

Jestem wieloletnim stałym czytelnikiem „T” Ten dziennik to moja pasja – źródlo najlepszych i najciekawszych informacji. Jednak doniesienie p.t. „20.XII – Dzień Ryby w „T” nr 253, 257 2018 Stowarzyszenia Otwarte Klatki (autorka. Marta Cendrowicz) wywołało moją szokową reakcję. Zastanawiające jest przestawienie się OK ze zwierząt futerkowych na atak na karpia!

O sobie: jestem dyplomowanym ichtiologiem (od 1955 r.) i ekonomistą. Mam w pracy z rybami słodkowodnymi, głównie z karpiem, (hodowla i dystrybucja – do dzisiaj!) 63 lata praktyki. Zabieram wiec głos jako nie naukowiec, ale jako praktyk z dużym doświadczeniem i wiedzą o hodowli karpia w Polsce i na świecie.

Ad rem! Przywołane dane CBOS z 2018 r.(z marca) „że 86 proc. Polaków domaga się likwidacji handlu żywym karpiem” kładę miedzy bajki i szerzenie w społeczeństwie nieprawdy! Dowód: zdjęcia z kolejki po żywego karpia przed ursynowskim punktem sprzedaży Leclerc w dniach 20, 21, 22 grudnia – kolejka ciągła ok. 100 osób! Przez wiele godzin. Równoległa sprzedaż wewnątrz Leclerca (tusze, płaty i dzwonka karpia miała sporadycznych klientów. Która więc sprzedaż cieszyła się popytem? OK popularyzują swoją propagandę.

W OK doszło do pomieszania procesów odłowu karpi ze stawów i ich sprzedaży. Jest to zasadniczo różniąca się działalność, która przebiega w innych miejscach (cala Polska – producenci) i w innym czasie(cala Polska – 90 proc. w marketach w grudniu – handel). To gdzie ta „nagminność sprzedaży” ryb bez wody ma miejsce? Na pewno nie w marketach!

Bardzo ewidentnie pomylili aktywiści OK przebieg odłowu ryb ze stawów jesienią. Otóż ten opis w „T” jest po prostu wręcz niespotykaną bzdurą – wymyśloną przez laika i ignoranta (opis sieci kaleczących ryby, duszenia karpi, jakichś koszy, przerzucania ryb za skrzela, wijących się karpi, oczekiwania w basenach transportowych na podróż do sklepów, obrażenia karpi w transporcie w niedotlenionej wodzie). Każdy polski producent karpi przez 3 lata hoduje karpie pod specjalistycznym urzędowym stałym nadzorem weterynaryjnym. Opisane przez aktywistów OK zdarzenia wyeliminowałyby taką produkcję z obrotu.

GLWet. wydał specjalne zarządzenia – wytyczne – gdzie zawarte zostały zasady obrotu rybą, w tym także żywym karpiem.

Kolejnym mijaniem się z prawdą OK jest podany przykład sprawy sądzie z oskarżenia przez amatorską Fundację Noga w Łapę (NwŁ). W tej trwającej 8 lat sprawie sadowej zapadły 2 wyroki (SR i SO) w Warszawie. Oba wyroki przegrała ww. Fundacja, broniona zaciekle przez panią Karolinę Kuszelewicz. Z jej prawniczej inspiracji Sąd Najwyższy przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia (może ponownie na kilka lat. Będę świadkiem 21 stycznia 2019 r. w SR-Mokotów Ten proces to odpowiedz, kto i czym „zaśmieca” polskie sądy.

Reasumpcja:

W wyniku nagonki amatorskich stowarzyszeń obrońców zwierząt niektóre markety wobec ciągłych kontroli a nawet spraw sądowych, wbrew woli klientów odstąpiły ze szkodą dla Polaków od obrotu karpiem żywym. Wbrew nawoływaniom OK, NwŁ, Viva, klienci w zdecydowanej większości preferują zakup żywego karpia (często słusznie korzystając z usługi uboju). Dlaczego? Bo wiedzą najlepiej, jak wysokiej jakości jest taka ryba (nie mrożona). Do tego poglądu dochodzi polska tradycja świąteczna – błędnie przez stowarzyszenia (Viva) interpretowana jako wymysł PRL-u. Gdyby ten pogląd był prawdziwy to karp podlegałby PiS-owskiej ustawie dekomunizacyjnej (jak moja ulica Związku Walki Młodych). Obroniłem ulicę ZWM, to wierzę, że obronie sprawę polskich karpi!
22 lutego odbywa się w Rzeszowie Ogólnopolska Konferencja Hodowców Karpia. Tam zainteresowanych zapraszam na poważną dyskusję, jak przedstawia się hodowla i sprzedaż karpi.

Z poważaniem

Sławomir Litwin

Świąteczny list do Pana Prezesa

Ponieważ w święta zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, my – Twoje koty, uprzejmie zwracamy się do Ciebie z pytaniem, dlaczego już nie walczysz o nasze prawa.
Gdzie się podziały Twoje deklaracje o „sercu dla zwierząt”? Koty z całego Żoliborza przychodzą do nas pytać, jak się sprawy mają. Najedliśmy się wstydu, kiedy musieliśmy tłumaczyć się na mieście z pomysłu podwyższenia VAT na leki weterynaryjne. Jarku,czyżbyś zupełnie nie kontrolował, co wyprawiają Twoi ludzie!
Zdajemy sobie sprawę, że ten przykład niekoniecznie Ci się spodoba – ale nawet Rosja wprowadziła u siebie ustawę o ochronie zwierząt, a u nas nadal nic. Miało nie być futer, obiecywałeś! Dobrze wiesz, że ta kwestia wymaga podjęcia męskiej decyzji. Udawanie, że na fermach zwiększy się kontrolę, to zawracanie głowy. Drogi Jarku, masz szansę rozbić prawdziwy układ! Bo to właśnie wśród rodzin polityków PO jest mnóstwo futrzarskich biznesów! Zróbże coś ponad podziałami! Tupnij nogą, nie każ czekać do kolejnych wyborów! Ten cały Czabański jest w porządku, ale brakuje mu ikry. 10 milionów futrzaków czeka na Twój, Prezesie, ruch.
A łańcuchy? Wszystko rozumiemy, na wsi masz swój elektorat. Ale mamy XXI wiek! Skoro prezes najpotężniejszej partii w kraju może dobrze traktować zwierzęta, to mogą i jego wyborcy. Jako koty, niekoniecznie lubimy się z psami. Ale mimo wszystko nie powinny stać przywiązane do budy na mrozie i dostawać resztek do jedzenia.
Ubój rytualny? Na serio zamierzasz to wspierać? Katolicy przestają już kupować na Wigilię żywego karpia, żeby nie męczyć zwierząt. Inne religie też mogą sobie darować.
Specjalną delegację wysłaliśmy w tym roku do Zbyszka Ziobry, bo zaostrzył kary za znęcanie się nad zwierzętami. Swój chłop! Zrobił na święta naprawdę dobrą robotę.
Ale Ty, Prezesie, ostatnio o nas zapominasz. Zajmujesz się bzdetami, takimi jak wpisy na Twitterze pani Pawłowicz. Odpuść dziewczynie. Nawet ją rozumiemy – niektórzy, tak jak my, potrafią przemówić ludzkim głosem tylko raz, dwa razy w roku…
Twoi ludzie są w większości politycznymi koniunkturalistami. Lubią gadać o wartościach, ale jak co do czego przychodzi, liczy się władza i głosy w urnie. Na co dzień niby tak nie cierpią PO, ale są w stanie się dogadać, żeby tylko nie stracić zysków z futer. Jeśli Ty nie zarządzisz dobrej zmiany dla zwierząt, to nikt się za nami nie wstawi.
Każdy umie pogadać sobie o miłości do ojczyzny na tle biało-czerwonej flagi. Ale nie każdego stać na to, żeby pokazać, że wartości naprawdę liczą się bardziej niż kasa. Liczą na Ciebie miliardy zwierząt.
My wiemy, jak świetnym jesteś opiekunem. Pozwól innym zwierzętom też się o tym przekonać. Do zgadania za rok!

Koty Fiona i Czaruś

20.XII – Dzień Ryby

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało z tej okazji nagrania z tegorocznego odłowu, zachęcając do podpisania petycji postulującej całkowite zaprzestanie sprzedaży żywych karpi. Według badań CBOS z marca tego roku aż 86% Polaków popiera zakaz transportu żywych ryb bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie. Jak pokazują materiały opublikowane dzisiaj przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki, w trakcie procesu odłowu i sprzedaży karpi sytuacje, w których zwierzęta są pakowane w foliowe torby, przenoszone bez dostępu do wody, często w nienaturalnej pozycji, zdarzają się nagminnie.
Na pozyskanych przez aktywistów nagraniach widoczne są kolejne etapy ostatniej podróży karpi. Najpierw ze stawu, w którym są hodowane, spuszczana jest woda. Następnie rybacy okrążają łowisko coraz ciaśniej sieciami, tak aby ryby trafiły kanałami do basenów. Wiele z nich już na tym etapie zostaje poranionych przez ostre sieci. Karpie przerzucane są w dalszej kolejności do koszy, bez dostępu do wody, co powoduje, że duszą się i wiją w poszukiwaniu ucieczki. Na koniec przenoszone są do sortowni, gdzie oczekują w basenach transportowych na podróż do sklepu. To właśnie ten ostatni etap jest przedmiotem ostrej krytyki ze strony obrońców zwierząt.– Handel żywymi karpiami co roku wiąże się z ich ogromnym, a jednocześnie zupełnie zbędnym cierpieniem. Ryby doznają obrażeń w trakcie transportu, często nie mają też zapewnionych odpowiednich warunków na terenie sklepu, gdzie stłoczone i poranione z trudem przemieszczają się po zbiorniku w niedotlenionej, brudnej wodzie – mówi Marta Cendrowicz, Dyrektorka ds. kampanii biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – Należy też pamiętać, że przenoszenie ryby w plastikowej torebce, nawet jeśli nie doprowadzi do jej śmierci, będzie dla niej zawsze torturą. Ponadto sprzedając żywą rybę, sklep nigdy nie będzie miał pewności, jak dalej potraktuje ją klient – dodaje. Według rekomendacji Głównego Inspektoratu Weterynarii, sprzedaż żywych ryb bez ich wcześniejszego uboju powinna być traktowana jako ostateczność. Teoretycznie dopuszczalna jest forma transportu bez wody, w specjalnej torbie oddzielającej ciało ryby od folii, jednak jak alarmują eksperci, wymiana gazowa przez powierzchnię skóry nie powinna być traktowana jako alternatywa dla pobytu w wodzie.
– W sprawie dotyczącej sprzedaży żywych karpi, w której reprezentowałam Fundację Noga w Łapę, Sąd Najwyższy orzekł, że fakt, iż karp wytrzymuje bez wody, nie oznacza, że w tym czasie nie cierpi – mówi Karolina Kuszlewicz, prawniczka i autorka bloga „W imieniu zwierząt” – Również samo utrzymywanie karpia w nienaturalnej pozycji ciała, w nadmiernej ciasnocie wprost narusza ustawę o ochronie zwierząt. Cieszymy się, że kolejne sieci sklepów rezygnują ze sprzedaży żywych ryb w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną – dodaje.
W tym roku część sklepów postanowiła ograniczyć sprzedaż żywych karpi Aktywiści liczą, że kolejne sieci będą podejmowały podobną decyzję w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną.