W odpowiedzi „Otwartym Klatkom” – list Czytelnika

Jestem wieloletnim stałym czytelnikiem „T” Ten dziennik to moja pasja – źródlo najlepszych i najciekawszych informacji. Jednak doniesienie p.t. „20.XII – Dzień Ryby w „T” nr 253, 257 2018 Stowarzyszenia Otwarte Klatki (autorka. Marta Cendrowicz) wywołało moją szokową reakcję. Zastanawiające jest przestawienie się OK ze zwierząt futerkowych na atak na karpia!

O sobie: jestem dyplomowanym ichtiologiem (od 1955 r.) i ekonomistą. Mam w pracy z rybami słodkowodnymi, głównie z karpiem, (hodowla i dystrybucja – do dzisiaj!) 63 lata praktyki. Zabieram wiec głos jako nie naukowiec, ale jako praktyk z dużym doświadczeniem i wiedzą o hodowli karpia w Polsce i na świecie.

Ad rem! Przywołane dane CBOS z 2018 r.(z marca) „że 86 proc. Polaków domaga się likwidacji handlu żywym karpiem” kładę miedzy bajki i szerzenie w społeczeństwie nieprawdy! Dowód: zdjęcia z kolejki po żywego karpia przed ursynowskim punktem sprzedaży Leclerc w dniach 20, 21, 22 grudnia – kolejka ciągła ok. 100 osób! Przez wiele godzin. Równoległa sprzedaż wewnątrz Leclerca (tusze, płaty i dzwonka karpia miała sporadycznych klientów. Która więc sprzedaż cieszyła się popytem? OK popularyzują swoją propagandę.

W OK doszło do pomieszania procesów odłowu karpi ze stawów i ich sprzedaży. Jest to zasadniczo różniąca się działalność, która przebiega w innych miejscach (cala Polska – producenci) i w innym czasie(cala Polska – 90 proc. w marketach w grudniu – handel). To gdzie ta „nagminność sprzedaży” ryb bez wody ma miejsce? Na pewno nie w marketach!

Bardzo ewidentnie pomylili aktywiści OK przebieg odłowu ryb ze stawów jesienią. Otóż ten opis w „T” jest po prostu wręcz niespotykaną bzdurą – wymyśloną przez laika i ignoranta (opis sieci kaleczących ryby, duszenia karpi, jakichś koszy, przerzucania ryb za skrzela, wijących się karpi, oczekiwania w basenach transportowych na podróż do sklepów, obrażenia karpi w transporcie w niedotlenionej wodzie). Każdy polski producent karpi przez 3 lata hoduje karpie pod specjalistycznym urzędowym stałym nadzorem weterynaryjnym. Opisane przez aktywistów OK zdarzenia wyeliminowałyby taką produkcję z obrotu.

GLWet. wydał specjalne zarządzenia – wytyczne – gdzie zawarte zostały zasady obrotu rybą, w tym także żywym karpiem.

Kolejnym mijaniem się z prawdą OK jest podany przykład sprawy sądzie z oskarżenia przez amatorską Fundację Noga w Łapę (NwŁ). W tej trwającej 8 lat sprawie sadowej zapadły 2 wyroki (SR i SO) w Warszawie. Oba wyroki przegrała ww. Fundacja, broniona zaciekle przez panią Karolinę Kuszelewicz. Z jej prawniczej inspiracji Sąd Najwyższy przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia (może ponownie na kilka lat. Będę świadkiem 21 stycznia 2019 r. w SR-Mokotów Ten proces to odpowiedz, kto i czym „zaśmieca” polskie sądy.

Reasumpcja:

W wyniku nagonki amatorskich stowarzyszeń obrońców zwierząt niektóre markety wobec ciągłych kontroli a nawet spraw sądowych, wbrew woli klientów odstąpiły ze szkodą dla Polaków od obrotu karpiem żywym. Wbrew nawoływaniom OK, NwŁ, Viva, klienci w zdecydowanej większości preferują zakup żywego karpia (często słusznie korzystając z usługi uboju). Dlaczego? Bo wiedzą najlepiej, jak wysokiej jakości jest taka ryba (nie mrożona). Do tego poglądu dochodzi polska tradycja świąteczna – błędnie przez stowarzyszenia (Viva) interpretowana jako wymysł PRL-u. Gdyby ten pogląd był prawdziwy to karp podlegałby PiS-owskiej ustawie dekomunizacyjnej (jak moja ulica Związku Walki Młodych). Obroniłem ulicę ZWM, to wierzę, że obronie sprawę polskich karpi!
22 lutego odbywa się w Rzeszowie Ogólnopolska Konferencja Hodowców Karpia. Tam zainteresowanych zapraszam na poważną dyskusję, jak przedstawia się hodowla i sprzedaż karpi.

Z poważaniem

Sławomir Litwin

Świąteczny list do Pana Prezesa

Ponieważ w święta zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, my – Twoje koty, uprzejmie zwracamy się do Ciebie z pytaniem, dlaczego już nie walczysz o nasze prawa.
Gdzie się podziały Twoje deklaracje o „sercu dla zwierząt”? Koty z całego Żoliborza przychodzą do nas pytać, jak się sprawy mają. Najedliśmy się wstydu, kiedy musieliśmy tłumaczyć się na mieście z pomysłu podwyższenia VAT na leki weterynaryjne. Jarku,czyżbyś zupełnie nie kontrolował, co wyprawiają Twoi ludzie!
Zdajemy sobie sprawę, że ten przykład niekoniecznie Ci się spodoba – ale nawet Rosja wprowadziła u siebie ustawę o ochronie zwierząt, a u nas nadal nic. Miało nie być futer, obiecywałeś! Dobrze wiesz, że ta kwestia wymaga podjęcia męskiej decyzji. Udawanie, że na fermach zwiększy się kontrolę, to zawracanie głowy. Drogi Jarku, masz szansę rozbić prawdziwy układ! Bo to właśnie wśród rodzin polityków PO jest mnóstwo futrzarskich biznesów! Zróbże coś ponad podziałami! Tupnij nogą, nie każ czekać do kolejnych wyborów! Ten cały Czabański jest w porządku, ale brakuje mu ikry. 10 milionów futrzaków czeka na Twój, Prezesie, ruch.
A łańcuchy? Wszystko rozumiemy, na wsi masz swój elektorat. Ale mamy XXI wiek! Skoro prezes najpotężniejszej partii w kraju może dobrze traktować zwierzęta, to mogą i jego wyborcy. Jako koty, niekoniecznie lubimy się z psami. Ale mimo wszystko nie powinny stać przywiązane do budy na mrozie i dostawać resztek do jedzenia.
Ubój rytualny? Na serio zamierzasz to wspierać? Katolicy przestają już kupować na Wigilię żywego karpia, żeby nie męczyć zwierząt. Inne religie też mogą sobie darować.
Specjalną delegację wysłaliśmy w tym roku do Zbyszka Ziobry, bo zaostrzył kary za znęcanie się nad zwierzętami. Swój chłop! Zrobił na święta naprawdę dobrą robotę.
Ale Ty, Prezesie, ostatnio o nas zapominasz. Zajmujesz się bzdetami, takimi jak wpisy na Twitterze pani Pawłowicz. Odpuść dziewczynie. Nawet ją rozumiemy – niektórzy, tak jak my, potrafią przemówić ludzkim głosem tylko raz, dwa razy w roku…
Twoi ludzie są w większości politycznymi koniunkturalistami. Lubią gadać o wartościach, ale jak co do czego przychodzi, liczy się władza i głosy w urnie. Na co dzień niby tak nie cierpią PO, ale są w stanie się dogadać, żeby tylko nie stracić zysków z futer. Jeśli Ty nie zarządzisz dobrej zmiany dla zwierząt, to nikt się za nami nie wstawi.
Każdy umie pogadać sobie o miłości do ojczyzny na tle biało-czerwonej flagi. Ale nie każdego stać na to, żeby pokazać, że wartości naprawdę liczą się bardziej niż kasa. Liczą na Ciebie miliardy zwierząt.
My wiemy, jak świetnym jesteś opiekunem. Pozwól innym zwierzętom też się o tym przekonać. Do zgadania za rok!

Koty Fiona i Czaruś

20.XII – Dzień Ryby

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało z tej okazji nagrania z tegorocznego odłowu, zachęcając do podpisania petycji postulującej całkowite zaprzestanie sprzedaży żywych karpi. Według badań CBOS z marca tego roku aż 86% Polaków popiera zakaz transportu żywych ryb bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie. Jak pokazują materiały opublikowane dzisiaj przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki, w trakcie procesu odłowu i sprzedaży karpi sytuacje, w których zwierzęta są pakowane w foliowe torby, przenoszone bez dostępu do wody, często w nienaturalnej pozycji, zdarzają się nagminnie.
Na pozyskanych przez aktywistów nagraniach widoczne są kolejne etapy ostatniej podróży karpi. Najpierw ze stawu, w którym są hodowane, spuszczana jest woda. Następnie rybacy okrążają łowisko coraz ciaśniej sieciami, tak aby ryby trafiły kanałami do basenów. Wiele z nich już na tym etapie zostaje poranionych przez ostre sieci. Karpie przerzucane są w dalszej kolejności do koszy, bez dostępu do wody, co powoduje, że duszą się i wiją w poszukiwaniu ucieczki. Na koniec przenoszone są do sortowni, gdzie oczekują w basenach transportowych na podróż do sklepu. To właśnie ten ostatni etap jest przedmiotem ostrej krytyki ze strony obrońców zwierząt.– Handel żywymi karpiami co roku wiąże się z ich ogromnym, a jednocześnie zupełnie zbędnym cierpieniem. Ryby doznają obrażeń w trakcie transportu, często nie mają też zapewnionych odpowiednich warunków na terenie sklepu, gdzie stłoczone i poranione z trudem przemieszczają się po zbiorniku w niedotlenionej, brudnej wodzie – mówi Marta Cendrowicz, Dyrektorka ds. kampanii biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – Należy też pamiętać, że przenoszenie ryby w plastikowej torebce, nawet jeśli nie doprowadzi do jej śmierci, będzie dla niej zawsze torturą. Ponadto sprzedając żywą rybę, sklep nigdy nie będzie miał pewności, jak dalej potraktuje ją klient – dodaje. Według rekomendacji Głównego Inspektoratu Weterynarii, sprzedaż żywych ryb bez ich wcześniejszego uboju powinna być traktowana jako ostateczność. Teoretycznie dopuszczalna jest forma transportu bez wody, w specjalnej torbie oddzielającej ciało ryby od folii, jednak jak alarmują eksperci, wymiana gazowa przez powierzchnię skóry nie powinna być traktowana jako alternatywa dla pobytu w wodzie.
– W sprawie dotyczącej sprzedaży żywych karpi, w której reprezentowałam Fundację Noga w Łapę, Sąd Najwyższy orzekł, że fakt, iż karp wytrzymuje bez wody, nie oznacza, że w tym czasie nie cierpi – mówi Karolina Kuszlewicz, prawniczka i autorka bloga „W imieniu zwierząt” – Również samo utrzymywanie karpia w nienaturalnej pozycji ciała, w nadmiernej ciasnocie wprost narusza ustawę o ochronie zwierząt. Cieszymy się, że kolejne sieci sklepów rezygnują ze sprzedaży żywych ryb w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną – dodaje.
W tym roku część sklepów postanowiła ograniczyć sprzedaż żywych karpi Aktywiści liczą, że kolejne sieci będą podejmowały podobną decyzję w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną.

Ekosukces!

Największa sieć hotelarska na świecie, Marriott International, wycofuje jajka pochodzące z chowu klatkowego we wszystkich swoich placówkach. Decyzja Marriott została opublikowana po trwającej niecałe dwa dni globalnej kampanii 59 organizacji prozwierzęcych.

 

Największa sieć hoteli na świecie zadeklarowała, że tzw. jajka „trójki” przestaną być używane przez wszystkie 30 marki hoteli należących do Marriott International nie później niż w 2025 roku.
W oficjalnym oświadczeniu firma informuje, że jajka świeże, proszek jajeczny, masa jajeczna i jajka będące składnikiem gotowych produktów zostaną zastąpione jajkami pochodzącymi z hodowli bezklatkowej.
Decyzja dotyczy wszystkich hoteli – zarządzanych bezpośrednio przez Marriott Int. jak i tych działających na zasadach franczyzy. Deklaracja dotyczy zatem 6700 hoteli na całym świecie.
Decyzja o publikacji zobowiązania nastąpiła po trwającej niespełna dwie doby globalnej kampanii organizacji prozwierzęcych z całego świata.
W środę 5. grudnia, blisko 60 organizacji z 55 krajów rozpoczęło przełomową kampanię przeciwko hotelarskiemu gigantowi.
Aktywiści domagali się, by Marriott International dotrzymał swojej obietnicy i zrezygnował z wykorzystywania jaj klatkowych we wszystkich swoich placówkach, na całym świecie.
Warto przypomnieć, że Marriott już w 2013 roku wydał oficjalne oświadczenie o całkowitej rezygnacji z jaj klatkowych do końca 2015 roku.
Niestety, pomimo faktu, że wycofywanie się ze wspierania hodowli klatkowej jest obecnie ogólnie przyjętym standardem jakości, Marriott nie wywiązał się ze swojej obietnicy.
Aby podobna sytuacja nie miała miejsca, tym razem gigant zobowiązał się również do informowania konsumentów o postępach w procesie wycofywania jaj z chowu klatkowego w publikowanych co roku raportach. Oświadczenie firmy oraz raporty zostaną również przetłumaczone i opublikowane we wszystkich krajach, w których operuje Marriott.
„Deklaracje firm traktujemy jako wiążące. Oferujemy swoją pomoc we wdrażaniu koniecznych zmian poprzez monitorowanie postępów w procesie wycofywania jaj z chowu klatkowego i jesteśmy zawsze otwarci na dialog.
Chcemy zapobiec w przyszłości takim sytuacjom jaka miała miejsce w wypadku Marriott International, ale to na zobowiązującej się firmie spoczywa odpowiedzialność dotrzymania danego słowa.” – mówi Marta Cendrowicz, dyrektorka kampanii biznesowych Stowarzyszenia Otwarte Klatki. „Cieszy nas szybka decyzja firmy i jestem przekonana, że Marriott dołoży wszelkich starań by cel został osiągnięty, a sam proces wycofywania jaj z chowu klatkowego był transparentny”.

Ekologia górą

Prestiżowy francuski dom mody Chanel ogłosił, że od tej pory nie będzie wykorzystywał w swoich kolekcjach skór zwierząt egzotycznych. Decyzja obejmuje krokodyle, jaszczurki, węże oraz płaszczki. Chanel rezygnuje też z futer, które od kilku lat stopniowo wycofywane były z oferty marki.
Jak poinformował Bruno Pavlovsky, powodem takiej decyzji były coraz większe problemy z zakupem egzotycznych skór pochodzących ze źródeł spełniających etyczne wymagania marki. Obecnie firma zamierza skupić się na rozwoju materiałów i skór generowanych przez branżę spożywczą.
Decyzja marki spotkała się z uznaniem ze strony organizacji walczących o prawa zwierząt.
– Chanel jest kolejnym uznanym i cenionym domem mody z tradycjami, który rezygnuje z wykorzystywania materiałów przyczyniających się do ogromnego cierpienia zwierząt. Zarówno futra, jak i egzotyczne skóry już od jakiegoś czasu przestały być synonimem luksusu, a stały się symbolem nieetycznej mody. Obecnie większość konsumentów oraz coraz więcej marek i projektantów, również tych z najwyższej półki, sprzeciwia się tak bezsensownemu zabijaniu zwierząt – komentuje Aleksandra Majchrzak, koordynatorka kampanii Sklepy Wolne Od Futer ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Można mieć nadzieję, że świat mody wolny od okrucieństwa staje się coraz bardziej realny, a tak znani gracze jak Chanel na pewno wskazują właściwy kierunek – dodaje.
Jak podkreślają aktywiści, hodowla zwierząt na futra wiąże się z ich ogromnym cierpieniem. Ponadto jest bardzo uciążliwa dla środowiska. W związku z rosnącym oporem społecznym wobec tej gałęzi przemysłu coraz więcej krajów decyduje się całkowicie zakazać produkcji futer. Do tej grupy należą już m.in. Holandia, Czechy, Austria, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Norwegia i Belgia. W Wielkiej Brytanii trwają dodatkowo prace nad zakazaniem importu futer naturalnych.
– Ikony światowej mody lawinowo deklarują rezygnację z używania futer odzwierzęcych. Nie jest to jedynie decyzja o braku takich futer w ofercie, ale jest to odcinanie się grubą linią od przemysłu futrzarskiego – mówi Paweł Rawicki, koordynujący w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki kampanię Cena Futra – Największe marki nie chcą być kojarzone z trzymaniem zwierząt w maleńkich klatkach i zdzieraniem z nich futer – dodaje.
Do tej pory ponad 950 marek modowych zdecydowało się na wycofanie futer naturalnych. Znajdują się wśród nich m.in. Gucci, Versace, Armani, Michael Kors, Donna Karan i HUGO BOSS. W ostatnim czasie do grona sklepów wolnych od futer dołączyły również Burberry i Jean Paul Gaultier, motywując swoją decyzję pobudkami etycznymi.

Szpital dla słoni

W mieście Mathura aktywiści dzięki pomocy lokalnego Departamentu Myśliwstwa otworzyli specjalistyczną placówkę, która zajmie się leczeniem zwierząt zagrożonych wyginięciem, ale wykorzystywanych na masową skalę w hodowli użytkowej.

 

Szpital znajduje się koło Centrum Ochrony i Opieki nad Słoniami, również prowadzonego przez Wildlife SOS. Zajmuje łącznie 1114,84 metrów kwadratowych. Schronienie znajdują tam chore, ranne lub stare zwierzęta. Mają specjalnie wydzielone strefy leczenia, odpoczynku, rehabilitacji, a także kwarantanny.

Słonie indyjskie mają oficjalnie status „świętych zwierząt”, ale kornakowie często się nad nimi znęcają, okaleczając je podczas tresury metalowymi haczykami. W Indiach na porządku dziennym są również wypadki komunikacyjne z udziałem słoni – często zwierzęta zostają poturbowane przez samochody lub pociągi. Padają też ofiarą kłusowników: w skali roku zabija się około 150 dzikich słoni. W szpitalu pomoc uzyskać będą mogły również chore zwierzęta z ferm hodowlanych. Założyciele placówki zamierzają prowadzić szkolenia dla lekarzy weterynarii z całego świata.

Od 2012 roku całkowita populacja słoni indyjskich zmalała z 30 tysięcy do 27 tysięcy. Ponad połowa słoni w całej Azji żyje w niewoli. W sąsiadującym ze szpitalem ośrodku Wildlife SOS żyje 22 rezydentów.

– To ogromny przełom w kwestii ochrony słoni w Indiach. Uważam, że budując szpital, podkreślamy fakt, że słonie potrzebują opieki tak samo, jak każde inne zwierzę – powiedziała współzałożycielka organizacji Geeta Seshamani – Znajdujące się tutaj, w niewoli, słonie nie są maltretowane i wykorzystywane. Okazujemy im należyty szacunek, jakiego potrzebuje zwierzę, jeśli jest w jakikolwiek sposób używane.

Veganmania 2018 w Warszawie

Festiwal inicjatyw wegańskich – Veganmania po raz pierwszy od kilku lat zagości w stolicy. Wydarzenie odbędzie się w niedzielę, 25 listopada 2018 r. w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej 25 w Warszawie. Event organizowany jest przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki i ma na celu promocję roślinnego stylu życia.

 

Veganmania to największe tego typu targi w Polsce. Festiwal organizowany jest na terenie całego kraju, w największych miastach Polski. Z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem – w zeszłym roku w Krakowie odwiedziło go około 6 tysięcy osób.
Uczestnicy warszawskiej edycji festiwalu będą mieli okazję spróbować wegańskich potraw serwowanych przez restauracje i firmy z całej Polski, zapoznać się z szeroką ofertą kosmetyków nietestowanych na zwierzętach, a także zakupić modną odzież i akcesoria wykonane bez użycia materiałów pochodzenia zwierzęcego.
Goście będą także mogli wziąć udział w zaplanowanych spotkaniach i wykładach. Prelegentami tej edycji będą m.in. Jakub Stencel, aktywista związany od wielu lat z ruchem prozwierzęcym oraz Radosław Zarzyski z kanału „Być jak Herkules”, trener personalny i pasjonata zdrowego stylu życia. Na uczestników wydarzenia czekają także interesujące warsztaty m.in. wspólne gotowanie dań roślinnych oraz wytwarzanie własnych kosmetyków naturalnych. Dodatkowo organizatorzy przewidzieli konkurs kulinarny dla kucharzy-amatorów.
Nie zabraknie także inspirujących spotkań z osobami związanymi ze środowiskiem wegańskim, autorami książek (m. in. z Dariuszem Gzyrą, Jasiem Kapelą), czy przedstawicielami ciekawych inicjatyw wegańskich. Goście w trakcie wydarzenia będą mieli okazję wziąć udział w loterii z nagrodami, a także wykonać tatuaż w ramach akcji Tatuaże Zamiast Futra.
Drzwi Domu Towarowego Braci Jabłkowskich dla uczestników wydarzenia otwarte będą w godzinach 11:00-19:00.

Chcemy lepszej ochrony prosiąt

Hodowcy świń rutynowo naruszają unijne prawo dobrostanowe – alarmują obrońcy zwierząt zrzeszeni w koalicji Eurogroup for Animals. Ponad milion obywateli UE poparło ich żądanie wprowadzenia bardziej restrykcyjnych przepisów w tym zakresie w ramach kampanii „End Pig Pain”.Unia Europejska jest jednym z największych światowych eksporterów mięsa wieprzowego. Na jej terenie obowiązuje teoretycznie zakaz takich praktyk jak obcinanie prosiętom ogonów i zębów, jednak jak wykazały śledztwa zrealizowane przez koalicję Eurogroup for Animals, średnio w przypadku ponad 90% hodowanych w Europie świń zakaz ten nie jest respektowany.
Ponad 60 organizacji pozarządowych zrzeszonych w koalicji rozpoczęło więc kampanię “End Pig Pain”, w ramach której domagają się od krajowych ministrów rolnictwa i Komisji Europejskiej podjęcia zdecydowanych działań, które pozwolą lepiej egzekwować europejską dyrektywę dotyczącą ochrony prosiąt. Pod inicjatywą udało się już zgromadzić ponad milion podpisów obywateli Unii.
– Taki wynik pokazuje wyraźnie, że Europejczycy są coraz bardziej świadomi warunków w jakich hodowane są zwierzęta w warunkach przemysłowych i domagają się od polityków lepszego nadzoru nad kwestiami dobrostanowymi – komentuje Paweł Rawicki ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki, będącego członkiem koalicji – Do tej pory Komisja Europejska nie podejmowała zdecydowanych działań, aby wymusić lepsze przestrzeganie dyrektywy. Wizyty studyjne, audyty, czy wymiana dobrych praktyk nie wystarczają, aby powstrzymać powszechne w branży naruszenia, dlatego mamy nadzieję, że sukces kampanii “End Pig Pain” będzie impulsem do wdrożenia bardziej stanowczych środków – dodaje.
Prawo wymaga obecnie od hodowców zapewnienia warunków, dzięki którym zabiegi takie jak rutynowe przycinanie zębów i ogonów u prosiąt nie będą potrzebne – zwierzęta utrzymywane w zbyt dużym stłoczeniu, pozbawione jakichkolwiek bodźców w otoczeniu, zaczynają gryźć ogony innych osobników w wyniku niezrealizowania potrzeb gatunkowych. Według aktywistów wciąż nie zostało zrobione wystarczająco dużo na rzecz wzbogacania środowiska, w jakim hoduje się świnie.
Męskie prosięta są także poddawane chirurgicznej kastracji, aby zapobiec występowaniu tzw. knurzego zapachu, który może być wyczuwalny przy obróbce termicznej mięsa. Jednakże, jak wskazuje Europejska Federacja Weterynarzy w Europejskiej Deklaracji w Sprawie Alternatywy dla Chirurgicznych Metod Kastracji Trzody Chlewnej, taki zabieg jest bardzo bolesny, jeśli jest wykonywany bez żadnego znieczulenia, nawet w przypadku bardzo młodych prosiąt.
– Według naszych danych kastracji bez znieczulenia poddawanych jest obecnie ponad
70 milionów prosiąt rocznie. To oburzające, że tak niehumanitarne praktyki nadal są normą w Europie w momencie, kiedy dostępne są alternatywne metody. Liczymy, że Komisja Europejska zakaże także tej procedury, a ponadto wymusi lepsze przestrzeganie już obowiązującego prawa dotyczącego przycinania ogonów i zębów – podsumowuje Paweł Rawicki.

„Zerwiemy łańcuchy” już po raz dwunasty

W tym roku ogólnopolska akcja w obronie psów organizowana przez portal psy.pl odbędzie się 6 października. Tradycyjnie, w 50 miastach aktywiści przypną się do bud łańcuchami, aby zwrócić uwagę na pieski los.
Największa, niejako główna demonstracja, odbędzie się oczywiście na Placu Zamkowym w Warszawie – 6 października w samo południe. Będą jej towarzyszyły akcje w innych większych miastach Polski. W tym roku hasło przewodnie to „Uwolnij Przyjaciela!”.
Po entuzjazmie, z którym w zeszłym roku aktywiści poprowadzili manifestację, nie pozostał nawet ślad. Niestety nadal nie doczekaliśmy się rewolucyjnej ustawy o ochronie zwierząt, wprowadzającej całkowity zakaz trzymania psów na uwięzi. Właśnie to zakładał rządowy projekt w swojej pierwotnej wersji. Obrońcom praw zwierząt, którzy symulowali w 2017 pieskie życie na łańcuchu, wydawało się, że są już o krok od wprowadzenia naprawdę dobrej zmiany. Ale później w PiS rozgorzała wojna o zwierzęta i trwa tak do dziś. Wiemy już, że partia Jarosława Kaczyńskiego pomimo szumnych zapowiedzi nie spuści psów z łańcuchów, a jedynie je wydłuży. Radykalne pomysły nagle przed wyborami zyskały łagodniejsze wersje.
Obecnie psa można przetrzymywać na 3-metrowym łańcuchu. Początkowo w projekcie noweli zamierzano do 2020 obowiązkowo zastąpić je kojcami, a wydłużyć na czas okresu przejściowego. Teraz jednak, jak donoszą rozmówcy gazety.pl, przestraszono się gniewu wiejskiego elektoratu, który będzie musiał zainwestować w duże kojce, taniej wyjdzie po prostu wydłużyć łańcuchy. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski otwarcie mówi o tym, że radykalne ruchy w obronie zwierząt uszczuplą wyborcze urny na wsi.
Dlatego mobilizacja w tym roku wskazana jest szczególnie. Każdą akcję „Zerwijmy łańcuchy” wspierają ludzie kultury i showbiznesu. W 2018 specjalnie z okazji manifestacji wypuszczona zostanie piosenka nagrana przez ambasadorkę akcji Kasię Moś. Słowa do niej napisał Artur Andrus, a muzykę Kuba Badach.
Polacy wczesną jesienią „zrywają łańcuchy” już od 12 lat. Nadal taka akcja jest bardzo potrzebna, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Już za tydzień będzie można po raz kolejny przekonać się, jak wygląda świat z perspektywy psa łańcuchowego i jak wielką krzywdę wyrządza to zwierzętom.

Korporacje pochylają się nad dobrostanem zwierząt

Firmy Nestlé, Sodexo, Unilever, Ikea Food Services, Aramark, Compass Group oraz Elior Group stworzyły Globalną Koalicję na Rzecz Dobrostanu Zwierząt (Global Coalition for Animal Welfare), w ramach której dążyły będą do poprawy warunków życia zwierząt hodowlanych. Wśród priorytetów koalicji znalazły się dobrostan kur niosek oraz kurczaków hodowanych na mięso, czyli brojlerów.

 

Global Coalition for Animal Welfare (GCAW) została powołana do życia przez siedem największych międzynarodowych firm spożywczych – Nestlé, Sodexo, Unilever, Ikea Food Services, Aramark, Compass Group oraz Elior Group. Jest to pierwsza tego typu globalna współpraca w branży spożywczej, mająca na celu poprawę standardów dobrostanu zwierząt hodowlanych.
Szczegółowy program działania koalicji ma zostać opublikowany dopiero w pierwszej połowie 2019 roku, jednak już teraz firmy zapowiedziały, że swoje działania będą koncentrować na 5 priorytetach, czyli:
• wycofaniu jaj z chowu klatkowego,
• wprowadzeniu wyższych norm dobrostanowych dla hodowli kurczaków,
• dobrostanie ryb hodowlanych,
• oporności na antybiotyki,
• globalnych standardach dotyczących transportu i uboju zwierząt.

– Trudno jest powiedzieć coś więcej bez zapoznania się ze szczegółowym planem działania GCAW, który ma ujrzeć światło dzienne dopiero w 2019, ale jesteśmy dobrej myśli. Podjęcie problemu dobrostanu zwierząt hodowlanych przez globalnych graczy branży spożywczej to bez wątpienia dobry znak – komentuje Marta Cendrowicz, dyrektorka kampanii korporacyjnych Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Warunki życia zwierząt nie są już sprawą wyłącznie aktywistów. Działania na rzecz poprawy dobrostanu to kwestia odpowiedzialności społecznej firm, której konsumenci coraz głośniej się domagają – dodaje.

Jak informuje firma Nestlé, współzałożyciel GCAW, decyzja o powołaniu do życia koalicji jest odpowiedzią na potrzeby rosnącej grupy konsumentów, którzy oczekują wprowadzenia i przestrzegania wyższych standardów hodowli zwierząt, uwzględniających ich naturalne potrzeby. Kwestia pochodzenia produktu jest coraz ważniejsza także dla polskich konsumentów. Potwierdzają to ostatnie badania CBOS, z których wynika, że najważniejszy przy zakupie jajek jest dla Polaków sposób chowu kur – 35% przyznaje, że zwraca na to największą uwagę. Najmniej istotna jest cena jaj – jedynie 11% badanych określiło ją za kluczową przy dokonywaniu codziennych wyborów konsumenckich.