Polska nie będzie członkiem UE poza jej systemem prawnym! Oświadczenie Konferencji Ambasadorów

Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS deklarują, że pogłoski o Polexicie są tylko propagandowym kłamstwem opozycji. Jednocześnie władza podejmuje kroki, które wypychają Polskę na peryferie Unii Europejskiej.

 

1. Spór w łonie rządu i partii rządzącej wokół pytań prejudycjalnych kierowanych przez sądy krajowe do Trybunału Sprawiedliwości UE ma implikacje wewnątrzkrajowe oraz o zasadniczym znaczeniu dla członkostwa Polski w UE.

2. Istota postępowania na podstawie art. 267 TSUE wyraża się w tym, że sąd krajowy – o ile ma wątpliwości, jak interpretować prawo unijne ważne dla rozstrzygnięcia zawisłej przed nim sprawy – może (a jeśli rozstrzyga prawomocnie – musi) skierować pytanie dotyczące tej kwestii do Trybunału Sprawiedliwości UE. Jedynie Trybunał ma kompetencję do rozstrzygnięcia, czy pytanie dotyczy prawa unijnego oraz do przeprowadzenia interpretacji tego prawa. Zadanie pytania prejudycjalnego jest natomiast autonomicznym uprawnieniem sądu wywodzącym się z prawa UE. Żaden inny organ państwowy nie może w to prawo sądu ingerować.

3. Trybunał Sprawiedliwości nie rozstrzyga spraw krajowych, daje on w swoim wyroku natomiast wskazania dla sądu krajowego, jak należy interpretować prawo unijne. Z tego względu orzecznictwo Trybunału w tym obszarze ma fundamentalne znaczenie dla spójności Unii Europejskiej, zapewnia bowiem jednolitość interpretacji i stosowania prawa unijnego. Ma to znaczenie fundamentalne dla funkcjonowania unijnego rynku wewnętrznego oraz dla zagwarantowania stabilności unijnej wspólnoty prawnej, a tym samym dla uprawnień podmiotów gospodarczych i praw obywateli państw członkowskich (obywateli Unii).

4. W stanowisku Prokuratora Generalnego (Ministra Sprawiedliwości), upublicznionym na początku października br., zakwestionowano prawo sądu krajowego do kierowania pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości, podając w wątpliwość wyłączną kompetencję tego Trybunału do decydowania o tym, czy skierowane do niego pytanie jest zasadne. Oba te aspekty postępowania prejudycjalnego należą do fundamentu, na którym zasadza się unijny porządek prawny. W stanowisku Prokuratora Generalnego chodzi w istocie o ograniczenie kompetencji sądu krajowego do kierowania pytań prejudycjalnych w sprawie stanu praworządności w Polsce.

5. W stanowisku Ministra Spraw Zagranicznych, upublicznionym 30 października br., zakwestionowano tezy zawarte w stanowisku Prokuratora Generalnego, zasadnie odwołując się do utrwalonego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE i polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Już jednak następnego dnia – 31 października br. – Minister Spraw Zagranicznych zdezawuował swoje pierwotne stanowisko, sprowadzając jego znaczenie do funkcji „informacyjnej” i „eksperckiej, a – w specjalnym oświadczeniu – „w pełni poparł” tezy stanowiska Prokuratora Generalnego. Premier natomiast zapewniał, że tezy Prokuratora Generalnego są tożsame ze stanowiskiem rządu.

6. Przebieg „uzgadniania” stanowiska rządu w tej fundamentalnej dla członkostwa Polski w Unii Europejskiej sprawie i jego treść budzi głębokie zaniepokojenie. Świadczy bowiem o:
• działaniu wbrew interesom Polski w Unii Europejskiej oraz w sprzeczności z polską racją stanu w relacjach międzynarodowych. W rozgrywkach wewnątrzpartyjnych na plan dalszy schodzi interes Polski w UE i jej pozycja w środowisku międzynarodowym;
• lekceważeniu podstawowych zobowiązań Polski związanych z członkostwem w Unii Europejskiej. Przyjęcie tez Prokuratora Generalnego jako stanowiska rządu oznacza czołowe starcie z fundamentem prawa UE. Dzieje się to na kilkanaście dni przed planowanym posiedzeniem Trybunału Sprawiedliwości (16 listopada br.), podczas którego rozpatrywana będzie zasadność zastosowania wobec Polski precedensowych działań związanych z naruszaniem praworządności oraz w czasie, gdy wobec Polski biegnie procedura art. 7 TSUE oraz postępowania o naruszenie zobowiązań wynikających z członkostwa;
• postępującej degradacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych (i personalnie Ministra SZ) w kreowaniu polskiej polityki zagranicznej oraz o tym, że jest ona sprowadzana do wyrażania „interesów” wyłącznie partii rządzącej (KA zwracała uwagę na ten problem w stanowisku z 9 października br. „Dyplomacja i przyzwoitość”).

7. Postępowania organów UE nie mają na celu „karania” Polski. Ich celem jest przywrócenie w Polsce praworządności. Stanowisko zaprezentowane przez Prokuratora Generalnego w sprawie pytań prejudycjalnych jest natomiast działaniem oddalającym Polskę od standardów Unii Europejskiej. Poza marginalizacją pozycji Polski w Unii Europejskiej, prowadzi to do wyłączania wobec Polski ważnych mechanizmów unijnej wspólnoty prawnej. Alarmujące są sygnały związane z Europejskim Nakazem Aresztowania, kolejne problemy mogą wystąpić w dziedzinach o zasadniczym znaczeniu dla przedsiębiorców, rolników i obywateli polskich korzystających z uprawnień obywatela Unii.

8. Sądy konstytucyjne państw członkowskich mają możliwość badania zgodności z konstytucją Traktatów stanowiących podstawę UE. Mają jednak obowiązek stosowania wykładni przyjaznej prawu UE, tj. mają tak interpretować prawo krajowe, aby zapewnić wykonanie prawa UE. Jeśli natomiast sprzeczności nie da się przezwyciężyć w drodze interpretacji, wówczas ustawodawca krajowy powinien przeprowadzić stosowną nowelizację ustawy lub konstytucji. Może tego nie zrobić, ale wówczas państwo wkracza na drogę wystąpienia z Unii Europejskiej.

 

Jan Barcz, Marcin Bosacki, Iwo Byczewski,
Maria Krzysztof Byrski, Mieczysław Cieniuch,
Tadeusz Diem, Paweł Dobrowolski,
Grzegorz Dziemidowicz, Urszula Gacek,
Marek Grela, Andrzej Jaroszyński, Maciej Klimczak, Michał Klinger,
Tomasz Knothe, Maciej Kozłowski, Maciej Koźmiński, Jerzy Kranz,
Henryk Lipszyc, Bogumił Luft, Piotr Łukasiewicz, Jacek Najder,

Jerzy-Maria Nowak, Piotr Nowina-Konopka,
Agnieszka Magdziak-Miszewska, Anna Niewiadomska,
Piotr Ogrodziński, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Ryszard Schnepf,
Grażyna Sikorska, 
Tadeusz Szumowski, Andrzej Towpik,
Wojciech Tomaszewski, Maria Wodzyńska-Walicka

Głos lewicy

Przyszłość emerytur

Pragnę pogratulować sprawozdawcy samego tematu, czyli „Wzmocnienia publicznego systemu ubezpieczeń społecznych”. Padały tutaj sformułowania, że ten tytuł jest ideologiczny – otóż nie, tytuł nie jest ideologiczny, on jest po prostu społeczny. I tu nie chodzi o państwo opiekuńcze, które ma różne konotacje, tu chodzi o państwo odpowiedzialne.
Chodzi przecież o godne życie. Elementem ostatniej fazy godnego życia to jest przyzwoita emerytura, tzn. zagwarantowana i w kwocie, która pozwoli przeżyć. Obywatele oszczędzają na ten cel w różny sposób, prawdą jest, że i przymuszony. Padały tu sformułowania, iż publiczna część jest nieważna. Pochodzę z państwa, w którym liberałowie chadeccy wprowadzali system prywatnych ubezpieczeń, a kilkanaście lat później po prostu włączyli je z powrotem do budżetu państwa. Podstawą powinien być przyzwoity publiczny system emerytalny.
Zwracam się do Pana Komisarza, jestem zwolennikiem „social pillar”, który Komisja ogłosiła, sięgnijcie do tego. Róbmy to co tam jest zapisane.
Prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego – wystąpienie w debacie o przyszłości emerytur 12 września 2018 r.

 

Węgry do kąta!

– W środę będę głosował za przyjęciem sprawozdania dotyczącego kolejnych kroków UE ws. Węgier – mówił w „Pulsie Europy” Janusz Zemke, europoseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
W Parlamencie Europejskim zakończyła się debata ws. praworządności Węgier i ewentualnego uruchomienia art. 7.
– Dyskusja na temat przestrzegania prawa przez państwa, które do UE należą, jest czymś naturalnym. Te państwa dobrowolnie przystąpiły do Wspólnoty i zgodziły się na przestrzeganie określonych zasad. A w przypadku Węgier mamy duże wątpliwości co do przestrzegania tych zasad – ocenił polityk.

 

W kubeł!

Czesław Cyrul skarży się na Facebooku:
Minister Błaszczak, ten od obrony, nazwał uczestników marszu LGBT sodomitami. Inni politycy PiS z upodobaniem używają słowa pederaści w stosunku do ludzi LGBT. Ostatnio przez świat i Polskę także przetacza się fala skandali związanych z molestowaniem dzieci przez księży katolickich. Ciekaw jestem jakiego słownictwa użyliby w tej sprawie minister Błaszczak i jego koledzy. Otóż nie użyją żadnego. W tej sprawie ich obowiązuje zasada – morda w kubeł.

 

 

KE o Polsce

Komisarze wydali stanowisko, w którym poinformowali, że wobec Polski został wszczęty kolejny etap procedury w związku z naruszeniem praworządności. Była to odpowiedź na złożone przez Warszawę wyjaśnienia w sprawie nowego prawa, które w zamyśle rządu Morawieckiego miały uspokoić napięte stosunki z Brukselą. Tak się jednak nie stało.

 

„Komisja Europejska podtrzymuje stanowisko, że polska ustawa o Sądzie Najwyższym jest niezgodna z prawem UE, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziowskiej, w tym nieusuwalność sędziów, a tym samym Polska nie wypełnia swoich zobowiązań wynikających z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej w związku z artykułem 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej” – informuje Komisja.

Członkowie KE zaznaczyli, że stanowisko Polski zostało poddane „głębokiej analizie”. Chodzi o odpowiedź Warszawy na wcześniejsze zastrzeżenia formalne komisarzy. Rząd Morawieckiego argumentował, że przepisy, do których zgłosiła uwagi KE, dotyczą jedynie zasad nabywania uprawnienia do zajmowania urzędu sędziego po przekroczeniu wieku emerytalnego (dokładnie wieku przejścia w stan spoczynku). Warszawa twierdziła, że nie ma uzasadnienia dla twierdzeń, że nowe regulacje mogą podważać niezależność sądów.

Komisja Europejska jest jednak innego zdania. „Odpowiedź polskich władz nie zmniejsza wątpliwości prawnych Komisji” – czytamy w komunikacie. Oznacza to, że ustawa jest niezgodna z prawem unijnym. Co teraz? Warszawa ma miesiąc na dokonanie zmian w dokumencie, w przeciwnym wypadku sprawa najpewniej trafi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Stanowisko Brukseli pokazuje, że Unia Europejska poważnie traktuje działania PiS w kwestii zmian ustrojowych i nie zamierza pozwolić na łamanie obowiązujących standardów praworządności. Trybunał Sprawiedliwości zajmuje się również pięcioma pytaniami prejudycjalnymi, które na początku sierpnia zgłosił zadał polski Sąd Najwyższy. Pytania te dotyczą zasady niezależności sądów i niezawisłości sądów jako zasad prawa unijnego oraz unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek. SN postanowił też zawiesić stosowanie przepisów trzech artykułów ustawy o SN dotyczących przechodzenia w stan spoczynku sędziów SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Luksemburg ma wydać w tej sprawie stanowisko do października. Sąd Najwyższy prewencyjnie zawiesił kontrowersyjne zapisy ustawy, gdyż zachodzi wątpliwość, że są one niezgodne z prawem wspólnotowym, które, jak wiadomo, ma prymat nad prawem krajowym.

Przestajemy być państwem prawa PRAWORZĄDNOŚĆ W POLSCE

Na wszystkich szczeblach sądownictwa zwiększają się zagrożenia i jednocześnie zmniejszają gwarancje dla niezawisłości sędziów i niezależności sądów.

 

Stanowisko Komitetu Helsińskiego w Polsce głosi, że nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, przyjęta z kolejnym rażącym naruszeniem procedury stanowienia prawa w demokracji parlamentarnej, zamyka etap najważniejszych pozakonstytucyjnych zmian ustroju sądownictwa, zmian w rekrutacji, kadencyjności oraz obsadzie kadr sędziowskich. Ustawa zwana przez jej projektodawców „dopinającą reformę” umożliwia poddanie sądownictwa wpływowi władzy politycznej, co rujnuje podział władz.
Na wszystkich szczeblach sądownictwa zwiększają się zagrożenia i jednocześnie zmniejszają gwarancje dla niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Niszczy to zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa i anarchizuje życie publiczne w Polsce. Łamiąc Konstytucję, zmieniono prawo tak, aby umożliwić arbitralne, nieprzejrzyste i nieobjęte efektywną kontrolą sądową działanie władzy wykonawczej.
Obniżanie standardów i wybiórczość stosowania prawa zaczynają być odczuwalne. Przykłady to ograniczenia wprowadzane przez prawa o zgromadzeniach, prawa o wykroczeniach, ograniczenia jawności i dostępu do przestrzeni publicznej, ograniczenia w korzystaniu przez jednostki z wolności, niepewność ochrony prawnej. Prawo i jego stosowanie używane jest coraz szerzej do antagonizowania społeczeństwa, zastraszania obywateli i ich grup.
Członkowie Komitetu Helsińskiego pisali w lutym tego roku i teraz to powtarzają: okres, jaki minął od listopada 2015 r., przyniósł najwięcej wyzwań i zagrożeń dla praw i wolności człowieka po 1989 roku. Dziś jest to już głęboki kryzys demokracji w Polsce: parlament staje się atrapą, a jego pracę cechuje lekceważenie Konstytucji i niepoważne traktowanie legislacji. Towarzyszy temu zakłamany, wykluczający język, niszczący kooperację i dyskurs społeczny. Destrukcja demokratycznych standardów praw i wolności człowieka oddala nasz kraj od ładu demokracji liberalnej i zbliża do autorytarnych rządów jednej partii.

Debata o przyszłości

To mógł być dobry dzień dla Polski.

 

Po raz pierwszy premier Mateusz Morawiecki stanął oko w oko z posłami do Parlamentu Europejskiego. Oficjalnym tematem spotkania było poznanie poglądów polskiego premiera na przyszłość Unii Europejskiej.
Trzeba powiedzieć, że w tej części pan premier mówił rzeczy warte zastanowienia, choć nie wolne od kontrowersji. Na przykład wtedy, kiedy mówił o konieczności redefiniowania Unii Europejskiej, zwłaszcza w świetle coraz wyraźniejszej jego zdaniem niechęci narodów Europy do jednoczenia się i jednoczesnych dążeń do tworzenia związku silnych państw suwerennych. Przy tej okazji mówił też o pluralizmie, w którym on widzi prawo nadane każdemu państwu do swobodnego kształtowania własnego systemu.
– Zamiast więc załamywać ręce nad populizmem trzeba się zastanowić, dlaczego on się po Europie rozlewa?…
I zaraz sam sobie odpowiadał:
– Być może dzieje się tak dlatego, że to właśnie populizm jest istotą demokracji…
Rychło jednak pan premier popadł w pewien logiczny kłopot, a nawet chwilami przeczył sam sobie. Oto na przykład ten twórczy populizm, owa sól demokracji, staje się nagle wstrętnym piołunem, gdy pan premier używa tego określenia w kontekście pejoratywnym – wtedy, gdy mówi o rozlegających się w państwach unijnych głosach o konieczności ograniczania funduszu spójności, z którego właśnie Polska czerpie najwięcej unijnych pieniędzy. Populizm zachodni zderza się w tym momencie z populizmem z drugiej strony Odry.
Wyznawcy pierwszego mówią – dość płacenia, niech sobie radzą, wyznawcy drugiego – nam te środki się należą w związku z naszą trudną historią i niezawinionymi przez nas opóźnieniami w rozwoju. Musicie więc nam płacić jak najwięcej, a już na pewno nie mniej niż dotąd… Otóż populizm ma różne twarze i żadna nie jest twórcza.
Niestety, pan premier nie powstrzymał się też przed wypowiedzeniem myśli, które wymagają bardziej zdecydowanej odpowiedzi. To, że źle mówił o PRL, to już się przyzwyczailiśmy, trudno. Dlaczego jednak na forum PE spostponował dorobek Polaków – wielu rządów i wielu Sejmów, po roku 1989? To oczywista nieprawda, że zanim nastał rząd PiS, Polskę przygniatały korupcja, oszustwa i bezprawie. Warto w tym miejscu przypomnieć panu premierowi, że był już jeden rząd Prawa i Sprawiedliwości, zanim nastąpił ten, którym on teraz kieruje. Czy pierwszy rząd PiS też tak fatalnie zapisał się w historii?
Ta część przemówienia premiera Morawieckiego została przyjęta ze zdziwieniem, jeśli nie źle. W Brukseli dobrze się bowiem pamięta Polskę, która była ważnym sprawcą przemian demokratycznych pośród wszystkich nowo przyjętych członków Unii.
Wystąpienie pana premiera miało też swoistą „drugą część”, która chyba była zresztą nie do uniknięcia. Wiadomo było z góry, że napięcie w stosunkach Polski z Unią na tle praworządności w naszym kraju będzie musiało znaleźć w tej rozmowie odbicie. Uruchomiona jest przecież procedura art. 7 Traktatu Unijnego. Po raz pierwszy w historii Komisja Europejska, uznając, że w naszym kraju istnieje systemowe, instytucjonalne zagrożenia dla zasad praworządności, używa do jej obrony oręża zwanego potocznie „bombą atomową”. Jednocześnie w tych dniach KE rozpoczęła inną procedurę – zaskarżenia polskich władz do Trybunału Sprawiedliwości w związku ze zmianami ustroju Sądu Najwyższego uznawanymi jako niekonstytucyjne.
I choć na rządzie PiS nie robi to wrażenia, to jednak ludzie na ulicach protestują przeciwko takim praktykom. Dlatego premier Morawiecki występował przed posłami do PE przy akompaniamencie demonstracji w Warszawie i w innych miastach w obronie SN i sędziów tego Sądu, którym skrócono kadencję i odesłano na emeryturę. Dodać trzeba, iż także Trybunał Konstytucyjny i Krajowa Rada Sądownictwa wzbudzają poważne zastrzeżenia zarówno co do sposobu ich powołania, jak i co do zdominowania w ten sposób władzy sądowniczej przez władze ustawodawczą i wykonawczą.
Unia nie chce i nie może się z tym zgodzić.
Premier Morawiecki stając przed Parlamentem Europejskim zdawał się w ogóle nie dostrzegać tych okoliczności swojego wystąpienia. Mówił o Nord Stream 2, o walce z „Rosją Putina”, z mafiami VAT-owskimi i rajami podatkowymi, słowem, o wszystkim, o czym lubi mówić także w kraju, łącznie z samochodami na prąd. Nie to jednak europosłów interesowało – uparcie wracali do praworządności. Oto garść głosów, które odnotowałem:

Valdis Dombrowskis – wice przewodniczący Komisji Europejskiej, który mówił w zastępstwie nieobecnego Jean-Claude’a Junckera:
– Polska dostała 86 mld. euro (do tej pory – BL) w ramach funduszu spójności. Dużo więcej niż inne kraje. Od 2004 r. polski eksport do krajów UE potroił się. Jeśli chodzi o kolejny budżet Polska w przeliczeniu na obywatela też będzie otrzymywała znacznie więcej niż inni. Dombrowskis delikatnie dał do zrozumienia, że nie można wybierać sobie z Unii, co nam najbardziej pasuje, zaś lekceważyć lub ignorować to, czym jesteśmy zainteresowani mniej. Unia jest wspólną i spójną wartością. Do takiej przystępowaliśmy. Przypomniał, że Unia była wyborem 80 proc. Polaków. Pokój, demokracja, poszanowanie dla rządów prawa, to jest spoiwo całej Unii, Unia jest unią prawa – nie tylko interesów. Dlatego więc, gdy istnieje systemowe zagrożenie dla rządów prawa, nie możemy odwrócić głowy, bo to ma wpływ na całą wspólnotę.

Manfred Weber (przew. grupy parlamentarnej Europejskiej Partii Ludowej – EPL):
– Zasada rozdziału władz została określona już w pierwszej Konstytucji, którą Polska przyniosła Europie. Wierzymy w Polskę opierającą się o wartości demokratyczne, które niósł ze sobą Lech Wałęsa, „Solidarność” i Jan Paweł II.
Niemniej jest wokół dzisiejszego stanu spraw w Polsce wiele pytań: dlaczego rząd zwalnia tylu sędziów; dlaczego inne państwa Unii muszą zwracać się do Trybunału Sprawiedliwości, z pytaniem, czy polskie sądy są sprawiedliwe; dlaczego pan Frasyniuk staje przed sądem, a nie nacjonaliści… Stracił pan okazję (panie premierze – BL), żeby to wyjaśnić. Nie ma wolności bez praworządności.
Mówił pan o suwerenności, ja chciałbym zapytać przy tej okazji, czy ta anty-unijna atmosfera, te okrzyki, że Bruksela, to nowa Moskwa, to jest ta atmosfera suwerenności? Mówi pan o nowej Europie, która będzie słuchać obywateli. Ta Europa już jest – tu, w Parlamencie Europejskim. I Funkcjonuje bardzo dobrze, nie potrzebujemy nowej Europy. Europa nacjonalizmów nie jest w stanie spełniać oczekiwań europejskich narodów. To byłby świetny komunikat, gdybyśmy mogli usłyszeć go od pana.

Udo Bullmann (przew. Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów):
– Mówił pan o rzeczach ważnych – bezpieczeństwie energetycznym itd. podważając jednocześnie wartości, na których opiera się projekt europejski – dlaczego? Nie może pan tych wartości podważać i w tym samym czasie apelować do Zachodu o zjednoczenie, które właśnie na tych wartościach jest zbudowane. Chcemy mieć Polskę w samym sercu Europy, ale proszę nie robić tego, co robicie – nie ograniczajcie praw i praworządności.

Guy Verhofstadt (przew. frakcji liberalnej)
– Przyszłość UE, to coś więcej niż wspólna waluta, wspólny rynek. To jest także wspólnota wartości. Stawianie sędziów pod kontrolą, to nie są te wartości, pan musi o tym wiedzieć. To jest kwestia zasad, naszej wspólnej tożsamości. Zmuszanie sędziów do przejścia na emeryturę, pozostawianie ich na łasce i niełasce rządów, nigdy nie może być cechą naszej wspólnoty. Niech pan zadba o przywrócenie Polski do rodziny europejskiej, zamiast pozwalać, by kręciła się po obrzeżach.

Ska Keller (Zieloni):
– Powinien pan wiedzieć, że Parlament Europejski jest w tej sprawie [praworządności w Polsce – BL] bardzo silnie zjednoczony. Państwo zawrócili Polskę z drogi wolności i demokracji. Tymczasem to, co dzieje się w Polsce, jest kluczowe dla całej Europy. Popieramy procedurę z art. 7 i proc. w sprawie naruszeń ustawy w sprawie SN. Ludzie w Polsce protestują, domagają się poszanowania praw kobiet i zwracają się do UE, bo uważają, że Unia może stanąć w ich obronie. Polska, to także jest Europa. Nie poddamy się. Jeśli chcą państwo współpracy, to muszą się państwo trzymać się wartości, na których Unia jest zbudowana.

Tania González Peñas (Konfederacyjna Grupa Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordycka Zielona Lewica):
– Pan żyje w jakiejś innej rzeczywistości niż pańscy rodacy. Pański rząd ogranicza prawa demokratyczne. Nie może pan igrać życiem kobiet, proszę nas posłuchać, [chyba, że – BL} dzwony kościelne nie pozwalają panu tego usłyszeć. Czy chce pan przejść do historii, jako ten, który skończył z trójpodziałem władzy, prawami kobiet i środowisk LGTB?…

I tak przez dwie i pół godziny. Z niejaką przykrością muszę odnotować, że moim zdaniem premier Morawiecki nie wykorzystał okazji do posunięcia spraw polsko-unijnych do przodu. Od początku tego sporu uważam i głoszę to, że obie strony, w nadrzędnym interesie całej naszej europejskiej wspólnoty, powinny zmierzać ku kompromisowi, powinny wykazać skłonność do cofnięcia się. Na początek choćby o krok. Niestety – ubolewam nad tym – zamiast jakichś propozycji dających szansę na rzeczywiste nowe otwarcie, premier powtarzał: – Jesteśmy dumnym krajem i proszę nas nie pouczać. I choć wszyscy polscy europosłowie tym razem powstrzymali emocje i nie dopuścili do wojny polsko-polskiej w PE, to jednak wystąpienie premiera Morawieckiego uznać należy za straconą szanse zaprezentowania lepszego oblicza Polski.
Na co więc liczy premier, upierając się przy racjach PiS?
Obawiam się, że spowodowane to jest kalkulacją na przyszłoroczne wybory do PE i nadzieją, że jego odnowiony skład będzie bardziej podatny na PiS-owskie argumenty. Te kalkulacje są nie tylko dlatego niebezpieczne, że na długo mogą podważyć reputację i wiarygodność Polski w Europie, ale też dlatego, że zanim wyłoniony zostanie nowy Parlament Europejski, ten, który jest, przyjmie unijny budżet na lata 2021-2027. Nowy Parlament może być jeszcze mniej hojny, zwłaszcza, że będzie też nowa Komisja. Im więcej będzie partii populistycznych i narodowych, tym gorzej. Możemy zostać wyeliminowani, jak na mundialu.