Warszawa jak Kopenhaga

„Trzeba myśleć o tych, którzy najbardziej tego potrzebują” – powiedział kandydat komitetu SLD – Lewica Razem podczas spotkania zorganizowanego przez OPZZ. Rozenek dał do zrozumienia, że swój przekaz kieruje przede wszystkim do seniorów i to właśnie o propozycjach mających wesprzeć właśnie tę grupę mówił w czwartek najwięcej.

 

Andrzej Rozenek jako prezydent nie zamierza budować kolejnych linii metra, a swoją uwagę zamierza skoncentrować na bardziej realnych problemach. Ważne miejsce w jego wizji zajmują domy seniora, które powinny się znaleźć na każdym osiedlu. Według polityka SLD ważne jest również zorganizowanie sprawnych i odpowiednio wyposażonych domów wsparcia dla kobiet w ciąży oraz ofiar przemocy w rodzinach.

Kluczową kategorią w jego przekazie jest polityka senioralna. Rozenek zwrócił uwagę, że w stolicy jest ok. 360 tys. osób w podeszłym wieku. Zauważył, że seniorzy „cieszą się pewnymi dobrodziejstwami, bo mają na przykład Uniwersytety Trzeciego Wieku”, które jednak nie wszędzie funkcjonują dobrze, dlatego należy usprawnić ich działalność w niektórych dzielnicach m.in na Pradze Północ. Jego zdaniem Zaproponował także powstanie”nowoczesnych domów opiekuńczych”, w których seniorzy będą mogli zamieszkać. – Na początek planujemy po jednym takim domu na każdą dzielnicę – powiedział Rozenek.

Kiedy Piotr Szumlewicz z OPZZ zapytał skąd kandydat zamierza wziąć środki budżetowe na swoje pomysły, Rozenek odpowiedział, że w pierwszej kolejności miasto powinno usprawnić politykę energetyczną. Dzięki stworzeniu systemów rekuperacji z filtracją budynki administracji publicznej i miejskich spółek miałyby stać się energetycznie samowystarczalne. Takie rozwiązanie przyniosłoby ok. dwóch miliardów oszczędności rocznie, a także poprawiłoby jakość powietrza w szkołach. Rozenek zauważył, że obecnie „dzieci są gazowane” – smog w pomieszczeniach lekcyjnych przekracza kilkukrotnie obowiązujące normy, przez co uczniowie nie mogą się skupić od nadmiaru CO2. Jako przykład dobrej polityki na tym polu wskazał szkołę w Markach, która osiągnęła już energetyczną autonomię.

Polityk chciałby także ulżyć uczniom dźwigającym „absurdalnie ciężkie plecaki”. Przytoczył tu przykład swojego syna, któremu zdarza się dźwigać na plecach dwudziestokilowy ładunek. Uważa, że dzieci należy wyposażyć w czytniki do e-podręczników.

Kandydat SLD-Lewica Razem nie zamierza tolerować niestabilnych form zatrudnienia. „Jestem lewicowcem, jestem przeciwnikiem umów śmieciowych. Miasto musi świecić przykładem, nie ma możliwości żeby ktoś pracował na nieoskładkowanych umowach” – mówił wskazując również na inny szkodliwy problem, jakim jest podwykonawstwo w spółkach miejskich. „Absolutnie nie zgadzam na żadne outsourcingi” – powiedział, podkreślając, że chodzi nie tylko o odpowiednie standardy pracy, ale również o jakość obsługi – umowy śmieciowe prowadzą do jej degradacji. „Będę zawsze egzekwował to, że każdy pracownik miejski jest dla mieszkańców. To trzeba zmienić, ale za tym musi pójść poprawa warunków zatrudnienia” – mówił. Postulował też audyt warunków zatrudnienia. „Być może niektórych pracowników należy przesunąć do innych zadań”.

Rozenek wyraził swoją opinie na temat straży miejskiej, która obecnie jest zbyt opresywna, a w jego wizji powinna „opiekować się mieszkańcami”, a w szczególności – dziećmi i osobami starszymi, dla których „strażnicy powinni być podporą”. Stwierdził też, że „tam gdzie jest strażnik miejski, tam obywatel powinien czuć się bezpieczny”.

Jeśli chodzi o politykę kulturalną, kandydat SLD-Lewica Razem sprzeciwił się jakikolwiek próbom ideologicznej cenzury przedstawień. “Mamy wolność, jest demokracja, każdy może wystawiać taką sztukę jaką chce”. A także zaproponował bilet za 1 zł dla seniorów w wybrany dzień tygodnia do instytucji kulturalnych.

Rozenek zapewnił też o konieczności wsparcia dla NGOsów, a także, co ciekawe, swoim przyjaznym nastawieniu do skłotów. „Byłem gościem na poznańskim skłocie Rozbrat, i jest to miejsce , które promieniuje kulturą” – mówił, dodając, że nie wyobraża sobie żeby Warszawa nie było stolicą kulturalną. Kandydat chciałby też wybudować salę koncertową z prawdziwego zdarzenia, aby mogły w niej gościć gwiazdy średniego formatu.

Kiedy padło pytanie o ratowanie upadających klubów sportowych, w tym Gwardii Warszawa, Rozenek wyznał: „Jestem warszawiakiem, urodziłem się na Czerniakowie, moim klubem jest Legia”, sygnalizując jednak potrzebę wsparcia innych klubów na czelę ze Skrą, która powinna doczekać się „najnowocześniejszego stadionu lekkoatletycznego w Polsce”, a jego patronką powinna zostać Irena Szewińska. Na Gwardii jego zdaniem odbudowana powinna zostać sekcja żużlowa.

Andrzej Rozenek zaproponował darmowy program sterylizacji dla zwierzaków, a naszych mniejszych braci ze schronisk chciałby ulokować u emerytów, który otrzymywaliby godne świadczenie w zamian za opiekę. „Nasz stosunek do zwierząt pokazuje jakimi jesteśmy ludźmi” – powiedział. Zadeklarował też, że jego stolica to „Warszawa wolna od cyrków ze zwierzętami”.
Kandydat opowiedział się za możliwością wykupu mieszkań komunalnych. Uważa, że to niesprawiedliwe iż część ich użytkowników otrzymała taką możliwość, a reszta miałaby zostać jej pozbawiona. Za pieniądze uzyskane z wykupu chciałby budować energooszczędne nowe mieszkania miejskie.

Jak zamierza walczyć z zanieczyszczeniami powietrza? Zwrócił uwagę na problem mieszkańców innych miast, którzy przyjeżdżają do Warszawy swoimi samochodami do pracy, potęgując spalinową apokalipsę. Zdaniem Rozenka rozwiązaniem byłoby utworzenie miejsc typu Park & Ride na dworcach peryferyjnych i w miejscowościach podwarszawskich.

Warszawa Andrzej Rozenka nie miałaby wyglądać jak Moskwa czy inne miasto z korkami i wieloma liniami metra, a raczej jak Kopenhaga. „Ulice trzeba zwężać, tylko w ten sposób możemy zapanować nad władzą samochodu nad człowiekiem” – mówił, wspominając również o zielonych korytarzach i komunikacji miejskiej.

Wóz albo przewóz

Andrzej Duda zawetował ustawę o ordynacji wyborczej, która miała radykalnie preferować duże ugrupowania, a zatem obecnie, w praktyce, wyłącznie PiS i PO.

 

Ale choć kuto konie, cieszą się żabki – włącznie z Prawicą Rzeczypospolitej Marka Jurka czy Razem Adriana Zandberga. Cieszą się więc ci, którzy nawet wg dotychczasowej ordynacji nie mają szans, by wejść o własnych siłach do parlamentu. Zachowują się jak jedna z postaci komedii, Barei, chłoporobotnik, który „nie zdanża” na autobus, „ale i tak ma dobrze, bo jest przepełniony i się nie zatrzymuje”.
Należy się obawiać, że groteskowa radość dla radości, czyli sztuka dla sztuki przesłoni opozycji jej jedyną szansę na odsunięcie PiS od władzy i zahamowanie dewastacji politycznej kraju oraz praktyczne wyprowadzanie Polski z Unii Europejskiej.

 

Jak do tego doszło

Jak wiele na to wskazuje, przebieg zdarzeń był następujący. Najpierw Kaczyński i jego otoczenie zdecydowali, w gorączkowym pędzie zagarniania władzy, by zmienić ordynację w celu wzmocnienia swojej przyszłej pozycji. Po jakimś czasie, zapewne pod wpływem kalkulacji własnych ekspertów i rozmaitych opinii czy analiz z zewnątrz doszli do wniosku, że sami zapędzili się w kozi róg i że byłoby to wypędzanie diabła belzebubem. Spowodowałoby to bowiem, przede wszystkim dla partii opozycyjnych, żywotną konieczność połączenia się w blok wyborczy, jako jedyny sposób na nawiązania walki z PiS, a to oznaczałoby dla niego dramatyczne niebezpieczeństwo. A że pojął to i Duda ze swoim otoczeniem, więc skorzystał z okazji, że małe partie, jak należało przewidywać, zaczęły protestować. PiS niby to nadal optowało za nową ordynacją, ale najwyraźniej już tylko dla tzw. zachowania twarzy. No bo jak miało teraz wzywać go do weta przeciw własnej koncepcji? Dla Dudy ta sytuacja zbiegła się korzystnie z upokarzającym dla niego odrzuceniem przez pisowską większość pomysłu referendum konstytucyjnego. Miał więc okazję, by samoiluzyjnie, infantylnie, jak to on, poprawić sobie samopoczucie i pokazać jaki jednak „z niego zuch” i „niezłomny”. Od momentu gdy otoczenie Dudy zaczęło przebąkiwać o ewentualnej możliwości weta, część opozycji, zwłaszcza Platforma, zaczęła sugerować, że cała sprawa z nową ordynacją i wycofaniem jej przez weto, to „ustawka” między PiS a pałacem prezydenckim. Coś może być na rzeczy, ale tylko do pewnego stopnia. Z całą pewnością nie była to ustawka u samej genezy pomysłu z nową ordynacją. PiS rzeczywiście miało autentyczny zamiar ją przeforsować i dopiero, gdy zorientowali się, jakie mogą być tego konsekwencje, zaczęli szukać dobrego sposobu wycofania się z niej. Sfrustrowany Duda, indagowany przy tym przez politycznych „braci mniejszych”, okazał się w tej sytuacji „jak znalazł”. Z kolei dla niego samego, półoficjalnie namaszczonego już przez Prezesa na ponownego kandydata PiS w roku 2020, była to szansa na zaskarbienie sobie sympatii, „zapunktowania” choćby u Kukiz’15.

 

W punkcie wyjścia czyli nędza opozycji

Powrót do punktu wyjścia oznacza, że opozycja nie stanie już przed żywotną koniecznością jednoczenia się w wyborczy anty-PiS. Co prawda zawetowana ustawa dotyczy ordynacji do PE, ale mechanizm polityczny miałby przełożenie także na wybory do Sejmu i Senatu. Kamień z serca spadł przede wszystkim Platformie, która w operacji wejścia do parlamentu, tego czy innego, poradzi sobie bez sojuszników. Odetchnęli też polityczni „bracia mniejsi”, łącznie z koalicjantami PiS od Ziobry i Gowina. Jakkolwiek jednak głęboko nie odetchną, część z nich i tak do parlamentu nie wejdzie, a cel, jakim jest odsunięcie od władzy szkodników i politycznych chuliganów, stanie się nieosiągalny.

 

Jest szansa…

A przecież nawet pobieżna analiza wielu kolejnych notowań, ujmowanych właśnie jako sekwencja, seria sygnałów wskazuje, że istnieje szansa na blokowe pokonanie PiS. Nie od dziś zwracają na to uwagę między innymi znawca zjawiska sondaży oraz anatomii i dynamiki poparcia politycznego, profesor Radosław Markowski, a także senator Marek Borowski. Z części sondaży, nawet z tych, w których PiS uzyskuje wysoki wynik, przekraczający 40 procent poparcia wynika, że suma wyników ugrupowań opozycyjnych mogłaby ułożyć się w „przeważenie” na szali wyniku partii rządzącej. A przecież są uzasadnione powody do podejrzenia (sygnalizuje to m.in. zespół analityczny wspomnianego profesora Markowskiego), że PiS utrzymuje tak naprawdę realny poziom poparcia z dnia wyborów 25 października z 2015 roku, czyli ok. 37 procent. Te kilka procent, których może PiS brakować do przeszło 40-procentowego wyniku z wielu sondaży, czyni bardzo wielką różnicę, tym bardziej, że potencjalny koalicjant, czyli Kukiz ’15 bywa w niektórych wynikach pod progiem. Tak czy inaczej, konstelacja wyników, w której suma mandatów dla partii opozycyjnych przeważyłaby liczbę mandatów dla PiS nie jest nieprawdopodobna. Opozycja staje więc przed, niewykluczone że na długo niepowtarzalną okazją, by odsunąć PiS od rządów.

 

… oby nie stracona

Jeśli teraz, po wecie Dudy, opozycja uzna je za formę alibi, przyzwolenia na polityczne sobkowstwo, na polityczny egoizm, to w dalszej konsekwencji, w odleglejszej perspektywie straci nie tylko ona. Straci Polska, stracimy my, jej obywatele. Ta niewykorzystana okazja zemści się na nas wszystkich i to w drugiej kadencji rządów PiS szczególnie srogo. Upojony zwycięstwem i ponownymi samodzielnymi rządami PiS da teraz popalić swoim nieprzyjaciołom tak, że to, co mamy w obecnej kadencji, będziemy rzewnie wspominać jako czas spokoju i umiaru. Drakońskie uderzenie w opozycję parlamentarną i pozaparlamentarną, w prawa kobiet, w prawa emerytalne niektórych grup zawodowych, w tym m.in. inne w prawa nabyte choćby oficerów wojska czy policji, w świat kultury, w niezawisłość wymiaru sprawiedliwości, w wolność mediów, gwałtowniejszą wojnę z Unią Europejską etc, a także polowanie na czarownice, w tym szczególnie lewicowe (ideologiczny charakter ataku na przeszłość Józefa Iwulskiego, Ewy Gawor czy ściganie KPP, to tylko niektóre, dające wiele do myślenia prefiguracje) mamy już jak zdeponowane w banku. Możemy być pewni wzmożonego paroksyzmu szaleństwa PiS. Po publicznym określeniu przez Ministra Obrony Narodowej Błaszczaka uczestników Parady Równości w Poznaniu jako „sodomitów”, jak w banku mamy w przyszłej kadencji atak także na śladowe prawa mniejszości seksualnych.
Nie wiem jakie konstelacje sojuszów przedwyborczych są realne czy racjonalne, nie do mnie należy układanie ich politykom. Wiem jedno: nie chcę żyć przez kolejne lata pod rządami PiS i nie wystarczą mi Włodzimierz Czarzasty, Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer czy Władysław Kosiniak-Kamysz ze swadą, ale całkowicie bezsilnie perorujący w przyszłej kadencji z trybuny sejmowej przeciw metodom rządu PiS. Wszyscy stoimy przed alternatywą – wóz albo przewóz.

Flaczki tygodnia

Pan minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak i podległe mu, niestety, wojsko polskie przygotowywali się do corocznego, najważniejszego boju. Wielkiej Defilady ku czci Matki Boskiej Zielnej i Żołnierza Polskiego.
W skrócie WDkcMBZiŻP.

***

W tym roku defilada będzie większa od poprzednich. Aby wydatniej uwypuklić jej Wielkość pan minister Błaszczak wyznaczył nową, znacznie dłuższą trasę Wielkiej Defilady.
Zapowiedział udział w WDkcMBZiŻP aż 60 pocztów sztandarowych oraz 100 samolotów i śmigłowców, a także 200 pojazdów wojskowych. Z prostego rachunku wynika, że na jeden poczet sztandarowy wypadać będą prawie dwa samoloty lub śmigłowce i nieco więcej niż trzy pojazdy wojskowe.

***

Wielka Defilada będzie w tym roku imponująca, bo defilujące poczty sztandarowe wojska polskiego wesprze armada złożona z 900 rekonstruktorów historycznych. Dzięki temu oprócz regularnego, istniejącego jeszcze wojska polskiego, podczas Defilady paradować będą zrekonstruowani woje piastowscy, rycerstwo spod Grunwaldu, husaria spod Wiednia, ułani spod Somosierry, ułani spod Mokrej i także tak zwani „żołnierze wyklęci” spod zdobytych przez nich gorzelni i sklepów GS. „Tysiąc walecznych” pójdzie przez Warszawę.

***

W tym roku jeszcze nie będzie rekonstruktorów ubranych w mundury Ukraińskiej Armii Powstańczej, która 28 maja 1946 roku razem ze swymi towarzyszami broni z WiN, czyli „wyklęciuchami” opanowała na jeden dzień polski Hrubieszów.

***

Ukochani Czytelnicy! Flaczki zachęcają was do bacznego oglądania WDkcMBZiŻP. Postarajcie się wyłowić spośród pocztów sztandarowych, rzeszy rekonstruktorów i reprezentacji sojuszniczych armii aktualnych żołnierzy wojska polskiego.
Będzie to niezwykle trudne, bo wiek defilującego, używanego nadal przez polskie wojsko sprzętu bojowego może przekraczać pięćdziesiąt lat. Wiek technologiczny, bo niektóre z egzemplarzy samolotów, czołgów i transporterów mogą być nieco młodsze.
Ale każdy, zaprezentowany podczas tej Wielkiej Defilady sprzęt bojowy, prezentowany przez rekonstruktorów i obecnych żołnierzy zawodowych będzie archaiczny. Już nienowoczesny.

***

Wojsko polskie pod rządami prawicy z PO-PSL zostało rozbrojone. Opóźniano zakupy nowoczesnego sprzętu, degradowano polski przemysł zbrojeniowy. A wcześniej politycy PO krytykowali rząd SLD za zakup samolotów F-16. Dodatkowo za rządów PiS, zwłaszcza pana ministra Macierewicza, wojsko polskie zostało zdezorganizowane i upodlone. Zhańbione moralnie. Sprowadzone do roli parasoli panów Misiewiczów.

***

Podczas WDkcMBZiŻP nie zobaczcie, wielokrotnie zapowiadanych przez prominentów PiS, nowoczesnych śmigłowców ani samolotów. Nie zobaczycie nowych czołgów, zwłaszcza zapowiadanego polskiego „Andersa”. Nie będzie nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej. Nowoczesnych rakiet, bo produkcji licencjonowanego „Spike” nadal polski producent nie potrafi opanować.
Zobaczycie może ich atrapy. Zobaczycie nowoczesne ciężarówki z Jelcza, które są składane w Polsce z zagranicznych podzespołów. Zobaczycie na pewno ślicznie defilujących marynarzy, którzy nie mają na czym pływać. Bo kończą swój żywot dwa ostatnie, nadające się do pływania okręty podwodne. Bo polskie stocznie nie potrafią dokończyć budowanej od 17 lat korwety, która w międzyczasie przemieniła się w okręt patrolowo- defiladowy.

***

Pan prezydent Andrzej Duda wraz z jego liczną świtą wybiera się do Australii i Nowej Zelandii. Lecą samolotami rejsowymi, dlatego zarezerwowali bilety klasy najwyższej, godnej reprezentantów dumnej, niepodległej IV Rzeczpospolitej. Tej, która wstała z kolan.
Ponieważ koszt delegacji sięga miliona złotych, to kanceliści pana prezydenta spróbowali uzasadnić wyborcom tak długi i liczny wojaż. Ogłosili, że pan prezydent Duda nie tylko spotka się tam z Polakami i kangurami, ale też kupi dwie albo trzy fregaty. Tanio, bo proponowane marynarce IV Rzeczpospolitej okręty skończyły pięćdziesiąt lat i są wycofywane na złom. Ale na defilady morskie, czyli na potrzeby polskiej marynarki, nadają się.
Tym razem pomysł sprowadzania przez pana prezydia RP australijskich śmieci do Polski został oprotestowany przez opozycję i nawet też przez pana ministra obrony narodowej Błaszczaka.

***

Zmarł generał Zbigniew Ścibor-Rylski. Bohater Powstania Warszawskiego, przewodniczący Związku Powstańców Warszawskich. Ponieważ nie był tak zwanym „żołnierzem wyklętym” i entuzjastą PiS, to pan prezydent Duda olał tego pogrzeb żołnierza, wysłał na ceremonię jedynie kwiaty i pocztówkę z pozdrowieniami.
Podobnie uczynił pan minister obrony narodowej Błaszczak.
Wzburzyło to kombatantów, żołnierzy, licznych patriotów. Niesłusznie, bo przecież pan prezydent, albo pan minister mogli generała zdegradować. I co moglibyście im wtedy zrobić?

***

Zresztą pan minister Błaszczak nie miał głowy do pogrzebów bohaterskich żołnierzy. Właśnie zaangażował się w wojnę o Westerplatte. Z prezydentem Gdańska Adamowiczem. Poszło o uczestnictwo harcerzy w czasie celebrowania kolejnej rocznicy skutecznego napadu Niemiec hitlerowskich na Polskę. Pan minister Błaszczak nie chce widzieć tam reprezentacji harcerzy, chociaż ich wartość bojowa jest taka sama jak obecnego wojska polskiego.

***

Wielka Defilada ku czci Matki Boskiej Zielnej i Żołnierza Polskiego będzie kolejnym dowodem, że po rządzach PO- PSL i ostatnich trzech latach PiS wojsko polskie jest w stanie jedynie dobrze zaprezentować się na poradzie. Pod warunkiem, że zyska wsparcie prawie tysiąca walecznych „rekonstruktorów”.

***

Wielka Defilada ku czci Matki Boskiej Zielnej i Żołnierza Polskiego jest najlepszym obrazem polityki PiS. Prymatu defilad, uroczystych rocznic, miesięcznic i mszy nad modernizowaniem Polski.

Ranking prezydencki

Przeprowadzane od lat rankingi popularności polskich prezydentów zawsze dowodzą, że najpopularniejszym z nich jest Aleksander Kwaśniewski. W ostatnim badaniu wskazało na niego 30 procent pytanych. Lech Kaczyński cieszy się zaufaniem tylko 10 procent Polaków. Można powiedzieć, że Kwaśniewski jest trzy razy popularniejszy od Kaczyńskiego. Tymczasem mało popularnemu prezydentowi Kaczyńskiemu postawiono już kilkanaście pomników w kraju, jego imię nosi setki ulic i placów. Kwaśniewski, ponieważ żyje, nie ma jeszcze żadnych pomników. Może kiedyś doczeka się jednego i to powinno wystarczyć.
Nawałnica propagandowa i pomniki wcale nie podnoszą notowań i nieżyjący prezydent nie zostanie przez Polaków uznany za Wielkiego, który wywiódł Polskę z niewoli i zginął (został zamordowany?) w Smoleńsku, by zbawić nasz kraj. Taki jest podtekst tych zabiegów. Póki co, kreowanie nowej religii, z Kaczyńskim jako zbawcą narodu, nie znajduje szerszego uznania w społeczeństwie. Fakt, że wraz z pomnikami upamiętnia się wszystkie ofiary katastrofy to sprawa drugorzędna. Liczy się przede wszystkim prezydent Kaczyński. Wszystkie pozostałe ofiary to swoisty backgraund, który stanowi tło dla wielkości kreowanego na zbawcę prezydenta Kaczyńskiego. Tymczasem obywatele swoje wiedzą. Lech Kaczyński był bardzo przeciętnym prezydentem, choć na pewno lepszym od prezydenta Dudy, który ma jednak lepsze notowania od wcześniej wspominanego. Takich paradoksów u nas nie brakuje. Prezydent Duda aktualnie sprawuje urząd i pewnie stąd te tymczasowe, wysokie notowania. Tak miał każdy prezydent. Najniżej notowani byli, w trakcie urzędowania, Wałęsa i Kaczyński.
Tak więc odgórne kreowanie wielkości lub prawie boskości prezydenta Kaczyńskiego to jedno, a faktyczna ocena przez obywateli jego prezydentury to drugie. Sam prezydent Kwaśniewski, po zakończeniu urzędowania niczego już w polityce nie dokonał. Poszukiwanie przez niego alternatywnych rozwiązań na lewicy nie powiodło się, a mimo to, w ocenie pytanych prezydentem wielkim był. Prezydenta Kaczyńskiego obywatele oceniają znacznie gorzej i propagandowe wzmożenie nic tu nie zmieni. Za ileś lat obywatele będą obojętnie przechodzić obok licznych pomników prezydenta Kaczyńskiego, a w dobrej pamięci będą mieli prezydenta Kwaśniewskiego.

Kocioł i garnek

PiS zamachnął się na Sąd Najwyższy, a precyzyjniej na sędziów tegoż sądu, obniżając wiek ich przejścia w stan spoczynku. Wróble ćwierkają, że sędziowie 65+ stali się tylko wiórami w rąbaniu drew, a wszystko po to, by zdjąć togę z I. prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która PiS-u za bardzo nie kocha i – co gorsza – z mocy Konstytucji jest szefową Trybunału Stanu. A Trybunał Stanu może być nie tematem do żartów dla wielu pisowskich prominentnych postaci, tylko zbliżającym się realnym przeżyciem.
W burzy jaka się rozpętała jedni grzmią, że obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku jest bezprawne, drudzy, że właśnie prawne, bo wiek ten określa ustawa. Jedni, że łamie to Konstytucję RP, drudzy, że wprost przeciwnie. Argumenty mijają się w locie jak strzały i trafiają raz w sedno, raz w płot. Jednak nikt jakoś nie dostrzega dość istotnej sprawy – że tak naprawdę, to jest to klasyczny bój w imię kretynizmu, tyle że raz większego a innym mniejszego.
Stan spoczynku, to dla niektórych zawodów (między innymi sędziów) forma emerytury. I nikt temu nie przeczy. I tak jak dla „cywilów” emerytura jest PRAWEM, nie obowiązkiem, tak samo powinno być dla tych, którzy objęci są PRAWEM do skorzystania z przejścia w stan spoczynku. Osiągnięcie granicy wieku, gdy nabiera się prawa nie oznacza i nie powinno oznaczać, że „paszoł won” z posady jak tylko w urodzinowy tort trzeba wsadzić 65 świeczek.
Sędzia to zawód specyficzny. Drżę, gdy widzę, że sprawę prowadzi jurysta w wieku tak trochę po trzydziestce. Wolę, gdy nad łańcuchem z orłem jest głowa solidnie przyprószona siwizną. Doświadczenie życiowe jest nie do zdobycia z książek i Internetu, dają je tylko lata spędzone na tym łez padole w sądowych salach, zmagania się z codziennością wymiaru sprawiedliwości i setki, jeśli nie tysiące wysłuchanych stron, świadków, biegłych, adwokatów i prokuratorów.
Z sędziami jest tak samo jak w przypadku lekarzy – wiedza i przede wszystkim doświadczenie są bezcenne. Czy ktokolwiek zdrów na umyśle wpadłby na pomysł, by odsunąć od uprawiania zawodu profesora medycyny z wieloletnim doświadczeniem klinicznym i dydaktycznym, gdy tylko skończy 65 lat? Chyba nie.
Jedną gębą rząd przekonuje i wzywa do aktywności zawodowej po osiągnięciu wieku emerytalnego, co ma być z korzyścią dla wszystkich, drugą zaś w tym samym czasie stwierdza, że sędzia 65+ to stetryczały dementywny staruch, którego strach wpuścić na sądową salę.
Moim zdaniem zarówno poprzedni wiek obligatoryjnie odsuwający od zawodu sędziów, jak i ten wprowadzony przez PiS to marnotrawstwo najlepszych prawników, kompletna głupota i to w dodatku niezgodna z Konstytucją. Wszak dyskryminacja z racji wieku jak nic łamie artykuł 32 punkt 2 naszej ustawy zasadniczej. Tak więc cała awantura pomiędzy PiS a resztą świata to klasyczny przykład na porzekadło – Przyganiał kocioł garnkowi a sam smoli. Bo czy przymusowo wyślemy do niańczenia wnuków sędziego w takim (70), czy innym (65) wieku jest kompletnie bez różnicy, każda taka granica jest sprzeczna z rozumem i Konstytucją. Żądanie, by sędzia przedstawiał jakieś nadzwyczajne zaświadczenia o stanie ciała i umysłu też jakoś do mnie nie przemawia – przecież istnieją okresowe badania pracownicze sprawdzające możliwość świadczenia pracy na określonym stanowisku.
Jak chce sędzia pracować, to niech pracuje (przebadany przez lekarza czy może), jak chce skorzystać ze spoczynku, to niech korzysta (jeśli osiągnął odpowiedni, zapisany w ustawie wiek), ale niech nikt, żaden polityk, żaden urzędnik nie pokazuje mu drzwi i nie wywala z roboty nazajutrz po urodzinach.
Gdyby zgodzić się na tok rozumowania „mędrców” od ustalania wieku, po którym należy zająć się li tylko ogródkiem i wnukami i wprowadzić tę myśl powszechnie, to należałoby pogodzić się z nieobecnością wielu postaci. I tak nie byłoby w polityce (w nawiasie wiek, w którym objęli stanowiska):
Konrada Adenauera (73) – kanclerza RFN przez 14 lat, czyli do 87 roku życia
Ronalda Reagana (70 i 74) – prezydenta USA
Winstona Churchilla (66 i 77) – premiera Wielkiej Brytanii w czasie wojny i powtórnie od 1951 r.
François Mitterranda (65 i 72) – prezydenta Republiki Francuskiej.
Donalda Trump’a (71) – aktualnego prezydenta USA
Czy ktokolwiek stwierdzi z pełnym przekonaniem, że ci faceci zostali wybrani przez idiotów nie rozumiejących, że w pewnym wieku już niczego się nie zdziała i nie wymyśli a jeśli już, to z pewnością będą to dyrdymały podyktowane demencją?
A my spieramy się kto ustali głupszą granicę, po której sędzia ma spocząć.

Głos prawicy

LGBTQ…

Krystyna Pawłowicz skomentowała na Facebooku Parad Równości:

Dziś prowadzać się będą osoby LGBTIQKCHJ
Im i 52 zagranicznym dyplomatom popierającym w Polsce patologie obyczajowo – zdrowotne polecam swe wystąpienie sejmowe sprzed kilku lat o 5 projektach ustaw o związkach partnerskich /z ub kadencji Sejmu/
Po moim wystąpieniu Sejm wszystkie projekty PO,SLD i Palikota odrzucił. PIS był wtedy w mniejszości.”

 

Ważne pytania w KFC

Na Facebooku pojawiło się nagranie zamieszczone przez kobietę, która zaczepiła prezydenta Andrzeja Dudę w restauracji KFC i pytała go o łamanie konstytucji.

Przygoda w KFC z marionetką (p. Duda obecny „prezydent”). Ochrona nie dopuszczała ludzi z telefonami, jednak kiedyś chodziłam do szkoły gdzie p. Konhauser-Duda uczyła. Dzięki przywitaniu się z nią i poproszeniem o zdjęcie (miny mówią wczystko) udało mi się zapytać o Konstytucję” – napisała na Facebooku Katarzyna Kulerska (pisownia oryginalna – red.).
– Mogę wiedzieć, dlaczego pan łamie konstytucję? – zapytała kobieta. Wtedy ochroniarz zwrócił jej uwagę, żeby nie przeszkadzała prezydentowi, natomiast małżonka głowa państwa, Agata Kornhauser-Duda, poprosiła o wskazanie, w którym miejscu konstytucja jest łamana.
– Chodzi przede wszystkim o ustawy sądowe, zakaz wstępu do Sejmu, załamanie ustawy o KRS. Pan zawetował dwie ustawy i super. Szkoda, że kolejnych nie – mówiła dziewczyna. – Ja rozumiem, że pani nie może pogodzić się z tym, kto wygrał wybory, ale bardzo mi przykro – odpowiedział kobiecie prezydent.
Na portalu NaTemat można znaleźć informację, że Katarzyna Kulerska działa m.in. w ruchu Obywatele RP, w Komitecie Obrony Demokracji oraz w Czarnym Proteście. Brała też udział w pikietach przeciwko wizytom prezesa PiS przy grobie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
Źródło: Do Rzeczy

 

Rydzyk do seniorów

Tymczasem szkoła ojca Rydzyka docenia seniorów:

Seniorzy w niepodległej” – pod takim hasłem w murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej odbyła się konferencja poświęcona polityce senioralnej rządu. Organizatorami wydarzenia – obok toruńskiej uczelni – była sejmowa Komisja Polityki Senioralnej, której pracami kieruje poseł Małgorzata Zwiercan.
– Nie możemy stygmatyzować seniorów, bo do tej pory byli stygmatyzowani, że są obciążeniem dla państwa, że są obciążeniem dla młodych – podkreślała poseł Małgorzata Zwiercan z „Wolnych i Solidarnych”.
To jednak nie obciążenie, nie koszt, a inwestycja w bliźniego i społeczeństwo – napisał w liście odczytanym przez Marzennę Drab premier Mateusz Morawiecki.
– Nie szczędzimy starań, by jesień życia była czasem należnej seniorom godności – akcentował premier RP.
Stąd szereg programów socjalnych, których celem jest w pierwszej kolejności aktywizacja osób starszych – podkreśla poseł Joanna Borowiak.
– Chcą być dostrzegani, chcą czuć się ważni, a przecież są ważni – zwracała uwagę poseł PiS.
Lista potrzeb wcale nie jest krótka. Dlatego rząd przygotował kompleksowy dokument: „Polityka społeczna wobec osób starszych 2030”.
– To jest pierwszy kompleksowy, można powiedzieć historyczny dokument, który spaja wszystkie działania w sposób kompleksowy dla osób starszych – relacjonowała Elżbieta Bojanowska, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej
Bezpieczeństwo, uczestnictwo, solidarność – jak przypomina wiceminister rodziny – to główne przesłanie dokumentu i całej polityki rządu.