Milczenie jest złotem

Czy Platforma Obywatelska rzeczywiście nie ma nic do powiedzenia?

 

Prawicowe media i publicyści „dobrej zmiany” ostatnio przeprowadzają kolejny atak na Platformę Obywatelską – tym razem pod hasłem „oni nie mają nic do powiedzenia”. I rzeczywiście – coś jest na rzeczy. Polityce Platformy „żeby mieć stale ciepłą wodę w kranie” Prawo i Sprawiedliwość przeciwstawiło politykę szybkich i radykalnych działań od legislacji i administracji poczynając, poprzez fiskalizm i sprawy zagraniczne, na demografii i budownictwie kończąc. Oczywiście podziwiając tempo i dynamikę działań PiS nie należy popadać w zbytni entuzjazm, bo czasem zrobią kilka sensownych rzeczy, a zaraz potem uchwalą coś tak głupiego, że szybko muszą to zmieniać żeby się nie wpakować w jeszcze większe szambo – jak np. w sprawach Instytutu Pamięci Narodowej i sądownictwa. Co ciekawe, niektóre błędy w ramach deklarowanej polityki „wstawania z kolan” naprawiają praktycznie pod cudze dyktando…

 

Aktywny PiS i pasywna Platforma

W każdym razie PiS zrealizował czy też realizuje dużą część swojego programu wyborczego z 2015 roku, a na odbytej 16 kwietnia br. konwencji Zjednoczonej Prawicy dołożył kolejny pakiet obietnic typu „dla każdego coś miłego” – czyli „piątkę Morawieckiego”.
A Platforma rzeczywiście obecnie nie ma wiele do zaoferowania. W PO do klęski wyborczej obowiązywała narracja jeszcze w 2010 roku narzucona przez Donalda Tuska: „Nie ma z kim przegrać tych wyborów. Nie ma innej siły, której Polacy mogliby spokojnie powierzyć rządy. Mamy PiS, formację silniejszą niż SLD, więc groźniejszą. I jednocześnie zupełnie bez pomysłu co zrobić żeby Polakom było lepiej”. Po przegranych w 2015 roku wyborach politycy Platformy stworzyli nową narrację: „Tylko my możemy odsunąć PiS od władzy”. Oczywiście jedno i drugie jest w takim samym stopniu nieprawdziwe, natomiast doskonale pokazuje jak bardzo zadufani w sobie są liderzy PO i z jak wielką pogardą oceniają polską scenę polityczną – co zresztą stało się przyczyną ich klęski.
Ciągłe ataki Platformy Obywatelskiej na Prawo i Sprawiedliwość, bez pokazywania własnych propozycji programowych są w zasadzie w chwili obecnej jedyną możliwą strategią funkcjonowania dla tej partii. Platforma jest przecież ugrupowaniem liberalnym, a prezentowanie w tej chwili programu konsekwentnie liberalnego byłoby samobójstwem politycznym. PiS po objęciu rządów w 2015 roku, jako pierwsza partia polityczna bardzo stanowczo zerwała z liberalną polityką prowadzoną przez kolejne rządy od 1989 roku, zarówno w sferze gospodarczej, jak i społecznej, co ewidentnie uzyskało poparcie społeczne.. Odejście od ideologicznej reprywatyzacji i prywatyzacji, a nawet renacjonalizacja (określana przez PiS jako polonizacja) majątku narodowego, interwencjonizm w sferze gospodarczej, a zwłaszcza redystrybucja dochodu narodowego (program Rodzina 500+, nie ma charakteru socjalnego, tylko pronatalistyczny) inne programy społeczne Mieszkanie+, Dostępność+ pokazały, że możliwa jest inna polityka niż liberalna. Można założyć, że powrót do polityki liberalnej kreowanej przez PO w czasie poprzednich ośmiu lat ich rządów, wywołał by społeczny protest.

 

Kto stoi za PO?

Należy pamiętać, że tzw. twardy elektorat Platformy Obywatelskiej ma dosyć ograniczony zasięg ludzki. Z różnego typu badań opinii publicznej przeprowadzanych od powstania partii w 2001 roku wynika, że są to przede wszystkim mieszkańcy dużych miast, z lekką przewagą kobiet, większość deklaruje poglądy prawicowe, choć z niektórych badań wynika, że 20 procent określa swoje poglądy jako lewicowe – cokolwiek by to obecnie znaczyło, choć w wypadku PO najprawdopodobniej chodzi o tzw. lewicę obyczajową. Wyborcy PO deklarują się jako ludzie wierzący, choć można by powiedzieć, że są to „wierzący nieortodoksyjnie” – z uczestnictwem w mszach od kilku razy w roku do kilku razy w miesiącu. Do powyższych cech wyróżniających wyborców PO należy dodać jeszcze jedną – status majątkowy. Nie było w tej sprawie badań, również bardzo spłaszczona skala podatkowa nie daje jakiegoś szerszego rozeznania. Jednak biorąc pod uwagę polityczne priorytety PO można śmiało założyć, że wyborcy Platformy w znakomitej większości należą do grupy 5 – 15 procent najlepiej sytuowanych Polaków.
Za taką tezą mogą świadczyć działania i stanowiska Platformy – oczywiście zakładając, że działa ona w interesie swoich członków i wyborców. W chwili kryzysu budżetu państwa Platforma wbrew swoim obietnicom wyborczym podniosła podatki. Ale przecież podniosła tylko podatki pośrednie – VAT, które biorąc pod uwagę strukturę wydatków w gospodarstwach domowych, uderzyły przede wszystkim w rodziny średnio i mało zarabiające – to one poniosły ekonomiczne skutki naprawy finansów państwa. W tym sensie Donald Tusk dotrzymał obietnicy wyborczej. Ludzie bogaci praktycznie nie ponieśli kosztów ratowania budżetu.
Krytyczny stosunek Platformy do programu 500+ to kolejny dowód na prowadzenie przez PO liberalnej polityki w interesie grup uprzywilejowanych finansowo. Pomijając oczywiście ten moment kiedy PO w ramach „walki totalnej” z PiS zaczęła przez chwilę stosować wręcz populistyczną argumentację polityczną, całkowicie sprzeczną z całą wcześniejszą i obecną linią polityczną PO.
Podobnie władze PO zareagowały na propozycję premiera Morawieckiego „daniny” od najbogatszych na rzecz osób niepełnosprawnych. Ta inicjatywa de facto wprowadza dla grupy najbogatszych Polaków kolejną stawkę podatkową i do tego – co jest pewnym ewenementem – na ściśle określone potrzeby również ściśle określonej grupy społecznej. Czyli mamy tu do czynienia, podobnie jak przypadku programu 500+, z klasyczną redystrybucją dochodu narodowego, tak niemiłą środowiskom liberalnym.

 

Polska-Niemcy. Zdumiewające wyniki

Platforma Obywatelska, jako partia liberalna, w kolejnych wyborach uzyskuje nadreprezentację polityczną w parlamencie. W 2001 – 12,7 proc., 2005 – 24,14 proc., 2007 – 41,51 proc., 2011 – 39,18 proc., 2015 – 24,09 procent. Za naszą zachodnią granicą, w Niemczech, również liberalna Wolna Partia Demokratyczne (FDP) uzyskała w 2013 – 4,8 proc., w 2017 – 10,7 procent.
Wyniki FDP w Niemczech moim zdaniem oddają rzeczywiste wpływy klasycznej partii liberalnej – w tym sensie wyniki wyborcze Platformy od 2005 roku to polityczna nadreprezentacja, co najprawdopodobniej wynika ze strachu wyborców przed PiS-em i rozczarowania polityką SLD.
W Niemczech (CDU/CSU) i w Polsce (PiS) chrześcijańska demokracja uzyskuje podobne wyniki i miejsce na scenie politycznej. Za to w centrum i po lewej stronie sceny politycznej wszystko jest odwrotnie. W Polsce socjaldemokraci (SLD) mają tak nikłe wpływy polityczne jak liberałowie (FDP) w Niemczech. Za to polscy liberałowie (PO) mają wpływy polityczne jak niemieccy socjaldemokraci (SPD)…

 

Wojna o inteligencję – lemingi i wykształciuchy

Natomiast wojna z PiS-em dała Platformie dodatkową grupę wyborców, o różnym statusie majątkowym, tzw. wykształciuchów. Część z nich to być może jeszcze spadek po dawnej Unii Demokratycznej, a potem Unii Wolności (to może być te 20 procent wyborców deklarujących lewicowe poglądy). To również dawni wyborcy SLD, którzy uwierzyli w większą skuteczność Platformy w walce z PiS. Wykształciuchy to inteligencja humanistyczna i techniczna, pracownicy mediów, pracownicy państwowi i samorządowi, studenci, ale też – co prestiżowe – znani aktorzy i artyści. Wykształciuchy są szczególnie uczuleni na wszelkie przejawy naruszania zasad demokracji zarówno w polityce, jak i kulturze, ochronie zdrowia. Wykształciuchy walczą o równe prawa wszelkiego typu mniejszości – narodowych, językowych czy seksualnych.
Odwrotnością wykształciuchów, inteligencji od kilku pokoleń, są lemingi. Niezwykle barwna grupa zwolenników Platformy. Pojęcie „lemingi” było szczególnie modne około roku 2012. Lemingi to młodzi, ofensywni, doskonale wykształceni ludzie, najczęściej z mniejszych miast, brutalnie walczący o każdy stopień korporacyjnej kariery w wielkich aglomeracjach.. Co prawda znany politolog Norbert Maliszewski odtrąbił koniec lemingów już w 2015 roku, kiedy to w wyborach parlamentarnych Platforma Obywatelska straciła na rzecz PiS-u przewagę w grupie wyborców w wieku 18-25 lat. Interpretacja tego jest taka, że jedne lemingi się zestarzały, a Platforma nie była w stanie odpowiedzieć na potrzeby kolejnej generacji młodej ofensywnej inteligencji, zwłaszcza w zakresie tworzenia nowych miejsc pracy.

 

Politycal Fistion czyli co może powiedzieć Platforma

Wyobraźmy sobie, że media i dziennikarze swoimi ciągłymi opowiadaniami o tym, że „PO nie ma nic do powiedzenia” zmusiły szefa Platformy do przedstawienia swojego politycznego programu. Oczyma duszy już widzę jak gdzieś w Polsce w wielkiej sali konferencyjno-kongresowej na trybunę wychodzi szef partii Grzegorz Schetyna i wygłasza polityczne credo Platformy:
„Drogie Koleżanki i Koledzy!
Powiedzmy sobie szczerze – pogłoski o naszej śmierci są przedwczesne. Jesteśmy największą opozycyjną partią polityczną w Polsce. Tylko my możemy odsunąć od władzy populistyczne rządy pisowców i zablokować powrót do władzy postkomunistów.
Przecież to my reprezentujemy 15 procent najbogatszych, najbardziej twórczych Polaków. To my tworzymy Polskę i to nam należą się szczególne prawa w tym kraju. To nie może być tak, że 15 procent najbardziej twórczych ludzi ma się poddać dyktaturze całej reszcie, która nie ma ani naszych pieniędzy, ani naszego wykształcenia, ani doświadczenia.
Dość powiedzieć, że ci ludzie bez naszych pieniędzy nie byli by w stanie nawet wychować własnych dzieci. W programie 500+ i kolejnym 300+jesteśmy ograbiani z naszych pieniędzy. Tylko po to żeby utrzymywać dzieci nieudaczników i bezrobotnych. To skandaliczne marnowanie naszych pieniędzy, które przepychane przez budżet państwa trafiają do najgorszych grup społecznych..
Musimy nauczyć naszych współobywateli, ale niestety nieudaczników, że każdy musi sam zapewnić sobie swój los bez pomocy państwa, a tym bardziej bez pomocy roszczeniowych, czy niemal bandyckich ugrupowań jak związki zawodowe czy ostatnio organizacje niepełnosprawnych.
Dlatego budżet państwa musi być jak najmniejszy – dzięki temu podatki od dochodów osobistych będą jak najniższe. Budżet ma finansować przede wszystkim tylko państwową administrację centralną, wojsko i policję. Zwłaszcza policję, żeby zapobiec wszelkim działaniom antypaństwowym. Większy budżet i wyższe podatki nie są nam potrzebne.
Przecież my – tu obecni na tej sali – przedstawiciele 15 procent narodu polskiego – doskonale wiemy. `że jesteśmy w stanie zapewnić sobie i naszym rodzinom dostęp do oświaty, nauki, kultury, ochrony zdrowia, wypoczynku.
Każdy jest wolny! Jeśli Polak pracuje i zarabia to może iść do dowolnego lekarza, szkoły czy teatru. Dlaczego mamy płacić za innych – niech każdy płaci za siebie.
Dlaczego reszta Polaków nie robi tak jak my? Przecież to my dajemy im pracę, a oni i tak jadą do Holandii czy Irlandii. Gdyby spełnić ich wygórowane, roszczeniowe postulaty, to my – pracodawcy byśmy stracili dochody, a polska gospodarka straciła by konkurencyjność.
Dla nas jest oczywiste – tylko niskie koszty pracy, krótkie umowy, brak osłon socjalnych tworzą konkurencję na rynku pracy – niskie pensje, co w sumie daje akumulację kapitału w naszych rękach. Podobnie jest z emerytami – przecież obniżenie wieku emerytalnego to wzrost konkurencji na rynku pracy i możliwość obniżenia płac – a to przecież da dopływ kapitału dla naszych 15 procent.
I oczywiście – żeby widać rządy Platformy – musi być ciepła woda w kranach – jak ktoś stale płaci.
Tak musimy budować bogatą Polskę.”

 

Dlaczego PO nic nie mówi?

I myślę, że gdyby Platforma Obywatelska miała dzisiaj coś powiedzieć, to powiedziała by coś takiego, jak powyższe polical fiction. Może to nie jest sympatyczne dla PO, ale przecież prawdziwe! Bo przecież oparte na programach, publicznych wypowiedziach i działaniach polityków Platformy Obywatelskiej.
W Polsce jest miejsce na partię liberalną z poparciem 10-15 procent i tylko tyle. I może rzeczywiście trudno więcej wymagać. „Mówienie jest srebrem – milczenie jest złotem”. W przypadku Platformy jest to niezwykle słuszne.

Inni zbudowali, my się chwalimy

Rząd PiS, niezgodnie z prawdą, podczepia się pod budowlany sukces gminy Jarocin. Trzeba to jednak zrozumieć, bo sam nie bardzo potrafi cokolwiek zbudować.

Już od prawie dwóch miesięcy rząd PiS chwali się osiedlem złożonym z 96 mieszkań, zbudowanym pod Jarocinem, przedstawiając je jako sukces rządowego programu Mieszkanie Plus.
To oczywiście zwykła lipa, bo wspomniane osiedle to inicjatywa samorządowa, nie mająca absolutnie nic wspólnego z Mieszkaniem Plus. Najważniejsze zaś, że to osiedle zaczęto budować w listopadzie 2015 r., kiedy PiS w ogóle jeszcze nie zaczęło rządzić.

Pomogli poprzednicy

Jeżeli zaś jakieś działania rządowe przyczyniły się do sukcesu Jarocina, to na pewno były to poczynania Platformy Obywatelskiej, nie PiS. To bowiem za jej rządów w państwowym Banku Gospodarstwa Krajowego wymyślono Fundusz Municypalny, który udzielił wsparcia na budowę osiedla pod Jarocinem.
O tym wszystkim oczywiście dokładnie milczą PiS-owskie media publiczne, prezentując w kółko zupełnie inną wersję – wedle starej zasady, że ludzie w końcu uwierzą w kłamstwo, powtarzane odpowiednio często.
„To historyczny dzień. Program Mieszkanie Plus to wielowymiarowe przedsięwzięcia pozwalające zlikwidować deficyt mieszkaniowy w Polsce” – mówił w Jarocinie minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk. Na majową uroczystość oddania tych pierwszych 96 mieszkań zjechała cała masa dygnitarzy PiS-owskich, którzy nie mieli oczywiście najmniejszego udziału w powstaniu tego osiedla – ale chętnie prężyli piersi przed kamerami rządowych publicznych mediów.
Oprócz ministra, do Jarocina przybyli więc także wicepremier Jarosław Gowin i wojewoda wielkopolski, zaś prezes Jarosław Kaczyński nie mógł przyjechać, lecz wystosował specjalny list, odczytany podczas uroczystości. I w ten oto sposób inicjatywa gminy Jarocin została przywłaszczona przez rząd PiS, który nawet palcem nie kiwnął, by to osiedle powstało.

PiS nawet palcem nie kiwnął

Może zdumiewać taki spęd partyjnych dygnitarzy na przecięciu wstęgi w niewielkim wiejskim osiedlu (postawionym we wsi Siedlemin, kilka kilometrów od Jarocina). Rząd PiS nie ma jednak żadnych sukcesów w wspieraniu budownictwa mieszkaniowego – więc postanowił zawłaszczyć i wykorzystać propagandowo cudzy sukces.
A było to ewidentny sukces samorządowców z Jarocina, bo udało im się tanio zbudować mieszkania – i tanio je wynajmować. Czynsz nie przekracza 11 zł za metr kwadratowy, więc na te 96 mieszkań chętnych było ponad 600 rodzin. Powtórzmy, że ekipa z PiS nawet palcem nie kiwnęła w celu budowy osiedla w Siedleminie.
Fakty są zaś takie, że gmina Jarocin już w 2015 r postanowiła zbudować prawie 400 mieszkań. W listopadzie 2015 r zaczęła budowę pierwszego osiedla w Siedleminie. PiS nawet wtedy nie rządziło!
W kwietniu 2016 gmina podpisała zaś porozumienie o wsparciu dla budowy z Funduszem Municypalnym należącym do banku BGK. Mimo to, dziś PiS-owskie media publiczne trąbią, że mieszkania te powstają „ w ramach programu Mieszkanie Plus”. Akurat!
W pierwszej połowie 2016 r., gdy gmina Jarocin zawarła porozumienie z BGK, jeszcze nikomu w rządzie nie śniło się o programie Mieszkanie Plus (dopiero pod koniec września 2016 r została przyjęta uchwała Rady Ministrów, mówiąca, że taki program powstanie w przyszłości).

Program, którego nie ma

Program Mieszkanie Plus teoretycznie ruszył w ubiegłym roku, a praktycznie nie ruszył w ogóle.
Pierwsze akty prawne mogące mieć realne znaczenie dla uruchomienia programu Mieszkanie Plus weszły w życie dopiero w bieżącym roku. Na razie program Mieszkanie Plus nie działa i nikt nie wie, kiedy zacznie przynosić jakieś efekty.
Ponadto, rząd PiS zlikwidował program Mieszkanie dla Młodych, wymyślony przez PO.
W rezultacie, ubiegły rok był pierwszym od dziesięcioleci, gdy w Polsce nie funkcjonował żaden program wsparcia dla osób pragnących uzyskać swoje pierwsze mieszkanie. I nie funkcjonuje również w tym roku. Jednocześnie, w życie weszły przepisy, zobowiązujące banki do żądania większego wkładu własnego przy udzielaniu kredytów mieszkaniowych.
Efekty już widać, bo za sprawą działań i zaniechań PiS, w Polsce rośnie głód mieszkaniowy. Wprawdzie firmy deweloperskie oddają coraz więcej mieszkań, ale kupują je przede wszystkim ludzie zamożniejsi, często jako swoje drugie, albo i trzecie mieszkanie, niejednokrotnie przeznaczane na wynajem.
Ci biedniejsi, nie mający zdolności kredytowej, nadal nie mają także mieszkań.

Obiecanki cacanki

Szczególnie zaś brakuje mieszkań na wynajem. Szacunki mówią o tym, że dla pełnego zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych potrzeba od 1 do nawet 3 mln mieszkań. Jeszcze trzy – cztery lata temu, ten niedobór szacowano na 0,5 – 1 mln.
Teoretycznie, program Mieszkanie Plus ma wspierać osoby, które chcą wynająć mieszkanie a z rożnych powodów nie mogą lub nie chcą zaciągać na ten cel kredytu hipotecznego. Na razie jednak nie wspiera. Podobno wciąż brak odpowiednich przepisów (no i pieniędzy).
Wiceminister inwestycji i rozwoju Artur Soboń obiecał, że wkrótce zostanie przyjęta specjalna ustawa, mające wesprzeć budownictwo mieszkaniowe dla mniej zamożnych. Przygotowywane przez ministerstwo projekty specjalnej ustawy mieszkaniowej i ustawy o dopłatach do czynszu, powinny być gotowe do przyjęcia przez rząd na przełomie maja i czerwca br.
Czy i kiedy wejdą w życie, reanimując program Mieszkanie Plus? Nikt tego nie wie – tak jak i nie wiadomo, czy kiedykolwiek zniknie niedobór mieszkań w naszym kraju.