W obronie bezdomnych

80 węgierskich pisarzy i publicystów a także działacze organizacji Miasto Należy do Wszystkich wzięło udział w demonstracji na Placu Kossutha. Miała na celu sprzeciw wobec wchodzącego w życie zakazu zamieszkiwania w przestrzeni publicznej, co w praktyce oznacza usuwanie bezdomnych z ulic.

 

Ta ustawa stanowi poprawkę do kodeksu wykroczeń. Przyjęto ją w lipcu. Procedura polega na tym, że jeżeli policjant cztery razy w ciągu 90 dni wezwie konkretnego bezdomnego do opuszczenia miejsca bytowania, a ten nie podporządkowuje się – zostanie wobec niego wszczęte postępowanie karne. Ma powstać specjalny rejestr bezdomnych objętych wezwaniami.
Kiedy ruszy już postępowanie, sąd może skazać bezdomnego na prace społecznie użyteczne lub areszt.

Jak podaje PAP, „jako cel nowych przepisów wskazano lepszą organizację usług socjalnych dla bezdomnych oraz poprawę poczucia bezpieczeństwa obywateli”.
Leilani Farha, sprawozdawczyni ONZ do spraw warunków mieszkaniowych, napisała list otwarty do rządu, w którym uznała nowe przepisy za „okrutne i niezgodne z prawem międzynarodowym dotyczącym praw człowieka”,

Działacze organizacji, która zorganizowała protest pod parlamentem, twierdzą, że środki zapobiegania bezdomności, jakie jest w stanie zapewnić państwo, są niewystarczające (to miejsca w noclegowniach na 19 tysięcy osób). Noclegownie mogą sprawdzić się jako tymczasowa pomoc, ale nie rozwiążą problemu braku zakwaterowania kilkudziesięciu tysięcy obywateli.

Kulson się wku…ił

No i stało się! Policjanci – z opóźnieniem, bo z opóźnieniem, ale jednak zajarzyli, że w Polsce PiS można zarabiać naprawdę dobre pieniądze.

 

Tak długo byli bombardowani zewsząd informacjami o zarobkach w radach nadzorczych, w spółkach skarbu państwa i w spółkach komunalnych, o premiach i nagrodach urzędników rządowych i samorządowych, że w końcu i oni zawołali:
– A w czym my jesteśmy gorsi? Od Misiewiczów, od Rydzyka, od sióstr i braci, szwagierek i szwagrów, kum i pociotków władzy?
Powiedzmy sobie szczerze: w niczym! Ani nie są głupsi, ani brzydsi, ani nic. Chcą kasy? Należy się im! Dla innych jest, to i dla nich może być.
Pan premier jeździ po Polsce, co i rusz otwiera im jakiś nowy komisariat, stwarza nowe miejsca pracy, ale za ile, oni się pytają? Owszem, w tych nowych komisariatach mogą rozwijać się zawodowo – w zakresie na przykład używania paralizatora w kiblu, ale oprócz nowoczesnego sprzętu do wykonywania codziennych obowiązków, potrzebują również kasy, bo policyjne żony też od czasu do czasu muszą coś do garnka włożyć.
Zebrali się więc policjanci do kupy raz i drugi, głowy dymiły wysiłkiem, ale swoje postulaty sformułowali.
– To nie są postulaty przeciwko nikomu, zawołali, jak to oni wadząc się z polszczyzną, ale trzeba im to wybaczyć, bo zawodowo wadzą się na innych polach niż lingwistyczne.
Chcą 100-proc. zasiłków chorobowych, uprawnień emerytalnych po 25 latach służby bez ograniczeń wiekowych, no i żywej gotówki do ręki. Uważam, że słusznie. Przecież to nie jest taka zwykła ręka, jak Twoja, czy moja. To jest ręka władzy! Ręka, przy pomocy której władza swą władzę sprawuje. Którą szarpie protestujące kobiety na ulicy, wciąga do policyjnych aut protestujących mężczyzn, ręka, która wykręca ręce przeciwnikom dobrej zmiany, wreszcie ręka, która w imieniu władzy trzyma sztamę z rękami zwolenników władzy: hajlującymi, walącymi w mordę pedałów, KOD-owców i całą resztę tej lewacko-liberalnej hołoty.
Policja, to bowiem nie tylko umundurowana grupa pracownicza, to przede wszystkim zastępy wiernych sług władzy, gotowe każdemu w imieniu tej władzy przydzwonić. To funkcjonariusze szczerze oddani służbie, gotowi oskarżać i ciągać po sądach niewinnych ludzi, byle tylko na ustach ich przełożonych pojawił się nikły choćby uśmiech zadowolenia i aprobaty:
– Tak proszę Wysokiego Sądu – wnoszę o ukaranie, najlepiej surowe, obywatela Frasyniuk Władysław, który zamiast nie utrudniać interwencji podjętej zgodnie z przepisami prawa i samemu skuć sobie ręce z tyłu, tknął mnie silnie o tu, w łokieć… Boli mnie do dziś. Na zmianę pogody zwłaszcza…
Gdy przełożony o coś poprosi, o cokolwiek – hamburgera, pizzę, czy flaszkę policjanci nigdy nie marudzą, nie mówią, że się nie da. A to konfetti natną i białoczerwony deszczyk panu ministrowi zrobią, który patriotyczną okoliczność zaszczyca osobą własną, a to skrzydła anielskie do pleców przypną, albo do mszy pobożnie posłużą, zatańczą i zaśpiewają…
No, ale to wszystko musi kosztować, niestety. W dzisiejszych czasach za darmochę nie ma już nic. Tym bardziej, że służba policyjna stresująca jest bardzo i w narodzie mało popularna, a przez to poddawana nieustającym, bardzo panów policjantów i panie policjantki dołującym, ocenom. Niestety, trzeba to wreszcie powiedzieć, część społeczeństwa – niewielka, co prawda, ale mająca poparcie niemieckojęzycznych mediów – swój stosunek do organów porządku publicznego kształtuje w sposób umyślnie złośliwy. Ona, ta część, udaje na przykład, że nawet do suki wsiąść poprawnie nie potrafi. Dopiero, jak się ryknie:
– Wsiadaj! Kull…sson! I jak szeregowy Kulson poda danej osobie rękę, to okazuje się, że jednak potrafi taka jedna z drugą wskoczyć na pakę.
Niestety wszystkie te stresy, nerwy i traumy nie spływają po policjantach, jak woda po kaczce. Policjanci przeżywają gorycz i zawód na skutek niesprawiedliwego traktowania przez społeczeństwo ich zawodu i mu oddania. Przecież nie wdają się w politykę, odsuwają się od swoich kolegów, którym odebrano wysłużone emerytury, nie ruszają nazioli, odwracają głowy, gdy dymi ONR, zatykają uszy, gdy wrzeszczy Międlar z Rybakiem i w ogóle są do usług.
Ale za darmo? Głupich nie ma! To nawet Kull…sson rozumie.

Uchwała Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej w sprawie poparcia manifestacji OPZZ w dniu 22 września 2018

Polska Partia Socjalistyczna kieruje wyrazy solidarności i poparcia do pracowników manifestujących z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych. W pełni rozumiemy ich niezadowolenie z polityki państwa w zakresie stosunków pracy, form zatrudnienia, polityki płacowej i rozwiązań emerytalnych.

Rozwojowi Polski po roku 1989 towarzyszy narastające rozwarstwienie społeczne i pogłębiająca się nierówność szans obywateli w sferze gospodarki, edukacji, ochrony zdrowia, kultury i wypoczynku.

Prowadzona jest polityka gospodarcza i społeczna, w której występuje wyraźna przewaga kapitału nad pracą. Oczywistym jest dla nas, że to praca tworzy dobrobyt społeczeństw i z pracy powstaje kapitał, którego podział i wykorzystanie powinno służyć dalszemu rozwojowi społeczeństwa.

Kluczowym elementem równości pracy i kapitału są stosunki pracy. Zapewnienie bezpiecznych, ale i godnych dla pracownika warunków pracy jest obowiązkiem nie tylko państwa, ale i pracodawcy i leży także w jego interesie, jeśli jest on zainteresowany długofalowym rozwojem przedsiębiorstwa, a nie osiągnięciem szybkiego, doraźnego zysku.

Istotną rolę w obronie praw pracowniczych i wyrównywaniu szans na rynku pracy pełnią związki zawodowe. Popieramy działanie związków zawodowych i jesteśmy za rozszerzeniem ich kompetencji oraz zwiększeniem ochrony działaczy związkowych.

Pozdrawiamy członków wszystkich Związków Zawodowych zrzeszonych w OPZZ, życzymy im wytrwałości w obronie ludzi pracy i emerytów, wierząc, ze ich działania nie będą daremne.

Sandomierz – premier Morawiecki – negocjacje z UE

W niedzielę w historycznym Sandomierzu odbyło się spotkanie szefa rządu z wyborcami PiS oraz rolnikami. Nie była to jeszcze inauguracja kampanii wyborczej tej partii do samorządów (ta ma nastąpić na początku września w Warszawie z udziałem Prezesa),ale i to wydarzenie pieczołowicie przygotowano. Mogę postawić dolary przeciwko orzechom, iż sam dobór miejsca uwzględniał zbieżność imienia premiera oraz głównego bohatera popularnego serialu telewizyjnego „Ojciec Mateusz” (w roli głównej Artur Żmijewski), którego akcja właśnie tam się dzieje. Stąd głośne okrzyki „Mateusz, Mateusz”.
Ale to spotkanie będzie zapamiętane bodaj nie dlatego,iż wcielający się w rolę trybuna ludowego PMM bardzo ostro atakował PSL,a protestujących rolników nie dopuszczono w pobliże mównicy. Chodzi o ujawnienie nowej ważnej roli, jaką już w 1998r. zaledwie 30-letni wtedy przyszły premier odegrał. Mówił tak: „Ja sam negocjowałem przystąpienie Polski do UE 20 lat temu i doskonale wiem, jak w Unii negocjuje się najlepsze transakcje”. To było jak uderzenie pioruna. Wtedy PMM (negocjacje z Polską zaczęły się w marcu 1998 r.).był krótko urzędnikiem średniego szczebla w Komitecie Integracji Europejskiej, a po kilku miesiącach zajął się pracą w bankowości.
Różne osoby mogą przypisywać sobie takie zasługi, nawet Ryszard Czarnecki, który przez pewien czas stał na czele tego Komitetu. Na początku największy ciężar wzięli na siebie główni negocjatorzy – Jan Kułakowski, a potem Jan Truszczyński.
Niemałą rolę odegrał też premier Jerzy Buzek. Ale przecież główne i najtrudniejsze negocjacje toczyły się za rządu SLD/PSL i zostały sfinalizowane na dramatycznym szczycie Unii w Kopenhadze 13 grudnia 2002 r. Wtedy kluczową rolę odegrał premier Leszek Miller, co dobrze pamiętam jako jeden z ich uczestników.
„Odkrycie” obecnego premiera spotkało się z falą krytyki i żartów w internecie. Mnie najbardziej spodobał się MEM następujący: „Lech Kaczyński kierował strajkiem na Wybrzeżu, Macierewicz wprowadził nas do NATO, a do Unii Europejskiej właśnie Morawiecki”.
Ale to sprawa bardzo poważna. Już w XVI w. wybitny filozof francuski Michel Montaigne pisał: „Każdy z nas mówi czasem głupstwa, ale nieznośne są tylko głupstwa wygłaszane uroczyście”. I TO JEST WŁAŚNIE TEN PRZYPADEK !

Przeciw przemocy policji

W czwartek, 9 sierpnia 2018 r. ulicami Warszawy przeszedł marsz protestacyjny przeciwko upolitycznianiu policji, przeciw policyjnej przemocy. Ministrze Brudziński, widzimy, co robisz!

 

Upolitycznienie policji i przemoc stosowana przez policję nie jest wynalazkiem obecnej władzy. Dotąd boleśnie doświadczali jej członkowie organizacji anarchistycznych i ekologicznych, aktywiści ruchów lokatorskich protestujący przeciw eksmisjom, osoby bezdomne, ubogie, dotknięte różnymi formami wykluczenia. Jednak chyba nigdy po 1989 r. policja nie była w takiej skali wykorzystywana przeciw tak dużej części społeczeństwa, której jedyną przewiną jest brak akceptacji polityki obecnej władzy i dokonywanie różnych czynów obywatelskiego nieposłuszeństwa. I nigdy dotąd policyjna przemoc wobec obywateli nie była zjawiskiem nie tylko krytym, ale w pełni aprobowanym i wręcz chwalonym (vide wypowiedzi ministra Brudzińskiego).
Podsłuchy i inwigilacja działaczy opozycyjnych. Nachodzenie w domach, wypytywanie rodzin i sąsiadów. Nagminne legitymowanie i spisywanie bez podania podstawy faktycznej takiej interwencji. Wielogodzinne zatrzymania podczas demonstracji, bez stawiania zarzutów. Brutalne unieruchamianie osób nie stawiających oporu, najczęściej poprzez powalanie na ziemię i przyduszanie kolanami przez kilku funkcjonariuszy. Powodowanie dotkliwych obrażeń fizycznych. Wyrywanie i wyprowadzanie pojedynczych osób z tłumu demonstrujących. Zakuwanie w kajdanki, często z tyłu, co zgodnie z prawem może mieć miejsce wyłącznie wobec osób agresywnych i niebezpiecznych. Przemoc fizyczna we wnętrzach radiowozów. Wywożenie w nieznanym kierunku. Uniemożliwianie kontaktu z adwokatem. Zastraszanie. Upokarzające rewizje osobiste, całkowicie nieuzasadnione powagą zarzutów. Użycie gazu łzawiącego wobec demonstrantów pod Pałacem Prezydenckich, bez powodu i bez ostrzeżenia. Preparowanie absurdalnych oskarżeń (propagowanie ustroju totalitarnego, obraza pomników) i uruchamianie całej machiny policyjnych fachowców do ścigania takich „zbrodni”, jak namalowanie zmywalną farbą napisu PZPR czy ubranie w koszulkę z napisem „Konstytucja” pomnika prezydenta. Rewizje w samochodach i domach, grożenie wystawieniem listu gończego w przypadku nieobecności osoby inkryminowanej, rekwirowanie elektroniki, szukanie wszelkich „haków”. Totalna amnezja lub kłamstwa płynące z ust policjantów na salach sądowych.
To nasz obecny świat – świat aktywistów opozycji ulicznej, niemal niewidzialny dla mediów demokratycznego mainstreamu, lżony i zaszczuwany przez propagandę pisowską, nieznany szerszej opinii publicznej.
A w drugiej części świata – całkowita polityczna aprobata dla neofaszyzmu i totalna bierność policji lub wręcz wspieranie neofaszystowskich imprez. Tak było 11 listopada ubiegłego roku, gdzie na trasie tzw. Marszu Nieodległości nie uświadczyłeś ani jednego umundurowanego policjanta, a na interwencję policji wobec bicia i lżenia czternastu kobiet protestujących przeciw faszyzmowi trzeba było czekać godzinę. Tak było, o wstydzie, 1 sierpnia tego roku, w rocznicę Powstania Warszawskiego, gdy mimo rozwiązania marszu ONR przez Urząd Miasta Warszawy policja zapewniła jego uczestnikom eskortowane przejście do Placu Zamkowego. I tak było we Wrocławiu, podczas promocji książki inspirowanej hitlerowską „Mein Kampf”, gdzie po rozwiązaniu imprezy przez Urząd Miasta Wrocławia policja bez żadnej reakcji przyglądała się jej kontynuowaniu.
Dlatego protestujemy. Przeciw nierównemu traktowaniu przez policję różnych sił politycznych, na zlecenie ministra spraw wewnętrznych. Przeciw naginaniu przepisów. Przeciw stawianiu polecenia przełożonego ponad ochroną konstytucjonalnych praw obywatelskich. Przeciw używaniu policji do brudnych politycznych interesów ministra, nomen omen, Brudzińskiego czy jakiegokolwiek innego przedstawiciela obecnej władzy i każdej władzy w przyszłości.

 

„Nie” dla upolityczniania policji!

Dokładnie obserwuję działania władzy, która w sposób niebywały upolitycznia policję i rozpowszechnia publiczne kłamstwa, aby to ukrywać.
Dlatego też jutro wezmę udział w proteście pod siedzibą Komendy Stołecznej Policji.
Zapraszam przede wszystkim tych z Państwa, którzy zderzyli się z opresją funkcjonariuszy w trakcie protestów obywatelskich przeciwko marszom nienawiści faszystów i przeciwko władzy, która niszczy organy konstytucyjne RP.
Mimo nienotowanych dotąd braków kadrowych w policji, stać władze na żywopłoty złożone z tysięcy policjantów na prywatnych imprezach szeregowego posła PiS.
Wyraźnie widać, że głównym zadaniem policji dzisiaj nie jest ściganie przestępców, ale obsługa uroczystości partii rządzącej, oraz podsłuchiwanie, inwigilowanie i nękanie politycznej opozycji.
Nie ma mojej zgody na szczucie przez policję ludzi, pokojowo protestujących w obronie swoich konstytucyjnych praw.
Nie dla upolityczniania policji!

Adam Mazguła

Głos lewicy

Prezydent nic nie znaczy

– Złodziejowi nie daje się pieniędzy na przechowanie i powierzenie Andrzejowi Dudzie, który łamie konstytucję, zmiany tej konstytucji jest czymś niewyobrażalnym – ocenił Włodzimierz Czarzasty w programie „Kwadrans Polityczny”.
– Prawo i Sprawiedliwość przyjęło takie stanowisko, że odrzuciło projekt referendum, pewnie wynika to z jakiejś gry politycznej – powiedział lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
– Niewątpliwie pokazali, że prezydent Andrzej Duda nic nie znaczy, co zresztą dla znacznej części społeczeństwa nie jest nowością – dodał Czarzasty.
– Dziwię się opozycji parlamentarnej, że nie operuje jasnym językiem: wszystkie winy zostaną rozliczone, a wszyscy winni, jeżeli będą na to zasługiwali trafią do więzienia – stwierdził przewodniczący Sojuszu.
– Chcę tylko powiedzieć prokuratorom i sędziom: wiecie dobrze, że prawo jest łamane, w związku z tym, jeśli się godzicie na współpracę z ludźmi, którzy łamią prawo, i dajecie swoje nazwiska do dyspozycji politycznej w Krajowej Radzie Sądownictwa albo w Sądzie Najwyższym, to wiedzcie o tym, że jeśli w sposób zbiorowy prawa nabyte się jakiejś grupie zabiera, to powinna być ustawa by w sposób indywidualny wam emerytury zabrano, czy ograniczono o połowę – ostrzegał.

 

Dawno temu

Marcin Ilski z Fundacji Polska Myśląca porządkuje rzeczywistość polityczną:
Czytam wezwania z prawej i lewej do zakończeniu projektu III RP. Jest to ciekawe doświadczenie. Przypominam sobie dzięki temu, jak to się nam układa:
Dawno temu I RP, do rozbiorów,
potem Zabory,
potem II RP,
potem wojna,
potem PRL,
potem III RP.
Warto pamiętać, tak o poranku, kiedy kawa nie bulgocze jeszcze w ekspresie, że idea IV RP powstała na prawicy, w kręgach PiS (choć twórca tej koncepcji świadomie od niej się oddala). Sama obecność tego pojęcia w przestrzeni publicznej wpływała na nieustanną możliwość kontestacji III RP.
Czy to ma jakiekolwiek znaczenie, można zapytać krojąc chleb na kanapki. Otóż ma: jeśli lewica bowiem (nawet ta, która nie jada świadomie chleba, więc nie robi sobie rano kanapek) ogłasza koniec III RP, to pośrednio przyznaje rację koncepcji IV RP, która od lat istnieje i jest mocno prawicowa. Tak działa ramowanie językowe, a nie wolny rynek.
Kiedy więc wyciągam z lodówki masło i dżem, to wydaje mi się, że skoro pragniemy końca III RP, to używajmy po prostu nazwy „Polska”, bez jakichkolwiek numerów z przodu lub też z tyłu. Mieszam więc łyżeczką kawę z miodem i myślę sobie, że taka Polska, to miejsce, gdzie mieszka każdy, kto chce być Polką lub Polakiem i nikt mu nie musi wydawać na to zgody, ani specjalnego glejtu.
A potem to już myślę sobie, że na obiad, to może nawet ziemniaki z kefirem, bo w końcu lato.

 

W obronie dziadka z chrzanem

Wszystkich zainteresowanych i wspierających zapraszamy w piątek 27 lipca o godz. 16:00 na Plac Bankowy gdzie odbędzie się protest w obronie Babci z czosnkiem i dziadka z chrzanem! Walkę o wolność handlu obnośnego czas zacząć!
Piotr Ikonowicz zaprasza na manifestację.

Stan krytyczny

Lubelskie, Wielkopolskie, a teraz Podkarpackie. Mamy do czynienia z masową odmową pracy przez pracowników publicznych placówek służby zdrowia. W środę pacjentów przestały przyjmować placówki w Rzeszowie i kilku innych ważnych miastach województwa.

 

Jeszcze nie został ugaszony pożar w lubelskiej służbie zdrowia, w całym kraju trwają twarde potyczki negocjacyjne pomiędzy zbuntowanymi pracownikami szpitali, a kierownictwem placówek, a do walki stanęły kolejne jednostki. Kliniczny Szpital nr 2 im. Św. Królowej Jadwigi w Rzeszowie, Wojewódzki Szpital im. Zofii z Zamoyskich Tarnowskiej w Tarnobrzegu i Szpital Powiatowy im. Edmunda Biernackiego w Mielcu wstrzymały planowe przyjęcia. Powód? Brakuje pielęgniarek – duża część zatrudnionych przedstawiła zwolnienia lekarskie.

Nie ma jednak obaw co do przyjmowania pacjentów w stanie zagrożenia życia. Pracownicy są odpowiedzialni i nie dopuścili do zamknięcia Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. Pozostali pacjenci są przewożeni do innych jednostek w województwie podkarpackim.

Fala buntów objęła m.in. Kliniczny Szpital nr 2 w Rzeszowie – największą placówkę w regionie. Zatrudnieni wskazują, że dyrekcja bez konsultacji wprowadziła szereg niekorzystnych dla nich zmian dotyczących organizacji i warunków pracy. Związki zawodowe podkreślały, że nie odbyły się tej sprawie żadne rozmowy. Po prostu pewnego dnia rzeczywistość zmieniła się na gorszą.

Wkrótce do strajku przyłączyli się pracownicy dwóch innych jednostek z Podkarpacia. W szpitalu wojewódzkim nr 2 do pracy w 2 lipca nie przyszło 186 pielęgniarek na 905 zatrudnionych, 116 położnych i 85 fizjoterapeutów; w Tarnobrzegu 70 pielęgniarek na 364 zatrudnione. Natomiast w szpitalu powiatowym w Mielcu od 29 czerwca nie stawiło się 135 pielęgniarek na 437 zatrudnionych. Wszystkie dostarczyły zwolnienia lekarskie, większość z nich dotyczy krótkiej nieobecności – trzech dni.

„Karetki cały czas pracują i jest zabezpieczone leczenie tych nagłych przypadków. Szpitale funkcjonują w tzw. systemie ostrym, a więc nie przyjmują pacjentów planowych, wstrzymują planowe, nie zagrażające życiu, operacje” – powiedział Władysław Ortyl, marszałek województwa.

Spór zbiorowy między dyrekcją i związkami zawodowymi trwa w rzeszowskim szpitalu od marca – związkowcy domagają się zwiększenia zatrudnienia w poszczególnych grupach zawodowych, płatnych urlopów szkoleniowych i podwyżek. Obecnie zarządzający placówką zachęcają pacjentów, by do czasu zakończenia protestu korzystali ze świadczeń w innych jednostkach z uwagi na utrudnienia w postaci przesunięć terminów zabiegów. Dyrekcja rozważa ponadto możliwość łączenia niektórych oddziałów i zapewnia, że w razie potrzeby umożliwi transport chorych do sąsiadujących szpitali.

Przywróć Monikę!

Przywrócić Monikę, wyrzucić Milczarskiego! – skandowało około dwustu osób przed siedzibą zarządu PLL LOT na warszawskim Okęciu. Pracownicy, związkowcy, lewicowi działacze i działaczki piętnowali łamanie praw pracowniczych w spółce i wskazywali, że w ślepej pogoni za zyskiem zarząd naraża na niebezpieczeństwo także pasażerów.
Monika, główna bohaterka demonstracji, to oczywiście Monika Żelazik – przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, wbrew przepisom wyrzucona z pracy w PLL LOT, faktycznie za działalność związkową i mobilizowanie zatrudnionych w firmie do walki ze śmieciowym zatrudnieniem. Uczestnicy protestu nie szczędzili jej słów uznania za odwagę i determinację. Pod adresem LOT-u i jego zarządu komplementy już nie padały. Przewodniczący OPZZ Mazowsze Piotr Szumlewicz przypomniał, że bezprawne zwolnienie Żelazik nie jest pierwszym przypadkiem represjonowania działaczki związkowej w linii lotniczej, można raczej mówić o kontynuowaniu skandalicznej tradycji. Przywołując odpowiednie przepisy dowiódł, że powszechne w spółce zatrudnianie na umowach śmieciowych czy w oparciu o umowy business-to-business (drugi „business” to np. pilot) to łamanie prawa. Podkreślał również, że tworząc warunki, w których pracownicy wykonują swoje obowiązki chorzy lub przemęczeni, zarząd LOT stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa pasażerów. Równie bezlitosny dla prezesa LOT-u Rafała Milczarskiego był lider Ruchu Sprawiedliwości Społecznej Piotr Ikonowicz. Obecni na proteście reprezentanci i reprezentantki Inicjatywy Pracowniczej, warszawskiego okręgu partii Razem, Inicjatywy Polskiej i Pracowniczej Demokracji wzywali do solidarnego występowania w obronie praw pracowniczych i reagowania na ich łamanie. Podkreślano, że w dniu, gdy odbywa się demonstracja, w siedzibie LOT ma miejsce wystawna gala, na której zarząd spółki chwali się wynikami finansowymi spółki. Oczywiście nie ma tam mowy ani o śmieciowym zatrudnieniu, ani o tym, na co również zwracali uwagę mówcy – LOT działa jak piramida finansowa, szybko mnożąc liczbę połączeń i kierunków, by nowe mogły finansować starsze.

Wkurzeni górnicy, wkurzeni weterani

Około tysiąca osób 19 czerwca usiłowało wedrzeć się do budynku Rady Najwyższej w centrum Kijowa. Akcję protestacyjną zorganizowali górnicy wydobywający węgiel kamienny, ale również weterani i ofiary katastrofy w Czarnobylu. Sprzeciwiali się drastycznym cięciom świadczeń.

 

Do dzielnicy rządowej sprowadzono wzmocnione patrole Gwardii Narodowej oraz specjalne jednostki do negocjowania z uczestnikami manifestacji. Mimo to doszło do starć z policją.
Prezydent Poroszenko obciął emerytury oraz odszkodowania wypłacane ofiarom katastrofy atomowej. Postanowiono również zamknąć niektóre kopalnie – choć górnicy nie otrzymali jeszcze ponad 29 milionów dolarów zaległych pensji.

Na górników z Donbasu przypada prawie połowa sumy długu: 400 mln hrywien (15 milionów dolarów), z czego 186,7 milionów (7 milionów dolarów) należy się pracownikom państwowego przedsiębiorstwa „Selidowulog”.

„Górnicy z całej Ukrainy przyjechali do Kijowa. Zebraliśmy pod budynkiem Rady Najwyższej Ukrainy. W państwowym sektorze węglowym powstała krytyczna sytuacja. Zaległości w wypłatach dla górników państwowych przedsiębiorstw górniczych wynoszą 761,1 miliona hrywien” – informował w dniu protestu na Facebooku przewodniczący Niezależnego Związku Zawodowego Górników Ukrainy Michaił Wołyniec.

Razem z resztą pikietujących domagał się od rządu zmiany w ustawie o budżecie na bieżący rok, która zagwarantowałaby odpowiednie finansowanie przemysłu węglowego i wypłatę choć części zaległych wynagrodzeń dla pracowników. Praktycznie we wszystkich państwowych kopalniach górnicy czekają na pensje i powoli tracą cierpliwość.

Do protestujących wyszła pierwsza wiceprzewodnicząca Rady Najwyższej Iryna Heraszczenko, aby uspokoić nastroje. Obiecała im utworzenie grupy inicjatywnej, która ma lobbować na rzecz protestujących i negocjować z rządem. Protestujący zgodzili się – teraz czekają na efekty obietnic. Zapowiadają, że jeśli będzie trzeba, przyjadą po raz drugi.

– Mamy zagwarantowaną opiekę medyczną, transport oraz socjal. Prezydent zabrał nam jednak już prawie wszystko. Resztę zabiorą zimą. Jak długo mamy to wytrzymywać? – mówił mediom jeden z uczestników protestu.

Pielęgniarki chore z bezsilności

Najpierw pielęgniarki z Lublina zaczęły masowo odchodzić na przedłużające się L4. Teraz tę strategię zastosowały ich koleżanki z Biłgoraja. To najwyraźniej jedyny sposób, aby zmusić pracodawców do refleksji nad tym, że ich wynagrodzenia w tym regionie należą do najniższych w Polsce.

 

Lublinowi się udało: wywalczył 1000 zł podwyżki. Ale szpital udawał, że problemu nie widzi. Dopiero kiedy na zwolnienia poszło 20 procent załogi, dyrekcji zaświtało w głowie, że może chodzić o podwyżki.
Na spotkaniach z pracownikami pojawiały się głosy od pielęgniarek, że ich wynagrodzenia są za niskie i że chcą podwyżek. Nie dostałem jednak żadnego oficjalnego komunikatu dotyczącego np. proponowanych kwot – tłumaczył się w mediach dyrektor Tomasz Kwiatkowski.
Niedomyślni
Ale ze strony pielęgniarek wygląda to nieco inaczej:
– Ponad 130 pielęgniarek z biłgorajskiego szpitala ma 1700–1800 zł brutto zasadniczego wynagrodzenia i to są już kwoty po dodaniu tzw. zembalowego. Wcześniej było to nawet 1400 zł brutto. To jedne z najniższych zarobków pielęgniarek w woj. lubelskim – mówiła Maria Olszak-Winiarska, przewodnicząca Zarządu Regionu Lubelskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Ale wypowiedzi dyrektora każą przypuszczać, że i tak o on uważa się tu za najbardziej pokrzywdzonego: – W związku z nieobecnością części pielęgniarek w pracy byliśmy zmuszeni do zamknięcia oddziału chorób wewnętrznych i przeniesienia pacjentów na inne oddziały, a także wstrzymania zabiegów planowych i pobytów diagnostycznych. Musimy się też posiłkować personelem z sąsiednich szpitali, a także z nocnej i świątecznej opieki. Jest to smutna sytuacja. Powiem szczerze, że widok pustych łóżek i szpitala jest jednym z najbardziej przykrych widoków dla lekarza.
Smutny widok
Bardzo smutnym widokiem dla wykwalifikowanego pracownika jest również przelew w wysokości 1700 zł, mogę się założyć.
– Wynagrodzenia są regulowane ustawą. Trudno mówić o jakichkolwiek podwyżkach, bo spółka jest w stanie upadłości i nie może zaciągać żadnych zobowiązań – oświadczył dyrektor. W poniedziałek 18 czerwca odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli władz województwa, starosty i NFZ. Przekonywano pielęgniarki, że „działają na szkodę szpitala”. Był też syndyk zarządzający placówką.
Zapomnijcie o podwyżkach
– Proszę się uspokoić i wrócić do pacy wykonujemy kontrakt i to jest najlepsza droga do tego, żeby udało nam się szpital płynnie przeprowadzić przez ten trudny okres – apelował do pielęgniarek.
Starosta też nie widział nadziei na podwyżki: – To prosta droga do likwidacji szpitala, który jest przecież bardzo potrzebny w Biłgoraju. Zależy nam na tym, żeby on funkcjonował. Ale przy ograniczonej ilości oddziałów automatycznie ograniczamy ilość procedur, a co za tym idzie zmniejszają się środki z NFZ. Należy wykonywać więc jak najwięcej procedur, a do tego potrzebni są pracownicy.
Porozumienia nie ma. Pielęgniarki apelują ze swojej strony o racjonalizację płac. A dyrekcja czeka na uprawomocnienie się wyroku o upadłości. Wtedy, jak podaje lokalna prasa, zaistnieje szansa, że szpital zostanie przejęty np. przez starostwo powiatowe.