Firmy padają, gospodarka idzie dalej

Przedsiębiorstwa produkcyjne nie odczuwają korzyści ze wzrostu inwestycji (bardzo zresztą znikomego), a handlowe nie korzystają na wzroście konsumpcji (całkiem przyzwoitym).

 

W sierpniu 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 90 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 80 w sierpniu 2017 r. (wzrost rok do roku o 13 proc.
Taka sama skala wzrostu liczby niewypłacalności (plus 13 proc.) występuje w całym okresie 8 miesięcy tego roku – było ich 670 w porównaniu z 591 w tym samym okresie 2017. Jest to więc już stały trend, bo upadłości systematycznie przybywa.

 

Upadają, bo nie potrafią

Większość spośród niewypłacalnych w ostatnich miesiącach firm (ponad 80 proc. ) od dawna miała problemy z rentownością i gromadzeniem kapitału. Były to w większości przedsiębiorstwa małe i średnie, o obrotach do 20 mln złotych, a więc o lokalnej skali działalności. Bieżące zmiany prawne i podatkowe, polegające na wzrastającej kontroli administracji nad działalnością gospodarczą raczej nie ułatwiają działań naprawczych – ale to nie one są główną przyczyną kłopotów prowadzących do upadłości. w omawianych niewypłacalnościach.
Jak wynika z danych finansowych, źródłem problemów jest raczej model działalności, mało elastyczny i innowacyjny wobec zachodzących zmian rynkowych, takich jak konsolidacja czy coraz bardziej międzynarodowy charakter całych łańcuchów dostaw. Czyli, chodzi po prostu o niezbyt umiejętne prowadzenie biznesu.

 

Budowlanka niezmiennie dołuje

Nadal kłopoty ma budownictwo, borykające się z niskimi cenami, niszczącymi rentowność. Chwilowo notuje ono mniej upadłości, ale jedynie dzięki inwestycjom mieszkaniowym i komercyjnym.
Budownictwo przemysłowe i infrastrukturalne, finansowane ze środków publicznych, jest zdecydowanie mniej dochodowe. Wykonawcy z tego sektora stanowią ponad 70 proc. przypadków niewypłacalności w całej branży. Utrzymuje się znaczna liczba upadłości firm wykonujących prace związane z budową dróg i autostrad, rurociągów, instalacji wodno-kanalizacyjnych, obiektów inżynierii lądowej.
W handlu hurtowym zaczyna przybywać upadłości firm zaopatrujących rynek konsumencki – nie tylko w żywność, ale także odzież i obuwie czy artykuły wyposażenia mieszkań.
Nie wszyscy w Polsce korzystają w równym stopniu na wzroście konsumpcji, a tak naprawdę udaje się to przede wszystkim największym graczom. Na wzroście spożycia w największym stopniu zyskują duże przedsiębiorstwa handlowe, zaś mali tracą. Z drugiej strony, to właśnie w tej branży zanotowano dwa największe pod względem obrotów przypadki niewypłacalności.

 

Wszyscy mają kłopoty

W przemyśle problemy omijają eksporterów, natomiast coraz częściej dotykają zaczynają trapić firmy zaopatrujące rynek krajowy. Zwiększyła się liczba niewypłacalności producentów artykułów konsumpcyjnych (obok żywności – także odzieży i obuwia) oraz maszyn i urządzeń (zwłaszcza wykorzystywanych w budownictwie infrastrukturalnym i w przemyśle).
W porównaniu do ubiegłych miesięcy, zauważyć można spadek upadłości firm zaopatrujących rynek budowlano-mieszkaniowy (np. wyroby stolarskie, chemia budowlana, beton, płytki ceramiczne).
Usługi – to wzrost niewypłacalności w każdym właściwie segmencie, pomimo dużego przyrostu popytu na usługi turystyczne, medyczne, transportowe, gastronomiczne czy finansowe.

 

Zbierało im się od dawna

Generalnie, analizując przypadki niewypłacalności w oparciu o wskaźniki finansowe upadających firm za ostatnie lata widać wyraźnie, że w zdecydowanej większości przypadków, zanosiło się na nie od dawna.
– Niekoniecznie świadczą o tym obroty, które nie zawsze spadały, a w wielu przypadkach także rosły w tym czasie, ale wskaźniki rentowności sprzedaży czy ogólnego zadłużenia przedsiębiorstw. Pogarszały się one sukcesywnie rok po roku, niezależnie czy w przypadku danej firmy w tym czasie jej sprzedaż rosła czy spadała, czyli czy podejmowano działania restrukturyzacyjne starając skupić się na najbardziej rentownej działalności czy wręcz odwrotnie zwiększając skalę sprzedaży, aby efektem skali poprawić rentowność i „zasypać dziurę” w finansach – ocenia Tomasz Starus z firmy Euler Hermes specjalizującej się w ubezpieczeniach gospodarczych i ocenie ryzyka. Brzmi to mocno fatalistycznie i oznacza to, że cokolwiek by się robiło, nic to nie pomoże, jeśli w biznesie ma przydarzyć się klapa.
W rzeczywistości jednak, wszystko zależy właśnie od tego, co i jak się robi. Rzecz w tym, jak mówi zresztą Tomasz Starus, że wiele firm organizacyjnie i finansowo wykazuje się niezbyt dużą efektywnością działania, a co za tym idzie zwrotem z kapitału. Trwają na rynku, ale nie reagują na zmiany na nim, zaś najczęściej – spóźniają się z nimi. Ich model działalności jest mało elastyczny i innowacyjny, zbyt anachroniczny – nie mający często innej opcji niż na przykład bazowanie na niskich kosztach pracy.
Na czym, niestety bazuje zresztą niemal cała polska gospodarka.