Formuła 1: Ekipa Mercedesa w podwójnej koronie

Lewis Hamilton wygrał wyścig o Grand Prix Brazylii i potwierdził, że zasłużenie zdobył piąty już tytuł mistrza świata kierowców. Ale na torze Interlagos Brytyjczyk swoim zwycięstwem przypieczętował też tytuł mistrza świata konstruktorów dla ekipy Mercedesa.

 

Przed rozpoczęciem wyścigu o Grand Prix Brazylii Hamilton miał już tytuł mistrza świata, piąty w karierze, w kieszeni. Pewny wicemistrzostwa był też jego najgroźniejszy konkurent Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari, więc w Brazylii walka toczyła się już tylko o miejsce na najniższym stopniu podium. Po zakończeniu rywalizacji na Interlagos najbliższy zajęcia trzeciej lokaty jest drugi z kierowców Ferrari Kimi Raikkonen. Fin ma 14 punktów przewagi nad rodakiem Valtterim Bottasem (Mercedes), a szanse na wyprzedzenie fińskiego duetu ma jeszcze Holender Max Verstappen (Red Bull). Jego strata do kierowcy Mercedesa wynosi zaledwie trzy punkty. Gdyby nie kolizja w Grand Prix Brazylii, to kierowca Red Bull Racing zapewne już wyprzedziłby Bottasa.

Nic dziwnego, że Verstappen, któremu szanse na wygranie wyścigu na torze Interlagos odebrał Francuz Esteban Ocon z ekipy Force India, po wyścigu brutalnie go zaatakował. Do pierwszego incydentu między nimi doszło na 44. okrążeniu. Podczas dublowania Francuza przez Verstappen doszło do lekkiego zderzenia ich bolidów. Holender wypadł z toru i wykręcił bączka, ale jego auto nie uległo uszkodzeniu i po kilku sekundach zdołał wrócić na tor. Ale te kilka sekund wykorzystał Hamilton, który wyszedł na prowadzenie i nie oddał go już do mety. „Co za idiota” – wrzeszczał przez radio wściekły Verstappen, a Oconowi pokazał wyprostowany palec. Podczas rutynowej kontroli wagi po wyścigu Verstappen zwymyślal Ocona i kilka razy go popchnął. Za to naganne zachowanie FIA ukarała 21-letniego Holendra dwoma dniami prac społecznych, które musi odpracować w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

Po sukcesie Hamiltona w GP Brazylii jest już pewne, że mistrzostwo wiata konstruktorów w tym sezonie przypadnie ekipie Mercedesa, która prowadzi z dorobkiem 620 punktów. Drugie miejsce zajmuje Ferrari (553), a trzecie Red Bull Racing (392). Do zakończenia sezonu pozostał jeszcze jeden wyścig – o Grand Prix Abu Zabi, który odbędzie się 25 listopada. Może tego dnia wyjaśni się przyszłość Roberta Kubicy w Formule 1. Rosyjski rosyjski portal specjalistyczny Motorsport.com informuje, że Polak jest faworytem do angażu w ekipie Williamsa na nowym sezon, u boku George’a Russella. Kubica zdaniem rosyjskich dziennikarzy zebrał większy budżet niż przed rokiem, a na dodatek jego starania wspiera Liberty Media, właściciel Formuły 1, który po odejściu Fernando Alonso chce mieć w jego miejsce innego cieszącego się popularnością kierowcę. Coś musi być na rzeczy, bo Kubica odrzucił ofertę przejścia do Ferrari w roli kierowcy rozwojowego. Decyzja w sprawie kontraktu Williamsa z Kubicą ma zostać ogłoszona w najbliższych dniach.

 

 

Formułą 1: Piąty laur Hamiltona

Lewis Hamilton w wyścigu o Grand Prix Meksyku przypieczętował swój piąty tytuł mistrza świata F1. W klasyfikacji wszech czasów kierowców Brytyjczyk wyrównał osiągnięcie Argentyńczyka Juana Manuela Fangio. Lepszy jest tylko Niemiec Michael Schumacher, który ma siedem tytułów.

 

Grand Prix Meksyku zdobył Max Verstappen, a za kierowcą zespołu Red Bulla finiszował duet Ferrari Sebastian Vettel i Kimi Raikkonen. Ale największym zwycięzcą był finiszujący na czwartej pozycji Lewis Hamilton, bo zdobyte punkty zapewniły mu na dwa wyścigi przed końcem sezon piąty w karierze tytuł mistrza świata kierowców Formuły 1. Taki wynik sprawił bowiem, że Brytyjczyk wywalczył mistrzostwo świata. Kierowca Mercedesa wyrównał osiągnięcie Juan Manuela Fangio, który w latach 50. XX wieku zgarnął pięć tytułów. Przed nimi znajduje się już tylko Michael Schumacher z siedmioma mistrzostwami na koncie.

Schumacher i ekipa Ferrari zdominowali Formułę 1 na początku XXI wieku, w drugiej dekadzie rządzi i dzieli w niej 33-letni obecnie Hamilton. Z pięciu mistrzowskich tytułów cztery wywalczył za kierownicą Mercedesa, w bolidzie tej marki wygrał też większość z 71 zwycięskich dla siebie wyścigów. Brytyjczyk wciąż jednak ustępuje Schumacherowi. Na razie prześcignął go jedynie w liczbie zdobytych pole position, zaś nadal jest gorszy pod względem zwycięstw w Grand Prix i tytułów mistrzowskich. Niemiecki kierowca w swojej karierze triumfował w 91 wyścigach Formuły 1 i ma na koncie siedem tytułów. Czy w najbliższych latach będzie w stanie przegonić legendarnego „Schumiego” i w tych osiągnięciach?

„Brakuje mu dwóch tytułów i 20 wygranych wyścigów, ale w przypadku Lewisa nie są to cele niemożliwe do zrealizowania. On może zostać najlepszym kierowcą wszech czasów. Dla niego to jest potężna motywacja” – zapewnia Nico Rosberg, były kierowca Mercedesa, który pokonał Hamiltona w walce o tytuł w sezonie 2016.

Hamilton świętował piąty tytuł po Grand Prix Meksyku, ale z czwartej pozycji nie mógł być zadowolony, bo ten wyścig nie ułożył się po jego myśli. W ekipie Mercedesa zapanowała jednak euforia, bo na początku sezonu to zespół Ferrari miał lepsze samochody, ale w drugiej części sezonu technicy Mercedesa udoskonalili swój model i dostarczyli Hamiltonowi lepsze narzędzie do ścigania. Nie można też zapominać, że brytyjskiemu kierowcy i niemieckiemu zespołowi w zwycięstwie wydatnie pomogły błędy popełniane przez Sebastiana Vettela i Ferrari.

Hamilton wcześniej wywalczył tytuł mistrza świata w latach 2008, 2014, 2015 i 2017. „W tym momencie jeszcze do mnie nie dociera, że zdobyłem tytuł po raz piąty. Czuję się tak, jakby był to normalny dzień. Trochę potrwa zanim się z tym uporam, ale szczerze mówiąc, w tym momencie odczuwam wielką pokorę” – skromnie skomentował swój sukces Hamilton.

 

Hamilton górą w Japonii

Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał Grand Prix Japonii i jest o krok od zdobycia piątego tytułu mistrza świata. Jego najgroźniejszy rywal, Sebastian Vettel (Ferrari), był dopiero szósty i już tylko cud może sprawić, by wyprzedził Brytyjczyka.

 

Do zakończenia sezonu pozostały cztery wyścigi. Lewis Hamilton ma 67 punktów więcej od Sebastiana Vettela i jeśli za dwa tygodnie w wyścigu o Grand Prix USA Brytyjczyk zdobędzie o osiem punktów więcej od Niemca, po raz piąty w karierze wywalczy mistrzostwo świata. I to wywalczy absolutnie zasłużenie, bowiem po letniej przerwie Hamilton jeździ wyśmienicie.W Japonii ruszał z pierwszego pola startowego i jechał tak szybko i pewnie, że żaden z konkurentów nawet nie podjął próby odebrania mu prowadzenia, dzięki czemu brytyjski kierowca w dość komfortowy sposób odniósł swoje dziewiąte zwycięstwo w tym sezonie. Nic dziwnego, że tryskał humorem i chwalił tor.

W zgoła odmiennym nastroju, co zrozumiałe, był Sebastian Vettel. W sobotnich kwalifikacjach ekipa Ferrari popełniła błąd w doborze opon, co skończyło się zajęciem dopiero ósmego miejsca startowego. Wyścig Vettel zaczął dobrze, szybko przeskoczył na piątą pozycję, ale przeszarżował próbując wcisnąć się od wewnętrznej w zakręcie Spoon i zaliczył piruetem, przez który spadł na ostanie miejsce. Do końca wyścigu Niemiec ambitnie walczył o zdobycie jak największej liczby punktów, ale przebił się tylko na szóstą lokatę. A Mercedes w japońskim wyścigu zajął dwa najwyższe miejsca na podium i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji konstruktorów. Trzecią i czwartą lokatę zajęli kierowcy Red Bull Racing (Max Verstappen i Daniel Ricciardo0, a Vetela wyprzedził jeszcze kolega z Ferrari Kimi Raikkonen. Kolejny wyścig, o Grand Prix USA, odbędzie się 21 października na torze w Austin w stanie Teksas.

 

 

 

Hamilton ucieka Vettelowi

Lewis Hamilton wygrał wyścig o Grand Prix Singapuru. Był to jego siódmy triumf w tym sezonie i Brytyjczyk jest coraz bliżej zdobycia piątego w karierze tytułu mistrza świata. Stawkę tradycyjnie już zamykali kierowcy Williamsa.

 

Nie było sensacji na ulicznym torze w Singapurze i startujący z pole position Lewis Hamilton po perfekcyjnej jeździe wygrał po raz siódmy w tym sezonie. Kierowca Mercedesa tylko przez chwilę miał kłopoty, gdy zaatakował go Max Verstappen. Brytyjczykowi udało się jednak odeprzeć szarżę holenderskiego kierowcy Red Bulla, ale dla niego ważniejsze było też i to, że dopiero na trzeciej pozycji linię mety minął jego najgroźniejszy konkurent, Sebastian Vettel z ekipy Ferrari.

Niemiec powiększył tym samym swoja punktową stratę do Hamiltona o 10 pkt i traci teraz do lidera 40 pkt. Na odrobienie straty zostało jeszcze sześć wyścigów, ale coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że niemiecki kierowca, także czterokrotny mistrz świata, w tym roku nie przeszkodzi Hamiltonowi w triumfie. Siłą rzeczy także w rywalizacji zespołowej Ferrari poniosło kolejne straty do Mercedesa. Po GP Singapuru w klasyfikacji konstruktorów Ferrari traci do lider już 37 punktów.

Na ósmą lokatę z jedenastej w klasyfikacji kierowców awansował Fernando Alonso. Lider McLarena przyjechał na metę niedzielnego wyścigu na siódmej pozycji. Ostatni raz tak wysoko Hiszpan finiszował w Azerbejdżanie, jeszcze przed początkiem europejskiej części kalendarza F1. Williams, który przed sezonem zakontraktował w roli rezerwowego kierowcy Roberta Kubicę, ponownie nie wywalczył żadnych punktów, a nawet 15. miejsce Lance’a Strolla to w dużej mierze zasługa Estebana Ocona z Force India, który rozbił się na początku wyścigu oraz ukarania przez sędziów Romaina Grosjeana.

 

Kubicę wtykają wszędzie

Dziennikarze BBC obudzili na nowo nadzieję sympatyków Roberta Kubicy na jego rychły powrót do Formuły 1, umieszczając nazwisko polskiego kierowcy w gronie kandydatów do zajęcia miejsca w ekipie Red Bulla.

 

Spekulacje zaczęły się kilka tygodni temu gdy wyszło na jaw, że Daniel Ricciardo przeniesie się austriackiego zespołu do ekipy Renault. Red Bull musiał więc pilnie poszukać następcy australijskiego kierowcy. Wśród potencjalnych kandydatów wymieniano dwóch utalentowanych wychowanków Red Bulla – Carlosa Sainza i Pierre’a Gasly’ego, ale pojawiły się plotki, że zespół sponsorowany przez producenta napojów energetyzujących rozważa też zatrudnienie kierowcy z zewnątrz, w tym Roberta Kubicę.

Ostatecznie przewidywania brytyjskiego portalu się nie potwierdziły, bowiem Red Bull Racing poinformował, że do Maksa Verstappena dołączy Pierre Gasly, startujący obecnie w barwach siostrzanego zespołu Scuderia Toro Rosso. 22-letni francuski kierowca zaczynał karierę w sportach motorowych od wyścigów gokartów, potem startował w mistrzostwach Francji F4 w 2011, a następnie w Formule Renault 2.0, którą wygrał w 2013. Wówczas trafił do programu juniorskiego Red Bulla. W 2016 wygrał mistrzostwa GP2, a rok później dołączył do Scuderii Toro Rosso. W F1 zadebiutował w Grand Prix Malezji.

Kubica nawet nie skomentował spekulacji BBC, za to w medialna przestrzeń wypuścił wiadomość, że jest zaskoczony jak dużą przyjemność sprawia mu rola trzeciego kierowcy w ekipie Williamsa. „Myślałem, że obserwowanie jak inni się ścigają będzie trudniejsze. Dostałem szansę żyć moją pasją nie jako kierowca, ale pełnię aktywną rolę w zespole. Ktoś może powiedzieć, że skoro celuję w posadę kierowcy, powinienem bardziej na torze naciskać na wyniki. Ja takiej potrzeby nie widzę”.

 

 

Lance Stroll w Force India, a gdzie Kubica?

Ta wiadomość wywołała burzę w środowisku Formuły 1. Konsorcjum inwestorów zawiązane przez Lawrance’a Strolla, ojca kierowcy teamu Williamsa Lance’a, w miniony wtorek przejęło inny z zespołów F1 – Force India i uratowało go przed bankructwem.

 

Hinduska ekipa była zadłużona na kilkaset milionów dolarów, miała dług m.in. wobec Mercedesa, dostawcy układów napędowych dla bolidów Force India. Gorączkowe poszukiwania nowego inwestora zakończyły się powodzeniem. Lawrence Stroll we wtorek przedstawił władzom Formuły 1 ofertę przejęcia zadłużonego po uszy teamu. Kontrolę nad Force India przejęło konsorcjum, na czele którego stanął 59-letni kanadyjski biznesmen, a którego skład weszli ponadto kanadyjski przedsiębiorca Andre Desmarais, Jonathan Dudman z Monaco Sports and Managment, John Idol działający w świecie mody, John McCaw z branży telekomunikacyjnej, ekspert finansowy Michael de Picciotto oraz partner biznesowy Strolla – Silas Chou.
Konsorcjum stworzone przez Strolla przejęło pakiet udziałów należący dotychczas do Vijay’a Mallyi oraz Orange India Holdings Sarl. Nowi właściciele zespołu zadeklarowali, że spłacą wszystkie długi i zasilą ekipę zastrzykiem gotówki, a 405 pracowników utrzyma swoje posady.

Sam Lawrence Stroll jest sponsorem zespołu Williams, w którym już drugi sezon startuje jego 19-letni syn – Lance. Nic dziwnego, że pojawiły się natychmiast spekulacje o rychłym przejściu młodego kierowcy do Force India. W tym kontekście pojawiło się od razu nazwisko Roberta Kubicy, bo Polak jest obecnie rezerwowym kierowcą Williamsa i mógłby od razu zastąpić Strolla w brytyjskim zespole. Ale z niektórych źródeł docierają wieści, że Kubica także może przenieść się do Force India i w tym zespole być drugim kierowcą oraz mentorem młodego Kanadyjczyka.

Każde rozwiązanie jest możliwe, a Kubica ewentualnej oferty klanu Strollów raczej nie odrzuci, bo choć w Williamsie zwolni się miejsce, to Polak nie może być pewny, że je zajmie. Konkurentów nie zabraknie. Na pewno będzie nim jeden z kierowców Force India, Esteban Ocon lub Sergio Perez. Być może do walki o miejsce włączy się Brytyjczyk George Russell, który jest w juniorskim programie Mercedesa i chciałby już przeskoczyć do Formuły 1.

Na rynku transferowym po tym sezonie ruch może być spory. Niewiadomych jest wciąż mnóstwo. Ferrari nadal nie ogłosiło, kto będzie partnerem Sebastiana Vettela. Haas twierdzi, że decyzję o obsadzie kierowców podejmie po przerwie letniej. Sauber na razie czeka co zrobi Ferrari. Red Bull nie podjął jeszcze decyzji, kto będzie jeździł z Maxem Verstappenem. Najbardziej prawdopodobnym kandydatem wydaje się Pierre Gasly z Toro Rosso, gdzie mogą być dwa wakaty. A do tego dochodzi niepewna sytuacja w McLarenie, bo zespół czeka na decyzję Fernando Alonso, który waha się czy kontynuować karierę w F1. Jak widać nawet vacat w zespole, jaki może w Williamsie powstać po odejściu Lance’a Strolla, wcale nie musi przypaść Kubicy. Ale ważne, że Polak jest w tej grze o stołki.