Smutna otoczka 102. występu Błaszczykowskiego

W meczu z Irlandią (1:1) ponad 12 lat od debiutu w reprezentacji Polski, Jakub Błaszczykowski rozegrał w biało-czerwonych barwach 102. mecz i wyrównał rekord Michała Żewłakowa w liczbie występów w narodowej drużynie. Za miesiąc zapewne zostanie rekordzistą, bo Jerzy Brzęczek nie wyobraża sobie kadry bez siostrzeńca.

 

Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku w światowym „klubie stu występów w drużynie narodowej” nie było tak wielu piłkarzy jak dzisiaj. Magiczną granicę stu meczów przekraczali nieliczni, ale to zaczęło się zmieniać w XXI wieku. Dzięki postępom w medycynie sportowej oraz poprawie jakości treningu sportowego, liczba „setników” zaczęła lawinowo przyrastać i dzisiaj żeby być wśród najlepszych pod tym względem trzeba mieć na liczniku grubo powyżej 150 występów.

Tak prezentuje się czołowa „10” na świecie: 1. Ahmed Hassan (Egipt) 184; 2. Mohammad Al-Deayea (Arabia Saudyjska) 180; 3. Claudio Suarez (Meksyk) 179; 4. Hossam Hassan (Egipt) 178; 5. Gianluigi Buffon (Włochy) 176; 6. Ivan Hurtado (Ekwador) 168; 7. Vitalijs Astafjevs (Łotwa) 167; 8. Iker Casillas (Hiszpania) 167; 9. Adnan Al-Talyani (ZEA) 164; 10. Cobi Jones (USA) 164.

 

Każdy chce przejść do historii

Błaszczykowski nie ma raczej szans na dogonienie światowej czołówki i pewnie nawet nie ma takich ambicji. Jeśli już się z kimś w liczbie występów ściga, to tylko z Robertem Lewandowskim, który ma na koncie tylko trzy mecze mniej, a jest młodszy o trzy lata i zdecydowanie mniej podatny na kontuzje, co w praktyce oznacza, że prędzej czy później i tak wysforuje się na czoło i w tej klasyfikacji. Chyba, że z jakiegoś powodu pójdzie w ślady Łukasza Piszczka i przedwcześnie sam zakończy reprezentacyjną karierę. W tej chwili jest to sytuacja trudna do wyobrażenia, bo nasza reprezentacja bez „Lewego” traci co najmniej połowę swojej wartości, ale całkowicie wykluczyć takiego rozwoju wydarzeń nie można. Lewandowski pobił już tyle piłkarskich rekordów, że z tego jednego spokojnie mógłby zrezygnować. I tak zapisze się w historii polskiego futbolu złotymi zgłoskami.

Dla Błaszczykowskiego liczba występów w reprezentacji ma na pewno większe znaczenie, bo dla niego pierwsze miejsce na liście wszech czasów to za jakiś czas może być dla potomnych jedynym śladem jego wieloletniej obecności w kadrze. Być może dlatego jeszcze za rządów Adama Nawałki oświadczył w jednym z wywiadów, że z własnej woli nigdy nie zrezygnuje z występów w narodowych barwach. A teraz jest w komfortowej pod tym względem sytuacji, bo selekcjonerem biało-czerwonych został jego wujek, który jak na razie nie wyobraża sobie kadry bez Błaszczykowskiego, czego dowiódł powołując go na wrześniowe mecze z Włochami i Irlandią.

To miały być testy jego przydatności w kadrze. Podobnych testów Błaszczykowski zaliczał już w przeszłości kilka, ale ten ostatni był szczególny. 33-letni skrzydłowy, który w tym roku w zespole VfL Wolfsburg zagrał mniej minut niż w sumie w Bolonii i Wrocławiu, nie zachwycił ani w spotkaniu z Włochami, ani przeciwko Irlandczykom. W obu meczach przez jego błędy polska drużyna straciła gole i nic dziwnego, że dzisiaj w mediach fala krytyki pod adresem Błaszczykowskiego ma tendencję wznoszącą.

 

Brzęczek nagina zasady

Jeśli Brzęczek chciał tymi dwoma meczami w kadrze pomóc swojemu siostrzeńcowi w odbudowie dawnej pozycji, podupadłej przez kontuzje i słaby występ na mundialu w Rosji, to zamiar mu się nie powiódł. Cudów w futbolu nie ma. W tym roku Błaszczykowski rozegrał w zespole Wolfsburga zaledwie 101 minut, czyli mniej niż w tym tygodniu zaliczył w obu spotkaniach reprezentacji (160 minut). Ale w obu występach wyszły na jaw wszystkie jego niedostatki – brak ogrania, szybkości startowej, wytrzymałości. Po powrocie do klubu raczej na szybkie odzyskanie miejsca w zespole nie ma co liczyć, więc pewnie na październikowe mecze z Portugalia i Włochami znowu przyjedzie na kredyt. Ale to już będą potyczki o konkretną stawkę i Brzęczek musi liczyć się z oporem ze strony swoich zwierzchników w PZPN. Prezes Zbigniew Boniek na pewno zauważył mnogość pustych miejsc na wrocławskim stadionie i nie był to dla niego miły widok, bo oznaczał wymierne finansowe straty. A taki bardzo nie lubi.

 

Gracze z największą liczbą występów w reprezentacji Polski:

1. Michał Żewłakow (1999-2011) 102
– Jakub Błaszczykowski (2006 – ) 102
3. Grzegorz Lato (1971-1984) 100
4. Robert Lewandowski (2008 – ) 99
5. Kazimierz Deyna (1968-1978) 97
6. Jacek Bąk (1993-2008) 96
6. Jacek Krzynówek (1998-2009) 96
8. Władysław Żmuda (1973-1986) 91
9. Antoni Szymanowski (1970-1980) 82
10. Zbigniew Boniek (1976-1988) 80
11. Włodzimierz Lubański (1963-1980) 75
12. Tomasz Wałdoch (1991-2002) 74
13. Maciej Żurawski (1998-2008) 72
14. Piotr Świerczewski (1992-2003) 70
15. Roman Kosecki (1988-1995) 69
– Tomasz Kłos (1998-2006) 69
17. Mariusz Lewandowski (2002-2013) 66
– Dariusz Dudka (2004-2012) 65
– Artur Boruc (2004-2017) 65
– Łukasz Piszczek (2007-2018) 65
21. Jan Tomaszewski (1971-1981) 63
– Dariusz Dziekanowski (1981-1990) 63
23. Robert Gadocha (1967-1975) 62
– Roman Wójcicki (1978-1989) 62
– Tomasz Hajto (1996-2005) 62
– Kamil Glik (2010 – ) 62
27. Henryk Kasperczak (1973-1978) 61
– Andrzej Szarmach (1973-1982) 61
29. Marcin Wasilewski (2002-2013) 60
– Jacek Zieliński (1995-2003) 60
– Jerzy Dudek (1998-2013) 60
– Włodzimierz Smolarek (1980-1992) 60
– Kamil Grosicki (2008 – ) 60
34. Lucjan Brychczy (1954-1969) 58
– Ryszard Tarasiewicz (1984-1991) 58
36. Stanisław Oślizło (1961-1971) 57
– Lesław Ćmikiewicz (1970-1978) 57
– Jan Urban (1985-1991) 57
39. Grzegorz Krychowiak (2008 – ) 56
40. Jerzy Gorgoń (1970-1978) 55
40. Waldemar Matysik (1980-1989) 55

 

Co w debiucie pokaże Brzęczek?

Jerzy Brzęczek już w swoim debiucie w roli selekcjonera biało-czerwonych może zapisać się w historii polskiego futbolu. Wystarczy, że w piątek 7 września wygra z Włochami, a okaże się lepszy od ośmiu swoich poprzedników na tej posadzie. Żadnemu z nich w debiucie nie udało się wygrać.

 

Brzęczek w XXI wieku jest dziewiątym selekcjonerem naszej piłkarskiej reprezentacji. Przed nim funkcję tę sprawowali: Jerzy Engel, Zbigniew Boniek, Paweł Janas, Leo Beenhakker, Stefan Majewski, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik i Adam Nawałka. Wszystkich tych szkoleniowców łączy wspólne niepowodzenie, bo żadnemu nie udało się wygrać meczu w swoim debiucie w roli trenera biało-czerwonych.

 

Engel zaczął od 0:3 z Hiszpanią

Jerzy Engel przejął kadrę po Januszu Wójciku i do pierwszego meczu poprowadził ją 26 stycznia 2000 roku w wyjazdowej potyczce z Hiszpanią. Porażka 0:3 była najłagodniejszym wymiarem kary dla biało-czerwonych. Żaden z kolejnych selekcjonerów już tak dotkliwie w debiucie nie przegrał. Mimo tej klęski Engel zdołał potem zmontować solidną ekipę i wywalczył z nią awans do finałów mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii. Był to niewątpliwy sukces, bo nasza reprezentacja była nieobecna na tej największej piłkarskiej imprezie od 1986 roku. W azjatyckim czempionacie Engel jako trener zupełnie się jednak pogubił. Do dzisiaj tak naprawdę nie znamy przyczyn tej mundialowej klęski, bo raport Engela, o ile w ogóle takowy powstał, nigdy nie został upubliczniony.

Rozczarowanie kibiców i mediów słabym występem biało-czerwonych było tak duże, że władze PZPN dla uspokojenia nastrojów poświęciły Engela dymisjonując go z posady. Jego miejsce zajął człowiek o najmocniejszej pozycji w polskiej piłce, czyli Zbigniew Boniek. Była to zadziwiająca roszada, bo żeby zostać selekcjonerem kadry narodowej i spełnić swoje największe trenerskie marzenie, Boniek musiał zrezygnować z dającej mu potężną władzę w PZPN funkcji wiceprezesa ds. marketingu. Nie była to jednak najlepsza decyzja w jego życiu, o czym przekonał się już w debiucie. Wprawdzie 21 sierpnia 2002 roku zestawiony przez niego zespół zremisował 1:1 z zawsze mocną Belgią, ale stylem gry nie zachwycił i fali pomundialowej krytyki nie stłumił. Boniek poprowadził zespół jeszcze w czterech spotkaniach i niespodziewanie rzucił posadę pod jakimś wymyślonym ad hoc pretekstem. Na poprzednie stanowisko wiceprezesa jego towarzysze z zarządu PZPN już go nie przywrócili i musiał potem przez dziesięć lat tkwić na uboczu, zanim w 2012 roku wreszcie zdobył niepodzielną władzę w związku, z owoców której czerpie przyjemność do dzisiaj.

Po rezygnacji Bońka ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz posadę trenera kadry powierzył Pawłowi Janasowi, który po długich wahaniach porzucił dla nowego wyzwania wygodne życie dyrektora sportowego Amiki Wronki. Zaczął jednak tak sobie, bo 12 lutego 2003 roku biało-czerwoni pod jego wodzą wywalczyli bezbramkowy remis z Chorwacją. Potem „Janosik” przegrał eliminacje do Euro 2004, ale za to wywalczył awans do mistrzostw świata 2006 roku w Niemczech. Na tej imprezie wypadł jednak nie lepiej od Engela i po mundialu został zwolniony.

 

Beenhakker przegrał 0:2 z Danią

Jego miejsce zajął słynny holenderski szkoleniowiec Leo Beenhakker, światowa sława, chociaż w 2006 roku już mocno przyblakła. O polskim futbolu pojęcie miał niewielkie i zanim sam zdobył niezbędną wiedzę, kadrę na swój debiutancki mecz powołał na podstawie podpowiedzi swoich współpracowników. Nie były one trafne, bo 12 sierpnia 2006 roku nasza reprezentacja pod wodzą Beenhakkera w kiepskim stylu przegrała na wyjeździe z Danią 0:2. Potem Holender, który dostał najwyższą gażę w historii polskiego futbolu (ok. 900 tys. euro rocznie) już tak doradcom nie ufał i jako pierwszy w historii wprowadził biało-czerwonych do finałów mistrzostw Europy. Na turnieju w Austrii i Szwajcarii sukcesu nie odniósł, mimo to prezes Listkiewicz nie pozbawił go posady. Zrobił to dopiero jego następca Grzegorz Lato, ale dopiero wtedy, gdy nasz zespół stracił szanse na awans do MŚ 2010 w RPA. Eliminacje dokończył Stefan Majewski, który na dzień dobry 10 października 2009 roku przegrał z Czechami 0:2.

Polska już wtedy miała zapewniony udział w kolejnych finałach mistrzostw Europy, jako współgospodarz turnieju. Prezes Lato na selekcjonera wybrał Franciszka Smudę i jak się potem okazało, był to wybór kompletnie nietrafiony. Nowy trener kadry zadebiutował 14 listopada 2009 roku, a biało-czerwoni pod jego wodzą przegrali u siebie z Rumunią 0:1. Co było potem wciąż doskonale pamiętamy.

 

Debiut Brzęczka: 7 września 2018

Po dymisji Smudy Lato funkcję selekcjonera powierzył Waldemarowi Fornalikowi, ale on też zaczął pracę z kadrą od porażki, przegrywając 15 sierpnia 2012 roku na wyjeździe ze słabiutką Estonią 0:1. Fornalik nie zdołał wywalczyć awansu do mistrzostw świata 2014 roku w Brazylii, a że prezesem był już wtedy nie Lato, tylko Boniek, było oczywiste iż na posadzie się nie utrzyma. Miejsce Fornalika zajął Adam Nawałka i na początku nic nie zapowiadało, że reprezentacja pod jego wodzą awansuje do Euro 2016, gdzie dojdzie aż do ćwierćfinału, a potem w cuglach wygra też eliminacje do mistrzostw świata 2018 roku w Rosji. Nawałka w roli selekcjonera zadebiutował 15 listopada 2013 roku, a zestawiony przez niego zespół przegrał we Wrocławiu w żenującym stylu ze Słowacją 1:3. Dla Jerzego Brzęczka pamiętną datą będzie 7 września 2018 roku, bo tego dnia w Bolonii zadebiutuje jako selekcjoner biało-czerwonych w spotkaniu z Włochami o pierwsze punkty w rozgrywkach Ligi Europy.

 

Lewy znów czaruje

Robert Lewandowski zaimponował formą w wygranym przez Bayern Monachium 3:0 ligowym meczu z VfB Stuttgart. Kapitan naszej reprezentacji otrząsnął się już z mundialowego kryzysu. Na szczęście nie on jeden w kadrze Polski.

 

Mistrzowie Niemiec chcieli zrehabilitować się ekipie VfB Stuttgart za klęskę poniesioną w ostatniej kolejce minionego sezonu, gdy przegrali z nią u siebie aż 1:4. Trener Niko Kovac wystawił do gry chyba najsilniejszy obecnie skład: Neuer – Kimmich, Boateng, Hummels, Alaba – Goretzka – Ribery, Thiago Alcantara, Thomas Mueller, Robben – Lewandowski. Piłkarze VfB długo bronili się przed strata gola i korzystając z tego, że arbiter pozwalał im na bardzo agresywną grę, kopali rywali niemiłosiernie. W końcu jednak popełnili błąd. W 37. minucie Mueller dostał prostopadłe podanie w pole karne, zagrał „na klepkę” z Lewandowskim i podał do Goretzki, a ten precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał bramkarza gospodarzy. Drugiego gola dla Bayernu strzelił już „Lewy”, także popisując się kapitalnym uderzeniem zza linii 16 metrów.

Ale kibiców bardziej zachwycił fenomenalnym zagraniem piętą do Muellera, po którym reprezentant Niemiec znalazł się w stuprocentowej strzeleckiej sytuacji i jej nie zmarnował. Tak więc po dwóch ligowych kolejkach Bayern jest liderem z kompletem punktów, a Lewandowski ma na koncie dwa trafienia i jedną asystę. Sądząc po zachowaniu innych graczy wobec Lewandowskiego wygląda na to, że nasz piłkarz naprawił relacje z kolegami. Miejmy nadzieję, że tak samo sprawnie poukłada sobie na nowo swoje relacje w kadrze powołanej przez Jerzego Brzęczka.

Na zgrupowanie przed pierwszym meczem w Lidze Narodów z Włochami tylko kilku graczy przyjedzie na kredyt zaufania – w pierwszej kolejności Jakub Błaszczykowski, ale też Jan Bednarek, Marcin Kamiński i Arkadiusz Reca. Pozostali rozpoczęli nowy sezon w roli zawodników albo podstawowego składu, albo jako zmiennicy pierwszego wyboru. Dla nowego selekcjonera to całkiem niezła sytuacja.

Brzęczek będzie miał kłopot z obsadą bramki, bo ma do dyspozycji trzech regularnie występujących w swoich klubach bramkarzy (Fabiański, Skorupski i Szczęsny), na dodatek zbierających za swoje występy co najmniej przyzwoite recenzje. W obronie poza Bednarkiem, Kamińskim i Recą pozostali regularnie grają (Glik, Bereszyński, Kędziora, Rybus, Dźwigała, Pietrzak). W pomocy pewne miejsce w swoich klubowych zespołach mają Krychowiak, Linetty, Zieliński, Klich, Frankowski, Kurzawa, Kądzior, Makuszewski, Góralski, Romanczuk i Szymański, a w ataku oprócz „Lewego” regularnie grają i zdobywają bramki Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek.

Mamy zatem prawo oczekiwać od naszej reprezentacji dobrego wyniku w meczu z Włochami.

 

Brzęczek odkrył karty

Faktyczna wymiana selekcjonerów reprezentacji następuje de facto wraz z ogłoszeniem przez następcę składu kadry. W miniony poniedziałek Jerzy Brzęczek podał nazwiska 27 piłkarzy, których powołał na wrześniowe mecze z Włochami i Irlandią. 23 z nich jest do grania, natomiast czterech to czysta fanaberia sukcesora Adama Nawałki.

 

Jeśli chodzi o powołania do zasadniczego 23-osobowego składu kadry, w zasadzie trudno Brzęczka za jego wybory krytykować. Chcąc nie chcąc musiał przecież sięgnąć po dawnych „żołnierzy” Nawałki. Jednych, jak Kamil Grosicki, Michał Pazdan czy Artur Jędrzejczyk słusznie pominął, innym, jak Mateusz Klich czy Maciej Makuszewski, przywrócił status reprezentanta. Ale żadnych wątpliwości nie budzą jedynie nominacje dla bramkarzy i napastników. Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański i Łukasz Skorupski grają regularnie w swoich klubowych zespołach i zbierają dobre recenzje. Na pewno zaskoczeniem nie jest brak powołania dla Bartosza Białkowskiego, który poza tym, że w tej części sezonu akurat nie błyszczy w drugoligowym Ipswich Town, to obiektywnie w tym kwartecie jest najsłabszy. Z kolei w linii ataku obecność Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka dla każdego sympatyka biało-czerwonych jest oczywistym wyborem. Brzęczek nie dał szansy Kamilowi Wilczkowi, który strzela w duńskiej lidze na zawołanie, pominął też zaczynającego dopiero przygodę z włoską ligą Łukasza Teodorczyka, zaś Dawida Kownackiego oddał do dyspozycji trenera młodzieżówki, ale tych sześciu graczy to w tej chwili najlepsi polscy napastnicy.

 

Defensywa mocno eksperymentalna

Największego zamętu Brzęczek narobił chyba powołaniami dla obrońców. W zasadzie to tylko obecność Kamila Glika nie budzi żadnych kontrowersji i można założyć, że od stopera AS Monaco selekcjoner zaczyna ustawienie tej formacji. Zwolnione przez Łukasza Piszczka miejsce na prawej flance linii defensywnej może zająć albo Bartosz Bereszyński, albo Tomasz Kędziora. Pominięcie odradzającego się w II-ligowym angielskim Boltonie Pawła Olkowskiego dowodzi, że na razie selekcjoner uznał wyższość wcześniej wymienionej dwójki graczy. Z kolei na lewej flance pewniakiem wydaje się wciąż Maciej Rybus, który gra regularnie w zespole mistrza Rosji i trzyma wysoką formę, ale już u Nawałki de facto nie miał dobrego dublera. Brzęczek wymyślił, że zadaniu mogą podołać grzejący obecnie ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusz Reca lub defensor Wisły Kraków Rafała Pietrzaka. Zaprosił obu na zgrupowanie kadry w ramach kontyngentu graczy, których miał prawo powołać wedle własnego uznania. W tym gronie znalazło się trzech byłych lub aktualnych zawodników Wisły Płock, z którymi jako trener „Nafciarzy” wywalczył piąte miejsce w ekstraklasie. Oprócz Recy powołania dostali jeszcze stoper Adam Dźwigała i pomocnik Damian Szymański.

Z Recy Brzęczek w poprzednim sezonie zrobił solidnego lewego obrońcę, lecz na poziomie naszej słabiutkiej ekstraklasy. Starczyło to co prawda na transfer do Atalanty za 4 mln euro, ale we włoskim zespole Reca nie gra i z tego względu jego powołanie jest nadużyciem. Podobnie jak powołanie Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków. Ten lewy obrońca wciąż popełnia mnóstwo błędów, ale był kiedyś podopiecznym Brzęczka, gdy ten prowadził GKS Katowice.

Najwięcej problemów selekcjoner będzie miał z wyborem partnera na środku obrony dla Glika. Zaprosił na zgrupowanie wspomnianego Dżwigałę oraz Marcina Kamińskiego i Jana Bednarka. Pierwszy z tego tercetu gra regularnie w zespole Wisły Płock, ale spisuje się przeciętnie, czego dowodem jest 10 straconych bramek przez „Nafciarzy” w sześciu meczach. Z kolei Bednarek w tym sezonie stracił miejsce w jedenastce Southampton, zaś Kamiński dopiero niedawno przeszedł z VfB Stuttgart do Fortuny Duesseldorf. Obaj mają zero minut spędzonych na boisku i nie bardzo wiadomo, dlaczego Brzęczek ich powoła. To już większy sens miałoby zaproszenie dla Michała Pazdana, bo ten piłkarz nawet w słabej formie przy Gliku potrafił zagrać przyzwoicie.

 

Jest Błaszczykowski, a gdzie Grosicki?

W linii środkowej z dawnych pewniaków Nawałki powołania nie doczekał się jedynie Kamil Grosicki. Z jednej strony decyzja była zasadna, bo w tym sezonie nie gra w Hull City, ale z drugiej strony Jakub Błaszczykowski jest w podobnej sytuacji, a powołanie otrzymał. Nie ma jednak powodu by mieć do Brzęczka pretensje o nepotyzm, choć wiadomo że jest wujkiem Błaszczykowskiego, bo temu piłkarzowi należy się godna rekompensata za poniżenie jakiego doświadczył od Nawałki na mundialu, zwłaszcza w ostatnim meczu z Japonią. Nie zmienia to jednak faktu, że w środkowej linii tylko odradzający się w Lokomotiwie Moskwa Grzegorz Krychowiak i prezentujący rewelacyjną formę w Napoli Piotr Zieliński nie przyjadą na zgrupowanie na kredyt.

Reszta, w tym zbierający dobre recenzje w II-ligowym Leeds United Mateusz Klich, nie gwarantuje wysokiej jakości i każde zestawienie tej formacji będzie ryzykownym eksperymentem. Na głębsze wnioski będziemy mogli sobie jednak pozwolić dopiero po meczu z Włochami. W pierwszym spotkaniu w Lidze Narodów Brzęczek na pewno wystawi najlepszy w jego mniemaniu skład biało-czerwonych, ale dopiero po tym jak zespół zagra przekonamy się, jakim trenerem jest nowy selekcjoner.

 

 

Kadra Polski Włochy i Irlandię

 

Bramkarze:

Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (FC Bologna), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn).

 

Obrońcy:

Kamil Glik (AS Monaco), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Adam Dźwigała (Wisła Płock), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo).

 

Pomocnicy:

Grzegorz Krychowiak (Lokomotiwe Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli), Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria)), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Rafał Kurzawa (Amiens, Francja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Makuszewski (Lech Poznań), Taras Romanczuk (Jagiellonia Białystok), Damian Szymański (Wisła Płock), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia).

 

Napastnicy:

Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli), Krzysztof Piątek (Genova, Włochy).

Kadra Polski już bez Piszczka

Łukasz Piszczek ogłosił, że definitywnie rezygnuje z gry w reprezentacji Polski. Zadebiutował w niej 3 lutego 2007 roku w wygranym 4:0 towarzyskim meczu z Estonią, po raz ostatni wystąpił w przegranym na mundialu w Rosji 0:3 spotkaniu z Kolumbią.

 

Piszczek był jednym z kluczowych zawodników naszej kadry przez jedenaście lat. W sumie w biało-czerwonych barwach wystąpił w 65 meczach i zdobył trzy bramki, zagrał też w czterech wielkich piłkarskich turniejach – Euro 2008, Euro 2012, Euro 2016 i mistrzostwach świata 2018 w Rosji. O swojej rezygnacji poinformował za pośrednictwem Facebooka.

„W życiu czasami trzeba podejmować ciężkie, ale racjonalne decyzje. Po długich przemyśleniach ja taką podjąłem. Moja przygoda z reprezentacją dobiegła końca. 11 lat zawsze z dumą reprezentowałem Polskę w seniorskiej reprezentacji. Był to wyjątkowy czas. Będę go zawsze bardzo miło wspominał. Dziękuję przede wszystkim Kibicom za wsparcie, Trenerom: Leo Beenhakkerowi, Franciszkowi Smudzie, Waldemarowi Fornalikowi i Adamowi Nawałce dziękuję za zaufanie. Zawsze starałem się nauczyć od nich jak najwięcej, czerpać z ich doświadczenia i wiedzy. Dziękuję wszystkim osobom związanym z każdym sztabem szkoleniowym i moim kolegom z boiska, z którymi wspólnie miałem zaszczyt reprezentować Polskę w tych 65 meczach z orłem na piersi. Zostawię w swojej pamięci mecze, w których swoją grą dawaliśmy wszystkim Kibicom wiele radości. Trenerowi Jerzemu Brzęczkowi i naszej reprezentacji życzę przede wszystkim dużo sukcesów” – napisał w swoim poście Piszczek (pisownia oryginalna).

Jego decyzja nie jest wielkim zaskoczeniem, bo zapowiadał rezygnacji jeszcze przed mundialem w Rosji. Co prawda Jerzy Brzęczek po przejęciu reprezentacji w wywiadach zapewniał, że żaden z piłkarzy kadry Adama Nawałki nie zamierza rezygnować z gry w narodowej drużynie, także Piszczek, tyle że on potrzebuje trochę więcej czasu na odreagowanie nieudanego występu w mistrzostwach świata.

Piłkarz Borussii Dortmund w opublikowanym na łamach portalu SportoweFakty.pl wywiadzie stanowczo jednak tej opinii nowego selekcjonera zaprzeczył i zapewnił, że jego decyzja jest ostateczna i nie przewiduje w przyszłości powrotu do reprezentacji nawet w trybie alarmowym. „W każdej kadrze po mundialu ktoś decyduje się o zakończeniu kariery. Mesut Oezil, Andres Iniesta, z różnych powodów. W dzisiejszej piłce to powszechne. Mam 33 lata, na Euro za dwa lata na pewno nie dam rady zagrać. Teraz są eliminacje i musi stworzyć się nowa drużyna, więc nie ma sensu, by miejsce w niej zajmował ktoś, kto na turniej na pewno nie pojedzie. Robię miejsce innym” – powiedział Piszczek.

Piłkarz ma jeszcze do wypełnienia dwa lata kontraktu z Borussią Dortmund. W tym klubie zamierza też zakończyć karierę.