Amnestia na 100-lecie RP

Polska Partia Socjalistyczna zgłosiła inicjatywę legislacyjną – ogłoszenie powszechnej amnestii z okazji stulecia niepodległości Polski. Wniosek w tej sprawie został skierowany w dniu 28 marca br. do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Od złożenia listu minęło trochę czasu, zbliża się kulminacja obchodów stulecia, a reakcji Prezydenta RP brak. Temat, także nie został zauważony przez innych polityków, nawet media podchodzą do sprawy jak „pies do jeża”.
Czemu tak się dzieje? Amnestia nie jest przecież ewenementem w historii II RP i w powojennej Polski. W II RP, w tym amnestie wydawane dekretem Prezydenta RP na uchodźctwie, miały miejsce 13 razy. W 1919 roku – trzykrotnie: pierwsza dotyczyła przekroczeń podatkowych, skarbowych itp., druga to Dekret w przedmiocie amnestii z okazji otwarcia Sejmu Ustawodawczego, trzecia dotyczyła przekroczeń przepisów o państwowych podatkach i opłatach stemplowych, obowiązujących na terenie b. Dzielnicy Pruskiej
W 1920 roku: Ustawa z dnia 14 maja 1920 r. o udzieleniu amnestii w b. dzielnicy pruskiej i Rozporządzenie Rady Obrony Państwa z dnia 17 września 1920 r. w przedmiocie przedłużenia terminu amnestii podatkowej na obszarze b. dzielnicy pruskiej
W 1921 roku – dwukrotnie: pierwsza to Ustawa z dnia 10 marca 1921 r. w przedmiocie amnestii, druga to Ustawa z dnia 24 maja 1921 r. w przedmiocie amnestii z powodu uchwalenia Ustawy Konstytucyjnej Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 17 marca 1921 r.
W 1922 roku Ustawa z dnia 27 lipca 1922 r. w przedmiocie ratyfikacji polsko-niemieckiego układu o amnestii na górnośląskim obszarze plebiscytowym wraz z protokołem końcowym, podpisanego w Opolu dnia 21 czerwca 1922 r.
W 1923 roku Ustawa z dnia 6 lipca 1923 r. w przedmiocie amnestii z powodu uznania granic Rzeczypospolitej. W 1928 roku Ustawa z dnia 22 czerwca 1928 r. o amnestii z powodu dziesięciolecia odzyskania niepodległości przez Państwo Polskie. W 1932 roku Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 21 października 1932 r. o amnestii z powodu wprowadzenia z dniem 1 września 1932 r. jednolitego polskiego kodeksu karnego i prawa o wykroczeniach.
2 stycznia 1936 roku dla upamiętnienia wprowadzenia w życie ustawy konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia 1935 r. Ustawa z dnia 2 stycznia 1936 r. o amnestii. 2 września 1939 roku w związku z wybuchem II wojny światowej↑ Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 2 września 1939 r. o amnestii 31 października 1939 roku „celem zatarcia rozterek przeszłości oraz dokonania pełnego zjednoczenia obywatelskiego” Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 31 października 1939 r. o amnestii dla byłych więźniów brzeskich 25 czerwca 1945 roku Prezydent RP na uchodźstwie wydał dekret o amnestii, która dotyczyła przestępstw należących do właściwości sądów wojskowych oraz sądów morskich, a popełnionych przed dniem wejścia w życie dekretu, czyli 29 czerwca 1945 roku Jak widać amnestie II RP dotyczyły regulacja skutków orzeczeń sądowych państw zaborczych, wydarzeń szczególnej wagi dla naszego państwa a w przypadku dwóch ostatnich, powodem były tragiczne wydarzenia II Wojny Światowej? Szczególnie amnestia z 1938r (dziesięciolecie Państwa Polskiego) Nasuwa analogię do chwili obecnej. Pierwszą powojenną amnestię ogłoszono 2 sierpnia 1945, a jej celem była likwidacja podziemia antykomunistycznego. Powodem przyjęcia drugiej ustawy amnestyjnej 22 lutego 1947 był początek obrad Sejmu Ustawodawczego, wybór Bolesława Bieruta na urząd prezydenta Polski. Trzecią przyjęto 22 listopada 1952, powodem było przyjęcie przez Sejm Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Szczególną wagę miała następna, którą przyjęto 27 kwietnia 1956. Osoby, które zostały skazane na kary pozbawienia wolności do lat 5 opuściły więzienia, a skazanym na śmierć oraz dożywotnie pozbawienie wolność wyroki zamieniono na 15 lat pozbawienia wolności.
Kolejne ustawy z lat 1964, 1969 i 1974 ogłaszano w kolejne rocznice Polski Ludowej. Amnestia, którą ogłoszono 19 lipca 1977 dotyczyła przede wszystkim osób skazanych za udział w tzw. wydarzeniach radomskich z czerwca 1976. Po roku 1980 amnestię ogłaszano jeszcze sześć razy. Pierwszą z nich uchwalono 22 lipca 1983, wraz ze zniesieniem na obszarze całego kraju stanu wojennego.. Drugą amnestię wydano rok później, a dokładnie 21 lipca 1984. Powodem było czterdziesta rocznica powstania Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.. Następną ustawę amnestyjną przyjęto 17 lipca 1986. Wszystkie ww. akty amnestyjne dotyczyły osób skazanych za przestępstwa polityczne. W wypadku ostatniej zakres jej stosowania zwiększono po interwencji gen. Kiszczaka. W roku 1989 przyjęto dwie amnestie. Pierwszą po podpisaniu 5 kwietnia 1989 porozumień Okrągłego Stołu. Dotyczyła ona tzw. przestępstw politycznych. 7 grudnia 1989 Sejm PRL ogłosił amnestię, która skazanym na karę śmierci zamieniała wyroki na 25 lat pozbawienia wolności. To wszystkie akty łaski w naszej 100-letniej historii. Po 89 roku żaden prezydent czy parlament nie znalazł powodu do takiej inicjatywy. Przeciwnicy tego pomysłu straszą przestępcami na ulicach, twierdzą, że nie ma już więźniów politycznych, więc zakładach karnych są tylko słusznie skazani przestępcy amnestia, więc nie leży w interesie społecznym. W mojej opinii to rozumowanie błędne. Zapoznajmy się, więc z argumentami PPS zawartymi w liście do Prezydenta RP: 100 lecie niepodległości jest znakomitą okazją do podkreślenia dobrej woli w relacjach państwo – obywatel. Aktualnie, zgodnie z zamierzeniami rządzącej koalicji, przeprowadzana reforma systemu prawnego w Polsce napotyka na wiele trudności. Wielu filozofów prawa ocenia istniejący system wymiaru sprawiedliwości, jako nienowoczesny, restrykcyjny i daleki od ideału, który w filozofii prawa określa się, jako sprawiedliwość niekarząca. Z opinii nagłaśnianych w mediach, również ze strony czynnych uczestników wymiaru sprawiedliwości wynika, że mamy do czynienia w ostatnich latach z wieloma pomyłkami sądowymi, a także z zachwianym układem relacji wina – orzeczona kara – wykonanie kary. Wydaje się, że ogłoszenie amnestii poza ewidentnym aktem łaski dla określonych kategorii czynów karalnych i osób skazanych, mogłoby być też otwarciem drogi do mniej konfliktowego reformowania.
Wnosimy też pod uwagę aspekt ekonomiczny funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, stale pogarszające się warunki życia osadzonych, zmniejszanie się rangi wychowawczej odosobnienia, ze względu m.in. na istniejące warunki życia w zakładach karnych.
Zastanówmy się nad argumentami PPS.

Igrzyska niepodległości

Zbliża się setna rocznica odzyskania przez Polskę Niepodległości. Pozostało do niej około 100 dni, a nie widać dobrego pomysłu na jej uczczenie.

 

Finałowy mecz mundialu (Chorwacja – Francja) oglądałem w Czarnogórze; w klimatycznej nadmorskiej knajpce mojego kolegi Petera. Gospodarz witał wszystkich wchodzących i deklarujących kibicowanie Chorwacji (innych tam zresztą nie było) kieliszkiem rakii; drugi gratisowy kieliszek obiecywał po meczu, czyli po zwycięstwie Chorwacji. Sam nie pił – przed 16 laty zrobił beczułkę swojego znakomitego trunku i postanowił rzucić picie. Po meczu klienci czekali na kieliszek i Petera, ale się go nie doczekali. Zaczęli się rozchodzić. Poszedłem w kącik sali, w którym lubi przesiadywać niewidoczny dla gości i oniemiałem. Siedział przy stole nad ogromną tacą wypełnioną kieliszkami (ze 100 ich na niej było) i łoił rakiję.
– Dlaczego pijesz? – zapytałem.
– Bo mi smutno – odpowiedział.
– Że Chorwacja przegrała?
– Nie, że nie mogę poczęstować gości.
– Dlaczego nie możesz? Wstawaj, idziemy! – próbowałem go podnieść.
– Piję, bo mi smutno, że ich zawiodłem, a wyjść do nich nie mogę, bo mi wstyd.
– Ale przecież to nie Ty grałeś!
– Ale wierzyłem w ich zwycięstwo – wytłumaczył rezolutnie.
Cóż, dosiadłem się do kolegi, bo jego wywód wydał mi się nad wyraz ciekawy i inspirujący. Prosty restaurator znad Adriatyku pokazał mi, czym może być wstyd przed fałszywą wiarą i nie chodzi tu oczywiście o religię. Pokazał, że jeśli ma się czyste serce i intencje, można się wstydzić nie tylko czynów, ale i myśli.

 

Po co wspominam o Peterze przy okazji rocznicy polskiej niepodległości?

Bo wydał mi się dobrym przykładem, pokazującym, jak nasza polska rzeczywistość oddaliła się od normalności, idąc w stronę obłudy i absurdu. I że ci, którzy nas tam prowadzą, zapomnieli już co ty wstyd.
Senator PO Jan Rulewski rzucił niedawno pod adresem parlamentarzystów PiS celne zdanie: „Gdyby teraz padło polecenie od prezesa, by łapać pytona, to byście się państwo tam udali i nawet go zjedli”. Prawdziwe to, niestety.
Zbliżające się Święto Niepodległości szykuje się na bezprecedensowy festiwal intelektualnego kiczu. Nie słyszałem o jakimkolwiek pomyśle na obchody, który można by uznać za kreatywny i wartościowy.
Skoro nasze aktualne elity pomysłów nie mają, prawo przestało funkcjonować, a pojęcie wstydu jest im obce, rzucam kilka pomysłów, dzięki którym rok 2018 może zapisać się w Polskiej historii tak wyraziście jak rok 1918. Zapewniam, że wszystkie są nie tylko możliwe, ale i proste w realizacji.

 

Prezydent.

100 aktów łaski dla setki aktualnych polityków PiS. Oczywiście na przyszłość. Jak się aktyw wsadzi do więzień, ktoś przecież będzie musiał myć pomniki Lecha.

 

Senat.

100 kolejnych zawierzeń Najjaśniejszej w 100 dni! Nie ograniczajmy się tylko do Króla – Jezusa Chrystusa i Matki Jego Marii (zawsze dziewicy!), ale rozszerzmy grono beneficjentów o matki inne niż częstochowska, pozostałych członków Świętej Rodziny i ich znajomych.

 

Sejm.

Wypowiedzmy 100 losowo wybranych umów międzynarodowych. No po co nam one? Przecież i tak będą kiedyś martwe w swej literze, a w tej chwili tylko ograniczają „dobrą zmianę”.
Ministerstwo Obrony. Ogłośmy 100 kolejnych przetargów na dostawę uzbrojenia i odwołajmy je wszystkie dzień przed rozstrzygnięciem. Do reszty zrujnujemy sobie opinię wśród światowych dostawców, przez co wzmocnimy polski sektor zbrojeniowy.
Ministerstwo Środowiska. Po drzewach, wilkach i dzikach czas na wytypowanie 100 gatunków zwierząt do całkowitego odstrzału. Po co komu lisy (kombinują), borsuki (okopują się w jamach), sowy (mądre są), albo – za przeproszeniem – zające? Te ostatnie zresztą najbardziej kombinują i od nich bym zaczął.
Ministerstwo Kultury. 100 kolejnych milionów złotych dla Rydzyka.
Ministerstwo Infrastruktury. Po 100 mln zł na budowę 100 nowych kościołów. I po 100 kolejnych milionów na remont 100 istniejących.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych. 100 mln zł dla Rydzyka.
Agencja Wywiadu. Ujawnijmy 100 polskich agentów operujących za granicą. 100 w 100 dni. To zadziała prewencyjnie na tych, którzy mogliby pomyśleć o zdradzie.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Aresztujmy 100 osób podejrzanych o możliwość przyszłego zwerbowania przez Rosję. Nie ma co czekać, aż zaczną naprawdę donosić. Zróbmy to teraz, przecież stosunków z Rosją nie da się już bardziej zepsuć.
Centralne Biuro Śledcze. Aresztować 100 niewygodnych Redaktorów Naczelnych mediów opozycyjnych. Po co oni komu? Pustkę po upadłych tytułach szybko zapełni „dobra zmiana”.
Policja. Skoro bicie nie robi na opozycji wrażenia – zabijcie 100 KOD-ziarzy. Spokojnie, historia to doceni: lepiej teraz 100, niż za rok 100 tysięcy.
Ministerstwo Zdrowia. Zamknąć 100 największych szpitali. Ludzie chętniej zaczną się modlić i znajdą się pieniądze na realizację innych rocznicowych gestów.
Ministerstwo Cyfryzacji. 100 mln zł dla Rydzyka.
Ministerstwo Sprawiedliwości. Zamknąć 100 sędziów, każdego na 100 lat. Argumentacja zbędna – wiadomo o co chodzi…
Ministerstwo Rolnictwa. 100 tys. ha ziemi dla Rydzyka.
Ministerstwo Sportu. 100 basenów dla Rydzyka!
Ludzie prócz chleba potrzebują igrzysk, szczególnie gdy sprawuje się nad nimi władzę absolutną. Potrzebę tę docenił Herod Wielki, budując w podbitej Judei Cezareę z amfiteatrem (zaprojektowanym tak, by mogli w nim walczyć gladiatorzy) i hipodromem. Docenili cesarze Wespazjan i Tytus, wznosząc w Rzymie Amfiteatr Flawiuszów, zwany Koloseum.
Dziś rolę teatru przejęła telewizja, dlatego nie ograniczajmy się: po 100 mln dla Rydzykowej TV Trwam i Sakiewiczowej TV Republika. I po 100 mln dla każdego z kanałów TVPiS. Spokojnie: stać nas, a rocznicę niepodległości trzeba jakoś uczcić. A wstyd przecież nie istnieje…

 

Felieton ukazał się w „Faktach i Mitach”.

Przystanek do Niepodległej

Polska Ludowa nie przyjechała na radzieckich czołgach. Ona była już w Polsce przed II wojną światową.

 

Druga Rzeczpospolita powstała jako nowoczesna demokracja parlamentarno-gabinetowa. Wszyscy jej obywatele mieli mieć równe prawa, nawet kobiety. Pracownikom zagwarantowano ośmiogodzinny czas pracy. Mniejszościom narodowym – prawa Polaków. Wszystkim – edukację na poziomie przynajmniej podstawowym. To był efekt pierwszych rządów socjalistów tworzących początki nowoczesnego państwa polskiego. Drugiej Rzeczpospolitej.
U schyłku swego istnienia II Rzeczpospolita była już państwem autorytarnym. Jak wiele innych w ówczesnej Europie. Rządzonym przez wojskowo-ziemiańskie elity. Ze zdelegalizowaną opozycją komunistyczną i delegalizowanymi organizacjami radykalnych polskich narodowców i ukraińskich nacjonalistów. Z legalnymi opozycyjnymi partiami ludowymi i socjalistycznymi. Stale nękanymi policyjnymi prowokacjami, cenzurą państwową i polskim obozem koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej.
Była autorytarna i biedna. Państwem rolniczym z wyspami nowoczesnego przemysłu. Pariasem gospodarczym ówczesnej Europy. „Polskie drogi” były synonimem wielowiekowego zacofania. Jednocześnie dokonała wielkiego wysiłku scalając system prawny, oświatowy, transportowy trzech odrębnych dzielnic zintegrowanych wcześniej z trzema różnymi państwami.
Biedę kraju elity rządzące maskowały polityką regionalnego mocarstwa. Balansowaniem między Niemcami i ZSRR. Strategicznym sojuszem z równie mocarstwową Rumunią. Niekompetencję rządzenia nadrabiały fanfaronadą i „honorem”. By po klęsce wrześniowej honorowo wycofać się do Rumunii, pozostawiając kraj niemieckim i radzieckim agresorom.

 

Jest ONR-u spadkobiercą

Pod koniec lat trzydziestych sanacyjne rządy były zajadle krytykowane przez wszystkie opozycyjne ugrupowania polityczne. Legalnie działających socjalistów, ludowców, chadeków. Delegalizowanych radykalnych narodowców z ONR. Najsłabsi byli polscy komuniści. Zwłaszcza, że w 1938 roku w efekcie walk frakcyjnych w ZSRR, podporządkowany stalinowcom Komintern, czyli komunistyczną międzynarodówka, rozwiązał Komunistyczną Partię Polski. Nielegalnie działających polskich komunistów wezwano do Moskwy. I tam wymordowano ich. Ocaleli ci, którzy siedzieli wtedy w sanacyjnych więzieniach, jak Władysław Gomułka. Albo we francuskich obozach dla internowanych bojowników wojny przeciwko puczowi generała Franco, jak Eugeniusz Szyr. To Stalin był najskuteczniejszym „dekomunizatorem” polskich komunistów.
W dwóch ostatnich latach II Rzeczpospolitej najgłośniejszymi, najbardziej radykalnymi krytykami rządów sanacji byli młodzi radykałowie z ONR. To oni na łamach swych pism „Sztafety” i „Falangi” żądali radykalnej industrializacji Polski. Nacjonalizacji, czyli upaństwowienia, wielkich banków, przemysłu, lasów, handlu hurtowego i detalicznego. Dla nich powszechna nacjonalizacja oznaczała też złamanie kręgosłupa gospodarczego mniejszościom narodowym, zwłaszcza polskim Żydom.
Przyszła narodowa Polska miała być państwem bez widocznych mniejszości narodowych, jednego narodu polskiego. Dziedzictwem monolitycznej Polski piastowskiej, przeciwstawianej w narodowej publicystyce multikulturalnej Polsce jagiellońskiej.
Młodzi ONR-owcy nie wstydzili się swego totalitaryzmu i pogardy dla demokracji parlamentarnej. Dla zachodniego państwa prawa zachowującego trójpodział władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Marzyli o totalitarne zorganizowanym społeczeństwie w powszechne Organizacje Wychowania Narodu. Swoje „totalniaki” przeciwstawiali imposybilizmowi „rozlazłej demokracji parlamentarnej”. Chcieli zbudować państwo na wzór i podobieństwo ówczesnych faszystowskich Włoch. Państwo wielkich robót publicznych, nowoczesnej architektury, innowacyjnego przemysłu i silnej armii.
Aby dopiec sanacji potrafili w swym tygodniku „Sztafeta” prezentować industrialne sukcesy „chamskich Sowietów”, czyli ZSRR. Pytając rządzących II Rzeczpospolitą, czemu oni tego nie potrafią?

 

Car chłopa wyzwolił

Program gospodarczy Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego ogłoszony 22 lipca 1944 roku nie był zgodny z programem przedwojennych polskich komunistów. Zgodny był za to nie tylko z postulatami polskich socjalistów z PPS, ludowców z PSL-ów. Ale też z programami gospodarczymi emigracyjnego, londyńskiego rządu.
A z programami rządów sanacji różniła go jedynie radykalna reforma wolna, czyli przymusowe wywłaszczenie wielkich posiadaczy ziemskich.
Był za to wyjątkowo zgodny z przedwojennymi postulatami ONR-u. A Polska Ludowa w granicach piastowskich, bez mniejszości żydowskiej, z spacyfikowaną, przesiedloną mniejszością ukraińską, jawiła się jak spełnienie marzeń narodowców.
Spełnienia jednak nie było, bo PKWN, a potem PPR i PZPR swe polityczne słabości wzmacniała wsparciem Armii Czerwonej. Władzę swą legitymizowała strachem przed Wielkim Bratem. Racjonalizowała ją wyborem „mniejszego zła”.
Polski Ludowej nie zbudowali polscy komuniści, bo tych było w latach czterdziestych jak na lekarstwo. Stworzyli ją socjaliści, ludowcy, lewicowa i oportunistyczna inteligencja. A nawet drobnomieszczaństwo, zwane „prywatną inicjatywą”. Nękane stałymi podatkami i okresowymi domiarami, ale już pozbawione żydowskiej i ukraińskiej konkurencji.
Warto pamiętać, że Polska Ludowa w ciągu swego czterdziestopięcioletniego istnienia zmieniała się radykalnie. Nie było jednej Polski Ludowej. Inaczej wyglądała w latach 1945-49, inaczej w okresie stalinowskim, inaczej po Październiku 1956 roku, inaczej w „epoce Gierka”, zupełnie inaczej w czasie karnawału pierwszej „Solidarności”, potem stanu wojennego i schyłku Polski Ludowej w końcówce lat osiemdziesiątych.
Czy Manifest PKWN był autentycznym zapisem ówczesnych nastojów politycznych, czy tylko kamuflażem dla przyszłej polskiej republiki radzieckiej? Haczykiem chytrego Stalina na naiwne polskie polityczne płotki?
Stalin i jego następcy, pomimo ideologicznego kostiumu, byli przede wszystkim politycznymi pragmatykami. Chcieli mieć Polskę w swej strefie wpływów, skoro dostali ją w wyniku porozumienia trzech globalnych mocarstw.
Polskę Ludową stworzyły nie płynące z Moskwy rozkazy, lecz pokolenia „awansu społecznego”. Czyli wyrwane z bieda-wsi miliony chłopów przemienianych w miastową klasę robotniczą. Pokolenia przedwojennych robotników, i także rzesze „patriotycznych oportunistów”. Przedwojennych inteligentów i ich dzieci. Którzy po wyzwoleniu od Niemców nie poszli do lasów by dalej walczyć z radzieckimi okupantami, tylko ruszyli odbudowywać miasta i uniwersytety.
Podobni Rajmundowi Kaczyńskiemu i Jadwidze Kaczyńskiej. Rodzicom Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Rajmund Kaczyński, młody żołnierz AK nie poszedł do oddziałów „żołnierzy wyklętych”, tylko na politechniczne studia. Potem pracował wytrwale w Polsce Ludowej. Nawet reprezentował ją podczas intratnych kontraktów w Libii. Wtedy na takie wyjazdy ludzi wrogo do władz nie wysyłano.
Pani Jadwiga Kaczyńska latami pracowała w państwowym Instytucie Badań Literackich specjalizując się w dorobku Leona Kruczkowskiego.
Polska Ludowa nie była obcym ciałem w historii państwowości polskiej. Była dziejowym przystankiem na drodze do niepodległości. Stworzonym przez Bolesława Bieruta, Bolesława Piaseckiego, Władysława Gomułkę, Stefana Ignara, Edwarda Gierka, Rajmunda Kaczyńskiego, Wojciecha Jaruzelskiego, Jacka Kuronia. I wielu innych, różniących się poglądami patriotów.

To już 15 lat!

Mija piętnaście lat od ogólnokrajowego referendum akcesyjnego. W dniach 7 i 8 czerwca 2003 roku Polacy odpowiadali „tak” lub „nie” na pytanie: „Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”. Aby referendum mogło być wygrane, trzeba było spełnić dwa warunki. Większość głosujących musiała odpowiedzieć „tak”, przy udziale co najmniej połowy uprawnionych do głosowania. I jedno i drugie zostało zrealizowane.

 

Do lokali referendalnych udało się 17,5 mln Polek i Polaków z czego 77 proc. (13,5 mln.) – poparło przystąpienie do UE. Frekwencja była prawie 9 proc. wyższa poza niezbędne minimum, co czyniło z referendum akt stanowiący. Tygodnie poprzedzające głosowanie były widownią ostrej walki politycznej, w której zwłaszcza przeciwnicy akcesji nie przebierali w środkach. Twierdzili, że po wejściu do Unii, Rzeczpospolita straci suwerenność, Polacy przestaną być Polakami i staną się narodem bez własnego państwa. Ostrzegali, że głos za przystąpieniem do europejskiej wspólnoty oznacza utratę Ziem Zachodnich, likwidację rolnictwa i resztek przemysłu, przymusowe odłogowanie uprawnej ziemi. Głosili, że nastąpi legalizacja eutanazji, aborcji i sterylizacji oraz propagowanie zmniejszenia liczby narodzin. Że otworzy się raj dla korupcji, przestępczości i narkomanii. A w ogóle Unia Europejska znaczy tyle co targowica i nowe zniewolenie.

W festiwalu bzdur prym wiedli znani politycy. W debacie sejmowej Antoni Stryjewski oświadczył, że Sejm podejmując decyzję o referendum staje się Sejmem zdrady narodowej. Jan Łopuszański wołał, że jeśli przystąpienie do Unii Europejskiej jest wyrazem patriotyzmu to tylko w takim sensie, w jakim wyrazem patriotyzmu była targowica. Zdzisław Podkański ironizował, że na miejsce sloganu z lat 40-tych „Co to za szkatułka, wrzucasz Mikołajczyka, a wyskakuje Gomułka” powstał nowy „Dwa dni trzeba, żeby wynik ściągnąć z nieba˝. Antoni Macierewicz dedykował posłom i wszystkim zwolennikom Unii fraszkę Stefana Kisielewskiego „Tylko kaczka, głupi ptak, mówi: tak, tak, tak”.

Polacy nie ulegli kampanii strachów i lęków. Wzięli udział w prawdziwie pospolitym ruszeniu na rzecz Polski postępowej, zamożnej, otwartej i tolerancyjnej. Z dwóch czerwcowych dni uczynili ważną datę w swojej historii. Otworzyli wielką inwestycję we własną przyszłość.