Kadra na Izrael i Macedonię

Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek na czerwcowe mecze eliminacji mistrzostw Europy z Macedonią Północną i Izraelem powołał 28 zawodników. W kadrze zabrało tym razem Jakuba Błaszczykowskiego, który leczy kontuzję.

Biało-czerwoni po dwóch marcowych kolejkach spotkań są liderami grupy G z sześcioma punktami na koncie. Dla przypomnienia – najpierw pokonali na wyjeździe Austrię 1:0, a potem w Warszawie na Stadionie Narodowym wygrali z Łotwą 2:0. Gole dla naszej drużyny strzelili w kolejności Krzysztof Piątek, Robert Lewandowski i Kamil Glik. W drugiej odsłonie zmagań polska reprezentacja zmierzy się z zespołami, które po dwóch pierwszych meczach zajmują dwa kolejne miejsca w grupie – 7 czerwca w Skopje zagra z trzecią w tabeli Macedonią Północną , a trzy dni później na Narodowym zmierzy się z wiceliderem grupy Izraelem. Oba zespoły mają na koncie po cztery punkty.

Trener Brzęczek w porównaniu z powołaniami na mecze z Austrią i Łotwą dokonał w kadrze jedynie minimalnych zmian. Znaleźli się w niej nieobecny w marcu z powodu kontuzji Maciej Rybus, chociaż ostatnio znowu ma problemy zdrowotne, oraz utalentowany nastolatek z Legii Sebastian Szymański, natomiast tym razem powołania nie dostał rehabilitujący się po operacji Jakub Błaszczykowski, zabrakło także Szymona Żurkowskiego z Górnika Zabrze.

W tej sytuacji naszą rodzimą ekstraklasę na zgrupowaniu kadry reprezentować będzie jedynie trzech zawodników – z Legii Warszawa Artur Jędrzejczyk i wspomniany już Sebastian Szymański oraz Robert Gumny z Lecha Poznań. Trochę dziwi nieobecność choćby jednego gracza z mistrzowskiej drużyny Piasta Gliwice, na przykład Patryka Dziczka, ale to nie jedyna niezrozumiała decyzja kadrowa selekcjonera.

Brzęczek na przykład tradycyjnie już powołał notorycznie grzejącego ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusza Recę, nie wiedzieć po co wysłał też powołania trzem kluczowym graczom młodzieżowej kadry U-21, Dawidowi Kownackiemu oraz wymienionym już Gumnemu i Szymańskiemu. Chyba byłoby lepiej, żeby ci gracze szykowali formę do czerwcowych mistrzostw Europy U-21 pod okiem trenera Czesława Michniewicza. Żaden z nich, może poza Kownackim, raczej nie ma szans na występ w spotkaniach z Macedonii Północną i Izraelem.

Trener kadry tak tłumaczył swoją decyzję: „Problemy zdrowotne niektórych kadrowiczów i wątpliwy udział w zgrupowaniu m. in. kontuzjowanego Macieja Rybusa sprawiły, że sięgnęliśmy po piłkarzy z kadry Czesława Michniewicza. Wymieniona trójka wróci do reprezentacji do lat 21 najpóźniej dzień po meczu z Izraelem, ale istnieje szansa, że któryś z nich dołączy do drużyny trenera Michniewicza jeszcze wcześniej” – zapowiedział Brzęczek w wypowiedzi dla portalu „Łączy Nas Piłka’. Tak na marginesie, wyznaczone przez UEFA terminy meczów eliminacyjnych są mało fortunne, bo w prawie wszystkich ligach rozgrywki ligowe już się zakończyły i kadrowicze pewnie woleliby pojechać na wakacje.

Kadra Polski
Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy);
Obrońcy:
Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Robert Gumny (Lech Poznań), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Michał Pazdan (Ankaragucu, Turcja), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja);
Pomocnicy:
Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Damian Szymański (Achmat Grozny, Rosja), Sebastian Szymański (Legia Warszawa), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy);
Napastnicy:
Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Piłkarze w Polsce kosztują niewiele

Przy okazji transferu Krzysztofa Piątka z Genoi do AC Milan głośno było o polskich piłkarzach i ich rynkowej wartości. Branżowy niemiecki portal „Transfermarkt.de” zaktualizował przy tej okazji wyceny piłkarzy polskiej Lotto Ekstraklasy. W niej za najdroższego gracza uznano pomocnika Legii Warszawa Sebastiana Szymańskiego, którego wyceniono na sześć milionów euro.

Rynkowa wartość piłkarzy zależy od wielu czynników, ale jak z każdym towarem jego wartość wynosi dokładnie tyle, ile ktoś jest gotów za jego transfer zapłacić. Sebastian Szymański ma 19 lat i w tym sezonie jest podstawowym graczem Legii, bo zaliczył już 26 występy we wszystkich rozgrywkach, ale jako ofensywnym pomocnik nie może pochwalić się jakimiś nadzwyczajnymi osiągnięciami – zdobył tylko jedną bramkę i zaliczył trzy asysty. Zainteresował się nim Spartak Moskwa i Rosjanie wedle plotek publikowanych w polskich mediach byli nawet skłonni zapłacić za niego osiem milionów euro. Ostatecznie do transakcji nie doszło, ale ten nieudany transferowy epizod w zestawieniu Transfermark.de” podwoił wartość Szymańskiego z trzech do sześciu milionów euro.

Znacznie konkretniejszą podstawę do rynkowej wyceny piłkarskiej wartości zyskał tej zimy 18-letni środkowy obrońca Pogoni Szczecin Sebastian Walukiewicz, za którego włoskie Cagliari Calcio zapłaciło cztery miliony euro, ale zostawiło zawodnika w ekipie „Portowców” do końca sezonu.

Inny włoski klub, Fiorentina, finalizuje właśnie transfer 21-letniego pomocnika Górnika Zabrze Szymona Żurkowskiego. Jego wartość niemiecki portal wycenił na cztery miliony euro, ale Włosi zapłacą zabrzańskiemu klubowi 3,7 mln euro, lecz w bonusach za ewentualne osiągnięcia oferują dalsze 1,4 mln euro. W sumie zatem transfer tego utalentowanego piłkarza może przynieść Górnikowi Zabrze w sumie 5,1 mln euro.

Na cztery miliony euro niemiecki portal wycenił z kolei bocznego obrońcę Lecha Poznań 20-letniego Roberta Gumnego. Ten piłkarz już rok temu był przymierzany do transferu i wtedy w spekulacjach pojawiła się kwota pięciu milionów euro, ale potem przytrafiła mu się kontuzja i jego wartość trochę spadła. W tym sezonie Gumny jest jednak podstawowym graczem Lecha, a poza tym jego rodzina mocno naciska na jak najszybszy transfer gdziekolwiek na Zachód, więc latem pewnie odejdzie.
Zaskakujący awans w rankingu najbardziej wartościowych zawodników w ciągu pół roku zaliczyli 19-letni bramkarz Legii Radosław Majecki (z 250 tys. euro do 2,5 mln euro) oraz 22-letni Słowak Lukasz Haraslin z Lechii Gdańsk (z 300 tys. euro do 2 mln euro).

Obniżono natomiast rynkową wartości napastników Legii – 23-letni Jarosław Niezgoda po przerwie spowodowanej problemami z sercem wyceniany jest obecnie na 3,5 mln euro (poprzednio 4 mln euro), a 28-letni Hiszpan Carlos Daniel Lopez Huesca, zwany Carlitosem zamiast 3 mln kosztuje teraz wg. „Transfermark.de” tylko dwa miliony euro). Na taką sama kwotę wyceniania są 28-letni duński napastnik Lecha Christian Gytkjaer i 25-letni portugalski pomocnik Legii Carlos Miguel Ribeiro Dias „Cafu”.

 

Legia wietrzy szatnię

Zespoły naszej ekstraklasy, oczywiście za wyjątkiem rozpadającej się Wisły Kraków, rozpoczęły przygotowania do rundy wiosennej. Piłkarze broniącej tytułu Legii Warszawa pojechali wykuwać formę do Portugalii, czyli ojczyzny obecnego trenera „Wojskowych” Ricardo Sa Pinto. Jego pozycja na Łazienkowskiej staje się coraz mocniejsza.

Na Łazienkowskiej w przerwie zimowej też sporo się działo, ale były to normalne kadrowe ruchy jakie zwykle odbywają się w klubach w przerwach między rozgrywkami. Ponieważ trener Sa Pinto skutecznie opanował kryzys formy, jaki dopadł legionistów pod niezbyt udolnymi rządami chorwackiego trenera Deana Klafuricia, zaskarbił sobie zaufanie właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego i ustawia teraz zespół wedle swojego uznania.

Bez litości dla zawodzących

Pinto przejął drużynę tuż przed rewanżowym meczem z luksemburskim F91 Dudelange i po nim natychmiast skreślił piłkarzy, którzy go zawiedli. Blisko połowa drużyny, która pojawiła się na boisku w tamtym spotkaniu, dzisiaj wypadła na margines – Arkadiusz Malarz, Michał Pazdan, Chris Philipps, Krzysztof Mączyński i Jose Kante. Malarz został odsunięty od gry w trakcie sezonu, gdy jego pozycję najpierw zajął Radosław Cierzniak, a potem Radosław Majecki. 38-letni golkiper był rozgoryczony degradacją w klubowej hierarchii, bowiem w poprzednich sezonach uznawano go za jednego z najlepszych graczy Legii, ale praw biologii nie zmieni.

Pazdan po słabym meczu z Dudelange dostał szansę w ligowym meczu z Cracovią, gdzie już po 12 minutach zarobił czerwoną kartkę, czym tak poirytował Sa Pinto, że Portugalczyk od tamtej pory wystawił go jedynie w dwóch meczach Pucharu Polski. Pazdan dostał zgodę na odejście z Legii, miał nawet jakieś oferty z powiatowych tureckich klubików, ostatecznie je odrzucił i pojechał na zgrupowanie do Portugalii. Philipps w meczu z Dudelange został zmieniony już po 45 minutach i kolejny raz na boisku pojawił się dopiero po czterech miesiącach, a Mączyński po przyjściu Andre Martinsa został przesunięty do drużyny rezerw.

Z kolei Kante spadł w hierarchii napastników nie tylko za Carlitosa, lecz także Sandro Kulenovicia oraz wracającego do zdrowia Jarosława Niezgody. W Legii nie ma już natomiast Chorwata Eduardo da Silvy, który przeciwko Dudelange wszedł z ławki rezerwowych i nic nie pokazał.

Odstrzał reprezentantów Polski

Wśród 26 zawodników, których zabrał na zgrupowanie w Portugalii, nie znalazł się też Tomasz Jodłowiec, którego wypożyczenie do Piasta Gliwice dobiegło końca i wrócił do „Wojskowych”, z którymi wiąże go jeszcze półtoraroczny kontrakt. To kolejny niedawny reprezentant Polski, którego nie chce w Legii Sa Pinto, a przecież Jodłowiec był podstawowym graczem biało-czerwonych podczas Euro 2016, ale portugalski trener chyba nie ma uprzedzeń, skoro przywrócił do łask pomiatanego wcześniej Artura Jędrzejczyka.

Nowych graczy szuka jednak na razie głównie wśród rodaków, więc jakoś specjalnie nie różni się od innych cudzoziemskich trenerów w Legii. Do sprowadzonego jeszcze latem Aandre Martinsa oraz grającego w warszawskim klubie już wcześniej Cafu, dołączyli niedawno Luis Rocha i Salvador Agra. Niestety, są to piłkarza nieznani i o umiejętnościach póki co nierozpoznanych. Ale portugalska kolonia w Legii liczy już czterech zawodników i niewykluczone, że jeszcze się powiększy.

Zobaczmy jak wygląda wybrana przez Sa Pinto kadra Legii: bramkarze – Radosław Majecki, Radosław Cierzniak, Cezary Miszta; obrońcy: Michał Pazdan, Inaki Astiz, Mateusz Wieteska, Adam Hlousek, Paweł Stolarski, William Remy, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha; pomocnicy – Domagoj Antolić, Michał Kucharczyk, Marko Vesović, Dominik Nagy, Kasper Hamalainen, Andre Martins, Cafu, Miroslav Radović, Sebastian Szymański, Salvador Agra, Mateusz Praszelik, Michał Karbownik; napastnicy – Carlitos, Jarosław Niezgoda, Sandro Kulenović.

Zwycięzcy się nie osądza

Stołeczny klub szuka też wzmocnień wśród polskich piłkarzy. Jak podał katowicki „Sport”, jego działacze zaproponowali Górnikowi Zabrze transakcję wymienną, oferując za 21-letniego Szymona Żurkowskiego czterech „odstrzelonych graczy” (Malarz, Kante, Jodłowiec, Mączyński) oraz pewną kwotę na dokładkę. Szefowie zabrzańskiego klubu jednak tę ofertę odrzucili, chociaż zespołowi grozi spadek i wsparcie czterech doświadczonych graczy byłoby bezcenne, może nawet cenniejsze, niż spodziewane cztery miliony euro z zagranicznego transferu Żurkowskiego.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że polityka transferowa Legii w ostatnich latach to więcej niż loteria. Jak ustalił portal Legionisci.com aż 15 z 26 pozyskanych w ostatnich dwóch latach piłkarzy okazało się nieprzydatnych. Na liście transferowych niewypałów znaleźli się: Daniel Chima Chukwu, Tomasz Necid, Hildeberto, Armando Sadiku, Krzysztof Mączyński, Cristian Pasquato, Eduardo da Silva, Chris Philipps, Mauricio, Vjaczeslavs Kudrjavcevs, Jose Kante, Łukasz Moneta, Vamara Sanogo, Brian Iloski, Mikołaj Kwietniewski. Trenera Sa Pinto trudno teraz krytykować za podejmowane decyzje personalne, bo odkąd przejął drużynę Legia przegrała zaledwie dwa spotkania.

 

Selekcjonerzy jak na bazarze

Fot. Selekcjoner reprezentacji Jerzy Brzęczek nie w PZPN zbyt wiele do powiedzenia

 

 

W siedzibie PZPN w obecności prezesa Zbigniewa Bońka odbyło się spotkanie selekcjonerów trzech reprezentacji Polski – Jerzego Brzęczka, Czesława Michniewicza (U-21) i Jacka Magiery (U-20). Targowano się o pięciu piłkarzy – Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego, Krystiana Bielika, Szymona Żurkowskiego i Bartosza Kapustkę.

 

Jeśli coś w tej informacji może dziwić, to chyba to, że spór między trenerami kadry dotyczył piłkarzy, których Jerzy Brzęczek do tej pory ani razu nie powołał do kadry. No i może jeszcze to, że z normalnej roboczej rozmowy w biurze propagandziści PZPN zrobili jakieś doniosłe spotkanie na szczycie. To tylko potwierdza domysły, że Jerzy Brzęczek nie ma w związku takiej dominującej pozycji, jaką mieli jego poprzednicy na tym stanowisku.

 

Wspólny interes dzielony na trzy

Każda z trzech drużyn narodowych ma swoje cele do osiągnięcia. Pierwsza reprezentacja już 21 marca przyszłego roku zagra w Wiedniu z Austrią i tym meczem rozpocznie eliminacje Euro 2020. Prezes PZPN Zbigniew Boniek stawia sprawę jasno – awans biało-czerwonych jest priorytetem. Dla sternika polskiego futbolu ważny jest jednak także udany występ młodzieżówki w czerwcowych finałach mistrzostw Europy we Włoszech, do których zespół Czesława Michniewicza awansował po barażowym zwycięstwie nad Portugalią. Ale i przed kadrą U-20 prowadzoną przez Jacka Magierę stoją nie lada wyzwania, bo przecież w dniach 23 maja – 15 czerwca wystąpi w roli gospodarza mistrzostw świata U-20.

Brzęczek i Michniewicz doszli do porozumienia odnośnie marcowych terminów dla reprezentacji. Na zaplanowane w tym miesiącu eliminacyjne mecze z Austrią i Łotwą Brzęczek może powołać z kadry U-21 kogo zechce, chociaż wiadomo, że największe szanse na to mają Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański, Dawid Kownacki, Krystian Bielik i odradzający się w belgijskiej II lidze dawny pupil Adama Nawałki Bartosz Kapustka.

Ale już w czerwcu, gdy biało-czerwoni będą walczyć o Euro 2020 na wyjeździe z Macedonią (7 czerwca) i u siebie z Izraelem (10 czerwca), trener Brzęczek swoimi ewentualnymi powołaniami tych zawodników wejdzie w szkodę Michniewiczowi. Dlatego ustalono, że będzie mógł powołać z młodzieżówki tylko tych piłkarzy, którzy będą mieli realne szanse na występ w tych spotkaniach. W tej chwili perspektyw na to nie ma żaden z piątki wymienionych wyżej zawodników młodzieżówki, ale za pół roku może się to radykalnie zmienić, czego dowodzi choćby przykład Jana Bednarka w Southampton przed mundialem w Rosji. „Przez pół roku w życiu dwudziestoletniego piłkarza może się zmienić bardzo wiele” – stwierdził prezes Boniek i odłożył sprawę na przyszłość.

 

Wyjątek dla Szymańskiego

Młodzieżowe Mistrzostw Europy odbędą się we Włoszech i San Marino między 16 a 30 czerwca. Zespół Czesława Michniewicza trafił do grupy A, w której zmierzy się z Belgią (16 czerwca), Włochami (19 czerwca w Bolonii) oraz z Hiszpanią (22 czerwca w Bolonii). Szkoleniowcy PZPN podjęli decyzję, że występujący w tej drużynie pomocnik Legii Warszawa Sebastian Szymański nie będzie uwzględniany przez Jacka Magierę w kadrze U-20. Legionista jest jednym z liderów reprezentacji U-21 i jego droga rozwoju ma zmierzać do pierwszej reprezentacji. Choć zespół Magiery rozgrywać będzie MŚ do lat 20 w Polsce, Szymański nie weźmie w nich udziału. Albo pojedzie do Włoch na MME do lat 21, albo zagra w czerwcowych meczach eliminacyjnych Euro 2020.

 

Kadra wciąż w butach Nawałki

Trener Brzęczek w roli selekcjonera reprezentacji Polski jeszcze nie wygrał meczu. W sześciu spotkaniach pod jego wodza biało-czerwoni trzy razy zremisowali i doznali trzech porażek. W tych meczach Brzęczek wystawił do gry w sumie 26 zawodników. Prezes Boniek, którego relacje z nowym selekcjonerem nie są najlepsze, bez ogródek stwierdził, że po pół roku rządów Brzęczka wciąż widzi reprezentację Adama Nawałki. Trudno nie przyznać mu racji, bo też żaden z zawodników wynalezionych przez nowego trenera kadry nie okazał się odkryciem. Arkadiusz Reca, Rafał Pietrzak, Adam Dźwigała, Adam Buksa czy Huberty Matynia nie zostawili po sobie w kadrze żadnego śladu.

Brzęczek nie dostał zgody Bońka na zimowe zgrupowanie dla graczy z klubów krajowych i z kadrowiczami spotka się dopiero w marcu, na kilka dni przed spotkaniem z Austrią. Na żadne personalne eksperymenty nie będzie miał ani czasu, ani nawet sposobności. Jedyna nadzieja w tym, że pod wpływem nacisków Bońka zrezygnuje z powoływania do kadry piłkarzy nie występujących regularnie w swoich klubowych zespołach, co już powinno złagodzić napięcia między zawodnikami, a ponadto zagwarantuje, że na boisko wyjdą gracze znajdujący się w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Na Austrię i Łotwę powinno to wystarczyć, jeśli rzecz jasna Brzęczek nie zacznie kombinować czegoś z taktyką. A tego wykluczyć się niestety nie da.

 

 

 

Sukces naszej reprezentacji młodzieżowej

Fot. Kapitan młodzieżówki Dawid Kownacki

 

 

Mało kto liczył, że w barażu z Portugalią po porażce u siebie 0:1 nasza „młodzieżówka” zdoła w rewanżu odrobić straty. Ale wygrała 3:1 i zagra w finałach mistrzostw Europy.

Portugalczycy byli tak pewni siebie, że do rewanżowego spotkania z biało-czerwonymi nie wystawili nawet najsilniejszego składu. Przyszło im zapłacić za to słoną cenę. Prowadzony przez trenera Czesława Michniewicza polski zespół objął prowadzenie już w 5. minucie po golu strzelonym po rzucie rożnym przez obrońcę Krystiana Bielika. De facto ten piłkarz jest zawodnikiem Arsenalu Londyn, ale w tej chwili gra na wypożyczeniu w trzecioligowym angielskim Charlton Athletic. Trzy minuty później na 2:0 podwyższył kapitan biało-czerwonych Dawid Kownacki, na co dzień rezerwowy napastnik Sampdorii Genua, a w 24. minucie trzecią bramkę wbił piłkarz Legii Warszawa Sebastian Szymański.

Portugalski zespół odpowiedział tylko jednym trafieniem – w 52. minucie na 3:1 strzelił Diogo Jota, ale na więcej młodzi polscy piłkarze już rywalom nie pozwolili i tak oto raczej niespodziewanie po raz siódmy w historii wywalczyli awans do finałów młodzieżowych mistrzostw Europy. Awans wywalczył zespół w składzie: Polska: Kamil Grabara – Robert Gumny, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Kamil Pestka – Filip Jagiełło (53. Konrad Michalak), Patryk Dziczek, Bartosz Kapustka, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański (69. Kamil Jóźwiak) – Dawid Kownacki (90. Karol Świderski).

Turniej finałowy odbędzie się w przyszłym roku w dniach 16-30 czerwca we Włoszech. Naszej reprezentacji przyjdzie rywalizować z drużynami Włoch, Hiszpanii, Francji, Anglii, Serbii, Niemiec, Chorwacji, Danii, Belgii, Rumunii i Austrii. Losowanie grup odbędzie się w piątek 23 listopada w Bolonii.

PZPN przed rokiem był gospodarzami finałów MME. W turnieju zagrało po raz pierwszy 12 zespołów. Niestety, nasz zespół, którego trenerem był Marcin Dorna, nie zdołał nawet wyjść z grupy, przegrywając ze Słowacją 1:2 i Anglią 0:3 oraz remisując ze Szwecją 2:2.

Przyszłoroczny turniej będzie miał podwójną stawkę, bo oprócz walki o mistrzostwo kontynentu młodzi piłkarze bić się będą jeszcze o olimpijskie paszporty do IO 2020 w Tokio. Przypomnijmy, że po raz ostatni nasz zespół zagrał na olimpiadzie w 1992 roku w Barcelonie, zdobywając tam pod wodzą trenera Janusza Wójcika srebrny medal. W Japonii zagrają półfinaliści MME 2019.

 

Arka wydarła Legii Superpuchar

Piłkarze Legii Warszawa chyba nie uważają Superpucharu Polski za cenną zdobycz, bo w sobotę po raz szósty przegrali mecz o to trofeum, ulegając Arce Gdynia na własnym stadionie 2:3. Po raz ostatni legioniści zdobyli Superpuchar w 2008 roku.

 

Broniąca trofeum Arka Gdynia po raz drugi z rzędu w meczu o Superpuchar pokonała Legię. Porażkę mistrzów Polski i zdobywców krajowego pucharu w poprzednim sezonie oglądał Jerzy Brzęczek, niedoszły trener warszawskiego zespołu, a obecnie selekcjoner reprezentacji Polski. W loży honorowej stadionu przy Łazienkowskiej towarzyszyli mu jego nowi koledzy z pracy – Stefan Majewski, Marek Koźmiński, Paweł Wojtala i Tomasz Iwan oraz Zbigniew Boniek, który oglądał jednak mecz w towarzystwie prezesów obu walczących klubów – Dariusza Mioduskiego z Legii i Wojciecha Pertkiewicza z Arki.

Ponieważ do czasu oficjalnej prezentacji połączonej z konferencja prasową nowy trener kadry ma założony knebel, nie wiadomo których piłkarzy z biegających w sobotni wieczór po boisku obserwował pod kątem reprezentacji. Z wybrańców jego poprzednika, Adama Nawałki,  o Superpuchar zagrali Sebastian Szymański i Krzysztof Mączyński, żaden z nich jednak niczym nie zachwycił. Potencjalny kadrowicz, Michał Kucharczyk, wypadł jeszcze gorzej. W gdyńskiej drużynie, chociaż wygrała, także ani jeden z polskich graczy nie dał swoją grą żadnego powodu, żeby wysłać mu powołanie na czekający naszą reprezentację wrześniowy mecz z Włochami.

Arka w finale Pucharu Polski przegrała z Legią, zaś w lidze zajęła dopiero 12. miejsce, zatem w tym sezonie nie zagra w europejskich pucharach i jej forma nie jest taka ważna. Co innego dyspozycja graczy Legii, bo oni przecież walczą w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Nie ma się jednak co łudzić, z taką grą, jaką zaprezentowali w spotkaniu z Arką to legioniści może przejdą irlandzki Cork City (na wyjeździe wygrali 1:0, rewanż we wtorek 17 lipca o 21:00), ale na mocniejszego przeciwnika z pewnością to nie wystarczy.

Nie pomógł im nawet król strzelców ekstraklasy z poprzedniego sezonu Carlitos, dla którego występ przeciwko Arce był debiutem w barwach warszawskiego klubu. Owszem, strzelił gola, ale ze spalonego i sędzia go nie uznał, a potem hiszpański snajper tylko miotał się bezradnie po murawie w oczekiwaniu na jakieś sensowne zagrania swoich nowych kolegów. Nie doczekał się jednak, a lepsze recenzje od niego zebrał inny z nowych nabytków Legii Jose Kante.

Wygrana Arki to pierwszy poważny sukces nowego trenera gdyńskiego klubu Zbigniewa Smółki, który wcześniej pracował w I-ligowej Stali Mielec. Warto śledzić pracę tego szkoleniowca, bo zdaje się że ma on nie tylko wyszukane jak na trenerski fach maniery, ale przede wszystkim talent. Kibice warszawskiej drużyny, których stawiło się ponad siedemnaście tysięcy, tuż po ostatnim gwizdku sędziego gremialnie opuścili stadion, przez co ceremonia nagradzania zwycięskiej drużyny odbyła się w scenerii pustych trybun.

 

Legioniści już trenują

Piłkarze Legii Warszawa rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. Na razie bez kadrowiczów oraz Krzysztofa Mączyńskiego i Sebastiana Szymańskiego, a także Węgra Dominika Nagy’ego i Czarnogórca Marka Vesovicia.

 

Legioniści będą trenować w Warszawie do 17 czerwca, ale tego dnia rozegrają sparing z czwartoligowym Mazurem Karczew. Od 18 czerwca do 1 lipca mistrzowie Polski przebywać będą na zgrupowanie w Warce. Tam wedle planów mają rozegrać kolejne spotkania towarzyskie – ze Stalą Mielec (24 czerwca) i Górnikiem Łęczna (30 czerwca). Po powrocie ze zgrupowania w Warce legioniści zmierzą się 4 lipca w meczu towarzyskim z rumuńskim Vitorulem Konstanca. Ostatni sparingowy rywal nie jest jeszcze znany. Zespół Legii, który będzie uczestniczył w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, nowy sezon ekstraklasy rozpocznie 21 lipca meczem u siebie z Zagłębiem Lubin. Tydzień wcześniej podopieczni trenera Deana Klafuricia zagrają o Superpuchar z Arką Gdynia.

Legia jednak wybrała Klafuricia

Dean Klafurić przejął zespół Legii w trybie alarmowym 15 kwietnia. Pod jego wodzą legioniści rozegrali osiem meczów – siedem wygrali, a jeden zremisowali. To wystarczyło do zdobycia mistrzostwa i Pucharu Polski. Chorwacki trener miał tylko dokończyć rozgrywki, ale ostatecznie został i poprowadzi warszawski zespół w nowym sezonie.

 

Dla Klafuricia cała ta sytuacja nie była komfortowa. Jako asystent Romeo Jozaka był mu winien lojalność, ale też trudno mu się dziwić, że gdy nadarzyła się okazja popracować na własny rachunek, to z niej skorzystał. W futbolu takie sytuacje to nic nowego. Jeśli coś może budzić wątpliwości, to chyba tylko nagła metamorfoza piłkarzy Legii, którzy pod wodzą trenera Jozaka przegrali aż jedenaście ligowych meczów, a po przejęciu zespołu przez Klafuricia okazali się w ekstraklasie niepokonani.

Niewykluczone, że właśnie z tego powodu właściciel i zarazem prezes Legii Dariusz Mioduski tak długo się zastanawiał, czy powierzyć mu dalsze prowadzenie zespołu. Ostatecznie tak zrobił, nie krył jednak specjalnie faktu, że wcześniej prowadził negocjacje z kilkoma innymi szkoleniowcami. Czy był wśród nich trener Wisły Płock Jerzy Brzęczek nie wiadomo, bo Mioduski żadnych nazwisk nie ujawnił. Klafuriciowi zaproponował kontrakt tylko na rok, chociaż z opcją przedłużenia go o kolejne dwanaście miesięcy. To też pokazuje, że mimo znakomitych wyników uzyskanych przez Chorwata jego trenerska marka wciąż nie jest najwyższa.

Mioduski w wypowiedziach dla mediów swój wybór uzasadnił następująco: „Dean przejął Legię w trudnym momencie i doprowadził nas do zdobycia mistrzostwa i Pucharu Polski. Mieliśmy okazję poznać jego styl działania, umiejętności taktyczne, a także sposób pracy z drużyną, którą już dobrze zna i z którą ma dobry kontakt. To wszystko sprawiło, że był jednym z kandydatów na trenera Legii w kolejnym sezonie. Żeby nim zostać musiał nas jeszcze przekonać, że ma plan rozwoju tej drużyny, zgodny z naszymi możliwościami i oczekiwaniami, a także spójny z wizją rozwoju klubu. Mieliśmy kilku innych kandydatów, z którymi odbyliśmy zaawansowane rozmowy, ale po ostatnich spotkaniach z Deanem podjęliśmy decyzję, że to jednak on zostanie trenerem Legii. Życzę mu powodzenia i zapewniam, że dostanie pełne wsparcie całego klubu w realizacji postawionych celów, z których kluczowym jest awans do europejskich pucharów”.

Sternik ekipy Legii zapowiedział, że w letnim oknie transferowym nie sprzeda dwóch młodych i utalentowanych graczy, Jarosława Niezgodę i Sebastiana Szymańskiego. Będzie chciał tez przekonać do pozostania na Łazienkowskiej Michała Pazdana, ale negocjacje z nim odłożył do powrotu piłkarza z mistrzostw świata. Stołeczny klub nieoczekiwanie skrócił też o pół roku wypożyczenie do Ferencvarosu Budapeszt 24-letniego węgierskiego pomocnika Dominika Nagy’a. Legia będzie chciała latem pozyskać klasowego napastnika, który będzie rywalizować o miejsce w składzie z Niezgodą oraz skrzydłowego i obrońcę.