Agnieszka Radwańska rezygnuje: Zdrowie jest ważniejsze

Ogłoszona w środę przez Agnieszkę Radwańską decyzja o zakończeniu kariery to ogromny cios dla polskiego tenisa, który stracił rozpoznawalną na całym świecie zawodniczkę. Trudno przewidzieć kiedy doczekamy się tenisistki lub tenisisty podobnej klasy.

 

Radwańska zrezygnowała z wyczynowej gry w tenisa w wieku 29 lat, czyli za wcześnie jak na realia tego sportu. Przypomnijmy, że Venus Williams ma 38 lat, a jej siostra Serena jest od niej tylko o rok młodsza. Reprezentująca Niemcy Angelique Kerber jest od Radwańskiej o rok starsza, Rosjanka Maria Szarapowa o dwa. W najnowszym notowaniu rankingu WTA krakowianka została sklasyfikowana na 75. pozycji. Wśród 74 zawodniczek plasujących się na liście przed nią znajdują się m.in. 34-letnia Australijka Samantha Stosur, 33-letnia Estonka Kaia Kanepi, 32-letnia Belgijka Kristen Flipkens, 31-letnie Niemki Julia Goerges, Andrea Petković i Tatiana Maria, 30-letnia Hiszpanka Carla Suarez Navarro i rówieśniczki Radwańskiej – Słowaczka Dominika Cibulkova, Białorusinka Wiktoria Azarenka i Ukrainka Łesia Curenko.

Wiadomo jednak, że to nie wiek był przyczyną zakończenia kariery przez Polkę, tylko nie dające się już trwale rozwiązać kłopoty zdrowotne, które uniemożliwiały jej uzyskanie odpowiedniej formy fizycznej. Taki zresztą powód sama Radwańska podała w komunikacie opublikowanym na jej profilu na Facebooku.

 

Organizm odmówił posłuszeństwa

„Kochani. Pragnę podzielić się z Wami jedną z moich najważniejszych życiowych decyzji. W dniu dzisiejszym, po 13 latach zawodowego grania, kończę swoją przygodę z zawodowym tenisem. Nie jest mi z tym łatwo. W głowie jeszcze tyle wspomnień, emocji zwycięstw tych dwudziestu zdobytych turniejów i tych blisko sześciuset wygranych meczów. Niestety nie mogłam już trenować jak dawniej, a organizm i tak coraz częściej odmawiał posłuszeństwa. W trosce o swoje zdrowie, z pełną świadomością obciążenia, jakie niesie rywalizacja na tak wysokim poziomie, nie jestem już w stanie zmobilizować swojego organizmu do jeszcze większej eksploatacji. Odkładam rakietę i żegnam się z tourem, ale nie z tenisem. Tenis jest i zawsze będzie pełnił w moim życiu wyjątkową rolę. Czas na nowe wyzwania, nowe pomysły, mam nadzieję równie ekscytujące jak te na korcie. Ufam, że na przestrzeni tych wszystkich lat godnie reprezentowałam nasz kraj na całym świecie oraz dostarczałam Wam wszystkim wielu emocji, wrażeń i radości. Wasze wsparcie, miłe słowa oraz wiara w moje zwycięstwa były ze mną na każdym meczu i za to serdecznie i z głębi serca Wam dziękuję. Dziękuję za każdą nieprzespaną noc spędzoną przed telewizorem oraz za wszystkie tytuły Fan Favorite – to dla mnie zaszczyt i najlepsza nagroda za ciężką pracę. Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną na dobre i na złe, rodzicom, siostrze, mojemu najlepszemu teamowi: Dawidowi, Tomkowi, Krzyśkowi, Jasonowi, moim sponsorom i partnerom – zawsze będę wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiliście. Aga”.

Tak oto zakończyła się trwająca trzynaście lat sportowa obecność Agnieszki Radwańskiej w świecie profesjonalnego tenisa. Przed nią żadnej innej polskiej zawodniczce nie udało się nawet zbliżyć do Top 10 rankingu WTA, a ona w wieku 19 lat wdarła się do niego w 2008 roku, ledwie trzy lata po rozpoczęciu profesjonalnej kariery. I utrzymywała się w najlepszej dziesiątce rankingu WTA nieprzerwanie aż do 2017 roku, czyli przez dziesięć lat. Pod tym względem nie ma sobie równych, bo nawet Serenie Williams zdarzało się z różnych powodów wypadać z czołówki.

 

Koniec wspaniałej ery

Trochę szkoda, że Radwańska nie zdołała chociaż na krótki czas zostać numerem 1 rankingu WTA. Była tego bardzo bliska w 2012 i 2016 roku, gdy kończyła sezon jako druga zawodniczka w klasyfikacji, wystarczy jednak przypomnieć na jakich miejscach lokowała się w trakcie całej kariery. W 2004 roku kończyła sezon na 715. pozycji, w 2005 była już 311., w 2006 roku awansował na 53. pozycję, w 2007 roku na 25., a 2008 rok kończyła jako 9. zawodniczka na świecie. W następnych latach kończyła sezony następująco: 2009 – na 9. miejscu, 2010 – na 8., 2011 – na 8., 2012 – na 2, 2013 – na 4., 2014 – na 3., 2015 – na 5., 2016 – na 2., 2017 – na 3., 2018 – na 75.

Innym niespełnionym marzeniem Radwańskiej pozostanie triumf w Wielkim Szlemie. Najbliżej osiągnięcia tego celu była w 2012 roku dochodząc do finału Wimbledonu, ale jej rywalką była wtedy Serena Williams. Na osłodę pozostaje jej triumf w turnieju mistrzyń. Wygrała WTA Finals w w Singapurze w 2015 roku. W sumie ma na koncie 20 wygranych turniejów w cyklu WTA, zwycięstwo na spółkę z Jerzym Janowiczem w Pucharze Hopmana, uznawanym za nieformalne mistrzostwa świata w grze mieszanej oraz 27 683 803 dolary zarobione oficjalnie na korcie, co daje jej pod względem zarobków szóste miejsce w klasyfikacji wszech czasów tenisistek. Nie z tego powodu jej rezygnacja odbiła się takim szerokim echem na całym świecie. Radwańska swoją finezyjną grą podbiła serca kibiców tenisa i to ona ma na koncie najwięcej trofeów przyznawanych w plebiscytach przez fanów – za zagranie roku czy w kategorii „ulubiona zawodniczka”.

Co dalej? Tego chyba nie wie jeszcze nawet sama Radwańska. Najpierw pewnie będzie chciała nacieszyć się normalnym życiem, a to trochę jej zajmie.

 

WTA Finals dla Switoliny

Elina Switolina zakwalifikowała się do WTA Finals w Singapurze jako ostatnia w stawce ośmiu tenisistek. Ale w turnieju Ukrainka wygrała wszystkie pojedynki, zaś w finale pokonała Amerykankę Sloane Stephens 3:6, 6:2, 6:2.

 

W niedzielnym finale WTA Finals w Singapurze, ostatnim rozegranym w tym mieście, spotkały się dwie niepokonane w turnieju tenisistki. Switolina w fazie grupowej pokonała Czeszkę Petrę Kvitova 6:3, 6:3, drugą z czeskich reprezentantek Karolinę Pliskovą 6:2, 2:6, 6:2 i Dunką o polskich korzeniach Karolinę Woźniacką 5:7, 7:5, 6:3, a w półfinale wyeliminowała Holenderkę Kiki Bertens 7:5, 6:7, 6:4. Sloane Stephens natomiast w fazie grupowej wygrała z Japonką Naomi Osaką 7:5, 4:6, 6:1, z Holenderka Kiki Bertens 7:6, 2:6, 6:3 i reprezentantką Niemiec Angelique Kerber 6:3, 6:3, zaś w półfinale uporała się z Czeszka Karolina Pliskovą 0:6, 6:4, 6:1. Dla ukraińskiej tenisistki już sam awans do finału turnieju mistrzyń był największym osiągnięciem w karierze, Amerykanka miała już na koncie triumf w ubiegłorocznym wielkoszlemowym US Open. Przed meczem eksperci dawali jednak obu zawodniczkom równe szanse na zwycięstwo.

I jak się okazało, prognozowali słusznie, chociaż pojedynek lepiej zaczęła Stephens. Wyraźnie stremowana Switolina grała pasywnie dopiero od stanu 1:4 zaczęła stawiać rywalce większy opór, ale pierwszego seta przegrał ostatecznie 3:6. W drugiej partii po tremie nie było już śladu i Ukrainka zaczęła uzyskiwać coraz wyraźniejsza przewagę. Grała dynamicznie, swobodnie, posyłała zabójcze krosy, zwłaszcza bekhendowe, a zaskakiwana nimi Stephens popełniała więcej błędów. Switolina wciąż podnosiła poziom swojej gry, natomiast Amerykanka odwrotnie. Ukrainka wygrała drugą partię 6:2, a w trzeciej nie pozwoliła Amerykance na więcej i po dwóch godzinach i 23 minutach jak najbardziej zasłużenie sięgnęła o mistrzowski tytuł i ponad dwa miliony dolarów premii.

Było to drugie spotkanie tych tenisistek w tym roku. Wcześniej w półfinale turnieju w Montrealu zwyciężyła Stephens. Ich aktualny bilans wynosi teraz 2-2. Dla Stephens to trzeci przegrany finał w tym roku. Przegrała jeszcze w Montrealu i w wielkoszlemowym French Open w Paryżu, w którym uległa Rumunce Simonie Halep. Amerykanka ma w swoim dorobku sześć wygranych turniejów. Switolina w wielkoszlemowych turniejach najdalej doszła do ćwierćfinału – w French Open w 2015 i 2017 i Australian Open 2018. W Singapurze wygrała wszystkie pięć meczów i jest pierwszą zawodniczką od 2013 roku, której to się udało (pięć lat temu dokonała tego Serena Williams). W tym sezonie wcześniej triumfowała w turniejach Brisbane, Dubaju i Rzymie.

W grze podwójnej triumfowały Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenović.

 

 

Radwańskiej już nie chce się grać

W trakcie przegranego pojedynku w Seulu z Rumunką Iriną-Camelią Begu Agnieszka Radwańska zasygnalizowała uraz stopy. Gdy wróciła do kraju było jasne, że nie wystartuje w Pekinie. A to oznacza, że w rankingu WTA zakończy 2018 rok w okolicach 80. miejsca.

 

Radwańska ma za sobą kiepski sezon. Jej najlepszym wynikiem jest półfinał osiągnięty na trawnikach w Eastbourne (ranga WTA Premier). W Wielkim Szlemie zagrała w III rundzie Australian Open i II rundzie Wimbledonu. Do tego nie wygrała żadnego meczu w US Open i z powodu kontuzji pleców odpuściła też start w Paryżu w French Open. Turnieje w Azji miały być dla niej okazją do zatrzymania tendencji spadkowej w rankingu. Niestety, w stolicy Korei Południowej Radwańska wygrała tylko z wracającą po kontuzji kolana Amerykanką Bethanie Mattek-Sands, ale już drugiej rundzie zeszła z kortu pokonana przez Begu.

W tym przerywanym przez opady deszczu spotkaniu uwidoczniły się wszystkie mankamenty naszej tenisistki, zwłaszcza jej słabe przygotowanie kondycyjne. Nic dziwnego, że próby dotrzymania kroku rywalce zakończył się nadwyrężeniem mięśni i stawów. W tej sytuacji start w znacznie mocniej obsadzonym turnieju WTA Premier Mandatory w Pekinie mijał się z celem, bo w takiej formie w jakiej jest obecnie, Radwańska w zasadzie nie ma szans z żadną zawodniczką z Top 100 światowej listy, a w stolicy Chin musiałaby rywalizować z rywalkami tylko z tego grona.

Radwańska wróciła zatem do Warszawy i ogłosiła zakończenie sezonu. Nie była jedyną z gwiazd kobiecego tenisa, bo azjatycką część sezonu odpuściły też m.in. Maria Szarapowa i Serena Williams. Teraz będzie się zastanawiać co dalej. Realnie oceniając, na powrót do ścisłej czołówki tenisistek nie ma już praktycznie szans, bo nawet gdyby zmusiła się do katorżniczego treningu, to żeby wrócić do Top 10 rankingu WTA musiałaby, jak na początku kariery, zaliczyć całą serię udanych turniejowych występów. Udanych, czyli zakończonych co najmniej dojściem do ćwierćfinału. A z jej niskim obecnie miejscem w rankingu oznacza to konieczność zaliczenia morderczej dla jej zdrowia serii występów w imprezach niższej rangi i słabiej przez to punktowanych, albo starty w kwalifikacjach do wielkich turniejów. Oczywiście jest jeszcze trzeci wariant, bo Radwańska ma w tenisowym światku mocne nazwisko i cieszy się sympatią kibiców, a to już są argumenty żeby starać się o tzw. dzikie karty tam, gdzie z racji odległego miejsca w rankingu musiałaby walczyć o miejsce w kwalifikacjach. Ten przywilej pozwolił szybko wrócić do czołówki Szarapowej, gdy wypadła z rankingu po dyskwalifikacji za doping, czy Wiktorii Azarence i Serenie Williams po urlopach macierzyńskich.

Nie wiemy jednak czy Radwańskiej chce się jeszcze na poważnie rywalizować. Jej wyniki w ostatnich dwóch latach pokazują, że preferowany przez nią techniczny tenis dzisiaj już nie gwarantuje sukcesów w starciach z coraz bardziej dominującymi w światowej czołówce zawodniczkami o potężnej posturze i atomowym uderzeniu, jak dwudziestolatki Aryna Sabalenka, Jelena Ostapenko czy Naomi Osaka.

Radwańska na razie nie zdradza swoich pomysłów na życie poza kortem. W udzielonym niedawno wywiadzie dla magazynu „InStyle” wyjawiła, że nad jej finansami, których stan szacuje się na co najmniej 30 mln dolarów, pieczę sprawuje mama, Marta Radwańska. Tenisistka przyznała, że na razie wprawdzie nie myśli o macierzyństwie, ale w przyszłości chciałaby mieć małą gromadkę. Zamierza też zbudować dom, który sama urządzi – parterowy, z dużym ogrodem i koniecznie bez schodów. Na pytanie, co zamierza robić w przyszłości, odpowiedziała krótki: „Życie pokaże. Może otworzę szkołę tenisową albo będę doglądać hotelu, który właśnie otwieram. Na pewno znajdę sobie jakieś ciekawe zajęcie”.

 

Naomi Osaka: W USA wygwizdana, w Japonii uwielbiana

Triumf w US Open Naomi Osaka okupiła łzami, gdy rozczarowana finałową porażką Sereny Williams nowojorska publiczność ją wygwizdała. Ale za to w Japonii popularność 20-letniej tenisistki gwałtownie wzrosła.

 

Osaka jest pierwszą w historii japońską tenisistką, która wywalczyła wielkoszlemowy tytuł w singlu. Przed US Open była już jedną z najpopularniejszych sportsmenek w Kraju Kwitnącej Wiśni, chociaż od trzeciego roku życia Naomi, córka Japonki i amerykańskiego żołnierza, mieszka w Stanach Zjednoczonych i ma też obywatelstwo tego kraju. Daleko jej było jednak do uznania jakim cieszyła się choćby wicemistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie i trzykrotnej mistrzyni świata solistek Mao Asada. Po triumfie w wielkoszlemowym turnieju w Nowym Jorku, na dodatek odniesionym w starciu z najwybitniejszą tenisistką wszech czasów, popularność Naomi Osaki w Japonii lawinowo rośnie i zaczyna powoli zbliżać się do poziomu rozpoznawalności jakim cieszą się w ojczyźnie baseballista amerykańskiej ligi MLB Ichiro Suzuki, dwukrotny mistrz olimpijski w łyżwiarstwie figurowym (Soczi 2014 i Pjongczang 2018) Yuzuru Hanyu, czy tenisista Kei Nishikori, który w tegorocznym US Open odpadł w półfinale.

Uznanie 20-letniej zawodniczce wyraził nawet premier Japonii Shinzo Abe, który na Instagramie napisał: „W trudnych czasach gdy zmagamy się ze skutkami trzęsienia ziemi na Hokkaido, dziękujemy za energię i inspirację”.
Japonka, która w 2016 roku została uznana przez organizację WTA za odkrycie roku, będzie musiała teraz zmierzyć się z popularnością. Wiele zawodniczek nie poradziło sobie z tym brzemieniem, a najlepszym tego przykładem jest kanadyjska gwiazda Eugenia Bouchard. Na razie Osaka odpoczywa po triumfie w US Open i szykuje się do występów w azjatyckiej części sezonu, także w Japonii.

Tymczasem w tenisowym światku nie milkną dyskusje o skandalicznym zachowaniu pokonanej w finale przez Naomi Osakę Sereny Williams. Zrugany przez amerykańską gwiazdę portugalski sędzia Carlos Ramos nie dostał oficjalnego wsparcia ze strony WTA, ale przynajmniej rację przyznała mu Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF). Mimo to część arbitrów rozważa odmowę sędziowania pojedynków z udziałem Sereny Williams. A to już może być poważnym problemem dla WTA.

 

Łzawy finał na kortach Flushing Meadows

W finale turnieju kobiet US Open popłakały się obie zawodniczki. Pokonana Serena Williams ze złości na niekorzystne dla niej decyzje sędziego, zwycięska Naomi Osaka po nieprzychylnych jej reakcjach nowojorskiej publiczności.

 

Williams w minioną sobotę na korcie centralnym tenisowego kompleksu Flushing Meadows w Nowym Jorku walczył o upragniony, 24. wielkoszlemowy tytuł w karierze. Gdy po raz pierwszy triumfowała w nowojorskim turnieju, a miało to miejsce w 1999 roku, Osaka miała wtedy ledwie dwa lata i jeszcze nie wiedziała nic o tenisie. 21-letnia Japonka przed starciem z megagwiazdą światowych kortów najdalej w turniejach Wielkiego Szlema doszła do IV rundy i miało to miejsce w tegorocznym Australian Open. Dlatego fani Williams nie drżeli o wynik starcia, chociaż w tym roku Osaka w pierwszej rundzie turnieju w Miami zmiotła Serenę z kortu. Ale to było pół roku temu, a od tego czasu wracająca po urlopie macierzyńskim amerykańska gwiazda zdążyła pokazać moc na trawnikach Wimbledonu, gdzie dopiero w finale przegrała z Angelique Kerber.

Co prawda tuż przed US Open Serena nie imponowała formą, czego dowodziły kiepskie wyniki: doznała bolesnej porażki w I rundzie z Johanną Kontą 1:6, 0:6(!) w San Jose, a w Cincinnati w II rundzie gładko przegrała z Petrą Kvitovą, ale US Open w drodze do finału straciła tylko jednego seta, w 1/8 finału z Kaią Kanepi. Osaka przed US Open także nie błyszczała. W Waszyngtonie, Montrealu i Cincinnati wygrała ledwie jeden pojedynek, lecz w Nowym Jorku podobnie jak Williams, w drodze do finału Japonka straciła tylko jednego seta, w IV rundzie z Aryną Sabalenką.

W sobotniej potyczce sympatia nowojorskiej publiczności była wyraźnie po stronie Amerykanki. Wszyscy trzymali kciuki żeby wreszcie zdobyła ten wymarzony 24. tytuł wielkoszlemowy w karierze i zrównała się w liczbie trofeów z rekordzistką wszech czasów Margaret Court.

Ale Japonka wszystko popsuła, bo w sobotę grała wręcz fenomenalnie i prawdę mówiąc nawet przez moment nie dała rywalce nadziei na sukces. Serena była tak sfrustrowana przewagą Osaki, że ze złości rozwaliła rakietę, zwymyślała grubymi słowami portugalskiego sędziego Carlosa Ramosa, a nawet się popłakała. Japonka też płakała rzewnymi łzami, bo podczas ceremonii wręczania nagród została przez rozczarowaną jej zwycięstwem publiczność wygwizdana.

 

W US Open ranking nie ma znaczenia

Na kortach Flushing Meadows tuzy męskiego tenisa trzymają się mocno, ale w rywalizacji pań zawodniczki z czołówki padają jak muchy. Już w pierwszym tygodniu US Open odpadła większość zawodniczek z Top 10 rankingu WTA: Simona Halep (1), Karolina Woźniacka (2), Angelique Kerber (4), Petra Kvitova (5), Caroline Garcia (6), Julia Goerges (9) i Jelena Ostapenko (10).

 

Wydarzeniem III rundy tegorocznego US Open był pojedynek sióstr Williams. Była to ich 30. konfrontacja w zawodowej karierze. Przed meczem starsza Venus, sklasyfikowana obecnie na 16. miejscu światowej listy, zażartowała z młodszej o rok Sereny (WTA 26), że ich potyczka na kortach Flushing Meadows będzie uczciwa, bo w 29., rozegranej w styczniu 2017 roku podczas wielkoszlemowego Australian Open, jej siostra była już w ciąży. „Nie miałam wtedy szans, bo one grały dwie na jedną” – stwierdziła z uśmiechem Venus. Ale na korcie żartów już nie było, bo młodsza z sióstr rozprawiła się ze starszą w 72 minuty, wygrywając 6:1, 6:2. W Nowym Jorku zmierzyły się ze sobą po raz pierwszy od 2015 roku. Wtedy w ćwierćfinale Serena zwyciężyła w trzech setach. Bilans ich wszystkich starć to 18-12 dla młodszej, w tym 11-5 w wielkoszlemowych imprezach (4-2 w US Open).

Wobec trwającego od pierwszej rundy pogromu najwyżej rozstawionych w turnieju tenisistek Serena Williams wyrasta na faworytkę nowojorskiej imprezy, którą wygrywała już w przeszłości sześciokrotnie (1999, 2002, 2008, 2012, 2013 i 2014). W IV rundzie na drodze Sereny stanie Estonka Kaia Kanepi (WTA 44), która pierwszego dnia turnieju sprawiła sensację eliminując numer 1 rankingu WTA Rumunkę Simone Halep. Kanepi grała z młodszą z sióstr Williams czterokrotnie i w żadnym z tych pojedynków nie ugrała nawet seta. Ich ostatnia konfrontacja miała miejsce w IV rundzie US Open 2014. Amerykanka zwyciężyła wówczas 6:3, 6:3.

W III rundzie US Open doszło do starcia triumfatorek Rolanda Garrosa, Marii Szarapowej (WTA 22) z Jeleną Ostapenko (WTA 10). Rosjanka w Paryżu zwyciężyła w 2012 i 2014 roku, a Łotyszka tytuł wywalczyła w ubiegłym sezonie. W Nowym Jorku była liderka rankingu wygrała 6:3, 6:2. Obie tenisistki spotkały się po raz drugi. Kilka miesięcy temu w Rzymie Szarapowa była górą po trzysetowej batalii. Rosjanka tym zwycięstwem potwierdziła wysoką formę, ale nie ją się uważa za najpoważniejszą rywalkę Sereny Williams. W tym gronie wymienia się najczęściej młodsze rodaczki amerykańskiej gwiazdy – Sloane Stephens i Madison Keys, 20-letnią Białorusinkę Arynę Sabalenkę, która o ćwierćfinał zagra ze swoją rówieśniczką Japonką Naomi Osaką. W grze o tytuł wysokie notowania przyznawano też po III rundzie Czeszca Karolinie Pliskovej, Ukraince Elinie Svitolinie.

Wśród mężczyzn z tuzów światowego tenisa pierwszego tygodnia turnieju nie przetrwał jedynie Brytyjczyk Andy Murray. W grze pozostawali natomiast Rafael Nadal, Roger Federer, Novak Djoković, Juan Martin Del Potro, Kei Nishikori i pogromca naszego Huberta Hurkacza Marin Cilić.

 

Smutna porażka Radwańskiej

Pierwszego dnia zmagań w US Open liderka rankingu WTA Simona Halep odpadła po porażce z Estonką Kaią Kanepi. W cieniu tej gigantycznej sensacji z turniejem niemal niepostrzeżenie pożegnały się dwie polskie tenisistki – Agnieszka Radwańska i Magda Linette.

 

W nowojorskim turnieju naszej wciąż jeszcze najlepszej tenisistce nigdy nie wiodło się rewelacyjnie, bo ani razu nie przebiła się w nim do ćwierćfinału, a jej najlepszym wynikiem była IV runda (1/8 finału). Przed 12 laty krakowianka zadebiutowała na kortach Flushing Meadows jako kwalifikantka i dotarła do II rundy. W 2007 roku w drodze do 1/8 finału wyeliminowała Rosjankę Marię Szarapową, ówczesną wiceliderkę rankingu WTA i obrończynię tytułu, czym wzbudziła taką sensację, że trafiła na okładkę „New York Timesa”. Tegoroczny US Open był dla Radwańskiej pierwszym wielkoszlemowym turniejem od Wimbledonu 2007, w którym nie została rozstawiona. Nic niestety nie zapowiada, żeby najlepsza polska tenisistka ostatniej dekady miała jeszcze chęć zatrzymania się w swoim odwrocie.

W tym roku przed pierwszym pojedynkiem w US Open, z 31-letnia Niemką Tatjaną Marią, rozegrała tylko 25 meczów, ale w trzech ostatnich turniejach w jakich zagrała odpadał już w I rundzie. Tuż przed nowojorską imprezą Radwańska spadła w rankingu WTA z 39. na 48. miejsce, ale jej rywalka, mająca polskie korzenie Tatjana Maria, była klasyfikowana jeszcze niżej, bo na 60. pozycji. Ta różnica na korcie nie miała jednak żadnego znaczenia. Wygląda na to, że Radwańska już nie trenuje tak intensywnie jak powinna i jeździ na turnieje po prostu nieprzygotowana fizycznie do gry na profesjonalnym poziomie. Dlatego nie jest już w stanie nawiązać wyrównanej walki z zawodniczkami z czołówki, a teraz zaczęła przegrywać także z niżej notowanymi.

Krakowianka trwoni lekką ręką swoje dawne zdobycze i niewykluczone, że zniechęcona klęskami odpuści sobie także azjatycką część sezonu, w której ma do obrony sporo rankingowych punktów. Może więc zjechać w światowej hierarchii tenisistek jeszcze niżej, nawet pod koniec pierwszej setki zestawienia, a to może skutkować tym, że straci też dzierżoną od dekady pozycję rakiety numer 1 w polskim kobiecym tenisie. Co prawda znajdująca się jeszcze za jej plecami na światowej liście Magda Linette też w US Open odpadła w I rundzie, ale ona przynajmniej przegrała na korcie centralnym z samą Sereną Williams.

Legendarnej amerykańskiej tenisistce, która w Nowym Jorku gra o 24. wielkoszlemowy tytuł w karierze, już pierwszego dnia imprezy ubyła jedna z najgroźniejszych przeciwniczek – Simona Halep. Rumunka niespodziewanie przegrała ze znacznie niżej notowaną Estonką Kaią Kanepi 2:6, 4:6. Była tym tak sfrustrowana, że na początku drugiego seta roztrzaskała rakietę. Nic to jednak nie pomogło i aktualna liderka światowego rankingu odpadła z US Open już w 1. rundzie, co zdarzyło się po raz pierwszy w historii tego turnieju.

 

Serena Williams rywalką Magdy Linette

W rywalizacji singla w tegorocznym US Open wystąpią Agnieszka Radwańska, Magda Linette i Hubert Hurkacz. Polski zagrają już pierwszego dnia turnieju.

 

Duże wyzwanie czeka Linette, która w nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu zmierzy się z Sereną Williams na głównej arenie kompleksu Flushing Meadows – Arthur Ashe Stadium. 26-letnia poznanianka zmierzy się z 37-letnia legendą kobiecego tenisa po raz pierwszy w karierze. W poniedziałek zmagania w Nowym Jorku rozpocznie również Agnieszka Radwańska, która po raz pierwszy od Wimbledonu w 2007 roku nie jest rozstawiona w turnieju Wielkiego Szlema. Krakowianka w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła na 48 miejsce, najgorsze od 11 lat. W I rundzie zmierzy się z Niemką Tatjaną Marią.

O prawo gry w nowojorskiej imprezie w eliminacjach walczyli dwaj polscy tenisiści – Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz, ale do przebił się do głównej drabinki turnieju tylko ten drugi. 21-letni wrocławianin zadebiutuje na Flushing Meadows. W I rundzie zmierzy się z Włochem Stefano Travaglią (ATP 141), który również przebijał się przez kwalifikacje. Zwycięzca w II rundzie trafi na rozstawionego z „7” Marina Cilicia, mistrza US Open z 2014 roku.

 

Rekordowe premie w US Open

W najbliższy poniedziałek na nowojorskich kortach kompleksu Flushing Meadows rozpocznie się US Open – ostatni w tym roku tenisowy turniej Wielkiego Szlema. Organizatorzy w puli nagród przygotowali 53 mln dolarów.

 

W porównaniu do US Open 2017 pula nagród wzrośnie o pięć procent, z 50,4 mln do 53 mln dolarów. Tradycyjnie najwięcej, bo aż 3,8 mln dolarów, zarobią zwycięzcy turnieju singla kobiet i mężczyzn. W 2017 roku mistrzowie otrzymali o 100 tys. dolarów mniej. Ale występ na kortach Flushing Meadows opłaca się wszystkim uczestnikom, nawet tym z kwalifikacji, bo dla nich na premie przygotowano trzy miliony dolarów. Tenisiści, którzy odpadną już w I rundzie turnieju otrzymają na pocieszenie po 54 tys. dolarów. W kolejnych rundach nagrody są pokaźniejsze. Dojście do II fazy rozgrywek (1/32 finału) gwarantuje premię w wysokości 93 tys. dolarów, osiągnięcie trzeciej rundy (1/16 finału) wyceniono na 156 000 dolarów, czwartej (1/8 finału) na 266 000, ćwierćfinał na 475 000, a półfinał na 925 000 dolarów. Przegrany w finale zainkasuje dwa razy tyle – 1 850 000.
Opłaca się zatem startować w US Open, bo nawet w grze podwójnej premie są tam pokaźne. Za zdobycie tytułu zwycięski debel dostanie do podziału 700 000 dolarów, finaliści 350 000, półfinał wyceniono na 164 000, ćwierćfinał na 82 275, trzecią rundę na 46 500, drugą na 27 875, a pierwszą na 16 500 dolarów.

Dlatego z miejsca na liście startowej nowojorskiego turnieju nikt bez istotnego powodu nie rezygnuje, co potwierdzają choćby tegoroczne zestawienie 32 zawodniczek i 32 zawodników rozstawionych w imprezie. Podstawą rozstawienia w turnieju kobiet był ranking WTA z 20 sierpnia, ale organizatorzy dokonali jednej, za to dość istotnej zmiany. Zajmującej 26. miejsce w światowym rankingu Serenie Williams przyznano numer 17. Decyzję uzasadniono tym, że 23-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema, w tym sześciokrotna triumfatorka US Open, zasługuje na tego rodzaju wsparcie, bo straciła znaczną część poprzedniego sezonu z powodu ciąży i macierzyństwa. Apelowała o ten gest Amerykańska Federacja Tenisowa.

Najwyżej rozstawiona w turnieju singla pań będzie jednak aktualna liderka światowego rankingu oraz mistrzyni French Open Rumunka Simona Halep. Z „dwójką” wystąpi triumfatorka z Melbourne Dunka Karolina Woźniacka, zaś z „trójką” obrończyni tytułu Amerykanka Sloane Stephens. Wśród panów z numerem 1 zagra lider rankingu ATP Hiszpan Rafael Nadal, z „2” Szwajcar Roger Federer, a z „3” Argentyńczyk Juan Martin del Potro.

W tym roku wśród rozstawionych w US Open graczy zabraknie polskiego nazwiska, bo po raz pierwszy od 11 lat w tym elitarnym gronie w turnieju wielkoszlemowym nie znalazła się Agnieszka Radwańska. Polka w poniedziałkowym notowaniu, decydującym o tegorocznym rozstawieniu w US Open, zajmowała 39. lokatę.

 

 

Tenisistki są krezuskami

Serena Williams jest najlepiej zarabiającą sportsmenką w zestawieniu opracowanym przez magazyn „Forbes”. Amerykańska tenisistka od czerwca 2017 roku przez kolejne 12 miesięcy zarobiła 18,1 mln dolarów.

 

Dziesięć najlepiej zarabiających sportsmenek zgromadziło łącznie 105 mln. Dla porównania 10 czołowych sportowców wzbogaciło się o ponad miliard dolarów; najbardziej – bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W poprzednim zestawieniu Williams była jedyną kobietą w Top 100 najlepiej zarabiających ludzi sportu. Zmniejszone przerwą macierzyńską dochody nie pozwoliły jej na powtórzenie tego wyczynu.

Ale wśród pań Williams wciąż jest bezkonkurencyjna i w zajęciu pierwszego miejsca nie przeszkodziła jej nawet macierzyńska przerwa, z powodu której na korcie zarobiła tylko 62 tysiące dolarów. Pozostałe zarobione przez nią pieniądze pochodziły z umów sponsorskich. U drugiej w zestawieniu duńskiej tenisistki polskiego pochodzenia Karoliny Woźniackiej (13 mln dolarów) rozkład jest niemal równy z nagród siedem milionów, z reklam sześć milionów dolarów.

Zresztą tenisistki zdominowały czołową dziesiątkę zestawienia, bo znalazło się w niej aż osiem. Trzecia jest Amerykanka Sloane Stephens (11,2 mln), czwarta Hiszpanka Garbine Muguruza (11), piąta Rosjanka Maria Szarapowa (10,5), szósta Amerykanka Venus Williams (10,2), ósma Rumunka Simona Halep (7,7), a dziesiąta Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (7,0). Na siódmym miejscu znalazła się hinduska badmintonistka Pusarla Venkata Sindhu (8,5), srebrna medalistka igrzysk w Rio de Janeiro. Jej głównym źródłem dochodów były umowy sponsorskie, które przyniosły jej 8 mln dolarów. Dziewiąta natomiast jest startująca w wyścigach samochodowych Amerykanka Danica Patrick (7,5 mln).