W Juventusie wszyscy grają jak z nut

Juventus jeszcze nie stracił punktów w tym sezonie Serie A. W meczu 8. kolejki mistrzowie Włoch z Wojciechem Szczęsnym w bramce wygrali z Udinese 2:0.

 

Juventus dominował przez cały mecz, czego najlepszym dowodem jest to to, że Udinese nie oddało ani jednego celnego strzału na bramkę Szczęsnego. W 33. minucie turyńczycy przeprowadzili szybką akcję, w której z prawej strony dośrodkował w pole karne Joao Cancelo, a Bentancur posłał piłkę do siatki po strzale głową z niedużej odległości. Stracona bramka podłamała ekipę gospodarzy, a cztery minuty później było już po meczu, gdy znajdujący się w polu karnym Mario Mandżukić wycofał piłkę do Cristiano Ronaldo, a Portugalczyk potężnym strzałem wpakował ją z 13 metrów do siatki.

Po zmianie stron Juventus oszczędzał siły i umiejętnie zwalniał grę, utrzymując się przy piłce przez 62 procent czasu gry. Szczęsny do końca jednak zachowywał czujność pamiętając o życzeniu trenera Massimiliano Allegriego, że oczekuje od niego jak najwięcej występów bez straty gola. W 75. minucie na boisku pojawił się w barwach Udinese Łukasz Teodorczyk, ale on też nie zdołał nawet zagrozić Szczęsnemu. Juventus umocnił się na szczycie tabeli Serie A.

 

CR7 w cieniu Piątka

Hiszpańskie media wciąż nie mogą darować Cristiano Ronaldo odejścia z Realu Madryt i nie odpuszczają żadnej okazji, żeby wbić mu szpilę. Teraz dokuczają mu opiniami, że w Serie A został przyćmiony przez nieznanego polskiego napastnika kupionego za pięć milionów euro.

 

Latem Genoa wykupiła Krzysztofa Piątka z Cracovii za pięć milionów euro i ten transfer przeszedł we Włoszech praktycznie bez echa. Inaczej było w przypadku Cristiano Ronaldo, który przeszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn za 110 milionów euro. Portugalczyk rzecz jasna z miejsca stał się największą gwiazdą w Serie A, natomiast młodszy od niego prawie o dekadę Piątek zyskuje dopiero większy rozgłos swoimi niezwykłymi strzeleckimi wyczynami.

W rozegranych do tej pory sześciu meczach ligowych Polak zdobył aż osiem bramek, co jest najlepszym osiągnięciem w Serie A od 70 lat i zarazem w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w obecnym sezonie. Piątek we wszystkich występach w barwach Genoi, licząc z towarzyskimi i pucharowymi, strzelił już 22 gole. Dokonał tego w ciągu zaledwie 80 dni. Natomiast Cristiano Ronaldo w siedmiu meczach Serie A strzelił trzy gole i zanotował pięć asyst. „Nieznany polski piłkarz przyćmił wielkiego Cristiano Ronaldo, który miał być największą gwiazdą Serie A. Przed rozpoczęciem sezonu pisano, że Portugalczyk będzie bił we Włoszech strzeleckie rekordy, tymczasem jest gorszy od napastnika, który kosztował Genoę niespełna pięć milionów euro” – drwią redaktorzy madryckiego dziennika „ABC”.

Na szczęście sam Piątek też wzbudza zainteresowanie jako piłkarz, a nie tylko „szpila” do drażnienia CR7. We Włoszech o polskim napastniku robi się coraz głośniej, a na meczach zespołu Genoa pojawia się coraz więcej wysłanników mocnych klubów. Zdaniem tamtejszych mediów niezwykła skuteczność Piątka zainteresowała nawet największe futbolowe potęgi Starego Kontynentu. W ocenach 23-letniego polskiego piłkarza podkreśla się, że choć nie dysponuje dużą szybkością, to potrafi znaleźć się w polu karnym we właściwym miejscu, dobrze gra w powietrzu i zachowuje zimną krew w strzeleckich sytuacjach. „W ostatnich latach polska piłka miała w ataku jako największą gwiazdę Roberta Lewandowskiego, teraz pod jego bokiem niespodziewanie eksplodował kolejny wielki talent, który latem przybył do Włoch za pięć milionów euro, a już zdążył olśnić swoim dokonaniami” – pisze wydawany w Barcelonie dziennik „La Vanguardia”. Jego zainteresowanie Polakiem nie jest przypadkowe, bo „Duma Katalonii” też posłała do Genui swojego człowieka na obserwację.

Sam Piątek póki co zachowuje zimną głowę. Jego zespół nie grał jeszcze w Serie A z Juventusem Turyn i SSC Napoli, a dopiero mecze z tymi zespołami zweryfikują jego prawdziwą wartość.

 

Popis Zielińskiego w Serie A

W 2. kolejce włoskiej Serie A znakomita formą błysnął rozgrywający SSC Napoli Piotr Zieliński. Reprezentant Polski w meczu z AC Milan przy stanie 0:2 poderwał swój zespół do walki strzelając dwa gole. Ostatecznie ekipa z Neapolu wygrała 3:2.

 

Tuż przed meczem z AC Milan we włoskich mediach pojawiła się informacja, że Zieliński otrzymał od SSC Napoli propozycję nowego kontraktu, w którym zagwarantowano mu znaczącą podwyżkę zarobków, ale też zwiększono tzw. klauzulę odstępnego do kwoty 100 mln euro. Reprezentant Polski już w starciu z mediolańskim zespołem pokazał, że jest wart takich splendorów. Do przerwy wprawdzie nie błyszczał, zresztą jak cała drużyna Napoli, ale w szatni trener Carlo Ancelotti pobudził swoich podopiecznych do działania i po zmianie stron obraz gry zmienił się na korzyść gospodarzy, wśród których wyróżniało się dwóch polskich graczy – oprócz Zielińskiego także Arkadiusz Milik. Tym razem jednak gole strzelał ten pierwszy. W 53. minucie strzelił kontaktowego gola, a niespełna kwadrans potem doprowadził do remisu. Milik w tym spotkaniu do bramki nie trafił, ale miał udział przy zwycięskiej bramce zdobytej przez Belga Driesa Mertensa.

Zieliński po raz pierwszy we Włoszech zdobył w dwie bramki w jednym meczu. Mecz z AC Milan był jego 156. występem w Serie A, co oznacza, że wyrównał rekord występów polskiego piłkarza we włoskiej ekstraklasie należący od 30 lat do Zbigniewa Bońka. 24-letni Zieliński gra na Półwyspie Apenińskim od siedmiu lat. Trafił tu z Zagłębia Lubin jako nastolatek i tajniki calcio zaczął zgłębiać w Udinese. W Serie A zadebiutował 2 grudnia 2012 roku, wszedł wtedy na boisko z ławki w wygranym 4:1 meczu z Cagliari. Potem został wypożyczony do Empoli, gdzie grał pod okiem trenera Maurizio Sarriego, który po przejściu do Napoli ściągnął go do tego klubu. Gdy Carlo Ancelotti latem przejął po nim zespół z Neapolu, poprosił szefów klubu, żeby zatrzymali młodego polskiego pomocnika za wszelką cenę.

Prośba była jak najbardziej uzasadniona, bo Zielińskiego bardzo chciał mieć w u siebie w Liverpoolu Juergen Klopp. Po meczu z AC Milan Zieliński otrzymał znakomite noty, chociaż trener Ancelotti zdjął go z boiska w 72. minucie. „Zieliński jest bardzo dobry, ale mam w zespole wielu świetnych zawodników. Zmieniłem go, bo jego problemem, z którym muszę sobie poradzić jako trener, jest nieśmiałość. On musi uwierzyć w siebie i w to, że może nawet sam pociągnąć zespół do zwycięstwa. Na razie tej pewności w nim nie ma, przez co po dobrym okresie gry potrafi stać się na boisku niewidoczny” – wyjaśnił swoja decyzję Ancelotti.

SSC Napoli po dwóch kolejkach jest wiceliderem Serie A z takim samym dorobkiem jak prowadzący Juventus Turyn, który z Wojciechem Szczęsnym w bramce w 2. kolejce pokonał Lazio Rzym 2:0.

 

Dużo Polaków w Serie A

W miniony weekend rozpoczęła rozgrywki Serie A. Występuje w niej aż 16 polskich piłkarzy. Pod względem liczebności gracze z naszego kraju we włoskiej ekstraklasie stanowią szóstą siłę – po Brazylii (32 zawodników), Argentynie (26), Francji (21), Chorwacji (20) i Serbii (19).

 

Polską piłkarska kolonię na Półwyspie Apenińskim tworzą: Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo), Łukasz Skorupski (FC Bologna), Paweł Jaroszyński i Mariusz Stępiński (Chievo Werona), Michał Marcjanik (Empoli), Bartłomiej Drągowski (Fiorentina), Bartosz Salamon (Frosinone), Krzysztof Piątek (Genoa), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli), Bartosz Bereszyński, Karoli Linetty i Dawid Kownacki (Sampdoria Genua), Thiago Cionek (SPAL 2013) i Łukasz Teodorczyk (Udinese Calcio). Jeśli do tej grupy dodamy jeszcze zawodników występujących w klubach Serie B: Przemysława Szymińskiego i Radosława Murawskiego (Palermo), Pawła Dawidowicza (HellasVerona), Przemysława Bargiela (Spezia Calcio) i Tomasza Kupisza (Ascoli) oraz wypożyczonego z Udinese Calcio do Górnika Zabrze Pawła Bochniewicza, to liczba polskich piłkarzy zatrudnionych we włoskich zespołach robi się pokaźna.

Skąd wziął się ten boom na Polaków? Do 2010 roku poważne piłkarskie kariery we Włoszech zrobiło tak naprawdę tylko trzech Polaków – największą Zbigniew Boniek, a ponadto Władysław Żmuda i Marek Koźmiński. Pierwszy z wymienionych grał w Serie A w latach 1982-1989 (Juventus i AS Roma), Żmuda występowała w w latach 1982-1987 w Hellas Weronie i Cremonese), zaś Koźmiński w latach 1992-2002 w Udinese, Bresci i Anconie. Na kolejnych polskich piłkarzy zdolnych odgrywać znaczącą rolę trzeba było poczekać do 2010 roku, bo wtedy do zespołu Fiorentiny dołączył Artur Boruc, a w Palermo pojawił się Kamil Glik, który potem przeszedł do Bari, a następnie do AC Torino, gdzie stał się kluczowym graczem i jako pierwszy cudzoziemiec został wybrany na kapitana drużyny.

Tak naprawdę to punktem zwrotnym był przełom roku 2012-2013, bo wtedy władzę w PZPN przejął Boniek, a jego najbliższym współpracownikiem w randze wiceprezesa został Koźmiński. Może to tylko zbieg okoliczności, ale już w sezonie 2014-2015 w Serie A występowało sześciu polskich piłkarzy, a w kolejnych ich liczba nieustanie rosła (8-9-16). Z tej nowej fali jako pierwszy pojawił Piotr Zieliński, którego transferową wartość szacuje się obecnie na kwotę 32 mln euro. Jako ostatni w tegorocznym letnim oknie transferowym do Serie A trafili Arkadiusz Reca (za 4 mln euro z Wisły Płock), Krzysztof Piątek (za 5 mln euro z Cracovii), Michał Marcjanik (za darmo po wygaśnięciu kontraktu z Arką Gdynia) oraz Łukasz Teodorczyk (za 7 mln euro z Anderlechtu Bruksela). Ciekawe ilu z tych piłkarzy powoła nowy selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek?

 

Anglicy szastają forsą na transfery

W tegorocznym letnim oknie transferowym znów najbardziej rozrzutne był kluby angielskiej Premier League, które na zakup nowych piłkarzy wydały ponad miliard euro. Na drugim miejscu uplasowała się włoska Serie A.

 

Największe wydarzenie transferowego tego lata w Europie było niewątpliwie przejście Cristiano Ronaldo z Realu Madryt do Juventusu Turyn. 33-letni portugalski gwiazdor nie pobił rekordu Brazylijczyka Neymara, za którego rok temu Paris Saint-Germain zapłacił Barcelonie 222 mln euro. Nie przebił też kwoty transferowej zapłaconej AS Monaco przez paryski klub za wschodzącą gwiazdę światowego futbolu Kyliana Mbeppe (180 mln euro). Juventus pozyskał Cristiano Ronaldo „tylko” za 112 mln euro, co jednak jest rekordem włoskiej ligi. Ale nie tylko turyński klub szalał na transferowym rynku, inne kluby Serie A też nie szczędziły pieniędzy i w sumie wydały na nowych graczy równy miliard euro, czyli tylko sto milionów euro mniej od krezusów z angielskiej Premier League.

Trzecie miejsce w tym zestawieniu przypadło klubom z hiszpańskiej Primera Division, które tego lata wydały w sumie na transfery 690 mln euro. W gronie potentatów najbiedniejsza okazała się niemiecka Bundesliga, bo jej kluby na nowych zawodników wydały w sumie 446 mln euro, a najgłośniejszym transferem okazało się jak na razie przejście Belga Axela Witsela z chińskiego zespołu do Borussii Dortmund za 20 mln euro.

Działacze niemieckich klubów narzekaj, że maja do dyspozycji takich pieniędzy, jak ich konkurenci w Anglii, Włoszech i Hiszpanii. Lada moment mogą też spaść na piąte miejsce w tym zestawieniu, bo coraz większe sumy pojawiaj się w ofertach francuskich klubów. Europejska hierarchia futbolowych potentatów nie jest ustalona raz na zawsze.

 

Kosztowny żart piłkarza AC Parma

Afera w lidze włoskiej. Przez wygłup piłkarza AC Parma może wrócić do Serie B. Przed sądem w Rzymie toczy się proces, w którym prokuratura oskarża piłkarza tego klubu o próbę korupcji. Zawodnik zapewnia, że tylko żartował.

 

W maju tego roku piłkarze AC Parma świętowali awans do Serie A. Klub wrócił do włoskiej elity po latach nieobecności spowodowanej bankructwem. Na miesiąc przed startem rozgrywek nie jest jednak takie pewne, że drużyna z Parmy zagra w gronie najlepszych. Jak donoszą włoskie media przed sądem w Rzymie toczy się proces, w którym prokuratura oskarża zawodnika Parmy, Emanuele Calaio, że przed ostatnim meczem poprzedniego sezonu ze Spezią wysłał do kolegi wiadomość za pomocą WhatsApp z pytaniem, czy przeciwnicy nie chcieliby „odpuścić” spotkania. Rywalom Parmy nie groził spadek i nie mieli też szans na awans i przegrali 0:2, ale ponieważ Calaio występował w barwach Spezii do 2016 roku, a odbiorcą jego „oferty” był dawny kolega z tego zespołu, Filippo De Col, ujawnienie tej korespondencji zaintrygowało wymiar sprawiedliwości. Calaio wielokrotnie zapewniał, że to był tylko żart, ale decyzja sądu jest wielką niewiadomą. Konsekwencje wyroku skazującego będą opłakane zarówno dla piłkarza, jak i klubu. Prokurator domaga się ukaranie Calaio czteroletnią dyskwalifikacją i grzywną w wysokości 50 tys. euro.

Parmie grozi natomiast anulowanie wyniku meczu ze Spezią, co w efekcie oznaczałoby utratę miejsca w lidze zapewniającego awans do Serie A. W takim przypadku miejsce Parmy zajęłoby Palermo, które przegrało walkę o awans w barażach. Ale nawet jeśli włoska federacja piłkarska zostawi Parmę w najwyższej klasie rozgrywkowej, to i tak w przypadku skazania Calaio zespół zostanie ukarany odebraniem sześciu punktów.

 

Guilherme znowu kręci

Były zawodnik Legii Guilherme znów na siłę chce zmienić pracodawcę. 27-letni brazylijski piłkarz nie wrócił po urlopie do swojego klubu Benevento, bo otrzymał ofertę z klubu Serie A i chce wymusić zgodę na transfer.

 

Brazylijski skrzydłowy przeszedł do Benevento zimą tego roku z Legii Warszawa. Beniaminek Serie A był po rundzie jesiennej na ostatnim miejscu w tabeli i było wiadomo, że nic już go nie uratuje przed spadkiem. Guilherme miał tego świadomość, ale liczył, że swoją dobrą grą w rundzie rewanżowej zwróci na siebie uwagę innych klubów w Serie A i latem przeniesie się do silniejszego zespołu. Trzeba przyznać, że ambitnie pracował na kolejny transfer i w każdym swoim występie należał do wyróżniających się graczy Benevento. W dorobku miał dwa gole i dwie asysty, ale jego zespół i tak spadł z ligi. Po wakacjach Brazylijczyk nie wrócił do Benevento, bo dostał ofertę z klubu Serie A Sassuolo i teraz w nim chce grać, zamiast w drugiej lidze. I pewnie dopnie swego.