Kto wygrał?

Wojna w Syrii wygasa i kończy się spektakularnym zwycięstwem wojsk i dyplomacji Rosji.

 

W cieniu rozgrywanych w Rosji Mistrzostw Świata w piłce nożnej, z pogrążonej od 6 lat w krwawej wojnie domowej Syrii nadchodzą kolejne dobre wieści. Ofensywa wojsk rządowych, mająca wyzwolić z rąk ugrupowań terrorystycznych i rebelianckich południowo zachodnią Syrię, dzięki wsparciu Rosjan rozwija się niezwykle pomyślnie. Z sił terrorystów Państwa Islamskiego oczyszczono ostatnie kontrolowane przez nich, obszerne obszary pustynne w prowincji Deir ez Zaor, a do domu z Syrii wróciło przeszło tysiąc rosyjskich żołnierzy oraz niemała część bazujących tam okrętów i samolotów.

 

Kto nie rozumie języka Ławrowa, ten poznaje argumenty Szojgu, czyli ofensywa w Daraa

Kilka tygodni temu ruszyła przygotowywana od dawna pod kierunkiem rosyjskich doradców operacja ofensywna pod kryptonimem „Bazalt”, mająca na celu wyzwolenie południowo zachodniej Syrii na pograniczu Izraela i Jordanii. Ta kluczowa w ramach kampanii letniej 2018 ofensywa prowadzona jest przeciwko silnemu zgrupowaniu rebeliantów liczącemu w szczycie ok. 80 tys. bojowników. Jest to konglomerat terrorystów z ISIS, syryjskiej odnogi Al – Kaidy – ugrupowania An-Nusra i tzw. Wolnej Armii Syryjskiej (WAS) wspieranej przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie i państwa zachodnie na czele z USA. Bazy szkoleniowe WAS znajdują się na terenie sąsiedniej Jordanii. Wojska rebelianckie, zajmowały od 3 lat zasadniczo martwy, drugorzędny teatr działań wojennych w prowincji Daraa, Kunejra i Suwejda. W rękach bojowników znajdowały się liczne czołgi w tym T-72, T-62 i T-55, bojowe wozy piechoty BWP-1, setki pojazdów terenowych wyposażonych w wielkokalibrowe karabiny maszynowe 12,7 mm, działka przeciwlotnicze ZU-23 mm, moździerze i kierowane wyrzutnie rakiet przeciwpancernych. Oprócz artylerii lufowej i rakietowej, rebelianci dysponowali rakietami operacyjno-taktycznymi o zasięgu ok. 150 km. Wsparcie państw zachodnich dla „umiarkowanej opozycji” sprawiało, że jak wykazało dziennikarskie śledztwo niezależnych dziennikarzy z Bułgarii, uzbrojenie z krajów Europy Wschodniej samolotami lub statkami przez Morze Czarne, cieśniny Dardanele i Bosfor płynęło do Arabii Saudyjskiej i stamtąd via Jordania trafiało do Syrii. Stąd jest w rękach rebeliantów uzbrojenie strzeleckie, karabiny maszynowe i granatniki z Bułgarii, Serbii czy Czech. Mają oni transportery opancerzone OT-64, czyli znane w Polsce „Skoty” czołgi T-72, czy przeciwpancerne pociski kierowane made in USA typu TOW-2. Obszar kontrolowany przez rebeliantów pokrywał się z tzw. Południową strefą deeskalacji. Istniało więc duże prawdopodobieństwo, na co liczyli rebelianci, interwencji lotnictwa i floty USA, na czele z grupą lotniskowcową USS „Harry Truman” i 6 Floty US Navy operującej na Morzu Śródziemnym.
Dyplomacja rosyjska w drodze wielu spotkań i rozmów z przedstawicielami USA, Izraela, Jordanii, wypracowała kompromis, który powstrzymał te kraje przez zbrojna interwencją powstrzymującą operację „Bazalt”. Moskwa wzięła na siebie określne gwarancje, które są opinii publicznej nie znane, widocznie jednak zapewniły one zaspokojenie interesów narodowych poszczególnych krajów zaangażowanych w starcie w prowincji Daraa.
W tych okolicznościach do natarcia przystąpiło silne zgrupowanie wojsk rządowych w składzie elitarnej 4 dywizji zmechanizowanej, 5 dywizji pancernej, brygad należących do 7 i 9 dywizji pancernych raz 15 dywizji szturmowej, formacji należących do V Ochotniczego Korpusu Szturmowego wyposażonego i wyszkolonego przez doradców rosyjskich w parciu o kadrę oficerską studiującą kiedyś w ZSRR. „Pięścią uderzeniową” była jak zawsze elitarna brygada generała Sukhejl al Hasana „Tiger Force”. Do wsparcia ofensywy wydzielono silne zgrupowanie artylerii od pamiętających II Wojnę Światową haubic 122 mm wz.38, po samobieżne działa 2S3 „Akacja” kalibru 152 mm, 2S1 „Gożdzik” 122 mm. Artylerię rakietową reprezentowały powszechne BM-21 „Grad”, a nawet ciężkie artyleryjskie wyrzutnie rakietowe BM-27 „Uragan” 220 mm, dalekonośne BM-30 „Smercz” 300 mm, rodzime ciężkie Golan-1000. Wieńczyła to bateria piekielnej broni – rakietowych miotaczy ognia TOS-1 „Sołncepiek” wystrzeliwujące pociski termobaryczne, pod względem mocy i siły rażenia ustępujących tylko głowicom jądrowym.
Siły te wspierali Rosjanie lotnictwem, komandosami z Sił Specjalnych Operacji, specnazem Rosgwardii i słynną baterią z Omska dział dalekonośnych 152 mm Msta-B.
Kluczem jednak do sukcesu, nie był język dział, a język dyplomacji. Ogromną pracę wykonał zespół negocjatorów wojskowych rosyjskiego Centrum Rozejmowego dla walczących stron w Syrii. W drodze żmudnych, ale owocnych negocjacji, oficerowie rosyjscy przekonali starszyznę wielu miejscowości to pokojowego włączenia się w polityczny proces zakończenia konfliktu syryjskiego. Szereg miast i punktów zamieszkania zajęły oddziały Rosgwardii i na ręce Rosjan rebelianci zdali niemałe ilości broni, poddając się procesowi filtracji z perspektywą pracy w milicji rządowej na rodzimych terenach. W ciągu zaledwie kilkunastu dni w ręce wojsk rządowych prawie bez walk przeszło blisko 30 miejscowości i tysiące kilometrów kwadratowych terenów. Nie wszędzie rebelianci rozumieją język dyplomacji, o część miast , jak np. miasto Saida, trzeba było stoczyć bitwę. Generalnie w zachodniej części prowincji Daraa i Suwejdzie ofensywa rozwija się pomyślnie i 7 lipca wojska rosyjskie wyszły nad granicę z Jordanią zabezpieczając główny punkt graniczny w Nasib i przejmując kontrolę nad autostradą A5.
Znacznie trudniejsza sytuacja jest na prawej, zachodniej flance natarcia, gdzie frontu bojowników nie udało się przełamać, a pod Tafas syryjska armia rządowa poniosła najcięższe w tej operacji straty. W ogniu amerykańskich wyrzutni przeciwpancernych TOW-2, 4 dywizja zmechanizowana straciła kilkanaście pojazdów pancernych w tym zmodyfikowanych czołgów T-72, oraz kilkuset żołnierzy rannych i zabitych. Wojska generała Sukhej al Hasana, podeszły 7 lipca na przedpola stolicy prowincji Daraa, gdzie rebelianci planowali stawić silny opór. Do tego momentu siły rebelianckie utraciły blisko 50% kontrolowanych przed ofensywą terenów były w odwrocie. Jordania odmówiła przyjęcia uciekających bojowników na swe terytorium.
W tych warunkach, po serii niezwykle ciężkich i skutecznych nalotów rosyjskiego lotnictwa rebelianci zawarli rozejm, a de facto skapitulowali. Na mocy wstępnego porozumienia, na ręce wojsk rosyjskich przekazywane zostaje całe ciężkie i średnie uzbrojenie, granicę z Jordanią przejmują oddziały rosyjskiej Rosgwardii, to one patrolować mają tez część miast. Bojownicy, którzy nie chcą przejść procesu filtracji, mogą wyjechać do prowincji Ildib kontrolowanej przez rebeliantów i Turcję. Pozostali maja szanse przejść do milicji miejscowej. Tereny prowincji Daraa wracają pod kontrolę rządu w Damaszku.
„Nieprzejednani” rebelianci cofają się na zachód do prowincji Kunejra ku granicy z Izraelem i okupowanymi przez niego Wzgórzom Golan. Tam znajduje się też przylegająca do Izraela enklawa terrorystów z Państwa Islamskiego. Po rozbiciu wschodniego ugrupowania bojowników, rosyjskie lotnictwo zapewne znów zastosuje „argumenty Szojgu” wobec trwającego w obronie zgrupowania terrorystów i rebeliantów i stateczne zwycięstwo wojsk syryjskich to tylko kwestia czasu.
Zwycięstwo w prowincji Daraa i Kunejra Damaszek i Moskwa mają co do zasady pewne, o ile „zachodni partnerzy” rękoma swych marionetek np. z „Błękitnych kasków”, nie spreparują kolejnego „ataku gazowego krwawego reżimu Asada” na szpital czy szkołę, na wzór prowokacji w Dumie. Zwycięskie wojska syryjskie dziś powstrzymać mogą tylko naloty amerykańskiego lotnictwa lub, czego nie można wykluczyć, bombardowania lub ofensywne działania Izraela.
Jednak w ocenie fachowców, ostateczne rozstrzygnięcia zapadną przy stole negocjacyjnym w Helsinkach podczas szczytu prezydenta USA Donalda Trumpa i prezydenta Rosji Władymira Putina 16 lipca br.

 

Bohaterowie wracają do domu

W obliczu ewidentnie dobiegającej końca wojny w Syrii do domu wracają rosyjscy żołnierze. Kontyngent wojsk rosyjskich został w ostatnim czasie zmniejszony o przeszło 1000 żołnierzy. Warto pamiętać, że armia rosyjska to jedyne legalnie przebywające na suwerennym terytorium Syrii, członka ONZ obce wojska. Podstawą ich pobytu jest umowa międzynarodowa. Mandatu ONZ czy jakiejkolwiek innej podstawy prawnej na gruncie prawa międzynarodowego, przebywania wojskowych USA, Francji czy Turcji na obszarach syryjskich nie ma. To jawne bezprawie i pogwałcenie suwerenności, którego szereg komentatorów nie dostrzega.
Celem podstawowym jakim było skierowanie wydzielonego kontyngentu rosyjskiego do Syrii była walka z terroryzmem. ISIS – tzw. Państwo Islamskie zostało zasadniczo rozgromione, An-Nusra i inne ekstremistyczne islamskie ugrupowania zbrojne są w rozsypce. Armia syryjska została przez Rosjan dozbrojona, przeszkolona i zwycięsko prowadzi kolejne ofensywy. Wszystko to pozwala ograniczyć obecność wojsk rosyjskich, a co za tym idzie obciążenie rosyjskiego budżetu. Ograniczy się również danina krwi żołnierskiej, która jest ceną zwycięstwa. Bohaterscy żołnierze, oficerowie, marynarze i lotnicy walczyli i ginęli w obronie ocalenia państwa syryjskiego, aby nie zamieniło się w obszar bezprawia, handlu ludźmi i zbrodni jakim stała się Libia, po „dobrodziejstwach” „Arabskiej wiosny”. Ginęli, niszcząc zbrodnicze uzbrojone po zęby przez zewnętrznych „graczy” armie terrorystów. Walczyli de facto w obronie Europy i Świata ocalając je przed zalewem uchodźców, niszcząc gniazdo terroru, który „eksportowany byłby” do wielu państw Europy, Azji czy Afryki.
W ostatnim miesiącu do bazy w Sewastopolu z Morza Śródziemnego, wróciły liczne okręty Floty Czarnomorskiej jak fregaty projektu 1136 „Admirał Essen” o „Admirał Grigorowicz” oraz eskortowiec „Pytliwyj”. Okręty te pełniły służbę u brzegów Syrii, w tym w najgorętszych momentach kryzysu na linii Rosja Waszyngton, gdy wydzielony zespół okrętów rosyjskich na Morzu Śródziemnym, próbował powstrzymać agresję okrętów Wielkiej Brytanii, Francji i USA.
Częściowo z sukcesem. Wymusili Rosjanie wyłączenie się z ataku okrętów US Navy pływających wokół Cypru.
Z bazy Chmejmim, do domu wrócili bohaterscy piloci rosyjscy, witani przez dowódców, kolegów i rodziny, oraz blisko 40 statków powietrznych, w tym 6 samolotów szturmowych Su-25SM3 do bazy Primorsko-Achtarsk, należących do 4 Armii Lotniczej WWS. Do Rosji transportowce An-124 „Rusłan” dostarczyły liczne śmigłowce, w tym 5 uderzeniowych Ka-52 „Aligator”.
Do Rosji wycofano oddziały żandarmerii wojskowej, szpital, lotnicza obsługę techniczną itd.
Armia rosyjska, choć w ograniczonej ilości, pozostaje w Syrii, wykonując z baz w Tartus i Chmejmim zadania postawione jej przez głównodowodzącego. Jej możliwości bojowe są nadal wysokie i adekwatne do wykonywanych aktualnie operacji, o czym przekonali się terroryści kilkukrotnie w ostatnich dniach atakujący lotnisko Chmejmim za pomocą uzbrojonych dronów.
Zwycięska operacja w Syrii sprawia, że armia rosyjska na Bliskim Wschodzie jawi się jako gwarant bezpieczeństwa i stabilności regionu, chroniąc go przed efektami nieodpowiedzialnych, wielokroć inspirowanych z zewnątrz „kolorowych rewolucji” , będących de facto pożywką do przejmowania rozległych obszarów przez różnej maści ekstremistów islamskich i terrorystów.

Dalej od USA, bliżej do Rosji

W pierwszych dniach czerwca Rwanda wprowadziła zakaz importu używanej odzieży ze Stanów Zjednoczonych. Zaledwie dzień wcześniej w stolicy Rwandy przebywał rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow prowadząc rozmowy na temat dalszego rozwoju współpracy między obu krajami.

 

Postawienie szlabanu na przywóz używanej odzieży władze Rwandy tłumaczą ochroną rodzimego przemysłu tekstylnego, który nie jest w stanie konkurować cenowo z tanimi towarami amerykańskimi. Zdaniem ekspertów, rozwiązanie to prowadzi wprawdzie na krótką metę do spadku dochodów osób żyjących z prowadzenia ciucholandów (ich liczba oceniana jest na 400), lecz w dłuższej perspektywie czasu może faktycznie przyczynić się do rozwoju miejscowej produkcji tekstyliów.

Decyzja Rwandy wywołała irytację w Waszyngtonie. Pominięto przy tym fakt, iż w marcu br. Trump ogłosił zawieszenie na okres dwóch miesięcy ulg celnych na import wyrobów przemysłu odzieżowego z Rwandy. Ułatwieniami celnymi przyznanymi przez USA w 2000 r. w ramach tzw. aktu na rzecz rozwoju Afryki (AGOA) objęto 40 krajów tego kontynentu, w tym Rwandę. Dbające o swoje interesy amerykańskie Stowarzyszenie Materiałów Wtórnych i Recyklingowanej Odzieży podniosło alarm głosząc, że wprowadzenie zakazu stworzy ryzyko utraty co najmniej 40 tys. miejsc pracy. Z wyliczeń tych wynikałoby, że na jednego rwandyjskiego handlowca przypadałoby tysiąc amerykańskich przetwarzaczy używanych tekstyliów. Powstałą sytuację trafnie skomentował kanadyjski profesor Garth Frazer, będący równocześnie doradcą rządu Rwandy ds. polityki handlowej, mówiąc, iż „USA są bardziej zainteresowane w ochronie drobnego, marginesowego amerykańskiego przemysłu niż w występowaniu w roli lidera w zakresie pomocy rozwojowej”.

Decyzję o wprowadzeniu zakazu poprzedziła wizyta w Kigali ministra spraw zagranicznych Ławrowa. Spotkał się on z prezydentem Paulem Kagame, pełniącym w tym roku rotacyjną funkcję przewodniczącego Unii Afrykańskiej, oraz szefową resortu spraw zagranicznych. Omawiano perspektywy dalszej współpracy głównie w dziedzinie górnictwa, rolnictwa i badań geologicznych, jak również wykorzystania energi nuklearnej do celów pokojowych. Jak podkreślił Ławrow, poziom tej współpracy jest jeszcze niewystarczający w związku z czym Rosja będzie dążyć do lepszego wykorzystania dużych potencjalnych możliwości w tym zakresie, zwłaszcza, że – jak to określił – „perspektywy są całkiem interesujące”. W ubiegłym roku oba kraje utworzyły wspólny Międzyrządowy Komitet Współpracy mający na celu wspieranie wymiany handlowej.

Jak napisała na twitterze rwandyjska minister spraw zagranicznych Rwandy Louise Mushikiwabo, w trakcie rozmów z rosyjskim partnerem omawiano kwestie kontynuacji i doskonalenia współpracy w obszarze edukacji, obronności, energii, medycyny, górnictwa i ściślejszego współdziałania z Unią Afrykańską. Ponadto Mushikiwabo zadeklarowała, że Rwanda może być być kanałem komunikacyjnym pomiędzy Rosją a pobliskimi państwami afrykańskimi.

Prasa rosyjska eksponowała zwłaszcza militarny aspekt wizyty. Agencja RIA Nowosti, a w ślad za nią portale internetowe, cytuje wypowiedź Mushikiwabo, która oświadczyła, iż Rosja „mogłaby odegrać kluczową rolę” jeśli chodzi o obecność sił pokojowych w Afryce. Do kwestii tej odniósł się także Ławrow mówiąc podczas konferencji prasowej, iż obie strony uzgodniły kontynuowanie ścisłej współpracy a także „podjęcie dalszych kroków w zakresie współdziałania i uregulowania całego szeregu sytuacji konfliktowych na kontynencie afrykańskim” dodając, że Rosja „uznaje Afrykę za ważny element policentrycznego systemu pokojowego tworzącemu się zamiast dwu – i jednobiegunowego świata”. Z kolei zapytany o współpracę wojskową Ławrow przypomniał, że na wyposażeniu rwandyjskiej armii, sił bezpieczeństwa i policji znajdują się rosyjskie śmigłowce i samochody ural a obecnie toczą się rozmowy w sprawie dostawy rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej. Poinformował też, że od ubiegłego roku działa Międzyrządowa Komisja ds. Współpracy Wojskowo-Technicznej. Rosja jest liczącym się dostawcą uzbrojenia, sprzętu i systemów obronnych dla państwa afrykańskich.

Przed Trumpem

W doniesieniach na temat postępów rozmów między Seulem a Pjongjangiem i przygotowań do szczytu Kim-Trump w Singapurze zaangażowana Rosji nie było widać. Nie znaczy to jednak, żeby rosyjska dyplomacja traciła tę sprawę z oczu.

 

O planach spotkania rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong-unem poinformowano dopiero w ostatniej chwili. Wcześniej nie było żadnych sygnałów że jest ono w ogóle planowane. W Pjongjangu Ławrow spotkał się również z szefem dyplomacji KRLD Ri Jong-ho. Komunikat rosyjskiego MSZ na temat niespodziewanej wizyty także jest bardzo oględny – mówi się w nim po prostu, że przedmiotem rozmów miały być sprawy dwustronne oraz sytuacja na Półwyspie Koreańskim. A warto zauważyć, że była to pierwsza podróż szefa rosyjskiej dyplomacji do Korei Północnej od 2009 r., czyli pierwsza od przejęcia władzy w Pjongjangu przez Kim Dzong-una w 2011 r. O tym, że w programie było także spotkanie z Kimem podano dopiero po fakcie.

Rosja stara się nie akcentować byt natarczywie swojego zainteresowania i zaangażowania, starając się raczej pozwolić głównym aktorom – czyli Kim Dzong-unowi i Mun Dze-inowi, prezydentowi Korei Południowej – działać możliwie samodzielnie. Podobnie zachowuje się też Pekin. I jest to – jak się wydaje – strategia słuszna, bo wtrącanie się Moskwy czy Pekinu może na tym etapie tylko utrudnić rozmowy – nie tyle między Pjongjangiem a Seulem, ale pomiędzy nimi a Waszyngtonem. Utrzymywanie dystansu wobec tej rozgrywki jest także sygnałem dla USA, że nawet jak się jest mocarstwem, nie musi to oznaczać, że jego decyzja ma być jedynie słuszną i od niej wszystko ma zależeć.

Nie ulega jednak wątpliwości, że pomimo dystansu, Moskwa zachowuje życzliwy stosunek do inicjatywy Kim Dzong-una i postępującej odwilży na Półwyspie. „Jesteśmy zainteresowani tym, by zarówno na Półwyspie Koreańskim, jak i ogółem w Azji Północno-Wschodniej panował pokój, stabilność i dobrobyt” – powiedział Kimowi Ławrow, który pochwalił także wspólną deklarację Kima i Muna podpisaną 27 kwietnia w Panmundżomie. „Jesteśmy gotowi na wszelkie sposoby wspierać jej realizację”. Rosyjski minister zaprosił także północnokoreańskiego przywódcę do złożenia wizyty w Moskwie. W efekcie odbyta niemal tuż przed planowanym szczytem w Singapurze wizyta Ławrowa była więc czytelnym sygnałem wsparcia Rosji.

Równocześnie toczą się rozmowy prowadzone przez wysłannika Pjongjangu – wiceprzewodniczącego rządzącej Koreą Północną Partii Pracy Korei Kim Jong-czola, który spotkał się w Nowym Jorku z sekretarzem stanu USA Mike’iem Pompeo. Należy domniemywać, że ich przedmiotem były merytoryczne ustalenia dotyczące agenty spotkania Kim Dzong-una z prezydentem Donaldem Trumpem. Wiadomo, że rozmowy między wysokimi urzędnikami północnokoreańskimi i amerykańskimi miały miejsce także w mieście, gdzie ma odbyć się szczyt – w Singapurze. W tym przypadku domniemuje się, że odnosiły się do kwestii organizacyjnych i logistycznych.

Komunikaty – jeżeli jakiekolwiek się pojawiają – są niezwykle lakoniczne, ale poziom i intensywność dyplomatycznej aktywności pozwala sądzić, że pomimo odwołania go przez prezydenta Trumpa, do spotkania jednak dojdzie. A jeśli dojdzie – będzie ono kolejnym krokiem na drodze do wygaszenia pozostałego po zimnej wojnie ogniska zapalnego. Nawet jeśli Waszyngtonowi niespecjalnie zależy na doprowadzeniu do tego.