Kto wygrał?

Wojna w Syrii wygasa i kończy się spektakularnym zwycięstwem wojsk i dyplomacji Rosji.

 

W cieniu rozgrywanych w Rosji Mistrzostw Świata w piłce nożnej, z pogrążonej od 6 lat w krwawej wojnie domowej Syrii nadchodzą kolejne dobre wieści. Ofensywa wojsk rządowych, mająca wyzwolić z rąk ugrupowań terrorystycznych i rebelianckich południowo zachodnią Syrię, dzięki wsparciu Rosjan rozwija się niezwykle pomyślnie. Z sił terrorystów Państwa Islamskiego oczyszczono ostatnie kontrolowane przez nich, obszerne obszary pustynne w prowincji Deir ez Zaor, a do domu z Syrii wróciło przeszło tysiąc rosyjskich żołnierzy oraz niemała część bazujących tam okrętów i samolotów.

 

Kto nie rozumie języka Ławrowa, ten poznaje argumenty Szojgu, czyli ofensywa w Daraa

Kilka tygodni temu ruszyła przygotowywana od dawna pod kierunkiem rosyjskich doradców operacja ofensywna pod kryptonimem „Bazalt”, mająca na celu wyzwolenie południowo zachodniej Syrii na pograniczu Izraela i Jordanii. Ta kluczowa w ramach kampanii letniej 2018 ofensywa prowadzona jest przeciwko silnemu zgrupowaniu rebeliantów liczącemu w szczycie ok. 80 tys. bojowników. Jest to konglomerat terrorystów z ISIS, syryjskiej odnogi Al – Kaidy – ugrupowania An-Nusra i tzw. Wolnej Armii Syryjskiej (WAS) wspieranej przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie i państwa zachodnie na czele z USA. Bazy szkoleniowe WAS znajdują się na terenie sąsiedniej Jordanii. Wojska rebelianckie, zajmowały od 3 lat zasadniczo martwy, drugorzędny teatr działań wojennych w prowincji Daraa, Kunejra i Suwejda. W rękach bojowników znajdowały się liczne czołgi w tym T-72, T-62 i T-55, bojowe wozy piechoty BWP-1, setki pojazdów terenowych wyposażonych w wielkokalibrowe karabiny maszynowe 12,7 mm, działka przeciwlotnicze ZU-23 mm, moździerze i kierowane wyrzutnie rakiet przeciwpancernych. Oprócz artylerii lufowej i rakietowej, rebelianci dysponowali rakietami operacyjno-taktycznymi o zasięgu ok. 150 km. Wsparcie państw zachodnich dla „umiarkowanej opozycji” sprawiało, że jak wykazało dziennikarskie śledztwo niezależnych dziennikarzy z Bułgarii, uzbrojenie z krajów Europy Wschodniej samolotami lub statkami przez Morze Czarne, cieśniny Dardanele i Bosfor płynęło do Arabii Saudyjskiej i stamtąd via Jordania trafiało do Syrii. Stąd jest w rękach rebeliantów uzbrojenie strzeleckie, karabiny maszynowe i granatniki z Bułgarii, Serbii czy Czech. Mają oni transportery opancerzone OT-64, czyli znane w Polsce „Skoty” czołgi T-72, czy przeciwpancerne pociski kierowane made in USA typu TOW-2. Obszar kontrolowany przez rebeliantów pokrywał się z tzw. Południową strefą deeskalacji. Istniało więc duże prawdopodobieństwo, na co liczyli rebelianci, interwencji lotnictwa i floty USA, na czele z grupą lotniskowcową USS „Harry Truman” i 6 Floty US Navy operującej na Morzu Śródziemnym.
Dyplomacja rosyjska w drodze wielu spotkań i rozmów z przedstawicielami USA, Izraela, Jordanii, wypracowała kompromis, który powstrzymał te kraje przez zbrojna interwencją powstrzymującą operację „Bazalt”. Moskwa wzięła na siebie określne gwarancje, które są opinii publicznej nie znane, widocznie jednak zapewniły one zaspokojenie interesów narodowych poszczególnych krajów zaangażowanych w starcie w prowincji Daraa.
W tych okolicznościach do natarcia przystąpiło silne zgrupowanie wojsk rządowych w składzie elitarnej 4 dywizji zmechanizowanej, 5 dywizji pancernej, brygad należących do 7 i 9 dywizji pancernych raz 15 dywizji szturmowej, formacji należących do V Ochotniczego Korpusu Szturmowego wyposażonego i wyszkolonego przez doradców rosyjskich w parciu o kadrę oficerską studiującą kiedyś w ZSRR. „Pięścią uderzeniową” była jak zawsze elitarna brygada generała Sukhejl al Hasana „Tiger Force”. Do wsparcia ofensywy wydzielono silne zgrupowanie artylerii od pamiętających II Wojnę Światową haubic 122 mm wz.38, po samobieżne działa 2S3 „Akacja” kalibru 152 mm, 2S1 „Gożdzik” 122 mm. Artylerię rakietową reprezentowały powszechne BM-21 „Grad”, a nawet ciężkie artyleryjskie wyrzutnie rakietowe BM-27 „Uragan” 220 mm, dalekonośne BM-30 „Smercz” 300 mm, rodzime ciężkie Golan-1000. Wieńczyła to bateria piekielnej broni – rakietowych miotaczy ognia TOS-1 „Sołncepiek” wystrzeliwujące pociski termobaryczne, pod względem mocy i siły rażenia ustępujących tylko głowicom jądrowym.
Siły te wspierali Rosjanie lotnictwem, komandosami z Sił Specjalnych Operacji, specnazem Rosgwardii i słynną baterią z Omska dział dalekonośnych 152 mm Msta-B.
Kluczem jednak do sukcesu, nie był język dział, a język dyplomacji. Ogromną pracę wykonał zespół negocjatorów wojskowych rosyjskiego Centrum Rozejmowego dla walczących stron w Syrii. W drodze żmudnych, ale owocnych negocjacji, oficerowie rosyjscy przekonali starszyznę wielu miejscowości to pokojowego włączenia się w polityczny proces zakończenia konfliktu syryjskiego. Szereg miast i punktów zamieszkania zajęły oddziały Rosgwardii i na ręce Rosjan rebelianci zdali niemałe ilości broni, poddając się procesowi filtracji z perspektywą pracy w milicji rządowej na rodzimych terenach. W ciągu zaledwie kilkunastu dni w ręce wojsk rządowych prawie bez walk przeszło blisko 30 miejscowości i tysiące kilometrów kwadratowych terenów. Nie wszędzie rebelianci rozumieją język dyplomacji, o część miast , jak np. miasto Saida, trzeba było stoczyć bitwę. Generalnie w zachodniej części prowincji Daraa i Suwejdzie ofensywa rozwija się pomyślnie i 7 lipca wojska rosyjskie wyszły nad granicę z Jordanią zabezpieczając główny punkt graniczny w Nasib i przejmując kontrolę nad autostradą A5.
Znacznie trudniejsza sytuacja jest na prawej, zachodniej flance natarcia, gdzie frontu bojowników nie udało się przełamać, a pod Tafas syryjska armia rządowa poniosła najcięższe w tej operacji straty. W ogniu amerykańskich wyrzutni przeciwpancernych TOW-2, 4 dywizja zmechanizowana straciła kilkanaście pojazdów pancernych w tym zmodyfikowanych czołgów T-72, oraz kilkuset żołnierzy rannych i zabitych. Wojska generała Sukhej al Hasana, podeszły 7 lipca na przedpola stolicy prowincji Daraa, gdzie rebelianci planowali stawić silny opór. Do tego momentu siły rebelianckie utraciły blisko 50% kontrolowanych przed ofensywą terenów były w odwrocie. Jordania odmówiła przyjęcia uciekających bojowników na swe terytorium.
W tych warunkach, po serii niezwykle ciężkich i skutecznych nalotów rosyjskiego lotnictwa rebelianci zawarli rozejm, a de facto skapitulowali. Na mocy wstępnego porozumienia, na ręce wojsk rosyjskich przekazywane zostaje całe ciężkie i średnie uzbrojenie, granicę z Jordanią przejmują oddziały rosyjskiej Rosgwardii, to one patrolować mają tez część miast. Bojownicy, którzy nie chcą przejść procesu filtracji, mogą wyjechać do prowincji Ildib kontrolowanej przez rebeliantów i Turcję. Pozostali maja szanse przejść do milicji miejscowej. Tereny prowincji Daraa wracają pod kontrolę rządu w Damaszku.
„Nieprzejednani” rebelianci cofają się na zachód do prowincji Kunejra ku granicy z Izraelem i okupowanymi przez niego Wzgórzom Golan. Tam znajduje się też przylegająca do Izraela enklawa terrorystów z Państwa Islamskiego. Po rozbiciu wschodniego ugrupowania bojowników, rosyjskie lotnictwo zapewne znów zastosuje „argumenty Szojgu” wobec trwającego w obronie zgrupowania terrorystów i rebeliantów i stateczne zwycięstwo wojsk syryjskich to tylko kwestia czasu.
Zwycięstwo w prowincji Daraa i Kunejra Damaszek i Moskwa mają co do zasady pewne, o ile „zachodni partnerzy” rękoma swych marionetek np. z „Błękitnych kasków”, nie spreparują kolejnego „ataku gazowego krwawego reżimu Asada” na szpital czy szkołę, na wzór prowokacji w Dumie. Zwycięskie wojska syryjskie dziś powstrzymać mogą tylko naloty amerykańskiego lotnictwa lub, czego nie można wykluczyć, bombardowania lub ofensywne działania Izraela.
Jednak w ocenie fachowców, ostateczne rozstrzygnięcia zapadną przy stole negocjacyjnym w Helsinkach podczas szczytu prezydenta USA Donalda Trumpa i prezydenta Rosji Władymira Putina 16 lipca br.

 

Bohaterowie wracają do domu

W obliczu ewidentnie dobiegającej końca wojny w Syrii do domu wracają rosyjscy żołnierze. Kontyngent wojsk rosyjskich został w ostatnim czasie zmniejszony o przeszło 1000 żołnierzy. Warto pamiętać, że armia rosyjska to jedyne legalnie przebywające na suwerennym terytorium Syrii, członka ONZ obce wojska. Podstawą ich pobytu jest umowa międzynarodowa. Mandatu ONZ czy jakiejkolwiek innej podstawy prawnej na gruncie prawa międzynarodowego, przebywania wojskowych USA, Francji czy Turcji na obszarach syryjskich nie ma. To jawne bezprawie i pogwałcenie suwerenności, którego szereg komentatorów nie dostrzega.
Celem podstawowym jakim było skierowanie wydzielonego kontyngentu rosyjskiego do Syrii była walka z terroryzmem. ISIS – tzw. Państwo Islamskie zostało zasadniczo rozgromione, An-Nusra i inne ekstremistyczne islamskie ugrupowania zbrojne są w rozsypce. Armia syryjska została przez Rosjan dozbrojona, przeszkolona i zwycięsko prowadzi kolejne ofensywy. Wszystko to pozwala ograniczyć obecność wojsk rosyjskich, a co za tym idzie obciążenie rosyjskiego budżetu. Ograniczy się również danina krwi żołnierskiej, która jest ceną zwycięstwa. Bohaterscy żołnierze, oficerowie, marynarze i lotnicy walczyli i ginęli w obronie ocalenia państwa syryjskiego, aby nie zamieniło się w obszar bezprawia, handlu ludźmi i zbrodni jakim stała się Libia, po „dobrodziejstwach” „Arabskiej wiosny”. Ginęli, niszcząc zbrodnicze uzbrojone po zęby przez zewnętrznych „graczy” armie terrorystów. Walczyli de facto w obronie Europy i Świata ocalając je przed zalewem uchodźców, niszcząc gniazdo terroru, który „eksportowany byłby” do wielu państw Europy, Azji czy Afryki.
W ostatnim miesiącu do bazy w Sewastopolu z Morza Śródziemnego, wróciły liczne okręty Floty Czarnomorskiej jak fregaty projektu 1136 „Admirał Essen” o „Admirał Grigorowicz” oraz eskortowiec „Pytliwyj”. Okręty te pełniły służbę u brzegów Syrii, w tym w najgorętszych momentach kryzysu na linii Rosja Waszyngton, gdy wydzielony zespół okrętów rosyjskich na Morzu Śródziemnym, próbował powstrzymać agresję okrętów Wielkiej Brytanii, Francji i USA.
Częściowo z sukcesem. Wymusili Rosjanie wyłączenie się z ataku okrętów US Navy pływających wokół Cypru.
Z bazy Chmejmim, do domu wrócili bohaterscy piloci rosyjscy, witani przez dowódców, kolegów i rodziny, oraz blisko 40 statków powietrznych, w tym 6 samolotów szturmowych Su-25SM3 do bazy Primorsko-Achtarsk, należących do 4 Armii Lotniczej WWS. Do Rosji transportowce An-124 „Rusłan” dostarczyły liczne śmigłowce, w tym 5 uderzeniowych Ka-52 „Aligator”.
Do Rosji wycofano oddziały żandarmerii wojskowej, szpital, lotnicza obsługę techniczną itd.
Armia rosyjska, choć w ograniczonej ilości, pozostaje w Syrii, wykonując z baz w Tartus i Chmejmim zadania postawione jej przez głównodowodzącego. Jej możliwości bojowe są nadal wysokie i adekwatne do wykonywanych aktualnie operacji, o czym przekonali się terroryści kilkukrotnie w ostatnich dniach atakujący lotnisko Chmejmim za pomocą uzbrojonych dronów.
Zwycięska operacja w Syrii sprawia, że armia rosyjska na Bliskim Wschodzie jawi się jako gwarant bezpieczeństwa i stabilności regionu, chroniąc go przed efektami nieodpowiedzialnych, wielokroć inspirowanych z zewnątrz „kolorowych rewolucji” , będących de facto pożywką do przejmowania rozległych obszarów przez różnej maści ekstremistów islamskich i terrorystów.

Jeszcze jedna wojna?

„Zbrojną koalicję, należy budować zbrojną koalicję przeciw Iranowi” – powtarzał podczas swojej europejskiej podróży swym rozmówcom izraelski premier Benjamin Netanjahu w Berlinie, Paryżu i Londynie. A nie minął nawet miesiąc od zerwania przez Trumpa porozumienia atomowego z Iranem. Jeszcze Europejczycy myślą o jego ratowaniu, jak też swoich irańskich kontraktów, a Izrael już ciśnie. Netanjahu wyrwał się przed amerykańską orkiestrę, jakby był dyrygentem. Iran znalazł się na celowniku, a Europa już oberwała. Ten kryzys szybko się nie zakończy.

 

„Śmierć Izraelowi!, „Śmierć Ameryce!” – krzyczeli w odpowiedzi rytualne slogany Irańczycy w Teheranie i innych miastach: to był Dzień Al-Kuds (Jerozolimy), świętowany tłumnie każdego roku od początku rewolucji. W stolicy spłonął szmaciany Trump owinięty w izraelską flagę. „Stany Zjednoczone, Arabia Saudyjska i Izrael chcą pogrążyć Iran nie wiedząc, że narażają własne bezpieczeństwo” – ostrzegał Ali Laridżani, szef irańskiego parlamentu. „Chcemy żyć w pokoju. Nie chcemy wojny, nie jesteśmy zwierzętami. (…) Ale dzisiaj Izrael chce zniszczyć wszystkie kraje wokół, będziemy się bronić” – mówił do ludzi przez megafon.

Jak niemal wszystkie ostatnie kryzysy, nagonka na Iran wiąże się z wojną w Syrii. Na początku czerwca izraelski minister obrony Awigdor Libermean spotkał się ze swym rosyjskim odpowiednikiem w Moskwie i obaj podpisali zaskakujące porozumienie: Izrael będzie mógł atakować jednostki irańskie w Syrii, ale nie będzie ruszał wojsk syryjskich. Min. Siergiej Szojgu przypomniał słowa prezydenta Putina, że Rosja chciałaby wycofania się Iranu z Syrii, tak samo jak Amerykanów i Turków, którzy (w przeciwieństwie do Irańczyków) przebywają tam nielegalnie. W imperium amerykańskim patrzą na ten układ tak samo nieufnie, jak w Teheranie: obie strony zastanawiają się w co gra Rosja, bo jeśli chodzi o Izrael, wiadomo.

 

Bez konkurencji

Antyirańska obsesja Izraela dała o sobie ponownie znać pod koniec kwietnia, gdy na parę dni przed ogłoszeniem decyzji Trumpa o zerwaniu układu atomowego z Iranem, premier Netanjahu odegrał medialny teatrzyk, że Iran chce zbudować bombę atomową z „dowodami”, które miały znajdować się w archiwum z dokumentami sprzed 2003 r., zdobytym przez Mosad. W Europie rewelacje izraelskiego premiera raczej zlekceważono, ale potraktowano je jako niezawodną zapowiedź fatalnej decyzji Trumpa. A ten zerwał układ podpisany trzy lata temu przez wszystkich stałych członków Rady Bezpieczeństwa, gwarantujący, że Iran nie będzie używał atomu do celów wojskowych. Otwartym wrogiem tego układu był od początku Izrael, przeciwny zniesieniu sankcji nałożonych na Teheran.

Państwo żydowskie jest nieoficjalnym mocarstwem atomowym, ma (wg różnych źródeł) 0d 80 do 400 głowić jądrowych. W przeciwieństwie do Iranu, nie podpisał Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej i nie zgadza się na żadnych międzynarodowych inspektorów. Według specjalistów od obronności, ma też mini-bomby jądrowe i neutronowe najnowszej generacji. Produkuje pluton i tryt w ilości wystarczającej do produkcji stu dalszych bomb atomowych. Dostał od Niemiec okręty podwodne zdolne do ich przenoszenia, ma rakiety balistyczne Jerycho 3, samoloty… Ma za sobą imperium amerykańskie i przychylność wielu rządów w Europie. W zeszłym roku Polska wzięła udział w największych manewrach lotniczych w historii Izraela Blue Flag 2017, obok Amerykanów, Niemców i Francuzów…

„Teheran dobrze wie, że Izrael wycelował weń 200 głowic, i że my mamy ich tysiące” – pisał w roku zawarcia układu atomowego Colin Powell, dawny amerykański sekretarz obrony, zapamiętany głównie z odgrywania teatru w ONZ, przed napaścią na Irak. Izrael chce uderzenia w Iran, bo widzi w nim przyszłe zagrożenie i konkurencję na Bliskim Wschodzie. W zasadzie to samo, co widział kiedyś w Iraku.

 

W imię Boga

Izraelskie siły nuklearne są zintegrowane z systemem elektronicznym NATO, w ramach „Indywidualnego Programu Współpracy” z Izraelem, który do sojuszu nie należy, ale ma stałe przedstawicielstwo przy jego Kwaterze Głównej w Brukseli. Według planu testowanego w czasie amerykańsko-izraelskich ćwiczeń Juniper Cobra 2018, siły amerykańskie i natowskie w Europie, szczególnie te stacjonujące we Włoszech, poparłyby Izrael w wojnie z Iranem. Wojna mogłaby się zacząć od ataku izraelskiego na irańskie ośrodki atomowe, jak w 1981 r. na Osirak w Iraku. W przypadku irańskich represji Izrael mógłby użyć broni jądrowych.

Od czasu, gdy Trump zerwał układ z Iranem i przeniósł ambasadę do Jerozolimy, sondażowe oceny jego polityki zagranicznej są mniej krytyczne (45 proc. popiera go, 47,5 proc. odwrotnie). Ma poparcie dla swojej polityki gospodarczej, więc proizraelska linia polityczna może zapewnić mu powodzenie w przyszłych wyborach. Bezwarunkowe poparcie dla Izraela wyrażają konserwatywni wyborcy z południa, pobożni, ewangeliccy syjoniści chrześcijańscy, którzy są bardziej proizraelscy od proizraelskiego lobby w Stanach i są ich dziesiątki milionów. Czekają na oczyszczającą wojnę światową, Armageddon, który, jak wierzą, rozegra się właśnie w Izraelu. To jest elektorat Trumpa.

 

Iran ma się poddać

Mike Pompeo, do niedawna szef CIA, namaszczony przez Trumpa na nowego sekretarza stanu, wyjaśnił, o co chodzi Ameryce dając wykład „Po umowie: nowa strategia irańska” w prawicowej waszyngtońskiej Heritage Foundation, pod koniec maja. Było to wojenne ultimatum domagające się totalnej kapitulacji rządu irańskiego wobec „najsilniejszych sankcji w historii” i presji wojskowej na wszystkich frontach Bliskiego Wschodu. Pompeo wyjaśniał, że to nie amerykańskie wojny narobiły zamieszania w regionie, lecz knowania Iranu, który na nikogo nie napadł.

Wśród 12 żądań, które wyliczył pod adresem Iranu, było wycofanie oddziałów, które na prośbę rządu w Damaszku pomagają Syrii walczyć z Państwem Islamskim i Al-Kaidą, koniec programu atomowego, koniec budowy rakiet balistycznych, zaprzestanie pomocy Hezbollahowi w Libanie i rezygnacja z wpływów w Iraku. Byłoby najlepiej, gdyby Iran się nie rozwijał, nie bronił i uznał zwierzchność imperium – sugerował Pompeo. „Dzisiejszy świat nie akceptuje Stanów Zjednoczonych decydujących za innych. Są kraje niezależne” – odpowiedział mu prezydent Hasan Rouhani. Rzecznik irańskiego MSZ dodał, że Irańczycy pozostaną w Syrii dopóki będą tam terroryści i zechce tego rząd syryjski, a „ci, którzy są w Syrii bez zgody rządu syryjskiego, powinni natychmiast opuścić ten kraj ” – mówił, mając na myśli 2 tys. Amerykanów okupujących wschód kraju i jego pola naftowe.

 

Rosyjska zdrada

Pompeo oskarżył Iran nawet o popieranie ostro antyirańskiej Al-Kaidy, podczas gdy w Syrii czynnym pomaganiem Al-Kaidzie zajmował się Izrael, a Iran ją zwalczał. Wściekły dyskurs Waszyngtonu wyładował się też na Europie, która stała się ofiarą antyirańskich „sankcji wtórnych” na bezprecedensową skalę. Po zelżeniu sankcji na skutek układu atomowego z 2015 r. Stany Zjednoczone handlowały z Iranem na niecałe 200 milionów dolarów, a Europa na 25 miliardów. A teraz musi zrywać obiecujące kontrakty, jeśli nie chce być ukarana. Cokolwiek kolonialna eksterytorialność prawa USA wszystko załatwi. Unia buntuje się prosząc pokornie Stany Zjednoczone o zezwolenia na handel z Iranem, zniesienie tych „sankcji wtórnych”, ale USA nie mają powodu, by jej słuchać. Wszyscy mają wiedzieć, że Iran jest ważną sprawą.

I w czasie całego tego zamieszania okazało się, że Iran i Rosja mają rozbieżne interesy w Syrii. Irańska prasa raczej z rozczarowaniem przyjmowała ostatnie wiadomości na temat pewnego zbliżenia izraelsko-rosyjskiego. I teraz ten układ, „jak nóż w plecy”. W Iranie dualny podział polityczny na konserwatystów i reformistów odpowiada mniej więcej republikanom i demokratom w Stanach.

Prasa konserwatywna na ogół przemilczała układ Liberman-Szojgu, a reformistyczna wzywa do ostrożności wobec Rosji lub ją usprawiedliwia. Rosjanie są pewni, że Iran nie będzie mocno protestował, bo jest niejako zdany na Rosję, nie ma wielu sojuszników. Rosjanie zrozumieli, że by zrobić jakiś porządek w Syrii, muszą liczyć się z Izraelem. „Rosja jest strategicznym partnerem Iranu, ale jeśli Rosjanie obrócą się w kierunku Ameryki i Izraela, Iran przemyśli swoje stosunki z Rosją” – mówił Hosejn Kanani Moghaddam, analityk od konserwatystów.

 

Wielki zawód

Dla milionów Irańczyków pokojowy układ atomowy był szansą na poprawę poziomu życia. Zdejmowane sankcje ruszyły irańską gospodarkę, ale zbyt wolno. W ostatnich miesiącach to tu, to tam, zbierają się kierowcy ciężarówek, rolnicy, emeryci i nauczyciele, nierzadko nieopłaceni, by protestować przeciw warunkom życia i pracy. Doszły do tego manifestacje z powodów ekologicznych, bo susza, burze piaskowe, zanieczyszczenie powietrza, brak wody. Na początku roku przez Iran przetoczyła się fala protestów socjalnych, gdzieniegdzie gwałtownych, przeciw sytuacji gospodarczej kraju, zginęło 25 osób. I oto Trump zrywa układ i nakłada wyjątkowe sankcje, co nie polepsza perspektyw. Przestraszone europejskie koncerny po kolei wycofują inwestycje z Iranu. Staje się on ekonomicznie i medialnie „trędowaty”.

Iran zareagował odmową zmiany swego planu balistycznego i przygotował się do wznowienia wzbogacania uranu. To wszystko nie łamie ciągle przestrzeganej umowy z 2015 r., ale pokazuje, że Teheran będzie się stawiał. Liczy na zrozumienie państw europejskich, choć premier Netanjahu odwiedzając w tym tygodniu Niemcy, Francję i Wielką Brytanię nawoływał do czegoś odwrotnego, całkowitego zerwania układu atomowego i groźby interwencji. Straszył Merkel, że Niemcy zaleje fala syryjskich uchodźców, jeśli będzie nowa wojna, której można uniknąć zrywając kontakty z Iranem. „Koalicja zbrojna” jest na razie tylko jego marzeniem, ale Iran musi teraz uważać.