Flaczki tygodnia

Pan minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak i podległe mu, niestety, wojsko polskie przygotowywali się do corocznego, najważniejszego boju. Wielkiej Defilady ku czci Matki Boskiej Zielnej i Żołnierza Polskiego.
W skrócie WDkcMBZiŻP.

***

W tym roku defilada będzie większa od poprzednich. Aby wydatniej uwypuklić jej Wielkość pan minister Błaszczak wyznaczył nową, znacznie dłuższą trasę Wielkiej Defilady.
Zapowiedział udział w WDkcMBZiŻP aż 60 pocztów sztandarowych oraz 100 samolotów i śmigłowców, a także 200 pojazdów wojskowych. Z prostego rachunku wynika, że na jeden poczet sztandarowy wypadać będą prawie dwa samoloty lub śmigłowce i nieco więcej niż trzy pojazdy wojskowe.

***

Wielka Defilada będzie w tym roku imponująca, bo defilujące poczty sztandarowe wojska polskiego wesprze armada złożona z 900 rekonstruktorów historycznych. Dzięki temu oprócz regularnego, istniejącego jeszcze wojska polskiego, podczas Defilady paradować będą zrekonstruowani woje piastowscy, rycerstwo spod Grunwaldu, husaria spod Wiednia, ułani spod Somosierry, ułani spod Mokrej i także tak zwani „żołnierze wyklęci” spod zdobytych przez nich gorzelni i sklepów GS. „Tysiąc walecznych” pójdzie przez Warszawę.

***

W tym roku jeszcze nie będzie rekonstruktorów ubranych w mundury Ukraińskiej Armii Powstańczej, która 28 maja 1946 roku razem ze swymi towarzyszami broni z WiN, czyli „wyklęciuchami” opanowała na jeden dzień polski Hrubieszów.

***

Ukochani Czytelnicy! Flaczki zachęcają was do bacznego oglądania WDkcMBZiŻP. Postarajcie się wyłowić spośród pocztów sztandarowych, rzeszy rekonstruktorów i reprezentacji sojuszniczych armii aktualnych żołnierzy wojska polskiego.
Będzie to niezwykle trudne, bo wiek defilującego, używanego nadal przez polskie wojsko sprzętu bojowego może przekraczać pięćdziesiąt lat. Wiek technologiczny, bo niektóre z egzemplarzy samolotów, czołgów i transporterów mogą być nieco młodsze.
Ale każdy, zaprezentowany podczas tej Wielkiej Defilady sprzęt bojowy, prezentowany przez rekonstruktorów i obecnych żołnierzy zawodowych będzie archaiczny. Już nienowoczesny.

***

Wojsko polskie pod rządami prawicy z PO-PSL zostało rozbrojone. Opóźniano zakupy nowoczesnego sprzętu, degradowano polski przemysł zbrojeniowy. A wcześniej politycy PO krytykowali rząd SLD za zakup samolotów F-16. Dodatkowo za rządów PiS, zwłaszcza pana ministra Macierewicza, wojsko polskie zostało zdezorganizowane i upodlone. Zhańbione moralnie. Sprowadzone do roli parasoli panów Misiewiczów.

***

Podczas WDkcMBZiŻP nie zobaczcie, wielokrotnie zapowiadanych przez prominentów PiS, nowoczesnych śmigłowców ani samolotów. Nie zobaczycie nowych czołgów, zwłaszcza zapowiadanego polskiego „Andersa”. Nie będzie nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej. Nowoczesnych rakiet, bo produkcji licencjonowanego „Spike” nadal polski producent nie potrafi opanować.
Zobaczycie może ich atrapy. Zobaczycie nowoczesne ciężarówki z Jelcza, które są składane w Polsce z zagranicznych podzespołów. Zobaczycie na pewno ślicznie defilujących marynarzy, którzy nie mają na czym pływać. Bo kończą swój żywot dwa ostatnie, nadające się do pływania okręty podwodne. Bo polskie stocznie nie potrafią dokończyć budowanej od 17 lat korwety, która w międzyczasie przemieniła się w okręt patrolowo- defiladowy.

***

Pan prezydent Andrzej Duda wraz z jego liczną świtą wybiera się do Australii i Nowej Zelandii. Lecą samolotami rejsowymi, dlatego zarezerwowali bilety klasy najwyższej, godnej reprezentantów dumnej, niepodległej IV Rzeczpospolitej. Tej, która wstała z kolan.
Ponieważ koszt delegacji sięga miliona złotych, to kanceliści pana prezydenta spróbowali uzasadnić wyborcom tak długi i liczny wojaż. Ogłosili, że pan prezydent Duda nie tylko spotka się tam z Polakami i kangurami, ale też kupi dwie albo trzy fregaty. Tanio, bo proponowane marynarce IV Rzeczpospolitej okręty skończyły pięćdziesiąt lat i są wycofywane na złom. Ale na defilady morskie, czyli na potrzeby polskiej marynarki, nadają się.
Tym razem pomysł sprowadzania przez pana prezydia RP australijskich śmieci do Polski został oprotestowany przez opozycję i nawet też przez pana ministra obrony narodowej Błaszczaka.

***

Zmarł generał Zbigniew Ścibor-Rylski. Bohater Powstania Warszawskiego, przewodniczący Związku Powstańców Warszawskich. Ponieważ nie był tak zwanym „żołnierzem wyklętym” i entuzjastą PiS, to pan prezydent Duda olał tego pogrzeb żołnierza, wysłał na ceremonię jedynie kwiaty i pocztówkę z pozdrowieniami.
Podobnie uczynił pan minister obrony narodowej Błaszczak.
Wzburzyło to kombatantów, żołnierzy, licznych patriotów. Niesłusznie, bo przecież pan prezydent, albo pan minister mogli generała zdegradować. I co moglibyście im wtedy zrobić?

***

Zresztą pan minister Błaszczak nie miał głowy do pogrzebów bohaterskich żołnierzy. Właśnie zaangażował się w wojnę o Westerplatte. Z prezydentem Gdańska Adamowiczem. Poszło o uczestnictwo harcerzy w czasie celebrowania kolejnej rocznicy skutecznego napadu Niemiec hitlerowskich na Polskę. Pan minister Błaszczak nie chce widzieć tam reprezentacji harcerzy, chociaż ich wartość bojowa jest taka sama jak obecnego wojska polskiego.

***

Wielka Defilada ku czci Matki Boskiej Zielnej i Żołnierza Polskiego będzie kolejnym dowodem, że po rządzach PO- PSL i ostatnich trzech latach PiS wojsko polskie jest w stanie jedynie dobrze zaprezentować się na poradzie. Pod warunkiem, że zyska wsparcie prawie tysiąca walecznych „rekonstruktorów”.

***

Wielka Defilada ku czci Matki Boskiej Zielnej i Żołnierza Polskiego jest najlepszym obrazem polityki PiS. Prymatu defilad, uroczystych rocznic, miesięcznic i mszy nad modernizowaniem Polski.

Spod tabliczki

Przypadek zdarzył, że 1 Sierpnia, o godz. 17.00 znalazłem się na ulicy Bora-Komorowskiego.

 

Stałem w pierwszym rzędzie trzypasmowej jezdni, zatrzymany razem z innymi kierowcami przez policjanta. Środek skrzyżowania zajęli „patrioci”. Kupione w sklepie T-shirty, z nadrukiem powstańczej „Kotwicy” i z równie pięknie odrobionym rękawkiem, wykończonym biało-czerwoną opaską, miny dziarskie, spojrzenia stalowe. Oni stanowili centrum wydarzeń. Wokół nich tłum jeszcze młodzieży – z patriotycznym zacięciem na twarzach, ale też z odstającymi koszulkami na zbyt już obfitych, „piwnych” brzuchach.
Zawyły syreny, patrioci odpalili race. Najpierw normalne, świecące na czerwono, potem dymne, biało-czerwone. Bór-Komorowski, który rozkaz potrafił wydać co najwyżej koniowi przed skokiem, puchnął z dumy – na magistrackiej tablicy z nazwą ulicy i zapewne w niebie, bo gdzież taki bohater mógłby pójść, jak nie do nieba? Początkowo wszyscy kierowcy trąbili, ale po chwili klaksony ucichły. Wyłączono po prostu silniki, bo Powstanie Powstaniem, a paliwo grubo ponad pięć złotych! A bez włączonego silnika klaksony głosu nie dają… Za to poniosło się po całym skrzyżowaniu wyryczane przez patriotyczne gardła: „Cześć i chwała bohaterom!” Poczułem się, jak na jasnogórskich błoniach, jak na „Żylecie”, jak na „Marszu Niepodległości”.
Tylko, cholera wie skąd, w głowie pojawiło się wspomnienie tej sceny: prowincjonalna niemiecka gospoda, młodziutki blondynek intonuje piosenkę:
Ojczyzno, Ojczyzno daj nam wreszcie znak
Chcą ujrzeć ten znak dzieci Twe
Poranek nadejdzie!
Świat będzie nasz!
Jutro należy do mnie
Jutro należy do mnie
Jutro należy do mnie
Jutro należy do mnie
Do młodzieńca dołączają inni, po chwili wszyscy już stoją i w uniesieniu śpiewają wspólnie z nim, podnosząc jednocześnie ręce w geście Hitlergruß. Tylko jeden mężczyzna nie poddaje się temu nastrojowi, ale on jest stary i trwożnie rozgląda się na boki…
Bardzo dawno temu, gdy jako mały chłopiec 1 Sierpnia pobierałem u mamy prywatne lekcje wychowania patriotycznego – chodziłem z nią na Powązki, na Nowy Świat i na Starówkę, oglądać groby, tablice pamiątkowe i pomniki – zawsze czułem podniosły nastrój. Słuchałem opowiadania, jak się żyło w Warszawie przed wojną, „za okupacji”, jak w Powstanie mama z ciotką Haliną czołgały się do studni na Pl. Grzybowskim, pod ostrzałem „szwaba”, który siedział na dachu PASTY, jak potem rodziców wywieźli na roboty, jak tam było – „u Niemca”…
Od tamtego czasu, 1 Sierpnia, gdy tylko rozlegały się syreny i wybijała 17.00, zawsze czułem się podniośle i miałem ciarki na plecach…
Do chwili, gdy na Powązkach, w miejscach zbiórek i apeli pojawili się oni… Ci, którzy buczeli, gwizdali, krzyczeli. Którzy z Bogiem na ustach i nienawiścią w oczach rozpychali się pomiędzy grobami, łażąc po nich i gniotąc je…
Przestałem chodzić na Powązki, przestałem chodzić na uroczystości. Sam sobie wspominam rodziców, ich znajomych, ich świat, który znam z opowiadań. Tego nikt mi nie zabierze, nie zakłóci wyrykiwaniem hymnu, nie zadymi, nie zbezcześci tępym, wymóżdżonym patriotyzmem, bełkocącym coś o „hekatumbie”, o „bohaterach”, którym „chwała” taka sama, jak „żołnierzom wyklętym” i o darmowych biletach na tramwaj dla powstańców, które zresztą i tak już są darmowe dla każdego po 70-tce…
Ciarki na plecach i wzruszenie zastąpiło zażenowanie i gniew, że ta tępota rozlewa się tak bezkarnie. Na domiar ci nowi patrioci składają kwiaty pod pomnikiem Gloria Victis wzniesionym w 1946 roku, Pomnikiem Powstańców Warszawy odsłoniętym w 1979 i Pomnikiem Powstania Warszawskiego zbudowanym w latach osiemdziesiątych ub. wieku, odsłoniętym 1 sierpnia 1989 roku. A jednocześnie ich zakłamane usta mówią, jak to „tamta Polska”, której przecież nie było, wymazywała bohaterstwo Powstania z kart naszej historii. Nie ma słów, żeby wyrazić pogardę dla tych interpretatorów historii. Nie ma słów, żeby opisać ich bezgraniczny bezwstyd…
Ostatnia refleksja, która naszła mnie, gdy już policja puściła ruch po Bora-Komorowskiego była taka, że to dobrze, iż ulica gen. Andersa jest po drugiej stronie Wisły. A nuż generał nie wytrzymałby, zszedłszy ze swojej ulicznej tabliczki i wyrżnąłby w pysk tabliczkę z nazwiskiem Bora, którego wonczas chciał postawić przed sądem wojskowym za wywołanie Powstania i bezmyślne skazanie Warszawy na śmierć.
Ale była to tylko moja, bardzo indywidualna refleksja. Tłum się obfotografował, obfilmował, porozsyłał po rodzinie w całej Polsce „pamiątkę z Powstania” i z poczuciem patriotycznego spełnienia udał się każdy w swoją stronę.