Nie zmarnujmy naszej szansy

Bez reprezentacji lewicy w samorządach,
bez prezydentów i radnych z „SLD – Lewica Razem”,
prawica zdominuje naszą Polskę i nas.
Prawica z PiS, albo ta z PO i PSL.
To oni urządzą nam życie po ichniemu.
Bez pytania o naszą zgodę, bez pytania o nasze zdanie.
Urządzą nam przyszłość i przeszłość.
Znów oplują naszych bliskich. Znów będą rozwalać ich groby.
I nasze pewnie też.
Będą mieli prawo do tego, bo sami im takie prawo damy.
Kiedy nie pójdziemy na wybory.
My i nasi bliscy.
Kiedy nie zagłosujemy na naszych kandydatów
z „SLD – Lewica Razem”.
Kiedy poddamy się bez walki wyborczej.
Zapomnijmy o wczorajszych sporach i urazach!
Bądźmy zjednoczoną, polską lewicą!
Bądźmy razem w niedzielę 21 października !
Nie dajmy się prawicy przegłosować!
Nie dajmy się prawicy zakneblować!

 

 

NASI AUTORZY KANDYDUJĄ

 

Informujemy, że autorzy publikujący w „Trybunie” kandydują w wyborach samorządowych. Lista nr 5.

  • Czesława Christowa kandyduje na radną do Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego z okręgu Szczecin-Police;
  • Czesław Cyrul kandyduje na radnego Rady Miasta Wrocławia ze Szczepin, Popowic, Gądowa Małego, Kozanowa i Pilczyc;
  • Andrzej Dryszel kandyduje na Radnego Rady Miasta Warszawy z Bielan i Żoliborza;
  • Wincenty Elsner kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z powiatów: górowskiego, milickiego, oleśnickiego, oławskiego, strzelińskiego, średzkiego, trzebnickiego, wołowskiego i wrocławskiego;
  • Piotr Gadzinowski kandyduje na radnego Rady Miasta Warszawy z Wilanowa i Ursynowa;
  • Krzysztof Gawkowski kandyduje na radnego Sejmiku Województwa Mazowieckiego z powiatów: grodziskiego, legionowskiego, nowodworskiego, otwockiego, piaseczyńskiego, pruszkowskiego, warszawskiego zachodniego i wołomińskiego;
  • Tadeusz Iwiński kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego z powiatów: ełckiego, gołdapskiego, kętrzyńskiego, olecki i węgorzewskiego;
  • Krzysztof Podgórski kandyduje na radnego Rady Miasta Torunia z Wrzosów, Starówki, Chełmińskiego i Jar;
  • Maciej Prandota kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z okręgów ostrołęckiego i siedleckiego;
  • Rafał Skąpski kandyduje na prezydenta miasta Nowego Sącza;
  • Danuta Waniek kandyduje na radną do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z prawobrzeżnej Warszawy;
  • Grzegorz Wiśniewski kandyduje do na radnego Rady Miasta Warszawy z Bemowa, Włoch i Ursusa.
  • Agnieszka Wołk-Łaniewska kandyduje na radną Sejmiku Województwa Mazowieckiego z Bemowa, Bielan, Ursusa, Włoch, Woli i Żoliborza.
  • Anna-Maria Żukowska kandyduje na radną Rady Miasta Warszawy z Targówka, Wawra i Wesołej.

Inwestujmy w ludzi, aby mogli godnie żyć

 „Zadziwię polską scenę polityczną, nie będę atakował, nie będę opluwał, nie będę mówił źle o innych partiach, nie będę mówił złego słowa przeciwko bliźniemu. Będę mówił o tym, co koalicja SLD Lewica Razem zrobi kiedy wejdziemy do samorządu, a przecież pracujemy tam codziennie od wielu lat”. Przemówienie przewodniczącego SLD na konwencji w Warszawie.

 

Zwracam się do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Przychodzi mądrość na lewicy i mówienie o tym, że było dobrze, i że było źle; nie zawsze trzeba być pierwszym i jeżeli ma się koalicję SLD Lewica Razem, to każdy element tej koalicji jest jej podmiotem; a w polityce można nie oszukiwać i prowadzić normalną politykę. Myślę, że nadchodząca kadencja samorządów będzie to pokazywała, będziemy w Sejmie, ale te wybory są najważniejsze.
Proszę Państwa, „Silny samorząd, demokratyczna Polska”, to nie jest przypadkowe hasło. Nie ma demokratycznej Polski, bez silnego samorządu. Złotówkę, którą można wydać w Łodzi, lepiej widać w tym mieście, a nie z Warszawy. W Koszalinie lepiej, niż z Warszawy. Nie wszystkim trzeba kierować centralnie, nie trzeba wszystkiego brać za twarz. Trzeba wierzyć ludziom. Społeczeństwo demokratyczne, społeczeństwo obywatelskie to silny samorząd. Ja rozwinę te hasło, ponieważ chcielibyśmy jako SLD Lewica Razem, aby w tej kadencji, która nastąpi więcej było inwestycji w człowieka, a mniej inwestycji w infrastrukturę. Ona jest ważna, ale nadszedł taki czas, że jeżeli w Polsce jest lepiej, a tak jest, ponieważ wprowadziliśmy Polskę do Unii, to ludziom też musi być lepiej. Obywatelki i obywatele muszą poczuć, również na poziomie samorządów, że politycy są po to, żeby ludziom żyło się lepiej.
Siedem spraw, o których chciałem powiedzieć jeżeli chodzi o samorząd, to zresztą pokaże czym różni się socjaldemokracja, reprezentowana przez wiele nurtów polskiej lewicy, od innych partii. Po pierwsze, uważamy, że samorząd powinien być świecki. Nie musi tak być, że jak się kupi 9 ławek do szkoły to ksiądz koniecznie musi je poświęcić. Nie musi tak być, że w sprawie lekcji religii kler ma większy wpływ na radę pedagogiczną, a czasami tak się zdarza, niż dyrektor szkoły. Zapytałem się ostatnio jednego z dyrektorów szkół, który święcił ławki – jak kupujesz sobie mebel do domu to święcisz go? „Nie, to bez sensu”. Powiedziałem mu, pomyśl proszę, ponieważ ten bezsens jest w Twojej szkole. Nie musi być tak, że każdy urzędnik jest wiarygodny tylko wtedy kiedy powiesi krzyż mad swoim biurkiem. Nie mam nic przeciwko wierze, socjaldemokracja nigdy nie była przeciwko ludziom wierzącym, ale zawsze byliśmy za świeckim państwem. Wpływ kleru doprowadził do tego, że w wielu miastach, w których kino jest samorządowe, filmu „Kler” się nie puszcza. Czy wielu ludzi z „Solidarności” walczyło z cenzurą oraz o transformację w Polsce, żeby w tej chwili czasy cenzury wracały. Na pewno nie. Życzę klerowi, aby poprzez to co się zdarzyło w ostatnim czasie, miał wielki dystans do szkół oraz życia publicznego. A samorządom życzę, aby miały wielki dystans do kleru.
Socjaldemokracja mówi prawdę o historii i dumny jestem z tego, iż Polska Partia Socjalistyczna jest częścią naszej koalicji. Historia polskiej socjaldemokracji, historia polskiej lewicy w stulecie niepodległości to rząd Moraczewskiego, to prawa wyborcze dla kobiet, to prawo do związków zawodowych, prawo do ośmiogodzinnego dnia pracy. Widzę taką tendencję, że mało kto z prawicy broniąc naszej konstytucji chwali prawo do zrzeszania się, ośmiogodzinny dzień pracy, prawo kobiet do głosowania. Mało mówi się o tym, że to polska lewica wprowadziła tę konstytucję, że to polska lewica dzięki dwu udanym referendom uchwaliła ustawę zasadniczą oraz wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej.
Prawo do historii i obiektywizmu, to jest prawo do tego, aby mieszkańcy ustalali jak się mają nazywać ich ulice. Moim marzeniem jest, aby patronkami ulic były kobiety. Moim marzeniem, jest aby w sposób bezmyślny nie rozbierać pomników. Polska została wyzwolona, czy się to komuś podoba czy nie, również żołnierzy radzieckich. Podczas mojej wizyty w Szczecinie zrobiliśmy konferencję prasową na zgliszczach pomnika żołnierzy, którzy Szczecin wyzwalali. Czy to jest rozsądne? Czy matka, która płakała po żołnierzu ukraińskim, rosyjskim, białoruskim, czy też kazachskim płakała inaczej, niż po żołnierzu wyklętym czy też Armii Ludowej?
Następna rzecz, która nas różni od prawicy to samorząd, który sprzyja równości. Co to znaczy? To jest wspieranie kultur mniejszości, wszelkich mniejszości, a każda z nich ma swoje prawo do życia. Oznacza to bezdyskusyjną zgodę na organizację parad i marszów, samorząd jest po to, aby ludzie mogli pokazywać swoje poglądy i aby byli w tym bezpieczni. Samorządy są również po to, aby tworzyć społeczeństwo obywatelskie, żeby wspierać wszelkiego typu NGO-sy. Należy też prowadzić rejestr zachowań o podłożu homofobicznym i rasistowskim, powinniśmy to bardzo dokładnie kontrolować, wiecie dlaczego, ponieważ będzie tego coraz więcej. Musimy wiedzieć kto za to odpowiada, obserwować i eliminować w sposób mądry i rozsądny wpływy takich ludzi.
Pragniemy, aby rozwijały się fundusze partycypacyjne. Pragniemy również, aby samorządy prowadziły edukację społeczną, która będzie dotyczyć polskiej konstytucji. Na tej sali jest dwóch szefów Komisji Konstytucyjnej: Aleksander Kwaśniewski i Włodzimierz Cimoszewicz. Obywatelki i obywatele, a szczególnie nasze dzieci, powinny ją znać. Trzeba znać to, czego z najwyższą przyjemnością codziennie bronimy.
Samorząd musi być partnerem dla rodzica, mówię tu o zapewnieniu dostępnego i bezpłatnego żłobka, o darmowej opiece przedszkolnej dla wszystkich dzieci, o tym, że każde dziecko z najmłodszych klas szkoły podstawowej otrzyma bezpłatne i energetyczne drugie śniadanie. Chcemy zapewnić też edukację seksualną dla każdego dziecka, stosownie do jego wrażliwości i dojrzałości. Nie chcę usłyszeć, że łamię mury i wywracam cegły – stosownie do dojrzałości i wrażliwości. Pragniemy wprowadzić bezpłatne bilety komunikacyjne dla wszystkich dzieci. Chcemy przed egzaminem ośmioklasisty oraz maturą zagwarantować bezpłatne korepetycje. Pytacie dlaczego? Ponieważ, koalicja SLD Lewica Razem powinna się zająć tymi, których na to wszystko nie stać, tymi którzy się urodzili w biedniejszych rodzinach i mają gorszy dostęp do edukacji, służby zdrowia, do rozwoju.
Jak wiecie jestem wydawcą. Nie bójcie się, nie będę reklamował książek z mojego wydawnictwa. W każdej gminie jest biblioteka. Jednym się marzą boiska i dobrze, innym marzą się marzą drogi, też dobrze, mnie się marzą biblioteki, które są super wyposażone. We współczesne książki, aby ludzie mieli do nich dostęp. Marzy mi się, że jak lewica wróci do współrządzenia, to żeby lewica objęła resort kultury i edukacji, ponieważ to co jest w głowie jest rzeczą najważniejszą. To buduje Polskę, zdecyduje o tym czy będziemy wrażliwi na innych, tolerancyjni czy też nie. Obiecuję wsparcie dla wszystkich bibliotek po to, aby były pełne wartościowych i mądrych książek.
Narodowy Fundusz Zdrowia i opieka rządowa to nie wszystko. Szpitale, a szczególnie te podległe pod samorząd, absolutnie powinny działać na zasadzie – nie zysk a dobro pacjenta. Nie można tworzyć takich zasad, że w szpitalu na końcu musi być zysk. W szpitalu na końcu musi być zdrowy pacjent. A pielęgniarki i lekarze muszą być normalnie opłacani oraz dumni ze swojej pracy, która musi mieć też również walor finansowy. W naszym filmie mówię – wyobraź sobie. Wyobraź sobie, że są bezpłatne badania. Wyobraź sobie, że są bezpłatne szczepienia, a to że szczepienia powinny być w gronie socjaldemokratek i socjaldemokratów nie podlega dyskusji. Nie ucieknie się od cywilizacji, nie ucieknie się od medycyny. Marzy mi się opieka dentystyczna w każdej szkole. Marzy mi się świadome macierzyństwo, może nie bezpośrednio mnie, ale aby wszyscy ci, którzy pragną mieć dzieci mieli je w sposób świadomy. Żeby edukacja seksualna w ramach naszych programów zdrowotnych była na właściwym miejscu, aby pigułka „dzień po” była dostępna, aby ludzie mogli się kochać. Jak ktoś się lubi, to będzie się kochał, to jest po prostu fajne. Wczoraj byłem w Białymstoku, wspólnie z prof. Bogusławem Liberadzkim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Tak nawiasem mówiąc, jesteśmy jedyną partią, która nie jest w parlamencie, a ma wiceszefa Parlamentu Europejskiego, co świadczy o naszych możliwościach rozwoju. W Białymstoku byłem u profesora Szamatowicza, który jest jedynką w Białymstoku do Sejmiku i twórcą polskiego in vitro. A dlaczego in vitro jest fajne? Ponieważ daje życie, a nie je zabiera. W 1500 roku Leonardo Da Vinci oraz Michał Anioł dokonywali we Florencji pierwszych sekcji zwłok. Kościół nie był z tego zadowolony, a wyobrażacie sobie co by było gdyby tych sekcji nie wykonywali? Gdzie byłaby medycyna? Wierzę w to, że kościół uzna metodę in vitro jako metodę dającą możliwość posiadania dzieci.
Wczoraj prof. Szamatowicz powiedział mi, że metoda in vitro jest ważna również dlatego, że jest droga. Jeżeli ktoś jest bogaty to może z tej metody skorzystać w każdym miejscu o ile zapłaci, ale w Polsce nie ma wyłącznie bogatych ludzi i właśnie o nich mamy obowiązek się upomnieć. Zobowiązuję się w imieniu SLD Lewica Razem, w każdym miejscu gdzie będziemy mieli wpływ, będziemy wprowadzali dofinansowanie metody in vitro, ponieważ dzieci są największą wartością każdego narodu.
Mieszkanie powinno być prawem a nie towarem. Musimy wprowadzać takie programy, które będą pomagały ludziom godnie żyć. Nie chodzi o 200 czy 300 metrów, ale o miejsce gdzie można żyć, uczyć się, wychowywać dzieci, kochać się, czy po prostu odpoczywać. Pragnę złożyć następujące zobowiązanie, że 10% rocznych dochodów własnych gminy będzie przeznaczane na budownictwo komunalne. To wielka sprawa. Mieszkania komunalne powinny być dedykowane w dużej mierze dla grup wymagających szczególnego wsparcia, w tym dla osób z niepełnosprawnościami, dla osób starszych, które powinny mieć łatwy dostęp do swojego mieszkania. Będziemy chcieli mieć wpływ na planowanie przestrzenne tak, aby w każdym osiedlu była możliwość skorzystania ze żłobka, przedszkola oraz terenów zielonych. Żeby miejsce, w którym mieszkamy służyło rekreacji oraz wypoczynkowi i normalnemu życiu.
Srebrna rewolucja dotyczy polskiego społeczeństwa, które się starzeje i nie uciekniemy przed tym. W mediach mówi się, że ludzie młodzi są najważniejsi, to prawda, ale równie ważni są ludzie starsi. Każdy ma prawo do szczęścia na każdym etapie swojego życia, dlatego będziemy wprowadzać „Karty seniora”, które zapewnią aktywne życie w kulturze i rekreacji. Chcielibyśmy budować osiedla wspomagane, gdzie pełniony byłby 24h dyżur osoby, która będzie mogła, szczególnie seniorom, pomóc. Począwszy od rzeczy błahych, aż po wezwanie lekarza gdyby zaszła taka potrzeba. Chcemy wprowadzić „Przyciski życia”, a także obowiązkowe „Koperty życia”, po to, że gdy przyjedzie pogotowie a pacjent jest nieprzytomny, to będzie wiadomo na co choruje i jakie bierze leki. Chcemy wprowadzić przejazdy komunikacją dla osób powyżej 65 roku życia za darmo. To jest też mój interes, ponieważ niedługo i mnie to obejmie. Musimy likwidować bariery architektoniczne, nawet Państwo nie wiecie jak wiele niepełnosprawni muszą uzyskać, aby normalnie żyć.
Ostatnio słyszałem premiera Buzka, który powiedział, że dobrze by było gdyby obecni marszałkowie województw nadal kierowali samorządami. Panie premierze, ja mam takie marzenie, w którym samorządami kierują ludzie mądrzy, doświadczeni i umiejący rozsądnie wydawać europejskie pieniądze. Prof. Liberadzki wczoraj mnie uświadomił, że jeżeli chodzi o środki z Unii Europejskiej to minęło 2/3 czasu obecnej perspektywy budżetowej a została spożytkowana 1/3 środków. Obawiam się, że jeżeli ci sami marszałkowie, ponieważ te pieniądze idą głównie do samorządów, zostaną nadal to minie cały czas a pieniądze nie zostaną wykorzystane w Polsce i wrócą do Brukseli.
PiS podał następujący argument, że tam gdzie wygra Prawo i Sprawiedliwość to samorządy dostaną wsparcie finansowe od rządu. Nie jest to nowy argument, ale jest głoszony zwykle przez ekipę, która rządzi. Poza tym jest on bezsensowny. Platforma Obywatelska w sposób delikatniejszy, w eleganckich garniturach, językiem swobodniejszym i delikatniejszym mówiła to samo przed ostatnimi wyborami samorządowymi. Zaraz potem straciła władzę. Od teraz za rok są wybory parlamentarne i PiS też może stracić władzę, a wręcz jestem pewien, że ją straci. Związku z tym nie używajcie tego argumentu, ponieważ ten szantaż jest nieuczciwy.
Proszę państwa, ostatnia sprawa. W Lublinie w związku z Paradą Równości, która została zakazana przez prezydenta Żuka, ale ostatecznie się odbyła, ponieważ tak zadecydował sąd. Wiemy na pewno, iż prezydent Żuk przez tę decyzję pozbawił się wielu głosów ludzi głosujących na lewicę, w tym na SLD Lewica Razem. Popieramy pana Żuka, tak jak Platforma, Nowoczesna, czy też PSL, ponieważ startuje on ze swojego komitetu. Ponieważ jestem już doświadczonym politykiem, i jak słucham głosów – wycofajcie poparcie dla Żuka, to myślę, że są to głosy populistyczne. Odbierzmy poparcie Żukowi, wygra kandydat PiS-u, który będzie mówił, iż będzie miał pieniądze z rządu. To nie jest rozsądne. Czy budowanie na siłę jednej koalicji opartej tylko na nienawiści do PiS-u ma sens? Nie. Możemy stracić część elektoratu z jednej – lewicowej i drugiej – konserwatywnej stronie.
Proszę Państwa, idziemy do wyborów, mamy swój program i koalicję. Ale to nie są wybory, w którym możemy wybierać mniejsze zło, jest dobro – SLD Lewica Razem. To jest marka, która teraz wejdzie do samorządów, wybroni takich prezydentów jak Tadeusza Ferenca czy Krzysztofa Matyjaszczyka, stworzy nowych prezydentów i nowe silne postaci, takie jak Andrzeja Rozenka. Wszyscy nasi najlepsi ludzie obecnie startują w wyborach, na wezwanie „wszystkie ręce na pokład” polska lewica zjednoczona w SLD Lewica Razem stanęła jeden obok siebie. 21 podmiotów. Twórzmy nasz model samorządu – socjaldemokratyczny.
Na koniec, patrzę na Andrzeja Rozenka. Jeżeli do Polski przyjechałby Amerykanin, który mówi po Polsku i obserwowałby debatę warszawską, to by nie stwierdził, iż jest tylko dwu kandydatów – Jaki i Trzaskowski. Było ich wielu, a siła mediów jest olbrzymia. Andrzej siła rozumu, otwartości, tolerancji, lewicowości, to wartości, które Ty reprezentujesz. Chociaż nie zawsze byłeś z nami. Bądź mądry, bądź tolerancyjny, walcz!

Lewicowa samorządność Wywiad

Z Wojciechem Koniecznym, kandydatem na radnego do Sejmiku Województwa Śląskiego z listy nr 5 SLD – Lewica Razem rozmawia Przemysław Prekiel.

 

Wojciech Konieczny ubiega się o elekcję w Częstochowie i powiatach: częstochowskim, kłobuckim i myszkowskim.

 

Dlaczego zdecydowałeś się walczyć o mandat radnego do sejmiku woj. śląskiego?

Z racji zawodu, jestem lekarzem i dyrektorem szpitala, zwracam szczególną uwagę na ochronę służby zdrowia. Będę próbował zatrzymać coś, co zaczęło się wówczas, gdy zniknęło województwo częstochowskie. To obniżyło potencjał Częstochowy jako miasta wojewódzkiego, zmniejszyła się m.in. liczba oddziałów w częstochowskich szpitalach.
Zauważam, że od tego momentu częstochowska służba zdrowia przestała się rozwijać. Północne obszary województwa śląskiego są gorzej traktowane niż część środkowa. W Częstochowie ubywa lekarzy, pielęgniarek, innych fachowców medycznych.
Startuję z listy SLD Lewica Razem z drugiej pozycji.

 

Jesteś socjalistą, członkiem PPS. Dla wielu socjalista to synonim obciachu.

Dla mnie wręcz przeciwnie. Jestem dumny, że jestem socjalistą. To brzmi dużo lepiej niż narodowiec w samorządzie. Samorządność jest wpisana w ruch lewicowy i etos PPS. Dziwię się z kolei wszystkim prawicowcom, którzy garną się do samorządu, choć dążą oni przede wszystkim do centralizacji i zarządzania odgórnego, rządzenia bez lokalnych struktur. To dzięki PPS w ogromnej mierze odzyskaliśmy niepodległość i tę tradycję musimy przypominać, zwłaszcza dla młodszego pokolenia, tak zindoktrynowanego w kierunku narodowym.

 

Gdzie szukać sojuszników w tych wyborach a gdzie główni przeciwnicy?

Startujemy z koalicji SLD Lewica Razem, której PPS jest członkiem. Tam jest też Unia Pracy, OPZZ, stowarzyszenia i ruchy lewicowe. Kilkanaście podmiotów. To są nasi naturalni sojusznicy polityczni.

 

Większym zagrożeniem dla lewicy w tych wyborach jest Zjednoczona Prawica czy Koalicja Obywatelska?

Oba te bloki stanowią zagrożenie dla lewicy, każdy jednak z innych powodów. Zjednoczona Prawica zagraża praworządności i wolnościom obywatelskim. Walczy z Konstytucją, łamię ustawę zasadniczą. I to niestety prowadzi w kierunku dyktatury. Koalicja Obywatelska z kolei to symbol powrotu do tego, co było, czyli walką z ustawodawstwem socjalnym, to koalicja antyspołeczna, która istniała już za czasów rządów PO-PSL, odrzucenie państwa jako stabilizatora w życiu publicznym. Oba te bloki stanowić powinny dla lewicy zagrożenie, każdy jednak w innym obszarze. Nie ma bowiem państwa prawa bez sprawiedliwości społecznej i odwrotnie.

Kandydatka się poleca

Zwracam się z prośbą o oddanie na mnie głosu w najbliższą niedzielę 21 października 2018 roku. Zwracam się do moich byłych uczniów , znajomych, przyjaciół i rodziny. Jeżeli jesteś przekonany, że jestem godnym Twojego głosu kandydatem, to proszę poleć moją osobę swoim bliskim.

 

Lucyna Rutkowska kandyduje na radną do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z listy nr 5 SLD – Lewica Razem z okręgu 7.

 

Mieszkanka Celestynowa, urodzona w Kołbieli. Absolwentka wydziału fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Całe zawodowe życie związana z edukacją , początkowo w Bydgoszczy a od 1985 r. zatrudniona w Zespole Szkół w Celestynowie.
Nauczycielka dyplomowana. Za wszechstronną pracę na polu zawodowym, pedagogicznym i społecznym otrzymała liczne nagrody władz oświatowych. Uhonorowana złotą odznaką Związku Nauczycielstwa Polskiego, odznaką za zasługi dla Związku Młodzieży Wiejskiej oraz odznaczeniem za zasługi dla obronności kraju. Ławnik w sądzie rodzinnym dwóch kadencji.
Obecnie na emeryturze, z pasją oddaje się swoim licznym zainteresowaniom.
Aktywnie uczestniczy w życiu społeczności lokalnej oraz je kreuje. Jest prezesem Stowarzyszenia Absolwentów 3 LO w Celestynowie /SAiS/, przewodniczącą Rady Powiatowej SLD w Otwocku. W ciągu ostatnich dwóch lat z powodzeniem prowadzi dyskusyjny Klub Dziennika Trybuny w Otwocku. Tematy spotkań dotyczą istotnych, najbardziej aktualnych problemów politycznych naszego społeczeństwa.
Pomaga wielu ludziom znajdującym się w trudnych warunkach materialnych oraz w skomplikowanych sytuacjach osobistych.
Praca społeczna , chęć pomagania innym i kreowanie przestrzeni społecznej jest jej największą pasją i powołaniem.

W sukurs kandydatom lewicy Wywiad

Znany aktor i znakomity parodysta Andrzej Bychowski postanowił wesprzeć kandydatów Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Lewica Razem do organów warszawskiego samorządu i własnym kosztem przygotował ulotki wyborcze kandydata na prezydenta Warszawy Andrzeja Rozenka, a także m.in. Moniki Jaruzelskiej, Agnieszki Wołk-Łaniewskiej i Jana Hartmana. Rozmawia z nim Krzysztof Lubczyński.

 

Skąd ten pomysł prywatnego wsparcia lewicowych kandydatów?

Bardzo mi zależy na dobrym wyniku Sojuszu Lewicy Demokratycznej w stolicy, z którą jestem związany od najwcześniejszego, okupacyjnego jeszcze dzieciństwa. W Warszawie się nie urodziłem, ale los rzucił mnie tu z rodziną i mieszkałem w niej od 1939 do 1945 roku, na ulicach Bliskiej, Dąbrowieckiej i Targowej. Opowiadałem już kiedyś „Trybunie” o tragikomicznej, ale szczęśliwie zakończonej przygodzie z oficerem niemieckim, którego, jako smarkacz obsiusiałem z balkonu i zrobiło się na chwilę niebezpiecznie. Po wojnie opuściliśmy Warszawę i wróciłem do niej dopiero w 1966 roku, gdy słynni Gozdawa i Stępień zaproponowali mi angaż do Teatru „Syrena”. Nie jestem więc warszawiakiem z urodzenia, ale z serca. A co do samego pomysłu – uważam, że po pierwsze nie można dopuścić do wygranej PiS w Warszawie, w tym przede wszystkim do zdobycia przez nich stanowiska prezydenta stolicy, bo to byłby dalszy ciąg zagarniania państwa. Nie wierzę w obiecanki cacanki pana Patryka Jakiego, który usiłuje się przedstawić jako kandydat umiarkowany, ale robi to tylko dlatego, żeby nie odstraszyć umiarkowanych wyborców. Nie mam złudzeń, że gdyby tylko objął to stanowisko, to Warszawa znajdzie się w ręku PiS i biada warszawiakom. Nie chciałbym, by taki los stał się udziałem mojego miasta. Nie mam zaufania do pisowców i ich sojuszników, którzy są politycznymi oszustami i awanturnikami. Poza tym obserwuję, co się dzieje i widzę wokoło, że jest natłok, zalew jakichś prawicowych kandydatów pod rozmaitymi kłamliwymi szyldami, którzy wszystko wszystkim obiecują. Rafała Trzaskowskiego darzę większą sympatią, choćby dlatego, że znałem i ceniłem jego ojca jazzmana, ale zdecydowanie stawiam na kandydata lewicowego.

 

Skąd wybór tych akurat lewicowych kandydatów?

Popieram wszystkich, ale musiałem kogoś wybrać, bo nie jestem milionerem i nie jestem w stanie zamówić ulotek dla wszystkich kandydujących z list SLD – Lewica Razem.

 

Dlaczego popiera Pan Andrzeja Rozenka na stanowisko prezydenta stolicy?

Nie tylko dlatego, że mam lewicowe poglądy i zgadzam się z nim w całej rozciągłości i że uważam go za rozsądnego, mądrego człowieka, dobrego organizatora, który może przysłużyć się Warszawie. Cenię go także za jego walkę z haniebną ustawą dezubekizacyjną, która doprowadziła do śmierci, w tym samobójczych, już kilkadziesiąt osób. Dotknęła wielu niewinnych ludzi, którzy pracowali w służbach specjalnych z różnych powodów, niejednokrotnie w charakterze fachowców i którzy nie uczestniczyły w żadnych represjach.

 

Jak Pan spędzi najbliższe dni?

Będę rozdawał swoje ulotki na ulicach Warszawy. Już robiłem to na MDM w okolicy placu Konstytucji, a w najbliższych dniach można mnie będzie spotkać być może na Nowym Świecie czy na Żoliborzu. Zapraszam.

 

Dziękuję za rozmowę.

Co trafiło Senyszyn? Wywiad

Z Joanną Senyszyn, liderką lewicy w wyborach do Sejmiku Województwa Pomorskiego, rozmawia Dariusz Cychol.

 

Joanna Senyszyn kandyduje na radną Sejmiku Województwa Pomorskiego z listy nr 5 SLD – Lewica Razem z okręgu nr 2 – Gdyni, Sopotu oraz powiatów puckiego i wejherowskiego.

 

Szanowna Pani Profesor…

Przestań się wygłupiać (śmiech).

 

Przepraszam, chciałem, żeby było oficjalnie. Czy Twoim zdaniem Bóg istnieje?

Wielu jest przekonanych, że istnieje, ale zarazem coraz rzadziej spotyka się ludzi wierzących w religijne opisy stworzenia świata. Kopernik obalił teorię geocentryczną, a Darwin uświadomił, że jesteśmy efektem ewolucji, a nie najdoskonalszym dziełem stworzenia. Należę do obecnie najliczniejszej na świecie grupy ludzi, którzy nie potrzebują Boga ani do życia, ani do rozumienia świata.

 

Pytam, bo na wózku wyglądasz jakby Cię grom trafił…

Coś mnie faktycznie trafiło, ale na pewno nie grom i nie z jasnego nieba. Kiedy się przewróciłam i połamałam, był ciemny, styczniowy wieczór, błyskawice nie rozświetliły nieba, nie grzmiało. Zresztą obecnie, nawet według ludzi wierzących, Bóg nie ciska już piorunami i nie karze za grzechy trzęsieniami ziemi, huraganami, powodziami, suszami, zarazami, choć faktycznie zdarzają się księża, którzy wciąż takie absurdy wmawiają wiernym. Po prostu wypadki chodzą po ludziach i to częściej nieszczęśliwe niż szczęśliwe. Miałam wyjątkowego pecha, bo kiedy w czerwcu, po poważnej operacji i kilkumiesięcznej rehabilitacji, pierwszy raz wybrałam się do miasta o własnych siłach, upadłam i wszystko zaczęło się od początku. Jestem po kolejnej operacji w gdyńskim szpitalu i w trakcie bolesnej rehabilitacji. Za miesiąc, może dwa wstanę z wózka i będę chodzić o kulach, aż dojdę do pełnej sprawności. Na szczęście głowa cały czas pracuje bez zarzutu i mam już mnóstwo pomysłów na lepsze zarządzanie naszym województwem.

 

Czy „przykucie” do wózka nauczyło Cię czegoś? Spokorniejesz?

Będę bardziej uważać i częściej spoglądać pod nogi. A tak poważnie, to przekonałam się na własnej skórze, z jakimi trudnościami borykają się osoby przykute do łóżka, wózka inwalidzkiego, poruszające się z balkonikiem lub o kulach. To niewyobrażalne dla zdrowych. Najprostsze czynności są problemem. Z kulami wprawdzie można z trudem zrobić sobie herbatę, ale już się jej nie przeniesie do pokoju i trzeba pić na miejscu, przy kuchni. Wcześniej znałam to tylko z relacji, teraz mam własne doświadczenia. Od dziewięciu miesięcy niesamodzielność boli mnie bardziej niż złamania. Jestem wdzięczna lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom, znajomym i przyjaciołom za pomoc, zainteresowanie i serce, które mi okazują. Dużo lepiej poznałam bolączki służby zdrowia i chorych. Nieszczęście podobne do mojego może spotkać każdego. Niby o tym wiemy, ale naprawdę nie dopuszczamy do siebie takich myśli. Współczujemy osobom niepełnosprawnym, ale nie zastanawiamy się nad koszmarem ich społecznego wykluczenia.

 

Czujesz się odmieniona tym doświadczeniem?

Podobno ciężka choroba zmienia człowieka i to częściej na gorsze niż na lepsze, ale na szczęście mnie chyba nie zmieniła. Nie poddaję się, wciąż czuję się młodo i kipię energią. Pomimo choroby pracuję, jestem aktywna w mediach społecznościowych, komentuję wydarzenia polityczne, piszę felietony, a ostatnio także książkę. Po raz pierwszy nie naukową, ale o sobie. I już się cieszę na nowe wyzwania. Kandyduję do Sejmiku Województwa Pomorskiego z okręgu Gdynia, Sopot oraz powiaty pucki i wejherowski. Jestem w szale kampanii wyborczej, co bardzo lubię. W samorządzie znacznie więc uwagi będę chciała poświęcić osobom zmagającym się z różnymi formami wykluczenia.

 

Dlaczego warto iść na wybory samorządowe?

Warto, ale tylko pod warunkiem, że się zagłosuje na listę nr 5 SLD – Lewica Razem. Jeśli ktoś ma wybrać PiS albo PO lepiej nich 21 października zostanie w domu. Sejm bez lewicy jest katastrofą. Dla równowagi musi być nas zdecydowanie więcej w sejmikach, które mają w swojej gestii policję, szpitale, teatry, drogi, czyli nasze bezpieczeństwo, zdrowie, kulturę, transport. Nie wierzcie, że kto nie głosuje na Platformę, ten popiera PiS. Przestańcie wybierać mniejsze zło. Zagłosujcie na dobro!

 

W imieniu Czytelników „FiM” i własnym pozostaje mi życzyć Ci szybkiego powrotu do zdrowia.

Bardzo dziękuję i wzajemnie: życzę Czytelnikom naszej rozmowy i tobie dużo, dużo zdrowia, pogody ducha, cieszenia się każdą miłą chwilą. W pierwszym odruchu chciałam życzyć także cierpliwości, bo kiedy patrzymy, co się dzieje wokół, wydaje się bardzo potrzebna, ale się rozmyśliłam. Cierpliwość wcale nie jest cnotą. Nie bądźmy cierpliwi, nie znośmy z pokorą ciosów od życia, nie zgadzajmy się na to, czego nie chcemy i co się nam nie podoba. Nie tolerujemy nieudolnych rządów, łamania prawa, niszczenia naszej demokracji. Bądźmy aktywni, nie odkładajmy niczego do jutra, bo „szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie…”.

 

Dziękuję za rozmowę.

Kłamstwo jako oręż polityczny

Kampania samorządowa nabiera tempa, ale tylko w części dotyczy samorządności. Tradycyjnie Platforma PiS biorą się za łby nie przebierając w słowach i środkach. Na dodatek Macierewicz chce znów burzyć w Warszawie Pałac Kultury i Nauki. Można by powiedzieć: wszystko w polskiej normie. Więc o co chodzi?

 

Danuta Waniek kandyduje do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z listy nr 5 (SLD – Lewica Razem) z okręgu nr 3.

 

Kiedy na ekranie telewizora pojawi się rozmowa posłów PO-PiS, można spokojnie wstać z fotela, pójść do kuchni i zrobić herbatę. Niczego nie stracimy, niewiele się dowiemy, ponieważ padają w tych „rozmowach” wciąż te same zarzuty, odnoszące się do dawnych (przekaz dnia: „odgrzewane kotlety”) i nowych grzechów prawicy. Szczególnie zabawnie robi się wtedy, gdy na ekranie TVN 24 pojawi się poseł Sasin: w ostatnich minutach „dyskusji” polityk PiS zakrzykuje skutecznie argumenty przeciwnika, jesteśmy wówczas świadkami totalnego chaosu. I pomyśleć, że ten karczemny sposób prowadzenia „rozmowy” jest udziałem wybrańców narodu, dorosłych przecież ludzi!

 

Niespotykany wymiar kłamstw

Nowinkę ostatnich tygodni stanowi natomiast charakter udziału w kampanii wyborczej premiera rządu RP – Mateusza Morawieckiego, który może się tym razem na swej aktywności zdrowo „przejechać” . Po pierwsze, ze względu na niespotykany (nawet w Polsce) wymiar głoszonych kłamstw; po drugie – ze względu na uruchomienie „taśm prawdy”, czyli podstępnych nagrań , w czasie których Morawiecki nie dość, że siedzi wśród polityków PO w charakterze ich zaufanego doradcy (bankstera), to na domiar złego w gronie tej „wrażej” elity ówczesny prezes WBK klnie jak szewc, chociaż na pozór wygląda, jak kulturalny intelektualista. Czyli – na tych nagraniach swymi poglądami i zachowaniem ilustruje inną tożsamość i inną osobowość.

Dziś Mateusz Morawiecki znajduje się w czołówce PiS. Głoszonymi publicznie racjami zaprzecza temu, co opowiadał w gronie polityków PO. Jego kłamstwa powoli stają się niedoścignionym symbolem polskiej polityki , miarą skutecznego robienia ludziom wody z mózgu dla celów politycznych (czytaj: dla utrzymania pozycji i władzy), co w gruncie rzeczy nie dodaje powagi pełnionemu przez niego urzędowi. Dziś Morawiecki, składając nierealne obietnice, buduje sobie wizerunek „obrońcy ciemiężonego ludu”. Czyli – zachowuje się, jak rasowy polityk PiS; jak po maśle przybrał nową tożsamość i nową osobowość. Obserwując go zastanawiam się, czy w sprzyjających dla siebie okolicznościach mógłby z równym przekonaniem służyć jeszcze innej formacji politycznej? Czy jest w stanie wyznaczyć sobie nieprzekraczalne granice politycznej obłudy?

Takich ludzi, jak on, na własny użytek nazywam politycznymi nomadami. W znaczeniu słownikowym „nomadyzm” wyjaśniany jest jako tułanie się, bezdomność, włóczęgostwo – pasuje mi, jak ulał do cywilizowania w Polsce politycznego obyczaju, według którego ambicjonerzy różnej maści, kierujący się własnym interesem, bez skrupułów przenoszą się z miejsca na miejsce. I od razu zapewniają, że w nowym gronie partyjnym czują się świetnie. Rozpracowanie ich szczegółowych motywacji stanowi wdzięczne pole do badań dla psychologów polityki, zwłaszcza, że Morawiecki jest przykładem jednym z wielu. Na lewicy zaskoczyli kiedyś swoimi decyzjami Danuta Hübner i Dariusz Rosati, nie byli zresztą wyjątkami: podobnie zachował się były premier Leszek Miller, kiedy to rozczarowany brakiem miejsca na listach wyborczych SLD postanowił przenieść się w 2005 r. na listy Samoobrony. Podobnie zachował się inny były przewodniczący SLD – Grzegorz Napieralski, wędrując w 2015 r. na senacką listę Platformy (teraz krążą plotki, że stara się o przychylność PSL). Z tego wynika, że nawet czołowi politycy partii, w tym nowych socjaldemokracji, nie wykazali zbyt wielkiego przywiązania do politycznych formacji, które często współtworzyli.

 

Prymat interesu

Niestety, w byłych krajach socjalistycznych nomadyzm polityczny stał się normą. Ileż nowych partii powstało w Polsce po 1989 r., ileż z nich trwa nadal, a ileż zniknęło. Kształtowany w kapitalizmie od nowa system partyjny anihilował dotychczasowe tradycje i nurty polityczne, motywacje ideowe traciły na znaczeniu, zaczął się liczyć – jak to w kapitalizmie – interes, a deklaracje ideowe zastępował tzw. „pragmatyzm”. W wymiarze indywidualnym celem samym w sobie stawało się urządzenie się jakoś w nowej rzeczywistości politycznej, a często co zdolniejsi działali na rynku politycznym pod hasłem „kto da więcej”. Dodałabym jeszcze – więcej i na dłużej. Z czasem ludzie przestali się tym gorszyć, a niektórzy nawet to akceptują, zwłaszcza, gdy spodziewają się „premii” w zamian za opuszczenie dotychczasowy szeregów partyjnych w postaci objęcia eksponowanego stanowiska w strukturach władzy. Tak było n.p. z posłanką PSL Angeliką Możdżanowską, która opuściła słabnący klub partyjny i wkrótce przeszła do PiS, za co spotkała ją nagroda w postaci stanowiska sekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Niedawno z częścią Inicjatywy Polskiej przeszła do Platformy Barbara Nowacka, znana obrończyni swobód obywatelskich, a w szczególności praw kobiet. W oczach opinii publicznej kojarzona jednoznacznie z lewicą, świadczyły o tym wypowiadane przez nią poglądy i działalność. Kiedy Platforma tryumfalnie informowała opinię publiczną o swej nowej zdobyczy – zrobiło mi się niewymownie smutno…

Wiem, że nie tylko mnie. Kiedy dziennikarze pytali ją o motywacje takiej decyzji (byli zdziwieni, bo oto znana feministka poszła pod kopułę prawicy), sięgnęła przy tym po argument, po którym było mi jeszcze smutniej: stwierdziła bowiem, że nie przystała na współpracę z SLD, ponieważ nie podoba się jej… polityka historyczna tej partii. Przypuszczam, że Barbarze Nowackiej chodziło o nasze niedawne hasło „Nie ma 100-lecia, bez 45-lecia”.

 

Nie oddawać pola

Pomyślałam wówczas, że tego jednak w debacie publicznej pominąć nie wolno, stąd pozwalam sobie na kilka słów komentarza:

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że w sporze o przeszłość i patriotyzm współczesna lewica zbyt długo oddawała pole ugrupowaniom solidarnościowym. Niestety, kwestia ta nie była również długo podejmowana przez większość lewicowych intelektualistów, którzy – być może spłoszeni poziomem prawicowej agresji – nie mieli w sobie tyle odwagi, aby na przekór wszystkiemu bronić pozytywnego dorobku PRL i nie poddawać się konserwatywnym mitom politycznym oraz narzucanym przez nie wzorcom ocen historycznych. W imię „obalania komunizmu” nowe elity eliminowały z polskiej historii wszelkie wątki, nawet te najbardziej dramatyczne, związane z tradycją lewicową (patrz: walka z caratem Ludwika Waryńskiego i wielu innych patriotów, straconych na Cytadeli, a ostatnio bezceremonialna „dekomunizacja” ulic).W błogosławionym dziele „obalania komunizmu” szła w sukurs prawicy hierarchia kościoła rzymskokatolickiego, co stało się podglebiem dla zgubnego konstruowania sojuszu tronu z ołtarzem. Zresztą, im dalej od PRL, tym więcej było w oficjalnej propagandzie tego „komunizmu”. Kilka lat temu, na łamach krakowskiego lewicowego „Zdania” Marek Zagajewski zauważył, że w Polsce „komunizm zaczął się w 1989 roku, wraz z ogłoszeniem jego upadku”, ponieważ wtedy dopiero powiedziano Polkom i Polakom, że przed wyborami z 4 czerwca żyli w ustroju „komunistycznym”. Do tej daty „ciemny lud” myślał, że to był „realny socjalizm”.

Co ciekawe, do debat na ten temat nie dopuszczano w zasadzie głosu beneficjentów Polski Ludowej, czyli upośledzonych warstw społecznych w poprzednich okresach historycznych. Mam w szczególności na myśli te grupy społeczne i środowiska, które skorzystały na przeprowadzeniu reformy rolnej, uprzemysłowieniu kraju, nowym podejściu do publicznej, świeckiej oświaty, która bez wątpienia dała nowe szanse dzieciom robotników i chłopów. I tylko badania sondażowe pokazywały, że mimo upływu lat, w III RP okres ten niezmiennie cieszył się poparciem połowy respondentów. Stąd hasłem „komunizm”, „komunista” (oczywiście używanego w charakterze obelgi) uciszano te części polskiego społeczeństwa, którym przemiany ustrojowe nie przynosiły poprawy osobistej sytuacji, a wręcz przeciwnie – rozczarowanie i biedę. Uciszano ich zarzutami, że boją się wolności, nie potrafią sobie poradzić w ustroju premiującym przedsiębiorczość, ponieważ są bierni, leniwi i roszczeniowi. Czyli są pogrobowcami PRL i nadają się tylko do umieszczenia „w rezerwacie reliktów komunistycznych”, najlepiej w otoczeniu pomników i nazw ulic z byłej epoki. Szkoda, że tak niewiele środowisk lewicowych w porę wyciągnęło z tego wnioski dla siebie.

Wygrana PiS w 2015 r. sprawiła, że choć w oficjalnej propagandzie nadal obowiązują „komuniści i złodzieje”, to hasło to zostało dziś przesterowane głównie pod adres Platformy Obywatelskiej.

 

Zmierzch zakłamania?

W klimacie ostatnich doświadczeń z praktyką polityczną PiS, skłonność do zakłamywania historii, zwłaszcza tej po październiku 56, powoli wietrzeje. Nawet niektórzy publicyści przeglądają na oczy i zmieniają ton swoich wypowiedzi na temat Polski Ludowej. Niedawno publicysta „Polityki” – Jacek Żakowski – omawiał na łamach tygodnika trzy historyczne kłamstwa, wskazując najpierw na wyidealizowaną I Rzeczpospolitą, a następnie na świetlany obraz międzywojnia. Trzecie wymienione przez niego kłamstwo historyczne dotyczyło obrazu Polski Ludowej, która w obowiązującym przekazie prawicowych elit przedstawiana jest jako kraj naznaczony jedynie latami wojny domowej i stalinowskim terrorem, który przez 40 lat dusił czynny, niepodległościowy opór. A przecież – jak stwierdził Żakowski – „z prostej uczciwości trzeba docenić to, że PRL udźwignął odbudowę nie tylko z podniesienia sporej części kraju z ruin, ale również w sensie odtworzenia straconej na wojnie elity”. W kontekście tym przyznał odważnie, że „jeśli chce się chodzić po ziemi, to trzeba pamiętać, że sukces III RP był możliwy dzięki kapitałom, stworzonym w PRL”.

Pojawia się więc pytanie: czy polityka historyczna SLD, polegająca na przywracaniu pamięci o historycznym dorobku co najmniej dwóch pokoleń Polek i Polaków, jest w naszym gronie motywowana złymi emocjami, czy dążeniem do sprawiedliwej oceny ich wkładu w rozwój narodowy i społeczny? Czy słusznie bronimy dokonań ludzi kultury i nauki polskiej, w tym polskich inżynierów, budujących autorytet polskich uczelni i czołowych instytucji naukowych..? Czy w tym kontekście n.p. Order Budowniczego Polski Ludowej jest powodem do dumy, czy wstydu…?
Elity postsolidarnościowe stworzyły po 1989r źródła nowych, często dotkliwych nierówności społecznych, chociaż nie wszyscy w tym gronie (n.p. Jacek Kuroń, Hanna Świda-Ziemba) popierali ciężką rękę Leszka Balcerowicza. Reformy tego ekonomisty były przecież świadomie wymierzone „w pracowników najemnych, przede wszystkim z wielkich państwowych zakładów pracy, ostoi „Solidarności”. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek upomniał się o nich wcześniej n.p. Jarosław Kaczyński, chociaż wpycha się go dziś na siłę w historię robotniczej „Solidarności”. A przecież on nie z podwórka, co pogardliwie swego czasu podkreślał. Warto więc uparcie powtarzać, że niezaprzeczalnym dziełem nowych elit jest zlikwidowanie w Polsce wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, czyli prawdziwych autorów robotniczego buntu, do których-jak trzeba – odwołują się dziś ulubiony przeze mnie solidarnościowiec Karol Guzikiewicz i jego przewodniczący Piotr Duda.

 

Kłamstwo płaszczyzną porozumienia

Dziś, elita PiS rozgrywa stworzone po 1989 r. nierówności, posługując się nierealnymi obietnicami, demagogią, kalumniami i kłamstwem. To, co w tym wszystkim może zastanawiać i zdumiewać, to akceptacja takiego postępowania przez wyborców PiS, bowiem na naszych oczach kłamstwo polityczne stało się płaszczyzną porozumienia elit PiS z wyborcami tej partii.
Kłamstwo polityczne jest stare jak historia ludzkości, nie łatwo z nim walczyć i zapobiegać. Zastanawiali się nad nim już Sokrates i Platon, a do wydarzeń nowożytnych nie będę się odwoływać, bo jest ich tak dużo, że na ich opis zabrakłoby całego wydania „Trybuny”.

W 1987 r. nad tym, czym jest kłamstwo polityczne, zastanawiał się ksiądz Józef Tischner w Stalowej Woli na spotkaniu Duszpasterstwa Ludzi Pracy. I choć odnosił swą analizę do PRL-owskiej rzeczywistości, po latach okazało się, że jego wywody nabrały charakteru uniwersalnego, że dzisiejsze okoliczności stosowania kłamstwa politycznego pasują, jak ulał do tischnerowskich analiz sprzed 30 laty. Uczony ksiądz przypomniał oczywistą prawdę, że kłamstwo polityczne „wynika z potrzeby władzy i służy interesom władzy”. I dalej wywodził: „Przy jego pomocy władza pragnie potwierdzić siebie, czyli poszerzyć swoje panowanie, umocnić się, usprawiedliwić we własnych i cudzych oczach”.

W kontekście tym jednakże poczynił ciekawe spostrzeżenie: „Władza jest nie tylko źródłem tego kłamstwa, ale i jego rozgrzeszeniem”. Rozwinął tę myśl, wskazując na zabójczy udział „poddanych w kłamstwie”. I dalej pisał: „W przypadkach kłamstwa politycznego najbardziej zastanawiające nie jest bowiem to, że ten i ów polityk je formułuje i do wierzenia podaje , ale to, że ono samo wykazuje zdumiewającą żywotność i pleni się, jak chwasty, rozsiewane równie dobrze przez władców, jak i poddanych”.

Z danych statystycznych wynika, że elektorat PiS to ludzie starsi i słabo wykształceni, najczęściej o postawach autorytarnych, łatwo ulegający spiskowej teorii dziejów i innym uproszczonym wyjaśnieniom spraw z natury rzeczy złożonych. Z tego wynikałoby, że politycy PiS znaleźli jednakże trafną drogę do emocji swych zwolenników, czyli zrozumieli „duszę tłumu”, odwołując się nie do rozsądku, lecz głównie do jego uczuć i emocji (kłania się Gustave Le Bon).

 

Kłamstwo bezkarne

Z doświadczenia wiadomo, że uporać się skutecznie z kłamstwem politycznym łatwo nie jest. W czasie kampanii zapobiegają temu sądy. Przed rokiem w gronie prawników i naukowców próbowano wypracować przepis do Kodeksu karnego penalizujący kłamstwo polityczne. Propozycja brzmiała następująco:

„Kto będąc funkcjonariuszem publicznym /../ świadomie przekazuje nieprawdziwe informacje wprowadzając opinię publiczną w błąd, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.
Dalej proponowana regulacja odnosiła się do osób, pełniących funkcje w organach partii politycznych, stowarzyszeniach, fundacjach i innych podmiotach, prowadzących działalność polityczną. Udowodnione przestępstwo połączono z obligatoryjnych zakazem pełnienia funkcji publicznych. Dyskusja na ten temat odbyła się w redakcji tygodnika „Polityka”, ale później sprawa ucichła. A kłamstwo polityczne szaleje i zdobywa nowe przyczółki.

Ważne jest jednak pytanie, czy stosowanie przez rządzących kłamstwa w praktyce politycznej stanowi jednocześnie drogę bezpieczną dla ogólnych interesów społeczeństwa i państwa? Czy odnosi się ono również do kwestii strategicznych? Zauważmy, że w dzisiejszych uwarunkowaniach wewnętrznych i zewnętrznych politycy PiS, oszukując własnych obywateli, przekazują z rozmysłem błędne informacje otoczeniu sojuszniczemu Polski. Myślę, że kłamstwo polityczne, jeżeli jest stosowane przez długi czas (a u nas ta metoda obowiązuje już co najmniej trzy lata), stanowi bardzo niebezpieczną politykę dla interesów naszego kraju, na potwierdzenie tej tezy przykładów i obaw nie brakuje.

 

Błędy nie uczą

Można w tym miejscu przypomnieć o najbardziej tragicznym w skutkach kłamstwie politycznym dla społeczeństwa i państwa polskiego, jakim była sanacyjna propaganda przed wybuchem wojny z 1939 r. Jego skutki tkwią w nas do dziś, ponieważ świadomi jesteśmy nieodżałowanej krwawej ofiary milionów Polek i Polaków, porzuconych na łaskę wojennego losu przez ówczesne „elity”. Wspominano o tym kilka tygodni temu na łamach prasy lewicowej, przy okazji obchodów kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej. Rozgłaszano wówczas hasła o sile gospodarczej i militarnej RP w rodzaju: „Nie oddamy nawet guzika”. Zapewniano również, że jesteśmy „Silni, zwarci i gotowi”. Dziś dokładnie wiemy, że klęska wrześniowa Polski wynikała nie tylko z przyczyn obiektywnych (polityka Zachodu, plany Hitlera), ale z propagandowego, mentalnego hamowania odruchów obronnych i organizacyjnych narodu w obliczu zbliżającej się agresji. Na okładce lewicowego „Przeglądu” z początku września 2018 r. widzimy zdjęcie „ludzi honoru” – Rydza Śmigłego, Ignacego Mościckiego i Józefa Becka, opatrzone niezwykle trafnym tytułem „Oszukali Polaków i… uciekli”. Dołączyłabym do nich jeszcze prymasa Augusta Hlonda, on też uciekał przez te Zaleszczyki…Wrócił dopiero po wojnie.

W związku z planami Macierewicza na marginesie oświadczam: mi się Pałac Kultury niezmiennie podoba. Kiedy wracając do Warszawy dostrzegam majaczącą z dala sylwetkę Pałacu – wiem, że dom blisko. I niejaki Macierewicz mi tego nie odbierze.

I na koniec: kandyduję do sejmiku, liczę , że ta informacja dotrze do czytelników „Trybuny” z prawobrzeżnej Warszawy, gdzie mieszkam. Gdzieniegdzie wiszę z Andrzejem Rozenkiem na bilboardach, a czasem z autobusową reklamą wyborczą jadę z Darkiem Klimaszewskim, skąd się do Państwa uśmiecham. Będę także wrzucać ulotki do skrzynek.

Proszę – przeczytajcie i jeśli uznacie, że warto – zagłosujcie.

Daleko od polityki

Wybory samorządowe coraz bliżej, a i walka o rząd dusz wyborców, nabiera kolorów. Problem polega jednak na tym, że prowadzona kampania wyborcza nie ma nic wspólnego z faktycznymi problemami lokalnych społeczności. Największe partie polityczne, zamiast zająć się inwestowaniem swojej kampanijnej machiny dla rozpoznania potrzeb mieszkańców, mamią wyborców ogólnopolskimi hasłami. Kuszą dodatkowymi benefitami, rozprawiają o polityce wobec Unii Europejskiej, zbrojeniach czy dywagują jakie wartości ma wyznawać prawdziwy Polak.
To, co ważne dla gmin i powiatów, leży odłogiem. Zarówno PiS jak i PO do wyborów samorządowych podchodzą po macoszemu, chcąc załatwić swoje interesy, ugrać jak najwięcej i upchnąć swoich na stołki. Przykład Anna Morawiecka. Coż to za Pani? Siostra premiera. Chce zostać burmistrzem Obornik Śląskich i wszystko byłoby dobrze, gdy nie to, że w mieście nikt o niej nie słyszał.
Ze stylem prowadzenia kampanii wyborczych PiS i PO można się nie zgadzać, postulatów nie popierać, a do polityków mieć ograniczone zaufanie. Kampania tegorocznych wyborów samorządowych nie spełnia oczekiwań większości Polaków, ale czy warto z tego powodu rezygnować ze swojego prawa do głosu? Czy warto pozwolić innym decydować za nas – na złość politykom? Bez względu na to, jakie środowisko chce się poprzeć i jakie mamy poglądy, z prawa do głosu nie warto rezygnować. Głosując, mamy szansę coś zmienić – idźmy więc na wybory i pokażmy, że każdy głos (a przede wszystkim głos rozsądku) powinien się liczyć.
Kandydaci rożnych progresywnych komitetów wyborczych startują w całej Polsce. Taką postępową koalicję tworzy także Sojusz Lewicy Demokratycznej. Z wyborcami rozmawiamy o sprawach lokalnych, a propozycje które składamy dotyczą przed wszystkim konkretów ważnych dla samorządowej wspólnoty. Politykę krajową odkładamy na wybory roku 2019, a dziś skupiamy się na problemach zwykłych ludzi.

Mniej partyjniactwa, więcej profesjonalizmu Wywiad

Z Ryszardem Śmiałkiem, Przewodniczącym Małopolskiej Rady Wojewódzkiej SLD, kandydatem komitetu SLD Lewica Razem do Sejmiku Województwa Małopolskiego, rozmawia Dariusz Łanocha.

 

Ryszard Śmiałek (43 lata), filozof, ekonomista, absolwent UJ. Pisze doktorat z zakresu filozofii włoskiej, doświadczony menedżer; członek zarządów wielu firm prywatnych i zagranicznych. Prezes Fundacji na rzecz Socjalnej Demokracji. Przewodniczący Małopolskiej Rady Wojewódzkiej SLD i członek Zarządu Krajowego SLD. Członek Rady Stowarzyszenia „Kuźnica”. Pasjonat biegów długodystansowych i tenisa ziemnego.

 

 

Czy aktualny skład Sejmiku Województwa odzwierciedla realnie wyborcze preferencje ?

Absolutnie nie! W składzie Sejmiku znaleźli się przedstawiciele PO, PiS i PSL, dla lewicy zabrakło miejsca. To ewidentna ułomność wobec aktualnego potencjału lewicy i oczekiwań wyborców. W ostatnich 4 latach sytuacja uległa radykalnej odmianie. Choćby na nowosądecczyźnie, uznawanej powszechnie za „propisowską”. Tymczasem kadencja 4 lat nieudacznictwa, kolesiostwa zaowocowała społecznym zniechęceniem do tego typu rządzenia. Pozwoliło to SLD odbudować tam pozycję. Okazało się, że mieszkańcy potrzebują takiego reprezentanta ich interesów. Zweryfikowaliśmy i odmłodziliśmy kadry, sięgnęliśmy do odrzuconych grup społecznych, co pozwoliło nam wystawić w tych wyborach naprawdę dobrych kandydatów. Naszym kandydatem na prezydenta np. Nowego Sącza jest Rafał Skąpski, człowiek z autorytetem, dorobkiem, były wiceminister kultury. Podobne listy z mocnymi kandydatami udało nam się wystawić i współtworzyć w Gorlicach, Tarnowie, Oświęcimiu, Olkuszu, Wadowicach.

 

Dlaczego akurat Pan został liderem listy do Sejmiku Wojewódzkiego? Przecież nie ma Pan samorządowego doświadczenia?

Z lewicą związałem się w 1996 roku. Doszedłem do funkcji szefa SLD w Małopolsce i członka Zarządu Krajowego SLD. W przeciwieństwie do innych kandydatów, nie zamierzam kreować fałszywego życiorysu, o osiągnięciach i funkcjach, których nie miałem. Uczciwie więc przyznaję, że kandydowałem już 3-krotnie i bezskutecznie, dwa razy do Rady Miasta Krakowa, raz w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Porażki mnie jednak nie dyskwalifikują. Wręcz przeciwnie – pozwoliły uzupełnić doświadczenia i wiedzę. Mam zawodowe kwalifikacje i menedżerskie doświadczenie zdobyte w zarządach wielu spółek i międzynarodowych korporacjach, szczególnie w zarządzaniu większymi inwestycjami. To może wzmocnić samorząd Małopolski, bo jak zauważyłem inwestycje publiczne realizowane są gorzej niż prywatne. Przebiegają dużo wolniej, są droższe, gorzej zarządzane niż te prywatne. Tak było przy budowie autostrady A4, w porównaniu choćby do budowy centrów handlowych.

 

Dlaczego tak jest?

Bo w rządzeniu dominuje partyjniactwo, a nie samorządność i profesjonalizm . Tymczasem lewicy obca jest Polska zarządzana centralnie, odgórnymi decyzjami, które w społecznościach lokalnych powodują zamęt i niezgodę. A taką Polskę konsekwentnie urządza nam PiS, w którym fantazje i bzdurne decyzje wszechmocnego Prezesa decydują o wszystkim. To karykatura kraju demokratycznego. Nie ma i nie będzie zgody lewicy na taką Polskę. Konsekwentnie uważamy, że to w społecznościach lokalnych, prawdziwie demokratycznie wybieranych samorządach różnych szczebli – zdecydowanie lepiej wiedzą o tym, czego tam brakuje i jak rozwiązać problemy związane z transportem, edukacją, ekologią, kulturą czy pomocą społeczną. Są to konkretne bolączki, które trzeba wyeliminować, a o których jeden autokrata na Nowogrodzkiej nie ma bladego pojęcia.

 

Co złego dostrzega Pan w pracy dotychczasowego Sejmiku Wojewódzkiego w Małopolsce?

Niestety, ale i na lokalnym szczeblu wciąż jeszcze dostrzegam prymat polityki i partyjnych gierek nad rozwiązywaniem bieżących problemów społeczności lokalnych. Rządzący spierają się z opozycją często tylko dlatego, że nie wypada zgodzić się oponentem w ramach walki politycznej, choć to bezsensowne – szczególnie, gdy jakiś pomysł okazuje się akurat korzystny dla obu stron, a przede wszystkim dla regionu i jego mieszkańców. A partie się kłócąc, marnując czas i pieniądze. Najlepszym tego dowodem to aktualnie spór dotyczący zarządzania kolejami w Małopolsce, do zarządzania którymi aspirują lokalne koterie. Zamiast usiąść przy stole i dojść do kompromisu, walczą o prywatne i partyjne interesy, stołki, a pasażerowie jak psioczyli, tak psioczą na kolej i nie pojmują, o co w tym wszystkim chodzi. Tak nie może być! Choćby dlatego, że jest infrastruktura do tego, by pociągi kursowały zgodnie z oczekiwaniami. Kolej to nasze dobro wspólne, a nie podmiot partyjnych gierek. Gdy ich nie będzie uda się zmodernizować przejazd do Nowego Sącza, przyspieszyć podróż z Krakowa do Zakopanego. Przecież to wstyd, że nasi pradziadowie docierali tam szybciej!

 

Co jeszcze w Małopolsce czeka na samorządowe decyzje?

Pilna jest gruntowna modernizacja drogi z Krakowa do Olkusza, wymagająca realizacji dwujezdniowej drogi ekspresowej. Doprowadzić trzeba do jak najrychlejszego końca budowę „zakopianki”, nie ograniczając jej tylko do dojazdu do Nowego Targu, lecz do samego Zakopanego. Ta droga jest od dekad powodem nie tylko małopolskiego wstydu i trzeba naprawdę „ rzucić wszystkie ręce na pokład”, by w końcu przestała straszyć. W tej sprawie ujawnił się brak profesjonalnego, menedżerskiego zarządzania tak wielką inwestycją. Mógłbym w tym pomóc. Podobnie jak w realizacji drogowego skomunikowania Brzeska z Nowym Sączem., i dalej ze Słowacją. To wciąż niebezpieczny dla kierowców szlak, choć turystycznie potrzebny i mogący przynieść mieszkańcom regionu finansowe korzyści i promocję.
Bo turystyka, skoro już o niej mowa, to wciąż marnowany atut regionu. Opinie o obfitej profesjonalnej bazie – są mocno naciągane. Wszyscy mówiąc o górach, myślą o Zakopanem, tymczasem zaniedbany jest równie atrakcyjny turystycznie potencjał np. Szczawnicy, Krościenka, Piwnicznej czy Krynicy Zdroju, miejsc równie pięknych, a nawet piękniejszych. Trzeba te miejsca doinwestować. Zakopane – tez wymaga naprawy i wsparcia, by powstało tam europejskie centrum narciarskie z prawdziwego zdarzenia. A brakuje do tego przygotowanych tras biegowych, brak stoku z homologacją FIS, torów saneczkowych i bobslejowych , także w Krynicy Zdroju. Wszystkie te inwestycje chcą sfinalizować nasi kandydaci do Sejmiku z tamtych terenów, którzy są fachowcami w tych dziedzinach o bardzo dużym doświadczeniu.

 

Jako radny – menedżer zadba Pan tylko o wielkie inwestycje?

Oczywiście, że nie. Będąc wiernym ideałom lewicy nie zapomnę o pomocy ludziom słabszym. Ich wciąż nie ubywa w wystarczającym stopniu, mimo tego, co wmawia nam nachalnie rządowa propaganda. Te problemy, o co mam olbrzymią pretensję zostały zaniedbane i zepchnięte na drugi plan przez obecny samorząd województwa. Skupił się na sprawach wielkich, zapominając o „maluczkich”. Tymczasem jak najprędzej trzeba doprowadzić do jak najpowszechniejszego dostępu do żłobków i przedszkoli, czy likwidować lekcyjne przeciążenia w szkołach.
Popieram prezydenta Majchrowskiego z jego propozycją „ 500 plus dla niepełnosprawnych” w Krakowie. Uważam, że da się to wprowadzić w całej Małopolsce, budżety miast i gminy zostaną zracjonalizowane. Na finansowe wsparcie zasługuje także pierwsze dziecko w rodzinie. Będzie to możliwe po wprowadzeniu kryteriów, preferujących rodziny najbiedniejsze, a nie uwzględniające także tych bogatych. Wspieram pomysł dziedziczenia świadczeń po zmarłych małżonkach.

 

Narzekał Pan na partyjniactwo. Po wyborach go ubędzie?

Wierzę, że tak. Jesteśmy gotowi do współpracy z partiami racjonalnie myślącymi. Już mamy bieżące kontakty z PO, Nowoczesną, PSL. W styczniu 2018 roku podpisaliśmy Deklaracje Krakowską o takiej współpracy i jej przestrzegamy. Oczywiście, nie zapominając o własnej tożsamości. Wykluczam tylko współpracę z PiS. Wizja Polski tego ugrupowania jest mi obca. Przecież w tych dniach wspierać i wybierać mamy Polskę rządzoną samorządowo, oddolnie, a nie Polskę partyjno-centralistyczną zarządzaną jednoosobowo z Nowogrodzkiej. Wierzę, że do takiej Polski nie dopuścimy.

 

Dziękuję za rozmowę.

List Włodzimierza Czarzastego do służb mundurowych

Z uwagą zapoznałem się z postulatami przedstawionymi przez Federację Związków Zawodowych Służb Mundurowych.

 

Policjanci, strażacy i pracownicy pożarnictwa, funkcjonariusze Służby Granicznej, Służby Więziennej i Służby Celno-Skarbowej wykonują niezwykle trudną i odpowiedzialną pracę. Stanowi ona podstawową gwarancję bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz prawidłowego działania państwa. Dzięki Waszej codziennej służbie, w której ryzykujecie własnym zdrowiem i życiem, z roku na rok rośnie społeczne poczucie bezpieczeństwa, a jego różne zagrożenia maleją. Z tego powodu zasługujecie na godne warunki pracy i płacy oraz korzystne zasady zaopatrzenia emerytalno-rentowego. Państwo, które nie dba o funkcjonariuszy służb mundurowych nie dba bowiem o bezpieczeństwo swoich obywateli!
Nie jest to jedynie pusta deklaracja: Sojusz Lewicy Demokratycznej od wielu lat występuje w obronie interesów służb mundurowych. W 2012 r. sprzeciwialiśmy się wprowadzonym przez Platformę Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe zmianom w zaopatrzeniu emerytalnym służb mundurowych. W 2008 i 2009 r. popieraliśmy zgłaszane przez celników postulaty, by Służba Celna stała się jednolitą służbą mundurową, a jej funkcjonariusze byli objęci właściwymi dla takiej formacji uprawnieniami emerytalnymi. Od 2017 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej podejmuje natomiast, wspólnie z Federacją Stowarzyszeń Służb Mundurowych, systematyczne działania zmierzające do uchylenia ustawy pozbawiającej uprawnień emerytalnych i rentowych osób służących w służbach mundurowych przed 1989 r. Zebraliśmy ponad 300 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy przywracającym te prawa.
Z tych powodów w imieniu Sojuszu Lewicy Demokratycznej zobowiązuję się, że warunkiem naszego udziału we wszelkich przyszłych koalicjach będzie zgodna z postulatami Waszych środowisk poprawa warunków zatrudnienia i zaopatrzenia emerytalno-rentowego funkcjonariuszy służb mundurowych.