Prezydent zwykłych spraw

Znamy już oficjalnego kandydata SLD na prezydenta Białegostoku – to Wojciech Koronkiewicz, radny miejski.

 

Władze regionalne SLD niemal jednogłośnie poparły jego kandydaturę w walce o prezydenturę Białegostoku. Prócz tego Koronkiewicz cieszy się poparciem ruchów miejskich i innych organizacji społecznych (w tym białostockich przedstawicieli KOD i Obywateli RP).

 

 

– Białystok, kolejne miasto wojewódzkie, w którym SLD prezentuje naprawdę fajnego kandydata – powiedział Włodzimierz Czarzasty. – To ważne dla nas miasto, ale to też trudny dla nas region, jeśli chodzi o Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ale my jako jedna z czterech partii w Polsce, poza Platformą, poza PiS-em i PSL-em, wystawiamy listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Lewica Razem, we wszystkich 85 okręgach do Sejmików oraz w 350 powiatach. Łącznie 16 tysięcy ludzi.
Do tej pory start w wyborach samorządowych na stanowisko prezydenta miasta ogłosili: Marcin Sawicki z inicjatywy lokalnej Kocham Białystok, Tadeusz Arłukowicz z poparciem Kukiz’15, Katarzyna Sztop-Rutkowska z Inicjatywy dla Białegostoku oraz Tadeusz Truskolaski, obecnie urzędujący prezydent Białegostoku.
– Zrozumiałem, że bycie radnym to nie są zaszczyty, że bycie prezydentem to nie są fotele i awanse. To jest po prostu codzienna praca, ciężka praca, aby pomagać ludziom – powiedział mediom kandydat SLD.

Koalicja innowacyjna

Ponad 100 osób przyszło do siedziby SLD we Wrocławiu, na ul Matejki, by poznać koalicyjnego kandydata na prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Jest on wspólnym kandydatem środowiska prezydenta Rafała Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej. Jest to pierwsza w kraju koalicja, która skupia postsolidarnościowe środowisko Rafała Dutkiewicza, elektorat SLD i wyborców Nowoczesnej, którzy raczej czasów pierwszej Solidarności i okresu PRL nie pamiętają. To ewenement, że do takiej koalicji doszło.
Okazuje się, że Wrocławianie, w imię interesów miasta, mogą się dogadać i stworzyć racjonalne porozumienie. Koalicja jest przykładem racjonalnego myślenia w polityce samorządowej. Podstawą koalicji jest wspólny program, który, o dziwo, udało się stworzyć bez większych przepychanek. Bo rury kanalizacyjne, szkoły przedszkola , czy dziury w ulicach nie są polityczne. Niestety, jak stwierdził kandydat Sutryk obecna władza państwowa stara się utrudnić życie samorządom i scentralizować zarządzanie. Ta koalicja ma zamiar przeciwstawić się takim praktykom.
Do tej pory Wrocław rozwijał się wyjątkowo dynamicznie, choć nie ustrzeżono się błędów. Jednak w opinii mieszkańców miasta i obywateli kraju Wrocław to dla wielu miasto wzorcowe.
Te wzorce rozwoju miasta trzeba kontynuować, ale także korygować, by we Wrocławiu żyło się coraz lepiej. I po to została powołana ta koalicja.

Referendum akcesyjne My, socjaliści

W ostatnich dniach b. premier – Leszek Miller przypomniał, że przed 15 laty, 7 i 8 czerwca 2013 roku odbyło się ogólnokrajowe referendum akcesyjne, które zadecydowało o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Podobnie, jak w przypadku Konstytucji 1997 roku, naród suwerennie podjął decyzję, której dziś nikt nie jest w stanie zmienić, obalić… Polacy odpowiadali wówczas „tak” lub „nie” na pytanie: „Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?
Proces integracyjny Polski z Unią Europejską, którego jednym z etapów było przypomniane referendum, rozpoczął się wiele lat wcześniej, szczególnie w polskiej myśli socjalistycznej na emigracji. Trzeba jednak przypomnieć, że socjaliści w swoich dokumentach już w latach 30. przywoływali związki Polski i Polaków z Europą, jej kulturą i tradycją. W 1949 r. powstała Unia Socjalistyczna krajów Europy środkowo­wschodniej, sfederalizowana później z Międzynarodówką Socjalistyczną, której przewodniczącym został Zygmunt Zaremba. Ten znany polityk PPS z okresu przed II wojną światową, związany z emigracyjnym ośrodkiem londyńskim i później paryskim, po rozejściu się w poglądach z Adamem Ciołkoszem, był zwolennikiem federalizacji Europy. W jego nurcie poszukiwań publicystycznych mieściła się idea Stanów Zjednoczonych Europy, jako socjaldemokratycznej siły przełamującej dwubiegunowy podział świata na bloki komunistyczny i kapitalistyczny. Federalizm Zaremby miał charakter internacjonalistyczny nie zaś kosmopolityczny, podmiotem pozostawały narody, a nie abstrakcyjna społeczność międzynarodowa. Można przypuszczać, że poglądy te miały wpływ na późniejszy kształt integracji i są oryginalnym wkładem Polaków w dzisiejszy kształt Unii Europejskiej.
Wracając do referendum w 2008 roku trzeba przypomnieć, że do lokali referendalnych poszło wówczas 17,5 mln Polek i Polaków z czego 77 proc. (13,5 mln.) poparło przystąpienie do UE. Frekwencja była prawie o 9 proc. wyższa ponad niezbędne minimum, co czyniło z referendum akt stanowiący.
Okres poprzedzający głosowanie był niezwykle burzliwy, toczyła się ostra walka polityczna. Wygrała pozytywnie odnosząca się do idei zintegrowanej Europy większość, która po okresie kilkunastoletnich doświadczeń wcale nie maleje. Polacy – jak wspomina Leszek Miller – nie ulegli kampanii strachów i lęków. Wzięli udział w prawdziwie pospolitym ruszeniu na rzecz Polski postępowej, zamożnej, otwartej i tolerancyjnej. Z dwóch czerwcowych dni uczynili ważną datę w swojej historii. Otworzyli wielką inwestycję we własną przyszłość.
Wynik referendum akcesyjnego ma ogromne znaczenie w polskiej tradycji demokratycznej i historii. Wiąże się to z powodu zakresu i formy z jego znaczeniem i powagą. O wejściu Polski do Unii zadecydował cały naród. Dziś nikt w praktyce politycznej i sztywnych zasad polskiego parlamentaryzmu uwarunkowanego zapisami Konstytucji nie jest w stanie kwestionować tej decyzji. Pojawiające się głosy i działania po stronie rządzącej, konserwatywnej prawicy, krytyczne wobec udziału Polski w Unii, są z punktu widzenia praktyki demokratycznego stanowienia prawa w Polsce, bez wartości. Większość Polaków, bez względu na swoją orientację i sympatie polityczne, jest za obecnością w Unii Europejskiej. Decyzje referendum akcesyjnego z 2008 roku może zmienić tylko inne ważne referendum stanowiące. Nie widzę jednak odważnych polityków po prawej stronie, którzy chcieliby je organizować i podjąć ryzyko destabilizacji państwa.
Polska polityka europejska i międzynarodowa wydaje się być dziś efektem przypadków, a nie przemyślanej strategii uwarunkowanej interesem narodowym.
Sam uważam, że wiele w Unii trzeba zmienić, nie do zniesienia wydają się na przykład obyczaje i praktyka biurokracji brukselskiej. Trzeba to jednak robić wspólnie z innymi, suwerennie planując strategię działania.
Mimo wielu powodów do niezadowolenia, podstawowy interes Polski tkwi w dobrych relacjach z demokratyczną Unią.

Polska nauka do poprawki

Nastały złe czasy dla polskiej edukacji. To już kolejny rząd, który lekceważy środowiska nauczycielskie i akademickie.

 

W V kadencji Senatu RP, w latach 2001-2005, pracowałam nad ustawą o szkolnictwie wyższym w Komisji Nauki, Edukacji i Sportu. Ustawa, uchwalona w 2004 r w czasie rządów SLD i Unii Pracy, tworzyła sprzyjające warunki prawne rozwoju polskich uczelni. Była w pełni akceptowana przez parlamentarzystów wszystkich opcji politycznych i środowiska uczelniane. W 2009 r rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego zmienił tę ustawę podporządkowując rozwiązania prawne idei neoliberalizmu oraz fetyszyzacji rankingów, punktów i grantów. Aktualnie obowiązująca ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym uchwalona przez PO hamuje rozwój szkolnictwa wyższego w Polsce, upolitycznia i ogranicza obiektywne oceny rozwoju naukowego pracowników naukowych. Można z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że w skutek obowiązywania tej ustawy i podporządkowania logice biznesowej humanistyki i nauk społecznych, nastąpiła zapaść tych dziedzin.

 

Obowiązująca ustawa musi zostać zmieniona.

W warunkach obowiązującej ustawy uczelnie nie mają zapewnionych długofalowych warunków finansowania. Muszą zwalniać samodzielnych pracowników z tytułami profesorów i ograniczać zatrudnienie asystentów i adiunktów. Uczelnie nie mają środków finansowych na opłacanie recenzentom honorarium za recenzje wydawnictw i publikacji swoich pracowników. Nauczyciele akademiccy nie mają możliwości finansowych pokrywania kosztów publikacji i udziału w konferencjach naukowych. Uczelnia traktuje aktywność naukową jako prywatny problem pracownika. Liczba punktów zdobyta za opłaconą prywatnie publikację nie zawsze jest odpowiednikiem jej poziomu naukowego. Preferowane punktowo są publikacje w języku angielskim oraz w zagranicznych czasopismach. Nie jest cenione wsparcie naukowe przedsiębiorców przez polskich naukowców oraz przydatność publikacji naukowych dla praktyki gospodarczej w Polsce. Jakość dydaktyki nie jest traktowana priorytetowo. Funkcja wychowawcza uczelni jest zaniedbana i traktowana marginalnie. Pracownicy naukowo-dydaktyczni, aby móc dorobić do niskich pensji, muszą występować do rektora o wyrażenie zgody na pracę na drugim etacie. Od przychylności i subiektywnego kryterium oceny rektora zależy czy pracownik naukowo – dydaktyczny tę zgodę uzyska. Od lat w uczelniach trwa negatywna selekcja kadr ze względu na bardzo niskie płace. Niskie wynagrodzenia nie wystarczają na zakup książek, programów, komputerów, szkolenia. Tylko pasjonaci pracują w uczelniach. Zdolna młodzież poszukuje pracy poza uczelniami lub wyjeżdża zagranicę. Jest to proces o negatywnych skutkach dla naszego kraju i polskiej nauki.
System zarządzania nauką jest przestarzały, rozbudowany, niewydolny i kosztowny. Nie motywuje prowadzenia badań w przedsiębiorstwach o polskiej własności. Polska staje się przepompownią środków unijnych do zagranicznych ośrodków naukowych i beneficjentów rezultatów badań. Obowiązuje zbyt rozbudowana procedura składania i oceny wniosków o finansowanie badań naukowych. Wnioski składane do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Narodowego Centrum Nauki, według obowiązujących instrukcji, muszą być przygotowane w języku angielskim, najczęściej na koszt naukowca, autora lub zespół autorski wniosku. Każdy wniosek zawiera oryginalny tytuł, tezy i cele badawcze, przedmiot i zakres badań, metody badawcze, system organizacji i zarządzania badaniami. Jest to cenne now how autora i uczelni. Z tego powodu cała treść wniosku powinna być chroniona przed konkurencją na rynku naukowym. Istnieją uzasadnione podejrzenia, że pomysły polskich naukowców są realizowane poza uczelnią, z której wywodzi się autor wniosku i wniosek. Recenzje projektów przez polskich naukowców są bardzo nisko opłacane. Uzyskanie przez polskie uczelnie i zespoły, w szczególności regionalne, środków na prowadzenie badań naukowych można porównać do loterii. Honorarium polskich naukowców za kierowanie zespołami badawczymi i udział w pracach naukowo – badawczych jest ograniczane oraz nieadekwatne do wkładu pracy i odpowiedzialności.
Pomimo zmiany rządu w 2015 r. nie zerwano ze szkodliwymi praktykami neoliberalnymi stosowanymi w szkolnictwie wyższym i nauce wdrożonymi przez rząd PO i PSL. Projekt ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce przedstawiony w Sejmie przez ministra Szkolnictwa Wyższego i Nauki Jarosława Gowina, wicepremiera w rządzie PIS, nie zmienia tego stanu. W ustawie zawarto złe rozwiązania w obszarze organizacji i zarządzania uczelniami. Zakłada się demontaż struktur organizacyjnych i funkcji sprawdzonych w historii szkolnictwa wyższego w Polsce. W myśl postanowień ustawy nastąpi obniżanie autonomii decyzyjnej polskich uczelni, obniżanie kryteriów naukowych wyboru na stanowiska rektorów, dyskryminowanie polskich naukowców i ich osiągnięć, niedofinansowanie nauki. Ustawa nie zawiera gwarancji stabilnego finansowania uczelni i badań naukowych. Proponowane rozwiązania doprowadzą do pogłębiania kryzysu polskiego szkolnictwa wyższego i nauki. Faworyzowanie uczelni uznanych za tzw. flagowe zablokuje rozwój regionalnych uczelni, nastąpi dalsza marginalizacja regionalnych ośrodków uniwersyteckich. Jak wynika z ostatniego raportu Polskiej Akademii Nauk dalszy podział na „Polskę A” i „Polskę B” oraz jego utrwalanie zakończy się w niedalekiej przyszłości zapaścią 122 miast. W sposób ukryty ustawa zakłada zróżnicowanie, skonfliktowanie i upolitycznienie środowiska polskich uczelni. To nie jest dobra zmiana, mimo wcześniejszych zapowiedzi. Konieczne jest porzucenie neoliberalnych dogmatów w nauce dotyczących „punktów w systemie”, finansowania badań w uznaniowych i nietransparentnych konkursach i zarządzania uczelnią przez osoby z zewnątrz uczelni. Wobec skrajnego niedofinansowania nauki w Polsce na tle innych państw UE, niezbędne jest także zwiększenie nakładów na badania zgodnie z unijnymi standardami zakładającymi przeznaczenia na ten cel co najmniej 3proc. PKB.

 

Projekt ustawy zakłada powstanie nowego, do końca nieokreślonego, organu zarządzającego uczelnią,

mianowicie rady uczelni. Najwięcej obaw wzbudza skład osobowy i funkcje rady uczelni, która będzie decydowała o wyborze rektora uczelni i zarządzała jej działalnością. Zakłada się, że ponad 50proc. składu rady będzie wywodzić się ze środowisk poza uczelnianych. Rodzi się pytanie kim będą członkowie rady uczelni wybierani ze środowiska zewnętrznego? Jakie będzie kryterium ich wyboru? Być może będą to politycy, którzy nie dostaną się do Sejmików i Parlamentu w nadchodzących wyborach oraz członkowie nowej partii Jarosława Gowina.
Zgodnie z projektem ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce do nowo powołanego organu zarządzającego – rady uczelni wejdzie od 6 do 8 osób powołanych przez senat uczelni z grona pracowników wraz z przewodniczącym samorządu studenckiego. Zgodnie z ustawą stanowić będą mniej niż 50proc. składu rady uczelni. Senat wskazywał będzie także interesariuszy, osoby spoza uczelni, wchodzące do rady uczelni. Przewodniczącym rady będzie osoba również pochodząca z zewnątrz. Rada uczelni, wyłaniać będzie dwóch kandydatów na rektora. Kolegium elektorów będzie wybierać rektora z dwóch osób narzuconych przez radę uczelni o mniejszościowym udziale nauczycieli akademickich. W tym układzie sił społeczność uczelniana nie będzie miała żadnego wpływy na wybór kandydatów i rektora uczelni. Senat uczelni, kolegium elektorów, a także pracownicy uczelni są w ustawie traktowani instrumentalnie. Aby móc wprowadzić swoich przedstawicieli, spoza grona pracowników uczelni, ustawowo obniżono wymagania w stosunku do kandydata na rektora. Rektorem może zostać osoba posiadająca stopień naukowy doktora nauk. Założono także uproszczoną, zależną od decyzji rektora, ścieżkę zdobywania tytułów profesora i stopnia doktora habilitowanego. Aby przygotować grunt do realizacji zamierzonego przejęcia uczelni przez partię i biznes, pierwszego rektora na okres roku będzie wskazywać, w trybie administracyjnym minister nauki i szkolnictwa wyższego, nawiązując z wybraną osobą stosunek pracy. Dlaczego minister wyznacza rektora ze swojej listy zamiast z grona społeczności akademickiej? W ten sposób uczelnie obdziera się z prestiżu jaki posiadają przez dziesięciolecia, wolności oraz autonomii decyzyjnej i demokratycznego systemu zarządzania. Jakim partnerem w stosunku do rektora, szanowanego naukowca, profesora zagranicznych uczelni, będzie asygnowany przez ministra, bez dorobku i doświadczenia naukowego, człowiek z zewnątrz uczelni. Dotychczas na stanowisku dziekana i rektora mogły pracować nauczyciele akademiccy posiadający tytuł profesora zwyczajnego i/lub doktora habilitowanego. W projekcie ustawy nie określono kryteriów zawodowych i naukowych w stosunku do osób z zewnątrz uczelni, tj. ponad 51proc. składu rady uczelni, która może przegłosować każdą decyzję rady i wybrać wskazanego przez nią rektora uczelni.
W projekcie ustawy zakłada się likwidację autonomii decyzyjnej wydziałów, jako podstawowych jednostek organizacyjnych uczelni („Przesunięcie zarządzania z podstawowych jednostek na poziom całej uczelni”). W zamian zaproponowano w ustawie nowy poziom zarządzania w postaci rady uczelni, ciała nie związanego ze społecznością akademicką, ze składem osobowym stanowiącym mniej niż 50 proc. udziału pracowników uczelni i studentów.
Fikcją i propagandowym chwytem jest twierdzenia, że to wspólnota uczelni będzie wybierać władze uczelni i że zachowana zostanie tradycja wolności akademickiej i zrównoważonego rozwoju.
Zgodnie z projektem ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce rada uczelni, a de facto osoby spoza uczelni będzie uchwalać strategię uczelni, sprawować nadzór nad gospodarką finansową, sprawować nadzór nad zarządzaniem uczelnią, wskazywać kandydatów na rektora, opiniować plan rzeczowo – finansowy i sprawozdania z jego wykonania.
Czy osoby z zewnątrz, nie związane z uczelnią, sprawujące swoje funkcje w radzie uczelni z nadania ministra właściwego do spraw nauki i szkolnictwa wyższego będą posiadać odpowiednie kompetencje, prestiż i szacunek społeczności uczelnianej? Czy wezmą na siebie odpowiedzialność, w tym materialną za uczelnie?
Jest to zakamuflowana pięknymi słowami, najprostsza droga prowadząca do upadku uczelni państwowych, a następnie przejęcia ich majątku i funkcji przez sektor prywatny lub/i partyjne organizacje. Czy członkowie Prawa i Sprawiedliwości mają świadomość skutków zmiany systemu zarządzania państwowymi uczelniami?
W projekcie ustawy wprowadzono bardzo restrykcyjny system pracy nauczycieli akademickich określając liczbę godzin dydaktycznych. Zaplanowano 540 godz. dla asystenta i osób zatrudnionych na stanowisku równorzędnym, 360 godz. dla innego pracownika dydaktycznego, 240 godz. dla pracownika badawczo – dydaktycznego oraz obowiązek realizacji nadgodzin w wysokości maximum ¼ wymiaru zajęć dydaktycznych. Można zadać pytanie, kiedy pracownicy asystenci i inni pracownicy będą mieć czas na przygotowanie współczesnych, innowacyjnych treści wykładów, ćwiczeń, prezentacji oraz własny rozwój naukowy?
W projekcie ustawy dwa razy zwiększono czas pracy uprawniający nauczyciela akademickiego do płatnego urlopu dla poratowania zdrowia. Łączny czas trwania ograniczono do wymiaru jednego roku w okresie całego zatrudnienia, po 15 latach pracy. Jest to wielka krzywda, którą prawnie chce usankcjonować minister szkolnictwa wyższego i nauki. Wprowadzony zapis jest wyrazem braku szacunku do nauczycieli akademickich i ich ciężkiej, obciążonej chorobami zawodowymi, odpowiedzialnej pracy dydaktycznej, naukowej i wychowawczej. Pracując w warunkach założonych w projekcie ustawy nauczyciele nie dożyją do osiągnięcia 15 letniego stażu pracy. Nie do przyjęcia są bardzo niskie płace, nieadekwatne do posiadanego wykształcenia nauczycieli akademickich.

 

Czy na ten temat nie powinien wypowiedzieć się Związek Nauczycielstwa Polskiego?

W projekcie ustawy została zlikwidowana Centralna Komisja Kwalifikacyjna W jej miejsce zostaje wprowadzona Rada Doskonałości Naukowej (RDN). Zmiana dotyczy wyłącznie nazwy, bez zmiany istoty i funkcji oraz zasad działania członków Rady. W ustawie nadal utrzymany jest zapis, że RDN może odmówić wszczęcia postępowania w sprawie nadania tytułu profesora, a od jej decyzji przysługuje zażalenie do składu osobowego tej samej Rady Doskonalenia Nauki, bez ingerencji i kontroli właściwego ministra. Takie odwołanie z góry jest skazane na odmowę. Na postanowienia RDN o odmowie postępowania w sprawie nadania tytułu profesora wnioskodawcy przysługuje zażalenie wyłącznie do tego samego składu RDN. Jest to bezsensowny zapis, który nie zapewnia sprawiedliwej, obiektywnej oceny.
To był i jest zapis korupcjogenny, potencjalnie kreujący kliki osób o niskiej etyce zawodowej i moralności. Jak inaczej można ocenić sytuację, za rządów PO i PSL, kiedy jedna negatywna recenzja na sześć recenzji ogółem, w tym pięć pozytywnych decyduje o odrzuceniu wniosku o nadanie tytułu profesora. Na podkreślenie zasługuję fakt, że wśród 5 pozytywnych recenzji dwie są szczególnie ważne, ponieważ mają status recenzji napisanych przez superrecenzentów wyznaczonych przez CKK. To te recenzje, w przypadku wątpliwości, powinny decydować o pozytywnym głosowaniu nad zażaleniem złożonym do CKK. Opisuję ten nieetyczny mechanizm posiadając wiedzę z własnych doświadczeń. Osobiście zostałam skrzywdzona przez tryb postępowania i decyzję CKK za rządów PO i PSL. W środowisku naukowym jest wiele osób skrzywdzonych z tego powodu. Informowałam o fakcie ministra Jarosława Gowina przesyłając kopie zażalenia adresowaną do CKK z nadzieją, że w trwającej kadencji rządu Prawa i Sprawiedliwości nie będzie dochodzić do tego rodzaju nieprawidłowości. Od 2016 r. nie otrzymałam odpowiedzi na moje zażalenie. Kiedy działalność CKK, słusznie, została zawieszona Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie wydało decyzji o powtórnym rozpatrzeniu złożonych zażaleń i usunięcia nieprawidłowości. Sytuacja niesprawiedliwych ocen może się powtórzyć o ile nie nastąpi zmiana zapisu w projekcie nowej ustawy. Konieczne jest ustawowe wprowadzenie instrumentu kontroli RDN ze strony ministerstwa właściwego do spraw nauki i szkolnictwa wyższego. Nie było zasadne, przyjęte w projekcie ustawy, utajnianie nazwisk recenzentów. Cała procedura nadawania stopni i tytułów naukowych powinna być transparentna, obiektywna, sprawiedliwa i etyczna.
Procedura kontrolna działania Rady Doskonalenia Nauki nie jest zapisana w ustawie. W tym zakresie, w porównaniu do aktualnie obowiązującej ustawy – nic się nie zmieniło. Lobby dawnej Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej okazało się bardzo silne. Ona nadal działa. Właściwie RDN nadal będzie posiadać ustawową nieograniczoną władzę, bez jakiejkolwiek kontroli jej decyzji przez ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego i nauki.
Ustawowo obniża się kryteria uzyskiwania stopni naukowych doktora i doktora habilitowanego oraz zatrudniania osób na stanowiska profesorów uczelni. Wprowadzone zostały uznaniowe, a nie obiektywne, kryteria awansu naukowego. Doktor nauk może nabyć uprawnienia doktora habilitowanego w przypadku pracy w innym państwie, kierując zespołami badawczymi. Czyżby doktor nauk, kierując zespołami polskich naukowców i rozwiązując problemy naukowe i gospodarcze w Polsce, nie zasługiwał na to samo wyróżnienie? Dlaczego naukowcy pracujący w Polsce mają być dyskryminowani. Jest kolejny przykład lekceważenia polskich naukowców.
Nie można zatracić czujności słuchając pięknych i porywających propagandowych słów Pana Ministra Jarosława Gowina. Należy przeczytać ustawę – dokładnie, ze zrozumieniem i wyobraźnią skutków zawartych w niej zapisów. „Diabeł tkwi w szczegółach”. Np. stwierdzenie Pana ministra Jarosława Gowina, że „ustawa daje ośrodkom naukowym więcej niezależności: Konstytucja dla nauki zdecydowanie zwiększa autonomię uczelni” jest nieprawdziwe w świetle zapisów ustawowych. Zarządzane przez biznesmenów uczelnie zostaną doprowadzone do upadku a następnie do prywatyzacji ogromnego majątku państwowego. Są to tendencje wyniesione z rządów PO i PSL. Zostanie zniweczony dorobek wydziałów, jako gospodarzy majątku i środków finansowych. Wydziały zostaną zlikwidowane jakoby w imię integracji dyscyplinarnej uczelni. Jest to bardzo zły pomysł. Uczelnia może się rozwijać jako interdyscyplinarna organizacja bez likwidacji wydziałów. Zamierzona likwidacja wydziałów zmniejszy opór na drodze do liberalizacji i prywatyzacji uczelni. To jest właściwy cel.
Należy uszanować apel o zmiany w planie reformy nauki podpisany przez blisko 150 naukowców, pracowników instytucji naukowych i akademickich.
Mam nadzieję, że niezależnie od tego, która partia będzie u steru państwa polskie uczelnie pozostaną autonomiczne. Projekt ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce” przedstawiony przez ministra i wicepremiera w rządzie PIS, Jarosława Gowina, bez istotnych zmian, nie powinien zostać przyjęty.

To już 15 lat!

Mija piętnaście lat od ogólnokrajowego referendum akcesyjnego. W dniach 7 i 8 czerwca 2003 roku Polacy odpowiadali „tak” lub „nie” na pytanie: „Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”. Aby referendum mogło być wygrane, trzeba było spełnić dwa warunki. Większość głosujących musiała odpowiedzieć „tak”, przy udziale co najmniej połowy uprawnionych do głosowania. I jedno i drugie zostało zrealizowane.

 

Do lokali referendalnych udało się 17,5 mln Polek i Polaków z czego 77 proc. (13,5 mln.) – poparło przystąpienie do UE. Frekwencja była prawie 9 proc. wyższa poza niezbędne minimum, co czyniło z referendum akt stanowiący. Tygodnie poprzedzające głosowanie były widownią ostrej walki politycznej, w której zwłaszcza przeciwnicy akcesji nie przebierali w środkach. Twierdzili, że po wejściu do Unii, Rzeczpospolita straci suwerenność, Polacy przestaną być Polakami i staną się narodem bez własnego państwa. Ostrzegali, że głos za przystąpieniem do europejskiej wspólnoty oznacza utratę Ziem Zachodnich, likwidację rolnictwa i resztek przemysłu, przymusowe odłogowanie uprawnej ziemi. Głosili, że nastąpi legalizacja eutanazji, aborcji i sterylizacji oraz propagowanie zmniejszenia liczby narodzin. Że otworzy się raj dla korupcji, przestępczości i narkomanii. A w ogóle Unia Europejska znaczy tyle co targowica i nowe zniewolenie.

W festiwalu bzdur prym wiedli znani politycy. W debacie sejmowej Antoni Stryjewski oświadczył, że Sejm podejmując decyzję o referendum staje się Sejmem zdrady narodowej. Jan Łopuszański wołał, że jeśli przystąpienie do Unii Europejskiej jest wyrazem patriotyzmu to tylko w takim sensie, w jakim wyrazem patriotyzmu była targowica. Zdzisław Podkański ironizował, że na miejsce sloganu z lat 40-tych „Co to za szkatułka, wrzucasz Mikołajczyka, a wyskakuje Gomułka” powstał nowy „Dwa dni trzeba, żeby wynik ściągnąć z nieba˝. Antoni Macierewicz dedykował posłom i wszystkim zwolennikom Unii fraszkę Stefana Kisielewskiego „Tylko kaczka, głupi ptak, mówi: tak, tak, tak”.

Polacy nie ulegli kampanii strachów i lęków. Wzięli udział w prawdziwie pospolitym ruszeniu na rzecz Polski postępowej, zamożnej, otwartej i tolerancyjnej. Z dwóch czerwcowych dni uczynili ważną datę w swojej historii. Otworzyli wielką inwestycję we własną przyszłość.

Głos lewicy

15 lat na tak!

Wystąpienie rocznicowe Krystyny Łybackiej z okazji jubileuszu referendum akcesyjnego Polski do UE:

9 czerwca na schodach Ratusza na Starym Rynku w Poznaniu odbyły się uroczystości 15. Rocznicy Referendum Europejskiego w Polsce.
W spotkaniu, którego pomysłodawczynią i inicjatorką była pani poseł do Parlamentu Europejskiego Krystyna Łybacka a organizatorem Jacek Jaśkowiak, prezydent miasta Poznania. W obchodach uczestniczył także Leszek Miller, Prezes Rady Ministrów w latach 2001 – 2004, przedstawiciele partii politycznych, którzy w 2003 roku popierali referendum akcesyjne, a także mieszkańcy Poznania.
Podczas uroczystości zaproszeni goście podkreślali jakie korzyści Polska uzyskała, mówiąc w dniach 7-8 czerwca 2003 roku TAK UNII EUROPEJSKIEJ oraz przybliżyli zgromadzonym uczestnikom uroczystości jak przebiegały tamte wydarzenia.
Poseł do Parlamentu Europejskiego zwróciła się do uczestników spotkania z następującymi słowami:
„Spotykamy się w sercu Poznania, stoimy na schodach pięknego poznańskiego ratusza. Jesteśmy tu po to, aby raz jeszcze wspólnie przeżyć radość, która była naszym udziałem 15 lat temu. W tamtych czerwcowych dniach 2003 r. Polki i Polacy brali udział w referendum w nadziei, nie głosowali przeciwko komukolwiek, głosowali za. Głosowali za silną, demokratyczną, wolną, cywilizacyjnie postępującą w rozwoju Polską w Unii Europejskiej. Głosowali za Polską praworządną. Głosowali za Polską, w której każdy ma prawa i zachowane są prawa mniejszości. Głosowali za Polską tolerancyjną. Głosowali za Polską pluralistyczną. Głosowali za Polską, w której żyje się oddychając wolnością i czując wokół sprawiedliwość społeczną.
Takiej Polski chcemy, te wartości są dla również dziś aktualne. Z tego powodu zachęcam, podejmując apel pana premiera Leszka Millera, aby wszyscy, którzy uważają, że musimy dbać ciągle oto, aby te wartości były realizowane – zróbmy sobie zdjęcie używając hasła: 15 lat na tak! I umieśćmy je na dowolnym portalu społecznościowym, pokażmy, że jest nasz dużo. Pokażmy, że Polki i Polacy ciągle są na tak dla wolnej, demokratycznej i praworządnej Polski. Pierwszym zdjęciem, będzie zdjęcie uczestników dzisiejszego spotkania.”

 

Wierzę w Polskę

– Nie oszukujmy się, że państwa narodowe nie mają swoich interesów, oczywiście, że je mają i Nord Stream 2 jest tego przykładem – powiedziała Anna-Maria Żukowska w programie „Forum”.
– Należy te interesy należycie wygrywać, trzeba prowadzić dyplomację, a ta w wykonaniu rządu Zjednoczonej Prawicy leży – oceniła rzeczniczka prasowa SLD.
– Wierzę w Polskę i nie zależy mi na tym, aby nasz kraj był potępiany i pokazywany jako przykład łamania praworządności. Mam nadzieję, że to co się ostatnio stało, czyli publikacja zaległych wyroków Trybunału Konstytucyjnego po 808 dniach, jest wyrazem zmądrzenia, że można się cofnąć – stwierdziła Żukowska.
– Nie chodzi oto, aby Polskę ukarać, ale aby rząd Prawa i Sprawiedliwości wycofał się z tych zmian, które są oceniane naprawdę źle nie tylko w kraju, ale i w Europie – podkreśliła.

 

Precz z Gowinem

Protest przeciwko ustawie Gowina jest zarazem protestem przeciwko status quo
Wśród młodych akademików stale wraca ta sama wątpliwość: czy słusznie robimy protestując z dominującym wśród przeciwników ustawy przekazem i czy rzeczywiście nasze interesy są wspólne z niektórymi grupami, które biorą w proteście?
Pojawia się gnieniegdzie nadzieja, że przeoranie dotychczasowych struktur uczelni (idiotyzmu wydziałowego życia) wpłynie pozytywnie na naszą sytuację, bo może umocni kryteria merytokratyczne. Że system grantowy pozwoli nam rozwinąć skrzydła, a nowe wymogi (w tym te dotyczące umiędzynarodowienia) będą premiowały nasz zapał i dynamizm – komentuje na Facebooku publicysta Łukasz Moll.

Po stronie dziecka

Jakie są priorytety polityki prorodzinnej, proponowane przez Sojusz Lewicy Demokratycznej w programie na wybory samorządowe?

 

Dwa tygodnie temu przedstawiłem najważniejsze elementy „srebrnej rewolucji” – programu samorządowego SLD przygotowanego z myślą o seniorach. Dzisiaj kolej na najmłodszych. Wielu z nich od dwóch lat jest beneficjentami świadczeń rodzinnych 500+. Wydawane rokrocznie z budżetu państwa dwadzieścia kilka miliardów złotych stanowi realną pomoc rodzinom wychowującym dzieci. Zauważalnie zmniejszyła się skala ubóstwa, do niedawna jeszcze będąca wyrzutem sumienia Polski XXI wieku.
Ale 500 złotych na drugie i kolejne dzieci to za mało, aby uznać, że państwo zrealizowało swój obowiązek w prowadzeniu polityki prorodzinnej. Jakie zadania stawia lewica tym, którzy w najbliższych wyborach zostaną wybrani radnymi, wójtami, burmistrzami i prezydentami miast?

 

500 minus żłobek

„Zapewnienie opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 musi być priorytetem dla każdej gminy. Dostępny dla każdego, bez względu na zamożność i stan cywilny, żłobek lub klub dziecięcy to szansa na szybki powrót rodziców na rynek pracy po urodzeniu dziecka i równy podział ról związanych z opieką nad nim” – to cytat z programu samorządowego SLD „Silny samorząd – demokratyczna Polska”.
Efektem ubocznym programu 500+ jest rezygnacja z pracy zawodowej wielu matek wychowujących dzieci. Ich kalkulacja jest prosta: otrzymane pieniądze ze świadczeń rodzinnych starczają od biedy na przeżycie. Zaś powrót do pracy, to częstokroć konieczność oddania dzieci do żłobka. Jeśli zabraknie miejsc w żłobku publicznym, to na żłobek prywatny nie starczy pieniędzy z 500+.
Oto pierwszy z brzegu cennik, znaleziony w sieci. „Zielony Domek” w Brześce niedaleko Piaseczna. Za 8 godzin pobytu malucha w wieku do 3 lat trzeba zapłacić miesięcznie 500 zł czesnego i ponad 200 zł za wyżywienie. Razem 700 zł za jedno dziecko, 1400 złotych za dwójkę! A to i tak nie jest najwyższa cena.
Cena za pobyt dziecka w żłobku niepublicznym w dużej mierze zależy od tego, czy otrzymuje on dotacje z kasy publicznej: programu rządowego „Maluch Plus” i pieniędzy samorządowych. Również ceny w żłobkach publicznych są zróżnicowane. Ale i tam koszt pobytu i wyżywienia nierzadko pochłania zasiłek 500+ w 100 procentach.

 

Prywatyzacja dla najmłodszych

Ta „prywatyzacja” przeszła niezauważona. Prywatyzacja opieki nad najmłodszymi. Ile jest publicznych żłobków w 600-tysięcznym Wrocławiu? W którym urodziło się i mieszka ponad 20 tysięcy obywatelek i obywateli w wieku do 3 lat. Zaledwie 15. Słownie: 15 publicznych żłobków. Pozostałe to placówki niepubliczne. A i tak w końcowym rozrachunku we Wrocławiu brakuje niemal półtora tysiąca miejsc w żłobkach.
„SLD stoi na stanowisku, że należyta opieka nad najmłodszymi mieszkańcami naszego miasta nie powinna opierać się w tak dużym stopniu na placówkach niepublicznych. Konieczne jest znalezienie środków na budowę nowych placówek gminnych lub adaptację posiadanych przez gminę lokali oraz na prowadzenie żłobków publicznych” – napisali w swoim programie samorządowym działacze wrocławskiego SLD.
Żłobki mają być bezpłatne dla wszystkich dzieci! Rodziców decydujących się na pierwsze i kolejne dzieci nie musi interesować, z jakich programów rządowych i samorządowych zostanie sfinansowany pobyt ich syna lub córki w żłobku. Rachunek jest oczywisty. Pracujący rodzice – płacący podatki – pośrednio i tak sfinansują pobyt swoich dzieci w bezpłatnym żłobku.

 

Przedszkole za free

„Przedszkole to nie tylko szansa na godzenie przez rodziców obowiązków domowych i rodzinnych, ale przede wszystkim – na lepszą edukację dla każdego dziecka” – to kolejny cytat z programu samorządowego SLD. Można dyskutować o plusach i minusach pobytu najmłodszych w żłobkach. W przypadku przedszkoli sprawa jest bezdyskusyjna – pełnią one ważne funkcje edukacyjne.
Szkoda, że twórcom Konstytucji z 1997 roku nieco zabrakło wyobraźni, gdy pisali artykuł 70 – o bezpłatnej nauce w szkołach publicznych. Moim zdaniem, bezpłatna edukacja polskich dzieci powinna zaczynać się już w przedszkolu. I to prawo do bezpłatnej edukacji 4-letnich Polek i Polaków winno mieć gwarancje konstytucyjne.
Póki co, zapewnienie jak najlepszej oferty przedszkolnej spoczywa na barkach samorządowców. SLD postuluje, aby wszystkie przedszkola były bezpłatne. Oraz zlokalizowane w pobliżu miejsca zamieszkania rodziców. Niedopuszczalnym jest, aby najmłodsze dzieci, zamiast edukacji i zabawy, spędzały czas w ciasnym foteliku samochodu rodziców.

 

Bez ulgowego biletu

Uczeń zawsze kupował ulgowy. Bilet kolejowy. Autobusowy. Tramwajowy. Problem w tym, że kiedyś kosztowały one grosze. Dosłownie. Za ulgowy na tramwaj lub autobus płaciłem 20 groszy. Dzisiaj – przy porównywalnych zarobkach – ulgowe bilety są dziesięć razy droższe. Zdaniem SLD, komunikacja miejska powinna być bezpłatna – zarówno dla seniorów, jak i dla uczniów szkół podstawowych i średnich.
Częstochowa pokazała, że da się to zrobić. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk (SLD) w ubiegłym roku wprowadził pilotażowy program bezpłatnych przejazdów dla uczniów szkół podstawowych. „Chcemy sprawdzić, czy efekt, na którym nam zależy, czyli zmniejszenie się liczby samochodów na ulicach, zwiększenie się liczby użytkowników w naszych autobusach i tramwajach oraz poprawa sytuacji ekologicznej i bezpieczeństwa na drogach, zostanie osiągnięty” – argumentował prezydent.
Również radni wrocławscy jednogłośnie zadecydowali, że od 1 września tego roku dzieci i młodzież ucząca się do 21. roku życia będzie podróżowała po Wrocławiu za darmo. Podobne rozwiązanie wprowadzają gminy Górnego Śląska, Zagłębia i kilka kolejnych miast.

 

Dentysta w szkole

Inny pilotażowy program jest właśnie wdrażany we Wrocławiu. Z inicjatywy SLD powstają pierwsze gabinety dentystyczne w szkołach. Sojusz Lewicy Demokratycznej chciałby, aby tak było w każdej szkole w Polsce. „Każdy uczeń będzie objęty bezpłatną opieką dentystyczną, na którą będzie składać się zarówno profilaktyka stomatologiczna, jak i leczenie. Gabinet dentystyczny musi znajdować się w każdej szkole” – zapisano w programie samorządowym.
Ktoś powie, że to już było. Tak, w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej każda szkoła miała gabinet stomatologiczny i lekarski. I do tych dobrych praktyk z przeszłości warto wrócić. Bo dane dotyczące zdrowia dzieci i młodzieży są zatrważające. Już ponad 80 proc. sześciolatków choruje na próchnicę zębów. U dwunastolatków ten odsetek wzrasta do 85 proc.. A u osiemnastolatków do 95 proc.!

 

Szkoły zawodowe

W czasach transformacji zaniedbano również inną sferę dobrze rozwiniętą i funkcjonującą w PRL. Szkolnictwo zawodowe. Obecnie jesteśmy w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o ilość osób posiadających wyższe wykształcenie. Tymczasem coraz dotkliwszy jest brak fachowców. I to we wszystkich zawodach technicznych. Statystyka mówi sama za siebie. W roku szkolnym 1990/91 funkcjonowało blisko 3 tysiące szkół zawodowych. Do drugiej dekady XXI wieku dotrwała zaledwie co druga z nich.
„Będziemy wspierać szkoły branżowe i technika: tworzyć nowe placówki, a w istniejących – zapewniać atrakcyjne kierunki kształcenia i nowoczesne wyposażenie” – napisali autorzy programu samorządowego Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Decyzje młodych ludzi dotyczące wyboru zawodu nierzadko są wynikiem panującej mody, sugestii rówieśników lub nacisków rodziców. Nie zawsze ma to związek z rzeczywistym zapotrzebowaniem na specjalistów danej branży. Dlatego SLD proponuje wprowadzenie kompleksowego systemu doradztwa zawodowego. Pomagającego uczniom w wyborze ścieżki kształcenia i przyszłego zawodu.

 

Etyka w szkole

Hydraulików i budowlańców brakuje. Polska nie narzeka natomiast na brak… katechetów. Od lat liczba nauczycieli religii w szkołach utrzymuje się na poziomie około 30 tysięcy. Dla porównania, policjantów jest 98 tysięcy. Katecheci szkolni kosztują podatników 1,5 miliarda złotych rocznie.
W programie krajowym SLD zapisano postulat likwidacji nauki religii w szkołach i finansowania katechetów z pieniędzy podatników. Jednak samorządowcy nie mają w tej sprawie wiele do powiedzenia. Dlatego w programie dotyczącym wyborów samorządowych zapisano jedynie postulat udostępnienia w każdej szkole lekcji etyki, dla wszystkich zainteresowanych uczniów. Taki jest wymóg prawa. Niestety, nie wszystkie szkoły i władze samorządowe go respektują. Jedną z wymówek jest brak nauczycieli etyki. To nie może dziwić, skoro na 30 katechetów przypada zaledwie 1 (słownie: jeden) nauczyciel etyki.

 

Gminy dla młodych

W programie dla seniorów Sojusz Lewicy Demokratycznej postulował tworzenie rad seniorów, jako zespołów doradczych dla władz samorządowych. Ale zasad samorządności należy uczyć się już w szkole podstawowej. „Chcemy, by już uczniowie szkół podstawowych mieli swoją reprezentację w młodzieżowych radach gmin, z własnym budżetem, który pozwoli między innymi na organizację młodzieżowych akcji i imprez” – proponuje Sojusz Lewicy Demokratycznej w programie samorządowym.
Jedną z bolączek wyborów samorządowych jest bardzo niska frekwencja. W ostatnim dwudziestoleciu ani razu nie przekroczyła 50 proc. To oznacza, że ponad połowa mieszkańców systematycznie nie bierze udziału w wyborze swoich radnych, burmistrzów i prezydentów miast. Uczenie młodych ludzi aktywności obywatelskiej to również praca na rzecz przyszłych świadomych uczestników życia publicznego i politycznego.

 

Po stronie dziecka, po stronie rodzica

Gdyby z obszernego programu SLD, dotyczącego polityki prorodzinnej, chcieć zacytować tylko jedno – najważniejsze – zdanie? Brzmiałoby: „samorząd musi być partnerem rodzica w wychowaniu dziecka!”. Nic dodać. Nic ująć.

Głos lewicy

Docenieni!

Korespondenci polskich mediów w Brukseli zostali zapytani o ocenę działań posłów. Eurodeputowani SLD zajęli odpowiednio Bogusław Liberadzki (8 miejsce) doceniony za aktywne działania na rynku infrastruktury, a także unijnego budżetu, Janusz Zemke (19 miejsce) za działalność dotyczącą polityki obronności i obrony praw konstytucyjnych, a Krystyna Łybacka doceniona za pracę w tematyce edukacji – 25 miejsce w rankingu przygotowanym przez dziennik „Rzeczpospolita”.

 

Klaps? Nigdy!

– Klaps to wyraz wewnętrznej frustracji i braku kompetencji wychowawczych, a także wyraz braku własnych kompetencji do wychowania dziecka – ocenił Krzysztof Gawkowski w programie „Tak Jest”.
Wiceprzewodniczący SLD podkreślił, że jego zdaniem deklarowanie, iż klaps jest uzupełnieniem werbalnej relacji z dzieckiem oznacza, że „nie jesteśmy ani werbalnie, ani mentalnie przygotowani do posiadania dzieci”.
– Jeżeli w dojrzałym, cywilizowanym świecie odchodzimy od tego, żeby stosować kary cielesne, tortury i inne środki przymusu bezpośredniego, to powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że uderzanie dziecka może doprowadzić do nieodwracalnych zmian psychologicznych i psychicznych – powiedział Gawkowski, przypominając, że jest to stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).
Polityk Sojuszu podkreślił, że polskie prawo zabrania bicia dziecka. Dodał, że badania prowadzone na świecie pokazywały wielokrotnie, iż dziecko bite w przyszłości także używa przemocy fizycznej i wdaje się w bójki. Stwierdził, że „miłość oznacza to samo w stosunku do osoby dorosłej i dziecka”. – Jeżeli kogoś kochamy, to traktujemy go tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani – zaznaczył.

Niech kościół się trochę podzieli

Interpelacja do Prezesa Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej, w sprawie zakresu i wysokości wsparcia ze środków publicznych dla Kościołów i innych związków wyznaniowych.

 

Relacje między państwem a Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi, zwłaszcza stosunki państwa z Kościołem Katolickim, to ważny temat debaty publicznej w Polsce. Na stopień społecznych emocji w tej sferze wpływają zarówno demonstracje ruchu „Ogólnopolski Strajk Kobiet” pod niektórymi kuriami biskupimi w marcu 2018 r., jak również medialne doniesienia o wysokość finansowego wsparcia ze strony instytucji państwowych dla przedsięwzięć firmowanych w szczególności przez Fundację „Lux Veritas”.
Podczas spotkań w wyborcami wielokrotnie byłem pytany o podstawy prawne i zakres wsparcia materialnego państwa dla wspólnot religijnych, szczególnie w kontekście respektowania konstytucyjnej i konkordatowej zasady wzajemnej niezależności oraz autonomii państwa i Kościoła w swoich dziedzinach. Ze strony uczestników tych spotkań padały niejednokrotnie bardzo wysokie kwoty i areały, niemożliwe do prawidłowego zweryfikowania. Należy zaznaczyć, że brak jest obecnie upublicznionych, aktualnych i kompleksowych danych dotyczących rozmiarów wsparcia finansowego, tak bezpośredniego jak i pośredniego, ze środków publicznych na rzecz związków wyznaniowych. Ostatni kompleksowy raport, dotyczący finansów wyłącznie Kościoła katolickiego, został opublikowany przez Katolicką Agencję Informacyjną na początku 2012 r. Taki stan sprzyja powstawaniu różnego rodzaju mitów i ugruntowywaniu stereotypów. Istnieje zatem potrzeba społeczna wiarygodnej informacji na temat stopnia zaangażowania finansowego Państwa na rzecz Kościołów i innych związków wyznaniowych. Mając to na uwadze zwracam się na podstawie art. 115 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 192 ust. 1 i 2 Regulaminu Sejmu o z uprzejmą prośbą udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

1. Jaka była, względnie jest, wysokość Funduszu Kościelnego, odpowiednio w latach 2015-2018 oraz jaka była, względnie jest, struktura wydatków Funduszu Kościelnego w rzeczonym okresie ?
2. Ile obecnie etatów katechetów jest przewidzianych w systemie oświaty publicznej i jakie były, względnie są, koszty zatrudnienia katechetów odpowiednio w latach 2015-2018 ?
3. Jakie były, względnie są, koszty budżetowe, odpowiednio w latach 2015 – 2018, utrzymania Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, Prawosławnego Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego oraz Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego? Ile odpowiednio etatów finansowanych z budżetu państwa przewidziano w wymienionych instytucjach ?
4. Ile etatów kapelanów przewidziano odpowiednio w: Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Policji, Służbie Celnej, Służbie Więziennej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Wywiadu Wojskowego, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Biurze Ochrony Rządu, Służbie Ochrony Państwa, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym? Jakiej wysokości były koszty budżetowe ich utrzymania odpowiednio w latach 2015-2018? Ilu z pośród rzeczonych kapelanów ma status funkcjonariuszy właściwych instytucji?
5. Jakie były ogółem koszty świadczeń emerytalno-rentowych odpowiednio w latach 2015-2018 dla byłych kapelanów w wyżej wymienionych instytucjach państwowych?
6. Jaka jest średnia wysokość emerytury byłych kapelanów odpowiednio w wyżej wymienionych instytucjach państwowych?
7. Ilu duchownych pełni swoją posługę w zakładach opieki zdrowotnej i jaki był koszt ich wynagrodzeń odpowiednio w latach 2015-2018?
8. Ilu duchownych pełni swoją posługę w zakładach karnych i w aresztach śledczych i jaki był koszt budżetowy ich wynagrodzeń odpowiednio w latach 2015-2018?
9. W jakiej kwocie ogółem ze środków publicznych została dofinansowana budowa w Warszawie Świątyni Opatrzności Bożej?
10. W jakiej kwocie ogółem ze środków publicznych została dofinansowana odbudowa i renowacja Zespołu Klasztornego w Supraślu?
11. Jakie wysokości były dochody budżetu państwa odpowiednio w latach 2015-2018 z tytułu zryczałtowanego podatku dochodowego od niektórych przychodów uzyskiwanych przez osoby duchowne?
12. W jakiej wysokości budżet państwa finansował odpowiednio w latach 2015-2018 takie uczelnie/wydziały jak:
a) Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II.
b) Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
c) Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie,
d) Uniwersytet Papieski im. Jana Pawła II w Krakowie,
e) Prawosławne Seminarium Duchowne w Warszawie,
f) Akademię Ignatianum w Krakowie,
g) Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu,
h) Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie,
i) Wydziały Teologiczne na: Uniwersytecie Opolski, Uniwersytecie Szczecińskim, Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, Uniwersytecie Śląskim w Katowicach,
j) Katedra Teologii Katolickiej i Katedra Teologii Prawosławnej na Uniwersytecie w Białymstoku ?
13. Jakiej wysokości były dochody budżetu Państwa, odpowiednio w latach 2015-2018, z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych, płaconego przez Kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich jednostki organizacyjne?
14. Jaka była, odpowiednio w latach 2015-2018, kwota odliczeń od podstawy opodatkowania dokonanych przez podatników podatku dochodowego będących osobami fizycznymi względnie także osobami prawnymi, na działalność charytatywno-opiekuńczą kościelnych osób prawnych?
15. Jaka była odpowiednio w latach 2015-2018 kwota odliczeń od podstawy opodatkowania podatników podatku dochodowego od osób fizycznych, odpowiednio od osób prawnych, z tytułu darowizn na cele kultu religijnego?
16. Jakie były koszty działalności odpowiednio w latach 2015-2018: Komisji Regulacyjnej ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich, Komisji Regulacyjnej ds. Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, Komisji Regulacyjnej ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz Międzykościelnej Komisji Regulacyjnej?
17. Jaki areał nieruchomości przekazała/przyznała Kościołowi katolickiemu i kościelnym osobom prawnym Komisja Majątkowa i jaką kwotę ogółem przyznała ona tytułem odszkodowania, względnie zadośćuczynienia, czy rekompensat?
18. Jaki areał nieruchomości dotychczas przekazały/przyznały właściwym Kościołom i związkom wyznaniowym oraz ich wyznaniowym osobom prawnym właściwe komisje regulacyjne? Jakie kwoty dotychczas przyznane zostały przez odpowiednie komisje regulacyjne tytułem odszkodowań, rekompensat, względnie zadośćuczynienia?
19. Jaki ogółem areał nieruchomości został przekazany na podstawie decyzji właściwych wojewodów na rzecz kościelnych osób prawnych niektórych Kościołów, które po 8 maja 1945 r. podjęły działalność na Ziemiach Zachodnich i Północnych, w celu utworzenia lub powiększenia gospodarstw rolnych (zwłaszcza na podstawie art. 70a ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej)?
20. Jakie były odpowiednio w latach 2015-2018 wpływy od Kościołów i związków wyznaniowych oraz innych wyznaniowych osób prawnych z tytułu:
a) podatku od nieruchomości,
b) podatku rolnego,
c) podatku leśnego?
21. W jakiej wysokości, odpowiednio w latach 2015-2018, Kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne otrzymały dopłaty do nieruchomości rolnych ze środków Unii Europejskiej?
22. Jaki areał nieruchomości rolnych stanowi obecnie własność Kościołów i innych związków wyznaniowych oraz innych wyznaniowych osób prawnych?
23. Jakie były, odpowiednio w latach 2015-2018, inne przypadki wsparcia finansowego na rzecz Kościołów i innych związków wyznaniowych oraz osób duchownych, niż wskazane wyżej, ze środków budżetu państwa lub ze środków państwowych osób prawnych, w tym spółek z udziałem Skarbu Państwa? Jaka była wysokość rzeczonego wsparcie i jego tytuł prawny ?
Uprzejmie proszę ponadto o wskazaniu w każdym przypadku danego rodzaju wydatków budżetowych ich szczegółowych podstaw prawnych.

Zróbmy razem mapę polskiej lewicy

28 dni od inauguracji Komitetu za nami. Uporządkowaliśmy sprawy organizacyjne i przygotowaliśmy się do realizacji kolejnych przedsięwzięć. Społeczny Komitet Lewicy w chwili obecnej liczy sobie prawie 500 członków, a liczba ta cały czas rośnie. Oznacza to, że chętnych do wspólnej pracy na rzecz przywracania właściwego miejsca lewicowym wartościom nie brakuje.

 

Przed nami wszystkimi stoi pierwsze wyzwanie: Pokazanie opinii publicznej, że Lewica jest obecna w Polsce i znajduje się tu ogromna liczba miejsc związanych z czynem lub myślą lewicową.
Tym samym oddajemy w Wasze ręce MAPĘ POLSKIEJ LEWICY. Musimy ją wspólnie wypełnić, a następnie pokazać opinii publicznej i zaapelować o dalszą aktywność tych, którzy jeszcze nie są związani ze Społecznym Komitetem Lewicy, ale utożsamiają się z jego celami.
Inspirując się tą myślą, chcemy gromadzić pamiątki przypominające o wkładzie bardziej lub mniej znanych ludzi lewicy, w budowę naszego Kraju. Każde miejsce, tablica, pomnik, czy dokument pokazujący zapomniane lub jeszcze nie do końca poznane dzieje i inicjatywy, ludzi lewicy przypomną lub odkryją nowe wydarzenia i postacie.
Jesteśmy przekonani, że zaangażujecie się w tworzenie Mapy Polskiej Lewicy, żeby pokazać jej siłę.

Co trzeba zrobić?
1. Sfotografować miejsce/obiekt związany z Lewicą
2. Opisać go
3. Umieścić na mapie pod adresem http://daszynski2018.pl/mapa/

Dokumenty oraz nagrania z przekazami ustnymi można przesyłać bezpośrednio do nas.

W razie pytań jesteśmy do dyspozycji pod adresem kontakt@daszynski2018.pl