Gospodarczo odrodzeni

List otwarty do członków Społecznego Komitetu Lewicy Obchodów 100 – lecia Odzyskania Niepodległości.

 

Konferencja pod hasłem „Polska w Europie – Europa w Polsce”, zorganizowana przez Ruch Odroczenia Gospodarczego jak również uczestnictwo w niej przedstawicieli liczących się organizacji lewicowych i niektórych polskich euro parlamentarzystów, skłoniły nas jak i innych uczestników tej konferencji do zabrania głosu w sprawie obchodów, przez środowiska lewicowe, 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Dlatego też, swoje uwagi i propozycje obchodów tej rocznicy kierujemy do członków Społecznego Komitetu Lewicy Obchodów 100-lecia Odzyskania Niepodległości.

 

Walka z zacofaniem

Obchody te zmuszają do zaprezentowania szerokim kręgom społeczeństwa, nie tylko wysiłku poprzednich pokoleń w utworzenie jednolitego organizmu państwowego po ponad stuletnim okresie zaborów, ale również w jego budowę i rozwój. Zarówno w okresie międzywojennym, jak i po drugiej wojnie światowej. W pierwszym okresie dominowała walka z zacofaniem gospodarczym, tworzenie zrębów nowoczesnego przemysłu, wprowadzanie nowoczesnych rozwiązań socjalnych i oświatowych, przyznanie praw wyborczych kobietom są niewątpliwie historycznymi osiągnięciami tego okresu. niepodległości państwa.
Po kataklizmie drugiej wojny światowej jednak odrodziło się państwo polskie. Fakt, że o ograniczonej samodzielności, ale jednak polskie. Odrodziło się państwo z korzystniejszym, niż w poprzednim okresie układem terytorialnym i składem narodowościowym. Państwo, które wbrew stanowisku prawicowej części społeczeństwa, spełniało marzenia i oczekiwania jego większości.
Odbudowa zniszczonego kraju, likwidacja analfabetyzmu, realizacja reformy rolnej, elektryfikacja, nacjonalizacja przemysłu, rozwój kultury, oświaty i opieki zdrowotnej stanowią tylko część osiągnięć powojennej Rzeczpospolitej, a przede wszystkim Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w tym okresu lat siedemdziesiątych, w którym podjęto proces unowocześniania przemysłu i „uchylono” dla społeczeństwa „drzwi na zachód”. Osiągnięć tych nie sposób było uzyskać bez dominującej roli w ich realizacji szeroko rozumianej lewicy, partii i organizacji chłopskich oraz innych organizacji obywatelskich. Tym faktom nie da się zaprzeczyć ani wykreślić z historii naszego państwa.

 

Destrukcja państwa

Prezentacja tych faktów, jak i przeciwstawianie się indoktrynacji społeczeństwa, a szczególnie młodzieży ma szczególne znaczenie dla przyszłości Polski. Działania takie mają szczególne znaczenie wobec obecnej polityki zakłamywania i przeinaczania historii Polski, prowadzona w ramach „polityki historycznej” oraz niszczenia jej demokratycznego charakteru prowadzi do izolowania jej na forum międzynarodowym.
Wśród nich szczególne zagrożenie wywołuje postępująca destrukcja państwa i polityka likwidowanie demokratycznego charakteru państwa i wielu jego instytucji, konfliktowanie z Unią Europejską i naszymi najbliższymi sąsiadami, a jednocześnie służalczość w stosunku do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, stawiają nasze państwo na marginesie Europy. Polityka ta stanowi ograniczanie nie tylko międzynarodowej pozycji państwa, ale również zagrożenie bytu ekonomicznego jego obywateli.
Dokonane już, jak i aktualnie wprowadzane zmiany polityczne i społeczne mają również wpływ na sytuację gospodarczą kraju. Z jednej strony, realizowane działania socjalne, jak przyznane dodatki (500 plus) dla rodzin wielodzietnych, dodatki na dzieci rozpoczynających naukę czy podjęty program budowy mieszkań na wynajem, poprawiają warunki bytowe wielu rodzin.
Z drugiej strony pozostają jednak bez należytego wsparcia, również ekonomicznego, najsłabsze grupy społeczne np. rodziny z osobami niepełnosprawnymi czy inni ludzie zmarginalizowani społecznie.

 

Zadłużenie

Zmniejsza się bezrobocie, przy jednoczesnym utrzymywaniu się wysokiego zatrudnienia w oparciu o tzw. umowy śmieciowe. Jednak na sytuację gospodarczą kraju, szczególnie negatywny wpływ ma zarówno polityka demograficzna, a szczególnie utrudnienia imigracji zarobkowej, szczególnie przybyszy „ze wschodu”, jak i niestabilna polityka w stosunku do rodzimej przedsiębiorczości. Polityka ta ma również negatywny wpływ na sytuację finansową państwa.. Aktualnie (według informacji GUS) zadłużenie Skarbu Państwa wynosi 4,96 miliarda złotych, co stanowi 276 proc. krajowego PKB. Tym samym Polska stała się jednym z najbardziej zadłużonych państw Europy, a jej długi będą spłacać przyszłe pokolenia obywateli. Jednocześnie wewnątrz kraju, realizowana polityka deformacji demokratycznego charakteru państwa i ograniczanie roli i znaczenia demokratycznych instytucji, krótkowzroczna polityka społeczna, klerykalizacja państwa i budowanie potęgi ekonomicznej i politycznej Kościoła Katolickiego oraz tzw. „polityka historyczna” cofają nasz kraj w okres średniowiecza, i prowadzą do kształtowania państwa klerykalnego, akceptującego w nim ruchy nacjonalistyczne i skrajnie faszystowskie. Działania takie budzą nasz sprzeciw i wywołują potrzebę przeciwdziałania nim

 

Wspólna szansa

W istniejącej sytuacji, przy słabości obecnej opozycji parlamentarnej, jedynymi siłami mogącymi skutecznie przeciwstawić się negatywnym procesom i walczyć o demokratyczny charakter państwa są demokratyczne partie i organizacje pozaparlamentarne oraz ruchy obywatelskie. Wśród nich szczególnie istotną rolę ma do spełnienia szeroko rozumiana i nowocześnie pojmowana lewica, zarówno o charakterze społecznym jak i obywatelskim.
Szansę na podjęcie wspólnych działań zarówno partii, jak i innych organizacji o orientacji lewicowej, stwarza utworzenie Społecznego Komitetu Lewicy Obchodów 100-lecia Odzyskania Niepodległości. Wśród tych partii i organizacji liczącą się rolę w podjęciu wspólnych działań lewicy może spełnić Ruch Odrodzenia Gospodarczego. Ruch ten mógłby uczestniczyć w realizacji wspólnych działań organizowanych lub inicjowanych przez Komitet, jak również realizować własny program.

 

Charakter lewicy

Wśród wielu niezbędnych działań, które może inicjować i realizować lewica, istotne znaczenie ma przeciwstawienie się dezinformacji i indoktrynacji społeczeństwa i właśnie w tym zakresie dostrzegalną rolę może spełniać Ruch Odrodzenia Gospodarczego. Partia ta, bazując na swoim dotychczasowym dorobku, możliwościach kadrowych i potencjale intelektualnym członków oraz współpracy z innymi organizacjami, a szczególnie Polską Partią Socjalistyczna, może aktywnie uczestniczyć zarówno w opracowywaniu programu tych obchodów jak i ich realizacji. Jej udział w tych obchodach (zarówno w roku 2018 jak i latach następnych) mógłby polegać m. in. na ; organizowaniu konferencji problemowych czy przygotowywaniu lewicowych wydawnictw poświęconych tej tematyce. Kształtując charakter lewicy trzeba jednak uwzględniać wiele z nowych poglądów politycznych, tak bardzo aktywnych na lewicy, absorbujących liczne grupy międzypokoleniowe, zwłaszcza pod nazwa ruchów obywatelskich

 

Lewica obywatelska

Tak pojęta lewica, jako „lewica obywatelska” powinna być nie tylko aktywną ale również kreatywną. Powinna nie tylko aktywnie upowszechniać swoje oceny i wnioski, ale również wspierać, inicjować, a nawet samodzielnie realizować przedsięwzięcia służące obronie i umacnianiu demokratycznego charakteru państwa, rozwojowi gospodarczemu i poprawie warunków bytowych wszystkich obywateli, ale jednak szczególnie tych utrzymujących się z pracy własnych rąk i umysłu. Liczącą się rolę w integrowaniu działań lewicy, kształtowaniu jej charakteru oraz budowaniu społecznej pozycji może spełniać Ruch Odrodzenia Gospodarczego, szczególnie przy współpracy z Polską Partią Socjalistyczną.

Łódź pamięta o rewolucji!

Okrzyki „Rewolucja!”, „Precz z wyzyskiem!”, „Solidarność robotnicza!”, „Wolność, równość, niepodległość!” mogli usłyszeć mieszkańcy Łodzi oraz turyści, którzy w sobotnie popołudnie znajdowali się przy ul. Piotrkowskiej.

 

W miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy demonstrowali, ścierali się z carskim wojskiem i wznosili barykady, odbył się rocznicowy przemarsz i spektakl.
Kolejna już edycja efektownego upamiętnienia powstania łódzkiego, jednego z największych wystąpień robotniczych podczas rewolucji 1905 roku, zgromadziła około dwustu osób. W serii symbolicznych obrazów prezentowanych przez alternatywny teatr Chorea uczestnicy wydarzenia obserwowali wybuch robotniczego buntu, manifestacje i walkę pracownic i pracowników łódzkich fabryk, spory między organizacjami rewolucyjnymi działającymi w Królestwie Polskim, nieugiętość walczących i wreszcie stłumienie powstania i represje wobec rewolucjonistów. Aktorzy i aktorki występowali w tych samych miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy zbierali się, organizowali i walczyli – na ul. Piotrkowskiej i okolicznych podwórzach; zaś złość wyzyskiwanych przeciwko wyzyskiwaczom pokazali w sąsiedztwie pomnika łódzkich fabrykantów Poznańskiego, Grohmana i Scheiblera.
Z uwagi na 100. rocznicę odzyskania suwerenności przez państwo polskie w spektaklu silnie wyeksponowany był wątek rozważań nad tym, czym jest niepodległość, wolność i samowola. Równocześnie przypomniano o początku rewolucji 1905 r. – Krwawej Niedzieli w Petersburgu i o solidarności robotników polskich i rosyjskich podczas kilkunastu miesięcy walk z caratem o społeczne i narodowe wyzwolenie. Ważnym punktem obchodów był śpiew połączonych chórów rewolucyjnych, które wykonały m.in. „Międzynarodówkę”, „Gdy naród do boju”, „Czerwony sztandar”, „Gdy naród do boju” i „Łodziankę”.
Nieprzypadkowo marsz zakończył się w okolicy ulic Piotrkowskiej i Wschodniej – przy niej właśnie 22 czerwca 1905 r. zbuntowani robotnicy starli się z rosyjskimi oddziałami piechoty i Kozaków. W ciągu kolejnych dwóch dni na ulicach Łodzi wzniesiono ponad sto barykad; w bitwie ulicznej, do której carat rzucił przeciwko proletariuszkom i proletariuszom łącznie osiem pułków wojska, zginęło ponad 160 osób. Powstanie zostało stłumione, w Łodzi ogłoszono stan wojenny, ale kolejne strajki robotnicze wybuchały jeszcze do 1907 r.
– Obecnie mało kto pamięta o Powstaniu Łódzkim 1905 roku, które przyniosło za sobą falę zmian i – mimo upadku – odegrało ważną rolę w walce o niepodległość Polski. Chcemy pokazać, że każdy społeczny ruch pozostawia jakieś zmiany, a to, że ludzie w krytycznych sytuacjach decydują się na wyjście na ulicę nie idzie na marne – nawet, gdy walka okazuje się przegrana – tłumaczyła Onetowi Ewa Otomańska, reżyserka widowiska. Obserwatorzy spektaklu i zarazem uczestnicy przemarszu nieśli, tak jak walczący robotnicy w 1905 r., sztandary czerwone i biało-czerwone, a także flagi historycznych partii: PPS-u czy Bundu. Eksponowali i skandowali hasła rewolucyjne – precz z caratem! precz z cenzurą! precz z czarną sotnią! precz z wyzyskiem! zakaz pracy akordowej! ośmiogodzinny dzień pracy! Wezwania odnoszące się do sytuacji robotników nie straciły aktualności po dziś dzień…
Takie też poczucie mieli uczestnicy marszu. Wielu z nich przyszło na Piotrkowską nie tylko po to, by upamiętnić wydarzenie historyczne, ale także w poczuciu identyfikacji z lewicowymi hasłami.

Socjalista ducha

100 lat temu zmarł Edward Abramowski (1868-1918).

 

Jego nazwisko („towarzysz Abramowski”) pojawia się w groteskowym kontekście, obok „dziewki bosej od samego pana Wyspiańskiego” i „dziarskich chłopców”, w „Szewcach” Witkacego, jako rodzaj figury uosabiającej, w tonie z lekka ironicznym, ruch socjalistyczny. Przeciwnicy jego idei mówili o „abramowszczyźnie”. Niezależnie od tego, co z jego bardzo idealistycznych koncepcji zachowało aktualność do dziś, Edward Abramowski, który zmarł na kilka miesięcy przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę, był jednym z duchowych ojców polskiego socjalizmu, a jednocześnie ojcem założycielem polskiej psychologii.

Niektórzy uważają go za pierwowzór Gajowca z „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Jako działacz II Proletariatu i współzałożyciel Polskiej Partii Socjalistycznej na słynnym zjeździe w Paryżu w 1892 roku, należał Abramowski do nurtu tzw. socjalizmu humanistycznego, nie pozbawionego akcentów anarchistycznych i anarchosyndykalistycznych, choć zaczynał jako marksista. Od marksizmu odszedł po uznaniu go za mechanistyczny sposób widzenia dziejów i procesów społecznych, a także jako idei głoszącej nieuchronność dyktatury proletariatu. Jako myśliciel psychologiczny odszedł od marksizmu jeszcze dalej niż jako działacz społeczno-polityczny. Był antagonistą pozytywistycznych, behawiorystycznych nurtów psychologii, zwolennikiem psychologii indywidualnej, akcentującej samoistność i unikalność jednostki ludzkiej. Badał zjawiska podświadomości i intuicji, a także interesował się fenomenami mistycznymi i metafizycznymi. Akcentował walory duchowe i społeczne chrześcijaństwa, zachowując jednocześnie radykalny antyklerykalny krytycyzm wobec religii jako instytucji.

 

Z dworku do robotników

Edward Abramowski urodził się 17 sierpnia 1868 roku w Stefaninie, w guberni kijowskiej w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Jak wielu późniejszych polskich socjalistów był wychowywany w duchu romantyzmu i w atmosferze powstańczych wspomnień. W Warszawie znalazł się w roku 1879 roku. Tam rozpoczął prywatną edukację, a jedną z jego nauczycielek była Maria Konopnicka, poprzez którą poznał członków I Proletariatu. W tym czasie uległ fascynacji literaturą pozytywistyczną, dziełami Spencera i Darwina, a także dziełami Marksa. Połączenie tych lektur z obserwacją życia społecznego i powszechnego zjawiska nędzy sprawiło, że czynnie zainteresował się kwestiami społecznymi. W artykułach prasowych głosił idee społecznej edukacji, pomocy i współdziałania oraz samodoskonalenia. Skupiał się w nich na idei braterstwa ludzi, która była istotna w całej jego późniejszej twórczości. W 1885 roku podjął studia fizyczne i biologiczne na Wydziale Przyrodniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zakładał tam kółka młodzieży socjalistycznej, współorganizował przemyt nielegalnej literatury z zagranicy. W latach 1886–1889 studiował filozofię na uniwersytecie w Genewie. Był aktywistą w grupie polskich studentów należących do Zjednoczenia Młodzieży Polskiej. Poświęcił się pracy agitacyjnej, utrzymywał kontakty z kołami rewolucyjnymi w kraju, nauczał w kółkach robotniczych. Te zajęcia pochłonęły go tak bardzo, że porzucił studia.

 

Działalność polityczna i publicystyczna

Na początku 1889 roku Abramowski wrócił do Warszawy. Zaangażował się w pracę w szeregach II Proletariatu i w działalność publicystyczną. W krytyce kapitalizmu po części pozostawał marksistą. Wskazywał, że własność prywatna jest źródłem wyzysku, pisał także o rewolucji społecznej jako o drodze do nowego ustroju. W związku ze sprzeciwem wobec stosowania terroru, wraz z kilkoma innymi działaczami, opuścił szeregi II Proletariatu i założył nową organizację – Zjednoczenie Robotnicze, które koncentrowało się na pracy propagandowo-oświatowej w środowisku robotniczym. W listopadzie 1892 roku wziął udział w paryskim zjeździe zjednoczeniowym socjalistów polskich, na którym powstała Polska Partia Socjalistyczna. Został wybrany do władz nowo utworzonego Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich.

 

Rewizja poglądów

Z powodu gruźlicy Abramowski wyjechał na leczenie do Szwajcarii. Zrezygnował z praktycznej działalności politycznej i poświęcił się studiom psychologicznym i socjologicznym. W tym czasie dokonał także rewizji swoich poglądów i odszedł od ruchu robotniczego i marksizmu. Głosił potrzebę wyjścia poza marksizm i uzupełnienia go niezbędnymi dla teorii społecznej treściami. Akcentował podmiotowy charakter ludzkiego istnienia i konieczność przemiany moralnej przed proponowanymi zmianami społecznymi. Wyjechał jako ortodoksyjny marksista i działacz partyjny. W 1897 roku wracał do Warszawy z nową teorią socjalizmu bezpaństwowego, własną, apolityczną, jako utopijny zwolennik natychmiastowego wcielenia w życie ideałów komunizmu i bezpaństwowości, jako anarchista. Za najważniejsze zadanie uznał refleksję badawczą, działalność publiczną i rozpowszechnianie nowej idei etyki. W takich pracach jak „Zagadnienia socjalizmu”, „Pierwiastki indywidualne w socjologii”, „Etyka a rewolucja”, zwracał uwagę na istotną rolę zmian etycznych w procesach społecznych i konieczność pierwszeństwa rewolucji moralnej przed zmianami społecznymi, samoorganizację i zmianę moralności ludzkiej. W latach 1898–1900 prowadził wszechstronną działalność. Angażował się w pracę kół samokształceniowych i tajnych kursów szerzących niezależną oświatę oraz myśl niepodległościową, podejmował inicjowanie grup kształcących się etycznie i propagujących hasła odnowy moralnej. Organizował także komuny głoszące i realizujące postulaty życia etycznego.

W tym czasie, poza działalnością społeczną, rozwijał także swoje zainteresowania psychologiczne. W 1904 roku opublikował rozprawę „Socjalizm a państwo”. Podstawową wartością stał się dla niego zindywidualizowany, wolny i twórczy człowiek. We wspomnianym dziele zawarł także krytykę socjalizmu państwowego i samego państwa jako takiego oraz postulat bezpaństwowej organizacji społeczeństwa w formie wolnych zrzeszeń. W centrum doktryny społecznej Edwarda Abramowskiego znajduje się wolność. W swoich pracach nie krył on entuzjazmu dla tej idei, mocno wierząc w ukrytą ludzką dobroć (optymizm antropologiczny). Pisał, że wolność człowieka to wolność bycia sobą, rozwijania własnych zainteresowań i kroczenia swoją własną ścieżką życia (a nie taką jaką wyznacza władza czy państwo). Uważał, że wolność klasy, narodu, społeczeństwa należy mierzyć zakresem wolności indywidualnego człowieka. Uznał, że jedynie socjalizm bezpaństwowy ma pełne szanse realizowania wolnościowych celów. Za bardzo ważną uznał rewolucję moralną, akcentując, że człowiek będzie dopiero wtedy wolny, gdy dokona się radykalna zmiana w jego wnętrzu – zmiana jego psychice, moralności, postrzeganiu świata. To warunek dla uformowania społeczeństwa wolnego, solidarnego, opierającego swoje istnienie i zasady na polityce wolności. Współpracował także z Polskim Związkiem Ludowym i napisał postępowy program dla wsi. Po 1905 roku, po upadku rewolucji, poświęcił się idei kooperacji, o której napisał takie prace jak „Zasada respubliki kooperatywnej”, „Znaczenie współdzielczości dla demokracji” i inne. Opowiadał się za likwidacją państwa i zastąpieniem go związkiem kooperatywnym zrzeszającym – na zasadzie dobrowolności – wolnych wytwórców, odpowiadających w granicach swych obowiązków za kształtowanie losów własnych oraz świadomie angażujących się w życie społeczne. Przyczynił się do powstania Towarzystwa Kooperatystów, był współzałożycielem pisma spółdzielczego Społem. Kontynuował także ruch etyczny w postaci Związków Przyjaźni.

 

Ojciec polskiej psychologii

W 1907 współorganizował Polskie Towarzystwo Psychologiczne, którego został pierwszym przewodniczącym. W 1910 roku Abramowski założył w Warszawie pierwszą pracownię psychologiczną, która została przemianowana na Instytut Psychologiczny. W roku 1915 objął Katedrę Psychologii na Uniwersytecie Warszawskim. W 1917 roku rozpoczął wykłady z metafizyki doświadczalnej. Jego stan zdrowia systematycznie się pogarszał, ale nie zrezygnował z aktywności. W maju 1918 roku jego stan zdrowia bardzo się pogorszył, a długotrwałe stosowanie morfiny, za pomocą której zwalczał trapiące go cierpienia fizyczne i ból dodatkowo podkopało jego organizm. Zmarł 21 czerwca 1918 roku w Warszawie. I został pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim.

Jak wraca cenzura

Za czasów rywalizacji miedzy obozem socjalistycznym a kapitalistycznym, Zachód stawiał na swobody indywidualne, zaś Wschód promował równość i prawa społeczne. Jeśli nawet były odstępstwa od zasad założycielskich danego ustroju, to każdy z nich musiał choćby starać się o ich realizację. Jednocześnie każdy przyjmował pewne cechy przeciwnego obozu. A wiec, dzięki strachowi przed „bolszewikiem z nożem w zębach” wprowadzano od 1917 r. na Zachodzie więcej praw socjalnych, a dzięki „pozornej demokracji burżuazyjnej”, zakres swobód indywidualnych stale rósł na Wschodzie.

 

Na przełomie lat 60. i 70. osiągnięto po obu stronach żelaznej kurtyny pewną równowagę. Wtedy zdawało się, ze odprężenie ostatecznie zwyciężyło, a teoria konwergencji zaczyna się sprawdzać. Model szwedzki jawił się wtedy jako idealny wzór „socjal-kapitalizmu” z ludzką twarzą. To złudzenie prysło, kiedy amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy wymusił nowa spiralę zbrojeń i kiedy pętla zadłużenia zacisnęła się na bloku wschodnim, który zaczął pękać.

 

Prawdziwe oblicze kapitalizmu

Dziś, będąc już prawie bez konkurencji ustrojowej, kapitalizm wrócił do swej wilczej natury sprzed rewolucji XX wieku, z masowym bezrobociem, powszechnym prekariatem, demontażem zdobyczy socjalnych, ciągłymi wojnami imperialistycznymi itp. Co gorsza, zakres swobód obywatelskich zmniejszył się w ciągu ostatnich trzech dekad. Wszędzie mamy do czynienia z wzrastającą nietolerancją, próbami kontrolowania obywateli i odchodzeniem od helsińskich zasad „wolnego przepływu ludzi i idei”. Z różnorakimi formami represji mamy do czynienia w Polsce, na zachodzie widzimy coraz większą uległość mediów kiedyś odważnych, jak angielski „Guardian”, francuska „L’Humanité” czy amerykański „Counterpunch”. Gdy dodać do tego rozwój rasizmów oraz kreowanie obrazu wroga, okazuje się, że wszędzie teoretycznie liberalne, demokratyczne i konsumpcyjne społeczeństwa podważają swoje zasady założycielskie, na których się rozwijały i wygrywały z realnym socjalizmem.

W latach zimnej wojny Zachód kpił z mediów wschodnioeuropejskich, które tropiły obcą agenturę w każdym przejawie społecznego niezadowolenia, zamiast analizować obiektywne przyczyny tych nastrojów. Władcy realsocjalizmu woleli wtedy potępiać niedojrzałość własnych rodaków i uzasadniali wprowadzaną cenzurę koniecznością uświadamiania nie wyrobionych jeszcze politycznie mas. Dziś w „ojczyźnie wolności”, za jakim podaje się Francja, mamy do czynienia z podobną argumentacją. Nie dość, że demontuje się krok po kroku rozbudowane wcześniej państwo opiekuńcze, to na dodatek podważa się teraz nawet podstawy ustroju liberalno-demokratycznego: pluralizm światopoglądowy i swobodne ścieranie się opinii i poglądów.
W odpowiedzi na proces kapitalistycznej koncentracji powstały jak grzyby po deszczu liczne blogi lub czasopisma internetowe, do których ucieka ta część opinii publicznej, która zdążyła się zniechęcić do narracji mediów rządowych i prywatnych. To zjawisko spotyka się z oburzeniem ze strony elit, wyrażających wątpliwości wobec mediów krytycznych co do „mainstreamu”.

 

Cenzus wiarygodności?

Zanim Macron doszedł do władzy duże dzienniki niby „centrolewicowe” jak „Le Monde” czy „Libération” przy aprobacie władz wydały poradniki „Decodex” i „Check News”, równocześnie ogłaszając w nich spis mediów alternatywnych siejących jakoby nieprawdziwe informacje, wsadzając przy tym do jednego worka «czerwono-brunatnych» głosicieli antysemityzmu, promotorów tez o inwazji kosmitów i jednocześnie media przedstawiające racjonalną krytykę kapitalizmu, biurokracji brukselskiej i wojen natowskich. Wielu autorów zarówno z lewicy, jak i z prawicy ogłosiło też, ze antysyjonizm to nowa forma antysemityzmu, który się szerzy wśród mas, szczególnie muzułmańskich, czyli ludowych. Skoro pojawiła się potrzeba wroga a nie istnieje już ZSRR i kiedy najbardziej zacofane państwa niby muzułmańskie są wylęgarnią terrorystów i jednocześnie sojusznikami Zachodu, zaczęto poszukiwać na gwałt całkiem innego winowajcy wzrostu autorytetu mediów alternatywnych. Znaleziono go znowu w Rosji, która ma jakoby finansować biedne media alternatywne, mimo że ten kraj stał się tak samo (jeśli nie bardziej) kapitalistyczny jak państwa zachodnie.

Ataki na media alternatywne we Francji zaczęły się w czasie dwóch poprzednich prezydentów, kiedy to dobrze płatni dziennikarze i publicyści telewizyjni starali się podgrzać nastroje skierowane przeciwko alternatywnym źródłom informacji. Ale po dojściu do władzy Macrona zaczęto pracować już nad ustawą o kontrolowaniu mediów. Jeszcze w czasie swej kampanii wyborczej, sztab przyszłego prezydenta nie dopuścił do swych konferencji prasowych przedstawicieli niektórych mediów, m. in. francuskojęzycznej „Russia Today”. Na dodatek obecna ministra… kultury, Françoise Nyssen, postanowiła przygotować ustawę przeciwko „manipulacji informacją, która działa jak powolna trucizna i niszczy nasze życie demokratyczne (…) Wobec obecnych niebezpieczeństw, bierność jest równoznaczna ze zwalczaniem wolności”. Jej zdaniem, „przeciwko manipulacji informacją, zdolności obywateli do odróżnienia prawdy od fałszu już nie wystarcza”. Uznała więc, że potrzebna jest ustawa, czyli nazywając rzeczy po imieniu, cenzura mająca bronić… prawdy i pluralizmu.

 

Wzorzec mainstreamu

Jakby nie wystarczyło, że obok mediów państwowych, 95 proc. mediów prywatnych we Francji należy do dziesięciu miliarderów i że publiczne dotacje do mediów trafiają praktycznie wyłącznie do nadawców stroniących od konsekwentnego krytykowania dogmatów liberalnych, NATO czy UE. To okazało się za mało, by trzymać społeczeństwo w ryzach. Ministra zastrzegła z góry, ze ustawa nie dotyczy „mediów profesjonalnych”, a więc tych, co zapowiadali, ze „Baszszar bez wątpienia upadnie w ciągu następnych tygodni”, a wcześniej głosili tezę o „masowej zbrodni Ceausescu w Timisoarze”, o „zamordowaniu nowonarodzonych w Kuwejcie przez armie Saddama Husajna”, o fiolkach Collina Powella, a ostatnio o rosyjskim szlaku śmierci „zmartwychwstałego” później dziennikarza Arkadija Babczenki. Tych samych, którzy utaili francuską rolę w zamordowaniu Kadafiego lub militarną ingerencję Paryża w proces wyborczy na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Jednym słowem tych, co kłamiąc i nie sprawdzając faktów, kłamali w interesie systemu. Kłamstwa, według ministry, należy szukać tylko wśród wątpiących, wśród tych działaczy społecznych, co tworzą media niedotowane i niezależne od prywatnych wielkich reklamodawców.
Bądźmy szczerzy, odkąd istnieje życie polityczne na ziemi, zawsze istniała jakaś forma cenzury, jawnej lub ukrytej, ale system liberalno-demokratyczny w czasie swego apogeum redukował ją do minimum, często zresztą dlatego, ze obok ustaw istniały mocne siły lewicowe, które wymuszały pewna równowagę. Wbrew temu, co oficjalnie się głosi, kapitalizm wcale nie musi oznaczać demokracji. Może świetnie prosperować pod rządami autorytarnymi lub totalitarnymi. Na etapie koncentracji kapitału, pluralizm traci w oczach właścicieli środków produkcji i wymiany swoje uzasadnienie. Nie ma go już, kiedy warunki socjalne ulegają degradacji, kiedy bogaci bogacą się, a biedni biednieją lub migrują z kraju do kraju, z regionu do regionu. Bierna niechęć do „prostych ludzi” się szerzy, co oznacza, że „tłum” odchodzi od oficjalnie głoszonych haseł akurat wtedy, kiedy notable przejęli kontrole nad większością formacji osłabionej i rozbitej lewicy. Korzystając z tej chwilowej sytuacji, rząd francuski forsuje masę ustaw antysocjalnych i powrót cenzury, co ma paraliżować tych, co wyrażają niechęć wobec elit politycznych i kiedy liczba strajków wzrasta i pojawia się coraz więcej oddolnych akcji społecznych.

 

Zmierzch czwartej władzy

Proponowana ustawa spotkała się z krytyka opozycji, a także wielu dziennikarzy mediów mainstreamowych, którzy obawiają się, że stracą dotychczasową rolę twórców opinii i staną się jedynie poddanymi.

Proponowane przez liberalne elity rozwiązania dowodzą, że system się kruszy, co przypomina nieco atmosferę Europy Wschodniej lat 80. Tyle, że póki co nie ma rozbudowanej alternatywy i dopiero zaczyna się myślenie o realnym modelu zastępczym.

 

Dr Bruno Drweski jest historykiem, wykładowcą Narodowego Instytutu Języków i Cywilizacji Wschodnich (INALCO) paryskiej Sorbony, członkiem Komitetu Publikacji INALCO.

PPS przed kongresem

Jesienią 2018 roku odbędzie się następny, 43 Kongres Polskiej Partii Socjalistycznej w jej 125-letniej historii. Aktualnie trwa kampania sprawozdawczo-wyborcza na szczeblu organizacji podstawowych, odbywają zebrania kół i okręgów. Przed kilkoma dniami uczestniczyłem w zebraniu Koła PPS Warszawa-Śródmieście, którego jestem członkiem. Dwa tygodnie wcześniej brałem udział w zebraniu zawiązującego się koła PPS w Gdańsku. Atmosfera i dyskusje na zebraniach wskazują, że podnosi się w partii temperatura polityczna, przynajmniej z dwóch powodów – zbliżających się wyborów samorządowych, które są nadzieją dla każdej partii, także dla PPS, jak również z powodu oczekiwań dotyczących zbliżającego się Kongresu i ewentualnych zmian i nowych kierunków programowych, które w szybko zmieniającym się świecie są naturalną koniecznością.

Z wielu dyskusji, jakie trwają w PPS, powtarza się konstatacja, że mimo upływu 125 lat, kiedy ta najstarsza partia polityczna w Polsce rozpoczęła swą działalność, dwa podstawowe jej kierunki strategii politycznej pozostają nadal aktualne – to sprawiedliwość społeczna, jako wyznacznik relacji pomiędzy obywatelem i państwem oraz niepodległość, jako stan państwa będącego gwarantem praw i wolności obywatelskich oraz bezpieczeństwa narodowego. Mimo upływu ponad 100 lat, wypracowana w 1892 roku strategia programowa uległa pozytywnej weryfikacji historycznej i współcześnie znajduje odpowiedzi na problemy państwa i społeczeństwa. Polska Partia Socjalistyczna czuje się potrzebna Polsce i Polakom.

Jest jednocześnie zrozumienie dla pozytywnych zmian cywilizacyjnych, jakie przyniosła rewolucja technologiczna i informacyjna, przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, ale jest także krytyczne podejście do przemian społecznych i ekonomicznych, które są wynikiem polityki inspirowanej przez doktrynę neoliberalizmu. PPS opowiada się jednoznacznie za potrzebą nowej transformacji w Polsce w kierunku systemu opartego o zasady społecznej gospodarki rynkowej, zapisane w naszej Konstytucji. Ponadto uważa, że powinny ulec zmianie zasady współpracy Państwo-Kościół. Polska powinna być państwem świeckim, a nie jako jedyna w Europie zmierzać w kierunku państwa wyznaniowego. Ponadto formułowana jest refleksja, że doświadczenia i straty w substancji narodowej, jakie w XX wieku powstały w wyniku dwóch wojen światowych, nakazują nam rozwagę i dystans do wszelkich inicjatyw militarnych, w tym w podwyższaniu ponad miarę budżetu MON, których celem nie jest obrona, a ekspansja, sprzeczna – jak wskazuje doświadczenie, z naszym interesem narodowym.

Sztandarowym pomysłem programowym PPS na 100-lecie niepodległości jest inicjatywa ogłoszenia przez prezydenta RP powszechnej amnestii. Wypływa ona z humanistycznych tradycji polskiego socjalizmu. Stosowny wniosek w tej sprawie został zgłoszony w dniu 28 marca 2018 roku na ręce głowy państwa. W III RP amnestii nie było przez 28 lat. W II RP przez 20 lat ogłoszono 15 razy akt łaski, w Polsce Ludowej przez 45 lat również 15 razy. Po raz ostatni w roku 1989. PPS nie zgadza się z ideą budowy państwa represyjnego.

Nawiązując do historycznej weryfikacji, warto zauważyć tutaj, co podkreślano wielokrotnie w historii PPS, że najpierw poprzez swoje źródła inspiracji intelektualnej oparte o tradycję Insurekcji Kościuszkowskiej, powstania narodowe, dorobek myśli romantycznej i pozytywistycznej, a później swoje konspiracyjne doświadczenie, partia stała się potrzebna narodowi jako jedyna siła polityczna głosząca idee niepodległości na przełomie XIX i XX wieku. Była na lewicy polskiej siłą wielonurtową, jak polska historia i tradycja, zawsze jednak niosąc na sztandarach dobro człowieka i wolność.

Dziś, mimo upływu czasu, PPS jest ta sama i taka sama, jak ta, która powstała przed 125 laty, wybrała i kontynuuje drogę trudną – ruchu ideowego, co stoi w kolizji z wielu doświadczeniami ostatnich lat przyspieszonego rozwoju naszej cywilizacji, która odrzuca podstawowe wartości społeczne, normy i zasady. Nie do przyjęcia są postępujące procesy neutralizacji norm etycznych i bezrozumne zaliczanie wartości społecznych do czynników dezintegrujących życie obywateli. PPS jest w kolizji z tymi tendencjami, które są głoszone i wdrażane w życie przez siły neokonserwatywne i neoliberalne, uznając je za sprzeczne z logiką rozwoju i interesem społecznym, szczególnie interesem Polaków.

Podczas dyskusji w PPS żywe jest pytanie, czy partia z tak wielkim doświadczeniem i żywymi ideami dobra człowieka, wolności i sprawiedliwości jest w stanie wpłynąć na odrodzenie myśli i wartości lewicowych i ich upowszechnienie?

Bal w Operze

Socjaldemokratyczną Partię Niemiec utworzyli, czy raczej zorganizowali August Bebel nazywany ojcem niemieckiej socjaldemokracji i Wilhelm Liebknecht (ojciec Karola) w połowie lat iedemdziesiątych dziewiętnastego wieku. Hasła proste – parlamentaryzm, powszechne prawa wyborcze, swoboda działalności gospodarczej, ograniczenie władzy monarchy, godziwe wynagrodzenie itd., lekki akcent na stronę opiekuńczą.

Emerytury wprowadził Bismarck, więc wytrącił w tym zakresie karty z rąk. Mimo wszystko, jak na tamte czasy ot chłopaki rozrabiali sporo, bowiem już kilka lat po utworzeniu SPD żelazny kanclerz Otto B. zakazał jej działalności i trwało to do roku 1890. Ustawy specjalne przeciwko socjalistom były co pewien czas przedłużane, trwało to kilkanaście lat.

Do Augusta Bebla dołączył Karol Kautsky – filozof i ekonomista, i tak ciągnęli nowoczesny wózek na socjaldemokratycznych kołach. Syn Wilhelma – Karol Liebknecht wraz z Różą Luxemburg odbił w lewo i założył Związek Spartakusa, a gdy dołączył do nich Franio Mehring, to powstała z lewicowych socjaldemokratów Komunistyczna Partia Niemiec (KPD). August Bebel zmarł przed pierwszą wojna światową, Karol Kautsky w 1938 r. i mimo, że nazywano go „papieżem marksizmu” to bolszewików i stworzonego przez nich systemu nie darzył sympatią, tak eufemistycznie rzecz biorąc. Karl Liebknecht i Róża Luksemburg zostali zamordowani w Berlinie przez grupy nacjonalistycznych oficerów. Wszyscy czworo mają swoje ulice w Berlinie (tak jak i Marks i Engels), zmiany po wojnie dotyczyły tylko Adolfa H. i Hermanna G.

Weimarska socjaldemokracja

Po traktacie wersalskim to właśnie SPD zorganizowała rząd, a do 1932 r. z jej szeregów rekrutowali się kolejni kanclerze i większość ministrów. I to za sprawą SPD zatrzymany został ruch rewolucyjny, stłumione robotnicze rewolty w latach 1918 – 1923.

Prawicowe zresztą również. Ojcem i pierwszym kanclerzem Weimarskiej Republiki był jeden z czołowych działaczy SPD – a właściwie lider tej partii – Friedrich Ebert – na szczęście dla niego zmarł w 1925 r.

I tak sobie współrządziła SPD, a na ulicach przewalali się komuniści i nacjonaliści – i jedni i drudzy bardzo nie lubili socjaldemokratów, przy czym komuniści tylko ich lali – od czasu do czasu, za to nacjonaliści nierzadko mordowali – np. Walther Rathenau zamordowany w 1922 r. – minister spraw zagranicznych – wspierający asymilację niemieckich Żydów, sam zresztą Żyd niemiecki. Będący wtedy kanclerzem Joseph Wirth (PD) wypowiedział w Reichstagu słynne słowa – „Wróg jest na prawicy”. Karl Gareis, lider niemieckiej niezależnej SPD (lewicująca frakcja, ale oddzielnie zorganizowana), został zamordowany rok wcześniej, były minister finansów Matthias Erzberger – zamordowany w sierpniu 1921 r. (SPD) – pisarz, publicysta. Za wszystkimi mordami stali prawicowi nacjonaliści.

Zresztą, jeśli chodzi o nacjonalizm, to sama SPD w okresie Republiki Weimarskiej była jak najbardziej proniemiecka, ale nie nacjonalistyczna. Świadomość tożsamości narodowej wynikała z konieczności odniesienia się do skrajnego szowinizmu ukształtowanego po porządku traktatu wersalskiego – Niemcy straciły Śląsk, zabór Polski, Alzację i Lotaryngię, okupowane było Zagłębie Ruhry, w którym Francuzi poczynali sobie niezwykle brutalnie tłumiąc bezpardonowo wszystkie wystąpienia robotnicze.

Ale SPD trwała kierując państwem na tyle rozsądnie, że unikano spłat morderczych rat reparacji wojennych, przynajmniej o tyle, o ile można to było zrobić, rozbudowywano do kryzysu opiekę społeczną i medyczną, dbano o szkolnictwo. Wszystko to w atmosferze „pełnej swobody obywatelskich praw”, których poszanowanie prowadziło nierzadko do niezłego bajzlu, bo jeżeli już kogoś skazano za działalność wywrotową i terrorystyczną to na krótko, w dobrych warunkach, a do tego ogłaszano liczne amnestie. Programowa swoboda w połączeniu z niezachwianą wiarą w demokracje parlamentarną, jak się okazało w dobie kryzysu światowego, który szczególnie mocno dotknął Niemcy – doprowadziła do zgonu tak SPD, jak i Republiki Weimarskiej.

Dobra zmiana

Światowy kryzys to bezrobocie przekraczające 30 proc., hiperinflacja, głód, nędza. Dobra pożywka dla każdego, kto obieca, że będzie inaczej, to znaczy lepiej – dobra zmiana.
Na tym bliżej nieokreślonym dobrobycie, który miał się pojawić w przyszłości, zaprawionej mocno szowinizmem i obietnicą rozliczenia za przegraną wojnę oraz postanowienia wersalskiego traktatu oparł swój program, czy raczej polityczny bełkot Adolf Hitler. Ale jego partia – NSDAP – reaktywowana po nieudanym puczu Monachijskim – w 1925 r. liczyła tylko 125 członków. Siedem lat później blisko 700 tys., z czego ponad połowa w szeregach SA.

To wynik nie tylko nachalnej propagandy padającej na podatny grunt, bo Niemcy chcieli wierzyć w lepszą przyszłość, ale przede wszystkim finansowe wsparcie ze strony przemysłowych potentatów, których w NSDAP widzieli przeciwwagę dla silnej KPD. Trzeba tez pamiętać, że sami wielcy finansiści i przemysłowcy niemieccy byli przekonani, że Hitlerem da się sterować tak przez prezydenta Hindenburga, jak i strumień kierowanych do niego dotacji. Franz von Papen, któremu Hitler tak naprawdę zawdzięczał kanclerską nominację nazywał Adolfa „Pajacem”, nie traktował go poważnie. Hitler był wygodny dla tych, którzy decydowali o losach Niemiec.

Wyprzedzając nieco wypadki trzeba wskazać, że ocena była niewłaściwa. Von Papen doprowadził do tego, że w styczniu 1933 r. prezydent Paul von Hindenburg odwołał ze stanowiska kanclerza prawicowego polityka – byłego oficera kajzerowskiego Sztabu Genralnego – Kurta von Schleichera, którego miejsce zajął Hitler. Sam Schleicher sprzyjał ruchowi narodowosocjalistycznemu i oczyścił mu przedpole w Reichswehrze, usuwając pozostających w opozycji do Adolfa i jego ruchu generałów (przede wszystkim w 1932 r. pozbył się ministra obrony generała Hermanna Görnera).
Hitler zatem miał w 1933 r. dobrą pozycje przetargową – większość w Reichstagu (choć nie bezwzględną), szturmowców Röhma, którzy blisko czterokrotnie przekraczali liczebność Reichswery (wykorzystał to później, ograniczając rolę SA i zabijając jej szefa w zamian za poparcie armii, która czuła się już niezagrożona), zidentyfikowanych wrogów odpowiedzialnych za stan państwa – Żydzi, komuniści, socjaliści, Anglia i Francja – oraz pieniądze, które wydatkował tak, jak, chciał i na co chciał, a nie tak, jak planowali darczyńcy.

Narzędzie się usamodzielnia

W gruncie rzeczy nie stworzył ani systemu, ani też nie podjął zaplanowanych działań, wszystko to „wyszło” jakoś samoczynnie i intuicyjnie.

Rok 1932 przyniósł w wyborach od Reichstagu zwycięstwo NSDAP. Faszyści zdobyli 37 proc. SPD miała 22 proc., komuniści blisko 17 proc., Centrum (przede wszystkim chadecy, ale bardziej z nazwy niż z programu) 12 proc. W kolejnych wyborach przeprowadzonych w marcu 1933 r. Adolf nie popuścił, terror, bicie uczestników mityngów przedwyborczych innych partii, walka dosłownie „na noże” z komunistami i głaskanie centrystów. To miało dać mu zwycięstwo i to tym łatwiejsze, że po podpaleniu Reichstagu w nocy z 27 na 28 lutego 1933 r. już następnego dnia, na podstawie przepisów Konstytucji Republiki – Adolf „załatwił” wraz z von Papenem podpisanie przez prezydenta von Hindenburga dekretu o ochronie państwa i narodu w sytuacji stanu wyjątkowego. Teraz brunatne koszule lały wszystkich przeciwników politycznych i to pod ochroną Policji. Sama SA dostała status oficjalnej, państwowej Policji Pomocniczej, więc jak lała w mordę, to było to prawnie usankcjonowane. Mimo to zdobył tylko 44,5 proc. głosów. SPD, komuniści i centrum – 42,5 proc.

Przy okazji załatwiono się z wolna prasą, demolując redakcji kilkudziesięciu gazet i lejąc po gębach członków redakcyjnych zespołów. Narzędzia pracy wyrzucano przez okno, materiały redakcyjne palono. I słusznie, bo znaczna część prasy przestrzegała przed Adolfem.

Smutny bal

Podpalenie Reichstagu było hasłem do ogłoszenia obrony państwa przed komunistyczną rewolucją, bowiem Adolf stwierdził, że chcą oni przejąć siła władzę. Na drodze zbrojnego powstania. Pierwsza sesja nowego Reichstagu odbyła się w gmachu opery. Bal był raczej smutny, bo posłom towarzyszyła liczna liczba funkcjonariuszy SA i SS, a obrady zawierały jeden punkt – przyjęcie ustawy o pełnomocnictwach specjalnych zresztą i konstytuujących jednowładztwo Hitlera w zakresie stanowienia prawa. Ustawę przyjęto w dniu 24 marca 1934 r. – dawała ona wodzowi absolutna władze na cztery lata. Trzeba trafu, że jednym z haseł Adolfa w kampanii wyborczej było zdanie „Za cztery lata nie poznacie Niemiec”. Powtórzył to po przyjęciu ustawy powtórzył to z operowej mównicy. Jedynymi, którzy głosowali przeciw, mimo tego, że spodziewali się aresztowania (połączonego, co pewne w wypadku działania nazistów, z wcześniejszym pobiciem) ze strony szturmowców – byli deputowani z SPD. Otto Wels wygłosił ostre przemówienie, choć niewielu mogło go usłyszeć, bo zagłuszali go sa-mani.
kto dał zapałki?

Centrum – czyli w znacznym stopniu chadecy, katolicy, zostali przekupieni przez Hitlera obietnicą pozostawienia ich w spokoju i przyznania specjalnego statusu kościołowi katolickiemu.
Rzeczywiście Hitler podpisał później konkordat ze stolica apostolską, ale przed prześladowaniami działaczy Centrum, tak jak i niemieckich, katolickich księży to nie uchroniło. Joseph Ersing – ksiądz i lider Centrum wylądował w obozie koncentracyjnym, w 1945 r. Trybunał Ludowy wydał nań wyrok śmierci, na szczęście dla niego nie zdążono go wykonać. Heinrich Brüning zwiał i to szybko, podobnie jak ksiądz Ludwig Kaas, który chyba jakoś nie miał zaufania do Niemiec w ogóle, bo zmarł na początku lat pięćdziesiątych w Watykanie. Sam Otto Wels z SPD zmarł w 1939 r. w Paryżu.

Kurt Schleicher, przedostatni kanclerz Weimarskiej Republiki, został zamordowany na rozkaz Adolfa Hitlera w 1934 r. w „Noc Długich Noży”. Franz von Papen uniknął tego losu mimo, że już w czerwcu 1934 r. wygłosił na jednym z niemieckich uniwersytetów przemówienie, wzywając do powrotu do praworządności i swobody wypowiedzi w życiu publicznym Niemiec.
Jego współpracownicy nie mieli tyle szczęścia. Zostali zamordowani. Socjaldemokrata Otto Braun – drukarz z zawodu i premier Prus w czasach Republiki został przy okazji wyjazdu do chorej żony w Szwajcarii. Do ojczyzny nie wrócił. Można powiedzieć, że uszli z z życiem jedynie ci, którzy zdołali uciec. Cała reszta szybko stała się historią.
Co do podpalenia Reichstagu to oskarżono o to Holendra – Marinusa van der Lubbe. Skazany został na śmierć i wyrok wykonano. Na ławce oskarżonych posadzono wraz z nim komunistów – Niemca Ernsta Torglera i Bułgarów, w tym Georgija Dymitrowa.

Oni zostali uniewinnieni przez niemieckich sędziów wobec braku jakichkolwiek dowodów. Ale to byli sędziowie Sądu, a nie późniejszych Trybunałów Ludowych. Torgler od 1940 r. współpracował z nazistowskim Ministerstwem Propagandy. Po zamachu z lipca 1944 r. nie został aresztowany mimo wydanego nakazu, bo za jego lojalność wobec reżimu zagwarantował jego szef Joseph Goebbels.
Szef berlińskiej policji w 1933 r. – Rudolf Diels vel Diehls zrelacjonował po wojnie, że Reichstag jeszcze dymił, kiedy na jego schodach pojawił się Adolf Hitler wraz z najbliższymi współpracownikami: Göringiem, Goebbelsem, Himmlerem. Znane są relacje, jakoby już wtedy Adolf miał oświadczyć, że jest to koniec komunizmu i komunistów w Niemczech. Nie można zatem wykluczyć, że nawet jeżeli to van der Lubbe podpalił Reichstag, to ktoś dał mu do ręki zapałki.

Nieuchronny bieg wydarzeń?

Czy można było zwyciężyć Adolfa H. i jego partię w wyborach 1933 r.? Czy ktoś widział, jakie rzeczywiste zagrożenie niosą ze sobą rządy nazistów? Jak widać z powyżej przedstawionych faktów chyba nie, bowiem po pierwsze nierealnym był sojusz socjaldemokratów z komunistami. KPD szła na pasku Kominternu i wyzywała SPD od faszystów – takich. Politycy SPD zostali skutecznie wyleczeni z jakichkolwiek sympatii do komunizmu, patrząc na wydarzenia lat 30. w ZSRR.

Niezależnie od wyniku wyborów parlamentarnych tekst dekretu o ochronie państwa i narodu z 28 lutego 1933 r. był przygotowany wcześniej, gotowca podłożył prezydentowi Hindenburgowi nazistowski Minister Spraw Wewnętrznych – Wilhelm Frick. Jak widać z rozkładu głosów w Operze – normalni posłowie nie mieli szans na przeciwstawienie się temu, co najgorsze, ustawie o pełnomocnictwach. A to ona utorowała drogę do powstania nazistowskiej III Rzeszy. Ale zawsze kogoś można przekupić, albo zastraszyć. Mała dygresja. Hitler w wyborach w 1932 r. miał taka koalicję z ultranacjonalistami – DNVP – to byli tacy prawdziwi Indianie, ale ich interesowały tylko Wielkie Niemcy, niektórych restauracja monarchii, a do haseł nawet tylko w nazwie zahaczających o słowo „socjalizm” podchodzili z odrazą. Większość została podkupiona stanowiskami państwowymi tak, że w marcu 1933 r. liczba głosów oddanych na NVDP spadła o połowę.
Gdyby ludzie zdawali sobie sprawę, co będzie wyprawiał Hitler, to by po prostu na niego nie głosowali. Poza koniunkturalistami i oszołomami. Interesy niemieckiej armii i kół finansowo – gospodarczych miał zabezpieczyć właśnie Hitler, który miał chodzić na uwięzi. Ale Adolf leczył zwycięstwem i władzą absolutną swoje kompleksy, więc ze sznurka się zerwał.

Hitler nie budował systemu, nie prowadził pracy organizacyjnej, nie interesowała go gospodarka – od tego miał ludzi (nawiasem mówić Albert Speer był gospodarczym i finansowym geniuszem), miał też szczęście do ludzi, bo niektórzy wierzyli w pokrętne hasła. Warto poczytać Wiliama Shirera, który w tych latach był korespondentem, prasowym w Berlinie. Wie, co pisał, bo widział to na własne oczy.

Meandry demokracji

Demokracja w świecie uprawiana według dotychczasowego modelu przechodzi kryzys.

Dotyczy on głównie wartości podstawowych, jak łamanie zasad ustalonych od co najmniej dwóch wieków, jak też jej praktyki. Ostatnie wybory amerykańskie, jak też wyniki brytyjskiego referendum dotyczącego obecności w UE wskazały na rozwój coraz to bardziej wyrafinowanych sposobów manipulacji nastrojami społecznymi m.in. z udziałem narzędzi jakie daje sieć Internetu i popularność portali społecznościowych.
Do języka politycznego nowego społeczeństwa informacyjnego weszło od kilku lat nieznane wcześniej określenie postprawda. Rozumie się poprzez to określenie, że w obiegu informacyjnym nie prawda jako taka, dotycząca zdarzeń, ale ich interpretacja ma znaczenie zasadnicze. Politykom wybacza się coraz częściej kłamstwo w imię wyższych racji. Polska nie odbiega zbyt daleko od tego trendu, który nabiera cech trwałej praktyki w naszej sferze cywilizacyjnej. Znamy i z naszej polskiej praktyki zdarzenia i trwające już lata kampanie propagandowe, których siłą napędową jest świadomy fałsz.

Jak wyjść z kryzysu demokracji

Podstawowym wyznacznikiem demokracji są wolne wybory, dające możliwość wyłonienia reprezentantów różnych, często antagonistycznych nurtów ideowych i politycznych. Ich efektem skompletowanie władzy ustawodawczej i utworzenie rządu sprawującego władzę wykonawczą. To dość prosty do opisania zabieg, który komplikuje się jednak w realnym życiu społecznym.
W ostatnich miesiącach trwa spór pomiędzy Komisją Europejską a polskim rządem dotyczący złamania zasad demokracji w ułożeniu na nowo zasad tzw. trójpodziału władzy, gdzie trzy podstawowe segmenty – władza ustawodawcza, władza wykonawcza i władza sądownicza są niezależne. Zapisy w naszej Konstytucji utwierdzają ten podział jasno i wyraźnie, praktyka legislacyjna dotycząca ustroju Trybunału Konstytucyjnego i sądów powszechnych budzi jednak poważne wątpliwości. Zauważyli to i zwracają uwagę Polsce członkowie gremiów stanowiących Unii Europejskiej.
Sprawa ta toczyć się będzie zapewne jeszcze długo, odnoszę bowiem wrażenie, że praktyka postprawdy weszła również w relacje pomiędzy Komisją Europejską a państwami narodowymi.

Najbliższa perspektywa

Zjawisko to jest bardzo ważne, ale ważniejsze na dziś, wydaje się być dla Polaków określenie zasad przed najbliższymi wyborami, które w cyklu kilkuletnim zdominują nasze życie publiczne. Nie można nie przypomnieć wyborów z 2015 roku, w których po raz pierwszy w historii III RP wypadła z Parlamentu lewica.
W dużej mierze na własne życzenie i ze względu na błędy popełnione przy konstruowaniu zasad we własnym środowisku, ale również ze względu na świadomą działalność przeciwników politycznych, którzy w ramach walki ukuli hasło „SLD wolno mniej”. Nikt nie próbował z tym polemizować, pytać: dlaczego?
Warto by kiedyś sięgnąć do doświadczeń tych wyborów i odpowiedzieć sobie na pytanie dotyczące zakresu manipulacji świadomością społeczną w ówczesnej kampanii w ramach praktyki postprawdy, manipulacji prawicy wokół historii, która absolutnie rozmija się z rzeczywistością.
W wyniku wyborów 2015 roku powstała w Polsce, jako jedyna w Europie, niezrównoważona scena polityczna, nieodzwierciedlający rzeczywistego układu sił i interesów oraz Parlament i władza wykonawcza mająca w momencie startu jedynie 19 procent poparcia całego elektoratu oraz pełnię władzy wg znanego hasła „zwycięzca bierze wszystko”. Zwracam uwagę, że ktoś na to pozwolił, nikt przeciw temu nie protestował.
Po ponad dwóch latach praktyki jednowładztwa konserwatywnej prawicy widać, że nie lubi ona i nie chce słuchać, ani wziąć pod uwagę interesów mniejszości. Kieruje się swoją logiką, która niewiele z demokracją ma wspólnego. Efektem tego jest wylewanie się na ulice ludzi będących w stanie rozpaczy, z których część w ostatnich tygodniach okupuje sale sejmowe. Można mieć im za złe samą praktykę protestu, że nie tak, jak w cywilizowanej demokracji, ale żadna z sił parlamentarnych nie reprezentuje ich interesów. Ci ludzie po prostu nie mają się do kogo odwołać, jedynym forum i miejscem, które może zapewnić im w ramach demokracji medialnej nagłośnienie i siłę przebicia są sale parlamentarne i media tam obecne.

Oblężona twierdza

Nic dziwnego, że władza się barykaduje, zamyka, tworzy oblężone twierdze w stolicy i w wielu miejscach w kraju. Ten stan jest efektem braku reprezentacji i wpływu wielu środowisk i ludzi na stan państwa i politykę ich dotyczącą. Można domniemywać, że ta praktyka polityczna będzie się upowszechniać, że ludzie w związku z brakiem reprezentacji ich interesów będą brali sprawy w swoje ręce. Polską demokrację parlamentarną zastępować będzie demokracja bezpośrednia. Mamy takich przykładów z polskiej historii wiele. Warto je studiować, dla naszego wspólnego dobra i spokoju społecznego.
Przed lewicą w tym czasie stoi bardzo poważne zadanie zrównoważenia polskiego systemu politycznego. Musi się ona znaleźć w Parlamencie, aby w perspektywie przebudować nasz system demokratyczny w kierunku zwiększenia szans na reprezentację interesów środowisk i grup obywateli dotychczas marginalizowanych. To jeden z ważnych wniosków po blisko 30 latach istnienia III RP.

Obalamy prawicowe mity

Czy komunizm jest w Polsce zabroniony?

Tak jak nasz kraj długi i szeroki, każdy polski komunista musi się mierzyć z argumentem antykomunistów, jakoby w Polsce ustrój komunistyczny był zakazany. Potwierdzeniem tego argumentu ma być rzekomo sama konstytucja Rzeczpospolitej, która mówi o zakazie propagowania ustrojów totalitarnych. Niestety dla samych antykomunistów, sprawa jest o wiele bardziej złożona. A dowodem tego niech będzie Komunistyczna Partia Polski, która mimo jawnego odwoływania się do komunistycznej ideologii, po dziś dzień legalnie funkcjonuje, mimo usilnych dążeń do jej zdelegalizowania przez obecny aparat rządowy. KPP jednak istnieje i nic nie zapowiada tego by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Dlaczego?
By móc przejść do rozważań na temat legalności komunizmu w Polsce, należy poznać interesujące nas artykuły konstytucji III Rzeczpospolitej Polskiej. Są one następujące:

ART. 13

„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.”
Z treści tego artykułu wynika, że zakazane jest jakiekolwiek istnienie partii politycznej, której program odwołuje się do totalitarnych praktyk i działań nazizmu, faszyzmu oraz komunizmu. Z pozoru wszystko wydaje się być jasne. Różnice stanowią jednak drobne słowa oraz elementarna wiedza historyczno-politologiczna. Artykuł ten zabrania działalności partii, które w swoich programach odwołują się do praktyk totalitarnych – to już wiemy. Nie mamy również wątpliwości co do tego, że nazizm jest ustrojem totalitarnym. Mówimy w końcu o najbardziej krwawym systemie w historii świata, który był istną maszyną do mordowania ludzi i który tylko w ciągu 12 lat istnienia, wymordował więcej ludzkich istnień niż potrafimy to sobie wyobrazić.
Nie mamy też wątpliwości, że faszyzm jest ustrojem totalitarnym. System bliźniaczo podobny do nazizmu, wykreowany przez Benito Mussoliniego, będącego poplecznikiem Adolfa Hitlera.
Ale czy komunizm jest ustrojem totalitarnym? Tutaj mamy wszelkie prawo by mieć wątpliwości. Komunizm w swej pierwotnej postaci, wykreowanej przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa w 1848 roku, nie był systemem totalitarnym. Stawiał on na równość, solidarność społeczną, przeciwstawienie się wyzyskowi i katorżniczemu trybowi pracy. Nie było mowy o nienawiści, rasizmie, przemocy czy nienawiści rasowej i narodowościowej. Te cechy były natomiast od początku przypisane do nazizmu i faszyzmu. Oba te systemy od początku były nastawione na zawiść, wrogość, nienawiść i pogardę. Innymi słowy – na stworzenie machiny permanentnego terroru i strachu. I systemy te pozostały takie do końca swojego funkcjonowania.
Z komunizmem sprawa jest bardziej skomplikowana i wielowątkowa, co już na samym wstępie poddaje w wątpliwość czy w ogóle możemy porównywać sytuację np. nazizmu z komunizmem. Trzeba wiedzieć, że demokratyczne poglądy zawarte w „Manifeście Komunistycznym” Marksa i Engelsa, zostały z czasem wypaczone przez ludzi, którzy nie mieli wiele wspólnego z tym prawdziwym komunizmem. Co do totalitaryzmu Józefa Stalina nikt nie ma wątpliwości. Sami komuniści pod tym względem są podzieleni i wielu z nich uważa, że Stalina nie można nawet nazwać komunistą. I fakt! Gdyby powstała partia polityczna, czy jakiekolwiek inne ugrupowanie, które jawnie odwoływałoby się do stalinizmu, najprawdopodobniej równie szybko jakby powstało, zostałoby zdelegalizowane.
Komunizm jednak, to system, który sięga o wiele dalej niż wyłącznie do postaci Józefa Stalina. Nie sposób wymienić wszystkie osiągnięcia komunizmu, które po dziś dzień mają pozytywny wpływ na życie ludzi w wielu zakątkach świata. Do dzisiaj mieszkamy w blokach, korzystamy ze szkół, przychodni czy całych szpitali wybudowanych w okresie Polski Ludowej. Na Kubie kocha się Fidela Castro za wyswobodzenie kraju z rąk amerykańskiego imperializmu. Che Guevara stał się ogólnoświatowym symbolem walki o wolność. W Burkina Faso rehabilituje się postać Thomasa Sankary, którego wybitne osiągnięcia zostały opisane w jednym z moich poprzednich artykułów. Z okazji 200. rocznicy urodzin Karola Marksa, zaczęto wydawać banknoty o nominale 0 euro w rodzinnym mieście tego niemieckiego filozofa – Trewirze. Pamięć o Włodzimierzu Leninie nadal jest żywa w Rosji i innych krajach poradzieckich.
Zasadniczą kwestią jest to, że komunizm dzieli się na wiele odłamów i zupełnie różnych obozów, z których tylko jeden jest uznawany za totalitarny. Jest nim stalinizm. Jednak poza stalinizmem jeszcze są: marksizm, leninizm, trockim, luksemburgizm, maoizm, guevaryzm i wiele, wiele innych mniej lub bardziej popularnych, z czego każdy z nich występuje w wielu mutacjach i pod różnymi postaciami. Zatem do jakiego odłamu zalicza się Komunistyczna Partia Polski? Zgodnie z ich statutem, który możliwy jest do zobaczenia na ich stronie, KPP jest partią o profilu marksistowsko-leninowskim, a więc nie jest to partia totalitarna. Natomiast sam komunizm, jako ustrój, nie jest zakazany w Polsce, o ile nie wiąże się on z totalitarnym stalinizmem.
W ten sposób został obalony jeden z czołowych argumentów wszystkich antykomunistów. Pozostaje jednak jeszcze jedna kwestia do omówienia. Jest nią temat tzw. symboli totalitarnych. Nim jednak przejdziemy do kolejnych rozważań, wzorem poprzedniej analizy, należałoby wpierw zapoznać się z interesującym nas artykułem konstytucji.

ART. 256

„§1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”
„§2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.”
Po raz kolejny wydawać by się mogło, że sprawa jest prosta i przejrzysta. I w istocie tak jest. Słynna swastyka, tak ochoczo stosowana przez środowiska skrajnie narodowe, jest w polskim prawie zakazana i stosowanie jej grozi pozbawieniem wolności do dwóch lat. Na nic zdadzą się argumentowania, że jest to starohinduski symbol szczęścia czy rodzimowiercza, słowiańska swarga. Swastyka jest obecnie symbolem zepsutym, kojarzącym się jednoznacznie z nazizmem i z tego powodu noszenie, powielanie jej i ogólne prezentowanie jej (w celach innych niż historyczne), jest nielegalne.
Ostatnia część tego artykułu utraciła jednak ważność z dniem 3 sierpnia 2011 roku. Było to spowodowane zbyt dużymi niejasnościami kryjącymi się pod wyrażeniem takim jak np. „symbolika komunistyczna”. Stwierdzono, że to określenie ma zbyt wiele niejasności i nie może być brane pod uwagę jeśli chodzi o konstytucyjność tego artykułu. Uznano, że może to godzić w wolność słowa. Jest wiele symboli (jak np. sierp i młot czy komunistyczna gwiazda) które mają wiele znaczeń i ich określenie wcale nie jest tak jednoznaczne jak w przypadku np. swastyki. Sierp i młot jako symbol sojuszu robotniczo-chłopskiego czy czerwona gwiazda jako symbol walki o wolność same w sobie nie są i nie muszą być wcale symbolami totalitaryzmu i stalinizmu.
Stwierdzono również, że samo posiadanie czy też nawet rozpowszechnianie symboliki o której mowa w ostatnim zdaniu omawianego artykułu, nie musi jeszcze wcale być równoznaczne z popieraniem czy promowaniem ustrojów totalitarnych. Z tego powodu oficjalnie Trybunał Konstytucyjny wycofał ostatnią część analizowanego paragrafu. Wiąże się to również z tym, że zakazana jest produkcja, promotorstwo czy rozpowszechnianie symboli, które spełniają paragraf pierwszy, artykułu 256, czyli… Symboli faszystowskich.

Reasumując,

choć publiczna nagonka na komunistów, socjalistów i marksizm jest coraz większa i przybiera na sile, to póki co możemy spać spokojnie… Z przeświadczeniem, że nie łamiemy polskiego prawa w przeciwieństwie do niektórych środowisk, które tak miłują Polskę, że na każdym niemal kroku posługują się symboliką związaną z faszyzmem. Pozostaje mieć też nadzieję, że polski aparat państwowy w przyszłości będzie z dużo większą ochotą łapał wszystkich przestępców odwołujących się w jakikolwiek sposób do nazizmu zamiast brnąć w walkę z demokratycznym socjalizmem i komunizmem.