PLL TOT: czas decyzji

Na posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego z dnia 27 sierpnia, została podjęta decyzja o przekazaniu stenogramów posiedzenia do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i premiera polskiego rządu, Mateusza Morawieckiego. Przyczyną tej decyzji były udokumentowane patologie w PLL LOT, które w swoich skutkach mogą być katastrofalne dla pracowników spółki i pasażerów. O pogarszającym się bezpieczeństwie lotów na posiedzeniu WRDS mówił między innymi przewodniczący Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych, Adam Rzeszot. Jego relacja była tak wstrząsająca, że uczestnicy posiedzenia wyrazili niepokój o bezpieczeństwo lotów samolotami LOT-u. Stąd też wniosek do postępowanie ABW i premiera. Stenogramy trafiły do ABW i premiera 4 września bieżącego roku. Od tamtego czasu minęły blisko 2 tygodnie i niestety wciąż nie ma reakcji służb i rządu. Dzieje się tak, chociaż kondycja PLL LOT jest coraz gorsza, awarii i usterek w samolotach jest coraz więcej, utrzymuje się wysoka skala opóźnionych i odwołanych lotów. Jednocześnie trwa brutalny mobbing wobec wielu pracowników PLL LOT, a tamtejsze związki zawodowe są zastraszane i regularnie atakowane przez zarząd. Na dodatek zarząd PLL LOT uparcie lekceważy rekomendacje Państwowej Inspekcji Pracy, która już kilka tygodni temu wskazała, że zarząd PLL LOT złamał prawo zwalniając dyscyplinarnie działaczkę związkową i masowo zatrudniając pracowników w ramach samozatrudnienia. W tej sytuacji ponownie apelujemy do premiera polskiego rządu: proszę ratować Polskie Linie Lotnicze LOT przed ich zarządem! PLL LOT zmierza ku katastrofie, a władza wciąż nie podejmuje żadnych działań naprawczych. Nasza Rada stanowczo domaga się interwencji i podkreśla, że odpowiedzialność za nielegalne i niebezpieczne działania firmy ponosi rząd.

Największy strajk

Związki zawodowe personelu pokładowego Ryanaira grożą przeprowadzeniem największego strajku w historii irlandzkiego przewoźnika. 7 września związkowcy reprezentujący pracowników z Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Holandii i Belgii podpisali wspólny list zapowiadający wielki jesienny protest – zaproszą do niego również pilotów oraz personel naziemny.

 

Zaczęło się od strajków pilotów, później personelu pokładowego. Cały lipiec i sierpień upłynął pod znakiem komunikatów o odwołanych lotach i utrudnieniach. Teraz pracownicy zapowiadają „największy strajk w historii firmy”. Chcą bezwzględnych podwyżek i poprawy warunków pracy.

10 sierpnia miał miejsce strajk pilotów w kilku miastach Europy. Odwołano loty w popularne wakacyjne destynacje: do Włoch, Portugalii i Hiszpanii. Zarząd podpisał porozumienie z pilotami z Irlandii. Ale reszta krajów poza centralą nadal nie czuje się usatysfakcjonowana. W dodatku firma robi wszystko, aby przedstawić w negatywnym świetle żądania związkowców i obarczyć ich odpowiedzialnością za utrudnienia dla podróżnych. Do dziś utrzymuje, że oferuje konkurencyjne warunki zatrudnienia.

Pracownicy domagają się podpisywania umów według prawa lokalnego, a nie irlandzkiego, co nie zawsze jest korzystne dla zatrudnianego, ale prawie zawsze dla zatrudniającego.

Jak wielokrotnie pisaliśmy, osoba zatrudniona na pokładzie Ryanair zarabia zaledwie 4,99 dolara amerykańskiego za godzinę pracy. Członkowie personelu i piloci skarżą się również na ignorowanie praw rodzicielskich i zwolnień lekarskich, absurdalne kary związane z nieosiąganiem celów sprzedaży na pokładzie samolotu, kosztowne szkolenia, długie, 12-godzinne zmiany, niewystarczający okres odpoczynku miedzy nimi i brak wyżywienia dla członków załogi.

Związkowcy we wspólnym liście zapowiedzieli, że przeprowadzą „największą akcję strajkową, jaką kiedykolwiek widziała firma”.

Do strajku miałoby dojść w ostatnim tygodniu września bądź na przełomie miesięcy, a ostateczna decyzja o przeprowadzeniu akcji strajkowej ma zapaść do 13 września.

Jak wylicza wnp.pl, irlandzkie linie działają w 37 krajach. W zeszłym roku Ryanair przewiózł 130 mln pasażerów. W Polsce w ubiegłym roku firma miała o 1 mln 677 tys. pasażerów więcej niż w 2016 roku. W 2017 r. linia gościła prawie 11 mln podróżnych, uzyskując 30,65-proc. udział w naszym rynku.

W oczekiwaniu na przesilenie

Partie opozycyjne atakują PiS, a notowania rządzących są nadal bardzo wysokie.

 

PiS demoluje Konstytucję, ale jego popularność, w społeczeństwie kochającym wolność (?) nie spada. Czy kiedyś spadnie? Raczej nie liczyłbym na to, że obywatele teraz, gremialnie zaprotestują przeciwko takim praktykom. Dostali oni pokaźny zastrzyk socjalu do ręki, obietnice rozliczenia jakichś złodziei – polityków i że w końcu nikt nie będzie kradł. I to na razie wystarcza. Są także dalsze obietnice dobrych zmian. Żołnierze i młodsza kadra oficerska nie kochali Macierewicza za to, że obiecał im nowe karabinki, ale ze to, że dostali pokaźne podwyżki pensji. Gdybym kazał wybrać przeciętnemu Polakowi co woli: 500+ czy niezależność sądów i tylko albo jedno, albo drugie, z pewnością wybierze 500+. Wolność sądów wybierze garstka obywateli. Gdyby było inaczej notowania PiS leciałyby na łeb, na szyję.
Jednak dobra zmiana nie dotarła do wszystkich. Burzą się setki tysięcy pracowników administracji, gdzie od lat nie było podwyżek. Urzędnik średniego szczebla zarabia najwyżej 3 tys. brutto. Ich PiS-owscy nadzorcy mają się zdecydowanie lepiej. Urzędnicy rozproszeni są w tysiącach urzędów w całym kraju i trudno im zespołowo upomnieć się o swoje prawa. Na dobrą zmianę czekają nauczyciele, pielęgniarki i inni pracownicy służby zdrowia. Na podwyżki czekają policjanci i inne służby mundurowe. Okazuje się, że najwyższe zarobki są w firmach z kapitałem zagranicznym. Te wysokie zarobki skutkują także wyższymi wpływami z podatków do budżetu. Jednak rząd wskazuje na te firmy jako wyzyskiwaczy i złodziei. Święte one nie są, ale kłamstwo ma swoje granice. Patrząc na marne pensje pracowników administracji i służb państwowych można powiedzieć, że nasze państwo jest bardzo biedne. Rząd natomiast twierdzi, że budżet jest w stanie doskonałym, ale nie jest z gumy. To taki oksymoron premiera Morawieckiego.
Kiedy wreszcie milionom oszukanych pracowników, zależnym od państwa, puszczą nerwy i dogadają się obrońcami sądów, PiS znajdzie się w opałach. Działalność partii opozycyjnych będzie miała znaczenie drugorzędne. Pierwszorzędne znaczenie ma zawartość kieszeni. Tak było, jest i będzie. Nie jesteśmy przy tym żadnym wyjątkiem wśród europejskich nacji. Po drugiej stronie oczekujących na dobrą zmianę jest śmietanka PiS-u, która obsiadła spółki skarbu państwa i pławi się w milionach. To oni, dzisiaj, w imieniu klasy pracującej, są głównymi konsumentami wysiłku ludu pracującego. W polityce żartuje się, że Pan Bóg jest życzliwy dla władzy dopóki się na niej nie pozna. Podobnie rzecz ma się z wyborcami. Na PiS-ie jeszcze się nie poznali. Ale to wszystko kwestia czasu. Platformie Obywatelskiej ufali przez osiem lat i w końcu przestali.

Ryanair pod presją

To będzie trudne lato dla władz irlandzkiego przewoźnika lotniczego. Ryanair przez lata ignorował niezadowolenie personelu. Teraz musi się zmierzyć z erupcją gniewu. Lada dzień rozpocznie się strajk.

 

4,99 dolarów amerykańskich (19 zł) za godzinę pracy – tyle zarabia pracownik pokładowy w Ryanair. We wszystkich krajach. Dlaczego? Przewoźnik zatrudnia członków załogi na kontraktach sformułowanych według irlandzkiego prawa. Pracownicy żądają zmian. Chcą być wynagradzani według stawek obowiązujących w swoich krajach. To nie jedyne zastrzeżenia. Zatrudnieni w Ryanair skarżą się również na ignorowanie praw rodzicielskich i zwolnień lekarskich, absurdalne kary związane z nieosiąganiem celów sprzedaży na pokładzie samolotu, kosztowne szkolenia, długie, 12-godzinne zmiany, niewystarczający okres odpoczynku miedzy nimi i brak wyżywienia dla członków załogi. Wreszcie problemem jest brak wynagrodzeń za godziny spędzone na lądzie w oczekiwaniu na start.

Strajk ma się rozpocząć jeszcze w lipcu. Chyba, że wcześniej właściciele linii spełnią postulty swoich podwładnych. Na to się jednak nie zanosi. Firma przyjmuje postawę konfrontacyjną. Takie podejście nie jest niczym nowym. Przez lata w Ryanair nie było żadnych organizacji pracowniczych, których istnienie uznawałaby firma. Dopiero w grudniu ubiegłego roku związki zostały oficjalnie uznane za reprezentantów załogi i partnerów w sporach zbiorowych.

Ultimatum postawione zarządowi przez związkowów minęło w nocy z wtorku na środę. Co teraz? Prawdopodobnie na przełomie lipca i sierpnia dojdzie do masowej odmowy pracy. Pasażerowie planujący podróż w drugiej części lata muszą się więc liczyć z utrudnieniami.

Warunki zatrudnienia w Ryanair były krytykowane nie tylko przez organizacje pracownicze, ale również przez niezależne instytucje ruchu lotniczego. „Bycie tanim przewoźnikiem nie powinno oznaczać oszczędności na świadczeniach pracowniczych. Pracownicy pracujący dla Ryanair zarządzają codziennie ogromną częścią ruchu pasażerskiego w Europie. Jako obywatele najbogatszej społeczności gospodarczej na świecie jesteśmy dumni z wysokich standardów moralnych i wspieramy uczciwe praktyki zatrudnienia. Mamy nadzieję, że Ryanair podejmie działania w celu poprawy warunków zatrudnienia” – skomentował sprawę Marius Stonkus, prezes zajmującej się odszkodowaniami lotniczymi firmy Skycop.

Nie zobaczą odszkodowań

Lokatorzy zreprywatyzowanych warszawskich kamienic nie zobaczyli dotąd ani grosza z odszkodowań, które mieli otrzymać na mocy decyzji komisji weryfikacyjnej. I jeszcze przez jakiś czas nie zobaczą, bo miasto zaskarżyło wszystkie decyzje w tej sprawie do sądu. Zawnioskowało też, by koszty postępowania pokryli lokatorzy.

 

Chodzi o osiem decyzji przyznających odszkodowania w wysokości od siedmiu do 29 tys. złotych. Ich beneficjentami mieli być lokatorzy zreprywatyzowanych budynków pod adresami: Nabielaka 9, Nowogrodzka 6A, Poznańska 14, Marszałkowska 43. Każdy z nich jest doskonale znany obrońcom praw lokatorów. Wszystkie decyzje reprywatyzacyjne w odpowiednich sprawach zostały przez komisję weryfikacyjną uchylone jako wydane z naruszeniem prawa.
– Gdy kamienica trafiła w prywatne ręce, wzrósł czynsz i zaczął się totalny remont; to są tortury psychiczne, czuję się upodlona – zeznawała przed komisją lokatorka z Nowogrodzkiej 6A. Jej sąsiedzi opowiadali o podwyżkach czynszu, najściach, obrażaniu mieszkańców budynku. Nieruchomość w warszawskim Środmieściu została odzyskana przez spadkobierców przedwojennych właścicieli, a potem sprzedana prywatnej spółce za 5,8 mln zł. Nowy właściciel wycenił wartość obiektu na… 80 mln.
Decyzję w sprawie Marszałkowskiej 43 podpisał wicedyrektor stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomościami; niedługo potem kamienicę sprzedano … jego bratu, który z kolei odsprzedał budynek znajomej adwokata Roberta N.; jego nazwisko przewija się w wielu sprawach reprywatyzacyjnych. Lokatorzy wskazywali podstawowe nieścisłości związane ze spadkobierczyniami, cudownie znalezionymi we Francji: twierdziły one, że testament uprawniający je do starań o nieruchomość odnalazły w 2006 r., jednak pełnomocnictwo w tej samej sprawie wystawione zostało… dwa lata wcześniej.
Tragedia lokatorów Nabielaka 9 znana jest daleko poza granicami Warszawy – to tam mieszkała zamordowana w okrutny sposób w 2011 r. Jolanta Brzeska. Komisja Jakiego przyznała jej córce 100 tys. zadośćuczynienia.
Miasto nie wypłaciło jednak dotąd z tej kwoty, podobnie zresztą jak z niższych odszkodowań, ani złotówki. Dziś ratusz powiadomił, że zaskarżył do sądu wszystkie decyzje w tej sprawie. – Składanie sprzeciwów wynika z faktu, że komisja nierzetelnie zbadała przesłanki zapisane w ustawie –powiedziała Magdalena Młochowska, pełnomocniczka prezydenta Warszawy ds. lokatorów z reprywatyzowanych kamienic. Ratusz w swoich wnioskach zażądał także, by to lokatorzy opłacili koszta sądowe. Młochowska twierdzi, że obowiązujące przepisy nie pozostawiają w tej kwestii pola manewru.
Przedstawiciele władz Warszawy przekonują, że odszkodowania części lokatorów się nie należą, bo w przepisach zapisano, iż konieczne jest łączne spełnienie dwóch warunków. Po pierwsze, rekompensatę może otrzymać osoba, która po reprywatyzacji budynku padła ofiarą przemocy, gróźb, utrudniania korzystania z lokalu lub znacząco podniesiono jej czynsz. Po drugie, działania takie muszą spowodować „istotne pogorszenie jej sytuacji materialnej”. A tutaj warszawski ratusz ma swoje informacje.
– Ujawniają się okoliczności, że część osób, które ubiegały się o odszkodowanie, miała zaspokojone potrzeby mieszkaniowe. Niektóre mogły mieć bardzo dobry standard finansowy. Mamy informacje, że część osób kupiła sobie drugie mieszkanie za bardzo pokaźną kwotę. Mogą nie spełniać przesłanek zapisanych w ustawie o komisji weryfikacyjnej – powiedział stołecznej „Gazecie Wyborczej” wiceprezydent Witold Pahl.
Ostatnie sondaże dotyczące nadchodzących wyborów na prezydenta Warszawy były łaskawe dla kandydata PO. Ale jeszcze kilka takich ruchów otoczenia Hanny Gronkiewicz-Waltz i może się w tej sprawie wiele zmienić… Tymczasem ustawy ostatecznie kończącej sprawy reprywatyzacyjne, której domagają się obrońcy praw lokatorów, nadal nie widać.

Brońmy zwolnionej działaczki związkowej!

Rada OPZZ województwa mazowieckiego i Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego zapraszają na pikietę, która odbędzie się w środę, 13 czerwca o 16.30 przy ul. 17 Stycznia 49.

 

Podczas demonstracji wspólnie wyrazimy sprzeciw wobec dyscyplinarnego zwolnienia przewodniczącej ZZPPiL, Moniki Żelazik przez zarząd Polskich Linii Lotniczych LOT. Uważamy, że zarzuty wobec Żelazik są bezpodstawne i stanowią część nagonki na związki zawodowe, która od wielu tygodni trwa w PLL LOT. Prezes spółki, Rafał Milczarski zarzuca Żelazik działania na niekorzyść spółki, psucie jej wizerunku, jak też stwarzanie niebezpieczeństwa dla pasażerów. Za wskazywanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu firmy, walkę o wyższe standardy bezpieczeństwa i lepsze warunki pracy nie powinno się karać, a raczej nagradzać. Narodowy przewoźnik powinien szczególnie dbać o standardy bezpieczeństwa i jakość pracy pracowników. Ponadto prawo pracy nie przewiduje kar dla pracowników za informowanie opinii publicznej o tym, że są oni niezadowoleni z warunków pracy, zaś groźby i szykany wobec związków zawodowych są sprzeczne z Konstytucją RP i ustawą o związkach zawodowych. Zarząd PLL LOT nie tylko nie dba o godne warunki pracy, ale też łamie podstawowe prawa pracownicze i dąży do zastraszenia związków zawodowych, których działanie stanowi ważny element demokratycznego państwa prawa. Dlatego apelujemy o natychmiastowe przywrócenie do pracy zwolnionej dyscyplinarnie działaczki. Wspólnie pokażemy, że nie godzimy się na prześladowania związkowców!
(…) W imieniu Rady OPZZ województwa mazowieckiego zdecydowanie popieram działania związkowców PLL LOT. Celem akcji związków zawodowych jest dobra zmiana w transporcie lotniczym. Rozwiązania przyjęte przez zarząd PLL LOT są szkodliwe dla pracowników i niebezpieczne dla pasażerów. Personel lotniczy obciążany jest coraz większą liczbą obowiązków, których nie powinny wykonywać stewardessy czy kapitanowie. Związkowcy protestują przeciwko umowom śmieciowym w branży i oszczędnościom dokonywanym kosztem bezpieczeństwa pasażerów.

Strajk w stolicy hazardu

Na co dzień obsługują gości w światowej stolicy hazardu. Przez lata byli doceniani i niezbędni. Teraz nadchodzą nowe czasy. Ich obowiązki przejmują odpowiednio zaprogramowane maszyny. Pracownicy branży rozgrywkowej i hotelarskiej w Las Vegas właśnie zadecydowałi o przeprowadzeniu pierwszego od ponad 30 lat strajku.

 

Poprzednia masowa odmowa pracy zatrudnionych w kasynach, restauracjach, parkach rozrywki i hotelach miała miejsce w 1984 roku. Wówczas pracownicy mieli dość wyzysku. Protestowali przez 67 dni. W tym czasie generujące ogromne zyski przybytki bvły nieczynne, a kapitaliści próbowali prośbą i groźbą złamać opór. Do spełnienia postulatów pracowników skłonił ich dopiero moment, w którym łączne straty przekroczyły 200 mld dolarów.

Teraz przyczyną strajku są procesy związane z automatyzacją i robotyzacja sfery usług. Zaawansowanie technologiczne i pęd ku obniżaniu kosztów działalności sprawiają, że to maszyny, a nie ludzie wykonują prace przy obsłudze klienta w hotelach i kasynach. „Gdy mechaniczne roboty miksują drinki dla gości powszechna staje się w Las Vegas teza, że człowiek w stolicy hazardu, jako pracownik, staje się zbędny” – zauważa korespondent „Guardiana” w Nevadzie.

Czego oczekują reprezentujące pracowników związki zawodowe? Przede wszystkim – gwarancji zatrudnienia, lub, w przypadku gdy automatyzacja staje się nieunikniona – zapewnienie pracy na innym stanowisku. Sprawa jest poważna, bo w Las Vegas w jaskiniach hazardu pracuje ponad 50 tysięcy osób. Dla ponad połowy z nich najbliższa dekada może się zakończyć bezrobociem.
23 maja odbyło się referendum strajkowe, które koordynował związek pracowników MGM Resorts International, jednej z największych sieci kasyn i hoteli w USA. Wynik nie pozostawia wątpliwości – aż 99 proc. głosujących opowiedziało się za przeprowadzeniem masowej odmowy pracy. Nie wiadomo jeszcze kiedy dokładnie odbędzie się protest. Związkowcy utrzymują to w tajemnicy, aby uniemożliwić kapitałowi przeprowadzenie działań prewencyjno-represyjnych.

Jordania u progu zmian?

Protesty uliczne zmiotły jordański rząd, ale manifestanci twierdzą, że to za mało. Domagają się, by król Abd Allah II i cała klasa polityczna zmieniły podejście do rozwiązywania problemów społecznych i gospodarczych, opodatkowując raczej wielkie firmy, a nie obywateli, których stopa życiowa systematycznie się pogarsza.

 

Jordańczycy zaczęli manifestować, bo oburzył ich projekt ustawy przewidującej znaczący wzrost podatków także dla osób osiągających bardzo niskie dochody. Nałożył się on na wzrost cen prądu o ponad 50 proc. i pięciokrotną podwyżkę cen benzyny tylko od początku 2018 r. Radykalnej podwyżce uległy też ceny podstawowych produktów spożywczych, a rząd – zgodnie z wytycznymi Międzynarodowego Funduszu Walutowego – wycofał się z ich subsydiowania. Naciski MFW są poważne, bo przeprowadzenie strukturalnych reform było warunkiem udzielenia w 2016 r. kredytu wartego 723 mln dolarów.

Król Abd Allah II przyjął dymisję od premiera Haniego al-Mulkiego. Prawdopodobnie dwór chciałby, żeby – tak jak podczas Arabskiej Wiosny – powierzchowna korekta personalna zastąpiła poważniejszą reformę. Na nowego premiera Abd Allah typuje wstępnie dotychczasowego ministra oświaty Umara ar-Razzaza.

Manifestanci zapowiadają jednak kontynuowanie protestów, by zmieniła się nie tylko obsada rządu, ale i ogólny kierunek polityki. – Jeśli chcą rozwiązań kryzys gospodarczy w naszym kraju, muszą bardziej obciążyć większe korporacje, nie lud – powiedział „Al-Dżazirze” uczestnik marszu. To bardzo reprezentatywne stanowisko. Główni organizatorzy protestów: Ruch Młodzieżowy (Hirak Szababi), zrzeszający młodych ludzi, którzy czują, że w państwie jordańskim brak im perspektyw na godne życie, a także cała gama branżowych związków zawodowych podkreślają: neoliberalna polityka, niskie nakłady na oświatę czy politykę mieszkaniową, a wreszcie niegospodarność kolejnych rządów rujnują kraj. Dochodzi do tego obojętność tzw. społeczności międzynarodowej na fakt, że Jordania, i tak uzależniona od zagranicznej, głównie amerykańskiej pomocy, przyjęła najpierw uchodźców wojennych z Iraku, a następnie całą falę uciekinierów z Syrii.

– Weszliśmy w spór z rządem z powodu prawa podatkowego i ogólnej polityki gospodarczej, jeśli nie zostaną podjęte te kwestie, konflikt z rządem będzie trwał – powiedział jeden z przywódców Związku Inżynierów Jordanii Abd Allah Ghuszi, zapytany przez „Al-Dżazirę”, czy dymisja premiera satysfakcjonuje protestujących i skłoni ich do rozejścia się do domów. Związkowcy zamierzali w środę zatrzymać całą Jordanię, organizując strajk generalny.

Związkowiec = terrorysta

„Jesteśmy najbardziej prospołecznym rządem ostatnich trzydziestu lat” – powiedział Mateusz Morawiecki, dodając jeszcze, że „Prawo i Sprawiedliwość tworzy i organizuje na nowo rzeczywistość gospodarczą i społeczną”. Najwyraźniej samopoczucie mu dopisuje, a samoocena szybuje gdzieś wysoko w przestworzach.

Szkoda tylko, że pan premier nie wspomniał, jak wygląda budowa wspomnianej nowej rzeczywistości w skali mikro. Na przykład w pewnej spółce kontrolowanej przez rząd. W 2016 roku, kiedy obecny szef rządu był jeszcze ministrem rozwoju, ze związkowcami z tej spółki spotkał się Mikołaj Wild – wówczas podsekretarz stanu w ministerstwie skarbu państwa. Przedstawiciele pracowników usłyszeli, że ważny pan nie zamierza liczyć się z ich zdaniem, bo jest blisko zaprzyjaźniony z Morawieckim. Właściwie to minister Wild doprecyzował, gdzie dokładnie ma związkowców. Wszystko zostało zaprotokołowane.

Spółka ta nazywa się Polskie Linie Lotnicze LOT.

Mikołaj Wild nie rzucał słów na wiatr. W czwartek władze spółki poinformowały, że Monika Żelazik – przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego zostanie zwolniona dyscyplinarnie. Powód? Ciężkie naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych, a dokładnie działalność terrorystyczna. Brzmi jak żart? Tak, to brzmi jak cholernie nieudany żart, ale niestety to rzeczywistość roku 2018 roku w Polsce. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował, że 15 maja zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podejrzenia podjęcia przez Monikę Żelazik „działań zagrażających życiu lub zdrowiu wielu osób”. Chodzi o wiadomość, którą związkowczyni wysłała do innych członków związku dzień przed zaplanowanym na 1 maja strajkiem. „My zakupiliśmy kilka rac, dwa wozy opancerzone, starą wyrzutnię rakiet, kilka granatów ręcznych i niech każdy weźmie z domu, co po dziadach zostało oraz butlę z benzyną” – to treść maila, przechwyconego i rozesłanego do mediów przez ludzi prezesa.

Monika Żelazik przez ostatnie miesiące walczyła o normalne warunki pracy dla pracowników publicznego przewoźnika lotniczego. Jest przewodniczącą Międzyzwiązkowego Komitetu Strajkowego. Dla władz spółki – wrogiem numer jeden. Przeciwnikiem, którego należy zniszczyć.

Kiedy rozmawiałem z nią podczas protestu pod siedzibą LOT 1 maja, mówiła: „zwolnią nas wszystkich, jesteśmy na wojnie, to są bezwzględni ludzie”. Opowiadała też o stewardesach, którym nikt nie płaci za wielogodzinne postoje samolotów i które za przynależność do związku zawodowego są poddawane upokarzającym kontrolom przez straż graniczną, jako podejrzane o przemyt. Jej kolega, przewodniczący związku pilotów mówił o prowadzeniu maszyn z kilkuset pasażerami na pokładzie podczas grypy czy ostrego przeziębienia. Bo piloci są firmami, z którymi LOT zawiera umowy business to business. Próbowali to zmienić, chcieli zastrajkować, jednak Sąd Okręgowy w Warszawie im tego zakazał, zanim jeszcze przeprowadzili referendum strajkowe. Ponoć strajk zagraża interesom spółki. Pilot z gorączką za sterami zagrożeniem nie jest.

Mikołaj Wild jest obecnie sekretarzem stanu w ministerstwie infrastruktury. Odpowiada za lotnictwo i lotniska. To właśnie on 5 maja na antenie Radia Zet stwierdził, że pracownicy odpowiedzialni za nawoływanie do strajku powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności za straty, które poniosła spółka w związku z tym, że pasażerowie rezygnowali z przelotów, obawiając się strajku podczas majówki. Przedstawiciel rządu otwarcie nawołujący do działań z zakresu union busting – tego nie było nawet za rządów neoliberałów. A przecież mamy władzę, która podobno stoi po stronie pracowników.

Prezes Rafał Milczarski został w ten sposób poinformowany, że ze związkowcami nie musi się patyczkować, zważać na Kodeks pracy czy jakiekolwiek prawo. Otrzymał wolną rękę w tej rozgrywce. Stąd też brutalność działań. Monika Żelazik zwraca uwagę, że nie chodzi tylko o nią. To również sygnał dla wielu młodych pracowników – członków związków zawodowych. To przekaz: „możecie skończyć tak jak ona” – na zielonej trawce z oskarżeniem o terroryzm i prokuratorem na karku. Na zwolnienie przewodniczącej Żelazik nie wyraziły zgody związki zawodowe. Sprawa trafi do sądu. LOT przegra ten proces i będzie musiał wypłacić odszkodowanie. Ale sygnał wysłany: „buntujesz się? masz przejebane”. A wszystko z namaszczeniem „najbardziej prospołecznego rządu” ostatnich trzech dekad.

To moment, w którym związki zawodowe – wszystkie, bez wyjątku – powinny solidarnie stanąć w obronie Moniki Żelazik. Podobno szef OPZZ Jan Guz był przeciwko strajkowi w LOT. Panie przewodniczący, to chyba moment, aby te słowa o wsparciu z 1 maja, kiedy paradował Pan przez kwadrans w związkowym szaliku na proteście pracowników spółki, nabrały nieco realności. To również chwila, w której posłuszeństwo powinien wypowiedzieć Piotr Duda, przewodniczący związku, który z solidarnością miał ostatnio największy problem. Do Inicjatywy Pracowniczej apelować nie muszę. To jedyny związek, który zawsze potrafi się zachować. Ale musi być nas więcej.

Znaleźliśmy się w momencie, w którym bonzowie ze szklanego biurowca, zlokalizowanego, o ironio, przy ulicy Komitetu Obrony Robotników, działając w koordynacji z sądem, prokuraturą i rządem oskarżają o terroryzm przywódczynię strajku. To jawna przemoc i deptanie podstawowych praw. Ta bezczelność musi się spotkać ze zdecydowaną reakcją.

 

Ukryty strajk w LOT

Kolejna odsłona sporu w polu PLL LOT. Represjonowani przez zarząd spółki związkowcy nie dają za wygraną. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zadecydował o rozpoczęciu strajku włoskiego, polegającego na „skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa”. Akcja ma trwać tak długo, aż uchylone zostanie skandaliczne orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie, którzy tuż przed majówką zakazał związkowcom przeprowadzenia strajku.

„Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy PLL LOT, upoważniony przez Nadzwyczajne Walne Zebranie członków dwóch reprezentatywnych związków zawodowych, ZZPK PLL LOT S.A. i ZZPPiL (posiadających ok. 759 członków, podjął decyzję o prowadzeniu dalszej akcji protestacyjnej, polegającej na skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa obowiązujących w przewozie lotniczym” – czytamy w komunikacie rozesłanym do mediów przez koalicję bojowych związków zawodowych, która od wielu miesięcy wytrwale walczy o normalizację standardów zatrudnienia u publicznego przewoźnika.
Akcja rozpoczęła się dziś rano. Według relacji pasażerów można zauważyć już teraz pewne opóźnienia w wykonywaniu operacji na lotniskach. Nie mają one jeszcze większego wpływu na harmonogram odpraw i odlotów. To jednak dopiero początek strajku włoskiego – jedynej dostępnej pracownikom LOT formy protestu. Przypomnijmy, że 6 kwietnia Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku zarządu spółki, uchylając prawo do przeprowadzenia strajku przez związki zawodowe. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że orzeczenie to zostało wydane jeszcze przed przeprowadzeniem referendum strajkowego wśród załogi. Pismo z sądu zostało dostarczone związkowcom dopiero 26 kwietnia, a więc kilka dni przed zaplanowanym na 1 maja strajkiem. W międzyczasie 90 proc. pracowników LOT, przy frekwencji wynoszącej 60 proc., opowiedziało się za strajkiem. Kluczowe pytanie brzmi – dlaczego sąd zakazał strajku jeszcze przed decyzją o jego przeprowadzeniu?
Co jest główną osią sporu na linii zarząd – pracownicy? „Kilka lat temu w firmie wypowiedziano układ zbiorowy, obniżono pensje, a dużą część pracowników przeniesiono na samozatrudnienie” – tłumaczy Piotr Szumlewicz z OPZZ. „Pomimo dobrych wyników finansowych spółki, regulamin wynagrodzeń wciąż nie został przywrócony, a pracownicy mają znacznie niższe płace niż kilka lat temu. Zarazem zarząd niechętnie podchodzi do doświadczonej kadry, a nowo zatrudnionym oferuje nieetatowe kontrakty, które nie gwarantują podstawowych praw pracowniczych. Wszystkie te działania są tłumaczone potrzebą oszczędności, a w tym samym czasie członkowie zarządu firmy otrzymują kilkusettysięczne dodatki. To patologiczna sytuacja, która nie tylko fatalnie wpływa na sytuację pracowników, ale może negatywnie odbić się na bezpieczeństwie pasażerów” – dodaje szef Mazowieckiej Rady OPZZ.
Związkowcy planowali pierwotnie przeprowadzenie akcji strajkowej 1 maja, zgodnie z planem, pomimo orzeczenie sądowego, które ich zdaniem jest nieprawomocne. Zarządowi udało się jednak rozbić jedność organizacji pracowniczych. Prawdopodobnie pod wpływem nacisków kierownictwa spółki, dzień przed strajkiem trzy związki zawodowe poinformowały o odstąpieniu od protestu. Były to Związek Zawodowy Pracowników PLL LOT S.A, Związek Zawodowy Pracowników LOT IKAR oraz NSZZ „Solidarność” Region Mazowsza Organizacja Międzyzakładowa nr 205. Ostatecznie zamiast strajku odbyła się pikieta pod siedzibą LOT, której przebieg opisywaliśmy na łamach naszego portalu.