Porwane druzyjki

Około 14 kobiet zostało w środę porwanych podczas serii zamachów w prowincji as-Suwajda, zamieszkałej głównie przez druzyjską mniejszość. Zginęło około 220 cywilów, a wczoraj opublikowano nagranie, na którym zakładniczki apelują do prezydenta Syrii, aby przerwał ofensywę i wymienił jeńców.

 

Nagranie zostało opublikowane przez Państwo Islamskie w sobotę, wczoraj obiegło światowe media. Wcześniej po social-mediach krążyły zdjęcia zakładniczek w kapturach na głowach, stojących przed czarnym „banerem traceń”.

Kobieta, którą zdołano zidentyfikować na filmie (Swad Adib Abu Ammar) prosi Baszszara al-Asada w imieniu swoim i innych porwanych, aby armia syryjska dokonała wymiany jeńców na ujętych wcześniej dżihadystów, a także przerwała działania zbrojne w dolinie Jarmuk – tam wspierane przez IS Dżaisz Chalid ibn Walid przegrywa właśnie z siłami al-Asada.

Państwo Islamskie domaga się, aby przerwać ogień i pozwolić islamistom okopanym na tych terenach uciec i udać się do innych prowincji kontrolowanych przez IS.

– Jeżeli Damaszek nie zrobi tego, czego chcą, zabiją nas – płakała na nagraniu kobieta.

Zakładniczki zostały porwane „przy okazji” masakry druzyjskich wiosek w ubiegłym tygodniu. Zginęło w nich prawie 250 cywilów. Mniejszość druzyjska postrzegana jest jako naturalne ofiary syryjskiego konfliktu, atakowane za swoją neutralność przez wszystkie strony. Prowokacja islamistów miała wszelkie szanse się powieść.

Wiadomo już, że armia syryjska nie przerwała oblężenia. W sobotę wyzwoliła miasto Nafiaa, a w niedzielę przystąpiła do szturmu miasta Szadżara.

Izrael ratuje dżihadystów

Około 800 osób z organizacji Białych Hełmów Al-Kaidy wraz z rodzinami zostało ewakuowanych przez izraelskie siły zbrojne z Syrii do Izraela. Dżihadyści byli zagrożeni ofensywą syryjskich wojsk rządowych na południu kraju. Do ewakuacji doszło na prośbę rządu Stanów Zjednoczonych.

 

Izraelczycy wkrótce przewieźli uratowanych na teren Jordanii. Jordania z kolei zapowiedziała, że Białe Hełmy zostaną przyjęci przez Kanadę, Niemcy i Wielką Brytanię, która była głównym sponsorem tej organizacji, oprócz USA i Arabii Saudyjskiej. Syryjczycy oskarżają Białe Hełmy o liczne zbrodnie, jak też organizację „ataków chemicznych” przypisywanych później armii syryjskiej. Oficjalnie Białe Hełmy pełniły funkcje medyczno-ratunkowe. Izrael odmówił przyjęcia ich na swoim terytorium.

Białe Hełmy wyreżyserowały m.in. fałszywy atak chemiczny w Dumie pod Damaszkiem, 7 kwietnia tego roku. Według Rosji, która na prośbę rządu syryjskiego pomaga zwalczać islamskich ekstremistów, „wiele dowodów” wskazuje na zamieszanie Wielkiej Brytanii w tę mistyfikację. USA, Wielka Brytania i Francja dokonały wtedy bombardowania Syrii.

Izrael wyjaśnił, że „podtrzymuje swoją politykę nie-interwencji w syryjski konflikt i uważa, że reżim syryjski jest odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się na terytorium Syrii”. Od początku syryjskiej wojny Izrael ponad stukrotnie bombardował Syrię, głównie by pomóc Al-Kaidzie i innym dżihadystom utrzymać pozycje atakowane przez syryjskie wojsko i libański Hezbollah.

Kto wygrał?

Wojna w Syrii wygasa i kończy się spektakularnym zwycięstwem wojsk i dyplomacji Rosji.

 

W cieniu rozgrywanych w Rosji Mistrzostw Świata w piłce nożnej, z pogrążonej od 6 lat w krwawej wojnie domowej Syrii nadchodzą kolejne dobre wieści. Ofensywa wojsk rządowych, mająca wyzwolić z rąk ugrupowań terrorystycznych i rebelianckich południowo zachodnią Syrię, dzięki wsparciu Rosjan rozwija się niezwykle pomyślnie. Z sił terrorystów Państwa Islamskiego oczyszczono ostatnie kontrolowane przez nich, obszerne obszary pustynne w prowincji Deir ez Zaor, a do domu z Syrii wróciło przeszło tysiąc rosyjskich żołnierzy oraz niemała część bazujących tam okrętów i samolotów.

 

Kto nie rozumie języka Ławrowa, ten poznaje argumenty Szojgu, czyli ofensywa w Daraa

Kilka tygodni temu ruszyła przygotowywana od dawna pod kierunkiem rosyjskich doradców operacja ofensywna pod kryptonimem „Bazalt”, mająca na celu wyzwolenie południowo zachodniej Syrii na pograniczu Izraela i Jordanii. Ta kluczowa w ramach kampanii letniej 2018 ofensywa prowadzona jest przeciwko silnemu zgrupowaniu rebeliantów liczącemu w szczycie ok. 80 tys. bojowników. Jest to konglomerat terrorystów z ISIS, syryjskiej odnogi Al – Kaidy – ugrupowania An-Nusra i tzw. Wolnej Armii Syryjskiej (WAS) wspieranej przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie i państwa zachodnie na czele z USA. Bazy szkoleniowe WAS znajdują się na terenie sąsiedniej Jordanii. Wojska rebelianckie, zajmowały od 3 lat zasadniczo martwy, drugorzędny teatr działań wojennych w prowincji Daraa, Kunejra i Suwejda. W rękach bojowników znajdowały się liczne czołgi w tym T-72, T-62 i T-55, bojowe wozy piechoty BWP-1, setki pojazdów terenowych wyposażonych w wielkokalibrowe karabiny maszynowe 12,7 mm, działka przeciwlotnicze ZU-23 mm, moździerze i kierowane wyrzutnie rakiet przeciwpancernych. Oprócz artylerii lufowej i rakietowej, rebelianci dysponowali rakietami operacyjno-taktycznymi o zasięgu ok. 150 km. Wsparcie państw zachodnich dla „umiarkowanej opozycji” sprawiało, że jak wykazało dziennikarskie śledztwo niezależnych dziennikarzy z Bułgarii, uzbrojenie z krajów Europy Wschodniej samolotami lub statkami przez Morze Czarne, cieśniny Dardanele i Bosfor płynęło do Arabii Saudyjskiej i stamtąd via Jordania trafiało do Syrii. Stąd jest w rękach rebeliantów uzbrojenie strzeleckie, karabiny maszynowe i granatniki z Bułgarii, Serbii czy Czech. Mają oni transportery opancerzone OT-64, czyli znane w Polsce „Skoty” czołgi T-72, czy przeciwpancerne pociski kierowane made in USA typu TOW-2. Obszar kontrolowany przez rebeliantów pokrywał się z tzw. Południową strefą deeskalacji. Istniało więc duże prawdopodobieństwo, na co liczyli rebelianci, interwencji lotnictwa i floty USA, na czele z grupą lotniskowcową USS „Harry Truman” i 6 Floty US Navy operującej na Morzu Śródziemnym.
Dyplomacja rosyjska w drodze wielu spotkań i rozmów z przedstawicielami USA, Izraela, Jordanii, wypracowała kompromis, który powstrzymał te kraje przez zbrojna interwencją powstrzymującą operację „Bazalt”. Moskwa wzięła na siebie określne gwarancje, które są opinii publicznej nie znane, widocznie jednak zapewniły one zaspokojenie interesów narodowych poszczególnych krajów zaangażowanych w starcie w prowincji Daraa.
W tych okolicznościach do natarcia przystąpiło silne zgrupowanie wojsk rządowych w składzie elitarnej 4 dywizji zmechanizowanej, 5 dywizji pancernej, brygad należących do 7 i 9 dywizji pancernych raz 15 dywizji szturmowej, formacji należących do V Ochotniczego Korpusu Szturmowego wyposażonego i wyszkolonego przez doradców rosyjskich w parciu o kadrę oficerską studiującą kiedyś w ZSRR. „Pięścią uderzeniową” była jak zawsze elitarna brygada generała Sukhejl al Hasana „Tiger Force”. Do wsparcia ofensywy wydzielono silne zgrupowanie artylerii od pamiętających II Wojnę Światową haubic 122 mm wz.38, po samobieżne działa 2S3 „Akacja” kalibru 152 mm, 2S1 „Gożdzik” 122 mm. Artylerię rakietową reprezentowały powszechne BM-21 „Grad”, a nawet ciężkie artyleryjskie wyrzutnie rakietowe BM-27 „Uragan” 220 mm, dalekonośne BM-30 „Smercz” 300 mm, rodzime ciężkie Golan-1000. Wieńczyła to bateria piekielnej broni – rakietowych miotaczy ognia TOS-1 „Sołncepiek” wystrzeliwujące pociski termobaryczne, pod względem mocy i siły rażenia ustępujących tylko głowicom jądrowym.
Siły te wspierali Rosjanie lotnictwem, komandosami z Sił Specjalnych Operacji, specnazem Rosgwardii i słynną baterią z Omska dział dalekonośnych 152 mm Msta-B.
Kluczem jednak do sukcesu, nie był język dział, a język dyplomacji. Ogromną pracę wykonał zespół negocjatorów wojskowych rosyjskiego Centrum Rozejmowego dla walczących stron w Syrii. W drodze żmudnych, ale owocnych negocjacji, oficerowie rosyjscy przekonali starszyznę wielu miejscowości to pokojowego włączenia się w polityczny proces zakończenia konfliktu syryjskiego. Szereg miast i punktów zamieszkania zajęły oddziały Rosgwardii i na ręce Rosjan rebelianci zdali niemałe ilości broni, poddając się procesowi filtracji z perspektywą pracy w milicji rządowej na rodzimych terenach. W ciągu zaledwie kilkunastu dni w ręce wojsk rządowych prawie bez walk przeszło blisko 30 miejscowości i tysiące kilometrów kwadratowych terenów. Nie wszędzie rebelianci rozumieją język dyplomacji, o część miast , jak np. miasto Saida, trzeba było stoczyć bitwę. Generalnie w zachodniej części prowincji Daraa i Suwejdzie ofensywa rozwija się pomyślnie i 7 lipca wojska rosyjskie wyszły nad granicę z Jordanią zabezpieczając główny punkt graniczny w Nasib i przejmując kontrolę nad autostradą A5.
Znacznie trudniejsza sytuacja jest na prawej, zachodniej flance natarcia, gdzie frontu bojowników nie udało się przełamać, a pod Tafas syryjska armia rządowa poniosła najcięższe w tej operacji straty. W ogniu amerykańskich wyrzutni przeciwpancernych TOW-2, 4 dywizja zmechanizowana straciła kilkanaście pojazdów pancernych w tym zmodyfikowanych czołgów T-72, oraz kilkuset żołnierzy rannych i zabitych. Wojska generała Sukhej al Hasana, podeszły 7 lipca na przedpola stolicy prowincji Daraa, gdzie rebelianci planowali stawić silny opór. Do tego momentu siły rebelianckie utraciły blisko 50% kontrolowanych przed ofensywą terenów były w odwrocie. Jordania odmówiła przyjęcia uciekających bojowników na swe terytorium.
W tych warunkach, po serii niezwykle ciężkich i skutecznych nalotów rosyjskiego lotnictwa rebelianci zawarli rozejm, a de facto skapitulowali. Na mocy wstępnego porozumienia, na ręce wojsk rosyjskich przekazywane zostaje całe ciężkie i średnie uzbrojenie, granicę z Jordanią przejmują oddziały rosyjskiej Rosgwardii, to one patrolować mają tez część miast. Bojownicy, którzy nie chcą przejść procesu filtracji, mogą wyjechać do prowincji Ildib kontrolowanej przez rebeliantów i Turcję. Pozostali maja szanse przejść do milicji miejscowej. Tereny prowincji Daraa wracają pod kontrolę rządu w Damaszku.
„Nieprzejednani” rebelianci cofają się na zachód do prowincji Kunejra ku granicy z Izraelem i okupowanymi przez niego Wzgórzom Golan. Tam znajduje się też przylegająca do Izraela enklawa terrorystów z Państwa Islamskiego. Po rozbiciu wschodniego ugrupowania bojowników, rosyjskie lotnictwo zapewne znów zastosuje „argumenty Szojgu” wobec trwającego w obronie zgrupowania terrorystów i rebeliantów i stateczne zwycięstwo wojsk syryjskich to tylko kwestia czasu.
Zwycięstwo w prowincji Daraa i Kunejra Damaszek i Moskwa mają co do zasady pewne, o ile „zachodni partnerzy” rękoma swych marionetek np. z „Błękitnych kasków”, nie spreparują kolejnego „ataku gazowego krwawego reżimu Asada” na szpital czy szkołę, na wzór prowokacji w Dumie. Zwycięskie wojska syryjskie dziś powstrzymać mogą tylko naloty amerykańskiego lotnictwa lub, czego nie można wykluczyć, bombardowania lub ofensywne działania Izraela.
Jednak w ocenie fachowców, ostateczne rozstrzygnięcia zapadną przy stole negocjacyjnym w Helsinkach podczas szczytu prezydenta USA Donalda Trumpa i prezydenta Rosji Władymira Putina 16 lipca br.

 

Bohaterowie wracają do domu

W obliczu ewidentnie dobiegającej końca wojny w Syrii do domu wracają rosyjscy żołnierze. Kontyngent wojsk rosyjskich został w ostatnim czasie zmniejszony o przeszło 1000 żołnierzy. Warto pamiętać, że armia rosyjska to jedyne legalnie przebywające na suwerennym terytorium Syrii, członka ONZ obce wojska. Podstawą ich pobytu jest umowa międzynarodowa. Mandatu ONZ czy jakiejkolwiek innej podstawy prawnej na gruncie prawa międzynarodowego, przebywania wojskowych USA, Francji czy Turcji na obszarach syryjskich nie ma. To jawne bezprawie i pogwałcenie suwerenności, którego szereg komentatorów nie dostrzega.
Celem podstawowym jakim było skierowanie wydzielonego kontyngentu rosyjskiego do Syrii była walka z terroryzmem. ISIS – tzw. Państwo Islamskie zostało zasadniczo rozgromione, An-Nusra i inne ekstremistyczne islamskie ugrupowania zbrojne są w rozsypce. Armia syryjska została przez Rosjan dozbrojona, przeszkolona i zwycięsko prowadzi kolejne ofensywy. Wszystko to pozwala ograniczyć obecność wojsk rosyjskich, a co za tym idzie obciążenie rosyjskiego budżetu. Ograniczy się również danina krwi żołnierskiej, która jest ceną zwycięstwa. Bohaterscy żołnierze, oficerowie, marynarze i lotnicy walczyli i ginęli w obronie ocalenia państwa syryjskiego, aby nie zamieniło się w obszar bezprawia, handlu ludźmi i zbrodni jakim stała się Libia, po „dobrodziejstwach” „Arabskiej wiosny”. Ginęli, niszcząc zbrodnicze uzbrojone po zęby przez zewnętrznych „graczy” armie terrorystów. Walczyli de facto w obronie Europy i Świata ocalając je przed zalewem uchodźców, niszcząc gniazdo terroru, który „eksportowany byłby” do wielu państw Europy, Azji czy Afryki.
W ostatnim miesiącu do bazy w Sewastopolu z Morza Śródziemnego, wróciły liczne okręty Floty Czarnomorskiej jak fregaty projektu 1136 „Admirał Essen” o „Admirał Grigorowicz” oraz eskortowiec „Pytliwyj”. Okręty te pełniły służbę u brzegów Syrii, w tym w najgorętszych momentach kryzysu na linii Rosja Waszyngton, gdy wydzielony zespół okrętów rosyjskich na Morzu Śródziemnym, próbował powstrzymać agresję okrętów Wielkiej Brytanii, Francji i USA.
Częściowo z sukcesem. Wymusili Rosjanie wyłączenie się z ataku okrętów US Navy pływających wokół Cypru.
Z bazy Chmejmim, do domu wrócili bohaterscy piloci rosyjscy, witani przez dowódców, kolegów i rodziny, oraz blisko 40 statków powietrznych, w tym 6 samolotów szturmowych Su-25SM3 do bazy Primorsko-Achtarsk, należących do 4 Armii Lotniczej WWS. Do Rosji transportowce An-124 „Rusłan” dostarczyły liczne śmigłowce, w tym 5 uderzeniowych Ka-52 „Aligator”.
Do Rosji wycofano oddziały żandarmerii wojskowej, szpital, lotnicza obsługę techniczną itd.
Armia rosyjska, choć w ograniczonej ilości, pozostaje w Syrii, wykonując z baz w Tartus i Chmejmim zadania postawione jej przez głównodowodzącego. Jej możliwości bojowe są nadal wysokie i adekwatne do wykonywanych aktualnie operacji, o czym przekonali się terroryści kilkukrotnie w ostatnich dniach atakujący lotnisko Chmejmim za pomocą uzbrojonych dronów.
Zwycięska operacja w Syrii sprawia, że armia rosyjska na Bliskim Wschodzie jawi się jako gwarant bezpieczeństwa i stabilności regionu, chroniąc go przed efektami nieodpowiedzialnych, wielokroć inspirowanych z zewnątrz „kolorowych rewolucji” , będących de facto pożywką do przejmowania rozległych obszarów przez różnej maści ekstremistów islamskich i terrorystów.

Wyścig technologii na syryjskim niebie

Jak atakować przeciwnika z powietrza nie ponosząc przy tym strat? Izraelskie, amerykańskie i rosyjskie systemy prześcigają się we wprowadzaniu nowych rozwiązań, które uczynić mają obronę przeciwlotniczą przeciwnika bezsilną.

 

Wielokrotnie Państwo czytali w różnorodnych serwisach informacyjnych o izraelskich skutecznych nalotach na cele w Syrii. Wielu laików dziwiło się, dlaczego syryjska obrona przeciwlotnicza jest tak nieskuteczna, a obecne w Syrii rosyjskie jednostki, wyposażone w tak reklamowane systemy przeciwlotnicze dalekiego zasięgu S-400 „Triumf” również zawodzą. Otóż, drodzy czytelnicy, nic nie zawodzi. Przysłowiowy „diabeł, tkwił w szczegółach” technicznych i prawa międzynarodowego. W ramach obrony przeciwlotniczej terytorium syryjskiego toczy się swoisty wyścig technologiczny.

 

Spoza zasięgu prawa

Naloty lotnictwa izraelskiego wykonywane były, co do zasady, za pomocą nosicieli – samolotów, które nie wchodziły w przestrzeń powietrzną Syrii. Operowały nad Izraelem, nad terenami okupowanymi jak Wzgórza Golan, czy też znad bezsilnego sąsiedniego Libanu. Tym samym de iure nie naruszały syryjskiej przestrzeni powietrznej, więc nie mogły być zaatakowane. Formalnie Izrael nie jest w stanie wojny, więc „prewencyjnie” nie można atakować jego samolotów, bo nie wiadomo czy odbywają loty ćwiczebnie czy też lecą aby bombardować Syrię. Jak zatem izraelskie F-16 „Sufa” czy F-15E mogły niszczyć odległe o setki kilometrów obiekty? Otóż czyniły to za pomocą wystrzeliwanych rakiet manewrujących. Choć izraelskie rakiety, jak np. „Delialh” czy „Popeye”, nie mają takiego zasięgu i nie są tak ciężkie, jak amerykańskie AGM-109 „Tomahawk”, to jednak realizowały swoje zadania niszcząc magazyny z bronią, zabijając syryjskich czy irańskich żołnierzy.

Antidotum na nie, okazała się dostawa dla armii syryjskiej rosyjskich przeciwlotniczych zestawów artyleryjsko rakietowych typu „Pancyr-S”. Dwa dwulufowe działka 30 mm i 12 rakiet o zasięgu 36 km na każdym pojeździe oraz radiolokator pozwalający równolegle naprowadzać rakiety na 4 cele okazały się zabójczą bronią dla rakiet manewrujących. Nawet gdy zabrakło rakiet, to „ściana ognia” stawiana przez działka o szybkostrzelności 5000 pocisków na minutę niszczyły kolejne pociski. Mobilne, bo na podwoziu samochodowym Kamaz, przemieszczające się po Syrii pojazdy stały się pogromcami rakiet manewrujących tak Izraela jak i USA oraz Wielkiej Brytanii.

 

Szybujące bomby

Jak każda akcja, zrodziło to reakcję. Izraelczycy pozyskali z USA bomby szybujące GBU-39 SDB. Owe 250 funtowe bomby, to lekka odmiana bomb JDAM. Zasięg ok. 80 km. Izrael pracuje nad bombami „Spice” które mają niszczyć cele w ruchu. W trakcie lotu bomby, obrazy są analizowane i porównywane, a dane wprowadzane do systemu sterowania bomby. Dysponuje ona również systemem nawigacyjnym INS/GPS. Systemy „Spice” mogą być zrzucane z odległości ok. 60 km, a średni błąd trafienia wynosić ma wg Izraelskiego koncernu Rafael, mniej niż 3 m. Izraelczycy wprowadzili już wcześniej bomby „Spice-2000”, z ładunkiem bojowym o masie około 908 kg, a obecnie wdrożone mają zostać lżejsze „Spice-1000”, z ładunkiem bojowym o masie około 454 kg .

Pozwalało to izraelskim samolotom nie wchodzić w obszar obrony systemu przeciwlotniczego „Pancyr”, a sama bomba, ze względu na niską powierzchnię odbicia okazała się celem niezwykle trudnym do trafienia. Co istotne, bomby szybujące są wielokrotnie tańsze od rakiet: bomba JDAM to ok. 30 tys. dolarów, a rakieta manewrująca „Tomahawk” – 2 miliony dolarów. To tymi bombami zniszczono cele irańskie na południe od Allepo czy wokół Damaszku.

Wyciągając wnioski, Rosjanie błyskawicznie przyspieszyli swoje prace badawcze i opracowali podobną broń, którą oficjalnie pokażą w sierpniu i zakończą próby państwowe w listopadzie 2018 na imprezie branżowej „Armia-2018”.

 

 

 

Rosjanie nie gorsi

Rosyjska bomba szybująca „Grom” przewyższa swoich zachodnich konkurentów pod wieloma względami. Budowana będzie w trzech wariantach. Lekka – 488 kilogramów, pośrednia i najcięższa – 598 kg. W przeciwieństwie do bomby produkcji USA, rosyjska bomba szybująca przenosi trzykrotnie większy ładunek. W zależności od wersji, będzie to 315, 370 i 480 kg. Bomba rosyjska kierowana i naprowadzana jest za pomocą rosyjskiego odpowiednika GPS, satelitarnej nawigacji GLONASS. Precyzja rażenia bomby, tzw. uchyb kolisty, to do 11 metrów od punktu celowania. Przy tej masie głowicy bojowej, jest to bez znaczenia. Zasięg rosyjskich bomb jest zróżnicowany, gdyż jedna z wersji przewiduje oprócz rozkładanych skrzydeł także silnik startowy i kształtuje się od 65 km do 120 km. Bomba jest uniwersalna i przewidziana dla wielu rosyjskich samolotów, w tym wielozadaniowych Su-30SM, najnowszych myśliwców Su-35S, bombowców taktycznych Su-34, frontowych lekkich MiG-35SMT, czy mających już swoje lata Su-24M2 stanowiących do dziś trzon rosyjskiego taktycznego lotnictwa uderzeniowego. Bomba, co ciekawe, testowana była tez przez myśliwce pokładowe typu Su-33 z lotniskowca „Admirał Kuzniecow”.

Sama bomba skonstruowana jest w systemie modułowym. Z tyłu moduł napędowy lub sterujący, moduł planowania lotu i naprowadzania na cel oraz z przodu głowice (odłamkowo burząca, termobaryczną lub zapalająca). Bombę zrzuca samolot jak bombę jądrową, tzn. wykonując tzw. „górkę” wyrzucając ją niejako w górę jak z katapulty i zawracając. „Grom” może być zrzucany na cel znajdujący się z tyłu samolotu bez dodatkowych manewrów stabilizacji, a wg Rosjan precyzyjność bombardowania się zwiększa.

Rosyjskie Wojenno-Wozdusznyje Siły pozyskają zatem broń uzupełniającą do stosowania pomiędzy klasycznymi bombami, a rakietami manewrującymi, jakich u Rosjan jest cała gama.

 

Precyzja celowania

Dotychczas, z piorunującą skutecznością podczas wojny w Syrii, rosyjskie samoloty Su-24M2 czy Su-34 stosowały system naprowadzania „Gefest”, wspomagany przez satelitarny system nawigacji GLONASS. Satelitarne naprowadzanie pozwala tak dobrać wysokość i prędkość samolotu, że nawet gdy zrzuca się zwykłe „głupie” bomby ,trafiają one z precyzją do 10 metrów od punktu celowania. Jest to szalenie ekonomiczna metoda, acz posiadająca wadę, jaką jest wchodzenia samolotu nad cel broniony przez systemy obrony przeciwlotniczej. Trzeba je wcześniej wykryć, zakłócić lub unicestwić (jeśli chodzi o systemy rażące na pułapie powyżej 4000 m). To pułap bezpieczny, jakiego nie osiągają rakiety przenośne typu „Stinger” produkcji USA. „Gefest” pozwala rosyjskim pilotom w Syrii latać powyżej skutecznego zasięgu rakiet przenośnych i skutecznie niszczyć wyznaczone cele należące do ugrupowań terrorystycznych walczących w tym kraju.

Obniżenie pułapu stanowi zawsze zagrożenie i może kończyć się tragedią, jak pamiętne zestrzelenie Su-25 nad prowincją Ildib w lutym 2018 i bohaterska śmierć broniącego się na ziemi do końca, zestrzelonego pilota majora Romana Filipowa.

„Grom” pozwoli rosyjskim samolotom na bezpieczne bombardowanie – z chirurgiczną precyzją – punktów dowodzenia, silosów rakiet międzykontynentalnych, ważnych obiektów przemysłowych i energetycznych osłanianych przez systemy przeciwlotnicze bez wchodzwnia w zasięg ich rażenia. Co ciekawe, sami Rosjanie dysponują skuteczna obroną przed tą bronią w postaci „tandemu” składającego się z systemów przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-400 „Triumf”, zdolnych niszczyć wykonujące „górkę” samoloty na dystansie do 400 km, systemów „Pancyr” najnowszej generacji zdolnych niszczyć same bomby.

Zbrodnie w Rakce

Raport organizacji broniącej praw człowieka na temat skutków oblężenia syryjskiej Rakki w 2017 r. nie pozostawia wątpliwości: USA i koalicjanci mogą zostać oskarżeni o zbrodnie wojenne.

 

Międzynarodowa organizacja pozarządowa Amnesty International przeprowadziła dochodzenie terenowe wśród ruin syryjskiego miasta Ar-Rakka, niegdyś stolicy tzw. Państwa Islamskiego, z którego dżihadyści zostali w zeszłym roku wyparci przez koalicję USA, Wielkiej Brytanii, Francji i kurdyjskich Syryjskich Sił Demokratycznych. Miasto było oblegane od czerwca do października 2017 r. Krwawe starcia z wykorzystaniem amerykańskiego lotnictwa zakończyły się kapitulacją ISIS, a jego ocalałym bojownikom pozwolono opuścić Rakkę. AI opisała przerażający los mieszkańców podczas oblężenia miasta. Organizacja posłużyła się określeniem „rzeź cywilów”.

Wbrew temu, co deklarowali amerykańscy politycy i dowódcy wojskowi, koalicja kontrolowana przez USA prowadziła walkę z islamistami wykazując się rażąco lekceważącym podejściem do życia zwykłych mieszkańców. W czasie oblężenia przedstawiciele Departamentu Obrony USA zapewniali, że koalicja prowadzi precyzyjne uderzenia pozwalające im skutecznie niszczyć oddziały ISIS przy minimalizacji ofiar cywilnych. Było zupełnie inaczej: bez wahania używano artylerii i lotnictwa w gęsto zamieszkałych dzielnicach. Wnioski raportu AI jednoznacznie temu przeczą, opierając się głównie na zeznaniach świadków. To potwierdzenie dramatycznych doniesień, jakie podawali obrońcy praw człowieka i część arabskich mediów (a na ich podstawie także nasz portal) już wcześniej.