Głos prawicy

Naród odzyskał TVP

– Siła nienawistnej kampanii, z którą spotyka się odrodzona TVP, jest dowodem na to, że projekt budowy medium narodowej tożsamości się powiódł. Co więcej, autorzy tych działań już zrozumieli, że to jest na dłużej – mówi Jacek Kurski, prezes Telewizji Polskiej w rozmowie z Michałem Karnowskim na łamach „Sieci”.

Podczas rozmowy Michała Karnowskiego z Jackiem Kurskim, prezes Telewizji Polskiej wskazuje, jakie zmiany zaszły w telewizji publicznej w ciągu ostatnich lat:

– Dzięki zmianie w TVP po 2015 r. miliony Polaków po raz pierwszy w ogóle usłyszało o pewnych sprawach, dowiedziało się, jak w praktyce wyglądała złodziejska prywatyzacja i reprywatyzacja, jaki jest prawdziwy stan sądownictwa, jak wiele wątpliwości budzi tragedia w Smoleńsku. […] TVP wyłamała się z frontu obrony III RP, sformułowała przekaz zgodny z odczuciami, z wrażliwością tej części narodu, która przez trzy dekady była zepchnięta na margines. Po drugie, stało się to w momencie, gdy władzę przejął obóz patriotyczny Jarosława Kaczyńskiego. Połączenie obu tych czynników dało wielką zmianę, spowodowało, że wielu ludzi poczuło, iż odzyskało swój kraj, res publicę.

Jacek Kurski podkreśla, jakie czynniki o tym decydują:

– Telewizja publiczna zaproponowała też ofertę pozytywną – propolski przekaz kulturowy, tożsamościowe produkcje filmowe, sięgnięcie w sposób atrakcyjny do narodowej historii, wielkie transmisje sportowe, integrujące wydarzenia rozrywkowe. Stworzyła atrakcyjną, alternatywną ofertę wobec tego, czym była III RP, i nie pogubiła się przy tym, odzyskała sterowalność. Stała się ważnym elementem nowego ładu demokratycznego w Polsce. Dlatego budzi taką wściekłość – że jest, że żyje, że rośnie.

Prezes TVP mówi również o nieprzychylnych opiniach na temat telewizji publicznej:

– Słyszę te epitety, wyzwiska, kłamstwa i to oczywiście nie jest nic miłego. Są całe portale, które zajmują się wyłącznie produkowaniem takich wyzwisk, generowaniem fałszywych informacji na temat TVP, które próbują także zastraszać naszych dziennikarzy i publicystów. Ale ziarno prawdy w tych zarzutach zdarza się niezwykle rzadko – wyjaśnia Kurski. Jednocześnie omawia sukcesy, jakie udało się osiągnąć: – Telewizja Polska, na bardzo trudnym rynku, rośnie w siłę, zyskuje odbiorców. Po raz pierwszy od 16 lat, porównując pierwsze półrocze 2017 r. z pierwszym półroczem 2018 r., wzrosła bezwzględna oglądalność TVP1 i TVP2 […]. Technologię zmieniamy, większość kanałów nadajemy już w HD, w tym TVP Info.

Prezes TVP wypowiada się także na temat swojego poprzednika, Juliusza Brauna: – Za jego kadencji telewizję zapuszczono straszliwie, doprowadzono do skandalicznych zaniedbań, kasowano produkcje wewnętrzne, wywalono 411 przedstawicieli zawodów twórczych […] – Jacek Kurski mówi także o przyczynach zaniedbań telewizji publicznej podczas panowania poprzedniej władzy: – To był element szerszego procesu zwijania państwa polskiego, wycofywania państwa z odpowiedzialności za sferę publiczną: znikały posterunki policji, placówki pocztowe, stacje i linie kolejowe, garnizony wojskowe, bezpłatne studia na drugim kierunku, to miały zniknąć i media publiczne.

Prezes Kurski bardzo stanowczo podkreśla, jakie zachowania nie są tolerowane przez niego u współpracowników: – Wyraźnie zapowiedziałem współpracownikom i pracownikom, którzy nie zawsze rozumieją, że nie ma prywatnych tweetów u osób publicznych, i zapowiadam po raz kolejny, że żadnych wypowiedzi czy to wulgarnych, czy antysemickich nie będę tolerował. Autorzy tych wypowiedzi, które się pojawiły, dostali jasne ostrzeżenia, że jeszcze jeden późnonocny wpis o obskuranckiej treści, a się pożegnamy.

Rozmowa kończy się podsumowaniem dotyczącym przyszłości telewizji w konfrontacji z konkurencyjnymi bibliotekami filmów i serwisami streamingowymi: – Na pewno zostanie to, co nadawane jest na żywo. Emocje, rywalizacja, przekazywanie tego, co się właśnie dzieje – to muszą być nasze drogowskazy. Ludzie muszą mieć poczucie, że dzięki telewizji są świadkami historii, że uczestniczą na żywo w wyjątkowym wydarzeniu.

(źródło: www.wsieciprawdy.pl)

Głos prawicy

Polska to frajer!

Wpolityce.pl oburza się na wypowiedź Piotra Ikonowicza w TVP:
– Słuchając tej uprawy słownej, poczułem się, jakbym słuchał dziennika telewizyjnego z lat 80. to takie prosowieckie postawy o imperializmie. Pan, który się wywodzi i ma czerwone korzenie u dołu, ma najmniejsze prawo, żeby tak mówić. Obrażanie prezydenta i Polski, jak pan zrobił, jest nie do przyjęcia! – — mówił Dominik Tarczyński (PiS) do Piotra Ikonowicza podczas gorącej dyskusji w programie „Woronicza 17” na TVP Info.
Politycy komentowali sprawę ostatniego szczytu NATO w Brukseli. W materiale przypomniano wypowiedź lidera PO Grzegorza Schetyny, który politykę PiS podczas szczytu nazwał wręcz porażką! Wiceszef MON stwierdził, że czuje się „porażony”, słuchając takich słów.
W trakcie dyskusji doszło do mocnego starcia między Piotrem Ikonowiczem a Dominikiem Tarczyńskim! Przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej wypowiedział naprawdę kuriozalne słowa.
– Ja też na miejscu Trumpa, który jest biznesmenem, chwaliłbym frajera, który jest skłonny kupować gaz trzy razy drożej — stwierdził.
Poseł PiS zareagował pytaniem: „O kim pan mówi?!”.
– O Polsce – odparł Ikonowicz.
– Niech pan uważa na słowa. Jak pan może obrażać Polaków i Polskę? – powiedział stanowczo Tarczyński, lecz Ikonowicz mówił dalej:
– Czy w wojnie handlowej między USA a Europą jesteśmy V kolumną Stanów Zjednoczonych, czy też jesteśmy solidarni z naszymi sąsiadami? Zwiększanie wydatków na zbrojenia, gdy nie mamy na tak podstawowe rzeczy, jak opieka nad niepełnosprawnymi, jest skandalem. A znaczenie wojsk amerykańskich jest śmieszne, bo nie będą umierać za Gdańsk. To jest tylko symboliczne.
Poseł PiS odparł w mocnych słowach:
– Słuchając tej uprawy słownej, poczułem się, jakbym słuchał dziennika telewizyjnego z lat 80. to takie prosowieckie postawy o imperializmie. Pan, który się wywodzi i ma czerwone korzenie u dołu, ma najmniejsze prawo, żeby tak mówić. Obrażanie prezydenta i Polski, jak pan zrobił, jest nie do przyjęcia!
Ikonowicz nie dawał za wygraną:
– Po to, żeby pan mógł tak gardłować, to ja siedziałem w więzieniu. Proszę o trochę szacunku.
Dominik Tarczyński zwrócił więc uwagę, że połowa PO i Wałęsa też byli internowani…

 

Politycy powinni przechodzić na emerytury

Co sądzą Polacy o obowiązkowym przejściu na emeryturę posłów i senatorów, którzy ukończą 65. rok życia? – zastanawia się „Do Rzeczy”:
Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym zakłada, że sędziowie w wieku 65. lat przechodzą w stan spoczynku (chyba, że złożą wniosek ws. dalszego orzekania, który zaakceptuje prezydent). Pojawiają się pomysły, aby podobną zasadę zastosować w stosunku do parlamentarzystów. Z taką propozycją wystąpił ruch Kukiz’15..
Badania dotyczące zdania Polaków na ten temat na zlecenie serwisu Rp.pl przeprowadziła agencja SW Research. 59,1 proc. badanych uważa, że należy wygasić mandaty i przenieść w stan spoczynku parlamentarzystów, którzy przekroczyli 65. rok życia. Przeciwnego zdania jest 26,4 proc., a 14,5 proc. respondentów nie ma zdania.
– Częściej ten pomysł popierają kobiety (63 proc.) oraz badani powyżej 50 lat (62 proc.). Tego zdania są również częściej ankietowani o wykształceniu średnim (64 proc.), dochodzie netto poniżej 1000 zł (59 proc.) oraz badani z miast od 20 do 99 tys. mieszkańców (66 proc.) –zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.

Manipulacje prawdą My, socjaliści

Myślę, że premier Polski powinien przemyśleć rolę swoich doradców w namówieniu go do wejścia nieumiejętnie w nurt tzw. postprawdy podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim. Mateusz Morawiecki nie jest premierem jednej partii, ale średniej wielkości kraju w Europie, członka Unii Europejskiej. Skutki wizerunkowe tego wystąpienia działać będą długofalowo na szkodę Polski, a rzucające się w oczy odbiegające od rzeczywistości opinie czy fake newsy zostaną zapamiętane. Dziś w erze informacyjnej, kiedy wszyscy kłamią, kłamać trzeba umieć, a tym razem chyba nie wyszło to dobrze. Premier odwołując się w swym wystąpieniu głównie do audytorium krajowego odbiegł mocno od standardu europejskiego, uprawianego w Brukseli. Nie został do końca, albo jeszcze mniej, zrozumiany.
Trzeba wiedzieć, że trwająca na Forum Parlamentu Europejskiego, a generalnie w całej polityce światowej, gra pozorów, jest rozumiana i uprawiana przez większość polityków. Prawda, jako taka, przestała się liczyć. Społeczeństwa burzą się przeciw temu, jednak wolny obieg informacji, szczególnie w sieci, anonimowość i brak odpowiedzialności za słowo, sprzyjają stanowi, jaki mamy. Coraz więcej osób, widząc mechanizmy uprawiania polityki ten stan rozumie. Tym bardziej, że mamy do czynienia z utrwalaniem się w stosunkach międzyludzkich, a więc w kulturze i obyczaju sytuacji dwuznaczności wielu pojęć i definicji. Informacji dziś na ogół nie przekazuje się bez opinii lub komentarza. Trwa w najlepsze tzw. kreacja informacji.
Kreacja informacji oznaczająca odwoływanie się do kłamstwa/fałszu, jak i irracjonalizmu (uczuć, emocji, wiary, intuicji, itp.) nie jest niczym nowym – była, jest i prawdopodobnie będzie stosowana dla realizacji celów politycznych. Rzecz jednak w tym, że współcześnie tego rodzaju działanie zawoalowane jest pojęciem „postprawdy”. Pojawiający się tu problem nie sprowadza się jedynie do kwestii samego stwierdzenia, ale raczej poprzez sens tego pojęcia uzasadnienia sposobu myślenia i działania jakie nastąpiło w relacjach współczesnych.
„Postprawda” jest kategorią będącą wytworem myślenia praktycznego, sprowadzająca się do formułowania sądów dla kogoś korzystnych, niezależnie od ich prawdziwości, przedstawianych jako sądy prawdopodobne lub nawet prawdziwe. Celem tego rodzaju zabiegów są konkretne korzyści np. polityczne, ekonomiczne czy też osobiste.
We współczesnej polityce medialnej, coraz częściej i na większą skalę, następuje odchodzenie od oświeceniowego modelu przekazu informacji odwołującego się do prawdy jako adekwatnego do rzeczywistości przekazu informacji i zastępowaniem go modelem postmodernistycznym, rezygnującym z odkrywania prawdy na rzecz jej kreacji. Efektem tego zabiegu są „postprawdy”. W konsekwencji oznacza to wykorzystywanie informacji do manipulacji.
Nie bez racji pojawiają się opinie, że współczesność zrezygnowała z rozumu racjonalistów nowożytnych, zastępując go rozumem cynicznym. Stąd też znakiem czasów współczesnych nie jest rozum i prawda, ale cynizm, hipokryzja i postprawda.
Prowadzi to do dewaluacji tzw. wartości wyższych: prawdy, piękna, świętości, moralności itp., a zatem zaniżanie wyznaczników standardów nie tylko informacyjnych, ale także moralnych, artystycznych, obyczajowych, a nawet naukowych. Zarzucane są choćby w tym ostatnim wypadku standardy jakościowe na rzecz ilościowych. W konsekwencji nauka zostaje zastąpiona pozorami naukowości, a wiedza naukowa quasi-wiedzą, czyli „szumem informacyjnym”.
Wzrost popularności terminu związany był z dwoma istotnymi wydarzeniami politycznymi 2016 r. – referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oraz wyborami prezydenckimi w USA, zwłaszcza z kampanią Donalda Trumpa. Opierając się na doświadczeniach komunikacyjnych tych wydarzeń, możemy powiedzieć, że postprawda to w znacznej mierze polityka, w której na fakty i rzeczowe argumenty nie ma miejsca.
Dziś prawda mało kogo interesuje. Politykom opłaca się zawodowo nie tylko mijać z prawdą, ale i z granicami, które do niedawna wydawać się mogły nieprzekraczalne. Zawsze kłamali, ale teraz jest tak, że właściwie nieistotne jest, czy w ogóle mówią prawdę. To jednak tylko jedna strona medalu. Drugą jest to, że społeczeństwu to nie przeszkadza. O ile kiedyś znakomitym instrumentem politycznym było kłamstwo nieodkryte, o tyle dziś jeszcze lepszym jest kłamstwo, o którego kłamliwości wszyscy wiedzą.
Rozważania wokół pojęcia postprawdy dotyczą głównie nowoczesnych form medialnych należących do świata cyfrowego. Internet, jako główne narzędzie świata cyfrowego pozwolił na demontaż dotychczasowych źródeł kontroli społecznej i pozbycie się wszelkiej instytucjonalnej cenzury upowszechnianych treści. To ogromne zwycięstwo demokracji i wolności człowieka. Możemy jednak powiedzieć, że to już przeszłość. Szczególnie, jeśli chodzi o obieg informacji w Internecie.
Premier Morawiecki swoim wystąpieniem w Parlamencie Europejskim znalazł się w nurcie opisanym wyżej. Jest kwestią czasu, jakie przyniesie to skutki nam – Polakom.

Flaczki tygodnia

„Wystarczy nie kraść” – powtarzali liderzy „Dobrej Zmiany”.

***

„Wystarczy uszczelnić VAT”, czyli nie pozwolić by mafie związane z byłą koalicją PO-PSL dalej kradły, a budżet państwa urośnie jak na drożdżach – dopowiadali ci sami.

***

„Wystarczy zrepolonizować, czyli upaństwowić banki i wielkie przedsiębiorstwa”. I wtedy oni, czyli zagraniczni banksterzy nie będą już okradać naszej Polski – opowiadali na patriotycznych wiecach.

***

Jeszcze na początku tego roku hasło „Wystarczy nie kraść” ozdabiało w prorządowych mediach każdą informację o sukcesach ekipy zwącej się skromnie „Dobrą Zmianą”. Sukcesach mnożących się niczym króliki w reklamach byłego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Sukcesach pozornych, wymyślonych, ale też początkowo prawdziwych. Jak choćby indeksy warszawskiej giełdy.

***

Giełda nie była wcześniej ukochaną instytucją PiS. Zbyt śmierdziała międzynarodowym kapitałem, warszawką, spekulacjami finansowymi. Ale kiedy wartość spółek notowanych na warszawskiej giełdzie poszybowała w górę, zwłaszcza spółek skarbu państwa, których zarządy i rady nadzorcze opanowały ekipy „Dobrej Zmiany”, to wówczas giełda warszawska stała się stałym gościem we prorządowych mediach. Przykładem skuteczności działania kaczystów z „Dobrej Zmiany”. Dowodem na ich kompetencje na rynkach finansowych.

***

Jeszcze pół roku temu codziennie tam słyszałem, że wartość takich spółek jak PKO BP, PEKAO SA, Orlen, PZU, KGHM wrosła o czterdzieści, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt miliardów złotych. Że indeks największych spółek giełdowych WIG-20 przekroczył poziom 2600 punktów. A wszystko dlatego, że kaczyści tak świetnie tymi zrepolonizowanymi firmami zarządzają.

***

Dzisiaj informacje o indeksach warszawskiej giełdy nie zdobią już serwisów w prorządowych mediach. Bo od początku roku indeksy giełdowe szybują w dół. Bo zmieniła się światowa koniunktura. WIG-20 spadł poniżej alarmowej granicy 2100 punktów, wartość spolonizowanych i kierowanych przez „fachowców” z PiS banków spadła poniżej poziomu sprzed „Dobrej Zmiany”. Czar zaklęcia „Wystarczy nie kraść, wystarczy oddać to w ręce PiS” przysnął. Czyżby „Dobra Zmiana” zaczęła kraść?

***

Pamiętacie ministra Macierewicza otoczonego wianuszkiem wiernych mu „misiewiczów”? Te dumne zapowiedzi, że teraz nastąpi era szybkich, zdecydowanych, fachowych przetargów na zakup nowoczesnego uzbrojenia dla zrujnowanego wojska polskiego. Bo teraz obowiązuje zasada „Wystarczy nie kraść”, czyli ci rozpisujący przetargi i ci rozstrzygający je nie będą podatni na korupcyjny lobbing konkurujących firm. Oni nie będą już chcieć kraść, jak ich poprzednicy. Będą kierować się jedynie interesem Polski, szybko postawią wojsko polskie na uzbrojone nogi.

***

Trzy lata już ta „Zmiana” rządzi. Nowych helikopterów wojsko nie ma i końca nierozstrzygniętych przetargów na nie też nie widać. Podobnie jest w Marynarce Wojennej. Właśnie popłynął na złom kolejny polski okręt podwodny. Pozostały nam trzy, w tym jeden w stanie chronicznego remontu wykluczającego go z normalnej służby. Dwa pozostałe pójdą na złom w 2020 roku. Do tego czasu Marynarka Wojenna nie otrzyma żadnego nowego okrętu, bo najpierw trzeba je zamówić, a potem wybudować. A budowa + wyposażenie okrętu to minimum dwa lata. Może okazać się, że w 2020 roku polska marynarka wojenna nie będzie dysponować ani jednym sprawnym okrętem podwodnym. Może za to mieć budowaną właśnie jednostkę przeznaczoną do pomocy okrętom podwodnym, do ratowania ich w razie awarii czy katastrof.

***

Czy pamiętacie uroczystość poświęcenia stępki Narodowego Promu w stoczni szczecińskiej? Było to 23 czerwca 2017 roku. Był pan premier Morawiecki, były najwyższe władze kościelne i państwowe. Były arcypatriotyczne przemowy. O tym, że polski przemysł stoczniowy wstaje z kolan. Że rozpoczynamy budowę dwóch promów pełnomorskich, które zapoczątkują odbudowę wielkiej, polskiej floty. Że promy nazwane imieniem królów polskich, czyli Batory i Sobieski, będą dumnie pływać pod polską banderę sławiąc imię Polski i „Dobrej Zmiany”. Powstaną one za polskie pieniądze, zorganizowane przez polski rząd, który je ma, bo realizuje politykę uszczelnia ściągania VAT i zasadę „Wystarczy nie kraść”. I dlatego pierwszy prom ruszy w swój rejs już w 2019 roku. Pan premier mówił tak pięknie, że nawet Flaczki się wzruszyły, bo przecież Flaczki też wielkimi patriotami są.

***

Minął rok, a narodowo-katolicka stępka leży jak ją uroczyście położono. Nic się nie dzieje. Bo kiedy najwyższe władze kościelno – państwowe poświęcały ją, nie było jeszcze projektów nowych promów, ani pieniędzy na ich budowę. Było za to silne parcie zrobienia akcji propagandowej aby po raz kolejny oszukać „ciemny ludu”. Nabrać Polaków na patriotyczne sentymenty. Omamić ich wizją nowoczesnych polskich promów budowanych przez narodowo-katolicki rząd pod wezwaniem „Wystarczy nie kraść”.

***

Podobno przy tej uroczyście poświęconej stępce była miedziana tabliczka pamiątkowa. Była, bo w międzyczasie ktoś ukradł ją.

***

O szczecińskiej stępce nie usłyszycie w TVP SA i Polskim Radiu. Zwłaszcza telewizji kierowanej przez pana prezesa Jacka Kurskiego. Telewizji, która zakłamuje rzeczywistość, opluwa wszystkich przeciwników kaczystów.
Po dojściu do władzy elity PiS obiecywały, że zreformują system finansowania mediów publicznych, czyli TVP i Polskiego Radia. Wprowadzą nowy podatek medialny. Próbowały tego przez trzy lata. Bez skutku, bo proponowane zmiany były wyjątkowo niekompetentne i niefachowo legislacyjnie. W efekcie nadal mamy powszechnie krytykowany i powszechnie nie płacony abonament radiowo-telewizyjny. Telewizja pana Kurskiego żyje z zaciąganych kredytów. I nadziei, że zostaną spłacone z budżetu państwa. Czyli robi partyjną telewizję za pieniądze wszystkich podatników. Czyli okrada nas.

***

Po ujawnieniu informacji o wielkich premiach wypłacanych sobie przez rząd, o gigantycznych pensjach kierownictw spółek skarbu państwa opanowanych przez elity PiS, po informacjach o finansowaniu prorządowych mediów przez te spółki skarbu państwa, o finansowaniu przez firmę „GetBack” – bohaterki największego przekrętu finansowego w ciągu ostatnich dziesięciu lat, nieciemni ludzie w naszym kraju zaczęli „Dobrą Zmianę” nazywać „Dojną Zmianą”.

***

A słysząc, że rząd nie ma w budżecie na pomoc dla niepełnosprawnych pytają : Czy oni też zaczęli kraść?

TVP kłamie

Na niektórych powierzchniach w centrum Warszawy, m.in. na betonowych podstawach ławek ulicznych pojawiły się odciśnięte metodą „pieczątkową” napisy: „TVP kłamie” i „Dość propagandy PiS”.

 

Swoją formą graficzną nawiązują one wyraźnie do naściennych napisów, którymi pieczętowano m.in. mury kamienic w czasie okupacji 1939-1944. Do tej tradycji nawiązywano też w stanie wojennym 1981-1983. Jednak stosowana dziś czasem analogia propagandy PiS do czasów PRL i stanu wojennego nie jest trafna. TVP czasu stanu wojennego nawet nie umywała się poziomem i skalą manipulacji propagandowej do praktyk TVP pod rządami PiS.

 

Obywatel RP skarży się w sądzie

Waldemar Sadowski, z wykształcenia prawnik i filozof, złożył pozew o ochronę dóbr osobistych przeciw TVP pod rządami Jacka Kurskiego. W pozwie stwierdził, że TVP, w tym m.in. „Wiadomości” Jedynki „rozpowszechnia kłamstwa, manipuluje faktami i stronniczo dobiera komentatorów”. Powód powołał się na art. 30 Konstytucji odnoszący się do wolności, praw i obowiązków człowieka i obywatela oraz przyrodzonej, nienaruszalnej godności. Te wartości w jego odczuciu TVP w stosunku do niego narusza, w szczególności „kreując fałszywą rzeczywistość w interesie obozu władzy”, „sterując zachowaniem ludzi” i „traktując go przedmiotowo” i „kierując się krańcowym brakiem bezstronności”. Sadowski zarzuca też w pozwie, że TVP nie tylko kreuje fałszywą rzeczywistość, krańcowo, bezkrytycznie idealizuje poczynania władzy i jej sojuszników, ale także cenzuruje liczne niewygodne treści, m.in. informacje o Wielkiej Orkiestrze Jerzego Owsiaka. Co prawda niektóre treści pozwu mogą wydawać się sformułowane na poziomie dość abstrakcyjnym, ale jeśli im się uważnie przyjrzeć, można dojść do wniosku, że Sadowski bynajmniej nie porusza się w sferze trudno definiowalnych, nieuchwytnych, wieloznacznych jakości, ale w konkretnej i uchwytnej materii.

 

Zawodna analogia z PRL i stanem wojennym

Krytycy PiS porównują dość często jego propagandę, w tym w szczególności uprawianą przez TVP, do praktyk peerelowskich i z okresu stanu wojennego. Nic bardziej mylnego. Najbardziej toporna i nachalnie ideologiczna propaganda miała w Polsce miejsce w okresie stalinowskim (1949-1955), a więc jeszcze w okresie zasadniczo przedtelewizyjnym (to medium było dopiero w powijakach). W telewizji po 1956 roku treści bezpośrednio propagandowych było relatywnie niewiele. Owszem, pojawiały się one w „Dzienniku Telewizyjnym”, ale wbrew krążącym do dziś mitom nie były one na ogół szczególnie intensywne i częste, wyjąwszy dni socjalistycznych świąt państwowych, jak n.p. 1 Maja czy 22 Lipca, kiedy to następowało odświętne wzmożenie frazeologiczne, na ogół w tonie „lirycznej euforii”. Do 1970 roku w każdą sobotę wieczorem emitowano magazyn „Monitor” prowadzony przez bezpartyjnych dziennikarzy Karola Małcużyńskiego i Edmunda Męclewskiego, w którym podawano znacznie bardziej niż w „Dzienniku” wycieniowane i subtelniej podane informacje i komentarze. Największe natężenie tonu euforycznego, nazwanego później „propagandą sukcesu”, miało miejsce po objęciu władzy przez ekipę Edwarda Gierka, ale tylko w latach 1971-1975, do czasu pojawienia się pierwszych symptomów załamania gospodarczego. Po Sierpniu 1980 frazeologia tego rodzaju uległa w prasie, radiu i telewizji dalszej, radykalnej redukcji. Na niektórych budynkach publicznych nadal co prawda wisiały transparenty z hasłami w rodzaju „Pokój, Socjalizm, Dobrobyt”, czy „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”, ale były one jedynie smętnym reliktem, pozostałością po niegdysiejszym optymizmie okresu gierkowskiego. Przekaz „Dziennika Telewizyjnego” w okresie od lata 1980 poprzez lata stanu wojennego aż po kres PRL nie miał już w sobie nic z urzędowego optymizmu socjalistycznego, panowała świadomość i nastrój schyłku. „DT” czy oglądana przez wszystkich chodzących do kina „Polska Kronika Filmowa”, były w tych czasach przesycone treściami w tonacji minorowej i ostentacyjnie obrazowały ogólny upadek gospodarczy i degrengoladę kraju. Władza i cenzura definitywnie zrezygnowały już z kolorowania obrazu życia, z urzędowego optymizmu, bo byłoby to zbyt radykalnie sprzeczne z otaczającą rzeczywistością, a konflikt społeczno-polityczny zaszedł już zbyt daleko, by klajstrować go tanią propagandą. Pojawiały się co prawda od czasu do czasu materiały „na zlecenie”, skierowane przeciw opozycji czy audycje o charakterze ściśle perswazyjnym, n.p. pogadanki polityczne znanych publicystów czy niektórych dygnitarzy, choćby w roku 1968 czy w latach 1980-1989, ale ich intensywność i częstotliwość była relatywnie niewielka.

 

PiS wcielił w życie marzenie o „propagandzie doskonałej”

Prawda jest taka, że takiej „propagandy sukcesu”, jaka kreowana jest w TVP od 1 stycznia 2016, czyli od objęcia jej przez PiS, nigdy jeszcze historii Polski nie było. Można by rzec, że dopiero obecna władza realnie wciela w życie to, co wcześniej było albo zaledwie projektem czy marzeniem rządzących formacji albo – w najlepszym razie – praktykowane było połowicznie i niekonsekwentnie. W tym sensie telewizyjna propaganda PiS jest tworem jej własnego wyobrażenia o tym, co rzekomo było w przeszłości. Na długich zwojach papirusu nie sposób byłoby spisać wszystkich kłamstw, przeinaczeń, przemilczeń i agresywnych ataków TVP. Szczęśliwie papirus nie jest potrzebny, ani „wołowa skóra”. Współczesne techniki pozwalają na monitorowanie wszystkich treści i to jest szczęśliwie czynione, zatem „spisane będą czyny i rozmowy”. A oto kilka tylko, pierwszych z brzegu, przykładów działalności wojny propagandowej połączonej z propagandą sukcesu prowadzonej przez TVP.

 

Pasek pod Ziemcem, trefne Girlsy i wioska potiomkinowska TVP

Szczególnie głośny był niedawno tzw. pasek o skrajnie nienawistnej treści skierowanej przeciw parlamentarnej opozycji, jaki pojawił się podczas „Wiadomości” prowadzonych przez Krzysztofa Ziemca. Od początku TVPiS osławione paski, redagowane przez korpus oddanych młodych ludzi są najbardziej skrajnym przejawem brutalności i prymitywizmu pisowskiej propagandy. Po dokonanej w zeszłym roku zmianie kierownictwa „Wiadomości” zapowiadano rezygnację z ich najbardziej hardcorowej postaci, ale nic takiego nie nastąpiło, także w TVP Info. O ile jednak ta ostatnia antena, wyspecjalizowana na magazyn polityczny, podejmuje szersze spektrum wydarzeń i przynajmniej zapraszani są do niej także przedstawiciele opozycji, o tyle „Wiadomości” kreują fikcyjną na ogół rzeczywistość, według formuły „wioski potiomkinowskiej”, czyli fałszywego, skrajnie wyidealizowanego obrazu kraju, w szczególności „kwitnącej” gospodarki pod rządami PiS, a jedyne treści krytyczne, podawane w formie ostro napastliwej kierowane są pod adresem „totalnej opozycji” i jej „sojuszników z Brukseli”. Oglądając „Wiadomości” można odnieść wrażenie, że pod rządami PiS Polska zdąża ku świetlanej przyszłości i już po przeszło dwóch latach obecnych rządów przypomina nieomal Szwajcarię. A jeśli nie wszystko idzie jak należy, to tylko z winy opozycji, która metodą „ulicy i zagranicy” wkłada kij w szprychy pisowskiego pojazdu. TVP posuwa się też do szykan w stosunku do podmiotów, które podjęły z nią współpracę. Niedawno głośno było o sprawie grupy Girl on Fire, która na festiwalu piosenki w Opolu wykonała utwór „Siła kobiet”, uznany za nieformalny hymn „czarnych” protestów kobiecych. TVP wyrzuciła urzędnika uczestniczącego w radzie artystycznej, która zaakceptowała zaproszenie zespołu. Odbywały się też próby manipulacji przy emisji teledysków grupy. Widać z tego, że TVP, która utrzymywana jest z pieniędzy wszystkich podatników, stosuje wewnętrzną cenzurę ideologiczną, połączoną z szykanami w stosunku do własnych pracowników.

 

Imperium manipulacji

Lista kłamstw, manipulacji, przecherstw i aktów cenzury w wydaniu pisowskiego kierownictwa PiS jest ogromna. Jeśli do tego dodać krańcową stronniczość flagowych audycji publicystycznych TVP, takich seansów manipulacji jak „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego, który na ogół oponentów nie zaprasza, „Salon dziennikarski” braci Karnowskich, który działa wyłącznie w sosie własnym, „Woronicza 17” Michała Rachonia, z którego zaproszeń część opozycji zrezygnowała, „Studio Polska” Magdaleny Ogórek i Jacka Łęskiego wyspecjalizowanych w linczach na sędziach oraz w inspirowaniu linczów werbalnych na nielicznych zaproszonych oponentach, czy „Bez retuszu” Michała Adamczyka – to obraz jaki się wyłania sprawia, że we wspomnianych na wstępie ulicznych hasłach: „TVP kłamie” i „Dość propagandy PiS” nie ma żadnej retorycznej przesady. Mamy do czynienia z orgią partyjnych manipulacji propagandowych w wydaniu telewizji zwanej „publiczną”, czyli takiej która powinna służyć całemu społeczeństwu. Zwolennikom władzy i zwolennikom opozycji, lewicowcom i prawicowcom, „wierzącym w Boga”, jak i „niepodzielającym tej wiary”, jak głosi preambuła Konstytucji.

Tylko w Opolu wszystko gra, czyli dekoncentracja PiS

Najwyraźniej skończyły się złote dla PiS czasy, gdy nie było żadnych grupowych i branżowych protestów rozlewających się po kraju, tylko pogardzane marsze „KOD-omitów”, a władzy samo rosło jak chłopu w polu. Dziś marszów jak na lekarstwo, „Wiadomości” i TVP Info nie mają się z czego pośmiać, ale przecież na tym padole łez, jak nie kijem go, to pałką. Wróg atakuje zewsząd, protesty wyrastają ni stąd ni zowąd jak grzybki po mżawkach, a PiS-owi coraz częściej zaczyna lecieć z rąk. Jak mawiał Witkacy, parodiując frazę góralską: „Kiedyś to były inkse casy”.

„Pieczywem” po pomnik Armii Czerwonej i inne udręki

W Dąbrowie Górniczej władze miejskie, nieprzychylne dekomunizacji, pokazały plecy tutejszemu IPN-owi, który nakazał im usunąć, w oparciu o ustawę dekomunizacyjną, pomnik Armii Czerwonej przy pewnym rondzie i do tego przy wsparciu miejscowej parafii. Z braku odpowiednich papierów i obstrukcji ze strony miasta, musiał więc IPN sam wziąć się do roboty i zastosować metodę improwizacyjno-chałupniczą. Po pomnik przyjechała zatem ekspedycja w postaci załogi samochodu dostawczego z napisem „Pieczywo”, „Wyroby cukiernicze” czy coś w tym rodzaju, wyszli z niego jacyś panowie i zabrali się do demontażu. Na to pojawiła się policja uważanego za kandydata na następcę Kaczyńskiego w roli prezesa PiS i zarazem ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego, wylegitymowała demontażystów skrytych pod szyldem piekarniczym i nakazała im odjechać precz, bo nie mieli żadnego pozwolenia na papierze, a pokazywali policjantom jedynie coś w telefonie komórkowym. Trudno i darmo – policja PiS zablokowała dekomunizację w Dąbrowie Górniczej. Po sądzie warszawskim, który zastopował w tym względzie wojewodę mazowieckiego. W tym samym czasie, w sobotni (9.06) poranek na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozpoczął się protest naukowców i studentów wspierający protest warszawski na UW. Prawnicy z kolei stowarzyszyli się w Komitet Obrony Sprawiedliwości, a ujawniony przykład więziennego znęcania się fizycznego i psychicznego (w Z.K. w Rzeszowie) nad b. prezesem Sądu Apelacyjnego w Krakowie Krzysztofem S. (odmówiono mu opieki lekarskiej powodując radykalne pogorszenie stanu zdrowia) bezpośredni sprawcy i polityczni mocodawcy tych praktyk mogą w przyszłości (n.p. Zbigniew Z.) bardzo ciężko to przypłacić. Tak ciężko, że nie chciałbym być w ich skórze. Także artyści z „Ziemi Obiecanej” nie ustępują ani o krok, z Karolem Borowieckim, Maksem Baumem i Morycem Weltem na czele, a do tego władza PiS musi przełknąć żabę w postaci wysokich honorów międzynarodowych dla znienawidzonej pisarki Olgi Tokarczuk (Londyn) i reżysera Pawła Pawlikowskiego (Cannes). Wszystko to (a to nie wszystko), na tle wielkiego cienia w postaci wyczynów seksualno-ginekologicznych jurnego i lubieżnego konserwatysty Pięty w tle, czyni wrażenie wręcz apokaliptyczne.

Suflerzy kuszą Prezesa

Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji, czołowi publicystyczni harcownicy głównych prasowych tytułów propisowskich, „W Sieci”, Do Rzeczy” i „Gazety Polskiej” (oraz ich internetowych odnóg) czarno widzą i niepokoją się, że informacja, jakoby prezes dał zielone światło dla powrotu do ustawy o dekoncentracji mediów (przez oponentów zwanej kagańcową) to tylko fake news. I że zaprzeczający tweet rzeczniczki PiS Beaty Mazurek, to tylko zasłona dymna. Bracia Karnowscy, Andrzej Potocki czy Ryszard Makowski z „Sieci”, Robert Tekieli z „Gazety Polskiej” i nie oni jedni, powiadają, że bez wprowadzenia w życie zeszłorocznych pogróżek Krystyny Pawłowicz pod adresem krytycznych mediów („po wakacjach zabierzemy się za was”) PiS przegra przybierającą na sile wojnę medialną. Ale ich kolega Marcin Fijołek studzi im rozgorączkowane głowy dając do zrozumienia, że w sytuacji, gdy coraz bardziej czarno rysują się szanse na uniknięcie przez Polskę unijnych sankcji z powodu naruszeń praworządności przez rządy PiS, rozpętywanie wojny z Amerykanami (czyli TVN) i Niemcami (Axel Springer czyli „Fakt”) byłoby szaleństwem z góry skazanym na klęskę.

Zostaje metoda „na Koreę”

W tej sytuacji PiS-wi przyjdzie pogodzić się z trudną obecnością krytycznych mediów jako lustra jego grzechów i przyjąć zasadę, że „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. No i liczyć na siłę rażenia „Wiadomości” Holeckiej, Ziemca i Adamczyka, obwieszczających sukcesy PiS, rządu i Polski, jak długa i szeroka mlekiem i miodem płynącej, niemal już drugiej Szwajcarii, z ogniem zaiste godnym prezenterów północnokoreańskich dzienników telewizyjnych. I może także na „Królową Lodu” z Polsatu, jeśli da radę. No i na Opole, gdzie po zeszłorocznym blamażu, znów wszystko gra i buczy, na chwałę Partii i Rządu, jak w szwajcarskim zegarku.

Głos prawicy

Ciemne chmury nad Kwaśniewskimi

– Śledczy mają informacje o transakcjach finansowych z kilkunastu rachunków bankowych oraz szczegółową analizę połączeń telefonicznych. Czy będzie przełom w postępowaniu dotyczącym byłego prezydenta i jego małżonki? – pyta Wojciech Wybranowski w artykule „Rachunki pogrążą Kwaśniewskich?” na łamach „Do Rzeczy”.

 

Komu kojarzy się z seksem, a komu z kościołem?

Ten sam tytuł zżyma się na wypowiedź Piotra Ikonowicza w TVP:

Dyskusja toczyła się wokół niepełnosprawnych i ich opiekunów, którzy od 40 dni protestują w Sejmie. W „Studio Polska” europoseł PiS Karol Karski nawiązał do wizyty byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który odwiedził protestujących w parlamencie w ostatni poniedziałek.
– Przypomniałem sobie te 100 mln, które Lech Wałęsa obiecał w czasie wyborów. Wspiera kogokolwiek w jakiejkolwiek akcji, a sam nie potrafił wywiązać się ze swoich obietnic. W przeciwieństwo do PO i PSL oraz Wałęsy, my realizujemy swoje zobowiązania – mówił Karski.
Na słowa europosła PiS zareagował Piotr Ikonowicz, który – jak podaje wPolityce – zaczął wykrzykiwać antyklerykalne hasła i obrażać ojca Tadeusza Rydzyka. – Niech tłusty się pofatyguje na kolanach – powiedział. Po tej wypowiedzi w studio doszło do awantury.
– Ludzie mają dziwne skojarzenia. Niektórym wszystko kojarzy się z seksem, a panu z Kościołem – zwrócił się do Ikonowicza europoseł PiS. Nawiązując do protestu niepełnosprawnych polityk stwierdził: – To, co mogliśmy, daliśmy. To skok jakościowy w porównaniu do tego, co było.
Ikonowicz jednak nie odpuszczał, dalej głosząc swoje antyklerykalne poglądy. – Znam Jana Pawła II i teorie społeczne Kościoła. Kościół w Polsce jest Kościołem schizmatycznym.