Megaobóz dla uchodźców

Reporterzy Associated Press dotarli do piekła na ziemi: 600 tys. ludzi gnieździ się w prowizorycznych schronieniach, w fatalnych warunkach higienicznych w samym środku pory monsunowej, która w każdej chwili może dosłownie zmyć ich namioty z powierzchni ziemi. Zgwałcone przez birmańskich żołnierzy kobiety i dziewczynki rodzą ich dzieci. Narażone są na cierpienia i ostracyzm nawet wśród innych mieszkańców obozu.

 

AP rozmawiała z 10 ofiarami gwałtów buddyjskich żołnierzy. Gwałt jest w Kutupalong tematem tabu: 9 miesięcy po czystkach etnicznych kobiety zaczęły rodzić dzieci z gwałtów, część postanowiła oddać je organizacjom humanitarnym, bo nie czuły się na siłach ich zatrzymać. Część wychowuje dzieci z ogromnym poczuciem winy. Wśród swojej własnej społeczności postrzegane są jako zbrukane przez buddystów. Niektóre po gwałtach zostały porzucone przez mężów.

Jedną z rozmówczyń AP zgwałciło 6 żołnierzy, którzy napadli na jej wioskę. Ale zanim to zrobili, zabili jej 2-letniego syna na jej oczach. To ta z kobiet, która zdecydowała się wychować noworodka – tłumaczyła dziennikarzom, że „dziecko nie jest niczemu winne”.

Wiele kobiet zdecydowało się na aborcję „domowymi” metodami lub porzuciły dzieci urodzone w ukryciu. Często nie przyznawały się do ciąży nawet pracującym na miejscu Lekarzom bez Granic.
W megaobozie żyje 600 tys. ludzi – tych, którzy przeżyli czystki etniczne lub w porę uciekli do Bangladeszu. Oprócz traum związanych z gwałtem, dla mieszkańców i mieszkanek obozu każdy dzień jest niepewny, zwłaszcza w porze monsunowej. Już 30 osób zostało rannych podczas ostatniej powodzi. Doszło do 160 osuwisk. Namioty z tyczek i folii nie są w stanie ochronić Rohingjów przed szalejącym wiatrem i deszczem. Niektórzy sprzedają swój przydział jedzenia, aby zapewnić sobie nowe namioty.

Brakuje lekarstw, rozprzestrzeniają się choroby.

Większość zdaje sobie sprawę, że będzie musiała wrócić do Birmy. Taki warunek postawiło Birmie ONZ w maju, jednak według Agencji Reutera Birma nie zamierza dawać żadnych gwarancji wolności ani przyznania obywatelstwa uciekinierom, którzy powrócą.

18 września raport ONZ na temat przemocy etnicznej wobec Rohingjów ma trafić na biurko Wysokiego Komisarza Praw Człowieka.

Głos prawicy

Humanitarnie ale na odległość

Wpolityce.pl relacjonuje rozmowę TVP z Beatą Kempą:
Minister ds. pomocy humanitarnej Beata Kempa poinformowała, że na wtorkowym posiedzeniu rządu, przedstawi informację nt. pomocy przeznaczonej przez Polskę na pomoc humanitarną i rozwojową. Podkreśliła, że środki przeznaczane na pomoc humanitarną od 2015 roku zostały potrojone.
– Dzisiaj na rządzie przedstawię informację, którą pozbierałam ze wszystkich możliwych ministerstw, agend, które zajmowały się tym (pomocą humanitarną) do tej pory w jakimkolwiek zakresie (…) Chodzi nie tylko o pomoc humanitarną, ale też o pomoc rozwojową —powiedziała w rozmowie z Dorotą Łosiewicz Beata Kempa.
Według niej, środki przeznaczane przez Polskę na pomoc humanitarną zostały od 2015 roku potrojone.
– Dzisiaj nasze organizacje pozarządowe są w stanie przekazywać te ilości w ramach swoich możliwości, środków również zasilanych przez budżet państwa i docierać do osób najbardziej potrzebujących —dodała Kempa.
– Im więcej pomocy rozwojowej, tym mniej później trzeba wydawać na pomoc humanitarną —oświadczyła minister.
Łosiewicz pytała swojego gościa także m.in. o ostatni sondaż, w którym Prawo i Sprawiedliwość traci aż 7 ptk proc. w porównaniu do poprzedniego badania.
– Sondaże bywają różne, pokorę musimy zachowywać tak czy i inaczej. (…) Będziemy dalej realizować nasze obietnice wyborcze i reformować nasz kraj —zapewniła minister.
W rozmowie pojawił się również wątek wyroku na Mariusza Kamińskiego.
– Nie chcę wychodzić przed orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, ale orzeczenie w sprawie uniewinnienia Mariusza Kamińskiego jest niezwykle ważne —podkreśliła.
Kempa odniosła się również do zapowiedzi polityków PO, którzy odgrażają się, że po wygranych wyborach przedstawiciele rządu odpowiedzą przed Trybunałem Stanu za rzekome łamanie konstytucji.
– PO już nic innego nie potrafi, tylko w prymitywny sposób straszyć nas więzieniami. Nie należę do osób, które boją się pohukiwania Grzegorza Schetyny —mówiła Kempa.
Minister odniosła się również do wczorajszego spotkania Donalda Trumpa z Władimirem Putinem.
– Z naszego punktu widzenia ważny jest komunikat wysłany przez Donalda Trumpa w sprawie Nord Stream 2 i NATO —wskazała. W rozmowie pojawił się także wątek polityki migracyjnej Niemiec.
– Niemcy nie panują już nad swoją wewnętrzną polityką migracyjną. Niemcy stoją przed ogromnym wyzwaniem, by kwestie migrantów uporządkować —zaznaczyła.

Imigranci, a interes gospodarki

Przedsiębiorcy chcą wpuszczać do naszego kraju uchodźców ekonomicznych – ale nie z każdego kierunku. Tym z południa wolą powiedzieć „nie”

 

Polski rząd, a także i społeczeństwo, uważają, że do Polski można ewentualnie wpuszczać bardzo ograniczone liczby uchodźców, którym rzeczywiście zagraża śmierć.
Nie wolno natomiast godzić się na przyjmowanie uchodźców ekonomicznych, pragnących w naszym kraju pracować i poprawiać swój status materialny.

 

Przyjeżdżajcie i pracujcie

Zupełnie inaczej sądzą polscy przedsiębiorcy, opowiadając się właśnie za tym, aby do Polski wpuszczać imigrantów zarobkowych.
„Związek Przedsiębiorców i Pracodawców jest przekonany, że Polska potrzebuje imigrantów pracujących – jest to obiektywny fakt wynikający z danych demograficznych” – stwierdza organizacja przedsiębiorców.
Ich zdaniem, deficytu ludności w wieku produkcyjnym, który w ciągu najbliższych dekad będzie się jedynie pogłębiał, nie da się w tym momencie uzupełnić prostym zwiększeniem liczby żywych urodzeń. Konieczna jest absorpcja ludności z zewnątrz.
Przedsiębiorcom chodzi oczywiście o to, by mieć więcej rąk do pracy – a jednocześnie nie chcą, co poniekąd zrozumiałe, zastosować prostego i skutecznego sposobu zachęcania do pracy, jakim byłoby radykalne podniesienie zarobków.
Są one w Polsce wciąż bardzo niskie i niech nikogo tu nie zmyli rosnąca średnia płaca w przedsiębiorstwach, która jest badana tylko w większych zakładach i osiąga ją niespełna jedna trzecia wszystkich pracujących rodaków.

 

Nie wszystkich chcemy

Przyzwolenie ze strony przedsiębiorców na import imigrantów zarobkowych, nie dotyczy jednak ludzi z kręgu innej wiary i kultury.
„Charakterystyka części imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki każe twierdzić, że ich przymusowe przyjęcie przez nasz kraj, byłoby sprzeczne z racją stanu i interesem polskiej gospodarki” – oświadcza Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
W tym punkcie ich opinie są więc zgodne z działaniami rządu. Dlatego przedsiębiorcy z dużym zadowoleniem przyjmują ustalenia szczytu w Brukseli odnoszące się do kwestii relokacji imigrantów wewnątrz Unii Europejskiej.
Ich zdaniem, zdecydowana postawa polskiego rządu się opłaciła. Udało się bowiem m doprowadzić do zahamowania szkodliwego pomysłu przymusowej relokacji imigrantów. Zamiast tego potrzebna jest dyskusja o rozsądnej polityce imigracyjnej wewnątrz Unii Europejskiej, do czego ustalenia decydentów unijnych mogą być bardzo dobrym wstępem.
Trzy lata temu, główni decydenci w ramach Unii Europejskiej zdecydowali się zaproponować ów mechanizm przymusowej relokacji imigrantów. Gdyby został on przyjęty, Polska byłaby zmuszona do przyjęcia na swoje terytorium określonej liczby uciekinierów i objęcia ich opieką.

 

Większość od razu wyjedzie

A tymczasem, dyskutować trzeba nad polityką imigracyjną, uwzględniającą potrzeby rynku pracy.
Wydaje się jednak, że polskie obawy przed takim rozwiązaniem były nieco przesadzone. Rzecz w tym, że ci imigranci nieszczególnie uważali nasz kraj, jako miejsce docelowe swojej tułaczki – z reguły kierowali się oni w stronę Niemiec, Anglii albo Francji, gdzie mogli liczyć na bogate wsparcie socjalne.
Wprawdzie dla Polski, będącej wciąż państwem dużo uboższym, niż najbardziej rozwinięte gospodarki Unii Europejskiej, obciążenie finansowe wynikające z przymusowego przyjęcia imigrantów, byłoby nieproporcjonalnie wysokie – ale wypada mieć nadzieję, że krótkotrwałe. Przecież duża część z tych pięciu tysięcy imigrantów, których tak nie chcieliśmy przyjąć, od razu uciekłaby z Polski na zachód, gdzie są już ich rodziny.

Odpychanie uchodźców

Minister spraw wewnętrznych nacjonalistycznego rządu Włoch proponuje, by Unia Europejska powstrzymywała uchodźców tworząc centra przetrzymywania ich na terenie Afryki.

 

Matteo Salvini, świeżo upieczony szef resortu spraw wewnętrznych w skrajnie prawicowym rządzie Włoch, złożył wizytę w Libii. Spotkał się z m.in. Ahmedem Maitigiem, wicepremierem rządu w Trypolisie, uznanym przez społeczność międzynarodową za legalną władzę tego kraju. Rząd Ashoura kontroluje obecnie tylko część terytorium Libii. Salvini rozmawiał z nim fali imigrantów, którzy z Afryki przedostają się do Włoch, a w podróż przez Morze Śródziemne najczęściej wyruszają właśnie z wybrzeży Libii. Polityk, znany z antyimigranckiej retoryki i polityki, wyraził wdzięczność dla libijskiej straży granicznej, która przechwytuje łodzie z migrantami. Ocenił jej aktywność jako „doskonałą robotę”.
W poniedziałek, po powrocie do kraju, włoski minister oświadczył, że w krajach takich jak Libia, Niger, Czad i Sudan powinny powstać centra przetrzymywania migrantów z Afryki, by powstrzymywać ich ruch w stronę Europy. Jego zdaniem europejskie rządy również powinny mieć udział w takiej formie represjonowania ludzi szukających lepszego życia na Starym Kontynencie. Salvini uznał, że UE powinna finansować obozy, które on proponuje zakładać w krajach Afryki.

Odniósł się do tego libijski wicepremier Maitig oświadczając: „całkowicie sprzeciwiamy się jakimkolwiek obozom dla migrantów w Libii”. Jednocześnie zaznaczył, że jego rząd, nadal będzie powstrzymywał ruch Afrykanów w kierunku Włoch. Praktyka ta jest ostro krytykowana przez organizacje działające na rzecz uchodźców i broniących praw człowieka. Ich zdaniem działania libijskiej straży przybrzeżnej są często bezprawne, a imigranci na terenie Libii mierzą się z ciężkimi warunkami życia, przemocą i nadużyciami ich podstawowych praw człowieka.

Przywódcy państw UE przygotowują się do unijnego szczytu w sprawie imigracji, który ma się rozpocząć w czwartek, 28 czerwca. Polityka Włoch będzie z pewnością jednym z najważniejszych jego tematów. Od 2014 r. Włochy przyjęły 650 tys. imigrantów, którzy przybyli na łodziach z Afryki. Nastroje antyimigranckie były głównym czynnikiem, który w ostatnich wyborach wyniósł do władzy nacjonalistyczny rząd Giuseppe Contego. Skrajnie prawicowy gabinet rozpoczął swoją antyuchodźczą politykę od zamknięcia portów dla statków organizacji pozarządowych ratujących migrantów na Morzu Śródziemnym. Na morzu utknęły m.in. statki Lifeline i Aleksander Maersk – pierwszy z 230 imigrantami na pokładzie, drugi z 113. Aleksander Maersk ma otrzymać pozwolenie na wejście do wskazanego przez włoskie władze potru w najbliższy piątek.

Polityka „odpychania migrantów” od granic Europy owocuje natomiast tragediami. Nie tak dawno świat zbulwersował film dokumentujący handel niewolnikami w Libii, obnażający rzeczywistość kryjącą się po afrykańskiej stronie Morza Śródziemnego, na której Europa chciałaby zatrzymać falę przybyszów.

W ubiegłym tygodniu natomiast media obiegły doniesienia o masowych deportacjach migrantów z Algierii. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy około 13 tys. osób zostało przez algierską straż graniczną odwiezionych na granicę z Nigrem, a następnie pod groźbą użycia broni zmuszonych do marszu przez pustynię bez wody i jedzenia. Wśród deportowanych w ten sposób były ciężarne kobiety i dzieci.

68,5 mln uchodźców

Urząd Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców podał wiadomość o liczbie uchodźców, którzy w 2017 roku zmuszeni byli opuścić swoje domy z powodu konfliktów zbrojnych lub prześladowań. Było ich aż 68,5 miliona.

 

Wysoki Komisarz ds. Uchodźców (UNHCR) zwrócił uwagę, że to już piąty rok z rzędu, kiedy ta liczba wzrasta – i tym samym stanowi nowy, niechlubny rekord. W dodatku połowę uciekinierów stanowią dzieci. Na świecie w ubiegłym roku tylko oficjalnie odnotowano pojawienie się 16,2 miliona przesiedleńców (daje to 44 tys. dziennie i 31 osób co minutę).

„Uchodźcy, którzy uciekli ze swych krajów przed konfliktami i prześladowaniem, stanowią 25,4 mln z 68,5 mln przesiedleńców, czyli o 2,9 mln więcej niż w roku 2016. Jest to także największy wzrost odnotowany przez UNHCR w jednym roku” – czytamy w dokumencie. – ”Liczba osób ubiegających się o azyl, czyli tych, które wciąż oczekują na status uchodźcy pod koniec 2017 r. wzrosła o ok. 300 tys. do 3,1 mln. 40 milionów osób to osoby przesiedlone w obrębie swych krajów i liczba ta zmniejszyła się bardzo nieznacznie w porównaniu z rokiem 2016”.

– Znajdujemy się w decydującym momencie, kiedy odpowiednia reakcja na przymusowe przesiedlenia na całym świecie wymaga nowego i bardziej kompleksowego podejścia tak, by poszczególne kraje i społeczności nie były pozostawione samym sobie w tych sytuacjach – powiedział na konferencji prasowej Wysoki Komisarz Filippo Grandi.

Skąd uciekają ludzie? Ranking przedstawia się następująco: Syria, Afganistan, Sudan Południowy, Birma i Somalia – to kraje będące w zainteresowaniu UNHCR, spośród których pochodzi najwięcej ubiegłorocznych uchodźców (ponad 19 mln). Natomiast do osobnej kategorii wrzucono Palestynę, będącą pod opieką UNWRA (aż 5,4 mln).

Uchodźców wewnętrznych również najwięcej ma Syria. Później: Kolumbia, Demokratyczna Republika Konga i Afganistan.

Co ciekawe, raport pokazuje pewien trend, który może być dla opinii publicznej zaskoczeniem: 85 procent uchodźców ucieka do krajów rozwijających się, również na półkuli południowej, tymczasem „powszechne jest przekonanie, że osoby wygnane na całym świecie znajdują się głównie w krajach półkuli północnej”.

Głos prawicy

Waszczykowski w szpitalu

„Do Rzeczy” kolportuje sensacyjne wieści o byłym szefie MSZ:
Witold Waszczykowski ma problemy z oddychaniem i ledwo mówi – informuje „Super Express”.
Były szef polskiej dyplomacji trafił do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie w nocy z 10 na 11 czerwca. Przebywa w tym samym szpitalu, który opuścił niedawno prezes PiS Jarosław Kaczyński.
„Super Express” skontaktował się z Waszczykowskim telefonicznie. – Nie czuje się najlepiej, leżę w szpitalu, mam poważne problemy z drogami oddechowymi, po badaniach będzie wiadomo więcej – powiedział cytowany przez gazetę były minister.
Tabloid zaznacza, że choroba polityka może być poważna. „Prawie stracił głos” – czytamy.
Witold Waszczykowski był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Stanowisko stracił w styczniu 2018 roku. Zastąpił go Jacek Czaputowicz.

 

Niemiec już nie ma

Historyk Bohdan Piętka dzieli się refleksją na temat uchodźców:
Sędzia Ulrike Grave-Herkenrath skazała 19-letniego Ahmeta R. na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Ten młody imigrant z Afganistanu bez powodu pobił człowieka na ulicy. Ofiara ataku zmarła dzień później. Sędzia w uzasadnieniu stwierdziła, że więzienie będzie dla Ahmeta R. demoralizujące i kazała mu uczęszczać na zajęcia z treningu radzenia sobie z własną agresją. W sumie ma uczestniczyć w 10 lekcjach takiego treningu – to jedyna kara za zabicie człowieka bez powodu. Do ataku doszło w mieście Bergisch Gladbach koło Kolonii. Oskarżony zeznał, że w sierpniu ubiegłego roku zaatakował osobę, którą uznał za bezdomną. Zrobił to, by zdobyć szacunek u swoich rodaków. Zaatakowany 40-letni Thomas K. dostał cios, po którym upadł na ziemię i złamał czaszkę. Po napadzie muzułmańscy znajomi Ahmeta R. „świętowali” pobicie – podają niemieckie media. Dzień później zaatakowany mężczyzna zmarł w klinice w Kolonii-Merheim (tvp.info).
Za zabicie człowieka niemiecki sąd orzekł karę 10 lekcji treningu radzenia sobie z własną agresją. Przypuszczam, że wyrok byłby inny, gdyby sprawcą był Niemiec, a ofiarą muzułmański imigrant. Wtedy byłoby to przecież nie tylko pobicie ze skutkiem śmiertelnym, ale atak rasistowski, więc i kara surowsza. Do tego doszła Europa Zachodnia dzięki ideologii, której po imieniu nazywał nie będę.
Mój komentarz do tego jest taki, że Niemiec już nie ma i Europy Zachodniej też już nie ma. To już jest koniec tego regionu dawnej cywilizacji europejskiej. Świadomości tego faktu nie ma jednak ogromna większość Polaków, wciąż wierzących w swoje dziecinne wyobrażenia o Zachodzie. Najgorsze dla nich jednak jest to, że nie mają oni także świadomości tego, iż dominujące w ich kraju siły polityczne, nieustannie podjudzające ich przeciw Rosji jako wcieleniu wszelkiego zła, też prowadzą ich do takiego samego końca.

 

PiS za Polską powiatową

Polska to nie tylko te wielkie metropolie i arterie komunikacyjne między nimi, ale też średnie i małe miejscowości. Zależy nam, aby miały one dużo lepszy dostęp komunikacyjny – powiedział Premier Mateusz Morawiecki w KPRM podczas odprawy z wojewodami.
Podziękował, że wzięte zostały pod uwagę także mniejsze regiony, które nie miały wcześniej szans na remont.
– Ta inwestycja pokazuje, że w ślad za słowem idą też czyny. Chcemy, żeby Polska była jedna od strony infrastrukturalnej, drogowej, dlatego poprzez fundusze na budowę i remonty dróg, oferujemy gminom poprawę komfortu i bezpieczeństwa na drogach – oznajmił.
Minister MSWiA Joachim Brudziński dodał, że państwo przekaże 500 mln zł wsparcia na kolejną transzę inwestycji na drogi lokalne.
– Pierwsza transza, która popłynęła ze strony rządu na ten cel to 800 mln zł. Wojewodowie znakomicie wywiązali się z zadania, zbierając wnioski samorządów – zaznaczył. Info z pis.org.pl.

Głos prawicy

Ci straszni przybysze

„Najwyższy Czas!” – dwutygodnik konserwatywny zżyma się na uchodźców:
Nie wyszło z przymusową relokacją, nie wyszło z wymuszeniami. Eurokraci dalej myślą, w jaki sposób skłonić państwa do przyjęcia tysięcy uchodźców z obozów w Grecji i Włoch. Z nową propozycją wystąpiła aktualnie sprawująca prezydencję Bułgaria. Specjaliści wycenili imigranta na kwotę 30 tys. euro.
Po czterech latach od wybuchu kryzysu imigracyjnego członkom Unii udało się znacznie poprawić szczelność granic. Oczywiście do Europy w dalszym ciągu przybywają nielegalni uchodźcy, ale jest ich już znacznie mniej.
Ostatnie doniesienia z Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu każą przypuszczać, że do Europy może ruszać kolejna fala migracji. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy nie powtórzy się sytuacja z 2015 r., kiedy na nasz kontynent w sposób zupełnie niekontrolowany przybyły tysiące mieszkańców Afryki i Azji, a wśród nich bojownicy ISIS i innych organizacji terrorystycznych.
Bułgaria, która sprawuje aktualnie prezydencje w Radzie UE, proponuje wprowadzenie nowego mechanizmu relokacji uchodźców. Będzie on polegał na automatycznym rozdziale przybyszów między członków wspólnoty. Jeśli dane państwo odmówi przyjęcia ustalonej liczby imigrantów, będzie zobligowane zapłacenia kary w wysokości 30 tys. euro za każdą osobę.
Mechanizm ma być stosowany w momentach kryzysowych. Warto przypomnieć, że na forum UE pojawiała się już wcześniej podobna propozycja. Wtedy jednego imigranta wyceniano na 250 tys. euro.
Polska i Węgry w ostatnim czasie po raz kolejny potwierdziły, że nie zamierzają przyjmować żadnych imigrantów. Z kolei Grecja wciąż ponawia apele o przyjęcie osób, które przebywają w obozach na jej terytorium.

Posadź Szyszkę

Tymczasem Radio Maryja daje głos exministrowi Janowi Szyszce:
Jeśli zostanie wstrzymana ingerencja na terenie Puszczy Białowieskiej, to spowoduje, że zginą kolejne tysiące hektarów siedlisk, które są ważne z punktu widzenia Unii Europejskiej. W 2016 roku zarejestrowaliśmy zniknięcie ponad 3 tys. ha gruntów, a w ślad za tym ginęły również i gatunki – podkreślał w poniedziałkowej audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja prof. Jan Szyszko, b. minister środowiska.
W rozmowie z politykiem Prawa i Sprawiedliwości poruszono temat Puszczy Białowieskiej. Prof. Jan Szyszko powiedział, że docierają do niego niepokojące informacje – „podobno dyrektor generalny Lasów Państwowych cofnął rozporządzenie poprzedniego dyrektora, tzw. decyzję nr 51, która cofa wszelkiego rodzaju działania na terenie Puszczy Białowieskiej. Jest to nie tylko niepokojąca wiadomość, ale również wiadomość, która jest wbrew prawu Unii Europejskiej”.
– Wyrok z 17 kwietnia 2017 r. wyraźnie mówi, że Polska musi przestrzegać prawa UE i zapewnić trwałość występujących siedlisk oraz gatunków. W tej chwili, z tego co się dowiedziałem, na terenie Puszczy Białowieskiej jest zinwentaryzowane nawet 55 tys. drzew chorych, zasiedlonych przez organizmy patogenne i szkodliwe, które trzeba za wszelką cenę usunąć. W związku z tym wstrzymanie tej decyzji to jest następne zamieranie milionów metrów sześciennych. Jest to sytuacja tragiczna, dlatego że nadal będą ginęły siedliska, które zostały wyznaczone w ramach Natury 2000 i w związku z tym będzie to bardzo mocno obciążało stronę polską. Jest to niepokojąca wiadomość. Druga rzecz, która do mnie dotarła – minister środowiska organizuje specjalną komisję, która ma zająć się sprawą Puszczy Białowieskiej i w ramach tej komisji nie ma przedstawicieli miejscowej ludności, a przecież ten stan środowiska przyrodniczego na terenie puszczy jest pochodną użytkowania w przeszłości Puszczy Białowieskiej przez lokalną ludność – wskazał gość Radia Maryja.
Jak tłumaczył, jeśli stanie się tak, że zostanie wstrzymana jakakolwiek ingerencja na terenie puszczy, „to aktywność m.in. tego słynnego kornika drukarza w stosunku do świerka spowoduje, że zginą kolejne tysiące hektarów siedlisk, które są ważne z punktu widzenia UE”.