Flaczki tygodnia

„Była inspiracją dla milionów polskich sportowców i kibiców” – zaćwierkał na Twiterze pan premier Mateusz Morawiecki na wieść o śmierci Ireny Szewińskiej. Nie wspomniał tym razem, że wybitna sportsmenka przez całe swoje sportowe życie reprezentowała „państwo, którego nie było”, jak elegancko określił Polskę Ludową niedawno pan premier Morawiecki.

***

Nie dodał też, że pani Irena miała wielkie szczęście, bo nie spotkała na swej drodze ukochanej przez pana premiera Brygady Świętokrzyskiej, ani grup partyzanckich zwanych przez jego przyjaciół politycznych „żołnierzami wyklętymi”. Bo wtedy mogliby zastrzelić ją tylko za samo posiadane, panieńskie wtedy, nazwisko.

***

Śladami słów pana premiera podążyli prorządowi pracownicy frontu propagandowego z TVP info. Dziękowali pani Irenie Szewińskiej, że przez tyle lat zdobywała tak liczne złote medale dla Polski. W koszulce z orłem na piersiach. Nie dodawali, że był to orzeł piastowski, bez korony. Bo przecież ten sam front propagandowy przynajmniej raz w tygodniu pluje na żołnierzy, którzy zdobywali dla Polski Wał Pomorski i Kołobrzeg, zdobywali Berlin, ale nosili czapki z niekoronowanym orzełkiem. Elitom PiS wrogim. Teraz jednak podpinają się pod sukcesy pani Szewińskiej, pod to „nieistniejące państwo”, tego orła bez korony, żeby tylko ocieplić nimi swój wizerunek. Jakże obrzydliwie zakłamani są pan premier Morawiecki, elity PiS i pracownicy ich frontu propagandowego.

***

Ambasada IV RP w Wielkiej Brytanii sponsorowała w listopadzie 2017 roku tak zwane „targi książki” w Slough. Imprezę, gdzie lansowali się polscy i europejscy ksenofobi, nacjonaliści i sympatycy faszyzujących organizacji. Krzewiących ideę „Europy białych ludzi”. Sprzeczną i wrogą ideom ruchu olimpijskiego, któremu poświęciła się pani Irena Szewińska. Ale tak to jest z elitami PiS. Demokracji gromnicę, a szowinistom i ksenofobom podarek.

***

Już nawet władze proreżimowego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wezwały władze mediów „publicznych”, czyli TVP i Polskiego Radia do „zagwarantowania niezależności i godności uprawiania dziennikarstwa”. Bo w jackokurskiej TVP SA kult Ojca Narodu – pana prezesa Kaczyńskiego, Matki Polki – pani Wicepremier Beaty Szydło i ich cudownego dziecka – pana premiera Mateusza Morawieckiego osiągnął iście religijny charakter. Codziennie w „Wiadomościach” TVP odprawiana jest msza ku czci tej Trójcy Świętej. A na deser zapowiadają rychłą, krwawą ofiarę z Przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Ryżego zdrajcy zawsze białego Narodu Polskiego.

***

Z okazji Stulecia odzyskania Niepodległości przez Polskę w Wojtkowie stanąć ma uroczyście stu metrowej wysokości krzyż. Narodowo-katolicki. Pobije on na głowę jedynie trzydziestotrzymetrową figurę Chrystusa ze Świebodzina. Cień krzyża będzie padał nie tylko na Polskę. Przy odpowiednim obrocie może trafić też Berlin, Paryż i Brukselę.

***

Ujawniono, że Instytut Pamięci Narodowej rozsyła do zaprzyjaźnionych instytucji i zasłużonych wolontariuszy fiolki z ziemią pochodzącą z jam grobowca zwanego w żargonie IPNowców „Łączką”. Miejsca, gdzie potajemnie pochowano ciała ofiar polskiego, stalinowskiego terroru. Takie zachowanie świadczy, że aktywiści z IPN traktują ekshumowaną ziemię jak relikwie, przedmiot kultu religijnego. Każdy socjolog religii potwierdzi, że tak zachowują się członkowie sekt religijnych, albo grup uprawiających magię.

***

Państwowe, kontrolowane przez pisowski rząd przedsiębiorstwo PLL LOT zerwało z tradycyjnymi, jeszcze przedwojennymi symbolami i barwami tej firmy i zaczęło malować zakupione samoloty w biało-czerwone barwy. Bo widać mianowany przez PiS prezes PLL LOT wierzy, że tak ubarwione maszyny będą latać punktualnie, tanio i bezpiecznie. Tymczasem zły stan techniczny pozostałych samolotów, radykalne oszczędności na wszystkim, spory z pracownikami o niskie płace, przeciążona siatka połączeń, wojna zarządu ze związkami zawodowymi, sprawiają, że ostatnimi czasy nawet co trzecie połączenie bywa opóźnione. Ale zarząd firmy chyba wierzy, że wszystko poprawi się radykalnie, kiedy wszystkie samoloty zostaną przemalowane na narodowe barwy. Zostaną latającymi flagami polskimi. Patriotycznymi relikwiami.

***

Własny kościół prawosławny, niezależny od kościoła moskiewskiego, funduje Ukrainie jej prezydent Petr Poroszenko. Zwrócił się on z apelem, popartym przez ukraiński parlament, do patriarchy Konstantynopola Bartłomieja. Uznawanego formalnie za zwierzchnika światowego prawosławia. Prezydent Poroszenko chce, by patriarcha Bartłomiej zmienił decyzję swego poprzednika Dionizego, który w 1686 roku podporządkował kościół prawosławny na Ukrainie patriarchatowi w Moskwie. Władze w Kijowie liczą, że przyznanie autokefalii, czyli statusu niezależnej cerkwi nastąpi już w lipcu tego roku. Przed 1030 rocznicą chrztu Rusi w obrządku prawosławnym.
Moskwa oczywiście jest przeciw. Wtedy ukraińska cerkiew nie tylko przestałaby być częścią moskiewskiej, podporządkowana byłaby, jedynie formalnie, patriarsze konstantynopolskiemu. Taka decyzja wzmocniła by władze w Kijowie, bo oczywisty jest wtedy sojusz „Tronu i kropidła”. Byłaby kolejnym krokiem zrywającym więzi Kijowa z Moskwą.

***

Krokiem atrakcyjnym dla słabej władzy w Kijowie, ale też n przyszłość niebezpiecznym. Nie wiadomo przecież jak zachowają się wierni, jak zachowają się ich pasterze. Czy wszyscy zaakceptują zerwanie z wielce wpływowym patriarchatem moskiewskim? Czy nie doprowadzi to do rozłamu w ukraińskiej cerkwi? Rozłamu w czasie toczącej się hybrydowej i konwencjonalnej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Można obawiać się, że ukraińska autokefalia zacznie się od religijnej wojny domowej. Potęgującej obecną.
Warto przypomnieć, że angielski król Henryk VIII też początkowo chciał jedynie uniezależnienia angielskiego kościoła katolickiego od dyktatu papieskiego. A wyszło jak wyszło. Wszystkie późniejsze wojny domowe na wyspach brytyjskich wzmacniane były podziałami i wrogością religijną.

***

Na szczęście religijność w Polsce systematycznie spada. Już tylko 55 procent obywateli powyżej czterdziestego roku życia w naszym kraju uczęszcza co tydzień na msze. W grupie młodych ten odsetek sięga 26 procent. Zatem możemy uznać, że widmo wojen religijnych w Polsce oddala się. Jeśli tylko uwierzymy w wartość sondażu Pew Research Center.

Jak orzeł pogonił kaczora

Wystarczyła półroczna polityczna kwarantanna nałożona przez waszyngtońskiego Wielkiego Brata na rząd i prezydenta pana prezesa Kaczyńskiego. Przetrzymywanie reprezentantów „dumnej Polski” na korytarzach waszyngtońskiej administracji. Groźba braku zaproszeń do amerykańskiej ambasady na bankiet z okazji święta ich niepodległości 4 listopada. Gniewne pomruki kongresmenów, że taki „antysemicki” kraj jednak nie zasługuje na parasol ochronny stałych, amerykańskich baz. Gniewny, amerykańskiego orła cień. Do tego jeszcze konsekwentny polityczny chłód mniejszego izraelskiego brata i antypolski lobbing wielce opiniotwórczych środowisk żydowskich. Wobec takiej, orlej siły Naczelnik Polski musiał wydać rozkaz odwrotu. Po cichutku.

 

Prawo jak śmieci

Aby oszukać opozycję i wszystkich obywateli naszego kraju, zdominowany przez PiS Sejm zwołano na nadzwyczajne posiedzenie. Miał zająć się palącym problemem nielegalnych wysypisk śmieci zatruwających naszą Ojczyznę. Przywożonych z zagranicy przez wrogów Polski. Zaraz po otwarciu posiedzenia okazało się, że głównym tematem obrad będą śmieci, ale zupełnie inne. Śmieci prawne produkowane przez rząd i parlament pana prezesa Kaczyńskiego.
A zwłaszcza największy smród legislacyjny ostatniego trzydziestolecia – nowelizacja ustawy o IPN. Nakazująca zamykanie w więzieniach osoby prezentujących inne oceny historii niż kaczystowskie elity. Ustawa, która skłóciła rząd prezesa Kaczyńskiego z władzami USA, Izraela, Ukrainy, Kanady i wywołała oburzenie na całym świecie.
Nie jest to jedyny śmieć prawny wyprodukowany przez rząd i parlament pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego przez ostatnie trzy lata. Dzień przed nadzwyczajnym, śmieciowym posiedzeniem Sejmu i Senatu, rząd pana prezesa tłumaczył się przed naszymi partnerami z Unii Europejskiej z innych śmieci legislacyjnych.
Z przyjętych wcześniej ustaw łamiących polską Konstytucję i europejskie normy demokratycznej, niezawisłej władzy sądowniczej. Z narzucanych przez reżim pana prezesa Kaczyńskiego autorytarnych, łamiących demokrację, form rządzenia.
Te śmieci prawne plus kabotyńska, pseudo mocarstwowa polityka pana prezesa sprawiła, że Polska znalazła się w izolacji na arenie międzynarodowej. Skłócona dodatkowo ze wszystkimi sąsiadami. Zwłaszcza z Rosją. Z ochłodzonymi ostatnio, nie wiadomo czemu, relacjami z Chinami.
Aby wyjść z tej pułapki, pan prezes nakazał swemu rządowi, parlamentowi prezydentowi odegranie politycznego cyrku.

 

Rewia pajaców i niemy Sejm

Pan premier Mateusz Morawicki po raz kolejny dowiódł, że może wygłosić każde obłudne, kabotyńskie, nawet kłamliwe oświadczenie. Uzasadniać radykalną zmianę prawa, które przez ostatnie pół roku bronił jak świętej polskiej suwerenności i narodowej godności. Prawa, które miało być nienaruszalne, bo przecież tak doskonale zostało napisane. Nienaruszalne, bo przecież pisane było w Warszawie, a nie w jakimś Waszyngtonie, Brukseli, czy innym Izraelu. Nienaruszalne, bo to Naród Polski, czyli Suweren dyktował je PiSowskim elitom.
A teraz ze wspólnej konferencji premiera Izraela i premiera Polski, ten polski Suweren mógł usłyszeć, że obecna nowelizacja została uzgodniona wcześniej z rządem żydowskim. Wysłuchać telewizyjnych pochwał amerykańskich urzędników wyrażających zadowolenie z powrotu władz polskich na słuszny, bo wytyczony przez Wielkiego Brata kurs.
I zobaczyć polskiego premiera potępiającego wspólnie z izraelskim premierem ohydny „antysemityzm”. A w ramach żydowskiego rewanżu, „antypolonizm” również.
To wspólne potępienie „antypolonizmu” było żydowskim kołem ratunkowym dla polskiego rządu, pozwalającym zachować mu resztki twarzy. Bo przecież „antysemityzm” jest zjawiskiem globalnym, powszechnie znanym na całym świecie. Wszędzie tam, gdzie istnieje negatywny stereotyp chciwego żydowskiego bankiera, adwokata, sklepikarza, producenta filmowego.
Zaś „antypolonizm” jest zjawiskiem marginalnym, często urojonym lub wykreowanym na potrzeby oszukiwania „ciemnego ludu” przez kaczystowskie elity. Bo kto na świecie widział lub słyszał o polskich bankierach, adwokatach czy producentach filmowych? Jedynie polscy sklepikarze są znani na świecie. Ale zawsze jako uprzejmi, nie oszukujący, zawsze wydający resztę.
Zarządzoną przez pana prezesa Kaczyńskiego nowelizację prawa rząd uzasadniał, parlament błyskawicznie, bez debaty przegłosował, a pan prezydent podpisał zanim jeszcze wrócił z zagranicznej delegacji. Bo tak amerykański Wielki Brat chciał. Bo mniejszy, żydowski brat tak go do tego przekonał.
Na otarcie łez, przywróconemu do sojuszniczego poziomu panu prezesowi Kaczyńskiemu, pozostawiono mu prawo do decyzji o ukraińskim wątku ustawy. Tu pan prezes zachował swą suwerenność. Co prawda Żydzi i inni Amerykanie będą już bezkarnie mogli krytykować zachowania Polaków w przeszłości. Ale kara za niestosowanie polskiej oceny historii przez Ukraińców nadal pozostała.
Kara symboliczna, nieegzekwowana, nieuznawana na Ukrainie i całym świecie. Kara jak cała polityka zagraniczna PiS. Symboliczna, nieefektywna i za granicami nieuznawana.

 

Nie karzcie Polaków

Dwudziestego siódmego czerwca 2018 roku zdominowany przez PiS Sejm i Senat dowiodły, że są instytucjami zmarginalizowanymi. Przyjmującymi w trybie pilnym ustawy, których regulamin parlamentu zabrania tak procedować. Są marionetkami pana prezesa Kaczyńskiego. I dlatego posłowie Kukiz15 teraz zwą parlamentarzystów PiS „bezkręgowcami”, czyli politykami bez kręgosłupów moralnych, ideowych i politycznych. Podobnie brakuje takich kręgosłupów panu premierowi i panu prezydentowi. O ich mózgach szkoda gadać, bo jedynym ośrodkiem decyzyjnym jest pan Naczelnik Polski urzędujący na Nowogrodzkiej. To już wszyscy wiedzą i wszyscy się z tym godzą.
Pan prezes, Naczelnik Polski Jarosław Kaczyński nakazując pilną nowelizację polskiego prawa na wniosek administracji USA utrwalił tym feudalny system politycznej zależności Polski na arenie międzynarodowej. Potwierdził, że IV Rzeczpospolita jest wasalem USA i jej izraelskiego wasala.
Jednocześnie dumna i powstała z kolan Polska zachowała sobie prawo traktowania Ukrainy jak swego wasala. Co będzie generowało kolejne konflikty międzynarodowe.
Apeluję zatem do wszystkich możnych tego świata.
„Nie karzcie Polaków za głupotę PiSiaków”.

Głos prawicy

Dobra zmiana!

Piotr Skwieciński komentuje nowelizację ustawy o IPN na łamach wPolityce.pl::
Decyzja rządu, aby rozstać się z nieprzemyślanymi i szkodzącymi interesom naszego kraju zapisami ustawy antydefamacyjnej jest moim zdaniem w oczywisty sposób słuszna. Rozumiem też, co stoi za decyzją, by uczynić to w tak ekstraordynaryjnym trybie. W intencji pomysłodawców miałoby to służyć zminimalizowaniu nieuniknionych w tych okolicznościach piarowskich strat. Chodziło o to, żeby jak najkrócej trwało przypominanie błędu, jakim było przyjęcie kompletnie nieprzemyślanego prawnego bubla. Żeby przełknąć tę żabę jak najszybciej, nie rozgryzając, jednym kęsem.
Ale straty, powodowane tym trybem zmiany ustawy, przewyższają moim zdaniem wynikające z przyjęcia tego trybu zyski. Idzie mi o to, że ta szturmowa metoda działania nie sprzyja interpretowaniu zmiany jako działania suwerennego. Sprzyja niestety natomiast przedstawianiu jej jako panicznej, wymuszonej kapitulacji. To nie jest, mówiąc oględnie, dobry efekt, zarówno jeśli chodzi o reakcje polskiego społeczeństwa, jak i o prestiż Polski na zewnątrz. Może też posłużyć do oskarżenia rządu, że w ten sposób tworzy precedens, który w przyszłości posłuży mu do przepychania w podobnym trybie innych, już bardziej kontrowersyjnych politycznie, ustaw.
Niemniej to oczywiście dobrze, że ustawę zmieniono. Nawet w takim, nieszczęśliwym moim zdaniem, trybie.

Absurd, nie żadna dobra zmiana!

Rafał Ziemkiewicz w „Do Rzeczy” na ten sam temat:
Nie wiem co było większą masakrą: przyjęcie tej ustawy czy wycofanie się z niej teraz. Chyba jednak najgorszy był styl, w jakim się to wszystko działo.
Sejm przyjął zmiany w noweli ustawy o IPN, zakładające odejście od przepisów karnych. Zmiany uchylają m.in. art. 55a, który grozi m.in. więzieniem za przypisywanie Polakom odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej. Prace nad przyjęciem nowelizacji odbywały się w trybie pilnym na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego na specjalnie zwołanym posiedzeniu Sejmu.
– To, że się przyjmie ewidentnie złą ustawę, przed którą my zresztą ostrzegaliśmy, to się zdarza. To, że ze złej ustawy trzeba się wycofać – też. Ale najgorszy był styl, w jakim to się wszystko wydarzyło – podkreśla Rafał Ziemkiewicz.