Odsłonięcie pomnika Ignacego Daszyńskiego

W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, 11 listopada 2018 r., wszystkie ugrupowania lewicowe, m.in. Polska Partia Socjalistyczna (PPS), Unia Pracy, Razem, Partia Zieloni, Inicjatywa Feministyczna, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej, Wolność Równość Demokracja, dokonały wspólnie uroczystego odsłonięcia przy pl. Na Rozdrożu w Warszawie pomnika I premiera RP, późniejszego Marszałka Sejmu, wielkiego socjalisty i patrioty – Ignacego Daszyńskiego. W uroczystości uczestniczyli także m.in.: wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO), były prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz szef OPZZ Jan Guz, a także Zdzisław Czarnecki, prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP .
Autorem pomnika Ignacego Daszyńskiego jest krakowski rzeźbiarz Jacek Kucaba, profesor Akademii Sztuk Pięknych. Monument z brązu stoi na obłożonym granitem postumencie o dwóch stopniach. Ma około 5 metrów wysokości. Pomnik uzupełnia szlak wielkich Polaków, którzy przyczynili się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Dlatego stanął w okolicy, gdzie swoje pomniki mają już Roman Dmowski, Wincenty Witos i marszałek Józef Piłsudski.

Czas na pracę SLD

Polakom zagraża konserwatywna prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, a nikt nie obroni ich tak, jak może to uczynić lewica.

 

21 października, pierwszy raz od porażki w 2015 r., poddaliśmy się osądowi wyborców. Trzy lata temu, gdy lewica nie znalazła się w Sejmie, wielu wieszczyło koniec Sojuszu Lewicy Demokratycznej i nie wierzyło, że w przyszłości będziemy w stanie przekroczyć próg wyborczy i znaleźć się ponownie w parlamencie. Wiele sondaży nie było dla nas łaskawych: co pewien czas dowiadywaliśmy się, że popiera nas trzy lub cztery procent wyborców, a lepszą decyzją jest głos na inne ugrupowania. 21 października lista SLD Lewica Razem otrzymała ponad milion głosów i 6,7 proc. poparcia w skali kraju. Przekroczyliśmy magiczne 5 procent, zdobyliśmy wynik lepszy niż Kukiz ’15, a przede wszystkim pokazaliśmy, że Polacy potrzebują lewicy i oczekują jej powrotu. Nie jest to wynik, który pozwala mówić o sukcesie, ale jest to wynik, który daje nadzieję: na powrót do Sejmu, udział we współrządzeniu Polską i realizację naszego programu. Jest kolejnym krokiem na drodze odbudowy lewicy (po głupiej decyzji o wystawieniu kandydatury Magdaleny Ogórek na prezydentkę Polski i wypadnięciu SLD z Sejmu), którą rozpoczęliśmy w 2016 r., i którą zakończymy w 2019 r., gdy nasi parlamentarzyści ponownie zasiądą na Wiejskiej. Nie ogłaszam więc sukcesu, ale i nie mówię o klęsce. Nie czas na przypominanie, że jesteśmy partią pozaparlamentarną, że nie wszystkie media są nam życzliwe, że nie mamy tyle sił i środków co nasi konkurenci. Czas na ciężką pracę i wiarę w sukces. Nie zgadzamy się na podział Polski między PiS i PO. Okazało się kolejny raz , że bez SLD i PSL nie da się przywrócić normalności i stworzyć stabilnych większości gwarantujących uczciwe rządy na poziomie sejmików i parlamentu.

Ponad milion głosów na SLD Lewica Razem w wyborach samorządowych tworzy przestrzeń dla nowych sojuszy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i wyborami parlamentarnymi. Nie będą to porozumienia dyktowane przez konieczność. Nasz wynik nas do tego nie zmusza. Sojusz Lewicy Demokratycznej zweryfikował swoje poparcie w wyborach samorządowych. Jesteśmy w stanie wystawić własne listy i wprowadzić swoich parlamentarzystów zarówno do Parlamentu Europejskiego, jak i do Sejmu. Wierzę jednak, że warto w pierwszym rzędzie postawić na konsolidację wszystkich środowisk lewicowych wokół wspólnego programu i obrony naszych wartości: wolności, równości, solidarności, otwartości, integracji europejskiej, świeckiego państwa, praw kobiet i szacunku dla mniejszości. Dlatego powinniśmy zabiegać o dalszą współpracę z naszymi dotychczasowymi partnerami z Lewicy Razem oraz prowadzić rozmowy z tymi z którymi nie udało się dotychczas porozumieć. Myślę tu m.in. o partii Razem czy Zielonych. Myślę też o środowisku związanym z Robertem Biedroniem.

Polakom zagraża konserwatywna prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, a nikt nie obroni ich tak, jak może to uczynić lewica. Wyniki wyborów samorządowych, które – co trzeba przyznać – wygrała partia rządząca, skłaniają też do zacieśnienia współpracy z innymi formacjami stojącymi – podobnie jak lewica – na gruncie obowiązującej Konstytucji i przynależności Polski do Unii Europejskiej. Czas, w którym zagrożone są w Polsce fundamenty demokratycznego państwa prawnego, wymaga bowiem porozumienia ponad podziałami: zarówno partyjnymi, biograficznymi, jak i ideologicznymi. Chcę więc rozmawiać z Polskim Stronnictwem Ludowym, PO i Nowoczesną. W wielu miejscach w Polsce współpracując w tych wyborach samorządowych, dowiedliśmy, że nasze współdziałanie przynosi sukces. Wystarczy przywołać przykład Łodzi, Lublina czy Wrocławia.

Rezultat wyborów samorządowych to wiele indywidualnych sukcesów polityczek i polityków lewicy. Setki mandatów radnych gmin, miast, powiatów i województw. To nasi prezydenci i wiceprezydenci, burmistrzowie i wójtowie. To kluby radnych, powyborcze koalicje i porozumienia. To trzy województwa, w których niemożliwe jest zbudowanie większości w sejmiku bez radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To także trudne wybory partnerów politycznych, z którymi warto zawiązać koalicję w gminie, powiecie i województwie.

Prawdą jest, że lokalne życie polityczne rządzi się swoimi prawami, że toczy się w dużej mierze poza podziałami, które wyznacza ogólnokrajowa polityka. Ale do wyborów szliśmy pod hasłem „Silny samorząd, demokratyczna Polska”. Pamiętaliśmy, że Prawo i Sprawiedliwość zdominowało Sejm i Senat, rząd i administrację rządową w terenie, podporządkowało sobie prokuraturę, niszczy niezawisłe sądy, a z naruszania Konstytucji uczyniło podstawową metodę sprawowania władzy. Naszym celem były nie tylko dobrze zarządzane gminy, powiaty i województwa, ale obrona demokratycznego państwa prawnego. Chcieliśmy, by samorząd terytorialny pozostał jedynym segmentem władzy niezależnym od Prawa i Sprawiedliwości. Właśnie dlatego przez ostatnie miesiące walczyliśmy o samorząd i właśnie dlatego dzisiaj nie ma naszej zgody na koalicje z Prawem i Sprawiedliwością: zarówno w sejmikach województw, jak i w radach powiatów i miast. Wiarygodność i uczciwość wobec wypowiedzianych w trakcie kampanii słów są najważniejsze!

Partia która przygotowała i przegłosowała obowiązującą Konstytucję, nie może przyłożyć ręki do wzmocnienia partii, która Konstytucję tę ma za nic i stale ją narusza. Sojusz Lewicy Demokratycznej – partia, która wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej – nie może nigdzie wspierać formacji, która chce Polskę z Unii wyprowadzić i zniszczyć dorobek kilkunastu lat naszego członkostwa. Wymaga tego szacunek do demokratycznego państwa prawnego, dorobku naszego środowiska politycznego, a tak po prostu – zwykła ludzka przyzwoitość, której nie może przesłonić doraźna kalkulacja. Wiem, że nie zawsze osoby z Polskiego Stronnictwa Ludowego, PO i Nowoczesnej są łatwymi partnerami. Ale współpraca z nimi jest koniecznością czasu, w którym musimy walczyć o to, by Polska dalej była demokratycznym państwem prawnym. Państwem, które budowaliśmy przez ostatnie trzydzieści lat.

4 listopada druga tura wyborów samorządowych. W pierwszej wielu naszych kandydatów obroniło swoje stanowiska w miastach, którymi z sukcesami rządzą. Z naszym poparciem już w pierwszej turze urząd prezydenta zdobyli: Krzysztof Matyjaszczyk w Częstochowie, Beata Moskal-Słaniewska w Świdnicy, Rafael Rokaszewicz w Głogowie, Beata Klimek w Ostrowie Wielkopolskim, Łukasz Komoniewski w Będzinie, Jacek Wójcicki w Gorzowie Wielkopolskim, Marcin Krupa w Katowicach i Tadeusz Ferenc w Rzeszowie. Wspólnymi kandydatami SLD, PO, PSL i Nowoczesnej byli Jacek Sutryk we Wrocławiu, Hanna Zdanowska w Łodzi i Krzysztof Żuk w Lublinie. W niedzielę walczymy dalej: wierzę w sukces Agaty Fisz w Chełmie, Marcina Bazylaka w Dąbrowie Górniczej, Łukasza Kulika w Ostrołęce i Jacka Majchrowskiego w Krakowie. To dobrzy, mądrzy kandydaci i sprawdzeni samorządowcy, którzy pokazują codziennie, jak skutecznie rządzić potrafi lewica. Trzymam za nich kciuki, wiem, że odniosą sukces.

A co po wyborach? Praca na jak najlepszy wynik w 2019 r. I więcej uśmiechu.

„Nie” dla koalicji z PiS w powiecie koneckim!

– Zarząd powiatowy SLD w Końskich nie wyraża zgody na zawarcie koalicji z Prawem i Sprawiedliwością w powiecie koneckim – poinformował na konferencji Włodzimierz Czarzasty. ucinając tym samym dyskusje wokół sytuacji, która wywołała w ciągu ostatniej doby sporo emocji.

 

Lider SLD przyznał na poniedziałkowej konferencji prasowej, że krytyka, jaka spłynęła na jego ugrupowania w związku z decyzją koneckich działaczy Sojuszu o wejściu w koalicje na poziomie rady powiatu z partią Kaczyńskiego była słuszna.

Czarzasty podczas dzisiejszego wystąpienia akcentował, że przedwyborcza obietnica, w której zapowiadał, że nie będzie żadnych aliansów z PiS nadal jest aktualna i władze SLD słowa danego wyborcom zamierzają dotrzymać. Zaznaczył jednak, że kierownictwa innych partii mają problem z dostosowaniem się do takiej normy. – Zapowiedziałem swego czasu, że SLD nie będzie wchodził w żadne koalicje z PiS. Przed wyborami proponowaliśmy trójstopniowe porozumienie innym partiom koalicyjnym: PO, Nowoczesnej i PSL, aby pilnować wyborów, by w II turze poprzeć tych kandydatów, którzy startują po stronie demokratycznej i żeby nie zawierać żadnych sojuszy z PiS po wyborach. Ta propozycja nie została przyjęta – mówił Czarzasty.

Przewodniczący Sojuszu akcentował również etyczny i patriotyczny wymiar problemu. – Są rzeczy ważniejsze dla SLD niż władza: system wartości, wiarygodność, wyraźne formułowanie poglądu, że PiS odpowiada za łamanie praworządności w Polsce i poniesie odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Wiem, że skundlenie klasy politycznej jest na takim poziomie, że ludzie nie wierzą w czyste intencje. Wiarygodność postępowania jest dla mnie najważniejsza, więc nie ma się co obrażać na przykre słowa – mówił lider SLD.

Co się wydarzyło w Końskich? Po wyborach zawiązała się nowa konstelacja władzy, której celem było odsunięcie od stołków Polskiego Stronnictwa Ludowego w koneckim.

Kontrowersje wzbudził skład koalicji, obok PiS i wdzięcznie brzmiącego komitetu Kreatywna Jedność Powiatu Koneckiego, miał ją tworzyć również Sojusz Lewicy Demokratycznej.
W sumie te trzy ugrupowania miały dysponować siłą 13 radnych w 21 osobowej Radzie Powiatu.

Co dalej z koalicją w koneckim powiecie? Wszystko wskazuje na to, że stworzą ją ci sami ludzie, tyle, że ci z SLD nie będą już członkami partii.

SLD jeszcze może

Słaby wynik wyborów samorządowych dla SLD nie jest ostatecznie taki zły, jaki mógłby się wydawać. Nie można jednak udawać, że nic się nie stało. Lewicę czeka długi marsz. Wymaga to jednak gigantycznej pracy organizacyjnej i intelektualnej.

 

Sojusz Lewicy Demokratycznej jest poobijany, trafiony, ale jeszcze nie liczony. Wynik 6.6% do sejmików wojewódzkich nie powala, ale takie jest dziś realnie poparcie dla lewicy w kraju. Na rzeczywistość nie ma co się obrażać. Wybory samorządowe mają swoją specyfikę i rządzą się swoimi prawami.

 

Tu dużą role odgrywają lokalne komitety,

które zbierają wysokie oceny a których nie ma następnie w wyborach parlamentarnych. Gdyby taki wynik powtórzył się w wyborach do Sejmu, to SLD miałby większe poparcie niż PSL, który w 2015 roku ledwo przekroczył próg wyborczy zdobywając 5,13% głosów i wprowadzając zaledwie 15 posłów. To jednak wystarczyło, żeby stać się silną i wyrazistą opozycją wobec PiS.

 

Lewica w Polsce

znajduje się w najtrudniejszym historycznym momencie po 1989 roku. W bipolarnej debacie publicznej SLD musi bowiem stawiać czoła zarówno PiS-owi, akcentując przywiązanie do wartości europejskich, praworządności i obronie Konstytucji, jak i liberalnej opozycji, której marzy się do rządów ciepłej wody w kranie i realizacją jej antyspołecznych rozwiązań.

 

Walka z PiS

odbywa się również, co bardzo istotne dla elektoratu Sojuszu, na płaszczyźnie walki historycznej. SLD wrócił do gry po tym, jak PiS rozpoczęło walkę z nazewnictwem ulic oraz przeprowadzeniem ustawy represyjnej. W roku 100-lecie odzyskania niepodległości spór historyczny nabiera szczególnego znaczenia. Martwi zwłaszcza to, że SLD nie potrafi przyciągnąć do siebie młodzieży, która jest dziś niemal wyłącznie prawicowa. Historia odgrywa tu niebagatelną rolę. Po stronie Sojuszu nie widać zaplecza intelektualnego, które miałoby pomysł jak historię wykorzystać dla własnych celów. A wydaje się to nie trudne, bowiem lewica nie ma powodów, aby wstydzi się swojej historii. Obok Jarosława Kaczyńskiego aż roi się od młodych gwiazd, drapieżnych i bezwzględnych. Podobnie przy Grzegorzu Schetynie, przy którym znajdują się wyrachowani politycy młodego pokolenia. Dziś młodzież nie jest przyszłością lewicy, tylko starsi wyborcy. I to do nich powinni zabiegać w pierwszej kolejności liderzy SLD, aby nie stracić tego, co najcenniejszy, żelaznego elektoratu. Ale jeśli dziś nie podejmie się wysiłku, aby zdobyć zaufanie młodych, to elektorat SLD umrze śmiercią naturalną. Jeśli Włodzimierz Czarzasty nie znajdzie na to recepty, będzie ostatnim przewodniczącym SLD.

 

SLD może być w sejmikach

języczkiem u wagi i stać się niezbędnym elementem układanki w walce z PiS. Wynik w sejmikach nie jest taki zły, jak wynik Andrzeja Rozenka w Warszawie, który miał gorszy wynik od Sebastiana Wierzbickiego w 2014 roku, gorszy nawet niż sam osiągnął w 2014 startując z własnego komitetu. SLD w Warszawie nie wyciągnęło wniosków z klęski Magdaleny Ogórek. Elektorat lewicy jest wrażliwy i pamiętliwy. Nie lubi, gdy ma reprezentować go ktoś, kto wcześniej robił wszystko, żeby Sojusz zniszczyć. A taka była droga parlamentarna Rozenka w Sejmie jako posła Ruchu Palikota, kiedy głosował za najbardziej antyspołecznymi postulatami. Włodzimierz Czarzasty z gronem najbliższych współpracowników wykonał gigantyczną pracę podczas tych wyborów odwiedzając ponad 160 powiatów. To było widać, czego efektem jest przekroczenie progu. A mając na uwadze fakt, że SLD wypadł z Sejmu, był wewnętrznie podzielony, wszyscy wieszczyli, że to już koniec. Sojusz nadal pozostaje jedyną lewicą w kraju, na która chce głosować społeczeństwo.

 

Żadnej partii

nie udało się zaistnieć w kontrze do SLD. Wybory europejskie powinny skłonić liderów Sojuszu do zawarcia szerokiej koalicji z Robertem Biedroniem na czele, który również nie uległ pokusie przejścia do tzw. Koalicji Obywatelskiej, zachowując swoją tożsamość i wykazując się przy tym wielką odwaga cywilną. Zapłacił za to ogromną cenę, wściekle zaatakowany przez liberalny mainstream. Jeśli za rok zabraknie choćby skromnej reprezentacji SLD w Sejmie to wiem, że długo nie będzie w Polsce żadnej lewicy. Czego sobie i wyborcom lewicy nie życzę. Przyszłoroczne wybory parlamentarne będę bojem o przetrwanie. Wszystkie ręce na pokład.

Inwestujmy w ludzi, aby mogli godnie żyć

 „Zadziwię polską scenę polityczną, nie będę atakował, nie będę opluwał, nie będę mówił źle o innych partiach, nie będę mówił złego słowa przeciwko bliźniemu. Będę mówił o tym, co koalicja SLD Lewica Razem zrobi kiedy wejdziemy do samorządu, a przecież pracujemy tam codziennie od wielu lat”. Przemówienie przewodniczącego SLD na konwencji w Warszawie.

 

Zwracam się do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Przychodzi mądrość na lewicy i mówienie o tym, że było dobrze, i że było źle; nie zawsze trzeba być pierwszym i jeżeli ma się koalicję SLD Lewica Razem, to każdy element tej koalicji jest jej podmiotem; a w polityce można nie oszukiwać i prowadzić normalną politykę. Myślę, że nadchodząca kadencja samorządów będzie to pokazywała, będziemy w Sejmie, ale te wybory są najważniejsze.
Proszę Państwa, „Silny samorząd, demokratyczna Polska”, to nie jest przypadkowe hasło. Nie ma demokratycznej Polski, bez silnego samorządu. Złotówkę, którą można wydać w Łodzi, lepiej widać w tym mieście, a nie z Warszawy. W Koszalinie lepiej, niż z Warszawy. Nie wszystkim trzeba kierować centralnie, nie trzeba wszystkiego brać za twarz. Trzeba wierzyć ludziom. Społeczeństwo demokratyczne, społeczeństwo obywatelskie to silny samorząd. Ja rozwinę te hasło, ponieważ chcielibyśmy jako SLD Lewica Razem, aby w tej kadencji, która nastąpi więcej było inwestycji w człowieka, a mniej inwestycji w infrastrukturę. Ona jest ważna, ale nadszedł taki czas, że jeżeli w Polsce jest lepiej, a tak jest, ponieważ wprowadziliśmy Polskę do Unii, to ludziom też musi być lepiej. Obywatelki i obywatele muszą poczuć, również na poziomie samorządów, że politycy są po to, żeby ludziom żyło się lepiej.
Siedem spraw, o których chciałem powiedzieć jeżeli chodzi o samorząd, to zresztą pokaże czym różni się socjaldemokracja, reprezentowana przez wiele nurtów polskiej lewicy, od innych partii. Po pierwsze, uważamy, że samorząd powinien być świecki. Nie musi tak być, że jak się kupi 9 ławek do szkoły to ksiądz koniecznie musi je poświęcić. Nie musi tak być, że w sprawie lekcji religii kler ma większy wpływ na radę pedagogiczną, a czasami tak się zdarza, niż dyrektor szkoły. Zapytałem się ostatnio jednego z dyrektorów szkół, który święcił ławki – jak kupujesz sobie mebel do domu to święcisz go? „Nie, to bez sensu”. Powiedziałem mu, pomyśl proszę, ponieważ ten bezsens jest w Twojej szkole. Nie musi być tak, że każdy urzędnik jest wiarygodny tylko wtedy kiedy powiesi krzyż mad swoim biurkiem. Nie mam nic przeciwko wierze, socjaldemokracja nigdy nie była przeciwko ludziom wierzącym, ale zawsze byliśmy za świeckim państwem. Wpływ kleru doprowadził do tego, że w wielu miastach, w których kino jest samorządowe, filmu „Kler” się nie puszcza. Czy wielu ludzi z „Solidarności” walczyło z cenzurą oraz o transformację w Polsce, żeby w tej chwili czasy cenzury wracały. Na pewno nie. Życzę klerowi, aby poprzez to co się zdarzyło w ostatnim czasie, miał wielki dystans do szkół oraz życia publicznego. A samorządom życzę, aby miały wielki dystans do kleru.
Socjaldemokracja mówi prawdę o historii i dumny jestem z tego, iż Polska Partia Socjalistyczna jest częścią naszej koalicji. Historia polskiej socjaldemokracji, historia polskiej lewicy w stulecie niepodległości to rząd Moraczewskiego, to prawa wyborcze dla kobiet, to prawo do związków zawodowych, prawo do ośmiogodzinnego dnia pracy. Widzę taką tendencję, że mało kto z prawicy broniąc naszej konstytucji chwali prawo do zrzeszania się, ośmiogodzinny dzień pracy, prawo kobiet do głosowania. Mało mówi się o tym, że to polska lewica wprowadziła tę konstytucję, że to polska lewica dzięki dwu udanym referendom uchwaliła ustawę zasadniczą oraz wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej.
Prawo do historii i obiektywizmu, to jest prawo do tego, aby mieszkańcy ustalali jak się mają nazywać ich ulice. Moim marzeniem jest, aby patronkami ulic były kobiety. Moim marzeniem, jest aby w sposób bezmyślny nie rozbierać pomników. Polska została wyzwolona, czy się to komuś podoba czy nie, również żołnierzy radzieckich. Podczas mojej wizyty w Szczecinie zrobiliśmy konferencję prasową na zgliszczach pomnika żołnierzy, którzy Szczecin wyzwalali. Czy to jest rozsądne? Czy matka, która płakała po żołnierzu ukraińskim, rosyjskim, białoruskim, czy też kazachskim płakała inaczej, niż po żołnierzu wyklętym czy też Armii Ludowej?
Następna rzecz, która nas różni od prawicy to samorząd, który sprzyja równości. Co to znaczy? To jest wspieranie kultur mniejszości, wszelkich mniejszości, a każda z nich ma swoje prawo do życia. Oznacza to bezdyskusyjną zgodę na organizację parad i marszów, samorząd jest po to, aby ludzie mogli pokazywać swoje poglądy i aby byli w tym bezpieczni. Samorządy są również po to, aby tworzyć społeczeństwo obywatelskie, żeby wspierać wszelkiego typu NGO-sy. Należy też prowadzić rejestr zachowań o podłożu homofobicznym i rasistowskim, powinniśmy to bardzo dokładnie kontrolować, wiecie dlaczego, ponieważ będzie tego coraz więcej. Musimy wiedzieć kto za to odpowiada, obserwować i eliminować w sposób mądry i rozsądny wpływy takich ludzi.
Pragniemy, aby rozwijały się fundusze partycypacyjne. Pragniemy również, aby samorządy prowadziły edukację społeczną, która będzie dotyczyć polskiej konstytucji. Na tej sali jest dwóch szefów Komisji Konstytucyjnej: Aleksander Kwaśniewski i Włodzimierz Cimoszewicz. Obywatelki i obywatele, a szczególnie nasze dzieci, powinny ją znać. Trzeba znać to, czego z najwyższą przyjemnością codziennie bronimy.
Samorząd musi być partnerem dla rodzica, mówię tu o zapewnieniu dostępnego i bezpłatnego żłobka, o darmowej opiece przedszkolnej dla wszystkich dzieci, o tym, że każde dziecko z najmłodszych klas szkoły podstawowej otrzyma bezpłatne i energetyczne drugie śniadanie. Chcemy zapewnić też edukację seksualną dla każdego dziecka, stosownie do jego wrażliwości i dojrzałości. Nie chcę usłyszeć, że łamię mury i wywracam cegły – stosownie do dojrzałości i wrażliwości. Pragniemy wprowadzić bezpłatne bilety komunikacyjne dla wszystkich dzieci. Chcemy przed egzaminem ośmioklasisty oraz maturą zagwarantować bezpłatne korepetycje. Pytacie dlaczego? Ponieważ, koalicja SLD Lewica Razem powinna się zająć tymi, których na to wszystko nie stać, tymi którzy się urodzili w biedniejszych rodzinach i mają gorszy dostęp do edukacji, służby zdrowia, do rozwoju.
Jak wiecie jestem wydawcą. Nie bójcie się, nie będę reklamował książek z mojego wydawnictwa. W każdej gminie jest biblioteka. Jednym się marzą boiska i dobrze, innym marzą się marzą drogi, też dobrze, mnie się marzą biblioteki, które są super wyposażone. We współczesne książki, aby ludzie mieli do nich dostęp. Marzy mi się, że jak lewica wróci do współrządzenia, to żeby lewica objęła resort kultury i edukacji, ponieważ to co jest w głowie jest rzeczą najważniejszą. To buduje Polskę, zdecyduje o tym czy będziemy wrażliwi na innych, tolerancyjni czy też nie. Obiecuję wsparcie dla wszystkich bibliotek po to, aby były pełne wartościowych i mądrych książek.
Narodowy Fundusz Zdrowia i opieka rządowa to nie wszystko. Szpitale, a szczególnie te podległe pod samorząd, absolutnie powinny działać na zasadzie – nie zysk a dobro pacjenta. Nie można tworzyć takich zasad, że w szpitalu na końcu musi być zysk. W szpitalu na końcu musi być zdrowy pacjent. A pielęgniarki i lekarze muszą być normalnie opłacani oraz dumni ze swojej pracy, która musi mieć też również walor finansowy. W naszym filmie mówię – wyobraź sobie. Wyobraź sobie, że są bezpłatne badania. Wyobraź sobie, że są bezpłatne szczepienia, a to że szczepienia powinny być w gronie socjaldemokratek i socjaldemokratów nie podlega dyskusji. Nie ucieknie się od cywilizacji, nie ucieknie się od medycyny. Marzy mi się opieka dentystyczna w każdej szkole. Marzy mi się świadome macierzyństwo, może nie bezpośrednio mnie, ale aby wszyscy ci, którzy pragną mieć dzieci mieli je w sposób świadomy. Żeby edukacja seksualna w ramach naszych programów zdrowotnych była na właściwym miejscu, aby pigułka „dzień po” była dostępna, aby ludzie mogli się kochać. Jak ktoś się lubi, to będzie się kochał, to jest po prostu fajne. Wczoraj byłem w Białymstoku, wspólnie z prof. Bogusławem Liberadzkim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Tak nawiasem mówiąc, jesteśmy jedyną partią, która nie jest w parlamencie, a ma wiceszefa Parlamentu Europejskiego, co świadczy o naszych możliwościach rozwoju. W Białymstoku byłem u profesora Szamatowicza, który jest jedynką w Białymstoku do Sejmiku i twórcą polskiego in vitro. A dlaczego in vitro jest fajne? Ponieważ daje życie, a nie je zabiera. W 1500 roku Leonardo Da Vinci oraz Michał Anioł dokonywali we Florencji pierwszych sekcji zwłok. Kościół nie był z tego zadowolony, a wyobrażacie sobie co by było gdyby tych sekcji nie wykonywali? Gdzie byłaby medycyna? Wierzę w to, że kościół uzna metodę in vitro jako metodę dającą możliwość posiadania dzieci.
Wczoraj prof. Szamatowicz powiedział mi, że metoda in vitro jest ważna również dlatego, że jest droga. Jeżeli ktoś jest bogaty to może z tej metody skorzystać w każdym miejscu o ile zapłaci, ale w Polsce nie ma wyłącznie bogatych ludzi i właśnie o nich mamy obowiązek się upomnieć. Zobowiązuję się w imieniu SLD Lewica Razem, w każdym miejscu gdzie będziemy mieli wpływ, będziemy wprowadzali dofinansowanie metody in vitro, ponieważ dzieci są największą wartością każdego narodu.
Mieszkanie powinno być prawem a nie towarem. Musimy wprowadzać takie programy, które będą pomagały ludziom godnie żyć. Nie chodzi o 200 czy 300 metrów, ale o miejsce gdzie można żyć, uczyć się, wychowywać dzieci, kochać się, czy po prostu odpoczywać. Pragnę złożyć następujące zobowiązanie, że 10% rocznych dochodów własnych gminy będzie przeznaczane na budownictwo komunalne. To wielka sprawa. Mieszkania komunalne powinny być dedykowane w dużej mierze dla grup wymagających szczególnego wsparcia, w tym dla osób z niepełnosprawnościami, dla osób starszych, które powinny mieć łatwy dostęp do swojego mieszkania. Będziemy chcieli mieć wpływ na planowanie przestrzenne tak, aby w każdym osiedlu była możliwość skorzystania ze żłobka, przedszkola oraz terenów zielonych. Żeby miejsce, w którym mieszkamy służyło rekreacji oraz wypoczynkowi i normalnemu życiu.
Srebrna rewolucja dotyczy polskiego społeczeństwa, które się starzeje i nie uciekniemy przed tym. W mediach mówi się, że ludzie młodzi są najważniejsi, to prawda, ale równie ważni są ludzie starsi. Każdy ma prawo do szczęścia na każdym etapie swojego życia, dlatego będziemy wprowadzać „Karty seniora”, które zapewnią aktywne życie w kulturze i rekreacji. Chcielibyśmy budować osiedla wspomagane, gdzie pełniony byłby 24h dyżur osoby, która będzie mogła, szczególnie seniorom, pomóc. Począwszy od rzeczy błahych, aż po wezwanie lekarza gdyby zaszła taka potrzeba. Chcemy wprowadzić „Przyciski życia”, a także obowiązkowe „Koperty życia”, po to, że gdy przyjedzie pogotowie a pacjent jest nieprzytomny, to będzie wiadomo na co choruje i jakie bierze leki. Chcemy wprowadzić przejazdy komunikacją dla osób powyżej 65 roku życia za darmo. To jest też mój interes, ponieważ niedługo i mnie to obejmie. Musimy likwidować bariery architektoniczne, nawet Państwo nie wiecie jak wiele niepełnosprawni muszą uzyskać, aby normalnie żyć.
Ostatnio słyszałem premiera Buzka, który powiedział, że dobrze by było gdyby obecni marszałkowie województw nadal kierowali samorządami. Panie premierze, ja mam takie marzenie, w którym samorządami kierują ludzie mądrzy, doświadczeni i umiejący rozsądnie wydawać europejskie pieniądze. Prof. Liberadzki wczoraj mnie uświadomił, że jeżeli chodzi o środki z Unii Europejskiej to minęło 2/3 czasu obecnej perspektywy budżetowej a została spożytkowana 1/3 środków. Obawiam się, że jeżeli ci sami marszałkowie, ponieważ te pieniądze idą głównie do samorządów, zostaną nadal to minie cały czas a pieniądze nie zostaną wykorzystane w Polsce i wrócą do Brukseli.
PiS podał następujący argument, że tam gdzie wygra Prawo i Sprawiedliwość to samorządy dostaną wsparcie finansowe od rządu. Nie jest to nowy argument, ale jest głoszony zwykle przez ekipę, która rządzi. Poza tym jest on bezsensowny. Platforma Obywatelska w sposób delikatniejszy, w eleganckich garniturach, językiem swobodniejszym i delikatniejszym mówiła to samo przed ostatnimi wyborami samorządowymi. Zaraz potem straciła władzę. Od teraz za rok są wybory parlamentarne i PiS też może stracić władzę, a wręcz jestem pewien, że ją straci. Związku z tym nie używajcie tego argumentu, ponieważ ten szantaż jest nieuczciwy.
Proszę państwa, ostatnia sprawa. W Lublinie w związku z Paradą Równości, która została zakazana przez prezydenta Żuka, ale ostatecznie się odbyła, ponieważ tak zadecydował sąd. Wiemy na pewno, iż prezydent Żuk przez tę decyzję pozbawił się wielu głosów ludzi głosujących na lewicę, w tym na SLD Lewica Razem. Popieramy pana Żuka, tak jak Platforma, Nowoczesna, czy też PSL, ponieważ startuje on ze swojego komitetu. Ponieważ jestem już doświadczonym politykiem, i jak słucham głosów – wycofajcie poparcie dla Żuka, to myślę, że są to głosy populistyczne. Odbierzmy poparcie Żukowi, wygra kandydat PiS-u, który będzie mówił, iż będzie miał pieniądze z rządu. To nie jest rozsądne. Czy budowanie na siłę jednej koalicji opartej tylko na nienawiści do PiS-u ma sens? Nie. Możemy stracić część elektoratu z jednej – lewicowej i drugiej – konserwatywnej stronie.
Proszę Państwa, idziemy do wyborów, mamy swój program i koalicję. Ale to nie są wybory, w którym możemy wybierać mniejsze zło, jest dobro – SLD Lewica Razem. To jest marka, która teraz wejdzie do samorządów, wybroni takich prezydentów jak Tadeusza Ferenca czy Krzysztofa Matyjaszczyka, stworzy nowych prezydentów i nowe silne postaci, takie jak Andrzeja Rozenka. Wszyscy nasi najlepsi ludzie obecnie startują w wyborach, na wezwanie „wszystkie ręce na pokład” polska lewica zjednoczona w SLD Lewica Razem stanęła jeden obok siebie. 21 podmiotów. Twórzmy nasz model samorządu – socjaldemokratyczny.
Na koniec, patrzę na Andrzeja Rozenka. Jeżeli do Polski przyjechałby Amerykanin, który mówi po Polsku i obserwowałby debatę warszawską, to by nie stwierdził, iż jest tylko dwu kandydatów – Jaki i Trzaskowski. Było ich wielu, a siła mediów jest olbrzymia. Andrzej siła rozumu, otwartości, tolerancji, lewicowości, to wartości, które Ty reprezentujesz. Chociaż nie zawsze byłeś z nami. Bądź mądry, bądź tolerancyjny, walcz!

List Włodzimierza Czarzastego do służb mundurowych

Z uwagą zapoznałem się z postulatami przedstawionymi przez Federację Związków Zawodowych Służb Mundurowych.

 

Policjanci, strażacy i pracownicy pożarnictwa, funkcjonariusze Służby Granicznej, Służby Więziennej i Służby Celno-Skarbowej wykonują niezwykle trudną i odpowiedzialną pracę. Stanowi ona podstawową gwarancję bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz prawidłowego działania państwa. Dzięki Waszej codziennej służbie, w której ryzykujecie własnym zdrowiem i życiem, z roku na rok rośnie społeczne poczucie bezpieczeństwa, a jego różne zagrożenia maleją. Z tego powodu zasługujecie na godne warunki pracy i płacy oraz korzystne zasady zaopatrzenia emerytalno-rentowego. Państwo, które nie dba o funkcjonariuszy służb mundurowych nie dba bowiem o bezpieczeństwo swoich obywateli!
Nie jest to jedynie pusta deklaracja: Sojusz Lewicy Demokratycznej od wielu lat występuje w obronie interesów służb mundurowych. W 2012 r. sprzeciwialiśmy się wprowadzonym przez Platformę Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe zmianom w zaopatrzeniu emerytalnym służb mundurowych. W 2008 i 2009 r. popieraliśmy zgłaszane przez celników postulaty, by Służba Celna stała się jednolitą służbą mundurową, a jej funkcjonariusze byli objęci właściwymi dla takiej formacji uprawnieniami emerytalnymi. Od 2017 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej podejmuje natomiast, wspólnie z Federacją Stowarzyszeń Służb Mundurowych, systematyczne działania zmierzające do uchylenia ustawy pozbawiającej uprawnień emerytalnych i rentowych osób służących w służbach mundurowych przed 1989 r. Zebraliśmy ponad 300 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy przywracającym te prawa.
Z tych powodów w imieniu Sojuszu Lewicy Demokratycznej zobowiązuję się, że warunkiem naszego udziału we wszelkich przyszłych koalicjach będzie zgodna z postulatami Waszych środowisk poprawa warunków zatrudnienia i zaopatrzenia emerytalno-rentowego funkcjonariuszy służb mundurowych.

Polska staje się pionkiem

Z Aleksandrem Kwaśniewskim rozmawia Kamila Terpiał (wiadomo.co).

 

KAMILA TERPIAŁ: „Zwracam się zaniepokojony słowami wypowiedzianymi przez Pana Prezydenta w Leżajsku o Unii Europejskiej jako »wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika«. To stwierdzenia nieprawdziwe i niebezpieczne” – napisał pan w liście otwartym do Andrzeja Dudy. Co pana najbardziej niepokoi?

ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI: Po pierwsze, lista korzyści, które odnieśliśmy z członkostwa w Unii Europejskiej, jest długa i trzeba być naprawdę w złej formie – mówiąc najdelikatniej – aby twierdzić, że jest inaczej. Dlaczego to jest niebezpieczne? Wpisuje się w nurt już nie eurosceptyczny, ale przeciwny UE i dezintegracyjny, który może zmienić sytuację geopolityczną na świecie.
Unii nie chce Putin, pretensje ma Trump, jedyną naszą szansą, żeby w zmieniającym się świecie XXI wieku grać jakąś rolę, to być razem i tworzyć zintegrowany kontynent. Poza tym taka nieuczciwa krytyka wobec UE, płynąca z ust najwyższego przedstawiciela kraju, przypomina mi to, co robili brytyjscy konserwatyści, a co zakończyło się Brexitem. Chodzi o odbieranie obywatelom satysfakcji z tego, że są w UE, i przekonywanie, że gdybyśmy byli poza nią, to nic wielkiego i złego się nie stanie. Przestrzegam przed takim procesem. W Polsce może nie jest tak niebezpieczny jak w Wielkiej Brytanii, bo cały czas poparcie dla UE jest duże i sięga 70 proc., ale takiego nastroju antyunijnego nie powinien budować prezydent.

 

Politycy opozycji uważają, że po tych słowach jesteśmy coraz bliżej Polexitu. Rzeczywiście to realny scenariusz?

PiS jest dość pragmatyczną partią i wie, że zdecydowana część Polaków popiera członkostwo Polski w UE, więc nie sądzę, żeby poważnie rozpatrywał Polexit. Ale gdy spojrzymy na konkretne działania, to widać, że proces osłabiania pozycji Polski w Unii już trwa. Byliśmy kiedyś blisko głównego nurtu w UE, konsultowano z nami najważniejsze projekty reform, a dzisiaj już nikt tego nie robi; wszczęta została procedura art. 7, która oznacza poważne wątpliwości dotyczące stanu naszej praworządności; czekamy na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości dotyczącego ustawy o Sądzie Najwyższym – opinia o Polsce w kręgach politycznych i europejskich stolicach jest zdecydowanie gorsza niż była parę lat temu.

Być może nie chodzi jeszcze o Polexit, ale efektem polityki PiS-u jest istotne osłabienie pozycji Polski. Po prostu sami pakujemy się na margines, o tym piszę także w liście do prezydenta. Polska powinna być unijnym partnerem na Wschodzie, ale za PiS-u takim partnerem nie będzie. Stajemy się mało znaczącym pionkiem.

 

Rząd PiS-u zdecyduje się na zignorowanie orzeczenia TSUE?

Za wcześnie jeszcze o tym mówić, bo nie wiemy, jaki będzie werdykt Trybunału Sprawiedliwości. Można domyślać się, że jeżeli będzie niekorzystny, to rząd będzie szukał różnych form jego obejścia. To nie zbuduje pozycji Polski i będzie dalszym ciągiem marginalizowania naszego kraju, z bardzo przykrymi konsekwencjami. Jakimi?

Może odbić się nie tylko na wysokości środków finansowych kierowanych z Unii, ale przede wszystkim zdecydowanie ograniczy wpływ na to, co dzieje się w Europie.

 

Ministrowie z Kancelarii Prezydenta tłumaczyli, że w tej wypowiedzi Andrzej Duda chciał zwrócić uwagę na problemy wewnątrz UE.

Nawet jeżeli chciał, to tego nie zrobił… Gdyby zaproponował plan reform, to chętnie bym przeczytał i podyskutował. Takiego planu nie ma. Polska nie proponuje zmian, tylko stanie na marginesie wydarzeń europejskich. To fatalna polityka.

 

Dlaczego prezydent w ogóle wypowiedział takie słowa? Emocje czy przemyślana strategia?

Gołym okiem widać, że Andrzej Duda bardzo się swoimi wystąpieniami podnieca, więc na pewno emocje odegrały pewną rolę. Mam wrażenie, że to jest też element wewnątrzpisowskiej batalii. Ostatnio swój język zaostrzył premier Mateusz Morawiecki, ale i prezydent, może to jest wyścig w stronę twardego elektoratu. Od prezydenta należy jednak oczekiwać czegoś innego.
Wypowiedzi głowy państwa powinny być stonowane, a szczególnie jeżeli dotyczą tak strategicznej sprawy jak sojusz, w którym jesteśmy. Słowa prezydenta o „wyimaginowanej wspólnocie” odbiły się szerokim echem w prasie europejskiej, z bardzo negatywnymi komentarzami.

 

Myśli pan, że Andrzej Duda w ogóle przeczytał pana list i wziął go sobie do serca?

Pracowałem 10 lat w Pałacu Prezydenckim i wiem, że wszystkie takie głosy, które pojawiały się w przestrzeni publicznej, były głowie państwa przedstawiane. Nie chodzi oczywiście tylko o mój list, ale także na przykład o komentarz w „Financial Times” i innych gazetach. Wydaje mi się, że ja dostawałem informacje o wszystkim, co ukazywało się w świecie na temat Polski i mojej działalności. Wierzę, że taką sprawność zawodową w Pałacu utrzymano.

A czy wziął sobie moje ostrzeżenia do serca? To będzie zależało od tego, czy niedługo zrobi jakiś gest w stronę UE. Jeżeli będzie nadal brnął w tę samą stronę, to będzie miało bardzo złe konsekwencje dla Europy, dla Polski i dla niego.

 

Prezydent będzie się angażował w pełni w kampanię wyborczą Prawa i Sprawiedliwości?

Co do tego nie mam wątpliwości. A to kolejne niebezpieczeństwo. Polska odniosła wielki sukces w ostatnich 30 latach przede wszystkim dlatego, że zdecydowaliśmy się na decentralizację państwa. Pierwsze w pełni wolne wybory samorządowe odbyły się w maju 1990 roku, czyli 11 miesięcy po wyborach parlamentarnych. Dokonaliśmy tego bardzo szybko i dzięki temu uruchomiliśmy ogromną energię lokalną, która zmieniła małe ojczyzny. Udało nam się osiągnąć pewną równowagę, która dobrze służy i powoduje, że każdy ma udział we władzy. Jedną z idei decentralizacji jest to, żeby ludzie na dole wybierali tak jak im w sercu gra i żeby nie było dyktatu ze strony Warszawy.

PiS chce wrócić do koncepcji wpływu władzy centralnej na wszystko. To jest zaprzeczenie idei samorządności i ogromny błąd. Gdybym był członkiem partii rządzącej, to cieszyłbym się, że są różne silne samorządy. To jest nasza moc.

 

A gdyby pan był dzisiaj prezydentem?

Apelowałbym, żeby być aktywnym i brać udział w wyborach. Przekonywałbym także, że wszyscy, którzy będą działali na rzecz swoich małych ojczyzn, powinni mieć wsparcie w centrali. Dlaczego władza ma nie chcieć tych, którzy „będą warczeć”? Przecież to jest prawo obywateli w demokratycznym państwie, a z drugiej strony każdy samorząd potrzebuje pieniędzy i nie będzie odwracał się plecami do Warszawy. Gdybym był prezydentem, to cieszyłbym się, że mapa polski samorządowej jest tak zróżnicowana i nie marzyłbym o tym, aby wszystko było w rękach PiS-u. To byłaby paranoja.

 

Tylko zjednoczona opozycja może pokonać PiS w wyborach parlamentarnych?

PiS ma bardzo skonsolidowany elektorat na poziomie 35 proc., to jest poparcie na dzisiaj, jutro i może na pojutrze. I to jest duża siła. Gdy podliczyć poparcie dla partii opozycyjnych, to jest ono porównywalne, ale pytanie, czy nie zostaną popełnione błędy takie jak w 2015 roku. Jeżeli do Sejmu wejdą dwie listy: liberalno-centrowa Koalicji Obywatelskiej i centro-lewicowa złożona z innych ugrupowań, na co niestety się na razie nie zanosi, to wygrana jest możliwa. Wiele zależy od wyniku partii, które do wyborów zapewne pójdą samodzielnie i mogą zdecydować o kształcie polskiej demokracji. Taką partią, wszystko na to wskazuje, będzie SLD, ale też PSL i Partia Razem. Jest o co walczyć.

 

Tyle że na razie lewica nawet nie próbuje się łączyć. „Nie” mówi na przykład szef SLD Włodzimierz Czarzasty.

Tak mówi, bo z drugiej strony padają takie same sygnały. Myślę, że do poważnej dyskusji może dojść po wyborach samorządowych, bo to będzie prawdziwy sprawdzian. Dla niektórych to będzie zimny prysznic i powód do tego, aby racjonalnie spojrzeć na politykę.

 

Co się stało z polską lewicą?

I tak jest lepiej niż było… Wydaje mi się, że SLD jest bardziej skonsolidowaną partią. Najważniejsze pytanie brzmi: czy zostanie postawiona kropka nad i? Na razie nie chcę niczego prorokować. Czekam na wybory samorządowe i być może większą gotowość do budowania wspólnoty koalicyjnej na wybory parlamentarne. Ale już tyle razy sparzyłem się na nadziejach na wspólną lewicową koalicję, że zamilknę…

 

Myśli pan, że prezydent będzie do końca robił wszystko, czego oczekuje do niego prezes PiS-u? Będzie uczestniczył w „przejęciu” Sądu Najwyższego?

Cała sprawa „reformy sądownictwa” jest nieporozumieniem od początku do końca. Nie chodzi o żadną reformę, tylko wymianę kadrową i w tej sprawie rząd poszedł na skróty, łamiąc konstytucję. Konsekwencje tego będą bardzo poważne i będzie trzeba bardzo długo wychodzić z chaosu prawnego. Było już wiele możliwości, aby zatrzymać ten proces, ale nigdy nic takiego się nie stało, dlatego nie wierzę, że się stanie. Władza ma prosty scenariusz – szybko załatwić, powołać nowych sędziów i I Prezesa SN. Nikt nie chce czekać, bo chodzi o rewolucję kadrową.

 

Jaki plan ma w związku z tym Jarosław Kaczyński?

Prezes uważa, że państwo powinno być scentralizowane i decydować o większości sfer naszego życia. Opanował już media publiczne, mówi się o „repolonizacji” jeszcze niezależnych mediów, ma spółki Skarbu Państwa, chce mieć sądownictwo… To wszystko na dodatek jest robione w PRL-owskim stylu. Przecież na czele tego scentralizowanego państwa nie stoi ani prezydent, ani premier, tylko szef partii, który nie ponosi żadnej odpowiedzialności.

W Polsce to już było. Pamiętam Gierka, Gomułkę, zresztą Jarosław Kaczyński pamięta jeszcze więcej, bo jest starszy ode mnie. Nie wiem tylko, dlaczego ten model chce powtarzać.

 

Co pan poradzi prezydentowi przed spotkaniem z Donaldem Trumpem?

Mam długą praktykę spotkań z prezydentami amerykańskimi, nam zawsze o coś chodziło i to były trudne sprawy. Zachęcałbym Andrzeja Dudę, żeby treść spotkania i komunikat nie ograniczyły się do tego, że jesteśmy strategicznymi partnerami i się kochamy, bo to jest o wiele za mało. Nie powinien się także koncentrować na temacie wiz, bo one i tak zapewne niedługo zostaną zniesione.

Strategiczna jest kwestia stosunku Donalda Trumpa do Rosji. Po szczycie w Helsinkach cały czas niewiele o tym wiadomo. Powinien też w tej sprawie przedstawić nasze argumenty. To jest bardzo ważny temat, o którym warto rozmawiać na poważnie.

To powinien być dialog polityczny na poziomie strategicznych partnerów. Bez tego to będzie banalne spotkanie.

 

Lobbował pan na rzecz Ukrainy w USA za pieniądze? Takie pojawiły się informacje w mediach.

Nie jestem zawodowym lobbystą, jestem politykiem, który na rzecz Ukrainy lobbuje 25 lat, ale nie biorąc za to żadnych pieniędzy. Zresztą zawsze będę lobbował za Ukrainą. Spotykałem się z Paulem Manafortem w latach 2012-2013, ale przecież nie wiedziałem, że miałem do czynienia z człowiekiem, który w 2018 roku zostanie posadzony na ławie oskarżonych. Pełniąc misję ze strony PE miałem za zadanie doprowadzić do podpisania porozumienia stowarzyszeniowego Ukrainy z UE i uwolnić więźniów politycznych. Manafort był wtedy oficjalnym doradcą Wiktora Janukowycza, który – przypominam – był za podpisaniem umowy stowarzyszeniowej, chodziło tylko o usunięcie ostatniej przeszkody i wypuszczenie więźniów. W takim duchu rozmawialiśmy, w takim duchu też występowałem na różnych konferencjach międzynarodowych jako spiker, za co otrzymywałem honoraria, ale to jest podstawowa aktywność byłych prezydentów. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie słyszałem o żadnej grupie, do której miałem należeć. Proszę pamiętać, że to jest też linia obrony samego Paula Manaforta.

Niczego nie będę przebijał WYWIAD

„Nasze radne i radni zostaną zobowiązani do stosowania zasady: więcej inwestycji w człowieka, mniej inwestycji w infrastrukturę”. Z Włodzimierzem Czarzastym podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy rozmawia Aleksandra Gieracka z Interii.pl (rozmowa we fragmentach).

 

Aleksandra Gieracka, Interia: Na niedzielnej konwencji PiS przedstawił „piątkę” propozycji na wybory samorządowe, Grzegorz Schetyna zapowiedział, że Koalicja Obywatelska zaproponuje w sobotę „sześciopak”. A SLD?

Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD: – Nie ścigam się z nimi, nie ma takiej potrzeby. Nie przedstawię siedmiopaku. Z najnowszych sondaży, przeprowadzonych przez IBRiS wynika, że bez SLD nie będzie możliwości utworzenia koalicji w ośmiu województwach. Cieszę się z tych wyników. Ściganie się o to, kto więcej obieca bez żadnego pokrycia finansowego, kto więcej naopowiada bzdur, nie jest dobrym mechanizmem. Niczego nie będę przebijał.

 

Wokół jakich haseł będzie koncentrowała się kampania SLD?

– Uważamy, że nie ma Polski demokratycznej bez silnego samorządu. PiS może różne rzeczy opowiadać, ale jak można powiedzieć, że tylko samorządy, w których będą rządzili, dostaną wsparcie od rządu, a te, w których nie będą rządzili, nie dostaną? Jakie to jest wyobrażenie o samorządności? PiS ma wizję państwa scentralizowanego, wszystkie sprawy związane ze społeczeństwem obywatelskim mają głęboko w nosie. Nasze radne i radni, którzy zdobędą mandaty, zostaną zobowiązani do stosowania zasady „więcej inwestycji w człowieka, niż w infrastrukturę”.

 

Co konkretnie SLD ma do zaoferowania wyborcom?

– Mamy konwencję 8 września, w sobotę. Wtedy ogłosimy program, jedynki do sejmików i kandydatów na prezydentów.

 

SLD zapowiedziało, że w programie nie będzie wzmianek o krajowej polityce.

– Nie będziemy się odnosili do polityki krajowej, bo to są wybory samorządowe. Jeżeli ktoś wystawia listy w 340 powiatach i w 85 okręgach sejmikowych, to przedstawia też programy w poszczególnych powiatach i województwach. Nie mam jednego programu samorządowego. To, co będzie w poszczególnych powiatach proponowane, to nie jest sprawa partyjnej centrali. Ja nawet nie mam ochoty tego obejmować, bo robią to samorządowcy.

 

Według tygodnika „Wprost”, SLD ma problem ze znalezieniem kandydatów na listy. Działacze w Koszalinie mieli ponoć szukać chętnych do startu na Facebooku.

– „Wprost” ma mniej czytelników niż SLD członków. Głupoty ludzkiej nie ma co komentować.

 

W jakiej formie SLD zamierza w tej kampanii docierać do wyborców?

– Stawiamy na to samo, na co stawiamy od powstania SLD, od 20 lat. Tu się nic nie zmieni.

 

Robert Biedroń „odnowi oblicze polskiej polityki”?

– Niech się rozwija, tworzy struktury. Im więcej Biedronia w polskiej polityce, tym lepiej. Na pewno Biedroń jest lepszy od chadeka Schetyny odświeżonego nowoczesną przyprawą. Trzymamy za niego kciuki. Nie ma wroga na lewicy, jeżeli oczywiście jego program będzie lewicowy.

 

Z Platformą próbowaliście się dogadać przed wyborami i nie wyszło. Nie weszliście do Koalicji Obywatelskiej, nie wystawiliście wspólnego kandydata na prezydenta Warszawy.

– Tam gdzie Platforma była mądra, to wyszło. Mamy wspólną kandydatkę na prezydentkę Łodzi Hannę Zdanowską, która jest z Platformy, mamy kandydata w Lublinie Krzysztofa Żuka, który jest członkiem Platformy, a Platforma dołączyła do naszego kandydata Tadeusza Ferenca w Rzeszowie czy Jacka Sutryka we Wrocławiu. Dogadaliśmy się tam, gdzie Koalicja Obywatelska nie jest pazerna i potrafiła się cofnąć. Paradoksalnie, tam gdzie to nastąpiło, jest szersze porozumienie opozycji. Mogę być partnerem, podmiotem w rozmowach, ale nie będę przedmiotem.

 

Jaki wynik wyborów samorządowych będzie miarą sukcesu SLD?

– Koleżanki i koledzy muszą pracować dzień i noc. Im więcej będą pracowali, tym będzie lepszy. Na rozliczenia przyjdzie czas po wyborach.

 

Całość tekstu na interia.pl

Głos lewicy

Państwo morskie

– To wszystko potwierdza chaos w modernizacji wojska. W żadnych planach nie pojawiało się kupno fregat. W planach była jedynie budowa korwet i okrętów podwodnych – skomentował Janusz Zemke w radiu TOK FM podkreślając, że zapomina się o tym, że Polska jest także państwem morskim.

– Mamy interesy związane z bezpieczeństwem na Bałtyku, dlatego Polska nie powinna mieć może dużej marynarki, ale powinna być ona nowoczesna – dodał.

Jak podkreśla Janusz Zemke, Polska potrzebuje kilka nowych korwet i okrętów podwodnych. – Lepiej byłoby, gdyby Polska tych okrętów nie budowała od początku do końca, tylko uczestniczyła w kooperacji międzynarodowej. Na przykład decydując się na kupno okrętu od państwa, które ma odpowiednie doświadczenie, ale z warunkiem, nasz kraj produkowałby pewne części – ocenił.

 

Nie straszę, ostrzegam!

– Ludzie zarzucają mi, że jestem arogancki, bo straszę. Nie, ja uprzedzam, nie straszę. Mówię: „nie musicie tego robić, ale jeżeli pójdziecie na te stanowiska, musicie się liczyć z tym, że jak przyjdzie władza działająca zgodnie z prawem i Konstytucją, może was indywidualnie pozbawić prawa do wykonywania zawodu” – mówi Włodzimierz Czarzasty w rozmowie z Natemat.pl.

– Te osoby powinny zastanowić się, czy funkcjonowanie przez półtora roku, a nawet przez pięć i pół roku jeśli PiS wygra w 2019 roku, warte jest tego, żeby sobie marnować resztę życia. Bo zakaz wykonywania zawodu to jedno, ale trzeba też przyjrzeć się kwestii emerytur dla tych osób. I to nie jest straszenie – podkreśla przewodniczący SLD. – To ostrzeganie przed konsekwencjami – dodaje.

– Posłom też mówię: „nie musicie głosować za ustawami, o których wiecie, że są niezgodne z prawem”. Oni też poniosą odpowiedzialność, jeśli będą posłami w kolejnym Sejmie a rządzić będzie w nim większość prodemokratyczna – oświadcza Czarzasty. – Uważam, że wtedy powinny być zabierane immunitety i powinni być sądzeni za to co robią dziś. I to nie jest kwestia retoryki. Jestem co do tego w 100 proc. przekonany – informuje.

Głos lewicy

Taki mamy klimat

Przewodnicząca wrocławskich Zielonych Małgorzata Tracz o zmianach klimatycznych na Facebooku:
Temat zmian klimatu powraca jak bumerang. Niestety najczęściej, gdy skutki zmian klimatu odczuwamy bezpośrednio: upały, porywiste burze, nawałnice, straty w rolnictwie i wyższe ceny żywności.
A nie chodzi o niwelowanie start, a zapobieganie im. W tym celu konieczne jest odejście od paliw kopalnych, dbanie o zieleń, zaprzestanie betonowania powierzchni biologicznie czynnych, zwiększanie retencji wody. Nie tylko PiS tego nie robi, mało jest miast w Polsce, które robią cokolwiek, by zmniejszyć wpływ na globalne ocieplenie i dostosować infrastrukturę do zmian klimatu.
Jednym z priorytetów dobrze zarządzanych miast powinna być adaptacja do zmian klimatu! To nie są drogie inwestycje, ale rozsądne działania związane z planowaniem przestrzennym, retencją wody oraz rozwijaniem i odpowiednią pielęgnacją miejskiej zieleni. A także stopniowym rozwojem rozproszonej energetyki odnawialnej.
Wrocław powinien być miastem z dobrym klimatem.

 

Módlmy się!

Biolog z Partii Razem Robert Maślak przytacza modlitewną ciekawostkę:
Sława modlitw o zmianę orientacji psychoseksualnej Roberta Biedronia sięga poza granice. „Die Zeit” pisze, że grupka modlitewna (ok. 20 osób) podążająca za Biedroniem nie jest w Polsce niczym niezwykłym.
Jest też o sojuszu radnych PiS i PO w Słupsku w sprawie nieudzielenia Biedroniowi absolutorium, pomimo braku uzasadnienia merytorycznego.
„Die Zeit” zauważa, że Biedroń jest postrzegany jako jeden z trzech głównych kandydatów na prezydenta Polski. Prezydent Słupska krytykuje PO i Nowoczesną za brak poparcia dla inicjatywy obywatelskiej w sprawie liberalizacji ustawy o przerywaniu ciąży, a PO za wyrzucenie do kosza ustawy o związkach partnerskich w 2013 roku. W artykule Biedroń proponuje, aby UE nie karała całej Polski odcięciem dotacji z powodu nieprzestrzegania standardów unijnych, ale pieniądze rozdzielała na gminy.

 

Chcę być strażnikiem Konstytucji!

Info ze strony Polskiego Radia. Szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie lekceważy sytuacji polskiego sądownictwa, rozmontowywanego przez Prawo i Sprawiedliwość:
„– Nie może być przyzwolenia na to, że jak jest w konstytucji napisane, że ktoś ma 6-letnią kadencję, to jakiś tłumok pod politycznym nadzorem po prostu sobie uznał inaczej – powiedział w „Salonie politycznym Trójki” przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty.
– Wprowadzimy takie ustawy, które dadzą możliwość ukarania wszystkich tych, którzy w tej chwili łamią prawo – zapowiedział Włodzimierz Czarzasty.
Wyjaśnił, że dotyczy i sędziów, którym obierze możliwość wykonywania zawodu i obniży emerytury, i posłów, którym odbierze immunitet, jak również prezydenta, którego czeka Trybunał Stanu. – Ja jestem twardym facetem, chłopem z pochodzenia. Zrobię to po prostu. Wprowadzę takie ustawy – stwierdził lider SLD.
Jak zaznaczył Czarzasty, nie próbuje być „arogancki i ordynarny w polityce”, tylko ostrzega i mówi o tym, co się wydarzy. – Pokazuję Polkom i Polakom swoje poglądy w tej sprawie, pokazuję twardość, brak emocji i brak nerwów – wyjaśnił. Zwrócił uwagę, że choć reprezentuje partię pozaparlamentarną, to we wszystkich notowaniach od pół roku jest ona na trzecim miejscu. – Wejdziemy do Sejmu i będziemy dzień po dniu to wszystko robili – zapewnił.