Przez serca do żołądków

Dawno nie słyszeliśmy tak zgodnych opinii wyrażanych przez prominentnych polityków Zachodu i Chin. Tak było podczas spotkania prezydenta Xi Jinpinga z przewodniczącym Rady Europejskiej – Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem, dyrektorem generalnym UNESCO Audrey Azoulay i Jim Young Kimem – prezesem Banku Światowego.

 

„Obecnie możemy obserwować odradzającą się tendencję do izolacji oraz unilateralizmu”, – powiedziała dyrektor generalna UNESCO, Audrey Azoulay. „Międzynarodowa społeczność powinna odznaczać się otwartością, powinna także wspierać multilateralizm oraz popierać dialog, co jest ważnym elementem globalnego zarządzania” – dodała Azoulay.

Jim Yong Kim podziękował Chinom za długotrwałe wspieranie Banku Światowego, zwłaszcza programu zwiększenia kapitału banku i reform tej instytucji. Skrytykował tendencje protekcjonistyczne obecne dzisiaj w polityce prezydenta USA Donalda Trumpa.

A przewodniczący Donald Tusk kolejny raz jeszcze przypomniał, że sprzeciwianie się unilateralizmowi, protekcjonalizmowi oraz utrudnianiu handlu jest wolą dzisiejszego świata. Jego głos zgodny był z deklaracjami przywódców licznych państw, zwłaszcza Japonii i Kanady.

Okazuje się, że amerykański hegemonizm handlowy zjednoczył przeciwko prezydentowi Trumpowi wszystkich światowych liderów gospodarczych i liczne instytucje symbolizujące liberalny Zachód. Być może protekcjonistyczna polityka administracji Trumpa przyniesie gospodarce amerykańskiej korzyści, ale mogą okazać się krótkoterminowe.

Jej negatywnym dla gospodarki USA efektem będą nowe, globalne koalicje gospodarcze oparte na zasadzie „win-win”, czyli każdy partner odnosi w nich interesujące go zyski. Czasem niewysokie, ale sprzyjające innym korzyściom. Koalicje omijające USA.

Kosztem ubocznym wojen celnych prezydenta Trumpa z Chinami, Unią Europejską i wieloma innymi partnerami może być też pogorszony wizerunek USA na arenie międzynarodowej. Widoczna już niechęć wielu światowych instytucji do współpracy z administracją Trumpa może przenieść się na inne amerykańskie instytucje, co pogorszy globalną pozycję USA.

„Ludzkie serca są największą siłą polityczną”, powiedział kiedyś prezydent Xi. Co przypomniał podczas spotkania prezes Kim. Proponując aby współpraca globalnych liderów opierała się na fundamencie „serca”, czyli takich wartości jak wolny handel multilateralizm i stały dialog przy zachowaniu regionalnych specyfik i odrębności.

Taka współpraca i wzajemny szacunek stworzą podstawy do wielu zysków dla wszystkich partnerów. Każdy kompromis gospodarczy lepszy jest od wojny.

 

Przy pisaniu tego artykułu autorka korzystała z publikacji „People’s Daily” – „Rénmín Rìbào”.

Złapał Kozak…

Podczas, gdy większość światowych mediów zastanawia się o czym tak naprawdę rozmawiali obydwaj przywódcy w Helsinkach, część prasy amerykańskiej i prasa izraelska wiedziała i wie dość sporo.

 

Bezpośrednio przed szczytem izraelska gazeta „The Jerusalem Post” pisała, że kilka dni wcześniej premier Benjamin Netanyahu spotkał się na Kremlu z Putinem. Oczywiście Netanyachu rozmawiał także kilkakrotnie na temat bezpieczeństwa Izraela z Trumpem. Dlatego gazeta przewidywała, że bardzo ważnym tematem szczytu będzie przyszłość Syrii i rola Iranu w regionie. Spekulowała przy tym, że Putin zaoferuje pozbycie się irańskich sił z Syrii, jeżeli Trump wywrze nacisk na Zachód, by złagodzić ekonomiczne i dyplomatyczne sankcje nałożone na Rosję po jej inwazji i aneksji Krymu. (Herb Keinon, „Netanyahu talks to Trump before Trump-Putin Summit”, The Jerusalem Post, July 15, 2018).

Bezpośrednio po szczycie, w tym samym dniu, amerykański „New York Post” napisał, że zwycięzca szczytu może być tylko jeden – Izrael. Obydwaj przywódcy zapewnili, że będą wspólnie pracować na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa Izraela. Putin wezwał do pełnego poszanowania Porozumienia z 1974 roku dotyczącego rozdzielenia wojsk na Wzgórzach Golan; zapewni to pokój na Wzgórzach i bardziej przyjazne relacje między Syrią i Izraelem oraz bezpieczeństwo Izraelowi. Putin wezwał do koordynacji działań militarnych Rosji i Stanów w kryzysie syryjskim. Jak wiadomo, dotychczas w tej 8. letniej wojnie obydwa państwa popierały zwalczające się strony. Izrael spodziewa się korzyści po spotkaniu dwóch przywódców. (Marisa Schultz, „Why Israel stands to benefit from Trump – Putin summit”. New York Post, July 16, 2018).

Większość obserwatorów twierdzi, że zwycięzcą szczytu okazał się Putin, a nie Trump. Wykluczyć się jednak nie da, że wyniki szczytu będą korzystne także dla Izraela. Styl jednak w jakim ten ewentualny sukces został osiągnięty budzi poważne wątpliwości. Izraelska gazeta Haaretz dzień po szczycie niezwykle krytycznie oceniła postawę Trumpa w Helsinkach: „Z wyjątkiem twardych zwolenników, Ameryka z trudem wybaczy prezydentowi, który stojąc przy autorytarnym przywódcy, jakim jest Władymir Putin, zdecydował się raczej go bronić niż skarcić, zamiast tego walił (bashed) w swój własny kraj”. Jeżeli nawet Trump niczego Putinowi nie zawdzięcza, (podkreślenie moje, M.P.) to wyglądał i mówił tak, jak gdyby był jego lokajem lub marionetką, co już wcześniej przewidziała Hilary Clinton. (Chemi Shalev, „In Helsinki, Trump Hazed America as if He Were Putin’s Puppet” , Haaretz, Jul 17, 2018). Co i komu Trump zawdzięcza czytamy w wywiadzie dla tygodnika „Przegląd”, jakiego udzielił wybitny znawca Bliskiego Wschodu, ambasador Krzysztof Płomiński: „Nie odmawiam zasług Rosjanom. Ale mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, zresztą są już na to dokumenty, że jeśli chodzi o Bliski Wschód, to z jednej strony Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a z drugiej Izrael wiele zrobiły, by Donald Trump został prezydentem”. (Rozmawiał Robert Walenciak, „Ropa, Religia, Narody, Interesy”, Przegląd Nr 28, 8-15.07.2018). Wygląda więc na to, że Donald Trump spłaca teraz swe długi.

Dowiemy się kiedyś zapewne czy w Helsinkach dyskutowano o Unii Europejskiej, Europie Środkowo-Wschodniej, czy o Polsce i co postanowiono. Świat obserwował będzie z niepokojem treść dialogu, jaki prowadzić będą Rosja i USA. Za ustępstwa rosyjskie wobec USA i Izraela na Bliskim Wschodzie, Europa, a szczególnie nasz region zapłacić może jakąś cenę. Pytanie – jaką? Na naszym polskim podwórku słychać niezdarne próby usprawiedliwiania postawy Trumpa w Helsinkach ( a to, że jest pod stałą presją krytyków i nie wytrzymał tej presji, albo, że właściwie „Polacy nic się nie stało”). Jest jednak oczywiste, że Stany Zjednoczone nie chcą już być przywódcą świata zachodniego, dobrowolnie z tego przywództwa zrezygnowały, choć pozostało jeszcze ich przywództwo w NATO. Natura nie lubi próżni i to miejsce zapełni zapewne po jakimś czasie Unia Europejska (a w niej Niemcy i Francja). Do Europy Środkowej weszły już gospodarczo Chiny (formuła 16+1 niewiele się różni od 12tki państw Trójmorza). Potwierdzeniem chińskich intencji było sofijskie forum gospodarcze 16+1, na którym (7 lipca) premier Chin Li Keqiang zachęcał do dyskusji o problemach dotychczasowej integracji Środkowej Europy i promowaniu osiągnięć regionu. Chiny oraz 16 państw Środkowo-Wschodniej Europy chciałyby widzieć zjednoczoną, dobrze funkcjonującą Unię Europejską. Integracja środkowoeuropejska nie jest konkurencją czy alternatywą dla Unii Europejskiej. Chiny postrzegają Europę jako globalny „biegun pokoju” i proponują zaproszenie państw trzecich do współpracy z „16+1”, w domyśle chodzi o Niemcy, Francję, Włochy. „Wojna celna USA z Chinami, zaproszenie państw bałkańskich do Unii Europejskiej, obietnice kredytów dla państw Trójmorza składane przez prezydenta Donalda Trumpa wzmocniły pozycję Forum 6+1, Czy uda im się wykorzystać to zainteresowanie – czas pokaże”.(Anna Sobczyńska, „Chiny zapraszają”, Trybuna, 16-17 lipiec 2018 – przy pisaniu tekstu pani A. Sobczyńska wykorzystała publikacje z „People’s Daily”).

Unia Europejska, w przeciwieństwie do USA i Rosji w sposób otwarty, bez tajemnic, nawiązuje ściślejsze niż dotąd stosunki z Chinami. W dniu szczytu w Helsinkach w Chinach wizytę złożyli Jean-Claude Juncker, Przewodniczący Komisji Europejskiej i Donald Tusk, Przewodniczący Rady. Podpisano wiele umów. Chiny szukają w UE sojusznika w wojnie handlowej z USA i chcą zrównoważyć straty w relacjach gospodarczych z USA. Dyskutowano m.in. o sytuacji w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym także o Ukrainie. A więc nie tylko Stany Zjednoczone i Rosja interesują się naszym regionem i całą Europą!

W świetle rozpętanej przez Donalda Trumpa wojny handlowej i obłożenia towarów z UE dodatkowymi cłami, szczególne znaczenie miała będzie umowa podpisana 17 lipca 2018 roku między UE a Japonią przez Junckera i Tuska oraz japońskiego premiera Shinzo Abe. Powstaje strefa wolnego handlu obejmująca ponad 600 milionów ludzi. Japonia, bliski sojusznik USA, nie zapytała się w tym przypadku o zgodę swego wielkiego brata.

Po szczycie Trump-Putin w Helsinkach obudziliśmy się, bez własnej woli, w innym zupełnie świecie.

Chiny zapraszają

O sofijskim gospodarczo-handlowym Forum 16+1, które odbyło się 7 lipca, polskie media informowały nad wyraz skąpo. A szkoda, bo ósme już spotkanie premierów państw zrzeszonych w tym Forum zapowiedziało istotne zmiany dotychczasowego działania.

 

Pierwsze, założycielskie spotkanie „F 16+1” odbyło się w 2012 roku w Warszawie. Od tamtej pory stolica Polski stała się nieformalną stolicą Forum skupiającego szesnaście państw Europy Środkowo – Wschodniej, od Estonii po Albanię, oraz inicjatora współpracy gospodarczej, czyli Chińską Republikę Ludową.

Rząd chiński podczas warszawskiego spotkania zaproponował europejskiej szesnastce wielomiliardowe kredyty na budowę infrastruktury komunikacyjnej i energetycznej. Obiecał też otwarcie chińskiego rynku na importowaną z szesnastki żywność oraz inne towary i surowce.

Te optymistyczne zamierzenia zderzyły się potem z przyziemnymi trudnościami. W skład europejskiej szesnastki wchodzą państwa należące do Unii Europejskiej, ale te najbiedniejsze. Łączny ich PKB nie przekracza 15 procent najbogatszej czwórki UE. Pięć bałkańskich państw Forum do Unii Europejskiej nie należy.

Dlatego zapraszany przez Chiny do zintegrowanej współpracy gospodarczej region musiał wpierw sam integrować się. Lub odnawiać więzy integracyjne, jak to dzieje się w przypadku byłych republik jugosłowiańskich.

Nic dziwnego, że premier Chin Li Keqiang podczas swego wystąpienia na sofijskim Forum zachęcał do otwartej dyskusji o problemach integracji i promowaniu dotychczasowych osiągnięć.
Deklarował, że Chiny oraz 16 państw Europy środkowo-wschodniej chciałoby widzieć zjednoczoną, dobrze funkcjonującą Unię Europejską oraz dalszy proces integracji w Europie.

Taka deklaracja miała przerwać polityczne spekulacje, że Forum 16+1 jest konkurencyjne, czy nawet alternatywne do aktualnych działań integracyjnych dokonywanych w Unii Europejskiej. Forum 16+1, podobnie jak propagowana przez Polskę inicjatywa „Trojmorza”, powinno jedynie dodatkowo integrować gospodarczo ten region.

Chociaż, jak deklarował premier Li, wzmocnienie więzi gospodarczych i poprawa infrastruktury transportowej na pewno pomoże też politycznie bałkańskiej piątce w przyszłej akcesji w Unii Europejskiej. I powtórzył raz jeszcze, że Forum 16 + 1 może być modelowym przykładem współpracy korzystnej dla wszystkich stron. Wzmocni dodatkowo Europę, postrzeganą przez Chiny jako globalny „biegun pokoju”.

Nie były to jedyne komplementy pod adresem Unii Europejskiej. Podczas swojego przemówienia, premier Li podkreślił, iż współpraca „16+1” powinna być przejrzysta oraz otwarta również na inne kraje europejskie, a także organizacje międzynarodowe. Poprzedniego dnia podczas rozmów premiera Li Keqiang z premierem Bułgarii Bojko Borisov omówili oni propozycje zaproszenie trzeciej

strony do udziału w we wspólnych projektach gospodarczych Chin i Bułgarii. Ta trzecia i czwarta strona to w domyśle Niemcy, Francja, Włochy.
Państwa sygnalizujące gotowość do współpracy z państwami Forum 16+1. Zwłaszcza po deklaracjach Brukseli o zaproszeniu państw bałkańskich do procesu akcesyjnego z Unią.

„Chiny oraz państwa Forum 16 +1 dobrze uzupełniają się na poziomie ekonomicznym, ze względu na to, że znajdują się na podobnym etapie rozwoju.” – powiedział premier Li. Dodając, że każdy z nich posiada swoje atuty gospodarcze.

I po raz kolejny zadeklarował, że Chiny będą importować więcej wysokiej jakości produktów rolnych z krajów Europy Środkowo-Wschodniej”. W zamian liczy, że „wysokiej jakości, jeszcze tanie” produkty przemysłowe z Chin będą mile widziane na rynkach Europy Środkowej i Wschodniej.

Wezwał też europejskich partnerów, aby wspierali wielostronną współpracę gospodarczą oraz promowali zasady wolnego handlu.

„Obniżymy taryfy importowe na rynek chiński”, subtelnie tym zachęcał partnerów z Forum do wspierania Chin w wojnie celnej z USA. Obiecując też podtrzymywanie ich wzrostu gospodarczego.
Zaproponował, kierując się realiami i regulacjami obowiązującymi w Unii Europejskiej, intensyfikację współpracy między Chinami a państwami szesnastki na szczeblu lokalnym, samorządowym.
Wojna celna USA z Chinami, zaproszenie państw bałkańskich do Unii Europejskiej, obietnice kredytów dla państw „Trójmorza” składane prze prezydenta USA Donalda Trumpa wzmocniły pozycję państw Forum 16+1. Czy uda im się wykorzystać to zainteresowanie – czas pokaże.

W Polsce mało się o tym dyskutuje. Niestety.

(Przy pisaniu tekstu wykorzystane zostały publikacje z „People’s Daily”).

Rozłam w G-7

Najpierw było źle, potem dobrze, teraz znowu źle. Tak falowały nastroje i wzajemne relacje państw uczestników szczytu G7. Trump znowu namieszał.

 

Spotkanie najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw G7 w kanadyjskim La Malabaie zaczęło się od ostrzeżenia skierowanego do Trumpa przez prezydenta Francji i premiera kanady, że bez znaczących ustępstw ze strony USA, może nie udać się podpisanie końcowego komunikatu ze szczytu. Potem jednak wszystko wróciło do normy i komunikat zaczyna się od słów: „My, przywódcy G7…” Ale nie na długo. Donald Trump, który wyjechał ze szczytu wcześniej, śpiesząc się na spotkanie z przywódcą KRLD, nagle zagroził, że nie podpisze końcowego komunikatu. A to z powodu tego, że Trump obraził się na premiera Kanady z powodu jego jakoby nieprawdziwych słów o polityce gospodarczej Stanów Zjednoczonych.

„Biorąc pod uwagę nieprawdziwe słowa Justina Trudeau na konferencji prasowej oraz fakt, że Kanada nakłada ogromne cła na naszych rolników i robotników oraz nasze firmy, poleciłem przedstawicielom Stanów Zjednoczonych, by nie popierali wspólnej deklaracji, bo myślimy już o cłach na samochody, które zalewają amerykański rynek” – ogłosił tradycyjnie w Twitterze Donald Trump.

Amerykański przywódca był rozczarowany, że Trudeau zachował się podczas szczytu „potulnie i łagodnie”, zaś po wyjeździe z Trumpa miał zmienić ton i retorykę w sprawach amerykańskich ceł, co ubodło Trumpa.

Kanadyjski premier oznajmił, że nie powiedział niczego, czego nie powiedział wcześniej podczas spotkań w ramach siódemki, więc nie rozumie reakcji amerykańskiego przywódcy.

Uczestnicy szczytu wezwali Rosję do zaniechania działań destrukcyjnych, jednocześnie przywódcy USA i Włoch zadeklarowali, że Rosja powinna jak najszybciej dołączyć do G7/G8, po zrealizowaniu porozumień Mińsk 2. Problem w tym, że sama Rosja dość wstrzemięźliwie podchodzi do możliwości swojego powrotu.

Wiele wskazuje na to, że szczyt G7 zamieni się w „G6 + Trump” i kolejną rundę wzajemnych przepychanek między wiodącymi państwami kapitalistycznymi, co nie dziwi, jednak dla świata to niedobra wiadomość, bo nieporozumienia wśród największych graczy mogą odbić się na światowej gospodarce.