Polacy o Polakach

… i o swojej historii, mają zbyt często opinie daleko odbiegające od minionej rzeczywistości.

 

Rzecz dotyczy preferowanych przez nas postaci, aktywnych w sferze publicznej w XX i XXI wieku, przedstawionych w najnowszym komunikacie Centrum Badania Opinii Społecznych. Przeprowadzone badania, z okazji odzyskania naszej niepodległości, są w tym opracowaniu porównywane do analogicznych, sprzed dziesięciu lat. Tegoroczna lista wzbogacona została przez respondentów o cztery osoby (I. Paderewski, W. Witos, L. Kaczyński, A. Kwaśniewski) co zapewne wiąże się z rocznicą 100-lecia, apoteozą Kaczyńskiego, także pozytywną refleksją o prezydenturze Kwaśniewskiego.

 

Lista osobistości

zawiera dwadzieścia dwa nazwiska, ułożone według skali pozytywnych opinii o działalności poszczególnych osób dla Polski.
Połowa z nich otrzymała ponad 50proc. pozytywnych ocen (od najwyższej akceptacji: Jan Paweł II, Józef Piłsudski, Stefan Wyszyński, Ignacy Paderewski, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Lech Kaczyński, Lech Wałęsa, Władysław Sikorski, Aleksander Kwaśniewski, Wincenty Witos), a niewiele mniej jeszcze Edward Gierek. Po około 30proc. akceptacji otrzymały cztery osoby (Edward Rydz-Śmigły, Leszek Balcerowicz, Roman Dmowski, Tadeusz Bór-Komorowski), po około 20proc. trzy osoby (Wojciech Jaruzelski, Władysław Grabski, Władysław Gomółka) i po około 10 proc. także trzy osoby (Józef Beck, Eugeniusz Kwiatkowski, Bolesław Bierut).
Warta jest także uwagi lista zawierająca gradację ocen ujemnych: około 40proc. ocen negatywnych otrzymali B. Bierut i W. Jaruzelski, około 30proc. W. Gomułka i L. Balcerowicz, około 20 proc. E. Gierek i L. Wałęsa oraz po 10proc. L. Kwaśniewski i L. Kaczyński.
Należy na ten wykaz osobistości spojrzeć także w kontekście naszych ostatnich dziejów, zastrzegając przy tym, że niektóre osoby działając w różnym czasie, szczególną aktywnością wyróżniły się tylko w jednym okresie historycznym.

 

Czas II Rzeczpospolitej

reprezentuje osiem osób, II wojnę światową dwie osoby, aktywność w okresie Polski Ludowej przejawiało sześć osób, tyle samo w III Rzeczpospolitej.
Z powyższego wynika preferencja postaci II RP co zapewne wiąże się z nadchodzącymi obchodami niepodległości. Jeżeli zrozumieć można, z oczywistych powodów, przywoływanie niektórych postaci, to sama wielkość tej grupy świadczy o nadreprezentacji przedwojnia w opiniach Polaków, dla których aż jedna trzecia spośród zasłużonych dla Polski przypada na tamten, stosunkowo krótki, okres. Niewątpliwie zasłużyli się dla niej, w różnym zresztą stopniu, J. Piłsudski, I. Paderewski, W. Witos, R. Dmowski, W. Grabski, E. Kwiatkowski , ale uzasadnione zdziwienie i sprzeciw budzą osoby E. Rydza-Śmigłego i J. Becka (mających jedynie po 4proc. negatywnych ocen !), które nie najlepiej zapisały się dla naszego kraju.

 

Okres II wojny światowej

reprezentują w tych badaniach W. Sikorski (60proc. akceptacji) i T. Bór-Komorowski, który pomimo powszechnej krytyki związanej z jego sprawczą rolą dotyczącą wybuchu i tragicznych skutków Powstania Warszawskiego, oceniany jest pozytywnie przez jedną trzecią badanych (tylko 3 proc. negatywnych ocen !).

 

W Polsce Ludowej

swoją aktywność objawiło, acz diametralnie odmiennie, sześć osób. Pierwsze dwie to Jan Paweł II i S. Wyszyński, pozostali to ówcześni przywódcy polityczni: B. Bierut, W. Gomółka, E. Gierek i W. Jaruzelski.
Osoby duchowne, przede wszystkim z racji pełnienia najwyższych kościelnych urzędów, w naszym katolickim kraju znajdują się w tym rankingu na miejscach czołowych. Uznawane są także, wraz z J. Piłsudskim, jako najbardziej pozytywnie oceniane ze względu na działalność dla Polski. Można stwierdzić, abstrahując od oceny rzeczywistych zasług, że te postaci są dla badanych – w zdecydowanej większości zapewne wierzących – wzorcami osobowymi w kategoriach religijnych, ale też społeczno-politycznych.
Ocena przywódców PRL jest bardzo krytyczna; wyjątek stanowi E. Gierek zapewne z uwagi na zachowany, w pamięci zbiorowej, pozytywny obraz jego czasów. Na ocenę W. Jaruzelskiego kładzie się cieniem stan wojenny, na W. Gomułkę tragiczne wydarzenia w 1970 roku, a na B. Bierucie okres stalinizmu. Pomimo tych okoliczności (darując sobie wymienianie liczby zabitych w zamachu majowym, oraz w tłumieniu licznych robotniczych i chłopskich protestów w okresie II RP) w dużo poważniejszym, niż wynika to z badań, stopniu dobrze zasłużyli się dla naszego kraju. Komunikat CBOS obrazuje braki podstawowej wiedzy naszych obywateli o warunkach w jakich odradzała się powojenna Polska, o jej bardzo liczących się historycznych dokonaniach, pomimo całego zła, głównie w jej początkowym okresie.

 

W III Rzeczpospolitej

ranking osobistości przedstawia się następująco: J. Kuroń, T. Mazowiecki, L. Kaczyński, L. Wałęsa, A. Kwaśniewski i L. Balcerowicz. Preferencja postaci Kuronia wynika zapewne z jego demokratycznych dążeń i „ludzkiej postawy”, Mazowiecki jako pierwszy premier III RP, Kaczyński swoją wysoką pozycję zawdzięcza aktualnej gloryfikacji, Wałęsa degradowany jest przez PiS i z własnej częściowo woli. Charakterystyczne, że Kwaśniewskiego od Balcerowicza różni aż 22proc. pozytywnych opinii, co oznacza nie tylko akceptację lewicowej prezydentury, ale również bardzo poważną krytykę reform wprowadzonych przez tego drugiego.

 

Optyka tych badań

jednoznacznie dowodzi prawicowego oglądu minionych stu lat polskiej niepodległości, pomimo tego, że przez ponad lat czterdzieści, nie licząc ważnych demokratycznych decyzji u progu II RP, lewicowe wartości i ich realizacja zmieniły w gruntowny sposób cały polski świat. Na ogół na dużo lepszy dla milionów Polaków i ich współczesnych potomków.
Rodzi się za tym podstawowe pytanie: dlaczego tak jest ?. Odpowiedzi zawrzeć można w grubej księdze. O zagubionej pamięci wspominał ostatnio prof. Ludwik Stomma: „Dziś…potomkowie chłopów przypisują się do różnych kast, w których byli rzekomo w swojej historii… Nagle pojawiają się artykuły o Polsce odrodzonej, rzekomo mlekiem i miodem płynącej, nagle się okazuje, że chłopi sympatyzowali z powstaniem styczniowym i listopadowym… Takie bzdury obszywa się biało-czerwoną tasiemką i tym się macha, choć przecież tych ludzi, ich przodków, w tych powstaniach nie było… to wszystko jest przekłamane i zakłamane, wkłada się wszystko do garnka antykomunizmu i przysłania orłem białym.”

 

Odpowiada na to pytanie,

acz przy innej okazji, Przemysław Witkowski („Przegląd”, 30.07.2018): „Odpala się…cały ukształtowany przez IPN aparat ideologiczny, w którym lewicowość równa się zdradzie ojczyzny, zbrodni, porzuceniu polskości i szaleństwu. Od programów nauczania historii i WOS, przez licznie powstające ostatnimi laty muzea po prawicową publicystykę, opis socjalizmu, komunizmu czy anarchizmu jest potwornie demonizowany. Wystarczy więc etykietka i w głowach słabiej przygotowanych do samodzielnego myślenia czytelników i widzów uruchamia się projekcja: Kołyma, gułag, Katyń. Regularnie też w mediach, szkołach i książkach zrównuje się faszyzm i komunizm. Mimo że stalinizm był tylko specyficzną odmianą tego drugiego, a hitleryzm tego pierwszego esencją.” A ponadto komunizmu w Polsce nigdy nie było.

 

Mielenie świadomości Polaków

także przez prawicowe i postsolidarnościowe media, prezentujące antylewicową narrację a nie rzetelny obraz dalszej lub bliższej naszej historii, przynoszą właśnie takie, wręcz absurdalne, wyniki omawianych badań w postaci zatrważającego braku wiedzy, akceptacji kontrowersyjnych postaci i okresów, a nadto bezrozumne sympatie współczesnych Polaków.
Amunicji medialnej dostarczają także wypowiedzi różnych utytułowanych osób, które tylko z racji skrótu przed swoim nazwiskiem, mają mieć zawsze rację.
W związku z minioną rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego, 1 sierpnia na Onecie ukazała się wypowiedź prof. Pawła Kowalewskiego pt. „Powstanie może upaść po raz drugi”, która zawierała tyle niedorzeczności połączonych z propagandowymi akcentami, że spotkała się z druzgocącą krytyką internautów, co spowodowało zdjęcie jej przez redakcję jeszcze tego samego dnia.
Na temat Powstania w kolejny dzień Onet zamieścił wypowiedź znanego historyka prof. Normana Daviesa, który m. in. przedstawił nieznaną dotąd interpretację przyczyn wybuchu Powstania: „Zadanie AK było specyficzne. Miała ona dokonać dywersji, zająć newralgiczne punkty miasta, utrzymać się na nich sześć, siedem dni i w ten sposób pomóc Rosjanom zdobyć polską stolicę.” A kilka zdań dalej czytamy: „Stalin natomiast długo nie mógł zrozumieć, co się dzieje w Warszawie….W połowie września Beria wysłał nawet do Warszawy swojego oficera łącznikowego, by ten dowiedział się, gdzie znajduje się siedziba wojsk brytyjskich – bo byli przekonani, że powstańców musi wspierać zawodowe wojsko”. Tak więc zdaniem Normana Daviesa Powstanie miało pomóc Rosjanom, ale oni ani o terminie jego wybuchu, ani też nic więcej o nim samym nie wiedzieli. W tym kontekście zachwyca nie tylko brak elementarnej logiki, ale i kolejna część tej wypowiedzi, że dzięki Powstaniu Polska nie stała się kolejną republiką ZSRR.
I co ma po takiej i podobnych wypowiedziach odpowiedzieć ma na pytania CBOS-u biedny Polak, któremu wszystko pomieszano w głowie, a nadto dowiaduje się, że kasta sędziowska Sądu Najwyższego, zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości, nie zna się na prawie?