Zadyma w kraju mistrzów świata

Tłumy fanów futbolu we Francji, Chorwacji i Belgii witały swoich bohaterów wracających z mundialu. Te trzy kraje mogą uważać mistrzostwa świata za udane, ale oprócz nich chyba jeszcze tylko gospodarze turnieju, Rosjanie, którzy na przekór wszelkim czarnym scenariuszom zaimponowali sprawną organizacją tej największa piłkarskiej imprezy.

 

Mistrzostwo świata wywalczyła reprezentacja Francji, ale to pokonani w finale 4:2 Chorwaci swoją walecznością podbili serca piłkarskich kibiców na całym świecie. „Mistrzowie, witajcie w domu” – takimi hasłami obwieszony był w poniedziałek Zagrzeb. W chorwackiej stolicy wracających z Rosji piłkarzy przywitało blisko pół miliona rodaków. Autokar wiozący reprezentantów z lotniska na centralny plac miasta potrzebował aż kilku godzin, żeby przejechać odległość niespełna 15 kilometrów. Wszędzie na ulicach przejazd blokowały ubrane w narodowe barwy tłumy. Piłkarze wraz z kibicami odpalali race, tańczyli i śpiewali. Policjanci nie musieli jednak zakładać ciężkiego sprzętu i pilnować porządku w zwartych formacjach.

 

Francuski bilans zysków i strat

Co innego w Paryżu i wielu innych francuskich miastach. W kraju mistrzów świata świętowanie zdobycia przez ekipę trójkolorowych drugiego w historii mistrzowskiego tytułu wymknęło się spod kontroli już w nocy z niedzieli na poniedziałek. W stolicy Francji na ulice wyległo ponad sto tysięcy ludzi, ale wśród cieszących się z sukcesu zespołu Didiera Deschampsa znaleźli się wandale, dla których fetowanie mistrzostwa świata stało się okazją do rabunku. Statystyki podane przez francuskie MSW budzą grozę: zatrzymano blisko 300 osób, ranny odniosło 45 policjantów i żandarmów. W samym Paryżu zatrzymano 102 osoby, z których 90 trafiło za kratki na dłużej.

Pod Wieżą Eiffla sukces reprezentacji fetowało prawie sto tysięcy osób, ale gdy zapadł zmrok grupa zakapturzonych osobników wdarła się siłą do Drugstore Publicis, komercyjnego kompleksu przy Polach Elizejskich i złupiło kilkanaście sklepów. Interweniujący policjanci napotkali zorganizowany opór solidarnych w takich przypadkach grup kibicowskich i centrum do rana trwała straszliwa „zadyma”. Do podobnych zdarzeń, choć na mniejszą skalę, doszło też w wielu innych francuskich miastach. „Biorąc pod uwagę liczny tłum, to bilans uważamy za wyważony” – stwierdził na konferencji prasowej prefekt paryskiej policji Michel Delpuech.

W Lyonie zatrzymano 30 osób, z których 28 umieszczono w areszcie za kradzież, m.in. w sklepie odzieżowym oraz zniszczenia mienia. Innych 12 osób zatrzymano za ciskanie kamieniami w policję. Te wydarzenia trochę psują Francuzom smak zwycięstwa, ale nie ulega wątpliwości, że w Rosji drużyna prowadzona przez Deschampsa była bezkonkurencyjna.

 

Liczy się tylko zwycięstwo

W ocenie sportowego poziomu rosyjskiego mundialu przeważają opinie, że nie stał na wysokim poziomie, a powodem tego stanu rzeczy znów było to, co stało się zmorą reprezentacyjnego futbolu w XXI wieku – piłkarze uczestniczący w mistrzostwach świata są przemęczeni wyczerpującym sezonem ligowym. Dlatego w Rosji dominowała gra daleka od taktycznego wyrafinowania, oparta na sprawdzonych schematach, w których trenerzy wiodącą rolę przywrócili tzw. stałym fragmentom gry oraz szybkiemu kontratakowi. Francja nieprzypadkowo więc okazała się najlepsza w gronie 32 zespołów, bo miała w swoich szeregach znakomitego bramkarza, żelazną linię obrony, znakomitych pomocników oraz trójkę fantastycznych napastników. Francuzi przeszli przez turniej bez porażki, wygrali sześć z siedmiu spotkań (z Danią zremisowali 0:0 tylko dlatego, że mieli już awans w kieszeni i trener dał pograć rezerwistom).

Trójkolorowi strzelili w sumie 14 goli, stracili sześć, w żadnej z obu kategorii nie byli najlepsi, ale mimo to zdobyli Puchar Świata. Bo to był cel wytyczony zespołowi przez trenera Deschampsa – zwycięstwo! Nieważne w jakim stylu i w jakich okolicznościach. „Nie umiem grać tylko dla samej gry. Gram, aby wygrać” – taką dewizę głosił szkoleniowiec francuskiej drużyny jeszcze w czasach, gdy sam był piłkarzem i z reprezentacją Francji zdobywał mistrzostwo świata (1998) i mistrzostwo Europy (2000). Deschamps nie mógł darować sobie porażki sprzed dwóch lat w finale Euro, zwłaszcza że jego drużyna doznała jej w imprezie we własnym kraju. Dlatego w Rosji nie dbał o to, czy futbol grany przez trójkolorowych zostanie uznany za piękny. Za jakiś czas nikt już o stylu pamiętał nie będzie.

 

FIFA otwiera kasę

Władze FIFA są zadowolone z przebiegu rosyjskiego mundialu i nawet z zarobionych na tej imprezie pieniędzy, chociaż nie są to kwoty na jakie liczono przez imprezą. Ale światowa federacja zamierza dotrzymać zobowiązań i wypłaci uczestnikom mistrzostw świata obiecane premie. Swoje osiem milionów dolarów dostanie także PZPN. Tak wygląda podział premii wg. ustaleń FIFA.

Drużyny, które nie wyszły z grupy (Arabia Saudyjska, Egipt, Iran, Maroko, Peru, Australia, Nigeria, Islandia, Serbia, Kostaryka, Korea Południowa, Niemcy, Tunezja, Panama, Senegal, Polska) – otrzymają po osiem milionów dolarów. Drużyny, które odpadły w 1/8 finału (Portugalia, Argentyna, Meksyk, Japonia, Hiszpania, Dania, Szwajcaria, Kolumbia) – po 12 milionów dolarów. Drużyny, które odpadły w ćwierćfinale (Urugwaj, Brazylia, Rosja, Szwecja) – po 16 milionów dolarów. Drużyna, która zajęła czwarte miejsce (Anglia) otrzyma 22 mln dolarów, zdobywcy brązowego medalu Belgowie zainkasują 24 mln dolarów, wicemistrzowie świata Chorwaci 28 milionów dolarów, a mistrzowie świata Francuzi 38 milionów dolarów.

 

MŚ Rosja 2018: Półfinał dla Europy

W piątek po porażkach Brazylii i Urugwaju mundial w Rosji przemienił się w małe mistrzostwa Europy. W sobotę do zwycięskich zespołów Francji i Belgii w kwartecie półfinalistów dołączyły Anglia i Chorwacja, które awansowały kosztem Szwecji i Rosji.

 

Uważana powszechnie za faworyta reprezentacja Brazylii odpadła w ćwierćfinale po porażce z Belgią 1:2. Choć wynik nie był tak miażdżący jak porażka na własnej ziemi z Niemcami (1:7) cztery lata temu, to rozpacz kibiców canarinhos była nie mniejsza. Przede wszystkim dlatego, że dopiero w starciu z doskonale poukładaną taktycznie reprezentacją Belgii zobaczyli, jak daleka od doskonałości jest ich drużyna.

Lider brazylijskiego zespołu Neymar po meczu opublikował na jednym z portali społecznościowych napisał: „To najsmutniejszy moment w mojej karierze. wiedzieliśmy, że mamy możliwości do tego, by awansować, przejść do historii, ale to nie był ten czas. Ciężko znaleźć siłę, żeby dalej grać w piłkę, ale jestem pewien, że Bóg da mi siłę, żeby zmierzyć się ze wszystkim” – napisał Neymar, ale te pełne pokory słowa nie uchroniły go przed gniewem rozczarowanych klęską rodaków. Brazylijczycy zawiedli swoich kibiców już w drugim turnieju z rzędu. Przed czterema laty na swojej ziemi doznali druzgocącej porażki z Niemcami (1:7) w półfinale, a potem w meczu o trzecie miejsce z Holandią (0:3). Na kolejny, szósty już triumf w mistrzostwach świata, czekają od 2002 roku.

Zupełnie inaczej swoich piłkarzy i ich trenera, Stanisława Czerczesowa, pożegnali rosyjscy kibice. Mimo porażki w rzutach karnych z Chorwacją nagrodzili „Sborną” oklaskami na stojąco. Nic dziwnego, mecz w Soczi był emocjonującym widowiskiem, bo żadna z drużyn nie chciała go kończyć loteryjnym konkursem „jedenastek”. Tym bardziej, że i Rosjanie i Chorwaci do ćwierćfinału awansowali właśnie po rzutach karnych (gospodarze mundialu wyeliminowali w ten sposób Hiszpanów, a chorwacki zespół Duńczyków). Szczęście w sobotni wieczór było po stronie Chorwatów – po 90 minutach gry było 1:1, a po 120 2:2, a w karnych wygrali 4:3.

Tak więc wszystkie cztery miejsca w półfinale rosyjskiego mundialu zajęły drużyny z Europy, a zatem światowy czempionat w końcówce przemienił się w małe Euro 2018. W walce o awans do finału Francuzi zmierzą się z Belgami, a Anglicy z Chorwatami.

 

Wyniki MŚ 2018

 

Ćwierćfinały:
Urugwaj – Francja 0:2
Brazylia – Belgia 1:2
Szwecja – Anglia 0:2
Rosja – Chorwacja 2:2 k. 3-4

 

Półfinały:
10 lipca
Francja – Belgia (Petersburg, godz. 20:00)
11 lipca
Anglia – Chorwacja (Moskwa, godz. 20:00)

 

Mecz o trzecie miejsce:
14 lipca, godz. 16:00, Petersburg

 

Finał
15 lipca, godz. 17:00, Łużniki, Moskwa.

 

Urugwaj – Francja 0:2, Brazylia – Belgia 1:2, Szwecja – Anglia 0:2, Rosja – Chorwacja 2:2 k. 3-4

MŚ 2018: Urugwajczycy skarcili Rosjan

Rosjanie mistrzostwa świata we własnym kraju rozpoczęli od wygranej 5:0 z Arabią Saudyjską, a awans zapewnili sobie pokonując Egipt 3:1. W starciu z najgroźniejszym rywalem w grupie, Urugwajem, nie mieli jednak wiele do powiedzenia i przegrali 0:3. W 1/8 finału gospodarze mundialu zmierzą się z Hiszpanią.

 

Mecz od początku nie układał się podopiecznym Stanislawa Czerczesowa, którzy już po 10 minutach stracili pierwszego gola. Tuż przed polem karnym rzut wolny wykonywał Luis Suarez i posłał piekielnie silną „bombę” w dolny róg bramki Igora Akinfiejewa. Gospodarze zaatakowali, ale Denis Czeryszew i Artjom Dziuba nie mieli tego dnia dobrze ustawionych celowników. Urugwajczycy skontrowali i podwyższyli prowadzenie. Strzał z dystansu Diego Laxalta odbił się od dwóch przeciwników i wpadł do bramki obok zdezorientowanego bramkarza. Gol został zapisany jako samobójcze trafienie Czeryszewa. Sytuacja Rosjan skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy w 36. minucie Igor Smolnikow został usunięty z boiska po dwóch żółtych kartkach. Prawy obrońca Rosjan zaatakował przeciwnika brutalnym wślizgiem i słusznie został za to ukarany. Czerczesow zmuszony był przebudować swój zespół i na drugą połowę jego reprezentacja wyszła z dwoma zmianami. Urugwajczycy po przerwie nie forsowali już tempa, a w 90. minucie Edinson Cavani wpakował piłkę do bramki strzeżonej przez Akinfiejewa.

Zwycięstwo zapewniło Urugwajczykom pierwsze miejsce w grupie A, ale zarazem skazało na potyczkę w 1/8 finału z aktualnymi mistrzami Europy Portugalczykami, którzy z niemałym trudem wyszarpali remis w spotkaniu z Iranem. Tym razem jednak to nie Cristiano Ronaldo zapewnił drużynie Portugalii awans, wręcz przeciwnie – gwiazdor Realu Madryt najpierw spudłował z karnego przy stanie 1:0, a w końcówce tylko dzięki nadzwyczajnej łaskawości sędziów z VAR-u nie wyleciał z boiska z czerwona kartką za uderzenie rywala.

Nie mógł mu tego darować jego rodak Carlos Queiroz, który jako trener reprezentacji Iranu był jednak po drugiej stronie barykady. „VAR nie działa dobrze. Trenerzy nie wiedzą, co się dzieje, co arbiter ogląda. Pięciu facetów ogląda sobie zapis wideo, a potem nie wiadomo dlaczego podjęli taką, a nie inną decyzję. Mamy prawo to wiedzieć. Nie boję się podpaść moim rodakom. Za uderzenie łokciem należy się czerwona kartka. Arbiter skorzystał z VAR, oglądali jak Cristiano Ronaldo uderza łokciem, a mimo to on dostał tylko żółtą. Nie powinno mieć znaczenia czy takie przewinienie popełnia Ronaldo, Messi, czy piłkarz, który gwiazdą nie jest” – podsumował kontrowersyjną sytuację portugalski trener Irańczyków.

Cristiano Ronaldo marnując rzut karny nie powiększył swojego bramkowego dorobku i nie jest już liderem klasyfikacji strzelców. Na pierwsze miejsce dzięki hat-trickowi w spotkaniu z Panamą (6:1) wysforował się napastnik reprezentacji Anglii Harry Kane, który po dwóch meczach ma na koncie pięć trafień, o jedno więcej od portugalskiego gwiazdora.

MŚ 2018: Śmierć egipskiego komentatora

Komentator egipskiej telewizji Abdel Rahim Mohamed zmarł na zawał serca zaraz po tym, jak reprezentacja jego kraju straciła gola na 1:2 w meczu z Arabią Saudyjską. Dziennikarz miał analizować to spotkanie w studio.

 

Egipcjanie czekali na kolejny występ ich reprezentacji w piłkarskich mistrzostwach świata od 1990 roku. Gdy ich piłkarzom udało się zakwalifikować do turnieju w Rosji, kibice wierzyli, że z takim asem w drużynie jakim jest Mohamed Salah co najmniej wyjdą z grupy. Nie udało się. „Faraonowie” przegrali wszystkie trzy spotkania. Największe szanse na zwycięstwo mieli w potyczce z Arabią Saudyjską. Egipcjanie prowadzili 1:0, lecz ostatecznie przegrali mecz 1:2. Saudyjczycy zwycięskiego gola strzelili w ostatnich sekundach. Komentujący to spotkanie w studio telewizji państwowej Maspero Abdel Rahim Mohamed zasłabł i został natychmiast odwieziony do szpitala. Lekarze reanimowali go przez ponad pół godziny, lecz nie zdołali przywrócić akcji serca.

MŚ Rosja 2018: Afrykański test biało-czerwonych

Piłkarze polskiej reprezentacji ponoć nie mogli już się doczekać meczu z Senegalem, pierwszego występu na rosyjskim mundialu. Ale po przylocie do Moskwy, widząc na trybunach stadionu Spartaka morze biało-czerwonych flag, dotarło do nich, że nie mogą tu przegrać.

 

Na tę chwilę z niecierpliwością czekali nie tylko kadrowicze Nawałki, lecz przede wszystkim polscy kibice. Mecz z Senegalem miał dać nam wszystkim odpowiedź, czy wracająca do światowej elity po dwunastu latach przerwy reprezentacja Polski jest w stanie odegrać na rosyjskich boiskach większą rolę niż odegrała w dwóch poprzednich startach w XXI wieku. Jak pamiętamy w 2002 roku w Korei i Japonii oraz cztery lata później w Niemczech biało-czerwoni odpadli z rywalizacji juz w fazie grupowej. W Rosji miało być inaczej, co najmniej tak dobrze jak w Euro 2016 we Francji, gdzie ekipa Nawałki dotarła do ćwierćfinału. Ale tu i ówdzie pojawiały się entuzjastyczne opinie, że Roberta Lewandowskiego i spółkę stać na nawiązanie do osiągnięć legendarnych drużyn Kazimierza Górskiego z 1974 roku i Antoniego Piechniczka z 1982 roku.

Co prawda sami piłkarze, a także ich przełożeni próbowali studzić nastroje, lecz mimo ich starć biało-czerwony balonik nieustannie się powiększał, przynosząc przy tym wyraźne korzyści najważniejszym postaciom w obozie biało-czerwonych. Sądząc po ilości zamieszczanych w polskich mediach reklam, beneficjentami tej niebywałej wcześniej hossy byli w pierwszej kolejności Robert Lewandowski, Adam Nawałka, Zbigniew Boniek, Kamil Glik, Jakub Błaszczykowski i Kamil Grosicki. Nic dziwnego, że dla tych kilku mężczyzn mecz z Senegalem był mocno stresującym przeżyciem. Ewentualna porażka niosła bowiem ryzyko odwrócenia nastrojów z entuzjastycznych na wrogie, bo jak wiadomo łaska kibica na pstrym koniu jeździ. A tu jeszcze do szatni naszej drużyny docierały wieści, że uważana za najgroźniejszego rywala w naszej grupie Kolumbia przegrała 1:2 z uważaną za najsłabszą Japonią.

Z zespołem Senegalu nasza reprezentacja jeszcze na mundialu nie grała. Jego najbardziej znanym graczem jest napastnik FC Liverpool Saido Mane, którego piłkarską klasę wielu ekspertów stawia wyżej nawet niż Lewandowskiego. Trener Nawałka zapewniał jednak solennie, że nie czuje stresu przed pierwszym meczem turnieju. „Po to zbierałem doświadczenia jako piłkarz, a potem trener, żeby stawka meczu mnie motywowała, a nie stresowała. Od samego początku uważaliśmy, że nasza grupa jest wyrównana, bo są w niej czołowe drużyny ze swoich kontynentów. Senegalczycy potrafią szybko przechodzić z obrony do ataku. Pod wieloma względami nasze zespoły mają zbliżone walory. Ja jednak wierzę, że to my okażemy się lepsi o tę przysłowiową jedną bramkę. Ale to będzie trudny mecz” – przestrzegał selekcjoner biało-czerwonych. Składem jednak nikogo nie zaskoczył i do walki z Senegalem wyznaczył: Szczęsnego – Piszczka, Thiago Cionka, Pazdana, Rybusa – Błaszczykowskiego (setny występ), Krychowiaka, Zielińskiego, Grosika – Milika i Lewandowskiego.

Mecz Polska – Senegal zakończył się wynikiem 1:2.

MŚ Rosja 2018: Faworyci na razie zawodzą

Pierwsza kolejka spotkań w mistrzostwach świata przyniosła spektakularne wpadki największych faworytów mundialu. Broniąca tytułu reprezentacja Niemiec przegrała z Meksykiem 0:1, a Brazylia tylko zremisowała ze Szwajcarią (1:1), podobnie jak Argentyna z debiutującą w światowym czempionacie Islandią (1:1).

 

Największą sensacją pierwszej tury mundialu jest jednak bez wątpienia porażka reprezentacji Niemiec z Meksykiem (0:1). Podopieczni trenera Joachima Loewa bronią w Rosji mistrzowskiego tytułu wywalczonego w Brazylii, gdzie przeszli do historii mistrzostw świata także nieprawdopodobnym zwycięstwem na gospodarzami i murowanymi faworytami turnieju

Brazylijczykami, gromiąc ich w półfinale aż 7:1. Teraz sami zapisali niechlubną kartę w historii światowego czempionatu, bo po raz pierwszy doznali porażki w pierwszym meczu turnieju jako aktualni mistrzowie świata. W 1978 roku z Polską wywalczyli bezbramkowy remis. W dwóch pozostałych przypadkach niemiecka drużyna wychodziła z takich potyczek zwycięsko – w 1958 roku jako triumfatorzy mundialu w 1954 roku w Szwajcarii pokonali w inauguracyjnym meczu Argentynę, zaś w 1994 roku w Stanach Zjednoczonych jako mistrzowi włoskiego Il Mondiale z 1990 roku wygrali z Boliwią. Po drugiej stronie Odry porażkę z Meksykiem przyjęto z niedowierzaniem, które szybko eksplodowało złośliwymi komentarzami i pretensjami o byle co.

Najboleśniej przekonał się o tym Julian Brandt, którego medialnie „zgrillował” po meczu wielonakładowy tabloid „Bild” tylko za to, że po meczu z uśmiechem pozował kibicowi do wspólnego zdjęcia. Niemieccy kibice są zaniepokojeni, bo cztery lata temu ich reprezentacja zaczęła turniej od zwycięstwa 4:0 nad Portugalią, osiem lat wcześniej w RPA od 4:0 z Australią, a 12 lat temu na mundialu w Niemczech w pierwszym meczu pokonała Kostarykę 4:2. „Nie jesteśmy do takiej sytuacji przyzwyczajeni, bo odkąd pamiętam mecze inauguracyjne wygrywaliśmy” – przyznał selekcjoner niemieckiej kadry Joachim Loew.

W Brazylii nastroje są równie napięte jak w Niemczech, ale w Kraju Kawy cała żółć za remis, który uznano za porażkę, wylała się na największego gwiazdora ekipy canarinhos Neymara. Oczekiwania wobec tego piłkarza w jego ojczyźnie są oczywiste – ma w Rosji poprowadzić drużynę narodową do zdobycia szóstego tytułu najlepszej drużyny globu. Po meczu ze Szwajcarami najdroższy piłkarz na świecie został w swoim kraju mocno skrytykowany. chociaż pokazał, że nawet w słabszej dyspozycji jest w zespole canarinhos niezastąpiony.

Ale brazylijskie media jego występ oceniły nisko, chociaż Neymar miał w meczu ze Szwajcarami cztery kluczowe podania, najwięcej spośród wszystkich graczy na boisku. Łącznie podawał trzydzieści siedem razy. Ale był też aż dziesięciokrotnie faulowany. Od 1966 roku, kiedy to podczas angielskiego mundialu Portugalczycy urządzili polowanie na kości Pelego, żaden reprezentant Brazylii nie był faulowany na mistrzostwach świata tak często.

Cristiano Ronaldo zaczął mundial od hat-tricka

Reprezentacja Portugalii w pierwszym meczu na mundialu w Rosji zagrała z Hiszpanią. Wszystkie gole dla aktualnym mistrzów Europy strzelił Cristiano Ronaldo.

 

Niemal w przededniu spotkania w świat poszła wiadomość, że przed hiszpańskim sądem zakończył się proces dotyczący oszustw podatkowych Cristiano Ronaldo. Dowiedziono w nim, że portugalski gwiazdor Realu Madryt dopuścił się czterech przestępstw podatkowych, za które sąd skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu oraz nałożył na niego obowiązek zwrotu niezapłaconego podatku wraz z odsetkami, co łącznie uszczupli stan jego konta o kwotę 18,8 mln euro.

Cristiano Ronaldo zdaniem hiszpańskich mediów przyjął wyrok, poprosił tylko o zamianę kary więzienia na dodatkową grzywnę. Trudno jednak powiedzieć, czy po mundialu portugalski gwiazdor wróci do Hiszpanii. W spotkaniu z reprezentacją tego kraju, naszpikowaną przecież jego kolegami z Realu Madryt, robił wszystko, żeby Portugalia wygrała. Jego trzy gole to 51. hat-tricka w historii mistrzostw świata. Autorem pierwszego był Amerykanin Bert Patenaude w 1930 roku, a na liście zdobywców jest też trzech reprezentantów Polski – Ernest Wilimowski (1938), Andrzej Szarmach (1974) i Zbigniew Boniek (1982).

Mundialowy falstart Leo Messiego

Reprezentacja Argentyny tylko zremisowała 1:1 z debiutującą w mistrzostwach świata ekipą Islandii. Zawiódł zwłaszcza największy gwiazdor drużyny Albicelestes Lionel Messi, który nawet z karnego nie potrafił strzelić gola.

 

Piłkarski świata z niecierpliwością czekał na odpowiedź argentyńskiego gwiazdora na hat-tricka ustrzelonego przez Cristiano Ronaldo w spotkaniu z Hiszpanią. Leo Messi zawiódł jednak te oczekiwania i nie dość, że nie zdobył bramki w spotkaniu z Islandczykami, to jeszcze w fatalnym stylu zmarnował rzut karny. Gwiazdor FC Barcelona nie jest mistrzem „jedenastek”. Ze statystyk wynika, że do tej pory skutecznie wyegzekwował 79 karnych, ale zmarnował aż 24. W meczu z Islandią zachował się jak amator, strzelając w sygnalizowany sposób w prawy róg bramki, dokładnie tam, gdzie rzucił się islandzki bramkarz Hannes Halldorsson.

Argentyńczycy kontrolowali mecz od początku do końca, przez ponad 90 procent czasu gry znajdowali się w posiadaniu piłki, ale inwencji i szczęścia starczyło im tylko na zdobycie jednej bramki, którą w 19. minucie na swoje konto zapisał Sergio Aguero. Radość Argentyńczyków nie trwała długo, bo pięć minut później Alfred Finnbogason pokonał Willy`ego Caballero i strzelił pierwszego gola dla Islandii w finałóach mistrzostw świata.

W 64. minucie Argentyńczycy mogli przesądzić losy meczu, bo właśnie wtedy sędziujący mecz Polak Szymon Marciniak podyktował jedenastkę za faul obrońcy Islandii. Skonfundowany niepowodzenie Messi już do końca spotkania praktycznie tylko statystował na boisku, nie wznosząc żadnego pozytywnego elementu do chaotycznej gry prowadzonej przez jego coraz bardziej zniechęconych kolegów. Po meczu argentyński gwiazdor był zdruzgotany swoim nieudanym występem i całą winę za stratę punktów wziął na siebie. Starał się jednak trzymać fason i zapewniał swoich rodaków, że to dopiero początek mistrzostw. Tylko że znakomita forma Chorwatów i Nigeryjczyków (2:0) nie zapowiada łatwych meczów z tymi zespołami.

Szymon Marciniak może uznać swój debiutancki występ w finałach mistrzostw świata za udany. Podjął co prawda dwie kontrowersyjne decyzje, nie odgwizdując dwóch kolejnych rzutów karnych dla Argentyńczyków. W pierwszej połowie Islandczyk Ragnar Sigurdsson dotknął piłkę ręką we własnym polu karnym, ale polski arbiter uznał, że nie była to sytuacja na „jedenastkę”. Nie poprosił o analizę VAR, choć wściekli Argentyńczycy mocno się tego domagali. W drugiej połowie polski arbiter być może powinien wskazać na 11. metr po tym, jak biegnący z piłką w polu karnym Cristian Pavon został kopnięty w stopę przez Birkira Saevarssona, ale i tym razem uznał, że nie musi tego zdarzenia weryfikować przez system VAR. W Polsce jego występ oceniono jako przeciętny, ale w większości mediów na świecie Marciniak otrzymał znakomite recenzje i wysokie noty.

MŚ 2018: Piłkarski spektakl rozpoczęty

W czwartek 14 czerwca rozpoczęły się XXI mistrzostwa świata w piłce nożnej. Gospodarz mundialu, Rosja, jest pierwszym krajem z Europy Wschodniej, który podjął się organizacji światowego czempionatu. To przedostatni turniej z udziałem 32 zespołów. Potrzebne do wyłonienia mistrza świata 64 mecze zostaną rozegrane na 12 stadionach.

 

Wszystkie reprezentacje uczestniczące w mistrzostwach w środę były już w Rosji. Jako ostatni do swojej bazy dotarli grupowi rywale Polaków Japończycy, którzy dopiero wieczorem wylądowali w Kazaniu, bo dzień wcześniej grali w Austrii wygrany 4:2 sparing z Paragwajem. W czwartek odbyła się krótka ceremonia otwarcia mundialu, a po niej na boisko stadionu Łużniki wyszli piłkarze Rosji i Arabii Saudyjskiej (mecz zakończył się po zamknięciu wydania). A od piątku piłkarskie święto rozpocznie się na całego. My na pierwszy występ naszej reprezentacji będziemy musieli poczekać do wtorku 19 czerwca, bo grupa H swoje inauguracyjne potyczki stoczy jako ostatnia.

 

Gospodarz ma najgorzej

Rosjanie konkurowali w staraniach o prawo organizacji mistrzostw z Anglią, Belgią i Holandią oraz Hiszpanią i Portugalią. Działacze FIFA dokonali wyboru 2 grudnia 2010 roku i przez kolejne osiem lat tyle się na świecie wydarzyło, że mundial w Rosji stał się „gorącym politycznym kartoflem”, którego temperatura podkręcana była do samego końca. Ostatecznie blisko 700 milionów dolarów wydane przez Rosję na organizację imprezy i blisko cztery miliardy dolarów na sportową infrastrukturę stały się argumentami, które ostatecznie powstrzymały zakusy przeniesienia mundialu do innego kraju. Ale już wiadomo, że Rosja nie zarobi na imprezie tyle, ile mogłaby zarobić gdyby nie sankcje gospodarcza i polityczne. FIFA też jednak nie zarobi też tyle, ile by chciała, ale per saldo i tak wyjdzie na tym interesie lepiej od gospodarzy turnieju.

Mundial w Rosji to także pozbawiona szans na sukces rywalizacja administracji państwowej z rynkiem. Jeszcze w ubiegłym roku rosyjski rząd znowelizował prawo i ustalił o ile mogą maksymalnie wzrosnąć ceny usług hotelowych i prywatnych kwater. Ale nikt nie potraktował tych wytycznych poważnie, bo jak donosiły rosyjskie media, ceny w hotelach poszybowały do poziomo przekraczającego nawet możliwości kibiców z najbogatszych krajów świata.

To nie jedyny przykład zmagań urzędników z rzeczywistością. Zarządzono, że do miast, w których będą rozgrywane mecze, nie będą mogły wjeżdżać autobusy przewożące ludzi oraz ciężarówki wiozące niebezpieczne ładunki, natomiast autokary przewożące kibiców będą musiały obowiązkowo posiadać system Glonass, rosyjski odpowiednik nawigacji satelitarnej GPS. Tylko, że jak obliczyli rosyjscy specjaliści, niezbędne oprzyrządowanie i jego rejestracja kosztuje prawie dwa tysiące dolarów.

Większym problemem będą jednak utrudnienia w dojazdach do pracy dla setek tysięcy mieszkańców podmiejskich wsi i miasteczek. To może oznaczać albo zamknięcie wielu firm na czas mistrzostw, albo ich prace na pół gwizdka. Jak dowodzą rosyjscy analitycy, straty z tego tytułu mogą przewyższać potencjalne zyski z mundialu.

 

FIFA szczodra dla swoich

Piłkarze oczywiście grają dla kibiców, na pewno też kierują nimi ambicje zdobycia mistrzowskiego tytułu i zapisania się na kartach historii futbolu, ale tak naprawdę to grają o pieniądze dla siebie i swoich macierzystych klubów i federacji. Ci najlepsi nie mogą rzecz jasna w reprezentacji liczyć na zarobki takie jakie mają w klubach, ale o przysłowiową czapkę śliwek na pewno nie grają. Reprezentanci Hiszpanii wynegocjowali po 800 tysięcy euro premii na głowę, jeśli wygrają mundial w Rosji. Dla porównania osiem lat temu za triumf w RPA otrzymali po 600 tysięcy euro.

Broniący tytułu Niemcy zgodzili się powalczyć o powtórkę tego wyczynu za znacznie mniejsze wynagrodzenie, bo tylko 350 tysięcy euro. Za zajęcie drugiego miejsca dostaną po 200 tysięcy euro, za półfinał po 125 tys. euro, a za ćwierćfinał po 75 tys. euro. Premie ustalone przez PZPN dla naszych piłkarze na tle światowych potęg wypadają blado. Piłkarze otrzymają do podziału 35 procent z kwoty jaką zarobią na rosyjskich boiskach.

 

Kasa dla klubów i federacji

FIFA przygotowała na premie dla uczestników mundialu 325 milionów euro. Za sam udział w mistrzostwach każdy z finalistów otrzymał już po osiem milionów dolarów. Zespoły, które wyjdą z grupy, ale odpadną w 1/8 finału, dostaną po 12 mln dolarów. Dotarcie do ćwierćfinału i odpadnięcie na tym poziomie zostało wycenione na 16 milionów dolarów. Zespół, który zajmie 4. miejsce otrzyma 22 miliony dolarów. Dwa miliony więcej otrzyma drużyna, która wygra mecz o 3. miejsce. Wicemistrz świata zgarnie natomiast 28 milionów dolarów, zaś zwycięzca mundialu 35 milionów dolarów.

Z kasy FIFA pożywią się też kluby, które oddelegowały swoich piłkarzy na mistrzostwa świata. Przed mundialem w RPA w 2010 roku Europejskie Stowarzyszenie Klubów (ECA) wymusiło na FIFA wypłatę rekompensat za udziału zawodników w światowym czempionacie. Osiem lat temu Międzynarodowa Federacja Piłkarska wypłaciła z tego tytułu klubom 40 mln dolarów. Cztery lata później w Brazylii ta pula została zwiększona do 70 mln dolarów, a teraz w Rosji wyniesie aż 209 milionów dolarów. W ten sposób, delegując graczy do poszczególnych reprezentacji, zarabiają też kluby, w których 736 piłkarzy zgłoszonych w kadrach 32 finalistów na co dzień występuje. FIFA płaci za każdego piłkarz od 31 maja do następnego dnia po odpadnięciu z turnieju lub zakończeniu mistrzostw. Koszt jednego dnia spędzonego przez piłkarza na mundialu w Rosji został wyceniony na 8530 dolarów.

Fura pieniędzy czeka na finalistów mundialu

FIFA pochwaliła się rekordową pula pieniędzy dla uczestników rozpoczynających się 14 czerwca mistrzostw świata w Rosji.

 

Na premie i nagrody dla najlepszych światowa federacja przeznaczy 791 milionów dolarów. Ponad połowę tej sumy (400 milionów) otrzymają zespoły wedle ich końcowej pozycji w turnieju. Reszta kwoty trafi do macierzystych klubów zawodników, którzy znaleźli się w kadrach zespołów oraz do tych drużyn, które ucierpią z powodu kontuzji piłkarzy. Na triumfatora tegorocznego mundialu czeka premia w wysokości 38 milionów dolarów. To o trzy miliony więcej niż otrzymali Niemcy cztery lata temu za zwycięstwo w mistrzostwach świata organizowanych w Brazylii. Finalista turnieju w Rosji dostanie 29 milionów, a drużyna, która zajmie trzecie miejsce – 24 miliony dolarów.

Reprezentacja Polski, jak każdy z 32 finalistów MŚ 2018, już zarobiła 9,5 mln dolarów (8 milionów za awans plus półtora miliona na koszty przygotowań), ale jeśli wyjdzie z grupy to ta kwota zostanie podwojona. Premie finansowe dla uczestników mistrzostwach świata stale rosną. Cztery lata temu w Brazylii do podziału było 576 milionów dolarów, a 20 lat temu we Francji 103 miliony dolarów.