Czas sprawdzić formę w boju

Trener Adam Nawałka ustalił kadrę na mistrzostwa świata. Nie wszystkie jego personalne wybory uznano za w pełni zasadne, lecz o tym czy popełnił jakieś błędy przekonamy się dopiero podczas mundialu. Ale już dwa najbliższe mecze towarzyskie, z Chile i Litwą, powinny nam dać wiedzę w jakiej formie jest polski zespół.

 

Nie ulega wątpliwości, że kontuzja Kamila Glika wywołała rewolucję w kadrze biało-czerwonych. Większe zamieszanie mogłaby wywołać chyba tylko kontuzja Roberta Lewandowskiego. Nic nie ujmując stoperowi AS Monaco, w naszej reprezentacji od biedy ma go kto zastąpić, natomiast na miejsce „Lewego” Nawałka nie ma zmiennika na zbliżonym choćby poziomie i dopiero jego absencja byłaby prawdziwym dramatem.

 

Kto dyrygentem w obronie?

Strata Glika oczywiście też jest dla selekcjonera poważnym kłopotem. Za jego kadencji 30-letni środkowy obrońca wystąpił w 36 z 45 meczów, a ze spotkań o punkty opuścił tylko dwa – z Gruzją w eliminacjach Euro 2016 oraz z Rumunią w eliminacjach MŚ 2018. Nie grał w nich tylko dlatego, że musiał pauzować za żółte kartki. W pozostałych 23 meczach o stawkę grał od pierwszej do ostatniej minuty.

Nawałka ma jednak trochę czasu do pierwszego meczu w Rosji, żeby na nowo zestawić formację defensywną. „Panowie, kontuzja Kamila nie przekreśla naszych szans i marzeń. Misja i cel pozostają bez zmian” – miał powiedzieć piłkarzom Nawałka na wtorkowym treningu, w którym już nie uczestniczył Glik. A telewizyjne kamery z uporem godnym lepszej sprawy śledziły każdy gest i grymas twarzy chowającego się w tłumie kadrowiczów Marcina Kamińskiego, którego selekcjoner wybrał na zastępcę kontuzjowanego obrońcy AS Monaco.

Ta decyzja wcale jednak nie oznacza, że pełniący ostatnio w VfB Stuttgart rolę rezerwowego Kamiński zajmując miejsce Glika w 23-osobowej kadrze przejmie także jego rolę w zespole. „Takie sytuacje stwarzają szanse innym zawodnikom. Tak właśnie staramy się teraz podchodzić do tej przykrej historii. Z wiarą, że ktokolwiek nie zajmie w drużynie miejsce Kamila, to sobie z tym poradzi. Mamy w kadrze graczy młodych, jeszcze na dorobku, ale też doświadczonych i ogranych w poważnych meczach. Trener ma z kogo wybierać” – przekonuje Łukasz Fabiański.

W roli dyrygenta formacji defensywnej Glika zastąpi zapewne 33-letni Łukasz Piszczek, którego selekcjoner widzi na prawej flance zarówno w standardowym ustawieniu 4-4-2 jak i próbowanych ostatnio wariantach 3-5-2 i 3-4-3. Obrońca Borussii Dortmund może zająć miejsce Glika na środku obrony, bo taki pomysł w sztabie kadry był dyskutowany, ale wydaje się, że jest to rozwiązanie ostateczne na wypadek, gdyby w towarzyskich potyczkach z Chile i Litwą wystawieni do gry stoperzy kompletnie się skompromitowali. Nawałka ma na tej pozycji do wyboru czterech graczy – wspomnianego już Kamińskiego oraz Michała Pazdana, Thiago Cionka i najmłodszego w tym gronie Jana Bednarka, który po ośmiu miesiącach grzania ławy został wyciągnięty w marcu z głębokich rezerw przez nowego trenera w Southamptonu Marka Hughesa i zdążył w ledwie siedmiu występach w Premier League zrobić taką furorę, że dostał też powołanie do szerokiej kadry Polski. W Arłamowie też zrobił dobre wrażenie, nawet na nieskorym do pochwał Lewandowski.

 

Skład w zasadzie jest znany

Sądząc po preferencjach jakimi przy ustalaniu składu kierował się ostatnio trener Nawałka, to wyjściowy skład biało-czerwonych w ich standardowym ustawieniu taktycznym 1-4-4-2 powinien wyglądać tak: Szczęsny – Piszczek, Bednarek, Pazdan, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Grosicki – Milik, Lewandowski. Największą niewiadomą w tym wariancie stanowi forma Błaszczykowskiego.

Co prawda odpowiedzialny za przygotowanie motoryczne kadrowiczów Remigiusz Rzepka gorliwie przekonuje w medialnych wypowiedziach, że skrzydłowy VfL Wolfsburg trenuje już na maksymalnych obrotach, ale nie można zapominać, że Błaszczykowski cały sezon spędził jednak w rezerwie lub na leczeniu kontuzji. I to jego także, przy całym szacunku dla zasług, w spotkaniach z Litwą i Chile powinien gruntownie przetestować Nawałka. Oczywiście o ile wciąż go traktuje jako gracza pierwszego wyboru na pozycji prawoskrzydłowego.

Testowane od listopada ubiegłego roku ustawienie 1-3-5-2 najbardziej wiarygodnie wygląda tak: Szczęsny – Piszczek, Bednarek, Cionek – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Rybus, Grosicki – Milik, Lewandowski. Jak widać żadnych niespodzianek personalnych w tych medialnych jak na razie spekulacjach nie ma, ale przecież nietrudno sobie wyobrazić Teodorczyka u boku Lewandowskiego w linii ataku czy też Kownackiego na prawej flance zamiast Błaszczykowskiego.

 

Co z Lewandowskim?

Kluczowym graczem naszej kadry znów jednak będzie „Lewy” i nie ma nadziei, że rywale zlekceważą go na boisku. On sam też nie ma co do tego złudzeń. „Pamiętam jak byłem pieczołowicie pilnowany przez rywali na mistrzostwach Europy. Dlatego zależało mi, żebyśmy przed turniejem w Rosji przećwiczyli schematy, gdy przy mnie będzie dwóch przeciwników, bo w ten sposób stworzy się szansa na strzelenie gola któremuś z kolegów. We Francji miałem trzy sytuacje bramkowe, z których jedną wykorzystałem. W Rosji też będę miał mało okazji do strzelania goli i trzeba nad tym popracować, żeby przekuć to na naszą korzyść” – twierdzi Lewandowski. I to jest jak się zdaje słuszny kierunek. Inne są aż nadto czytelne dla rywali.

Po wewnętrznej grze

Oczekiwany przez media sparing kadrowiczów, który miał trenerowi Adamowi Nawałce pomóc w podjęciu ostatecznych decyzji kadrowych, odbył się ostatecznie w niedziele w południe. Skład kadry poznamy w poniedziałek.

 

Niedziela była trudnym dniem dla dziewięciu piłkarzy obecnych w Arłamowie. Po grze kontrolnej trener Adam Nawałka ogłosił zawodnikom ostateczny skład kadry na mundial. „W grupie, która jest dzisiaj z nami, mamy dużo młodzieży. Dla wielu tych zawodników ogłoszeniu składu na mundial nie oznacza końca przygody z reprezentacją. Jeśli ktoś nie pojedzie do Rosji to wcale nie znaczy, że się nie nadaje. Nadal pozostanie jednym z nas, bo po mistrzostwach świata selekcja będzie trwać nadal” – przekonywał oddelegowany w niedzielę na zwyczajowe spotkanie z dziennikarzami asystent selekcjonera Bogdan Zając. W meczu sędzia podyktował dwa karne, z czego jeden anulował VAR. W efekcie „Czerwoni” pokonali „Białych” 1:0, a zwycięskiego gola z „jedenastki” strzelił Grzegorz Krychowiak.

„W sparingu zagrają wszyscy, składy są już rozpisane. To ważny mecz, ale nie wywróci hierarchii w kadrze do góry nogami” – zapewniał szef banku informacji kadry Hubert Małowiejski. Mecz pierwotnie miał sędziować Szymon Marciniak, ale oberwanie chmury i burza uniemożliwiły jego rozegranie w sobotę, w tego dnia nasz najlepszy arbiter musiał już wyruszyć w drogę do Rosji. Zastąpił go ściągnięty w trybie alarmowym z Krakowa Tomasz Musiał.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że zespół „Czerwonych” zaczął spotkanie w ustawieniu 4-4-2, a zespół „Białych” w ustawieniu 3-5-2.

Wyjściowe składy wyglądały ponoć tak:
„Czerwoni”: Fabiański – Piszczek, Glik, Cionek, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Grosicki – Lewandowski, Milik. „Biali”: Białkowski – Kędziora, Kamiński, Jędrzejczyk – Frankowski, Linetty, Mączyński, Kurzawa – Peszko, Wilczek, Kownacki.

Oficjalnie trener Nawałka ma podać 23-osobową kadrę w poniedziałek o 14:00. Przed wyjazdem na mundial nasza reprezentacja rozegra jeszcze dwa mecze kontrolne – 8 czerwca w Poznaniu z Chile, a cztery dni później na Stadionie Narodowym w Warszawie z Litwą. Te dwa spotkania dadzą nam dopiero odpowiedź na pytanie, w jakiej formie naprawdę są wybrani przez selekcjonera piłkarze. Na razie możemy jedynie spekulować, że jedenastka „Czerwonych” to skład na pierwszy mecz na mundialu, chociaż wątpliwość czy tak jest na pewno może budzić nieobecność w niej Wojciecha Szczęsnego.

Mundial w Rosji rozpocznie się 14 czerwca. Rywalami Polaków w grupie H będą kolejno: Senegal (19 czerwca w Moskwie), Kolumbia (24 czerwca w Kazaniu) oraz reprezentacja Japonii (28 czerwca w Wołgogradzie).

Lewandowski poszedł na całość

Początek zgrupowania reprezentacji Polski w Arłamowie zdominowała wieść, że Robert Lewandowski poprosił władze Bayernu Monachium o zgodę na odejście. Kapitan biało-czerwonych w przededniu mundialu rozpoczął więc grę, która może go wynieść jeszcze bardziej w górę, ale równie dobrze zepchnąć w dół.

 

Gdy dwa lata temu przed Euro 2018 najzamożniejsi z reprezentantów Polski przybywali do Arłamowa drogą powietrzną, było budzącą w Polsce mieszane uczucia ekstrawagancją. Dzisiaj widok Lewandowskiego, Szczęsnego i Krychowiaka wysiadających z helikoptera mało kogo u nas szokuje i drażni. Większość może nawet odczuwa dumę, że nasi najlepsi piłkarze w niczym nie różnią się od futbolowych gwiazdorów z innych krajów. Ale ta duma rodzi też oczekiwania, że na rosyjskich boiskach biało-czerwoni będą bić się o najwyższe laury. Apetyty kibiców są ogromne i wciąż rosną, mimo stonujących mocarstwowe ambicje wypowiedzi działaczy PZPN, trenerów kadry i samych piłkarzy. Nikt nie ma przy tym wątpliwości, że kluczem do sukcesu będzie forma prezentowana przez lidera kadry i jej najlepszego strzelca i zawodnika od kilku lat. Dlatego wszystko co jest związane z Lewandowskim nie umyka uwadze tłumów i każda jego decyzja jest akceptowana. Nawet tak karkołomna jak zmiana klubu.

 

Gra dla Bayernu wyczerpuje

Miniony sezon Bundesligi był dla „Lewego” dość wyjątkowy. Po raz pierwszy odkąd trafił do monachijskiej drużyny grał mniej niż zwykle. Potwierdzają to statystyki. W sezonie 2017-2018 Lewandowski wystąpił w 48 spotkaniach, rozgrywając łącznie 3757 minut. W poprzednich rozgrywkach rozegrał wprawdzie o jeden mecz mniej, ale na boisku przebywał o 300 minut dłużej. Jeszcze więcej minut na boisku spędził w rekordowym dla niego sezonie 2015-2016, w którym w 51 meczach zaliczył aż 4236 minut. „W tym sezonie to nawet można było powiedzieć, że wypadłem z rytmu meczowego, co pewnie było widać na boisku. W końcu nie musiałem już z niecierpliwości czekać na koniec rozgrywek, częściej nie mogłem się wręcz doczekać, kiedy wrócę do gry. W tym roku nie jestem przemęczony, choć i tak meczów rozegrałem dużo, a sezon był długi. Różnica dla mnie jest jednak spora” – przyznał Lewandowski podczas środowej konferencji prasowej w Arłamowie.
Dwa lata temu intensywna eksploatacja w Bayernie odbiła się na jakości gry „Lewego” w mistrzostwach Europy we Francji. Brakowało mu dynamiki, którą zachwycał w Bundeslidze i Lidze Mistrzów. „Porównując ile grałem w sezonie poprzedzającym Euro, a ile teraz, to różnica jest duża. I mam nadzieję, że na mistrzostwach świata w Rosji wypoczęty i dobrze przygotowany do gry będę mógł jeszcze więcej dać naszej reprezentacji” – przekonuje Lewandowski.

 

Teraz albo już nigdy

Kapitan biało-czerwonych ma opinię zimnego profesjonalisty, który starannie planuje swoją piłkarska karierę. Skoro zdecydował się na podjęcie próby odejścia z Bayernu Monachium na trzy lata przed wygaśnięciem kontraktu, musiał przekalkulować wszystkie plusy i minusy tej decyzji. Jeśli zaliczy udany występ na mundialu, okraszony golami i awansem reprezentacji Polski co najmniej do fazy play-off, jego rynkowa wartość nie zmaleje. W medialnych spekulacjach pojawia się informacja, że Chelsea Londyn jest gotowa zapłacić Bayernowi za transfer polskiego napastnika 90 milionów funtów. I taka też mniej więcej kwota pojawia się ponoć w ofercie złożonej przez Manchester United.
Nie bardzo natomiast wiadomo dlaczego w plotkach transferowych wiązanych z nazwiskiem Lewandowskiego pojawia się Paris Saint-Germain oraz dlaczego przestał pojawiać się Real Madryt. Ponieważ Bayern jak na razie nie zajął żadnego oficjalnego stanowiska w tej sprawie, trzeba przyjąć, że albo wszystkie wcześniejsze deklaracje szefów bawarskiego potentata zapewniające o pozostaniu „Lewego” na Allianz Arenie nadal obowiązują, albo zostały odwołane i wszystko jest możliwe, czyli także transfer do Realu Madryt.

Lewandowski w Arłamowie nie chciał rozmawiać o zmianie klubu i zasłonił się stwierdzeniem, że od tego ma agenta żeby sam mógł się skupić wyłącznie na przygotowaniach do mundialu. Od myślenia o tych sprawach jednak tak całkowicie odciąć się nie będzie mógł, bo wprawdzie w Bayernie „Lewy” jeszcze sobie całkowicie mostów nie spalił, ale w razie niepowodzenia biało-czerwonych na mundialu oraz fiaska transferowych zabiegów Phiniego Zahaviego, powrót do bawarskiego klubu stanie się dla „Lewego” prawdziwą katorgą.

 

Pieszczenie gwiazdora

Dla trenera Adama Nawałki to w sumie wygodna sytuacja, bo podwójnie zmotywowany do gry Lewandowski to prawdziwy dar niebios dla każdego szkoleniowca, a dla reprezentacji Polski w szczególności, albowiem nie jest żadną tajemnicą, że sam „Lewy” stanowi połowę jej sportowej wartości. Napastnik Bayernu jest więc przez selekcjonera biało-czerwonych traktowany na wyjątkowych zasadach. Nie musiał przyjeżdżać do Juraty, a w Arłamowie dostał indywidualny tok treningów uwzględniający przeciążeniowy uraz lewego kolana. Inni kadrowicze znoszą bez szemrania widok Lewandowskiego wędrującego w klapkach do gabinetu fizjoterapeuty, gdy sami w pełnym słońcu muszą zasuwać po boisku.

Przynajmniej na razie, bo nie jest też tajemnicą, że „Lewy” ma sporo do powiedzenia w reprezentacji i jak ktoś go bardzo wkurzy albo mu się w czymś nie spodoba, to potrafi skutecznie takiego delikwenta wyeliminować ze swojego otoczenia. Czyli inaczej mówiąc, pozbyć się z kadry. Ale to jest niepisany przywilej wszystkich gwiazdorów, z którego każdy w mniejszym lub większym stopniu korzysta. A Lewandowski poza tym nie ma wyboru, bo teraz potrzebuje wsparcia ze strony kolegów jak nigdy wcześniej.