Chronią pamięć mordercy

Nie milkną echa kuriozalnych usprawiedliwień białostockiej prokuratury w sprawie umorzenia śledztwa w sprawie propagowania faszyzmu.

 

Chodziło o uczestników III Marszu Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce w lutym 2018 roku (strajk.eu pisał o tym tutaj), zorganizowanego przez skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne organizacje takie jak ONR, Patriotyczna Jagiellonia, Narodowa Hajnówka, Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości”. Jego uczestnicy nieśli symbole jednoznacznie w przestrzeni publicznej kojarzone z ideami faszyzmu: krzyże celtyckie, symbole Falangi, trupie główki takie same, jak ten noszone formacje SS. Marsz za głównego swojego bohatera wziął Romualda Rajsa „Burego”, odpowiedzialnego za mordy na ludności cywilnej.
Podczas samego marszu organy państwa nie reagowały na używaną przez jego uczestników symbolikę, więc Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar złożył w marcu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw podczas przejścia prawicowców, a mianowicie publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa i znieważenia osób wyznania prawosławnego z Hajnówki. Policja umorzyła postępowanie, prowadzone pod nadzorem prokuratury we wrześniu tego roku. Prokuratura tę decyzję policji zaakceptowała trzy dni później. Teraz przyszedł czas na wyjaśnienia tej kuriozalnej decyzji, zaskarżonej zresztą przez RPO.
Prokurator rejonowy Karol Radziwonowicz uznał, że „Bury” był „postacią niejednoznaczną”, powołał się na jego rehabilitację przez sąd w 1995 roku. A skoro był niejednoznaczną postacią, to nie można go przedstawiać w sposób jednoznacznie negatywny. Zaś co do symboli, to cóż, trupia główka była elementem odznaki podziemia polskiego, a nie wiadomo jaki miała mieć kształt, więc nie można tez uznać, że to chodziło o symbol SS, krzyż celtycki zaś nie musi być symbolem rasistowskim, powołała się prokuratura białostocka na wyrok sądu z Warszawy, wprawdzie już dawno zakwestionowanego, ale to przecież nie szkodzi.
Wydaje się, że po uzasadnieniu, że swastyka jest hinduistycznym symbolem szczęścia, białostocka prokuratura chce przejść do historii jako ślepa na oczywiste fakty struktura wymiaru sprawiedliwości.

Selektywność historii i polityki

Każdy naród ma swoją odrębną historię, własne drogi i ścieżki jego życia i rozwoju; zróżnicowanie to jest zależne od tożsamości narodowej. Także od specyfiki wybijania się na odrębną narodowość.

 

Ten rozwój nacji, odrębności ma wiele społecznych, politycznych oraz międzynarodowych uwarunkowań, niekiedy ma decydujący wpływ na powstanie wspólnot narodowych. Potwierdzają to przykłady powstania wielkich imperiów, jak i ich upadek, zanikanie i wyodrębnianie się nowych suwerennych państw. Historia świata potwierdza to, a m.in. rolę wielkich imperiów kolonialnych, liczne zabory, okupacje państw, które nie były w stanie się obronić przed najazdami i agresją silniejszych. Owe uwarunkowania były też powodem rozbiorów Polski przez trzy państwa, przy decydującej roli carskiej Rosji, chociaż inicjatorem I i II rozbioru Polski były Prusy. Ten czynnik międzynarodowy był decydujący w kształtowaniu wielu (nie tylko w Europie, ale i na całym świecie) narodów, ustrojów polityczno-społecznych. Wystarczy rzut naszego wzroku na mapę polityczną świata w minionych wiekach. Iloma kolorami jest wykonana, które oznaczają podziały świata, odrębność państw, bloków, sojuszy polityczno-militarnych, na ogromnych obszarach zniewolonych narodów. Owe panowania i ich rozbójnicze działania to źródło bogaceniu się i rozwoju kapitalizmu w wielu dziś bogatych państwach Europy i Ameryki. Ten wielki potencjał powstał na krzywdzie dziesiątków narodów, pracy milionów niewolników.
Selektywne, wybiórcze, a nade wszystko instrumentalne traktowanie historii narodowej, naszego państwa także, może powodować na wiele lat ogromne szkody w świadomości historycznej kilku pokoleń Polaków. Dotyczy to zwłaszcza tych grup społecznych, ludzi, którzy nie znają przeszłości z autopsji i urodzili się już po opisywanych wydarzeniach, wielkich naszych konfliktach narodowych, rozlicznych podziałach politycznych. Ich wiedza o najnowszej historii Polaków oparta na zakłamanych opisach, zabarwionych ideologią partii konserwatywnej i liberalnej ma charakter bardzo subiektywny. Polityka historyczna zabarwiona interesami politycznymi obecnego obozu władzy mocno kiereszuje naszą historię i staje się orężem walki o władzę przez długie lata panowania nad Polską. Walka z dotychczasowymi symbolami narodowymi, ich burzenie (pomniki, tablice, imiona) i na ich miejsce tworzenie na masową skalę nowych, nawet tych, rzekomo bohaterów, którzy mają na dłoniach krew bratobójczą, co potwierdzają świadkowie tych zbrodni.
Totalna propaganda uprawiana przez państwo opanowane przez konserwatywny obóz władzy, jego partyjno-polityczny aparat, powoduje u części społeczeństwa postawy akceptowania fałszu historycznego i mitów bohaterów, tzw. żołnierzy wyklętych, niezłomnych.

 

Podzielam pogląd redaktora Marka Bielca,

który pisze: „Po co zatem szumne obchody 100-lecia? Jeśli okres PRL nie jest zaliczany do historii narodu jako czas niegodny wspomnienia, to znaczy, że ludzie wówczas żyjący też nie są godni świętowania. Po co próżne apele o pojednanie, jeśli dzieli się nasz naród niemiłosiernie na każdym kroku.”
Przed obozem obecnej władzy wszystko było złe, nic dobrego. Także ci, którzy szkodzili Polsce, państwu i społeczeństwu. My, teraz, tylko my, będziemy wszystko naprawiać, zmieniać na lepsze. Będziemy rośli w siłę i doskonalili, wzbogacali życie Polaków, poszczególnych grup społecznych. I tak nieustannie, codziennie mówi się nam, obywatelom naszego kraju. My będziemy poprawiać, likwidować zło, które pozostało po poprzedniej władzy. Tamte władze to sami szkodnicy. Przedstawiciele „dobrej zmiany”, jej bojownicy w walce o dobro mówią, przekonują nas, jaka to będzie pod ich rządami piękna i bogata Polska. Słysząc codzienne propagandowe pogadanki u wielu z nas przychodzą różne myśli i wspomnienia, a w tym także żenujące, jak ludzie światli, racjonalnie myślący mogą być aż tak bardzo zadufani, uwielbiać swoją doskonałość i samo dobro, które sobą reprezentują. Brak im w tych zachowaniach i uprawianej propagandzie odrobiny pokory i skromności. Jak można, do jakiego stopnia, zakresu głosić te hymny pochwalne pod własnym adresem. Po prostu uwielbiać siebie. Czy aby nie ulegli jakiejś odmianie narcyzmu? Przecież jest to zachowanie nieludzkie, nieczłowiecze. Czy tak powinni postępować racjonalnie myślący ludzie? Wszystko było dotychczas złe, niedobre. I teraz zastępy aniołów, nadludzie wszystko muszą doskonalić i walczyć z byłymi złodziejami, którzy trwonili dobro państwowe, tworząc własne, prywatne fortuny.
Każda formacja społeczno-polityczna tworzy, wnosi i pozostawia w naszej historii określone wartości, dorobek. Nasza narodowa historia, dzieje są sumą dokonań. Ich twórcą jest cały naród, a nie tylko grupy pyszałków i tych, którzy uważają się za najlepszych. I tylko oni teraz zrobią, co należy. Ma się nieraz wrażenie, że ci zapowiadacze, agitatorzy z ekipy „dobrej zmiany” utracili umiar i dobrą pamięć. Obym się mylił. A chciałbym się mylić dla dobra nas wszystkich chodzących po polskiej ziemi.
W ramach programu selektywnego traktowania historii z dużą determinacją m.in. tworzy się kult „żołnierzy niezłomnych”, wyklętych, nawet jeśli wyrastają oni na trupach niewinnych Polaków. Potwierdzeniem tego może być historia działań Brygady Świętokrzyskiej. Przeciętny Polak, no nie tylko, czytając niektóre gazety, wydawnictwa i urojenia dziennikarzy wygłaszane w telewizji publicznej, zarządzanej przez ludzi skrajnej prawicy, dowiaduje się, że w drugiej wojnie światowej walczyli o naszą niepodległość tylko żołnierze wyklęci. Innych nie było. Tworzy się tylko ich mit. Czyni się to za środki społeczne i państwowe, nasze, podatników. Po tym, co mówią działacze frontu ideowego, można odnieść wrażenie, że inni nie walczyli. Nawet kilkusettysięczna Armia Krajowa, największa formacja zbrojna w okupowanym kraju, która poniosła ogromne straty w walce, a w jej szeregach zginęły tysiące młodzieży, inteligencji, jest niemal w cieniu, na drugim planie tej pokiereszowanej polityki historycznej. Panowie z IPN orzekają, decydują, że każdy, kto nosił broń w czasie wojny i parę lat po jej zakończeniu, walcząc z Polską Ludową, zasługuje na pomnik, tablicę pamiątkową lub nazwę ulicy czy instytucji państwowo-publicznej. Tak zwana dekomunizacja obejmuje wszystkich, nawet żołnierzy Armii Czerwonej, tych 600 tysięcy poległych w walce o wyzwolenie i przywrócenie do Polski wielu miast. Spoczywają oni na wielu cmentarzach naszego kraju. I oni podlegają dekomunizacji w formie zakazu odwiedzania tych cmentarzy przez dzieci i młodzież szkolną. Pisano o tych faktach, o prowadzonym dochodzeniu wobec nauczycieli, którzy zorganizowali wycieczkę na cmentarz, na którym spoczywa kilkanaście tysięcy żołnierzy, czerwonoarmistów, wielu narodowości, Ukraińców, Rosjan, Białorusinów, a także Żydów oraz innych narodowości. Wśród nich są także nazwiska polskie.
Ta historyczna selekcja obejmuje także kościuszkowców, żołnierzy 1. i 2. Armii Wojska Polskiego. Tych 17 tysięcy poległych i 40 tysięcy rannych inwalidów. Chciałoby się zawołać: ludzie, co wy czynicie, dlaczego nie pozwalacie im spokojnie spoczywać w grobach i niepokoicie tych, którzy jeszcze żyją?! Przecież oni walczyli, przelewali krew za Polskę, nie za bolszewików, a teraz odbiera się im honor, godność i emerytury! Czy możecie obchodzić szerokim łukiem doświadczenia, jakże drastyczne, naszego sojusznika, Hiszpanii? W tym kraju trwała krwawa wojna domowa trzy lata (1936-1939). Poległo 700 tysięcy, w tym nasi bracia Dąbrowszczacy. Dziś istnieje wielka zgoda i przyjaźń, wszyscy oni, uczestnicy tej wojny bratobójczej, mają renty i emerytury. Tak się dzieje, bo mają jakże ludzkich, mądrych polityków, którzy nie ulegli zaślepieniu i nienawiści politycznej, odrzucając dogmaty ideologiczne.

 

Wynoszeni dziś na pomniki nowi bohaterowie

otrzymują swoje ulice, tablice pamiątkowe, a przecież nie wszyscy oni byli aniołami i bohaterami.
Jak wspomniałem, ogromny zakres obchodów 100-lecie odzyskania niepodległości, ich program opracowano i realizuje się w połączeniu z rozległą działalnością władzy w związku z wyborami do samorządów. Ma się odbyć 700 spotkań bojowników politycznych „dobrej zmiany”, na których upowszechnia się program i dążenia siły przewodniej, czyli PiS. W tych obchodach 100-lecia odzyskania niepodległości nie uwzględniono 40. lat istnienia PRL. Po prostu nie są one wliczone do historii narodu polskiego. I po co te bardzo wzniosłe apele o pojednanie, likwidację podziałów społecznych, dzielenie nas na dobrych i złych Polaków, którym odbiera się nieludzko ich radość w jesieni ich życia. Czy ten heroiczny wysiłek w budowaniu niemal nowej Polski po wojnie przez miliony Polaków, te czasy 40-lecia są niegodne wspomnień, szacunku dla kilku pokoleń naszych obywateli? Przecież idee socjalistyczne nie zostały przywiezione do Polski przez drugiego „okupanta”. Panie, przebacz im, albowiem nie wiedzą, co mówią, rozum poplątał im mowę. PPS powstała jako partia socjaldemokratyczna już w końcu XIX wieku, a nie po wojnie. Jej program upowszechniał sprawiedliwość społeczną, żądanie pracy i chleba, walkę z nieludzkim wówczas kapitalizmem, jego uczłowieczenie.
Powstanie Polski Ludowej i jej kształt ustrojowy to decyzja wielkich mocarstw, zwycięzców z koalicji antyniemieckiej, antyhitlerowskiej. Ci dzisiejsi, nowi bohaterowie, tacy wspaniali, niezłomni, strzelali do tych żołnierzy, Polaków, którzy na czapkach mieli orła bez korony, szli ze Wschodu i na całym szlaku bitewnym broczyli polską krwią, by jak najszybciej zmniejszyć skalę zbrodni Niemców na ziemi polskiej. Strzelali także do tych, którzy podjęli ogromny trud odbudowy ojczystego kraju, budowy Polski na morzu gruzów i zgliszcz, które po sobie okupant niemiecki pozostawił. Byliśmy wówczas ziemią spaloną. Widziałem, doświadczyłem. Niemal wszystko leżało w gruzach. Mój dzisiejszy Wrocław powstał z morza gruzów. Tylko 20 proc. budynków ocalało. I dziś te pokolenia, w tym dzieci i młodzież wojny, które wniosły największy wysiłek w ten gigantyczny czyn odbudowy kraju, w stworzenie warunków do życia i pracy dla 14. milionów urodzonych Polaków w czasach Polski Ludowej (z 24. do 38. milionów) są poniewierani i oskarżani, że zostawili po sobie ruiny. Polska Ludowa to czarna plama. Jakie to nieludzkie i niesprawiedliwe, wręcz niemoralne i niekatolickie. Obraża to miliony obywateli mojego kraju, mojej Ojczyzny, Polski. Jeszcze nie słyszeliśmy, by ktoś z obozu władzy wspomniał, iż wśród żołnierzy niezłomnych byli i tacy, którzy mają w swoich działaniach rozboje, morderstwa, rabunki mienia prywatnego i udział w bandyckich działaniach.
W moim życiu miałem dwa spotkania z żołnierzami wyklętymi i niezłomnymi, którzy walczyli rzekomo tylko o niepodległą Polskę. Pierwsze latem 1946 i drugie jesienią 1947 roku. Byłem nieletni, rocznik 1932. Byłem też uczestnikiem i trzeciego spotkania latem w 1947 roku, ale nie z nimi, lecz z ich ofiarami. Pamiętam do dziś siedemnaście jasnych trumien poległych. Nieśli je na ramionach ich koledzy. Ustawili je w centrum Sokołowa Podlaskiego na placu, gdzie stał, i stoi do dziś, pomnik jednego z dowódców powstania styczniowego z 1863 roku, księdza Stanisława Brzóski. Parę lat później ich prochy rodziny przeniosły na cmentarze katolickie. W czasach Polski Ludowej te ofiary bratobójczej walki miały swoją ulicę. Już jej nie mają.

 

Parę zdań o spotkaniach z żołnierzami wyklętymi, którzy mieli walczyć tylko o niepodległą i wolną Polskę.

Lato 1946 roku. Jedziemy z ojcem furmanką do miejscowości Sterdyń. Niewielkie miasteczko w naszym powiecie. Tam w poniedziałki odbywały się targi. Sprzedawano i kupowano niemal wszystko, w tym zwierzęta hodowlane. Jedziemy z ojcem furmanką kupić krowę. Parę kilometrów za miastem po jednej i drugiej stronie drogi zaczynają się zarośla i las. Nagle przed nami wyłania się paru panów leśnych w różnych ubraniach, cywilne osoby miały na rękach opaski biało-czerwone. Konia za uzdę i wprowadzeni zostaliśmy w głąb lasu. Siedziałem za ojcem na snopku słomy, jeszcze zdążył mi on przekazać zawinięte w szmatę pieniądze na krowę. Zdążyłem je wepchnąć w środek słomy, na której siedziałem. Rozpoczęła się rewizja kieszeni. W kieszeni górnej letniej koszuli miałem kilkaset złotych. Zabrali mi je. Przewracano kilka razy snopek słomy. Strach mnie ogarnął, że nie będzie krowy i mleka do kartofli i kaszy. Jadało się ziemniaki z mlekiem na kolację i na śniadania. Gdy już swoje „niepodległościowe” zadania wykonali, nakazali nam przez 30 minut nie ruszać się z miejsca. Oczywiście pod groźbą, że będziemy obserwowani. Nie będę relacjonował, co mówili nam podczas tej ich bojowej operacji przeciw Polakom, którzy chcieli wreszcie żyć i pracował po strasznych przeżyciach wojennych. I kolejne spotkanie jesienią w 1947 roku. Kosów Lacki. Też miasteczko gminne naszego powiatu. Pojechałem tam jako wysłannik do znajomych w interesach małego handlu. Wieczór. Godzina 23oo. Ciemno. Wysiadam z pociągu. Na małej stacji sporo osób w mundurach WP i z bronią. Stacja była otoczona. Kierowano nas do baraku poczekalni. Tam czekaliśmy, aż opróżnili kasę PKP i bufetu. Wreszcie pozwolono nam iść do miasta tylko jedną ulicą, na której byli żołnierze niezłomni na posterunkach. Mijałem je aż do skrętu przy Kościele. Dalej nie mogłem iść. Wracam. Na miejscowym posterunku MO wojsko i milicjanci bez broni i pasów. Głośne rozmowy. Uciekam, mogą strzelać. Centrum miasta. Idę. Stoi kilka samochodów ciężarowych. Wynoszą ze sklepów różne towary, w tym skrzynki wódki, bele materiałów itp. Zamiast się gdzieś ukryć, stałem jak gapa, przyglądając się, czym to wojsko się zajmuje. Jeden z nich krzyknął na mnie, polecając noszenie różnych skrzynek. Jednego z nich poznałem. Tak, to on, z naszego miasta. Spojrzał na mnie. Dziś ma już swoją ulicę. Bohater, „żołnierz niezłomny”.
Prawica, selekcjonując historię Polaków, zawłaszcza ją, przemilcza ważne wydarzenia będące wysiłkiem pokoleń, ich charakter, często przestępczy. Bo były one dziełem tych jej autorytetów i polityków, którzy są dziś wzorem moralnym dla partii konserwatywnych i liberalnych. Całek zjednoczonej prawicy. A były często zaprzeczeniem jej aktualnych programów i haseł; wizji i wezwań ideowo-politycznych. Przywołują pamięć, wskazują jako przykład wielkiej mądrości osoby, polityków, którzy w II RP popełniali czyny niegodne, a nawet zbrodnicze, karalne w ówczesnych demokracjach europejskich. Obiektywna ocena przeszłości prawicy byłaby wielce szkodliwa dla obozu władzy. Dlatego przemilcza się i chowa pod dywan to, co było w historii krytyczne. A sporo było działań i decyzji antydemokratycznych, wręcz antykonstytucyjnych. Ograniczenie wolności, prześladowania polityczne i brutalna walka z opozycją niemal przez cały okres 20-lecia międzywojennego.
Jakie to problemy i wydarzenia przemilcza prawica organizująca z dużym rozmachem obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. A były to sprawy w najnowszych naszych dziejach o ogromnym znaczeniu narodowym, które stały się przyczyną słabości i upadku Polski, jej wieloletniej okupacji niemieckiej. W tym opracowaniu nie będę ich komentował. Ograniczę się do ich wyszczególnienia. Właśnie okoliczność jest stosowna, by historycy i publicyści się wypowiedzieli. Politycy także, a może przede wszystkim. Czy to uczynią? Czas okaże. Bo jak dotychczas tego nie robili.

 

Oto problemy dotychczas przemilczane z naszych narodowych dziejów:

• zamach majowy w 1926 roku, obalenie przez wojsko rządu i prezydenta, 372. poległych i ponad 900. rannych na rozkaz komendanta, wodza narodu i dziś głównego bohatera, którego prawica traktuje z ogromną czcią i jego postępowanie przyjęła jako chwalebną historię i tradycję;
• dyktatorskie i antydemokratyczne sprawowanie władzy przez sanację aż do utraty niepodległości w 1939 roku;
• brutalne zwalczanie przeciwników politycznych, opozycji parlamentarnej, proces brzeski centrolewicy;
• ponad 1000 poległych robotników i chłopów w manifestacjach żądających chleba i pracy;
• zorganizowanie obozu w Berezie Kartuskiej, w którym znęcano się i stosowano tortury w stosunku do tych, którzy byli przeciwnikami marszałka;
• ponad 4000 więźniów politycznych aż do 1939 roku, nie tylko działaczy lewicowych, socjalistów, komunistów, ale i partii i stronnictw PSL;
• mordy przeciwników politycznych, którzy zginęli w okolicznościach dotychczas niewyjaśnionych;
• bankructwo polskiej polityki zagranicznej, co było przyczyną ponownej utraty niepodległości i okupacji niemiecko-rosyjskiej.
Nie są to wszystkie problemy, o których się nie mówi i trwa cisza o nich w obozie władzy. Dla myślących obywateli wiadomo, dlaczego.

 

Przecież są to jakże ważne sprawy, one bowiem zaważyły o tragicznych losach Polaków, o sześciu milionach poległych obywateli naszego kraju.

A teraz trochę polityki. To wszystko, co posiadamy jako państwo polskie, czym ono jest wśród narodów świata, to praca setek i dziesiątek lat tych, którzy wzięli w swoje posiadanie ziemie, na których powstało państwo polskie. To wszystko, co stworzono między Bugiem a Odrą, to ogromna praca wszystkich pokoleń, mieszkańców tych obszarów. To nie wynik pracy i działań jednej partii, opcji politycznej, jednej grupy społecznej, obozów władzy. Jest to suma dokonań nas wszystkich. Kolejne władze w różnym stopniu kontynuowały dzieło swoich poprzedników. Nie trzeba być wielkim politykiem, by wiedzieć, że to, co było dobre za czasów poprzedniej władzy, która przekazała ster państwa innym, powinno być kontynuowane, doskonalone i wzbogacane o nowatorskie rozwiązania. Przecież są uniwersalne zasady kierowania nawą państwową, są też zasady kultury politycznej, o których myślący racjonalnie politycy obejmujący ster państwa powinni pamiętać.
Tego, czego doświadczamy obecnie, jeszcze nie było od czasu zakończenia drugiej wojny światowej. Każde poprzednie rządy przejmując władzę starały się lepiej lub gorzej, w większym lub mniejszym zakresie wykorzystywać to, co dobrego dokonali poprzednicy. Najskromniejsza chyba była koalicja SLD-PSL, bo dała sobie wmówić, że jej mniej wolno i w wielu dziedzinach społeczno-gospodarczych to była po prostu kontynuacja władz poprzednich, liberałów wykonujących zalecenia doradców amerykańskich, które okazały się wielce szkodliwe dla społeczeństwa i całej naszej gospodarki. Wolna ręka rynku miała kierować naszą gospodarką. Wynik był taki, jaki każdy z nas widzi i ponosi skutki biedy i bezrobocia naszych obywateli. Przykładem jakże przekonującym mogą być PGRy, ich pół miliona pracowników. Czesi byli bardziej samodzielni i ich reformy były bardziej ludzkie, a nie rodem ze zbójeckiego kapitalizmu. Słuchając wypowiedzi w telewizji i czytając niektóre gazety, ma się wrażenie, że niektórzy politycy utracili kontakt z rzeczywistością historyczno-społeczną. Ruina. Tu nic nie było, niczego nie załatwiono w tej Polsce, dopiero oni, partia prezesa, konserwatyści będą budować, wszystko zmieniać i doskonalić.
Ani PO, ani też PSL nie są moimi idolami, Daleko mi do nich. Ale jak można w każdym przemówieniu i wystąpieniu mówić, że przed nami nic nie zrobiono, niczego nie dokonano, a jedynie rozgrabiono dobro narodowe, okradając Polaków. Teraz my wszystko będziemy zmieniać (zadufani w dobrej zmianie). Obóz władzy będzie wszystko poprawiał, bo poprzednicy to grupa nieudaczników. Oni są inni, lepsi, niemal idealni. Panowie, trochę skromności i pokory. Ten narcyzm może okazać się szkodliwy dla Polaków. Jaka to mądra władza, nowa władza, robi, buduje wszystko od nowa, od podstaw. Ba, państwo było teoretyczne, nie było go. Gdzie tu logika i zdrowe myślenie, by nie mówić bardziej dosadnie. Czyż to nie jest historyczne kłamstwo, że nasi poprzednicy niczego dobrego dla Polski i jej mieszkańców nie zrobili. A może coś robili, dokonali, co można wykorzystać, poprawić, lepiej zrobić w nowych uwarunkowaniach międzynarodowych (relacje z UE, kontakty gospodarcze z niektórymi krajami Europy i świata). Niestety, totalna krytyka byłych włodarzy państwa. Żołnierze „dobrej zmiany” nieustannie gromią słownie poprzedników, którym także głównie chodzi o ponowne przejęcie władzy w naszym kraju. Wali się w nich jak cepami w kaczy kuper. Chciałoby się zawołać na cały głos: panowie, opamiętajcie się! Co czynicie, czy to służy Polsce i nam, jej mieszkańcom? Nieustanne kopanie leżącego jest przecież wysoce niemoralne, nieetyczne, nieusprawiedliwione. Tylko wciąż afery i afery, nawet te małe. Afery były, są i jeszcze długo będą, jeśli się nie stworzy odpowiedniego systemu prawnego w funkcjonowaniu struktur naszego państwa. Dlaczego nasi biskupi i proboszczowie nie wypowiadają się na ten temat, jakże ludzki i chrześcijański temat. Doprawdy, niczego w naszej najnowszej historii nie dokonano? A dekada Gierka, w tym budowa kościołów, szeroki strumień inwestycji. Polska powstała na popiołach minionej wojny lat 1939-1945. Otwarto się na Zachód. A ten ogromny skok cywilizacyjny to czyje dzieło, nie Polaków? To wszystko, co dokonały poprzednie pokolenia, obecnie procentuje w nowoczesnym rozwoju kraju.
Wciąż się krzyczy, że PO jest totalną opozycją. Nie mam zamiaru być obrońcą tego ugrupowania politycznego. Ale to, co robi obóz władzy, jej zapiekłość oraz nienawiść do wielu grup i środowisk społecznych nie ma charakteru także totalnej negacji byłych rządów? Godzi się programowo w honor wielu Polaków, którzy budowali, a faktycznie odbudowali Polskę. Razi wielu z nas wielka sprzeczność głoszonych haseł, wezwań do pojednania i porozumienia. Jest tu wyraźny rozbrat między hasłami, zaklęciami ideowo-patriotycznymi, a tym, co się czyni, uchwalając ustawy i przyjmując decyzje partyjno-rządowe. Dzieli się nas, Polaków, na dobrych i złych. Po prostu wyrokuje się z urzędu, kto jest, a kto nie jest patriotą naszej Ojczyzny. Czy moralne jest, by jedna partia tworzyła kryteria oceny, kto jest dobrym Polakiem i patriotą, a kto nie jest. I już na koniec. Trzeba mieć świadomość, że wahadło historii, szczególnie naszej historii, jak już to bywało, i to wielokrotnie, może zmienić kierunek swoich uderzeń. Im wcześniej to zrozumieją politycy prawicy, tym lepiej dla nich, a dla Polski szczególnie. Są wartości w tradycji naszego narodu o szczególnym znaczeniu moralnym. To one były i są motywem walki oraz czynu wielu pokoleń Polaków w trudnych latach naszej przeszłości. Tymi wartościami jest patriotyzm, umiłowanie Ojczyzny i honor narodowy. Podziały społeczne, bitwy polsko-polskie godzą w naszą godność narodową w oczach innych nacji. Właśnie obchody 100-lecia odzyskania niepodległości mogą być bardzo dobrą okazją do jedności w najważniejszych sprawach naszej narodowej racji stanu. Czy tak się stanie? Pożyjemy, zobaczymy.
Podzielam pogląd, że największą szkodą jest zakłamanie naszej historii, ale także historii innych narodów. Gospodarkę można odbudować. Trudniej będzie z wiedzą młodzieży o okresie międzywojennym i wojnie, o PRL. Jest ona bowiem bardzo daleka od prawdy historycznej.

Dusze ich były czyste, ponad śnieg bielsze…

Tytułowy cytat o duszach bielszych ponad śnieg pochodzi z utworu „Legion”, jednej z blisko 600 pozycji wymienionych na stronie Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ).

 

Światowej sławy lwowsko-wrocławski matematyk Hugo Steinhaus w swych „Wspomnieniach” nazwał ich „bandytami w mundurach”. Marek Edelman odniósł do nich jedno tylko słowo: „faszyści”. Stefan Litauer, akredytowany przy rządzie emigracyjnym dziennikarz, dodał: „polscy faszyści”. „Warcholstwem” określono działania Narodowych Sił Zbrojnych w Biuletynie Informacyjnym AK z 11 kwietnia 1943 r. Rząd na uchodźstwie nie uznał NSZ za część armii polskiej. Napisał o nich Melchior Wańkowicz, że żołnierze tej formacji byli jak „cywilne plewy przegnane wichrem wojny na zachód”.

To ostatnie zdanie odnosi się do sytuacji, w której żołnierze wyodrębnionej z NSZ Brygady Świętokrzyskiej przebili się do Niemiec i pilnowali teraz alianckich magazynów i innych obiektów wojskowych, obozów dla „dipisów”. Owszem, karabiny mieli. Amerykanie i Brytyjczycy na więcej nie pozwalali. Broń była bez naboi. Xawery Dunikowski, znany rzeźbiarz, przedtem sam cudzoziemski legionista, przypomniał sobie, że w służbie Francuzów w Afryce byli też „chłopcy z Gór Świętokrzyskich”.

Temat żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych nie zniknął z areny współczesnych dziejów polskich

Na przykład 5 maja 2018 r. TVP przedstawiła brygadę jedynie w kontekście wyzwolenia 120 kobiet z filii obozu koncentracyjnego. Nadto jest wiele innych mitów dotyczących NSZ, w tym brygady. Sporo ludzi uważa dziś tych żołnierzy za bohaterów. Mają ono prawo do noszenia munduru wraz z odznaczeniami wojskowymi z Virtuti Militari włącznie. Dawni żołnierze NSZ maja swój własny Związek NSZ z zarządami i prezesami, muzeum, tablice pamiątkowe, przed którymi zbiera się dziatwa szkolna i weterani, odbywają z okazji rocznic bojów uroczystości pokropione np. przez kanonika Sławomira Zygę, kanclerza diecezji szczecińsko-pomorskiej, a w Małopolsce i w Kieleckiem przez proboszczów. Stają na baczność, gdy przed grobem Nieznanego Żołnierza po odczytaniu nazwy ich formacji pododdziały ze wszystkich rodzajów broni skandują „chwała bohaterom”.

I tak się faktycznie czują, mają do tego prawo „na piśmie”, a nawet w druku i na ekranach telewizyjnych. W ślad za dekretem z 1 stycznia 1988 r. ówczesnego prezydenta RP na uchodźstwie Kazimierza Sabbata, stanowiącym, że żołnierze NSZ, którzy brali udział w walkach z okupantami w latach 1939–1945 „spełnili swój obowiązek obywatelski i żołnierski wobec Rzeczypospolitej Polskiej”, Sejm RP VII kadencji podjął 9 listopada 2012 r. – i to przy aplauzie większości Izby – z okazji 70-lecia powstania NSZ uchwałę stwierdzającą, że NSZ „dobrze zasłużyły się Ojczyźnie”. 7 września 2009 r. prezydent Lech Kaczyński wystosował list specjalny do organizatorów i uczestników obchodów rocznicy mordu na żołnierzach NSZ i nadawał żołnierzom tej formacji wysokie odznaczenia państwowe. Prezydent Andrzej Duda w 2017 r. pośmiertnie awansował członków NSZ na wyższe stopnie oficerskie i również nie skąpił odznaczeń wojskowych. Orderu Virtuti Militari przyznać nie miał prawa, decyduje o tym kapituła. Była w 1943 taka „kapituła” złożona z dowódców okręgów NSZ. Odznaczeni w taki uzurpatorski i bezprawny sposób, o ile jeszcze żyją, mogliby z tym najwyższym odznaczeniem paradować z okazji świąt państwowych.

III Republika podała rękę niechwalebnym epigonom II Rzeczpospolitej. I w tej dziedzinie pielęgnowane jest dziedzictwo narodowe

Jeśli 11 listopada narodowcy żądają „czystej Polski i Europy” i nie wstydzą się rasistowch haseł, jak faszyści pod Wodzisławem zlatują się jak na swą Łysą Górę i „heilują” na cześć Führera, jak w Dzierżonowie pod hasłem SS „Blut und Ehre” (Krew i Honor) – odbywają się międzynarodowe festiwale zespołów muzycznych, jak w historycznej Sali BHP w stoczni gdańskiej obraduje „plenarnie” ONR, jak się organizuje marsze i demonstracje „Wszechpolaków” i rodzimych „falangistów” i przez Warszawę ciągnie się „majowy marsz szturmowy” – czyż nie jest to powód do wstydu?

Czy zmierzamy do rzeki, do której wejść nie wolno?

„Młodzieżówka” radykalnych narodowców spod znaku „Koliber” (zauważmy: chce Aleję I Armii Wojska Polskiego przemianować na Aleję Narodowych Sił Zbrojnych) otacza żołnierzy NSZ prawdziwym kultem. Widzi w nich prawdziwych Polaków i bohaterów. NSZ – jak piszą na swych internetowych stronach – miały liczyć do stu tysięcy walczących. Skromniejsze dane przytacza się odnośnie do Brygady Świętokrzyskiej – od 800 do 1300 – zwartej i poniekąd kadrowej części NSZ. Zajmowała ona szczególne miejsce i stąd należna jej większa nasza uwaga.
W połowie stycznia 1945 r., po defiladzie przed swym dowództwem i niemieckimi oficerami łącznikowymi, podjęła brygada marsz na zachód, do Niemiec. Najpierw poruszała się przez Śląsk. Most nad Pilicą przeszła bez trudu – Niemcy wycofali swe posterunki. Odtąd już nieustannie armia niemiecka mościła jej drogę. Gdy znalazła się na terenie kontrolowanym przez Armię Środek marszałka Ferdinanda Schörnera, niemiecki sztab skierowano do brygady oficerów SS. Zapewniali oni kwatery, żywność oraz sprzęt wojskowy z amunicją włącznie. W Berlinie Goebbels napisał w swym „Tagebuch”, że wszyscy walczący z bolszewikami zasługą na poparcie III Rzeszy.

Rozwój wydarzeń w okupowanej Polsce oraz struktury podziemia były ciągle pod obserwacją tajnych służb, w tym Gestapo. Jej agentem w placówce w Radomiu był Hubert Jura („Tom”). Tenże przy pomocy Paula Fuchsa z SS stworzył specjalną sieć konfidentów. Na „Toma” sąd AK wydał wyrok śmierci, ale ten się wywinął. Z uzyskanych już po wojnie dokumentów Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) wynika, że agentów w rodzaju „Toma” było więcej. Inspirowali oni do walk z AK, a szczególnie z AL. Zamordowanie 17 jeńców z lewicowej formacji bojowej oraz wydanie w ręce Gestapo działaczy polskiego państwa podziemnego obciąża również specjalne grupy brygady. Podszywając się pod AK, dokonywała rekwizycji u ziemiaństwa, zabierając konie, furaż i żywność.

Zdawało się jej dowódcom, że po przekroczeniu granicy niemieckiej zdołają osiągnąć główny cel: połączyć się z oddziałami III Armii generała George’a S. Pattona. Amerykańska Secret Service obserwowała poczynania brygady już od lat i nie mogło być zaskoczeniem, że z planów dowództwa brygady, by stała się sojusznikiem aliantów, nic nie wyszło. Co więcej, Amerykanie rozbroili w Coburgu całą brygadę. Również Brytyjczycy odmówili jej statusu sił alianckich. Specjalny wysłannik do Londynu Jerzy Dobrzycki nic nie wskórał.

Generał Władysław Anders ich nie chciał. Meldunek kierownictwa AK z 1 stycznia 1945 roku brzmiał: „[…] działalność NSZ bez zmian. Współpracują z Niemcami”. Próba pozyskania polskich oficerów z Oflagu w Murnau też była nieudana.

Tak więc ta lakoniczna opinia Melchiora Wańkowicza, że wiatr ze wschodu przywiał plewy na zachód, była arcytrafna.

Skrajnie inne zdanie w sprawie NSZ reprezentują w obecnym demokratycznym państwie prawa najwyżsi dostojnicy III RP. Ci wołają: „Chwała bohaterom”.