Otwórzcie klatki!

Międzynarodowa koalicja chce zakazu trzymania zwierząt w klatkach. Wolność dla kur, królików, świń!

 

W Parlamencie Europejskim nastąpiło dziś oficjalne rozpoczęcie Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej “Koniec Epoki Klatkowej”. Jej celem jest wprowadzenie na terenie Unii całkowitego zakazu stosowania klatek w hodowli zwierząt gospodarskich. Podpisy pod inicjatywą zbierane będą przez rok w 7 krajach członkowskich, w tym w Polsce.
Autorem projektu, proponującym zmianę przepisów prawa unijnego, jest międzynarodowa organizacja CIWF (Compassion in World Farming) razem ze swoim polskim oddziałem – CIWF Polska. Komitet EIO „Koniec Epoki Klatkowej” tworzą Polska, Francja, Grecja, Niemcy, Holandia, Włochy i Czechy.
Organizatorzy postulowali będą wprowadzenie przepisów zakazujących stosowania wszystkich klatek w hodowli zwierząt gospodarskich: klatek dla kur niosek, królików, młodych kur, brojlerów hodowlanych, kur niosek hodowlanych, przepiórek, kaczek i gęsi; kojców porodowych i inseminacyjnych dla macior oraz indywidualnych zagród dla cieląt.
Do inicjatywy dołączyło łącznie 130 organizacji z całej Unii Europejskiej. W Polsce poza CIWF należą do nich: Fundacja Viva Akcja dla Zwierząt, Otwarte Klatki, OTOZ Animals, Polskie Towarzystwo Etyczne, Fundacja Alberta Schweizera, Basta! – Inicjatywa na rzecz zwierząt, Fundacja Res Severa oraz Klub Gaja.
– Wierzymy, że to początek końca epoki klatkowej w hodowli zwierząt. Położenie kresu nieludzkiemu traktowaniu zwierząt gospodarskich to cel, który łączy organizacje prozwierzęce w całej Europie i cieszy się poparciem coraz większej liczby obywateli Unii – mówi Ilona Rabizo ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Europejska Inicjatywa Obywatelska stanowi narzędzie, przy pomocy którego jako obywatele możemy kształtować działania UE. Po zebraniu co najmniej 1 miliona podpisów będziemy mogli zwrócić się do Komisji Europejskiej o przedłożenie wniosku ustawodawczego – dodaje.
Organizacje mają rok na zebranie co najmniej miliona podpisów obywateli UE pod Inicjatywą. Następnie podpisy trafią do Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Inicjatywę można podpisywać online oraz w wersji papierowej. Jeśli zakończy się sukcesem, może w znaczący sposób zmienić cały system produkcji żywności, a także wpłynąć na warunki życia miliardów zwierząt hodowanych co roku w Europie.
Jak zapowiadają organizatorzy, w pierwszych dwóch tygodniach października w całej Unii Europejskiej, w tym m.in. w Polsce, odbędą się wydarzenia i happeningi inaugurujące akcję.

Dobre wieści z ekoświata

Kawiarnie sieciowe wprowadzają więcej opcji roślinnych

 

Eksperci kampanii RoślinnieJemy sprawdzili dostępność opcji roślinnych w największych kawiarniach sieciowych. Według opublikowanego przez nich rankingu najbardziej aktywnie na zmieniające się trendy konsumenckie odpowiadają sieci Green Caffe Nero oraz Starbucks.
Badania INSE z 2013 roku wskazały, że statystyczny Polak odwiedza kawiarnie 11 razy w roku. Jednocześnie z sondażu IBRiS z lutego 2018 roku wynika, że coraz więcej konsumentów skłania się ku roślinnym alternatywom dla konwencjonalnych produktów – aż 57,8% Polaków planuje ograniczyć spożycie mięsa na rzecz produktów roślinnych. Mleko sojowe można obecnie znaleźć w większości sklepów, a producenci żywności coraz częściej żywo reagują na zmianę nawyków żywieniowych Polaków.
– Zdecydowaliśmy się przeprowadzić ranking kawiarni sieciowych pod kątem dostępności produktów roślinnych, ponieważ dostrzegamy wzmożone zainteresowanie roślinnymi alternatywami, chociażby dla nabiału – komentuje Maciej Otrębski, strategic partnerships manager kampanii RoślinnieJemy – Jak wskazuje badanie Mintel, mleko roślinne do kawy przestało być kaprysem “wielkomiejskiego hipstera” – 90% osób, które decydują się na wybór napojów roślinnych kupuje także mleko krowie. Produkty roślinne stają się po prostu coraz bardziej atrakcyjne dla konsumentów – dodaje.
W raporcie najlepiej wypadły sieci Green Caffe Nero, Starbucks, Etno Cafe oraz kawiarnie Gorąco Polecam, w których napoje roślinne do kawy dostępne są w kilku opcjach. Wariant sojowy zazwyczaj można wybrać bez dodatkowej dopłaty, a napoje kokosowe, czy migdałowe dostępne są za dodatkową opłatą. Zarówno Green Caffe Nero, jak i Starbucks, oferują swoim klientom w 100% roślinne słone i słodkie przekąski – w Green Caffe Nero dostać można sernik z tofu (serka z soi) oraz kanapki z hummusem i pastą baba ghanoush (na bazie bakłażana), a w kawiarniach Starbucks szarlotkę i roślinny lunchbox.
W rankingu najgorzej wypadły kawiarnie Tchibo i McCafe oraz lokalne kawiarnie sieciowe zlokalizowane przy piekarniach, takie jak Awiteks czy Lajkonik.
Wyniki raportu wskazują także na fakt, że sieci niechętnie chwalą się dostępnością produktów roślinnych, jedynie okazjonalnie informując o wegańskich przekąskach czy słodkich deserach. Według CB Insights, to właśnie dieta roślinna jest jednym z megatrendów na nadchodzące lata, a konsumenci w coraz większym stopniu oczekiwali będą zdrowszych, bardziej przyjaznych środowisku dań i produktów. Większość kawiarni sieciowych zdaje się według autorów raportu nie dostrzegać tego trendu.
– Zainteresowanie produktami roślinnymi potwierdza sukces szeregu rzemieślniczych kawiarni, oferujących wegańskie dania – warszawskiego lokalu Nancy Lee, czy krakowskiej Karmy. Roślinne napoje czy przekąski trafiają w gusta konsumentów zainteresowanych ciekawymi smakami, czy osób nietolerujących laktozy – podsumowuje Otrębski.

 

Coraz więcej restauracji rezygnuje z jaj klatkowych

Niemal 60 restauracji, knajp i barów szybkiej obsługi na terenie całej Polski przyłączyło się do światowego trendu wycofywania jajek z chowu klatkowego (tzw. „trójek”). Kierują się względami etycznymi oraz chęcią podążania za oczekiwaniami konsumentów.
W oświadczeniach restauracji dotyczących wycofania jaj z chowu klatkowego znaleźć można m.in. argumenty dotyczące sprzeciwu wobec warunków, w jakich przetrzymywane są kury nioski – bez dostępu do świeżego powietrza, w ciasnych klatkach, które nie zapewniają im możliwości spełniania naturalnych potrzeb. Restauratorzy swoje decyzje motywują także potrzebą sprostania wymaganiom konsumentów, którzy preferują bardziej etyczne produkty dostępne na rynku i oczekują tego samego od lokali, które odwiedzają.

 

Które restauracje zdecydowały się na takie zmiany?

Na potrawy bez jaj „trójek” można wybrać się już teraz do Restauracji Polska Różana i N31 restaurant&bar, a niedługo – od 2020 roku – do Restauracji Stolicy, sieci 7th Street Bar & Grill oraz do burgerowni Meet&Fit, która nie tylko wycofuje „trójki”, ale zmieniła także nazwę z poprzedniej Meat&Fit ze względu na stale poszerzającą się liczbę opcji wegańskich w menu.
Do grona firm wycofujących jaja pochodzenia klatkowego dołączyły także większe sieci restauracji, pokazując, że duża gastronomia i szacunek do zwierząt idą w parze: restauracje Sphinx, Bobby Burger, MJM Group S.A. ze swoimi markami Road American Restaurant, Gra Smaków, Choice i oferującym włoską kuchnię Benvenuti in Italia, Restauracje Krawczyk, do których należą Sukiennice 7, Steak’N’Roll, The Irish Pub Guinness, Butchery Grill, Warszawski Sznyt, Burger Bistro, hołdujące polskim klasykom z nutką orientalną Sami Swoi oraz Domowe Smaki.
Zaangażowanie na rzecz poprawy dobrostanu kur zadeklarowała również firma Wojtex – właściciel Pizzerii Biesiadowo i licznych konceptów gastronomicznych takich jak Western Chicken czy Rybkodajnia, jak również North Food ze swoimi markami North Fish i John Burg.
Takie decyzje coraz częściej podejmują też firmy cateringowe – potrawy wolne od jaj klatkowych zamówić można w cateringu Optidiet, a od 2025 roku w Eurest Polska.

 

Zmiany globalne

Zmiany w zakresie rezygnacji z jaj tzw. „trójek” nie dotyczą jedynie polskiej branży gastronomicznej – mają zasięg globalny. Już ponad 500 restauracji na całym świecie, w tym sieć barów Subway, obecna w ponad 100 krajach, oraz ogromna sieć włoskich restauracji Vapiano, dołączyły do tego światowego trendu.
Restauracje, które podjęły taką decyzję, znaleźć można także na lotniskach. Dzięki deklaracjom Lagardère Travel Retail i Grupy Baltona już niedługo podróżujący będą mogli cieszyć się wolnymi od jaj klatkowych potrawami w lokalach takich jak m.in. Travel Chef – od 2020, Business Shark Pub & Restaurant, Flying Bistro, Gourmet Bistro – od 2025 roku.
Także liczne obecne na rynku polskim i międzynarodowym pizzerie zdecydowały się na wycofanie „trójek” z sosów, deserów i dodatków do pizzy – Da Grasso, Telepizza, Pizza Dominium, Pizzeria Presto oraz wspomniana wcześniej Pizzeria Biesiadowo.

 

Polska gastronomia (i nie tylko) wolna od hodowli klatkowej

Z jaj pochodzenia klatkowego zrezygnowały już największe firmy działające w Polsce.– Restauratorzy to kolejna grupa przedsiębiorców, którzy pokazują nam, że wizja Polski wolnej od zbędnego cierpienia zwierząt wcale nie należy do odległych – komentuje Marta Cendrowicz, koordynatorka kampanii „Jak one to znoszą” ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – W taką Polskę, obok wspomnianej gastronomii oraz ponad 80 proc. konsumentów, wierzy już ponad 100 firm obejmujących także sieci sklepów spożywczych, producentów żywności oraz hotele – dodaje.
Polityki firm odnośnie wycofywania jaj klatkowych są wynikiem globalnej kampanii międzynarodowej koalicji Open Wing Alliance, zrzeszającej ponad 55 organizacji ochrony zwierząt z całego świata. Członkami koalicji w Polsce jest Stowarzyszenie Otwarte Klatki oraz Fundacja Alberta Schweitzera.

„Osadzeni za zwierzęta” – raport, który strach czytać

Przypalają, duszą, wieszają, kopią i topią. Gonią, aby rozbić głowę siekierą. Nadziewają na widły, wrzucają do pieca. Głodzą, bo twierdzą, że „chcieli wyhodować rasę odporną na warunki ekstremalne”. Część trafia do więzień, część pod dozór kuratora, niektórzy dostają w prezencie „bransoletkę” czyli dozór elektroniczny. Innym wystarczy tylko grzywna. Co się z nimi dzieje po odbyciu kary? Powstała właśnie kontynuacja wydanej w 2016 roku analizy pt. „Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami?”. Tym razem zbadano skuteczność wykonywania kar za przestępstwa popełnione na zwierzętach.

 

Dokument został przygotowany przez Fundację Czarna Owca Pana Kota oraz Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt Ekostraż w ramach Programu Demokracja w Działaniu finansowanego z funduszy Fundacji im. Stefana Batorego.

 

Na początku przypomnijmy, jakie w ogóle grożą za to sankcje:

W obecnej chwili przepisy karne Ustawy o ochronie zwierząt przewidują karę pozbawienia wolności do 3 lat za przestępstwo nieuzasadnionego (niehumanitarnego) uśmiercenia zwierzęcia lub przestępstwo znęcania się nad zwierzętami – w typie podstawowym oraz do 5 lat pozbawienia wolności za którekolwiek z tych przestępstw kwalifikowane szczególnym okrucieństwem sprawcy. Sprawca wykroczeń z art. 37 u.o.z. podlega karze aresztu lub grzywny. Poza karami sąd orzekający w sprawie ma do dyspozycji katalog środków karnych.

Owe „inne środki” to między innymi przepadek zwierząt, nad którymi się znęcano bądź zakazy wykonywania pewnych zawodów czy czynności zawodowych, związanych w jakiś sposób z ich dobrostanem.

Jak streścić raport w dwóch zdaniach? Jego myśl przewodnia jest tożsama z myślą przewodnią poprzedniej części: zapada coraz więcej wyroków skazujących z Ustawy o ochronie zwierząt lub za przestępstwa podobnego typu. Organy ścigania wszczynają zdecydowanie więcej postępowań (w ciągu 7 lat liczba ta wzrosła niemal dwukrotnie. W 2010 roku było to ok. 1,8 tys. przypadków, a w 2017 około 2,8 tys. I paradoksalnie – jest to dobra wiadomość.

 

Garść cyferek

Z dokumentu wynika, że sądy chętnie orzekają kary w zawieszeniu wobec sprawców zwierzęcej przemocy:

W 2014 roku sądy warunkowo zawiesiły ok. 95 proc. kar pozbawienia wolności orzeczonych wobec sprawców przestępstw z Ustawy o ochronie zwierząt w typie podstawowym oraz ok. 72 proc. kar pozbawienia wolności wymierzonych za kwalifikowany typ tych przestępstw. Sądy wymierzały na ogół krótkoterminowe kary pozbawienia wolności w wymiarze nieprzekraczającym 6 miesięcy. W 2014 roku 66,7 proc. sprawców przestępstw z Ustawy o ochronie zwierząt zostało skazanych na karę pozbawienia wolności w takim właśnie wymiarze. Kary pozbawienia wolności w wymiarze przekraczającym 1 rok wymierzane były incydentalnie i co do zasady ich wykonanie zawieszane było na okres próby.

Długoterminowe kary też się zdarzają, ale zwykle w tych przypadkach, gdzie miejsce ma kara łączna, a kara za przestepstwa wobec zwierząt to jedna ze składowych.

Osoby osadzone na dłużej najczęściej otrzymały karę łączną za popełnienie także innych przestępstw, jak m.in. kradzież z włamaniem czy znęcanie się nad osobą bliską.

Ta specyficzna przemoc ma płeć. I jest to płeć męska: w latach 2012-2016 „za kratki” trafiło „za zwierzęta” 521 osób, z czego 96, 5 proc. to mężczyźni. Dodać należy, że bezwzględne więzienie orzeczono w ponad połowie przypadków z tego okresu (1665 skazanych).

Na pewno na zawiasy lub grzywnę nie mogą liczyć sprawcy znęcający się ze szczególnym okrucieństwem (zakłucie kota widłami, zarąbywanie żywych zwierząt siekierą, dźganie nożem, wieszanie, topienie).

Każdego roku odbywanie kary pozbawienia wolności za czyny zabronione przeciwko zwierzętom rozpoczyna ok. 100 skazanych. Istniejącą w tym zakresie dysproporcję pomiędzy roczną liczbą osadzeń w zakładach karnych a roczną liczbą prawomocnych skazań na karę bezwzględnego pozbawienia wolności za przestępstwa przeciwko zwierzętom należy tłumaczyć przede wszystkim faktem, że osadzeni trafiają do jednostek penitencjarnych często po upływie kilkunastu miesięcy, a nawet lat po uprawomocnieniu się wyroku.

I tu dochodzimy do kolejnego problematycznego zagadnienia. A jest nim właśnie opóźnienie, z jakim do prawomocnie skazanego dociera „bilet do więzienia”.

 

Czas oczekiwania może ulec zmianie

To, że skazani trafiają do zakładów karnych po upływie kilkunastu miesięcy, a w wielu przypadkach nawet kilku lat od uprawomocnienia się wyroku jest oczywiście oburzające, lecz należy uczciwie przyznać, że to powszechny problem polskich przepełnionych więzień. Skazani za przestępstwa wobec zwierząt nie są traktowani bardziej pobłażliwie niż sprawcy innych czynów karalnych.

Osadzony-rekordzista trafił do zakładu karnego aż po sześciu (!) latach od sadowego orzeczenia. To Brytyjczyk Stephen D., który zagłodził na śmierć 11 koni w (nomen omen) Końskich na Kielecczyźnie. Jak podaje Fundacja CzOPK, „został skazany na rok pobawienia wolności z warunkowym zawiesze­niem na 5 lat. Sąd w 2010 roku uchylił warunkowe zawieszenie. Stephen D. odbył karę dopiero w 2013 roku i to w formie dozoru elektronicznego”. Za co go skazano? Mężczyzna przetrzymywał konie na zamkniętym terenie bez możliwości schronienia pod dachem i pożywienia.

Ujawniono zwłoki martwych zwierząt na terenie kwater łąkowych – lekarsko-weterynaryjne sekcje ich zwłok wykazały, że konie były wybitnie wychudzone, a przyczyna ich śmierci związana była z miernym lub niewłaściwym odżywaniem.

Mężczyzna tłumaczył później organom ścigania, że chciał wyhodować nową rasę odporną na warunki ekstremalne.

Prócz tego standardem jest przeciąganie się w czasie postępowań, w których sąd najpierw orzeka grzywnę (przykład mężczyzny, który udusił psa kablem elektrycznym w 2009, za kratki trafił w 2011) lub prace społeczne (mężczyzna, który w 2015 zabił bobra, do zakładu karnego wezwano go po 2 latach) – a następnie zamienia je jednak na karę pozbawienia wolności z powodu niemożności wyegzekwowania pierwotnego orzeczenia.

Roberta Maślaka, biologa z Uniwersytetu Wrocławskiego, zasiadającego w Radzie Krajowej Partii Razem, cieszy rozszerzenie definicji znęcania. Bo znęcanie to nie tylko okładanie młotkiem. A w takim duchu wydawano orzeczenia jeszcze dekadę temu. Zaniedbywanie zwierzęcia, nieodpowiednie żywienie, brak dostępu do opieki medycznej czy szczepień były przez sądy traktowane zdecydowanie łagodniej. Dziś uznawane są za pełnoprawne dręczenie. To naprawdę dobra zmiana dla zwierząt.

– Pomimo drastycznych opisów zawartych w raporcie, cieszy, że kwalifikowanie złych warunków utrzymywania zwierząt, jako formy znęcania się, stały się powszechne. Wcześniej nie było to takie oczywiste. – mówi Maślak Strajkowi.eu. – Przypominam sobie proces Antoniego Gucwińskiego, byłego dyrektora ogrodu zoologicznego we Wrocławiu, oskarżonego o trzymanie niedźwiedzia brunatnego przez 10 lat w karcerze na powierzchni 6 m2, w którym nawet nie mógł się wyprostować. Prokuratura dwukrotnie umarzała sprawę, a po prywatnym akcie oskarżenia złożonym przez fundację „Viva!”, sądy w dwóch instancjach uniewinniły Gucwińskiego argumentując, że niedźwiedź nie miał złych warunków, bo „nie zdechł”. Dopiero po kasacji w Sądzie Najwyższym, który uznał, że sądy działały z rażącym naruszeniem prawa i zakwestionował ocenę, że aby doszło przestępstwa potrzebna jest wola znęcania się nad zwierzęciem, w styczniu 2011 roku doszło do skazania. Od podjęcia śledztwa przez prokuraturę do skazania upłynęło prawie 4,5 roku. I właśnie długość postępowań, to chyba najistotniejszy problem w sprawach dotyczących znęcania się nad zwierzętami.

 

Za co siedzisz?

Zgodnie z danymi pozyskanymi w wyniku monitoringu zakładów karnych w latach 2012-2016 przebywało w nich 885 osadzonych za przestępstwa przeciwko ochronie zwierząt.
Autorzy raportu objęli monitoringiem aż 86 zakładów karnych. Te w większości niechętnie i z opóźnieniem udzielały informacji o sygnaturach oraz rzeczywistej długości pobytu w zakładzie konkretnych osadzonych. Trzy placówki (Cieszyn, Płock, Żytkowice) o ogóle nie udzieliły informacji.

We wszystkich monitorowanych latach w jednostkach penitencjarnych zdecydowanie dominowali osadzeni na krótkoterminowe kary pozbawienia wolności. W poszczególnych latach najliczniejszą grupę osadzonych stanowili skazani za przestępstwa przeciwko zwierzętom na karę pozbawienia wolności w wymiarze do 6 miesięcy. Do grupy tej należą także osoby tymczasowo aresztowane za przestępstwa przeciwko zwierzętom oraz odbywające zastępczą (za grzywnę lub ograniczenie wolności) karę pozbawienia wolności.

 

Kim są ci „wybrańcy”? Za co trafili za kratki?

– Karę 1 roku pozbawienia wolności odbył w całości w Zakładzie Karnym w Brzegu skazany w 2013 roku przez Sąd Rejonowy w Nysie za znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem.poprzez m.in. kopanie zwierzęcia i bicie go rozbitą butelką w okolice pyska.

– W zakładach karnych we Włocławku, Bydgoszczy-Fordonie i Łowiczu karę 1 roku pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym w latach 2015 – 2016 odbywał skazany przez Sąd Rejonowy we Włocławku za znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem w zamiarze jego zabicia. Sprawca zadawał zwierzęciu wielokrotne pchnięcia nożem, a następnie pozostawił je bez pomocy przywiązane do drzewa, w wyniku czego pies zmarł. Karę osadzony odbył w całości.

– Karę w ZK w Siedlcach wymiarze 3 miesięcy orzekł Sąd Rejonowy w Strzelcach Krajeńskich wobec sprawcy uśmiercenia własnego psa ze szczególnym okrucieństwem, „poprzez powieszenie go na sznurku”.

– Tyle samo dostał mężczyzna z Węgrowa, który nadział kota na widły, a potem uderzył go w głowę siekierą. Odbywał karę w tym samym zakładzie.

– Również 3 miesiące dostał sprawca „zabicia psa poprzez oddanie do niego strzału z karabinka pneumatycznego, co doprowadziło do uszkodzenia klatki piersiowej i płuc i uduszenia zwierzęcia”. Dodatkowo orzeczono zakaz posiadania zwierząt na 3 lata.

– Za wyrzucenie psa z balkonu na drugim piętrze mieszkaniec Łodzi dostał wyrok 8 miesięcy ograniczenia wolności, z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie, prócz tego nawiązkę 500 zł. Spadła na niego również część kosztów sądowych. Ponieważ uchylał się od wykonania kary, poszedł „siedzieć” na 120 dni.

– Wyrok łączny prawie 2 lat pozbawienia wolności otrzymał włamywacz, który zmiażdżył kotu czaszkę, a potem wrzucił go do pieca.

Wielu zapyta, czy wobec sprawców tak okrutnych przestępstw możliwa jest w ogóle skuteczna resocjalizacja?

 

Więzienie – i co dalej?

Poświęcono jej osobną część raportu:

15,7 proc. monitorowanych zakładów karnych posiada w swojej ofercie różnorodne formy zajęć dla osadzonych, które mogą zmienić ich przyszłe zachowania wobec zwierząt, w tym rozbudzić w nich elementy empatii dla cierpienia zwierząt.

Osadzeni co do zasady nie mają obowiązku, by podczas odbywania kary uczestniczyć w zajęciach readaptacyjnych. Jednak spora część z nich taką chęć wyrażała.

Najbardziej kompleksową ofertę zajęć readaptacyjnych dla osadzonych za przestępstwa przeciwko zwierzętom przygotował Zakład Karny w Wojkowicach w województwie śląskim. W zakładzie tym realizowany jest od 2012 program „Psiak – Poznaj, Przytul, Pokochaj”. Organizuje go Fundacja S.O.S. Dla Zwierząt w Chorzowie-Maciejkowicach.

W dotychczas zorganizowanych 7 edycjach programu udział wzięło 72 osadzonych, w tym 41 osadzonych za przestępstwa z Ustawy o ochronie zwierząt. Ale chętnie brali w nim udział również osadzeni skazani m.in. za przemoc w rodzinie. Program obejmuje m.in. wykłady prowadzone przez sędziów, lekarzy weterynarii, behawiorystów, prezentacje multimedialne, warsztaty ze szkolenia psów.

Inny program – „Dogoterapia” – objął wszystkich 21 osadzonych za przestępstwa wobec zwierząt w dolnośląskim Zakładzie Karnym w Wołowie. Osadzeni dostawali pod opiekę czworonogi, za których dobrostan byli odpowiedzialni, uczyli się również panować nad agresją. 32 osadzonych ze Strzelina wzięło udział w programie „Do serca przytul psa”, nastawionego przede wszystkim na budowanie empatii wobec cierpienia, jakie spotyka zwierzęta z ręki człowieka.

W Starem Bornem zakład karny w ramach programu „Wspólnie” odwiedzały psy ze schroniska, które osadzeni mieli przygotowywać do adopcji.

Najciekawszą ofertę readaptacyjną miał jednak ZK w Iławie – umożliwiał „kontakty ze zwierzętami takimi jak ryby, koty czy zwierzęta gospodarskie odebrane opiekunom, którzy się nad nimi znęcali.

 

Zalecenia,

jakie formułują autorzy zarówno pierwszego, jak i drugiego raportu to przede wszystkim konieczność zamiany kar pozbawienia wolności (które nawet jeśli nie są zawieszane, to są po prostu mało dotkliwe ze względu na nieefektywność i opóźnienia). W latach 2012-2014 karę ograniczenia wolności orzekano najrzadziej (tylko 20,5 proc.). A to właśnie ta forma zdaje się najbardziej skuteczna – wymaga bowiem od skazanego dodatkowego wysiłku w postaci np. wykonywania prac społecznych. To skłania do refleksji i pomaga kształtować empatię bardziej niż krótki pobyt w zakładzie karnym, na dodatek odłożony w czasie.

Według autorów wyjątkowo nieskuteczne okazują się również kary w zawieszeniu. Zdecydowanie jednak cieszy tendencja wzrostowa jeśli chodzi o ściganie: w ostatnich latach odnotowano wzrost liczby postępowań karnych wszczynanych w sprawach o przestępstwa z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt.

 

A dlaczego to dobra wiadomość?

Tendencji tej nie należy wiązać z tym, że stajemy się coraz bardziej okrutni wobec zwierząt. Wzrost ten ma raczej pozytywny wymiar: jako społeczeństwo stajemy się coraz bardziej wrażliwi na los zwierząt, coraz więcej dostrzegamy w swoim otoczeniu, coraz rzadziej pozostajemy obojętni na to, gdy sąsiad w swoim mieszkaniu katuje psa. Z drugiej strony także organy ścigania i prokuratorzy zdają się z coraz większą starannością prowadzić lub nadzorować dochodzenia dotyczące przestępstw z Ustawy o ochronie zwierząt – piszą autorzy raportu.

Potwierdza to również Magdalena Buszko, ekspertka zajmująca się problemami psów w warszawskim oddziale Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt „Viva!” w rozmowie ze Strajkiem.eu:

– To nie liczba przestępstw dokonywanych na zwierzętach wzrasta. Wzrasta wykrywalność przestępstw. Ludzie znęcali się nad zwierzętami od zawsze. Zwierzę nie miało „duszy”, było „własnością”, a czynienie mu krzywdy pozostawało bezkarne ponieważ nikt tego nigdzie nie zgłaszał, a nawet jeśli to sprawy były umarzane bo to „niska szkodliwość czynu”. Sąsiedzi czy przypadkowi świadkowie bali się donosić na sąsiada bestię lub nie uważali tego za konieczne, bo… sami postępowali podobnie. Jeszcze do niedawna topienie szczeniąt czy kociąt w wiaderku było powszechnym i całkowicie akceptowanym sposobem pozbycia się niepotrzebnego przychówku. Pies dusił kury? Za stodołą rozwiązywało się problem siekierą. Nikt nie uważał tego za znęcanie się… Bicie zwierząt było uważane za sposób wychowawczy – „Bo jak inaczej mu wytłumaczyć? Albo on, albo ja!” – tłumaczy aktywistka.

I dodaje, że wzorce przemocy wobec zwierząt, tak jak wzorce przemocy w rodzinie, często się dziedziczy:

– Te zachowania przechodziły z ojca na syna. Zwłaszcza na wsiach, ale i miasto nie jest wolne od takich przykładów. Dlaczego na wsiach? Bo tam mimo wszystko łatwiej jest się oswoić z krzywdą zwierząt jako czymś normalnym: kastracje prosiąt na żywca, świniobicie, w których uczestniczą dzieci, sprzedaż zwierząt gospodarskich na targu, nie mówiąc o kurach, które biegają po podwórku bez głowy. Dorośli pokazywali to dzieciom jako żart… Bicie i krzywdzenie zwierząt daje ludziom poczucie władzy, przyjemność i poczucie bycia „władcą życia i śmierci”. Cały czas pokutuje przeświadczenie o bezkarności.

Kiedy pytam, czy na pewno mamy się z czego cieszyć, moja rozmówczyni nie ma jednak wątpliwości:

– Co i raz zaostrza się kary za te przestępstwa, a policja nie bagatelizuje zgłoszeń. Do tego dochodzi edukacja oraz nagłośnienie takich przypadków przez media. Przez to wszystko może nam się co prawda wydawać, że rośnie ilość przestępstw wobec zwierząt, ale to rośnie właśnie ich wykrywalność i możemy tylko z przerażeniem myśleć, co działo się kiedy tego typu praktyki były właściwie całkowicie akceptowane przez społeczeństwo. Oczywiście źle, że takie rzeczy w ogóle mają miejsce, a przed nami długa droga do tego aby los zwierząt nareszcie uległ poprawie. Bo znęcanie się nad zwierzętami to nie tylko skrajne przypadki bestialstwa. To też ból zadawany zwierzętom pod pozorem miłości, kiedy to opiekun nie leczy swojego psa lub kota, skazując go na życie w bólu lub przedwczesną śmierć. To oddawanie zwierząt do schronisk. To też nieodpowiednie karmienie czy trzymanie zwierząt bez możliwości realizacji ich naturalnych potrzeb (takich jak choćby kontakt z człowiekiem, spacery, socjalizacja).

Może się wydawać, że kroki, które stawiamy, są zbyt małe i powolne, kary nie dość dotkliwe, a ogrom pracy do wykonania poraża. Jednak dobre czasy dla znęcaczy się kończą.