Ekskomunika SLD

Zbliżają się wybory. Którą z partii poprze Kościół? Wszak politycy zawsze walczyli o względy biskupów.

 

W Polsce jest ponad 11 tysięcy parafii. Co niedziela na nabożeństwach spotyka się w kościołach 13 milionów wiernych. W diecezji tarnowskiej – ponad 70 proc. wszystkich mieszkańców. W diecezji łódzkiej – 24,8 proc. Żadna partia nie jest w stanie sprostać sile politycznego oddziaływania Kościoła. Agitacji 30 tysięcy księży – stających co niedziela na ambonach. Jeśli ci księża – oprócz religijnego – poczują również polityczne powołanie.

 

Grzeszny SLD

Ta zadziwiająca historia wydarzyła się parę dni temu. I natychmiast stała się hitem mediów społecznościowych. Jej bohaterem jest Błażej Makarewicz. Członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I przewodniczący Federacji Młodych Socjaldemokratów – młodzieżówki SLD.
Błażej zdecydował się zostać ojcem chrzestnym. Zgodnie z regułami biurokracji watykańskiej, udał się do proboszcza rodzinnej parafii. By uzyskać zaświadczenie o bierzmowaniu. I takowe dostał. Jednak proboszcz parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Pułtusku-Popławach czuł się w obowiązku donieść o swoich wątpliwościach co do chrzestnego ojcowania Makarewicza.
„Należy do SLD i często wypowiadał się przeciwko Kościołowi i księżom” – napisał w zaświadczeniu proboszcz z Pułtuska. Nie wiem, co złego mówił Makarewicz o Kościele i księżach? I nie moja to sprawa. Ale jako wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej muszę zapytać. Czy w świetle nauki Kościoła rzymskokatolickiego przynależność do SLD jest grzechem?
Cała sprawa byłaby śmieszna i nadawałaby się jedynie na newsa sezonu ogórkowego. Gdyby nie fakt, że zbliża się seria wyborów. Będąc obywatelami i obywatelkami świeckiego państwa nie możemy pozwolić, by w 11 tysiącach polskich parafii księża prowadzili kampanie wyborcze. Instruując 13 milionów wyborców. Którym partiom Bóg błogosławi. A z przynależności do których trzeba się spowiadać.

 

Jezus socjalista

Osobiście jestem zwolennikiem zostawiania sacrum religijności zdala od polityki. Religia to prywatna sprawa każdego z nas. Skoro jednak Krzysztof Gawkowski, wiceprzewodniczący SLD, już kilka lat temu zrobił religijny comming-out – zacytuję go. „Jestem Polakiem, katolikiem i socjaldemokratą. I jestem z tego dumny” – powiedział w wywiadzie dla Rzeczpospolitej w 2013 roku.
Gawkowski twierdzi, że nie ma sprzeczności pomiędzy zapisami biblijnymi i tym, o co walczą socjaliści. „Mam w głębi duszy przekonanie, że Chrystus był pierwszym socjalistą” – stawia dość odważną tezę. I dodaje: „Ewangelię zawsze odczytywałem jako wezwanie do likwidowania nierówności, dążenie do pokoju i braterstwa”. Z tym ostatnim zdaniem trudno się nie zgodzić. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt. 19,24) – mówił dwa tysiące lat temu „pierwszy socjalista”. Doradzając bogaczowi podzielenie się swoim majątkiem z ubogimi.
Ale zostawmy na boku biblijne dysputy. Bo problemem katolickiej Polski nie są słowa Jezusa. Ani papieża Franciszka. Problemem jest arogancja funkcjonariuszy Kościoła. Żądza władzy. I pieniędzy.

 

Najwyższa kasta

Źle się stało, że politycy III RP zgodzili się na podpisanie konkordatu z Watykanem. Sam konkordat to zaledwie 29 artykułów – niewiele w zestawieniu z 243 artykułami polskiej Konstytucji. Zresztą zdecydowana większość zapisów konkordatu jest oczywista i niekontrowersyjna. Nudna – powiedziałbym.
Groźniejszy jest sam fakt istnienia umowy, która jakiś zakres kompetencji państwa polskiego oddaje państwu watykańskiemu. I stawia Kościół rzymskokatolicki ponad polskim prawem i Konstytucją. Pierwszy przykład z brzegu. Jeśli którejś władzy udałoby się zebrać większość konstytucyjną w Sejmie, może przewrócić zapisany w Konstytucji porządek prawny do góry nogami. Ale żeby dzień 15 sierpnia, święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, na powrót stał się w Polsce dniem roboczym – na to musi wyrazić zgodę Watykan.
Szkoda, że budując zręby III RP nie wykorzystano modelu francuskiego. Tam kościoły i związki wyznaniowe funkcjonują w oparciu o zapisy ustaw o stowarzyszeniach i fundacjach. Mając równe prawa i obowiązki z innymi organizacjami pozarządowymi. Wówczas taka sama transparentność działań i finansów dotyczyłaby zarówno Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka jak i Archidiecezji Warszawskiej kardynała Nycza.

 

Nycz Tower

Kościół nie płaci podatku od nieruchomości. Ba, żaden z polskich urzędów nie ma pojęcia, ile ziemi jest w rękach Kościoła. Będąc w Sejmie, pytałem o to w jednej z interpelacji. Szacuje się, że zmieściłoby się u nas 2000 Watykanów.
Kościół nie prowadzi ewidencji zbiórek publicznych. Nie zapisuje w księgach rachunkowych tego, co trafia co niedziela na tace w 11 tysiącach parafii. Bo ksiąg rachunkowych prowadzić nie musi. A rocznie to kwota sięgająca 8 miliardów złotych. Tymczasem księżowski podatek dochodowy stanowi ułamek tego, co musi płacić fiskusowi Kowalski bez sutanny.
Zawieszeni między Warszawą i Watykanem, biskupi na serio zabierają się za biznes. W samym centrum Warszawy Archidiecezja Warszawska zamierza zbudować 180-metrowy… Nie, nie kolejny kościół. Nowoczesny wieżowiec. Z biurami do wynajęcia. Ma się nazywać Roma Tower, ale warszawiacy już ochrzcili go mianem Nycz Tower. Jeśli po zbudowaniu okaże się, że czynsz z wynajmu wieżowca przeznaczony zostanie na potrzeby Kościoła, fiskus nie zobaczy ani złotówki. Istne kościelne eldorado.
Jeśli już mowa o kościelnych „drapaczach chmur”, wolę Chrystusa ze Świebodzina. Jadąc nad morze parę dni temu, podziwiałem to 36-metrowe „arcydzieło sztuki sakralnej”. Miejscowi twierdzą, że po jego wybudowaniu, wzrosły obroty pobliskiego Tesco. Chrystus stojący naprzeciwko, gestem rozłożonych rąk, zaprasza do robienia zakupów w supermarkecie.

 

Ślub Tuska

Dysponując licznymi przywilejami, biskupi muszą dbać o ich zachowanie. A w czasach rządów takich jak dziś – o poszerzanie wpływu Kościoła. Podobno na ostatniej prostej są przygotowania pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego do wydania werdyktu w sprawie aborcji. Trudno mieć złudzenia, że okaże się korzystny dla kobiet. A potem Jarosław Kaczyński bezradnie rozłoży ręce. To nie on zadecydował, by nakazać kobietom rodzenie niepełnosprawnych dzieci. Częstokroć skazanych na cierpienia i rychłą śmierć. To Trybunał. Ale pisowski Sejm jak najszybciej wykona wyrok Trybunału Konstytucyjnego i przegłosuje zakaz aborcji. By zdążyć przed wyborami.
Bo politycy, nie tylko ci z Prawa i Sprawiedliwości, przed wyborami stają się jakby bardziej religijni. Tak jest od lat. Donald Tusk po 27 latach małżeństwa, w 2005 roku doszedł do wniosku, że brak mu ślubu kościelnego. I klęknął przed ołtarzem. Dziwnym trafem, tuż przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi. Choć niejednokrotnie zapewniał wyborców, że przez biskupami klęczeć nie zamierza.

 

Świeckie państwo

Dzisiejszy Sojusz Lewicy Demokratycznej musi konsekwentnie bronić świeckiego państwa. Naprawiając również błędy poprzedników. Bo nie zawsze stali oni naprzeciwko biskupów w pozycji wyprostowanej. Przecież to za czasów rządów lewicy zaczęto wypłacać pensje katechetom z kieszeni podatników.
Wypowiedzenie lub renegocjacja konkordatu. Religia w salkach przykościelnych. Decyzja o aborcji w rękach kobiet, a nie księży. In-vitro dla młodych rodziców. Związki partnerskie – dla partnerów i partnerek. I koniec z rozdawnictwem publicznych pieniędzy. Miliardów dla katechetów. Milionów na wody termalne Rydzyka. I świątynie. Niech politycy lewicy głośno zapewniają o tych atrybutach świeckiej Polski. Również przed wyborami.
To za to oberwał Makarewicz od prowincjonalnego księżunia. Za świeckie państwo, o które zabiega jego partia. Mówi się: trudno. Nawet jak ojcem chrzestnym nie zostanie.

 

Zbliżają się wybory

Zbliżają się wybory. Którą z partii poprze Kościół? Dla obywatela świeckiego państwa odpowiedź może być tylko jedna. Żadną! Ale nie w Polsce.
Wszyscy widzieliśmy w telewizji Jarosława Kaczyńskiego. Beatę Szydło. Mateusza Morawieckiego. Przemawiających sprzed ołtarza na Jasnej Górze w Częstochowie. Pamiętamy posłanki i posłów Platformy Obywatelskiej. Gremialnie uczestniczących w corocznych rekolekcjach. W Łagiewnikach. W klasztorze w Tyńcu. I na Świętej Górze w Gostyniu. Wraz z innymi modlił się Grzegorz Schetyna – donosiły o tym media. „Zostaliśmy duchowo nakarmieni” – mówił po jednym z takich spotkań Rafał Grupiński, do niedawna szef klubu parlamentarnego PO.
To się kiedyś nazywało unią tronu i ołtarza. Gdy pojęcie świeckiego państwa nie istniało. A dzisiaj? To nic innego jak korupcja polityczna. Świeckich polityków. I tych w sutannach. My o was dobre słowo z ambony. I delikatna sugestia, przy którym nazwisku postawić wyborczy krzyżyk. A wy nam odkroicie plasterek ze świeckiego państwa. Zrezygnujecie z in vitro. Nie zlikwidujecie funduszu kościelnego. Wprowadzicie zakaz aborcji. A poza tym: dacie więcej pieniędzy na wody termalne. I zgodę na wieżowiec w centrum Warszawy. Istne pomieszanie sacrum i profanum!
„A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni. (…) I rzekł do nich: «Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców»” (Mt 21:11-13).

 

***

W poprzedniej kadencji Sejmu, Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył projekt ustawy zakazującej prowadzenia agitacji wyborczej w kościołach. Oczywiście, głosami POPiS-u i PSL-u projekt przepadł. Ale za rok, po powrocie posłanek i posłów SLD do parlamentu, do tego tematu z pewnością wrócimy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *