Protestuje ale deportuje

Władze Meksyku skierowały pod adresem USA pretensje w związku z użyciem gazu łzawiącego na ich terytorium. Sprawa dotyczy niedzielnych wydarzeń na granicy meksykańsko-amerykańskiej, w których ucierpieli członkowie słynnej “karawany uchodźców”. Jednak sam Meksyk również staje się mniej przychylny dla migrantów – rozpoczyna deportacje.

 

Meksykańskie MSZ poinformowało w poniedziałek, że wystosowało notę dyplomatyczną do ambasady Stanów Zjednoczonych z prośbą o wszczęcie dochodzenia w sprawie incydentu, do którego w niedzielę doszło w Tijuanie, na granicy obu krajów.

W mieście tym przebywa obecnie kilka tysięcy migrantów, którzy w kilku grupach składających się na “karawanę uchodźców” z Ameryki Środkowej, dotarli pod granicę USA. Cały czas liczą na możliwość przedostania się na terytorium Stanów Zjednoczonych, które są ich celem, mimo że poważnych szans na to nie mają. Prezydent Donald Trump uruchomił wielką kampanię nienawiści wobec pochodu migrantów z Południa, notorycznie strasząc swych rodaków, że w karawanie idą przeważnie bandyci i roszczeniowcy, którzy zamierzają żerować na Amerykanach. Trump tworzy atmosferę poważnego zagrożenia ze strony „obcych” i granicę meksykańską obsadził siłami wojskowymi w liczbie 7 tys żołnierzy.

W niedzielę, setki migrantów wyczerpanych oczekiwaniem i trudnymi warunkami bytowymi zorganizowały demonstrację pod samym ogrodzeniem granicznym, skandując m.in. „Nie jesteśmy przestępcami! Ciężko pracujemy!” Meksykańska straż graniczna podjęła próbę zatrzymania przemieszczającej się manifestacji, ostatecznie jednak część jej uczestników usiłowała sforsować zasieki rozdzielające dwa kraje. Amerykańscy funkcjonariusze użyli wówczas pocisków z gazem łzawiącym i gumowych kul wobec nieuzbrojonego tłumu, w którym znajdowały się rodziny z dziećmi, a który cały czas przebywał formalnie na terytorium Meksyku. Tego właśnie dotyczą pretensje meksykańskiej dyplomacji.

25 listopada strona meksykańska wyraziła oburzenie z powodu postępowania amerykańskich służb granicznych. Domaga się rzetelnego śledztwa w tej sprawie i ukarania winnych. MSZ napisało, że zamierza „chronić prawa człowieka i bezpieczeństwo migrantów”. Również przyszła minister spraw wewnętrznych Olga Sanchez zapewniała, że dla postępowego rządu prezydenta-elekta Andresa Manuela Lopeza Obradora sprawą pryncypialną będzie „respektowanie praw człowieka chroniących migrantów i zapewnienie im odpowiedniej ilości pożywienia, usług medycznych i zakwaterowania”. Zaprzeczyła, by jej przyszły rząd godził się na jakiekolwiek porozumienie z USA w sprawie powstrzymania napływu migrantów, o którym obecnie plotkują media.

W duchu wsparcia dla uchodźców wypowiedział się też minister dyplomacji Hondurasu – kraju, z którego wyruszyła pierwsza grupa „karawany”. Wezwał Stany Zjednoczone do „uszanowania praw człowieka (…) tak jak nakazuje prawo międzynarodowe”, a postępowanie amerykańskiej straży granicznej uznał nawet za “atak na jedność mieszkańców Ameryki Środkowej”. Działania USA potępił też południowoamerykański oddział organizacji humanitarnej Oxfam, podkreślając, że użycie gazu i gumowych kul przeciwko bezbronnym przyniósł „wstyd” Stanom Zjednoczonym.
Mimo, że meksykańska dyplomacja ujęła się częściowo za migrantami, ministerstwo spraw wewnętrznych określiło grupę protestujących w niedzielę na granicy jako “agresywną”. Potępili “prowokatorów”, którzy zdaniem instytucji doprowadzili do eksplozji przemocy na granicy. Ministerstwo zapowiedziało, że zgodnie z meksykańskimi przepisami deportowane mogą zostać osoby „zagrażające porządkowi prawnemu”. Zapowiedziało również, „wykrycie źródeł” takie niebezpiecznego ich zdaniem postępowania, by móc im na przyszłość zapobiec, również przez „wzmocnienie granicy”. Instytut Imigracji rozpoczął już procedury deportacyjne wobec blisko stu osób.

Szacunki mówią o ok. 6-7 tys. ludzi, którzy w „karawanie uchodźców” przybyli z kilku krajów Ameryki Środkowej uciekając stamtąd przed biedą i szalejącą przemocą, a obecnie przebywają na terenie obozów przejściowych na obrzeżach Tijuany, która graniczy z amerykańskim hrabstwem San Diego. Liczą na azyl w USA, do którego mają prawo zgodnie z amerykańskim prawem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *