Od szlabanów należy zacząć Odpowiedź na artykuł PKP PLK

Dziękuję firmie PKP PLK za odniesienie się do artykułu pt. „Bez szlabanów ludzie giną”. W artykule w Dzienniku Trybuna wspomniano między innymi o tragicznym wypadku w Rzeszowie, gdy 19 grudnia br. samochód został uderzony przez pociąg na przejeździe kolejowym pozbawionym rogatek (czyli szlabanów bądź półzapór) – co spowodowało śmierć kierowcy samochodu i jednej z pasażerek, zaś druga została bardzo ciężko ranna.
W terminologii potocznej taki przejazd jak w Rzeszowie określany jest mianem niestrzeżonego. W terminologii stosowanej przez PKP, jest to przejazd strzeżony, tyle że innymi sposobami niż rogatki – ale według PKP, także skutecznymi.
Jak widać w tym przypadku, były to sposoby zupełnie nieskuteczne, natomiast oczywiste wydaje się, że gdyby na feralnym przejeździe były rogatki, to samochód nie wjechałby na tory przed pociągiem. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdyby autem kierował samobójca albo wariat, ale na to już nic nie można poradzić.
Pan rzecznik Mirosław Siemieniec ma oczywiście rację, gdy pisze, że kierowca, który zastosuje się do umieszczonych na drodze informacji może bezpiecznie pokonać przejazd. Naturalnie, że może! Tyle, że na całym świecie, a w Polsce w szczególności, są kierowcy, którzy takie informacje ignorują.
W rezultacie, na przejazdach bez rogatek ludzie ciągle giną i będą ginąć. Można nadal mówić, że to wina bezrozumnych prowadzących. Tyle, że państwo – a w tym przypadku państwowa firma PKP PLK zarządzająca infrastrukturą kolejową – powinno być od nich mądrzejsze i maksymalnie ograniczać możliwość podjęcia przez nich głupiej decyzji o nieprzemyślanym wjechaniu na przejazd. Zwłaszcza, że są przecież w Polsce i przejazdy bez sygnalizacji świetlnej , gdzie zdarzają się tragedie.
Najtańszym i bardzo skutecznym sposobem ograniczenia liczby śmiertelnych wypadków na przejazdach kolejowych byłoby wyposażenie w automatyczne półzapory wszystkich skrzyżowań dróg z torami, po których kursują pociągi pasażerskie. To dobrze, że przybywa bezkolizyjnych przejazdów, gdzie droga biegnie nad lub pod torami. Wiadomo jednak, że tylko część przejazdów zostanie tak przebudowana. Podtrzymuję zatem pogląd, iż bez szlabanów ludzie giną – i żałuję, że firma PKP PLK, z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów, nie planuje radykalnego zwiększenia liczby rogatek z półzaporami.

2 thoughts on “<span class="entry-title-primary">Od szlabanów należy zacząć</span> <span class="entry-subtitle">Odpowiedź na artykuł PKP PLK</span>”

  1. Szanowny Panie Redaktorze!
    Na początku przyznam się, że PKP mocno nie lubię i mam ku temu bardzo, ale to bardzo ważne osobiste powody. To po pierwsze.
    Po drugie, znam sprawę rogatek na przejazdach z długoletniej praktyki.
    Pan rzecznik Siemieniec odpowiedział Panu niedbale. Słowem nie wspomniał o kilku zasadniczych sprawach związanych z przejazdami, o których będzie niżej. Na razie – po trzecie – wspomnę tylko o tym, że Pan Redaktor ma pełne prawo mylić się w kwestii rogatek przejazdowych, ale rzecznik nie ma prawa. Nie po to zarabia 10 tysięcy netto (naprawdę tyle), żeby się mylić i wypisywać bzdury.
    Teraz ad rem. Primo: PLK, zarządca linii kolejowych w Polsce, jest spółką akcyjną. Co to ma do rzeczy? Ma, i to sporo. Jako spółka prawa handlowego musi dbać o swój bilans. Dlatego chętnie łoży na modernizację linii kolejowych, bo z tego ma kasę. Przewoźnicy po nowych liniach jeżdżą częściej i płacą za to jak za zboże, bo stawki udostępniania zmodernizowanych linii przewoźnikom są bardzo wyśrubowane. Co innego przejazdy kolejowo-drogowe. To kolejowe „dobra martwej ręki”. Kasy z nich żadnej, a koszt wielki. Jak wielki – o tym za chwilę. Żaden prezes usytuowany tak jak szef PLK, czyli jako prezes spółki akcyjnej (nic tu nie ma do rzeczy, że państwowej, bo i tak rozliczają go z wyniku finansowego) nie wpakuje znaczących pieniędzy w coś, co nie przynosi przychodu. Gdyby go ulokować tak, jak szefa GDDKiA, czyli agendy państwowej, można by wymóc na nim budowę rogatek w interesie społecznym. W spółce prawa handlowego coś takiego jak interes społeczny, nie ma prawa zaistnieć. Zwłaszcza w tej skali.
    Secundo: kasa. Wielka kasa. Przejazdów, o których mowa, jest ok. 10 tysięcy. Koszt zaopatrzenia 1 przejazdu w rogatki to ok. 3 milionów. Koszt wszystkich, jak łatwo policzyć, to 30 miliardów. Do tego doliczmy roczny koszt utrzymania takiego przejazdu (skromnie licząc ok. 20 000 zł), co daje 200 milionów. Doliczmy też koszt zatrudnienia odpowiedniej ilości monterów, którzy będą te przejazdy remontować. Policzmy aż 20 przejazdów na 1 montera. 10 tys. przejazdów da nam 500 monterów. Niech zarobią po 5 tys. na głowę + koszt zatrudnienia jeszcze 5 tys. Razem 60 milionów rocznie. Koszt urządzenia stanowisk pracy dla tej pięćsetki to przynajmniej 5 milionów. Reasumując: ponad 30 miliardów jednorazowo + 260 milionów rocznie. Pomijam koszt naprawy rogatek zdewastowanych przez kierowców, a to zdarza się nadzwyczaj często. Kosztuje to jednorazowo od kilku do kilkuset tysięcy.
    Tertio: jeszcze o porządku prawnym. Wspomniałem o mocno wadliwym rozwiązaniu, jakim jest usytuowanie zarządcy torów w roli spółki prawa handlowego i co z tego (między innymi!) wynika. Teraz o jeszcze jednym absurdzie. Otóż zakwalifikowanie przejazdu do jednej z kategorii (np. do kategorii przejazdów z rogatkami) następuje nie na podstawia widzimisię zarządcy linii kolejowych, lecz m.in. na podstawie tzw. iloczynu ruchu, czyli ilości samochodów na przejeździe i ilości pociągów w ciągu doby (rozporządzenie ministra infrastruktury i rozwoju z 20 października 2015). Ilość pociągów od lat zmniejsza się raczej niż zwiększa, za to lawinowo rośnie ruch samochodowy, zatem to ten drugi odpowiada w 99% przypadków za podwyższenie kategorii przejazdu. Kto więc ponosi całkowity koszt ulepszenia przejazdu (czyli np. wyposażenie w rogatki za 3 miliony)? Nie, nie zgadł Pan. Całkowity koszt, czyli 3 miliony + pochodne, o których było powyżej, ponosi zarządca infrastruktury KOLEJOWEJ. Czyli kompletna bzdura.
    Ma Pan rację, że bezpieczeństwo to nie tylko szlabany. Przede wszystkim to kwestia rozsądnych rozwiązań prawnych, a dopiero daleko za tym np. zachowanie kierowców na przejazdach, np. oduczenie kierowców omijania rogatek „slalomem”, niezatrzymywania się na znakach „stop”, nieprzejeżdżania tuż przed jadącym składem („chyba zdążę”) i mnóstwo innych grzechów polskiego kierowcy.
    Na koniec trochę czarnego humoru. Otóż pisze do Pana p. rzecznik, że „z roku na rok nie zastąpi się przejazdów kolejowo-drogowych wiaduktami”. Ma na to „twarde dane”, bo ostatnio co roku powstaje kilkadziesiąt wiaduktów nad lub pod torami. Czyli należy p. rzecznika rozumieć, że istnieje jakaś Operacja Wiadukt, dzięki której dla dobra społeczeństwa budujemy „mosty dla pana starosty”. Otóż te twarde dane są licha warte, bo wiadukty powstają tylko tam, gdzie za pieniądze unijne modernizujemy linie kolejowe. Kiedy unijne źródełko wyschnie, skończy się bezpowrotnie Operacja Wiadukt i pozostanie szara rzeczywistość, czyli (fachowo się wyrażając) „przejazdy w poziomie szyn”. I wypadki. Dużo, dużo wypadków.
    Z poważaniem,
    Krzysztof Łańcucki, b. rzecznik PLK, obecnie 63-letni bezrobotny zwolniony przez PKP „za politykę”.
    (imię, nazwisko, dawna funkcja i obecna sytuacja życiowa do wyłącznej wiadomości Pana Redaktora)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *