Żeby nie zmarnować w niedzielę głosu przy urnie trzeba zagłosować tylko na jedną listę kandydatów.

Najlepiej na tę z numerem 3, czyli listę Lewicy. Trzeba uważać, bo lista numer 1 to Konfederacja, zaś „dwójka” to PiS. Głosuje się stawiając na karcie do głosowania znak „x” w kratce z lewej strony obok nazwiska jednego z kandydatów z tej listy, przez co wskazuje jego pierwszeństwo do uzyskania mandatu. I jeśli będzie to ostatnie miejsce na liście, jak w przypadku Piotra Gadzinowskiego w Warszawie, czy drugie zajmowane przez Piotra Kusznieruka w Podlaskiem, to postawiony przez nas „x”, właśnie ich, a nie osoby zajmujące inne miejsca na tej liście desygnuje do Sejmu.
Głos staje się nieważny, jeżeli na karcie do głosowania postawimy „x” w kratce z lewej strony obok nazwisk dwóch lub większej liczby kandydatów z różnych list albo nie postawiono tego znaku w kratce z lewej strony obok nazwiska żadnego kandydata. Podobna sytuacja ma miejsce, jeżeli na karcie do głosowania znak „x” postawiono w kratce obok nazwiska kandydata umieszczonego na liście, której rejestracja została wcześniej unieważniona. Wtedy jest tak, że nasz głos jest nieważny, co przy naszym systemie wyborczym powoduje, że de facto głosujemy na PiS.
Nie jest jednak tak, że cała nasza aktywność wyborcza sprowadza się do jednego „iksa”. Przecież obok posłów wybieramy również ludzi do zasiadania w Senacie. A tu mamy jeszcze większą szansę ograć „Zjednoczoną Prawicę”.
W przypadku głosowania na senatorów, też „x” stawiamy przy tym, kogo chcemy wybrać. Ale na liście służącej do wyborów do izby wyższej. I nie stawiamy, przy nikim innym, bo głos będzie nieważny. A w przypadku tych wyborów, nieważny głos, to coś więcej błąd.