Chory człowiek Europy

Druga fala pandemii na naszym kontynencie jakoś ogranicza się przede wszystkim do Polski. To smutny wynik działań PiS-owskiej ekipy.

Na zapisane niechlubnie w historii określenie „chorego człowieka Europy” zasługuje dziś niestety objęta pandemią Polska – a zwłaszcza jej PiS-owskie władze,. Najpierw nie umiały one przygotować kraju do nadejścia pandemii koronawirusa, choć miały ku temu czas i stosowne środki (o czym samochwalczo przekonywały), a teraz nie potrafią zapobiec rosnącej fali zakażeń. Fali zakażeń, której wzrost same spowodowały, prowadząc – dla swych niskich, partyjnych celów – działania nie liczące się z życiem i zdrowiem Polaków.
Od samego początku pandemii władze ociągały się ze zwiększaniem ilości testów. Czy powodem tej opieszałości nie było przyjęcie założenia, że jeśli będzie mało testów, to wykażą też one mało stwierdzonych zakażeń, a więc PiS-owska ekipa będzie mogła się chwalić w rządowych mediach swą (rzekomą) skutecznością w zwalczaniu koronawirusa?
Szczególnie drastycznym przykładem poświęcania przez władzę zdrowia i życia Polaków dla celów partyjnych, stało się zorganizowanie w trakcie pandemii wyborów prezydenckich. PiS-owscy prominenci pragnęli bowiem, by wybory prezydenckie odbyły się jak najwcześniej, zanim jeszcze większość Polaków zacznie negatywnie oceniać rządzących za ich nieumiejętność zwalczania epidemii.
PiS-owska władza nie chciała więc ogłosić stanu klęski żywiołowej (przewidzianego między innymi właśnie na wypadek epidemii), nie godząc się na odkładanie wyborów – a nakazują to przepisy o stanie klęski żywiołowej. Cel osiągnięto, nie bacząc na zdrowie i życie mieszkańców kraju, oraz na Konstytucję, którą Prawo i Sprawiedliwość złamało przeprowadzając te wybory.
Do historii pogardy rządzących wobec dobra rządzonych na zawsze wejdzie słynna wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego, który apelował do osób starszych, najbardziej zagrożonych koronawirusem: „Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii i to jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już nie trzeba się go bać, trzeba pójść na wybory, tłumnie /…/ Wszyscy, zwłaszcza seniorzy, nie obawiajmy się. Idźmy na wybory”.
Tymi słowami premier chciał zmobilizować do udziału w wyborach ludzi starszych, stanowiących w dużej mierze elektorat Andrzeja Dudy, którzy w pierwszej turze wyborów prezydenckich z obawy przed koronawirusem, nie głosowali zbyt tłumnie. Zachęcenie ich do liczniejszego udziału w drugiej turze – bez liczenia się z ich życiem i zdrowiem – miało stanowić jeden ze sposobów zapewnienia zwycięstwa Andrzejowi Dudzie.
„Obywatele usłyszeli, że nie ma zagrożenia, żeby się nie obawiać. Ale nie jest to, niestety, prawda” – powiedział prof. Bolesław Samoliński z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dziś Polacy zbierają owoce tej wymierzonej przeciw ich zdrowiu, dzialalności rządzących. Dane z bilansu sobotniej doby informują, że w naszym kraju na koronawirusa zmarło 13 osób. To, przykładowo, tyle samo co we Włoszech (13) i więcej niż w Niemczech (12) – choć jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nieprawdopodobne, że nasz kraj osiągnie takie nasilenie pandemii, jak wspomniane kraje, znacznie ludniejsze od Polski. A pamiętajmy, że we Włoszech czy w Niemczech przeprowadza się przecież znacznie więcej testów, niż u nas. Jak „rzetelnie” analizuje się u nas testy pokazuje przykład niedbalstwa z Kielc, które spowodowało konieczność unieważnienia wyników badania aż 230 tys. próbek.
I nie ma co opowiadać kłamliwych bajek o drugiej fali koronawirusa opanowującej również nasz kontynent. Jakoś w Europie ta fala ogranicza się niestety głównie do Polski. Nie możemy się równać choćby z najbliższymi unijnymi sąsiadami, Czechami czy Słowacją, gdzie już nie umiera się na koronawirusa. U Słowaków dotychczas zmarło na pandemię w ogóle tylko 31 osób. W Polsce – już 1800. W potężnie zaludnionej Japonii – dotychczas 1042, a sobotniej doby jedynie 6 (podczas gdy u nas trzy razy więcej).
PiS-owska władza, która zasiała wiatr, unika jak może zbierania burzy – i oczywiście nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za wzrost zakażeń i zgonów. Przy pomocy propagandy w rządowych mediach chce całą winą obarczyć obywateli, zarzucając im nieprzestrzeganie ograniczeń – choć sama zapewniała, iż koronawirusa nie trzeba się bać. PiS-owska ekipa jest pierwsza w przechwalaniu się, a do błędów nie zamierza się przyznawać nigdy.