6 lipca 2022

loader

Czy ta strategia przyniesie sukces?

Ważna debata o stanie i przyszłości naszej gospodarki pomiędzy Mateuszem Morawieckim a jego poprzednikami w fotelu wicepremiera.

Ekonomiści zwykle świetnie potrafią postawić diagnozę i wyznaczyć naważniejsze cele. Trochę gorzej idzie im z zaplanowaniem działań, jakie powinny doprowadzić do osiągnięcia tych celów, zaś największe problemy mają zwykle z skutecznym zastosowaniem proponowanej terapii.
Nie ma na razie powodów, by sądzić, że inaczej będzie w przypadku wicepremiera Mateusza Morawieckiego, którzy przedstawił swoją strategię odpowiedzialnego rozwoju na spotkaniu z udziałem kilku byłych wicepremierów, odpowiadających w przeszłości za gospodarkę oraz finanse (zorganizowanym 28 października w Akademii Leona Koźmińskiego).
Wicepremier (i minister rozwoju oraz finansów w jednej osobie) trafnie określił podstawowe nieprawidłowości jakie wystąpiły podczas polskiej transformacji gospodarczej. Dość łatwo było też zgodzić się z proponowanymi przez niego celami. Niewiele jednak usłyszeliśmy o drogach, jakie wieść mają ku tym celom.

To, co zrobiono nie tak

Za jedną z nieprawidłowości czasów transformacji wicepremier uznał przebieg prywatyzacji w Polsce. Jej efekt był taki, że sprzedaliśmy zagranicznym właścicielom nie tylko ponad połowę przemysłu i dwie trzecie bankowości, zaś rynek nieruchomości komercyjnych należy do nich w prawie 90 proc.
Pozbyliśmy się też centrów decyzyjnych, badawczych i innowacyjnych – czego nie uczynili np. Czesi, którzy między innymi dzięki temu mieli w ostatnim ćwierćwieczu wyższy wzrost płac niż Polacy, są bogatsi od nas, a w ich rękach jest więcej własności. Jeśli porównamy się z państwami zachodnimi, różnice będą już drastyczne. Własność należąca do statystycznego Polaka ma dziesięciokrotnie mniejszą wartość niż własność Brytyjczyka i dziewięciokrotnie mniejszą niż Niemca.
Na polskiej prywatyzacji skorzystali głównie zagraniczni inwestorzy. Lekkomyślnie pozbyliśmy się post-PRL-owskiego zasobu gospodarczego – mówił Mateusz Morawiecki, przywołując przykłady tych zakładów, które zostały w polskich rękach i dziś odnoszą sukcesy, jak choćby Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych (powstałe w 1951 r.) czy PKO BP (powstał w 1919 r.).
W wielu państwach europejskich też przeprowadzono prywatyzację – ale tam nabywcami sprzedawanych zakładów były głównie rodzime firmy. Natomiast w wyniku polskiej prywatyzacji, z naszego kraju wypływa do zagranicznych właścicieli ok. 90 mld zl rocznie – to dwukrotność naszego deficytu. Ten kapitał mógłby pozostać w Polsce. Zmarnowano potencjał wiedzy inżynierskiej, który akurat w naszym kraju był wysoki. Wiele prywatyzacji polegało wyłącznie na kupnie udziałów w rynku, jak na przykład sprzedaż wrocławskich zakładów Elwro, które zostały zlikwidowane przez nowych właścicieli.
Trudno też mówić, wbrew ciągłym opowieściom o tym, że jesteśmy „zieloną wyspą”, iż Polska stała się krajem jakiegoś spektakularnego sukcesu gospodarczego. Polska nie jest ani w ruinie, ani w rozkwicie. W tym stuleciu średnie tempo wzrostu gospodarczego na świecie wynosi 3,6 proc. rocznie. W Polsce – 3,1 proc. W dodatku płace realne Polaków rosły w tempie prawie dwukrotnie niższym niż nasz produkt realny brutto. Dziś PKB na jedną osobę jest na Tajwanie dwa razy wyższy niż w Polsce, a w Korei Południowej o 60 proc. wyższy. Czterdzieści lat temu oba te państwa (i ich mieszkańcy) były znacznie biedniejsze od nas.

W stanie nierównowagi

Po 1989 r. w Polsce prawie nigdy nie było długofalowej strategii gospodarczej i wciąż żywe było hasło z początków naszej transformacji – że najlepszą polityką gospodarczą jest jej brak. W rezultacie mamy kilkudziesięciu bardzo bogatych ludzi, którzy dzięki współpracy z państwem zbili fortuny – ale państwo nie wsparło należycie polskiej gospodarki.
Obniżono podatek dochodowy od działalności gospodarczej z 27 do 19 proc., bo przedsiębiorcy zgodnie zapewniali, że dzięki temu będą więcej inwestować. I co? Inwestycje przestały rosnąć, mamy dziś jeden z najniższych poziomów inwestycji w Europie (za to na kontach przedesiębiorców przybyło wolnych środków).
Jesteśmy obecnie jednym z kilkunastu najbardziej zadłużonych państw świata. Nasze zadłużenie zagraniczne wynosi łącznie 2 biliony 200 miliardów złotych – mówił wicepremier Morawiecki. Są oczywiście kraje mające większy dług, jak na przykład Japonia. Tyle, że wierzycielami japońskiego długu są przede wszystkim sami Japończycy (jak zresztą i długów wielu krajów świata). Wierzycielami długu polskiego – głównie podmioty zagraniczne.
Polska gospodarka jest dziś w wielu stanach nierównowagi. Przyrosty wydajności są coraz niższe, nie mamy własnych nowatorskich technologii, środki unijne będą się zmniejszać, musimy ograniczać emisję dwutlenku węgla (co kosztuje), oszczędności mamy bardzo niewielkie – a na kredytach nie da się stale opierać rozwoju.
Otoczenie gospodarcze nam nie sprzyja. Unijna dyrektywa antykadmowa zaszkodzi polskiemu przemysłowi nawozowemu, także i surowsze limity CO2 czy nowe obowiązki dokumentacyjne dotyczące pracowników są wymierzone w naszą gospodarkę. Spośród podstawowych swobód gospodarczych, zapisanych w traktacie będącym podstawą Unii Europejskiej, praktycznie nie funkcjonuje swoboda przepływu usług, na której najbardziej zależy mniej zamożnym członkom UE, w tym także i Polsce. Ta swoboda nie leży w interesie bogatych członków Unii więc skutecznie ją torpedują. Słusznie mówią niektórzy polscy eksporterzy, że wolny rynek to może jest w Europie Środkowo-Wschodniej, ale na pewno nie w Zachodniej.

Nadmiar instytucji go zabije

Świat się zmienia. Potężna gospodarka chińska zwalnia, rośnie siła globalnych monopoli, trwa rewolucja cyfrowa i robotyzacja. To musi mieć konsekwencje dla Polski. W USA, jak policzono, w ciągu najbliżych 15 lat zniknie ponad 45 proc. obecnych zawodów. Kto będzie beneficjentem tych przemian? 99 proc. majątku świata należy do 1 proc. ludzi. 80 proc. firm na wszystkich giełdach świata należy do 20 proc podmiotów. Czy znowu tylko najbogatsi będą korzystać?
Żeby Polska mogła wziąć udział w tym wyścigu, nasze państwo musi tworzyć warunki do rozwoju innowacyjności. Potrzebujemy ludzkich talentów i współpracy innowacyjnych firm z innowacyjnym państwem. To właśnie jest klucz do sukcesu – a nie tylko niskie podatki. Są pewne możliwości, które leżą tylko w rękach państwa. Dlatego państwo narodowe jest świetnym wynalazkiem, a za patriotyzmem narodowym z czasem pójdzie i gospodarczy. Dawni liberałowie nie wyobrażali sobie wzrostu takiego jak nasz, opartego na kredycie i długu. Polska musi stawiać na oszczędności i inwestycje. Nikt mnie nie przekona, że jesteśmy za biedni aby więcej oszczędzać. Oszczędności są kluczowe, ale potrzebujemy też dobrego prawa i instytucji o dobrej jakości – przekonywał Mateusz Morawiecki.
Jego poprzednicy-wicepremierzy nie całkiem zgadzali się z tezami obecnego szefa polskiej gospodarki i finansów.
Marek Borowski zauważył, że Korea Południowa, przywołana jako przykład sukcesu gospodarczego, rozwijała się bez zasiłków i emerytur, a gdy ktoś się buntował, to strzelano. Borowskiemu nie podobają się nieodpowiedzialne wypowiedzi niektórych członków rządu, skandaliczna, jak powiedział, awantura o Trybunał Konstytucyjny, oraz działania obecnej ekipy, które doprowadziły do spadku zaufania i wzrostu podziałów w społeczeństwie. Docenia jednak rolę programu 500 plus w zmniejszaniu nierówności finansowych oraz determinację rządu w zwiększaniu efektywności systemu podatkowego. Zaapelował do wicepremiera, aby nie wdawał się w walki polityczne, zostawił przeszłość i skupił się na tym, co trzeba robić – w tym także na znalezieniu źródeł finansowania jego strategii, które obecnie są niewystarczające. Zasugerował też, że obok podnoszenia jakości instytucji w Polsce, należałoby je również likwidować, bo ich nadmiar kiedyś zabije wicepremiera.
Grzegorz Kołodko, gospodarz spotkania wicepremierów, przedstawił znaczenie Polski w gospodarce świata, przypominając, że wytwarzamy rocznie 0,88 proc. produktu światowego brutto o wartości ok. 1 biliona dolarów. Życzył Mateuszowi Morawieckiemu aby strategia odpowiedzialnego rozwoju przyniosła sukces i proponował zmniejszenie wydatków na uzbrojenie oraz zwiększenie wydatków na edukację, do odsetka PKB, jaki stanowią one w Niemczech. Powiedział też, że wicepremier ma szczęście, bo jego koledzy i koleżanki zapewniają takie igrzyska, że nikt mu nie przeszkadza i może pracować w spokoju. Zarzucił zaś, że Morawiecki wkłada wszystkich swych poprzedników do jednego worka, podczas gdy w polskiej gospodarce były okresy zwolnienia i przyśpieszenia rozwoju – a najbardziej znamienity z punktu widzenia wzrostu gospodarczego, był okres realizacji „Strategii dla Polski”. (W latach 1994-97, gdy wicepremierem i ministrem finansów był jej twórca Grzegorz Kołodko).
Według Janusza Piechocińskiego, polską prywatyzację należy ocenić nieco lepiej. Zawsze stanowiła ona jakiś wybór – można było na przykład nie sprzedawać Mittalowi huty Warszawa, ale wtedy pewnie zostałaby ona zamknięta.

Bez fundamentalnej zgody

Marek Belka polemizował z tezą wicepremiera Morawieckiego o nierównowadze w polskiej gospodarce – ponieważ w istocie Polska to jeden z bardziej zrównoważonych gospodarczo krajów Unii Europejskiej (nasz dług wynosi 110 proc. PKB podczas gdy dla całej UE jest to 350 proc. PKB). Konieczna jest jednak ostrożność w wydatkach, gdyż nie da się ich zwiększać, planując jednocześnie zmniejszanie podatków. Uznał, że nie ma co mówić o przyśpieszeniu naszego wzrostu gospodarczego, bo sukcesem będzie jeśli da się go utrzymać. Wzrostowi inwestycji, będącemu podstawą rozwoju gospodarczego, nie sprzyja program 500 plus. Źle się też stanie, jeśli wrócimy do poprzedniego wieku emerytalnego (65 i 60 lat).
Jacek V. Rostowski w sposób fundamentalny, jak powiedział, nie zgadza się z opiniami Mateusza Morawieckiego o zbyt wolnym rozwoju gospodarczym Polski. Przypomniał, iż w 1990 r. nasz PKB stanowił 40 proc. PKB czeskiego, podczas gdy dziś, już 80 proc. Nierealne jest jednak osiągnięcie do 2030 r. takiego poziomu konsumpcji, jaki średnio miała cała UE w ubiegłym roku – co zakłada strategia odpowiedzialnego rozwoju; tym bardziej, że nie przewiduje ona rezerw na rozmaite niekorzystne sytuacje, jakie mogą zaistnieć. Stwierdził, że można osiągać szybki wzrost gospodarczy przy niskiej stopie inwestycji. Zaproponował też, aby nie przejmować się pułapką średniego rozwoju, o której często mówi wicepremier Morawiecki, ponieważ czegoś takiego w ogóle nie ma. Za podstawowe zadania naszego państwa uznał zaś zapewnianie coraz wyższych poziomów edukacji, praworządności oraz przestrzegania Konstytucji – z czym nie jest najlepiej.
Zdaniem Waldemara Pawlaka, polska gospodarka przede wszystkim powinna być konkurencyjna, zaś innowacyjność to tylko narzędzie. Trudne zresztą w użyciu, gdyż polskiej innowacyjności szkodzi brak efektu skali, występującego w USA. Na przykład, polskie Nasza Klasa oraz Gadu Gadu stworzono wcześniej, niż podobne komunikatory w USA. Miały one jednak dziesięciokrotnie mniejsze grono odbiorców, więc musiały przegrać.
Janusz Steinhoff, choć ocenia, że strategia odpowiedzialnego rozwoju jest dość racjonalna, nie wierzy jednak w pełną skuteczność jej narzędzi – mimo że wszystkie te narzędzia są w rękach Mateusza Morawieckiego. Widzi też w niej sprzeczności: na przykład obniżenie wieku emerytalnego kłóci się ze zwiększeniem tempa wzrostu gospodarczego. Proponuje wprowadzenie powszechnego systemu emerytalnego, bez nadzwyczajnych przywilejów dla różnych grup zawodowych, oraz zapewnienie przyjaznego systemu podatkowego.
Mniej zastrzeżeń zgłosił Henryk Goryszewski, który powiedział, że wicepremier Morawiecki realizuje jego marzenia – i ma luksusowe warunki, ponieważ teraz rząd jest jednopartyjny. Gdy zaś on sam był wicepremierem w latach 1992-93, rząd tworzyło aż osiem partii, co znacznie utrudniało sprawne funkcjonowanie.
Wzorem, dość często przywoływanym podczas spotkania wicepremierów, była gospodarka naszego wielkiego zachodniego sąsiada. Trudno się nie zgodzić ze słowami Mateusza Morawieckiego, że dla Niemców ich gospodarka to jedna wielka Deutschland AG. Niech więc i nasza gospodarka zacznie kiedyś funkcjonować tak spójnie, jakby była jedną Spółką Polska.

trybuna.info

Poprzedni

Lewandowski trafił dwa razy

Następny

Tuczenie futbolowych krezusów