Ko(s)miczne wizje rządu – i rzeczywistość

Pod rządami PiS w naszym kraju, wedle ocen Europejskiej Agencji Kosmicznej, firmy sektora kosmicznego „znajdują się na najniższym poziomie rozwoju”.

Jak powszechnie wiadomo, sektor kosmiczny jest jednym z najbardziej innowacyjnych i zaawansowanych technologicznie obszarów w gospodarce europejskiej i światowej. Mało kto chyba natomiast wie, że w naszym kraju istnieje coś takiego jak Polska Strategia Kosmiczna.
Wydawać by się mogło, że nasza, delikatnie mówiąc, niespecjalnie nowoczesna gospodarka, nie bardzo ma czego szukać w przestrzeni kosmicznej. A jednak, mamy ambicje w tej dziedzinie. W rezultacie, w listopadzie 2012 r., za rządów PO, Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej.
Natomiast w lutym 2017 r., już za czasów PiS, formalnie weszła w życie wspomniana Polska Strategia Kosmiczna, ustalająca cele rozwoju naszego sektora kosmicznego (który ponoć wykazuje jakieś oznaki aktywności). To jednak, że weszła w życie, nie oznacza, że przynosi jakiekolwiek efekty. Najważniejsze jest, że działa u nas stosowny urząd – Polska Agencja Kosmiczna z suto opłacanymi stanowiskami. To wspaniała robota, wolna od pośpiechu i odpowiedzialności!
W Polskiej Strategii Kosmicznej wyznaczone zostały trzy cele strategiczne oraz pięć celów szczegółowych, które powinny zostać osiągnięte do 2030 r. Jest to więc perspektywa bezpieczna, bo na tyle odległa, że PiS, zgodnie ze swą metodą działania, może obiecywać co chce, nie troszcząc się o realizację obietnic. Koordynatorem realizacji Strategii jest minister właściwy do spraw gospodarki. Nie przepracowuje się, skoro realizacji nie ma.
Cele strategiczne mają doprowadzić do tego, że polski sektor kosmiczny będzie zdolny do skutecznego konkurowania na rynku europejskim, a jego obroty wyniosą co najmniej 3 proc. ogólnych obrotów tego rynku (proporcjonalnie do polskiego potencjału gospodarczego).
Ponadto, polska administracja publiczna będzie wykorzystywać dane satelitarne dla szybszej i skuteczniejszej realizacji swoich zadań, a krajowe przedsiębiorstwa będą w stanie w pełni zaspokoić popyt wewnętrzny na tego typu usługi oraz eksportować je na inne rynki.
Polska gospodarka i instytucje publiczne mają zaś posiadać dostęp do infrastruktury satelitarnej, umożliwiający zaspokojenie ich potrzeb, zwłaszcza w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności.
Natomiast cele szczegółowe obejmują: 1 – Wzrost konkurencyjności polskiego sektora kosmicznego i zwiększenie jego udziału w obrotach europejskiego sektora kosmicznego.
2 – Rozwój aplikacji satelitarnych, co ma stanowić wkład w budowę gospodarki cyfrowej.
3 – Rozbudowę zdolności zapewnienia bezpieczeństwa i obronności państwa z wykorzystaniem technologii kosmicznych i technik.
4 – Stworzenie sprzyjających warunków do rozwoju sektora kosmicznego w Polsce.
5 – Budowę kadr dla potrzeb polskiego sektora kosmicznego.
Jak widać więc, zarówno cele strategiczne jak i szczegółowe, są na tyle niekonkretne i … pozbawione szczegółów, iż trudno będzie komukolwiek czynić zarzuty, że nie zostaną zrealizowane. Trudno zaś cokolwiek zrealizować, jeśli wszystkie te cele stanowią propagandową lipę, mającą pokazać elektoratowi, jak to PiS-owska władza śmiało buduje w Polsce innowacyjną gospodarkę przyszłości.
W rzeczywistości, nikt tu niczego nie buduje i nawet nie próbuje. Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła właśnie, że w Polskiej Strategii Kosmicznej nie zapisano jakimi instrumentami minister właściwy do spraw gospodarki miałby wykonywać zadania związane z realizacją celów strategicznych i szczegółowych.
A ponieważ nie zapisano, więc minister nie podjął żadnych działań i nie stworzył systemu wykonania tej strategii. Nie przypisał też odpowiednim instytucjom celów i kierunków, które mają realizować. Nie zobowiązał również nikogo, a w szczególności kierowników jednostek uczestniczących w strategii kosmicznej, do okresowej oceny stopnia wykonania wspomnianych celów. W rezultacie, nikt nic nie wie i niczym się nie przejmuje.
„Podjęta przez Ministra w październiku 2019 r. (w czasie kontroli NIK) próba uzyskania całościowej wiedzy o stanie realizacji projektów wymienionych w PSK okazała się bezskuteczna” – stwierdza Najwyższa Izba Kontroli (chodzi o Jadwigę Emilewicz).
Kiepsko wygląda także proces tworzenia ram prawnych dla rozwoju sektora gospodarki kosmicznej. Polska jest stroną trzech traktatów tworzących międzynarodowy system prawa kosmicznego. Wszystkie te umowy nakładają na nasz kraj konieczność uregulowania w krajowym prawie takich kwestii jak: zasady wyrażania zgody na działalność w przestrzeni kosmicznej przez podmioty krajowe oraz wyznaczenie organu odpowiedzialnego za nadzór nad tego rodzaju działalnością; zasady prowadzenia krajowego rejestru obiektów kosmicznych; zagadnienia dotyczące odpowiedzialności państwa oraz kwestie odszkodowawcze.
Oczywiście nic z tego nie zostało wykonane. Nie ukończono prac legislacyjnych nad projektem ustawy o działalności kosmicznej i Krajowym Rejestrze Obiektów Kosmicznych. Prace nad tymi regulacjami zapoczątkowane zostały już w 2013 r., za rządów PO. Ale dwa lata później w wyborach wygrało Prawo i Sprawiedliwość i prace ustawodawcze zarzucono.
Konsekwencją braku ustawy jest niewykonywanie części zadań przez Polską Agencję Kosmiczną oraz nie wypełnianie przez nasz kraj zobowiązań międzynarodowych dotyczących rejestracji obiektów kosmicznych. Między innymi, nie zarejestrowane były dwa polskie satelity (czyli latają wokół Ziemi „na dziko”).
„Nierealizowanie zobowiązań wynikających z prawa międzynarodowego może negatywnie wpływać na wizerunek Polski, jako kraju, który pretenduje do aktywnego udziału w europejskiej polityce kosmicznej” – ubolewa NIK. Tu akurat Izba trochę przesadza, bo jest wiele czynników znacznie bardziej negatywnie wpływających dziś na wizerunek Polski, niż niewykonywanie zobowiązań międzynarodowych.
Nie zmienia to faktu, że Polska wedle ocen Europejskiej Agencji Kosmicznej znajdowała się na najniższym poziomie rozwoju firm sektora kosmicznego. W przypadku Polski raczej trudno zresztą mówić o jakimkolwiek rozwoju skoro, jak stwierdza NIK, minister nie wypracował kryteriów oceny wzrostu kompetencji polskiego sektora kosmicznego – a tym samym nie monitorował wpływu wydatków ponoszonych z budżetu państwa na wzrost efektywności sektora.
Wygląda to na przemyślaną strategię rządową, dzięki której można ciągnąć kasę od państwa, nie przejmując się żadnymi wynikami. A kasa jest niemała, bo w skontrolowanym prez NIK okresie od 1 stycznia 2016 r. do 30 czerwca 2019 r., dla polskiego sektora kosmicznego przeznaczono z budżetu państwa łącznie 157 mln zł oraz jeszcze aż 136 milionów euro uzyskanych od Unii Europejskiej. Jeszcze więcej Polska musi płacić w ramach składki członkowskiej do Europejskiej Agencji Kosmicznej. W latach 2016-2019 Polska wpłaciła do tej agencji łącznie 165,4 mln euro, to jest ok. 620 mln zł.
Jakie rezultaty przyniosły wszystkie te wydatki? Najprawdopodobniej żadne (oczywiście oprócz wysokich apanaży dla urzędników rządowych zajmujących się naszą „ekspansją kosmiczną”). „Minister nie przeprowadzał ani nie dysponował wynikami analiz, które pozwoliłyby na ocenę, w jakim stopniu firmy sektora kosmicznego przybliżyły się w tym czasie do wyższego poziomu rozwoju” – stwierdza jednoznacznie NIK.
Nie został też przyjęty Krajowy Program Kosmiczny – a zgodnie z zapisami Strategii miał być podstawowym narzędziem realizacji jej celów. Jak wykryła NIK, w 2018 r. Polska Agencja Kosmiczna odpowiedzialna za opracowanie tego dokumentu, nierzetelnie przygotowała finansową jego część. Przede wszystkim nie uzyskała żadnego potwierdzenia gotowości do zaangażowania finansowego w realizację Programu Kosmicznego.
Zdaniem NIK, brak Krajowego Programu Kosmicznego jest postrzegany przez przedsiębiorców, jako jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla rozwoju sektora kosmicznego w Polsce. Poniewczasie, w byłym już Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii jego szefowa (a obecnie wicepremierka) Jadwiga Emilewicz podjęła próbę wypracowania właściwego trybu przyjęcia programu kosmicznego, tak aby możliwe było rozpoczęcie finansowania jakichś zadań. Była to jednak próba nieudana, a resort przedsiębiorczości i technologii nawet nie był w stanie stanie stworzyć podstaw prawnych do zatwierdzenia takiego dokumentu przez jakikolwiek organ. W rezultacie, przez lata projekt Krajowego Programu Kosmicznego już się kompletnie zdezaktualizował.
Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła ankietę wśród jednostek naukowo-badawczych oraz firm z sektora kosmicznego (mamy w Polsce nawet Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego!). Ankietowani wskazali na podstawowe bariery utrudniające rozwój polskiego sektora kosmicznego.
Te najważniejsze bariery to: brak Krajowego Programu Kosmicznego; brak efektywnych mechanizmów finansowania; preferencyjne podejście do firm prywatnych kosztem jednostek badawczych, które mogą najczęściej pełnić jedynie rolę podwykonawcy usług badawczych; brak długofalowej wizji rozwoju; brak wiedzy merytorycznej; brak urządzeń do przetwarzania danych; wybór ekspertów do Europejskiej Agencji Kosmicznej spośród urzędników a nie naukowców lub fachowców-praktyków.
Ostatni zarzut jest kompetnie naiwny. Czy ktoś naprawdę mógłby uważać, że strona polska zechce delegować specjalistów na intratne stanowiska w Europejskiej Agencji Kosmicznej, zamiast urzędników, będących z reguły krewnymi i znajomymi królika? Przecież jak w Polsce ktoś jest urzędnikiem, w dodatku jeszcze odpowiednio umocowanym politycznie i towarzysko, to siłą rzeczy jest też ekspertem, nadającym się na wszelkie posady zagraniczne.
I tak właśnie wygląda nasz podbój kosmosu w wydaniu Prawa i Sprawiedliwości.