Sztuka jako lokata

Na dziełach sztuki można zarobić, ale jest to rozwiązanie dla ludzi cierpliwych i takich, którzy nie dadzą się oszukać.
Z roku na rok kupujemy coraz więcej dzieł sztuki, traktowanych przez zamożniejszych Polaków jako niezła lokata kapitału. I coraz więcej za nie płacimy. Co ciekawe, pandemia koronawirusa nie tylko nie zahamowała tego procesu, ale nawet go przyspieszyła, czemu sprzyja permanentna już nieopłacalność odkładania pieniędzy w polskich bankach. – Przez ostatnich kilka lat jesteśmy świadkami nieustannego bicia rekordów. W roku 2019 rynek sztuki w Polsce znowu osiągnął najwyższe obroty, zbliżając się do 300 mln złotych. Odbyła się też rekordowa liczba 337 aukcji, a jeden z domów aukcyjnych przekroczył 150 mln złotych obrotu i zdobył ponad połowę rynku – mówi Rafał Kamecki, prezes portalu o rynku sztuki w Polsce Artinfo.pl.
W ciągu pierwszego półrocze 2020 r., czyli okresu, kiedy pandemia wywołała zawirowania w niemal każdej branży, sprzedaż sztuki wzrosła o niemal 30 proc. w stosunku do półrocza roku ubiegłego. Jeśli ten trend się utrzyma, to pod koniec tego roku znowu w naszym kraju osiągnięty zostanie historyczny wynik.
Choć w ubiegłym roku nadal rosło zainteresowanie kolekcjonerów sztuką współczesną, nastąpił też widoczny powrót do sztuki dawnej, która w latach wcześniejszych wyraźnie traciła na rzecz „klasyki nowoczesności”. To poniekąd zrozumiałe, gdy traktuje się sztukę jako lokatę kapitału. Malarstwo współczesne jest bowiem technicznie dużo łatwiejsze do sfałszowania, niż obrazy sprzed kilkuset lat – a tym samym wartość takiej podrobionej lokaty może okazać się równa zeru.
Ciekawe, że po raz pierwszy w 30-letniej historii rodzimego rynku aukcyjnego ranking najdroższych transakcji otwiera praca rzeźbiarska. Za grupę postaci „Caminando” Magdaleny Abakanowicz zapłacono ponad 8 mln złotych. Magdalena Abakanowicz zmarła trzy lata temu, więc jej dzieł już nie powstanie więcej, co sprzyja wzrostowi cen – o ile oczywiście mamy do czynienia z wybitnymi pracami. – Na całym świecie umacnia się tendencja, zgodnie z którą najdroższe obiekty artystyczne z roku na rok stają się coraz droższe – zaznacza Rafał Kamecki.
No i pomagają tu czasy kryzysu, które paradoksalnie oznaczają wyraźny wzrost cen i dochodów na rynku sztuki.