Tykająca bomba zegarowa

Na rynek, w trakcie kryzysu, wchodzi duża grupa młodych osób naznaczonych koronawirusem.
Mowa tu o tykającej bombie zegarowej, gdyż pozostawienie młodych ludzi poza rynkiem pracy na długi czas zmniejsza ich szanse znalezienia lepszej pracy w przyszłości.
Dla rządu powolnie rosnące bezrobocie rejestrowane świadczy rzekomo o skuteczności podjętych działań. Tymczasem sytuacja na rynku pracy to nie tylko dane dotyczące bezrobocia rejestrowanego. Stan rynku pracy znajduje odbicie również w liczbie i atrakcyjności ofert pracy, wysokości oferowanych wynagrodzeń i benefitów czy perspektyw inwestycyjnych firm na rynku – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Już badanie Diagnoza Plus , przygotowane przez Uniwersytet Warszawski, Ośrodek Badawczy GRAPE i Centrum Analiz Społeczno Ekonomicznych, pokazało jak bardzo nieadekwatne do rzeczywistości jest nasze spojrzenie na samo zjawisko bezrobocia.
Gdy wybuchła pandemia COVID-19, wiele rządów, w tym polski, zdecydowało się, w ramach specjalnych programów (w Polsce: tarcz antykryzysowych), zapobiegać zwolnieniom pracowników zatrudnionych na umowy o pracę. W ten sposób część miejsc pracy jest utrzymywana przy życiu, lecz de facto są one „martwe” – tylko czekają na odłączenie kroplówki. To tak zwane zombie jobs. Mogą w Europie stanowić nawet 6 proc. całkowitego zatrudnienia (czyli 9 mln miejsc pracy; dane na podstawie badania Allianz).
Ocena jak wiele zombie jobs istnieje w Polsce jest trudna, gdyż stan rynku pracy postrzegany jest głównie przez pryzmat bezrobocia rejestrowanego. A ono ulega zmianie powoli, bo pracownicy w firmach korzystających z tarcz antykryzysowych objęci są okresem ochronnym. Gdy on się skończy, bezrobocie będzie rosło szybciej niż dotychczas – przewiduje TEP. Poza tym, przez obniżoną aktywność gospodarczą na świecie zmniejszy się także popyt na pracę.
Polska gospodarka skurczy się w tym roku o 5,4 proc., a pod koniec roku bezrobocie mocno wzrośnie – wynika z lipcowej prognozy Narodowego Banku Polskiego „Raport o inflacji”. Kryzys, jednak nie wszystkich dotknie w równym stopniu. Daje się zauważyć, że w wyniku ograniczeń działalności gospodarczej, osoby pracujące w oparciu o różne formy zatrudnienia, w różny też sposób zostały dotknięte kryzysem. Osoby zatrudnione na umowę o dzieło czy zlecenie znacznie poważniej odczuły skutki kryzysu niż zatrudnieni na umowę o pracę. Z usług osób pracujących w oparciu o umowy cywilno-prawne z dnia na dzień można zrezygnować. Statystyki nie obejmują skali tego zjawiska.
Podobnie, w nieproporcjonalnie dotkliwy sposób dotknięte kryzysem zostały osoby młode, do 25 roku życia, stawiające pierwsze kroki na rynku pracy oraz osoby do 29 roku życia, które często wykonują pracę właśnie w ramach umów cywilno-prawnych (umowa o dzieło, zlecenie). To one są największymi ofiarami kryzysu.
Pandemia COVID-19 ma niszczycielski wpływ na zatrudnienie młodych ludzi na całym świecie. Według raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO) pt. „COVID-19 i świat pracy. Czwarta edycja” pandemia ma nieproporcjonalnie duży wpływ na wzrost bezrobocia wśród młodzieży. W szczególności dotyka młode kobiety. Jedna osoba na sześć wśród osób młodych była zmuszonych do zaprzestania pracy już na początku epidemii. Ponad czterech na dziesięciu młodych pracowników było zatrudnionych w usługach gastronomicznych, hotelarstwie, handlu hurtowym i detalicznym – sektorach najbardziej dotkniętych kryzysem.
W Polsce rocznie niemal 400 tys. osób wchodzi na rynek pracy. Osobom poniżej 25 roku życia doskwierają nie tylko problemy w procesie edukacji (nauka zdalna wiąże się m.in. z wyzwaniami sprawdzania wiedzy, obecności, aktywności), ale również mniejsza liczba szkoleń, w związku z ciosem zadanym branży szkoleniowo-eventowej przez koronawirusa, jak i mniejszą pulą środków na szkolenia, którą dysponują pracodawcy. Młodzi odczuwają także barierę wejścia na rynek pracy w okresie stanu epidemii – nikt nie chce zatrudniać od razu osób młodych do pracy zdalnej.
Istnieje wiele obaw, że wstrząs gospodarczy wywołany pandemią może głęboko odbić się na rocznikach wchodzących na rynek pracy. Niezależnie czy nazwiemy osoby rozpoczynające teraz karierę zawodową „pokoleniem Lockdownu”, „Covidialsami” „Coronialsami”, „Kwarantanialsami” (pojęcia nawiązujące do COVID19 i koronawirusa), czy „generacją Zoom” (sformułowanie pochodzące od aplikacji do wideokonferencji), to faktem jest, że tegoroczni absolwentów szkół wyższych stracili taką szansę na budowanie swojej pozycji na rynku pracy, jaką miały poprzednie generacje.
Statystycznie, na podstawie badań osób rozpoczynających karierę zawodową w trakcie kryzysu 2008-2009, możemy powiedzieć, że wchodzący na rynek pracy w 2020 roku będą dłużej wykonywać gorzej płatne prace i więcej czasu zabierze im uzyskanie awansu – ocenia TEP. Później wezmą kredyt na mieszkanie i później zdecydują się na dzieci. Istnieją również badania na temat wzrostu awersji do ryzyka u osób dorastających w czasie pandemii, rodzące długotrwałe konsekwencje dla wzorców oszczędzania, czy zasad życia społecznego (np. dystansu w relacjach społecznych).
Z powodu swoistej konstrukcji systemu zabezpieczeń społecznych oraz przywilejów socjalnych dla osób wykonujących pracę na etat, rządowe programy utrzymywania zatrudnienia w firmach są jednocześnie kulą u nogi dla osób młodych, które pracy szukają. W ten sposób pandemia oraz działania rządu pogarszają nierówności międzypokoleniowe. Raport „COVID-19 i mobilność społeczna” opublikowany przez London School of Economics wskazuje, że przed kryzysem młodsze pokolenia już zmagały się z niskimi płacami, mniejszymi szansami na zatrudnienie, podejmowaniem pracy „na czarno”.
Co gorsza, według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) „Młodzi i COVID-19” prognozy na najbliższe dwa lata dotyczące sytuacji młodych osób na rynku pracy są fatalne. Pracodawcy mogą preferować przyjmowanie nowych pracowników na krótkie kontrakty, staże, umowy zlecenia czy o dzieło – i niechętnie będą sięgali po rozwiązanie, jakim jest umowa o pracę.